| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| Wiara | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 15 |
|
Kiedyś założyłem taki temat: Czy jeśli coś jest napisane to jest już prawdą? Otóż nie jest tak - jednak wszyscy "nowowiercy" jako że poszukują rzeczy wypełniajacej pustkę wiary uwierzą byle szybciej i byle łatwiej - stąd taki ogromny w ostatnim czasie rozkiwt różnego rodzaju kościołów, stowarzyszeń religijnych, czy sekt. Znamienne przy tym jest to, że w zasadzie nie rośnie liczba "samowierców".
Założyłem też inny temat: Czym jest prawda? Właśnie na tym gruncie - prawdy - potrzeba popatrzeć na religię. Mało jest faktów, które możemy stwierdzić. Fakty instytucjonalne tutaj pomijam, bo nieraz już mówiłem że są one drugo, a nawet i trzeciorzędne w kwestii wiary - jako psychologicznego i socjologicznego fenomenu. Jakie fakty ogólnie prawdziwe możemy ustalić, które zostałyby powiązane z wiarą? Nie z wiarą Katolicką, czy Wschodnią, czy Islamu czy jakąkolwiek inną. Też już o tym kiedyś pisałem :-) Ale widać nieraz trzeba powtarzać kilak razy.
1. Istnieje Bóg ( bogowie, Energia, Myśl, Stworzyciel, Wszechświat - coś/ktoś będący na górze - ponad człowiekiem i światem )
I pytanie: czy jest to faktem zasadniczo wspólnym dla większości religii i ludzi wierzących?
2. Bóg ( jakkolwiek nazwany ) jest Istotą wszechmocną i wszechinteligentą, wszechogarniającą - która zasadniczo wpływa na losy świata pośrednio ( przez stworzenie ) lub bezpośrednio.
3. Czy ludzi wedle tych religii stworzył Bóg? Czy stworzył Cię Bóg?
W moim odczuciu te trzy punkty są prawdziwe i wspólne dla zdecydowanej większości religii a także dla wielu "samowierców". Czy nie są to podstawowe intuicje dotyczące Boga?
Pax :-)
|
|
|
Spoko temat! :)
2xTAK
ad. 3. Dusza ludzka to część "Boga".
Dla rozwoju ciała zostały stworzone warunki początkowe, a później proces przebiegał przy wspomaganiu innych istot (nawet ludzie ulepszają rośliny i zwierzęta metodą inżynierii genetycznej).
Nośnik cielesny rozwinął się na tyle, by przyjąć duszę typu "ludzkiego", która dzięki licznym trudnościom interreakcji z materią szybciej i dynamiczniej się rozwija.
Wszystko to "teatr Boga" - podobnie jak samodoskonalenie programów komputerowych opartych na sieciach neuronowych - programista zapewnił warunki początkowe i ma ciekawe widowisko.
Wszyscy jesteśmy "komórkami" w "ciele" "Boga".
Kochajmy się, nie roztrząsając drobnych różnic doktrynalnych.
Skupmy się na tym, co nas łączy, a nie dzieli.
Super inicjatywa Bracie! :)
Bóg jest zjednoczoną mocą, pierwotną i wieczną. Ta moc jest autentyczną siłą, dzięki której powołane zostało życie, aby stało się jej towarzyszem i wędrówką. Życie, które zostało powołane poddawane było wielu eksperymentom, aż nośnik duszy został ukształtowany tak, że mógł wziąć cząstkę tej mocy do zewnętrznych, rozszerzających się wszechświatów.
Bezkształtna świadomość jest tą cząstką Boga, której zmniejszono prędkość z częstotliwości stanu boskiego do indywidualności, gdzie może stać się autonomiczna i doświadczyć wolnej woli. Wszystkie cząstki mają podobne częstotliwości albo prędkość wirowania (spin-rate) i są one zdolne obniżyć swoją częstotliwość na życzenie, w przypadku wejścia do membran świadomości, do których można wejść tylko po przybraniu formy. A więc bezkształtność staje się formą i zaraz przed wejściem w ciało, świadomość aktywuje szablon DNA stosownie do wymaganych przez nią doświadczeń wewnątrz membrany rzeczywistości, którą wybrała.
Boga można znaleźć wszędzie, ponieważ jest zjednoczoną mocą, ale paradoksalnie, bycie zjednoczoną mocą jest także unikalne albo indywidualne. Fizycy tłumaczą, że we wszechświecie odgrywają rolę cztery podstawowe siły (moce): silna jądrowa, słaba jądrowa, grawitacji i elektromagnetyczna. Moce te są faktycznie fasetami pojedyńczej mocy, bardziej pierwotnej (główniejszej) i absolutnie przyczynowej.
Leżącym u podstaw (pierwotnym) celem istnienia jest poszerzanie i urozmaicanie form życia, w celu umożliwienia Pierwotnemu Stwórcy pełnej ekspresji i percepcji (postrzegania) życia. Gatunek ludzki jest jednym z niezliczonej liczby czujących form życia, których liczba i różnorodność wciąż rośnie w całym kosmosie. Jest on jednym z atomów w Ciele Kolektywnego (wspólnego) Boga. W jego świadomości, rodzaj ludzki jest ograniczony w postrzeganiu wszechświata całości, z powodu zbytniego polegania na pięciu zmysłach. Zmysły te są potężnymi siłami skupiającymi ludzki instrument na oddzielnej (pojedynczej) rzeczywistości, tak jak maska nurka może skupiać jego uwagę na podwodnym świecie.
Te inne wizerunki Boga zostały stworzone tak, że instrument ludzki może zgłębiać Pierwszego Stwórcę i krystalizuje obraz Niezrównanego Istnienia wystarczający, by posuwać się naprzód przez Hierarchię i dostąpić perspektywy Suwerennej Całości. Niemniej jednak to, co utrzymujecie jako Boga, nie jest Pierwszym Stwórcą, ale fasadą Pierwszego Stwórcy, rozwijaną przez Hierarchię jako zrozumiała interpretacja Pierwszego Stwórcy. Musimy wam powiedzieć, że te "interpretacje" są niezmiernie nie utrafione w swym portretowaniu.
- Czy Bóg stworzył wszechświat?
- Tak. Bóg jest Przyczyną wszystkiego. Jest Wielkim Inicjatorem. Jest Zasadą, od której wszystko się zaczęło.
- Czy w zrodzeniu człowieka ma większy udział Bóg czy kosmici?
- Bóg. Bóg powołał do życia człowieczego Ducha. Od tej chwili Duch sam szuka dróg doskonalenia się. Jedną z nich jest umiejętność przejawiania się w materii, którą sobą ożywia. Samą materię mogą na różne sposoby ugniatać przeróżne istnienia, lecz tylko Duch może wpleść w nią życie. W przyszłości także ludzkość stworzy nowe gatunki, lecz życiem napełni je Duch i z woli Ducha tak się stanie.
Tak, formę człowieka stworzyły obce rasy, lecz to Duch Człowieczy zstąpił w nią, upatrując szansę dla własnego rozwoju. Człowiek Prawdziwy sam wybrał takie rozwiązanie.
- Czy to znaczy, że człowiek mógł wyglądać zupełnie inaczej?
- Wyglądał i wygląda. Duch Człowieczy wciela się w różne postacie.
- Czy obecna postać ludzkiego ciała jest dobrym kompromisem między umiejętnościami Ducha a fizycznymi zdolnościami adaptacyjnymi?
- Tak. I to bardzo, choć stworzycielom formy przyświecały w czasie jej powstawania zupełnie odmienne cele.
- Czy kosmici chcieli uczynić z nas niewolników?
- I oni, i człowiek materialny jest marionetką w rękach sił wyższych. Gra toczy się w wielu wymiarach i na różnych poziomach świadomości. Są zaangażowane w nią siły stojące niemal u kresu doskonałości. Dla człowieka już samo uczestnictwo w tej grze oznacza awans. Na szczęście siły opiekujące się ludzką rasą mają cele zbieżne z naszymi.
- Słyszałem, że ludzkość jest najpotężniejszą cywilizacją w Kosmosie. Jak to w takim kontekście rozumieć?
- Ludzki Duch jest wielką nadzieją wszystkich na zrozumienie świadomości i istnienia. Zwrócona jest na niego uwaga ras doskonalszych od ludzkości. Już wiadomo, że to przez człowieka objawi się prawda ostateczna i że to on zjednoczy u kresu swej drogi całe istnienie w Bogu. To jedna z przyczyn przysposabiania naszego gatunku do przewodnictwa. Lecz na efekty tych przeobrażeń trzeba jeszcze długo czekać, choć wielu ma już o tym mgliste pojęcie.
- Czy ludzie żyją także na innych planetach?
- Tak. Duch Ludzki przejawia się w swojej rodzinie na różne sposoby. Rozmaity wygląd ciał, dopasowanych do istniejących na planetach warunków, niewiele tu zmienia. Jednak to Ziemia, a nie pozostałe światy, uważana jest za dom człowieka. Tutaj, w różnych wymiarach, zachodzą prawie wszystkie najistotniejsze zmiany związane z naszą ewolucją.
Mogę was zapewnić, że milowymi krokami nadchodzi radosny czas odrodzenia. Już dokonują się w człowieku zmiany, które niedługo pozwolą mu poznawać rzeczywistość na poziomie równym objawieniu. Wtedy znikną liczne wątpliwości, a człowiek przestanie się wikłać w bezzasadne spory.
- Dlaczego tak mało prawd było przekazywanych w wiekach wcześniejszych? Wasze słowa mogłyby bardziej przyspieszyć rozwój duchowy ludzkości.
- Nie mogłyby. Dusza ludzka ewoluuje stopniowo i wcześniej nie była jeszcze przygotowana na radosne nowiny. Tylko nieliczni dostępowali objawień. Większość z nich cierpiała z tego powodu lub ginęła, nie znajdując zrozumienia współczesnych i nie mogąc dopasować się energetycznie do nowych warunków egzystencji. Lecz ziarno zostało posiane, czego teraz zbieracie plony.
- Czy treści Starego Testamentu są prawdziwe? Czy Bóg tam opisany zstąpił na górę Syjam (Syjon)?
- Opisy dotyczą jednych z założycieli waszej cywilizacji, tak samo materialnych jak wy. Za to stojących na znacznie wyższym poziomie technicznego rozwoju. Ale i oni są instrumentem w rękach Panów Waszego i Naszego Świata. Pan Waszego i Naszego Świata także podlega woli Boga. Uczy się poprzez nas. Nie sądzicie chyba, że opisane w Starym Testamencie historie, gloryfikujące ludobójstwo i upadłą moralność, mogą mieć coś wspólnego z Bożą Doskonałością? Nie mogą i nie są. Wasi materialni przewodnicy popełnili wiele błędów i wiele się dzięki temu nauczyli. Teraz uczą się was.
- Czy Bóg to jednostka?
- Bóg to konkretna istota. To świadomość samojedna powstała ze zbiorowej świadomości istot znajdujących się na bardzo wysokim etapie ewolucyjnego rozwoju.
Sam Bóg nigdy nie pragnął własnego czczenia. Wręcz odwrotnie, uczył poprzez innych, że to On chce czcić efekty własnej pracy, że najważniejszym zadaniem człowieka jest nie oddawanie się patosowi religijnemu, lecz poszukiwanie samego siebie, swoich związków z przyrodą i drugim człowiekiem. Właśnie to nazywa się poszukiwaniem Boga, czyli siebie. Interpretacja w duchu materializmu duchowego jest zaprzeczeniem nauk Jezusa. Bóg nie jest żadnym wyższym urzędnikiem, o którego łaskę trzeba zabiegać. On stara się o nas i to jest najpiękniejsze. I to wystarczy. Lepiej zająć się sobą, niż skazanymi na porażkę próbami poznania Zakresu Jego Wielkości.
Kwestia integralności z Bogiem nie istnieje, gdyż jesteśmy jego częścią, nigdy nie porzuconą. Rozpatrywanie tego w kontekście jakiejkolwiek tradycji religijnej jest dla was stratą czasu. Przynosi jednak sporo zysków stanowi kapłańskiemu. Tymczasem Jezus uczył, że człowiek sam dla siebie jest najwyższym kapłanem. Nadszedł czas, by nareszcie obudziło się to, co zatruli nasi poprzednicy, przedstawiający się za mędrców. Człowiek, tracąc własną ważność, traci z oczu ideę Boga.
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=85272&p=1
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
:-) Liczyłem na większy odzew, ale cieszę się ze choć Ty odpisałeś. No więc w duchu ekumenicznym możemy się zgodzić co do samej esencji wiary.
Pax :-)
|
|
|
|||
|
Większość bywalców forum zrezygnowało z dyskusji która (nie daj boże) mogła by poszerzyć horyzonty Brata na szerszy wgląd w wielu kwestiach.
Zapewne jak i ja stwierdzili że judeo-chrześcijański model świata jest rozpadającą się wydmuszką czy też zgniłym jajem.
Nikogo też nie namawiam do całkowitego odrywania się od ziemi choć przy pokrętnych metafizycznych metaforach KrK zgubić się znaczy ''uwierzyć'' w tajemnice pańską.
Jedynie Darek ze swoją ''anielską cierpliwością'' ma jeszcze ochotę podyskutować z Bratem.
Jezus dawał świadectwo miłości, otwartości i akceptacji. Żadnej tam wiary w miłość ojca, a autentyczną świadomość jedności z Bogiem.
Pamiętamy że despotyczni władcy (chociażby papieże) zbudowali całe to rytualno-sekciarskie bałwochwalstwo.
Brat jak i większość katolików chroni takie puste formy-wydmuszki, oddalając się od zrozumienia takich prostych pojęć jak akceptacja wolnej woli drugiego człowieka. Kręci nosem i szuka dziury w całym kiedy inni chcą robić to samo na swój sposób.
Z pewnością trza mu pogratulować wytrwałości w tym skupisku wariatów, wynalazców-amatorów i innowierców.
W końcu ktoś musi narzucać sztandardy normalności by inni mogli się sprzeciwiać.
|
|
|
Czym jest wybaczenie i dlaczego warto wybaczyć.
Jest czas, gdy coraz więcej ludzi poszukuje różnych dróg rozwoju duchowego. Przyczyny są rozmaite. Pomijając globalne zmiany energetyczne na poziomie planetarnym, które są z pewnością główną przyczyną, jednak przez wielu niedostrzegalną i nieuświadomioną, istnieją te, które każdy z nas odnajduje w swym życiu.
Generalnie to wewnętrzny ból, dyskomfort życia czy trudne doświadczenia są motorem do zastanowienia się nad sobą i własnym istnieniem.
Istnieją różne religie, kierunki, dogmaty, wiele szkół, nauczycieli, mistrzów, wprowadza to sporo zamieszania, ale i umożliwia wybranie tego, co sercu najbliższe. Możemy skorzystać z tej różnorodności i jest to wspaniałe, że mamy obecnie tak powszechny dostęp do tej wiedzy.
Czasami zdarza się jednak, ze ta rozmaitość powoduje trudność w wyborze.
Człowiek poszukujący własnej ścieżki rozwoju, popada często w pułapkę, rozpoczyna praktykę w jednej drodze/ szkole, kierunku/ i nie osiągając "oświecenia" poszukuje dalej, przerzucając się na inną opcje /inne wyznanie, nauczyciela, kierunek/. Ma do tego prawo, oczywiście, ale czy to, przybliża go do celu?
Poszukujmy, to nasze prawo i przywilej, możliwość wyboru, rozpoznania, praktyki.
Mijają lata, wielu nie osiąga zadawalających rezultatów. Lata medytacji, nauki, nie przynoszą radości istnienia, oświecenia, zrozumienia.
Nie jest to oczywiście regułą, ponieważ, na szczęście wielu jest i takich, którzy słuchając wewnętrznego głosu podążają w kierunku, który umożliwia osiągnięcie zadowolenia
i spełnienia.
Dlaczego jednym udaje się, natomiast innym nie?
Czy oznacza to, ze jest jeden, słuszny kierunek, który doprowadzi nas do wiedzy, samorealizacji? Nie.
Do celu może doprowadzić nas każda droga, oparta na miłości, szacunku dla siebie i innych, zrozumieniu, tolerancji, jednak nie ta/ droga/ jest najważniejsza, a sposób, w jaki ją rozpoczynamy.
Co powinniśmy zrobić na początku naszych poszukiwań, jakie działania podjąć, aby dalsza nauka miała jakikolwiek sens, aby przyniosła oczekiwane rezultaty?
Pierwszą i zasadniczą sprawą jest wybaczenie.
Wybaczenie, które powoduje oczyszczenie z negatywnych emocji. Uwalnia od wszelkich destrukcyjnych uczuć: lęku, złości, nienawiści, pogardy, ale i poczucia skrzywdzenia, bycia ofiarą, bezsilności itd., aby zrobić miejsce na inne energie, budujące nowego, silnego duchowego, pięknego, kreatywnego człowieka.
No tak, powie ktoś, przecież to oczywiste, ale czy na pewno?
Jak wielu, z poszukujących Boga, od tego zaczęło swoja drogę?
Być może słyszeli, ze to konieczne, nawet zdecydowali się i powiedzieli to magiczne słowo wybaczam, ale czy przyniosło im ono spokój ducha, wyciszenie, prawdziwe uwolnienie?
Bardzo często spotykam się z niewłaściwym pojęciem słowa wybaczenie, bo tak naprawdę niewielu zastanawia się dogłębnie nad tym procesem.
Na jednym z seminariów pojawiła się kobieta, która miała traumatyczne doświadczenie w dzieciństwie. Korzystała z pomocy wielu terapeutów, bez skutku. Słyszała niejednokrotnie - wybacz, jednak nie wiedziała jak to zrobić. Złościła się, bo nie mogła zrozumieć, jak może wybaczyć dokonane krzywdy. Po prostu wybacz - słyszała, ale nikt nigdy nie wytłumaczył jej, na czym polega wybaczenie. Wydała sporo pieniędzy na terapie, pomoc, porady, jednak ból i wściekłość na oprawcę pozostały. Nie potrafiła wybaczyć, nie dlatego, ze nie chciała, ale dlatego, że nikt nie wytłumaczył, na czym ono polega. .
Czym jest w takim razie wybaczenie? -zapytała, kiedy spotkałyśmy się.
Zrozumieniem, tylko tyle.
Wybaczenie, to zrozumienie.
Jeśli zrozumiesz powody agresji, zadawania bólu, krzywdy, wówczas będziesz potrafiła wybaczyć.
Czy można jednak zrozumieć, patrząc jedynie na ziemskie, materialne przyczyny wydarzeń?
Z pewnością -nie.
Aby pojąć cały sens danych wydarzeń, zrozumieć je, należy przypatrzyć się im z duchowego, punku widzenia. Spojrzeć z pułapu nieśmiertelnej duszy.
I tak zrobiłyśmy. Długo tłumaczyłam jej zależności, przyczyny, dla których agresor pojawia się w życiu ofiary, pokazałam, że tak naprawdę często jest to przysługa, choć może to wydawać się paradoksem.
Nie potrafiła tego najpierw zrozumieć, ale przemyślała moje słowa, a ja nie ustawałam w tłumaczeniu. Nie jest łatwo, będąc w ogromnym bólu i lęku zrozumieć, i wybaczyć,
jednak udało się. Podczas tego jednego spotkania dokonał się proces uwolnienia od trwającego kilkadziesiąt lat lęku. Wystarczyło zrozumienie i chęć uwolnienia.
Pojęła, że sama przyciągnęła do siebie te doświadczenia, że tkwił w niej lęk i strach, zanim spotkała tamtego człowieka, a on uwolnił tylko to, co głęboko zalegało w jej podświadomości. Okazał się swoistym, choć srogim nauczycielem.
Z powodu tego doświadczenia przeżyła wiele lat piekła, ale gdyby zrozumiała przyczyny całej sytuacji wcześniej, uwolnienie przyszłoby już dawno..
A gdyby nie było w niej lęku, obawy, gdyby już w poprzednich wcieleniach odnalazła swą nieśmiertelną duszę, do tego spotkania z "oprawcą - nauczycielem" po prostu nie doszło by.
Czym więc jest wybaczenie?
Prawdziwe wybaczenie jest rozumieniem, dlaczego wydarzają się bolesne doświadczenia.
Jaka jest przyczyna i czy można uniknąć takich traumatycznych, przynoszących ból wydarzeń?
Powodem większości takich sytuacji jest wzorzec, który zalega w naszym ciele energetycznym. Powstał on w obecnym życiu, najczęściej w dzieciństwie, lub przechodzi poprzez wieki /inkarnacje/ zbierając i zapisując wszystkie nasze doświadczenia.
Są one umieszczone w naszej podświadomości i stanowią o sposobie rozpoznawania świata zewnętrznego.
Jeśli np. w jednym z poprzednich wcieleń zmarło matce dziecko, a dla niej było to trudnym przeżyciem i w tym wcieleniu będzie obawiała się bardziej niż inni, o zdrowie swego potomka. Może to przyjąć nawet formę obsesji.
Jeśli w przeszłości, innym życiu kobieta została zgwałcona, będzie podświadomie obawiała się nie tylko takiego czynu, ale i mężczyzn. Będzie odczuwała do nich niechęć, złość, nienawiść.
Mężczyzna, który został zdradzony, będzie podejrzewał swoją obecną żonę, choć ona nie musi dawać mu żadnych powodów.
Kobieta, która doświadczyła w poprzednich inakrnacjach życia ofiary, była bita i poniżana, będzie obawiała się tego w obecnym życiu.
Tamte wydarzenia sprzed wieków zostały zapisane tak głęboko, że zupełnie nie zdajemy sobie z nich sprawy.
Nie uznajemy ich, bo nie wiemy o nich, ale one jak trucizna zalegają w naszym ciele i dają o sobie znać właśnie poprzez spotykające nas doświadczenia.
Nie mając uświadomionych tych negatywnych wzorców, żyjemy według nich, dopóki nie wydarzy się coś, co wstrząśnie nami i pozwoli wyrwać się z ich wpływu. Często jednak, głusi na wołanie duszy, brniemy w takie doświadczenia, zupełnie nie zastanawiając się na ich prawdziwymi przyczynami. Przeżywamy życie uśpieni, w bólu i rozpaczy, a gdy przychodzi starość nienawidzimy samych siebie i wszystkich wokół za zmarnowane życie, lub poszukujemy Boga i miłości, ale w poczuciu bycia ofiarą.
Przyciągamy do siebie takie energie, jakie zalegają w naszych ciałach, na zasadzie podobieństw. Jeśli w kobiecie jest lęk przed mężem pijakiem, wyjdzie za mąż za człowieka, który jest, bądź będzie w takim nałogu.
Jeśli nie zrozumie tej zależności, obarczy winą swego męża i nawet, jeśli odejdzie od niego, następny partner również będzie powielał ten wzorzec, bo kobieta będzie przyciągała takie same energie.
Jeśli będzie w mężczyźnie głęboko skrywana obawa przez zdradą, mająca swój początek w doświadczeniach poprzednich żywotów, przyciągnie on kobietę, która powieli ten wzorzec. Czasami będzie on wynikiem jej doświadczeń inkarnacyjnych, kiedy indziej mężczyzna niejako przymusi ją, aby wypełniła ona jego obawy.
Czy taki człowiek, który gra rolę, jakiej oczekujemy / podświadomie/ jest kimś złym? Jak go nazwać.? Czy jest przypadkowym, nasze spotkanie z nim?
Jeśli przyczyna leży w nas, a naszym ciele energetycznym, poprzednich żywotach, to czy człowiek, który jest przez nas przyciągany jest naszym katem, oprawcą?
Dlaczego się pojawia?
Jest naszym nauczycielem. Pojawia się w naszym życiu, abyśmy przyjrzeli się sobie.
Przyciągasz to, co jest w Tobie.
Jeśli masz lęk przed biedą, przyciągniesz ją, jeśli jesteś słaby, przyciągniesz sytuacje, w których będziesz prześladowany, wykorzystywany.
Generalnie, to co zalega w Tobie, przyjdzie do Ciebie, po to, byś zobaczył siebie, swój obraz swoje lęki.
Dlaczego tak się dzieje? Czy nasza dusza musi nam sprawiać tyle bólu, dając trudne doświadczenia?
Doświadczamy tych sytuacji nie dla bólu, a dla uwolnienia. Jak inaczej moglibyśmy uwolnić się od nich?
W swej boskiej doskonałości dusza dąży do całkowitej wolności od wszelkiej obawy, małości, lęków, niedoskonałości. Jak ma nam powiedzieć, co mamy do oczyszczenia, uwolnienia, przepracowania?
Ten sposób jest najbardziej widoczny i prosty do zrozumienia, najlepszy, choć często bolesny.
Nauka, którą oferował nam Jezus, i inni Nauczyciele, przekazuje nam wiedzę o naszej doskonałości, nieśmiertelności, uczy, abyśmy wyzbyli się małości i lęku, Czy słuchamy jej - nie, dlatego doświadczamy.
Spotykamy nauczycieli, którzy często są przez nas uznawani za złych ludzi, ponieważ zadają nam ból.. Są oni jednak naszymi nauczycielami. Pokazują nam - zobacz, jest w tobie lęk, przyjrzyj mu się.
Czasami zadają nam dokuczliwy ból i niejednokrotnie powtarza się on, dopóty jednak, aż nie zrozumiemy swej duchowej istoty i nie odnajdziemy siły, jaka drzemie w naszym wnętrzu.
Później sytuacja zmienia się, następuje uwolnienie.
Jeśli nauczymy się siły, podejmiemy odważnie wyzwanie, zrozumiemy swą nieśmiertelność, odrzucimy wszelki lęk, dalsza nauka nie będzie potrzebna.
Nauka trwa, dopóki jest potrzebna, aż uczeń nie pojmie jej i nie przyswoi.
Jeśli chcemy żyć w pełni wolni od wszelkiej manipulacji, lęków, bólu, izolacji, smutku, musimy zrozumieć lekcję i powiedzieć - dość, nie chcę już tak żyć, czas na nowe, radosne, twórcze istnienie.
Doświadczenia, które dotychczas przysparzały Ci tyle trosk, były wynikiem programów zalegających Twoje ciała energetyczne. Jeśli zrozumiesz je i uwolnisz, odejdą. Znikną przyczyny i skutki.
Jeśli zrozumiesz przyczyny swych negatywnych problemów, będziesz mógł pozbyć się ich.
Jak można to zrobić, czy wystarczy powiedzieć -dość?
O tym za chwilę, teraz zastanówmy się nad naszymi "oprawcami."
Co czuje kat? Czy łatwo jest być takim nauczycielem?
Nie, nie jest to łatwe. Na poziomie ducha, przyjęcie roli ciemiężyciela jest bardzo trudne. Taka dusza bardzo ciężko to znosi. Odegrać role "złego" łatwo jest w filmie, ale w życiu, gdzie w grę wchodzą uczucia, nie.
Kto jednak ma zagrać tę rolę? Jest to niewdzięczne zadanie, ale aby przedstawienie mogło trwać, aby mogło dojść do oczyszczenia, rozwoju, ktoś musi to zadanie wypełnić.
Czy człowiek, który odgrywa taka rolę zdaje sobie z niej sprawę? Czasami tak. Jest to wówczas jeszcze trudniejsze, ma wyrzuty sumienia, często nie może sobie z tym poradzić.
Gdy nie ma świadomości wykonywanej pracy, a jest tak w większości przypadków, też jest trudno tak żyć.
Taki człowiek czasami wykonuje również pracę dla siebie, dla swego wzrostu, bo ten nie następuje jednopoziomowo.
Wykonywanie takiej niewdzięcznej roli nigdy nie daje radości i im szybciej ofiara wyrwie się ze swego uzależnienia, tym szybciej dręczyciel, będzie mógł zagrać inną rolę.
Czasami takie układy ofiara -kat, mają inne źródło i są wynikiem wyrównywania karmy. TY zrobiłeś coś "złego" zadałeś komuś ból, teraz musisz doświadczyć tego. I czasami właśnie takie relacje poznajemy. Być może dręczyliśmy swoją rodzinę w poprzednim żywocie, teraz to my jesteśmy ofiarą swej rodziny.
Czy chodzi tu o zemstę?
Nie!
To sprawa wyrównania energii. Co to znaczy?
Jeśli zrobiliśmy coś, co sprawiło innym ból, jest to zapisane w naszej aurze i tkwi tam niczym zadra. Musi to zostać oczyszczone, aby nastąpiło tzw. wyrównanie energii. Niektórzy nazywają to karmą.
Może to nastąpić poprzez odkupienie winy, to znaczy, że będziemy musieli doświadczyć tego, co zrobiliśmy, czyli ból za ból. Nie na zasadzie kary, a zrozumienia, abyśmy mogli przyjrzeć się całej sytuacji z drugiej strony. Np. jesteś rasistą, doświadczysz życia ofiary rasistów, bijesz -będziesz bity, zgwałcisz - zostaniesz zgwałcony.
To zobowiązuje również naszą ofiarę do odegrania roli dręczyciela, więc nie jest to przyjemne dla niej, choć wydaje się sprawiedliwe.
Nie musi jednak do tego dojść.
Oczyszczenie, uwolnienie może nastąpić w inny sposób, poprzez wybaczenie..
Bez względu na pozycję, przyczynę, dla której nasz prześladowca odgrywa swą rolę, nie jest to doświadczenie przyjemnie ani dla nas, ani dla niego.
Przyjrzyjcie się swym nauczycielom, zrozumcie naukę, jaką Wam niosą i podziękujcie im za to. Nie tkwijcie dłużej w trudnej sytuacji, bo nie jest ona przyjemna dla żadnej ze stron i jak najszybciej wyrwijcie się z tego uzależnienia.
Co można zrobić, czy można tego uniknąć, jak się oczyścić?
Jest jeden sposób - wybaczenie.
Zrozumiałeś już, dlaczego następują w twoim życiu trudne wydarzenia, oraz to, że nie warto ich dłużej zatrzymywać i że to tylko ty decydujesz o czasie ich uwolnienia, teraz możesz zrobić tylko jedno.
WYBACZYĆ
Jak to zrobić?
Możesz przeprowadzić rytuał wybaczania. Przykładowy znajdziesz w dziale Medytacje.
Generalnie w takim procesie chodzi o to, by wezwać swego dręczyciela i zobaczyć w nim świetlistą postać, duchową istotę, która, tak jak i my podąża droga wzrostu i zrozumienia.
Jest jak małe dziecko poszukujące miłości matki, ciepła i bezpieczeństwa.. Aby osiągnąć ją musi, tak jak i ty przejść wiele różnych dróg poznania. Jest jak i ty pełna lęku, bólu, pozostałości po wielu wcieleniach. Zobacz w nim swego brata, iskrę boskiej miłości podążającą drogą do Ojca.
Jeśli dokonasz wybaczenia, uwolnisz zarówno siebie, jak i jego od całej sytuacji w obecnym życiu oraz od konieczności ponownych narodzin i "przerabiania" tej samej trudnej lekcji.
Często sytuacja zmienia się w krótkim czasie.
Czujemy się jacyś lżejsi, radośniejsi, odważniejsi, po prostu szczęśliwsi.
Uwolniliśmy nie tylko siebie, oczyściliśmy nie tylko swoje ciało energetyczne, ale i naszego "kata -nauczyciela".
To wielki dar dla niego.
Jeśli pomimo to, On nie zmieni się, znaczy to, że ma jeszcze inne wzorce do przepracowania,
ale to już nie twoja sprawa, nie twój interes.
Jeśli taki człowiek nadal będzie grał rolę "złego"- nie bierz już udziału w tej sztuce, odejdź.
Ty wykonałeś już swą pracę i z pewnością sytuacja, od której chciałeś się uwolnić, w twoim życiu nie powtórzy się. Inaczej będziesz teraz patrzył na życie, dostrzeżesz inne wartości.
Zrozumiesz swoje prawo do szczęścia, radości, tworzenia własnej wizji.
Czasami, aby nastąpił proces całkowitego uwolnienia nieprawidłowego wzorca konieczne jest zajrzenie do poprzednich wcieleń. Wyjątkowo traumatyczne doświadczenia trudno jest uwolnić samemu. Wówczas potrzebny jest regres. Metoda, dzięki której można bezpiecznie, pod opieką Duchowych Przewodników zobaczyć źródło problemu i dokonać uwolnienia.
Jednak i tu potrzebne jest wybaczenie.
Wybaczenie, czyli zrozumienie.
Pamiętajmy jeszcze o jednym, nasza złość, nienawiść, czy jakiekolwiek negatywne uczucie uderza przede wszystkim w nas, nie tylko powodując choroby, czasami ciężkie, zatruwa nam życie, ale również zagnieżdża się w ciele emocjonalnym powodując obciążenie na następne wcielenia.
Oto, dlaczego warto wybaczać.
Gdy zrozumiesz, czym jest wybaczenie i oczyścisz się, wybaczając, dopiero wówczas jesteś gotowy na dalszą drogę, miejsce zostało zrobione, dopiero teraz możesz przyjąć do swych ciał światło, które wzniesie Cię na wyżyny miłości.
JESTEM ŚWIATŁEM I MIŁOŚCIĄ , to następny etap Twojego życia.
http://www.cudownyportal.pl/article.php?article_id=1265
http://www.epokaserca.pl
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
1. Nie.
2. Nie.
3. Nie.
3xNIE!
1. to co dla nas nieosiągalne to nicość - Nic jest wszystkim. Nie szukajcie boga pośród potęrzniejszych istot bo ta czeka szatan.'
2. Nie ma możliwości aby istniło coś "wszechmocne i wszechinteligente, wszechogarniające" to sprzeczne z podstawową nicością. Jedynie najmniejszych cząstek (nicość+1) może być nieskończona ilość, lecz one nie tworzą jednego superorganizmu.
3. Nie nie stworzył mnie bóg, jakikolwiek miałby on być. Stworzyli mnie moi rodzice.
Tylko ograniczeni ludzie mogą sobie wyobrażać jakiegoś boga, co to kurwa ma być? Dziadek z brodą który się nami bawi? Wyobraź sobie bracie że jesteś wszech-wszystko i jak twoja świadomość miałaby istnieć skoro nie mogłaby się ROZWIJAĆ bo skoro jesteś wszech to nie ma nic co mógłbyś odkryć, czego mógłbyś się nauczyć itp. I w tym momencie doszedłbyś do wniosku że jesteś SKOŃCZONY bo nic nie możesz zrobić czego byś już nie zrobił (wiedział itp.) - NUDA, MARAZM.
Nie ma takiej logicznej możliwości aby świadoma istota była wszech. Wszech to mogą być jedynie nicości - wszechogarniające (może być ich nieskończona ilość) i wszechniewiedzące (mają wszystko do odkrycia)
Bóg jest dla frajerów którzy chcieli by być wszech i jednocześnie wiedzą że nigdy nie będą, więc mają nadzieję że ktoś jest i ich przygarnie do wszech towarzystwa (np. jestem biedny i nie mam zabawek, ale mam bogatego kolegę który ma mnóstwo zabawek, więc lepiej być dla niego miłym to może nam się da pobawić).
|
|
Każdy głupiec jest geniuszem i vice versa. |
|
PS.
Wendol, weź nie zanudzaj tu kradzionymi tekstami, chcesz się czymś podzielić to podaj link a nie zaśmiecasz forum nie swoimi wypocinami.
|
|
Każdy głupiec jest geniuszem i vice versa. |
|
Link też podałem.
Chciałem Brata "walnąć po oczach", bo odnoszę wrażenie, że jak wrzucam sam link, to Brat tam nie zagląda.
Pewnie znajdzie się ktoś, kogo to nudzi - np. Ty.
Myślę, że masz rację, że "Bóg" nie jest doskonały (można jedynie mówić o "doskonałości" względnej).
Gdyby tzw. "Bóg" był wszechdoskonały, to jego istnienie nie miałoby sensu. Jedynym sensem wszelkiego istnienia jest ciągły rozwój, by doskonałość była jeszcze doskonalsza :)
A zresztą, czym jest doskonałość?
To chyba kwestia wyrażania jej na coraz to różne, nowe sposoby - poprzez byty, które się doskonalą i wzbogacają Wszechbyt (sumę).
To coś w rodzaju rozmnażania się Boga przez pączkowanie, rozwój "cząstek", by docelowo mogły one stać się "Bogami" (Logosami) dla własnych wszechświatów.
Już nieraz dyskutowaliśmy Szuinegu na ten temat i teraz napisałem to samo (trochę inaczej sformułowane), co kiedyś.
Oczywiście masz rację, ale nie jest to raczej spojrzenie całościowe i wielowymiarowe.
Powyższy schemat pokazuje m.in. to, o czym i Ty wspomniałeś.
Prześledź ten wątek:
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=85272&p=1
Niektóre materiały tam proponowane zmieniły już swoją lokalizację :)
Powstał za to nowy "byt", który tamto też w sobie zawiera :)
http://www.przebudzenie.net/redakcja-i-autorzy/Waldemar-Witkowski |
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Hmm, byłem pewien że Darek ''walnie po oczach'' Nas wszystkich tekstem o przebaczeniu. Ja od 2 dni pożytkuje tą i inne treści i nacieszyć się nie mogę w czystym masochizmie wybebeszania się ze swoich problemów i rozwiązywania ich :)
Trochę oliwy do ognia dodałem poprzednim komentarzem. Na szczęście szybko zdałem sobie sprawę że jestem chłonny jak gąbka i trochę mnie bliscy zamroczyli swoimi problemikami :)
|
|
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Właśnie przeczytałęm artykuł o wybaczaniu któy zamieścił Wendol i faktycznie [walnął mnie po oczach] ; ) a to dlatego że wczoraj sam napisałem w podobnym duchu na jednym z forum. Pozwolę sobie wkleić cytat bo akurat ciekawie się złożyło tym bardziej że ten temat przyszedł do mnie jakoś "spontanicznie" i w sumie nigdy nie zastanawiałem się nad kwestią wybaczania...
"Myśle że kwestia wybaczania opiera się na czymś dodatkowym, głębszym znacznie niż własna ulga w zgryzotach.
Prawdziwym sensem wybaczania jest według mnie, umożliwienie wybaczenia swojej winy (lub jak ktoś woli: zbawienia) temu kto wyrządził nam krzywdę
Brzmi to być może na pierwszy rzut oka absurdalnie i nie do zaakceptowania ale postaram się w skrócie ując dlaczego tak twierdzę.
Najbardziej znamiennym chyba atrybutem Absolutu przewijającym się w relacjach ludzi jest MIŁOŚĆ
Miłość której pragniemy również sami, jak niczego innego na tym świecie.
Wyrażam pogląd iż po drugiej stronie opadają z nas więzy i zdobywamy pełną wiedzę na temat swej istoty jak i jesteśmy w stanie dostrzec swiatło które dla każdego może wyglądać inaczej w zależności na jakiej religii opierały się jego wierzenia.
Ta wiedza uświadamia nam też jacy jestesmy mali w porównaniu z tą olśniewającą światłością.
Człowiek który ma wiele na sumieniu nie potrafi znieść takiego porównania- sam siebie potępi w obliczu majestatu słusznie skazując się być może na piekło ...wyrzutów sumienia, które w tej innej dla nas rzeczywistości mogą być iście piekielnymi mękami...
Do czego więc zmierzam.
Bez wybaczenia od kogoś komu wyrządził taki typ krzywdę, nie ma on szans przeskoczyć pewnych rzeczy, bo choćby nie wiadomo jak się starał nie naprawi tego co się stało ...zresztą będąc martwy z natury rzeczy niewiele może zdziałać ; )
Zakładając więc że Bóg kocha całe swoje stworzenie, czyż nie zaskarbimy sobie jego wdzięczności za to ze daliśmy szansę jednemu z jego dzieci które zbłądziło, do NIEGO powrócić? "
|
|
|
Inne byty (dusze) po "tamtej stronie" nam wybaczą, bo po pierwsze tam funkcjonuje szersza świadomość, a po drugie życie na Ziemi to tylko niewiele znaczące wspomnienie - wspomnienie odegrania roli w jakimś teatrze.
Napisałem to na podstawie przeczytanych książek, jak i na podstawie własnego doświadczenia, gdy porzucałem to ciało jakby na zawsze i zbliżałem się do Źródła Miłości.
Tam już nie jesteśmy tym "Kowalskim", ale mamy zupełnie inny poziom świadomości - nie tak ograniczony jak ziemski.
Bardzo ważne dla nas w momencie śmierci jest poczucie, że wszyscy nam wybaczyli, bo z poczuciem winy nie wzniesiemy się na wyższe poziomy wibracyjne - możemy pozostać na długie lata jakby pomiędzy wymiarami jako "duchy błądzące". Gdy coś sobie przemyślimy i do czegoś dojdziemy, to wtedy wkraczają tzw. "odzyskiwacze" i pomagają nam wyrwać się ze strefy wspomnień - ze strefy przyciągania ziemskiego i wznieść się wyżej.
Jeśli zaś chodzi o wybaczanie naszym winowajcom, to jeśli tego nie zrobimy, to będziemy nadal uwikłani w tzw. długi karmiczne.
W tekście, który wkleiłem jest napisane, że wybaczenie, to zrozumienie. I właśnie o to chodzi - jeśli ktoś coś nam wyrządzi, jakąś głupotę zrobi, to jest to związane z jego niskim poziomem świadomości i brakiem wrażliwości i empatii. Jestem w stanie zrozumieć takiego człowieka (nie żebym popierał jego czyny, ale mogę zrozumieć jego postępowanie) - on ma jeszcze czas by dojrzeć, by zrozumieć pewne sprawy i szerszy ich kontekst.
Żywienie urazy wpłynie niekorzystnie na nas samych (odbije się na stanie psychicznym, a po jakimś czasie może nawet choroby powodować), a poza tym nie jesteśmy od osądzania i rozliczania - każdy i tak będzie musiał pewne sprawy przepracować i lekcje odrobić, by dojrzeć do życia w innych wymiarach, by tam atmosfery nie psuć. To nie jest kwestia nagrody, tylko tego, czy TAM pasujemy.
http://media.putfile.com/04-Wstyd-nie-bladzic-raz
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
fajny watek i fajne wypowiedzi Dzieki Wendol oby wiecej w tym kierunku !!!
|
|
|
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 15 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |