Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Reinkarnacja
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 34

Czy Reinkarnacja istnieje ? Czy naprawdę nasza dusza po œmierci wraca na Ziemię w innym ciele ? Ja często mam wrażenie że np. osobę z którš się zapoznałam znam już bardzo długo lub że w miejscu które żeczywiœcie widzę po raz pierwszy już kiedyœ widzialam. O co w tym wszystkim chodzi ??? Wypowiadajcie się i komentujcie. Pozdrofki !

Zjawisko, które opisujesz nie jest zjawiskiem REINKARNACJI tylko doznaniem de ja wu. De ja wu odczuwa wiekszoœć ludzi włšcznie ze mnš wydaje ci się , że kogoœ kogo pierwszy raz widzisz wydaje się osobš znajomš lub kiedy jesteœ w jakimœ nowym miejscu wydaje ci się ono znajome. Dzieje się tak ponieważ człowiek œni codziennie tylko o rzeczach i ludziach, których widzi czasem niezwracasz uwagi na kogoœ a ten ktoœ ci się przyœni większoœci snów nie pamiętamy ponieważ pamiętamy sny kiedy mózg jest wypoczęty i nie jest to uzależnione od tego czy jesteœmy wyspani .Natomiast zjawisko reinkarnacji jeœli jest to niebędziemy o tym wiedzieli bo jeœli po œmierci odrodzisz się pod postaciš innej osoby czy też zwierzęcia to wspomnienia naszego ego umrš razem z naszym poprzednim ciałem jeœli reinkarnacja nie istnieje to możemy mieć takowš nadzieje . Puki co reinkarnacja jest jak Atlantyda œš różne informacje niema dowodów . pozdrawiam

Reinkarnacja to bajka stworzona przez zło. Większoœć ludzi jest naiwna, więc w coœ takiego uwierzy. Lecz by móc uwierzyć w tš bajkę, musi ona ulec fałszywemu udowodnieniu, jak? Sš ludzie, którzy będšc w hipnozie mówiš, że byli w innych ciałach. Wg mnie to zło przez nich przemawia, używajšc ich mowy. I ludzie wierzš w to. Jeœli jednak na Ziemi zdarzyłby się człowiek (będšc w hipnozie) z silnš wolš wspieranš przez Boga, na 100% zaprzeczyłby istnieniu reinkarnacji. Pare lat temu wierzyłem w reinkarnacje, ale już w niš nie wierzę, dlaczego? Biblia zawiera dowody na to, że reinkarnacja nie istnieje, trzeba tylko dobrze szukać. "Kto szuka ten znajdzie" Ewnagelia Œw. Mateusza 9, 18 - 26: 18. Gdy to mówił do nich, pewien zwierzchnik przyszedł do Niego i oddajšc pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdŸ i włóż na niš rękę a zyć będzie. 19. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim... 23. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, 24. rzekł: Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylk œpi. A oni wyœmiewali go. 25. skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujšł jš za rękę a dziewczynka wstała.... Ciało człowieka umiera, lecz dusza nie. Dusza ludzi, których ciała umierajš, nie idš do Nieba czy do Piekła, lecz ich dusze czekajš w uœpieniu na Sšd Ostateczny. W Biblii jest jeszcze kilka dowodów na to, że reinkarnacja nie istnieje, kto chce niech szuka, kto wie że już wszystko wie, nie będzie szukał. Dlatego, że wierzy w to co usłyszał lub przeczytał.

Wierny Jak w takim razie wytłumaczysz dzieci, które wcale nie sš pod wpływem hipnozy ale pamiętajš swoje poprzednie " życie". Potrafiš zaskakiwać swoich obecnych rodziców opowieœciami o poprzednim domu, zwišzkach między ludzkich.....ostatecznie dochodzi do konfrontacji i sprawdzenia tych wieœci z ust dzieci. W wielu sytuacjach zarówno obecni rodzice sš zszokowani, jak i ci z którymi owe dziecko miało kontakt przed " œmierciš" opowiadajšc jednoczesnie o wydarzeniach , sytuacjach które miały miejsce a czasem o których wiedziało dwoje tylko ludzi......dziecko i poprzednia matka - kobieta wierzšca jak ty , która nie potrafiła zrozumieć jak tak małe dziecko może opisać ich życie, znać jej upodobania, nawet choroby. Można się do reinkarnacji odnieœć negatywnie....ale w Biblii sš również i wersety mówišce o możliwoœci reinkarnacji . Pozdrawiam :))

To jeden z przykładów. Można odrzucić - żaden problem ! ale daje do myslenia :) -------------------------------------------------------------------------------- Człowiek nie myœli o œmierci. Bo i o czym tu myœleć? Przebiegajšc pilotem po kanałach telewizyjnych widzimy rozeœmianych i zadowolonych z siebie ludzi, którzy pokazujš nam tzw. radoœć z życia w œwiecie materialnym. A to nowe samochody, a to meandry gierek męsko-damskich pokazywane w kretyn-serialach, albo wiadomoœci koncentrujšce się na sprawach zupełnie odległych. Jeżeli pojawia się tam œmierć, jest ona niegroŸna, gdyż zawsze jest daleko i nas nie dotyczy. Œwiat współczesny spycha ten temat wstydliwie do kšta, udaje, że takiego problemu nie ma, a nawet jeżeli kiedyœ się pojawi, to za wiele, nieskończenie wiele lat. Aż wreszcie przychodzi moment, kiedy œmierć zaczyna być bardzo realna. Ludzie wtedy głupiejš, czujš się tak, jakby ktoœ ich oszukał, bo mówił, że to przecież dotyczy kogoœ innego, a nie „mnie”.Kolejny ciekawy moment w życiu – uœwiadomienie sobie, że te wszystkie przedmioty które tak gorliwie gromadziliœmy przez cały czas, zostanš rozgrabione i to wcale nie jest pewne, czy nawet przez własnš rodzinę… Człowiek szuka sensu, wtedy po raz pierwszy w życiu zaczyna zadawać sobie ważne pytanie: czy to już koniec? Czy taki był cel tej szarpaniny? Kiedy pojawia się temat zwišzany z celem naszej ziemskiej wędrówki, zawsze pojawiajš się trzy szkoły myœlenia. Pierwsza – najbardziej pewna siebie popierana przez podręczniki szkolne – zakłada, że człowiek w momencie œmierci ciała fizycznego kończy się absolutnie. Nie ma żadnej duszy, nie istnieje żaden Bóg, religie to przesšdy ciemnoty, zaœ ludzie œwiatli opierajšcy się na nauce nie wierzš w żadne takie „bzdury jak œwiat duchowy”. Druga grupa (należš do niej zarówno chrzeœcijanie, jak i wyznawcy Islamu) mówi o tym, że życie to rodzaj gry z wyraŸnš nagrodš na końcu. Ma niš być niebo, jeœli nasze życie wypełniały dobre uczynki, i piekło – jeœli było wprost przeciwnie. Upraszczam w tej chwili ten cały system, ale ta pierwsza grupa (ateiœci) ma wyraŸnš przewagę nad tš drugš w jednym, małym punkcie. Chodzi o konkretnš sytuację. Oto wyobraŸmy sobie 10 letniego chłopca, który w żaden sposób nie zdšżył jeszcze nagrzeszyć, bo i nawet zbytnio nie wiedział jak… Dziecko jednak dostaje raka koœci, który sprawia, że w cišgu roku niesłychanych męczarni kończy swoje życie (takich przypadków jest tak wiele, długo by mówić…). Jak w takim razie oceniać jego życie? Z czego go rozliczać? Dlaczego jego rówieœnik, chłopiec o równie dobrej naturze i łagodnym usposobieniu, żyje i rozwija się dalej zdrowo i radoœnie? To pytanie wywołuje rozdrażnienie u pierwszej grupy, czyli ateistów. „Miał pecha i tyle. Tamtemu się udało i w porzšdku. Życiowa ruletka, jeden wygrywa, a drugi przegrywa. Mnie też się udało, żyję i jestem zdrowy, reszta mnie mało interesuje, choć czasami współczuję przegranym, ale nie mam zbyt wiele na to czasu i szybko zapominam” – ta filozofia jest logiczna i spójna.Druga grupa – nazwijmy jš „Piekło/Niebo” ma znacznie gorzej. Bo ta sytuacja pokazuje, że już na starcie warunki „biegu do nieba” nie sš równe. To jest tak, jakbyœmy wszyscy biegli na 100 metrów. My startujemy do biegu w znakomitym stroju sportowym wyspani i wypoczęci, a komuœ obok przypinamy do nóg ołowiane ciężarki i od kilku dni nie dajemy zasnšć… „Biegnij, biegnij!” – rozlega się wokół. I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego? Dlaczego już na poczštku naszego życia sš tak nierówne warunki startu? Jedni sš przystojni i zachwycajšcy urodš, inni wprost przeciwnie – ich fizjonomia wręcz odpycha, jednemu dziecku bogaci tatuœ i mamusia od poczštku zapewniajš dobrobyt na całe życie, inne dziecko tapla się w biedzie i nędzy, co pcha go czasami do strasznych decyzji, które odsuwajš od niego „niebo” dalej i dalej… A przecież gdyby ta życiowa „ruletka urodzeniowa” zakręciłaby się trochę inaczej, to być może nie musiałby zostać tym, kim został i tak dalej – pytań można mnożyć w nieskończonoœć. Grupa „Niebo/Piekło” przykłada palec do ust i mówi cicho, że to „wielka tajemnica” i że nie nam się nad tym zastanawiać. „Sš to tajemnice boskie, widocznie coœ w tym musi być” – odpowiadajš. Ale co? Jaki to ma sens? Czy ktoœ przez swoje cierpienie w życiu doczesnym będzie stał wyżej w „Chórze Niebieskim”? Przegoni pozostałych uczestniczšcych w wyœcigu do nieba? No to w takim razie też jest to wielce niesprawiedliwe…. Uczestniczyłem w takich dyskusjach wiele razy. Takie rozmowy przeważnie szybko się kończš, bo dochodzimy do sprawy dogmatów wiary. Z dogmatami się nie dyskutuje, je się tylko i wyłšcznie przyjmuje jako prawdę. Tylko wtedy zresztš majš sens. I jest wreszcie grupa trzecia, która stanowi mniej więcej jednš trzeciš ludzkoœci, która wierzy w reinkarnację, czyli „wędrówkę dusz”. Teoria ta mówi wyraŸnie, że człowiek jest istotš duchowš, po œmierci ciała fizycznego nasza dusza przenosi się na jakiœ czas do œwiata niematerialnego, aby ponownie powrócić i wcielić się w ciało dziecka, które właœnie przychodzi na œwiat. Żeby omówić tę teorię i przeróżne implikacje wynikajšce z założenia ponownego wcielania się duszy potrzebowałbym pewnie z tysišc stron maszynopisu i tekst poniższego artykułu na stronach NAUTILUSA byłby nie do przeczytania…. Skoncentruję się ne tylko jednym problemie, który zawsze się pojawia, kiedy mówię o reinkarnacji jak o prawie cišżenia –ono po prostu jest. A jakie masz dowody? Pokaż mi choć jeden! Ludzie Ci najchętniej by chcieli, żeby tę „reinkarnację” ustrzelił, powiesił gdzieœ na haku żeby trochę skruszała, a potem zaniósł do laboratorium… Niestety, tutaj możemy mówić o dowodach poœrednich. Gwarantujemy jednak, że przez kilkanaœcie lat badania zjawisk niewyjaœnionych wiele razy mieliœmy okazję takich dowodów wręcz „dotykać”, co kiedyœ - mamy nadzieję -opublikujemy w oddzielnej ksišżce. Do napisania tego tekstu skłoniła nas ostatnia audycja z serii „Archiwum w TOK FM” poœwięcona przeznaczeniu, której bohaterem był Norman - autor ksišżki „Jak złagodzić złe przeznaczenie”. Audycja wstrzšsnęła wieloma ludŸmi (polecamy jej odsłuchanie na stronach www.gazeta.pl), ale najwięcej emocji wzbudziła pewnoœć, z jakš obaj rozmówcy w studiu wyrażali się o reinkarnacji. Jak można tak mówić? Gdzie dowody? – maile z takimi pytaniami otrzymaliœmy po tej niezwykłej audycji. Uznaliœmy, że jest to dobry moment, aby przypomnieć jednš z najbardziej poruszajšcych historii z terenu Polski, która została po raz pierwszy ujawniona w audycji „NAUTILUS RADIA ZET” w 1996 roku i która wtedy poruszyła kilka milionów ludzi w całym kraju. Historia ta jest o tyle niezwykła, że dotyczyła dziecka urodzonego w zwykłej katolickiej rodzinie, dla której idea reinkarnacji była równie egzotyczna i nierealna, jak lot na księżyc dla Indian z doliny Amazonii. /tekst poniżej był pisany kilka lat temu/Mamo, ja już byłem na ziemi, ale zostałem zabity w pojedynkuTa historia zaczęła się w momencie, kiedy w rodzinie państwa G. mały Marcinek zaczšł mówić. Dwuletnie dziecko, co chwilę pytało, dlaczego nikt nie jeŸdzi na koniach i nie nosi zbroi. Poczštkowo rodzice podejrzewali, że za wszystkim stoi dziecięca fantazja. Bezskutecznie szukali ksišżek, z których Marcin mógł o tym przeczytać. Im dziecko było starsze, tym jednak opowiadana przez niego historia była coraz ciekawsza.Ku przerażeniu najbliższych Marcin oœwiadczył, że na ziemi nie jest pierwszy raz. W swoim poprzednim życiu był rycerzem, jeŸdził na koniu, nosił zbroję i uczestniczył w pojedynkach. Miał rodzinę, żonę i szeœcioro dzieci. Mieszkał w zamku i miał własnego króla, choć " nie był bardzo ważnym rycerzem ". Tu zaczyna się częœć opowieœci chłopca, która zapiera dech w piersiach. Marcin pamięta dzień, kiedy przyszło mu stoczyć pojedynek na miecze. Obok niego walczył jego giermek. Chłopiec utrzymuje, że w tym pojedynku został zabity. Jest to o tyle niezwykłe, że kilkuletnie dzieci przeważnie w wymyœlanych przez siebie historiach kreujš się na bohaterów. Marcin przeciwnie, mówi że przegrał! Wspomina, że z góry obserwował swoje własne ciało, z którego po œmiertelnym ciosie mieczem sšczyła się krew. Następnie opowieœć Marcina przypomina jako żywo relacje ludzi, którzy przeżyli œmierć klinicznš. Dziecko opisuje œwietlisty tunel, który pojawił się obok miejsca ostatniej walki. Tunelem udał się w stronę œwiatła do cudownej krainy, gdzie było mu bardzo dobrze. Tam spotkał niezwykłe istoty, które nazywa aniołkami." One były zupełnie przezroczyste, można było przez nie przelatywać " - opowiada mi dziecko - " Nie musieli nic mówić, a ja i tak wiedziałem, co chcš powiedzieć".Według chłopca tam, gdzie był, jest bardzo jasno i bezpiecznie. Sš tam miliony takich ludzi, jak na Ziemi. Nie można jednak tam przebywać wiecznie. Trzeba wrócić na Ziemię, aby dalej się uczyć. " Każdy musi wrócić, tak samo jak każdy jest malutki, potem duży, a póŸniej przychodzi od aniołków do brzuszka mamusi " - mówi Marcin dziwišc się, że nie wiem tak oczywistych rzeczy. Powrót na ZiemięKiedy zbliżał się czas jego powrotu na Ziemię, Marcin ma do wyboru miejsce, czas, a nawet rodzinę. Jest zmęczony wojnami, nie chce więcej krwi i pojedynków. Kiedy pytam go o jego obecnych rodziców potwierdza, że przed swoim narodzeniem znał ich oboje. Pamięta nawet, jak przyszedł „do brzuszka mamusi”! Jednak to, co tak naprawdę przycišgnęło go do rodziny G., była jego była żona z czasów, kiedy był rycerzem. Z relacji chłopca wynika, że jego żona reinkarnowała się jako Monika. Ma dwadzieœcia lat i jest dla niego ciociš. Nie jest to jednak jedyna osoba, którš Marcin pamięta z czasów, kiedy był rycerzem. Kolejnš reinkarnacjš z odległych czasów jest jego babcia, którš nazywa imieniem Gizela." Marcin był zdumiony, że babcia nie pamięta czasów, kiedy nosiło się zbroję i mieszkało w zamkach" - mówi matka Marcina - " Często opowiada, że przychodził do niej ze swoimi synami, zaœ najstarszy był do niej niezwykle podobny..." Mieszkałem w tym zamku!Marcin opisuje mnóstwo szczegółów ze swojego rycerskiego życia. W tamtych czasach ludzie mieszkali w zamkach, ale także w namiotach. Bardzo wielu jeŸdziło na koniach. Wokół zamków urzšdzano turnieje. Rycerze, tacy jak on, mieli własnych giermków i uczestniczyli w pojedynkach. " A czy kiedy byłeœ duży, to miałeœ długopis, taki jak ten? " - pytam Marcina pokazujšc mojego Parkera." Nie było wtedy takich, ale pisaliœmy przy pomocy piór. Takich, jakie majš ptaszki " - odpowiada ze spokojem Marcin.Rodzice często pokazywali mu zdjęcia i rysunki różnych budowli z czasów œredniowiecza. Chłopiec żadnej sobie nie przypominał. Dopiero kiedy na wakacjach cała rodzina G. pojechała do Malborka, chłopiec rozpoznał zamek." Mieszkałem tu, w tamtym skrzydle. Jak przyjechał król, to nas z niego wyrzucili, ale tylko na chwilę" - oœwiadczył zdumionym rodzicom. Okazało się, że zna znakomicie cały układ zamku. Wiedział, gdzie w dawnych czasach podnoszono konie z rycerzami do góry, gdzie były stajnie i gdzie odbywały się pojedynki. Co ciekawe, nie pamiętał w ogóle krzyżaków. Przewodnik zaprowadził chłopca do zbrojowni. Tam Marcin rozpoznał zbroje i stroje, które noszono w czasach, kiedy był na zamku. Z setek rekwizytów wybierał bezbłędnie te, które były z lat 1550-1600. Było to już po Hołdzie Pruskim, a więc wtedy na zamku krzyżaków już nie było! To nie jest jedyna rzecz potwierdzajšca relację chłopca. I tak Marcin od małego opowiadał, że mieszkał w zamku, gdzie była podłoga w kwadraty. Dopiero na miejscu okazało się, że posadzka komnat w Malborku jest zrobiona w charakterystyczne, czarno-białe romby. Chłopiec narzekał także na oœwietlenie w zamierzchłych czasach. Jego zdaniem pod sufitami były œwieczniki z normalnymi œwiecami, z których " strasznie kapało ".Nie wiedziałam o reinkarnacji, a teraz w niš wierzę" Nie wierzyłam w reinkarnację i nigdy się nad tym nie zastanawiałam " - mówi mama Marcina - " Teraz jednak jest dla mnie oczywiste, że zjawisko kolejnych wcieleń dusz istnieje ". Jej zdaniem Marcin nie miał szans tego wszystkiego wymyœleć. Niemożliwe jest także, aby takš iloœć szczegółów poznał z ksišżeczek z obrazkami, czy nawet z telewizji. " Przecież on o tym, że był rycerzem, zaczšł opowiadać, jak miał niecałe dwa lata! " - dodaje ojciec Marcina. Z całej rodziny Marcin najbardziej jest przywišzany do swojej cioci Moniki, która - jak utrzymuje - kiedyœ była jego ukochanš żonš. Kiedy przeprowadzam na miejscu wywiad, nie schodzi jej z kolan.Marcin opowiada o swojej historii coraz rzadziej. Poczštkowo był zdziwiony, że nikt wokół niego nie pamięta rycerzy, koni i pojedynków. To niezwykły przypadek, nawet na skalę œwiatowš. Bardzo rzadko zdarza się, żeby dziecko tak dokładnie pamiętało swoje poprzednie wcielenie. Umówmy się, że ten temat jest poczštkiem całej serii publikacji, która na pewno zakończy się ksišżkš. Jest wiele historii, które wydarzyły się w polskich rodzinach, a które mogš być dowodem na istnienie „wędrówki dusz”. Ot choćby ten mieszkaniec Szczecina, który pamiętał moment rozstrzelania podczas Powstania Warszawskiego i na którego klatce piersiowej od dziecka sš blizny po kulach (!), jest przecież historia dziewczynki ze Słupska, która jest równie porażajšca jak historia małego Marcina i tak dalej - przykłady można by mnożyć. Na zakończenie chcemy zaprezentować list, który kiedyœ Robert Bernatowicz wysłał do człowieka, który dostarczał dziesištki ksišżek na adres redakcji Radia ZET, z których jasno miało wynikać, że reinkarnacja nie istnieje! Mimo upływu lat ten list jest nadal całkiem aktualny. I pokazuje dobrze istotę dyskusji, która toczy się wokół kwestii „wędrówki dusz”. Mamy nadzieję, że tym artykułem dopiero rozpoczynamy prawdziwš debatę na ten temat Warszawa marzec 1999 rokSzanowny Panie!Dziękuję za kolejnš przesyłkę i list. Chodzi zwłaszcza o ksišżkę „Czy istnieje Twórca?”, którš po raz kolejny przesłał Pan do redakcji Radia Zet i którš już dawniej przeczytałem z zainteresowaniem. Od lat członkowie Pana Koœcioła zasypujš mnie wręcz czasopismami i ksišżkami dotyczšcymi wyjaœnienia tak istotnej rzeczy, jak sens naszego życia. Wynika to chyba z tego, że w każdym tygodniu słucha mojej audycji kilka milionów ludzi i moje zdanie w tej sprawie jest na pewno dla nich znaczšce. Szanuje wszystkie opinie i poglšdy, które głoszš różne grupy religijne, ale po wielu latach badania zjawiska reinkarnacji muszę stwierdzić, że jest ono faktem. Przychodzi mi to także z dużym trudem z tego powodu, że wniosek ten jest sprzeczny z naukš, którš otrzymałem jako dziecko i z poglšdem œwiata, który podziela przytłaczajšca większoœć moich rodaków, w tym moja najbliższa rodzina. Ksišżkę przeczytałem. Od wielu lat jako jeden z nielicznych wybrańców mam czas i pienišdze, aby naprawdę badać największe tajemnice tego œwiata. Nie z ksišżek i zasłyszanych opowieœci, ale jeżdżšc po kraju i wręcz dotykajšc poszczególnych zdarzeń. Dzięki temu mam własne poglšdy na wiele spraw, oparte na doœwiadczeniach i autentycznych przypadkach. Moim Ÿródłem wiedzy nie jest wyłšcznie Biblia, choć jš szanuję i cenię. Oczywiœcie, jednš z najważniejszych rzeczy jest odpowiedŸ na pytanie „która religia jest prawdziwa”. Otóż oœwiadczam Panu: nie wiem. Wiem natomiast jedno: czy się to komuœ podoba, czy nie - istnieje reinkarnacja. To jest jak prawo powszechnego cišżenia – po prostu jest. I nie ma to nic wspólnego z tš, czy innš religiš. Uważam, że wczeœniej czy póŸniej sprawa ta zostanie wreszcie dowiedziona. Sam marzę, że kiedyœ w polskim sšdzie odbędzie się pokazowy proces, w którym ktoœ udowodni w oparciu o zebrany podczas moich audycji materiał, że reinkarnacja istnieje! Robert BernatowiczRadio ZET, marzec 1999 rok

Wierny! Byłbym ostrozny z powoływaniem sie na Biblie, bowiem do V wieku n.e. reinkarnacja była akceptowana przez Rzym.:) Wszystko jest kwestiš polityki. Zobacz, jak na przestrzeni ostatnich 100 lat zmieniła sie oficjalna wykładnia Rzymu na temat ZŁA. Pozdrawiam:)

Nasza rzeczywistoœć jest skomplikowana. Sšdzimy, że wiemy dużo, ale tak naprawdę nie wiemy nic. Czy reinkarnacja istnieje? Istnieje czy nie, przekonamy sie dopiero o tym po œmierci. A co się stanie gdy już będziemy w Niebie i dowiemy się z pierwszej ręki, od samego Boga że reinkarnacja to fałszerstwo zła, które zrobi wszystko, żeby była to prawda. Do tego stopnia, że będzie manipulować słowami ludzmi, nawet dzieci. Wszak jest do tego zdolne. W wojnie, którš prowadzi diabeł przeciw Bogu, wszystkie chwyty sš dozwolone. Ja nie wierzę w reinkarnacje i nigdy nie uwierzę, choćby nie wiem co.

Twoje prawo, Ogniku!:) Miło spotkac kogos, kto ma tak silna wiarę.... Pozdrawiam i zyczę siły w Nowym Roku:)))))))

A ja wierzę, że niewierzę!!!!

Reinkarnacja nie istnieje. Ludzie pod wpływem hipnozy opowiadajš o życiu swoich przodków. Sš już najnowsze badania mówišce że człowiek nie tylko dziedziczy wyglšd, zachowanie, kolor włosów po przodkach ale także ich doœwiadczenia i wiedzę. Ponadto DEJAVU to efekt pracy mózgu. Mózg działa na zasadzie porównywania różnych rzeczy. I nawet wydarzenie z dnia wczorajszego może wydać nam się na ułamek sekundy podobne do zdarzenia z dnia dzisiejszego. Wtedy odczuwamy takie znawisko.

podobny tok myslenia

http://www.ejsi.com.pl/tajne/forum/read.php?f=1&i=25381&t=25293

Ci, którzy nie chcš wiedzieć o reinkarnacji, bojš się po prostu skutku swoich czynów wobec innych, bojš się odpowiedzialnoœci, samodzielnoœci. Religia daje prostš receptę - chodŸ do koœcioła, módl się, a zostaniesz "zbawiony". Co za bezsensowna bzdura, a jaka wygodna dla kleru.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Idz sie schowaj nawiedzeńcu

siwollach powiedz mi czemu musisz codziennie się schylać po mydło w szkolnej szatni?
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 34
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.