|
|
Nigdy nie brałem żadnych trawek a i za alkoholem nie przepadam.Jakie dwadziecia siedem lat wstecz[mieszkam na wsi] wieczór w oddali wiecš lampy,wychodzę z zagrody a której sš kury,kruliki itp.-otwieram furtkę wychodzę okręcam się by zamknšć furtkę i w tej chwili [jakbym przestał istnieć].Nie mam swej jażni [jakbym nie istniał],nawet nie wiem o tym że [jestem] i stoję przy furtce.,Po [chyba] chwili,-zaczynam widzieć i konstatować że jestem ,że stoję i że patrzę w jakie wiatło ,które jest jakie 30 metrów odemnie i wisi kilkanacie metrów nieruchomo nad ziemiš [jest wielkoci ulicznej latarni].Patrzę na to wiatło ,ale jeszcze nie wiem kim jestem ,nie wiem gdzie jestem ,nie wiem że patrzę na wiatło,jakbym był zombi.Po [chyba chwili] tego stania i patrzenia w to wiatło ,zaczynam powracać i zaczynam rozumieć że stoję ,że jestem człowiekiem,że to ja jestem i patrzę ,że stoję przy furtce w wiosce w której mieszkam ,w końcu uwiadamiam sobie kim jestem ,nagle wiatło znika,ja rozglšdam się dookoła ,zamykam furtkę i idę do domu ,ale jestem ciężko przestraszony,na prawym policzku czuję jakbym się zkaleczył,w domu patrzę ,na policzku mam [jakby wyciniętš kreskę na koci policzkowej pod prawym okiem] ,kreska jest wklęnięciem długoci [jakie] 15 milimetrów i szerokoci półtora ,zagłębienie [jakie]milimetr.Znamie to nosiłem kilka lat.W tylnej częci głowy[koć wilka],tam miałem [dżwięk]-tylkanie,jakby elektrycznego zegarka,tykanie się nagle pojawiało i nagle ustawało ,czasem trwało pół godziny a czasem miałem tydzień spokoju,zwykle tykało kiedy byłem sam,specialnie mi to nie przeszkadzało i szło z tym żyć ,ale zastanawiałem się nad tym tykaniem.Nikomu o tym nie powiedziałem.Znamie na policzku czasem swędziało aż w końcu się wypłyciło i przestało być widoczne.Po [chyba pół roku]przestało tykać .Dodam że nigdy nie byłem bojażliwy i lubiałem się szwędać po lasach ,nawet w nocy.Ale dopiero po latach zoriętowałem się że włanie od tamtego tajemniczego czasu -zaczołem mieć OOBE [mimo mej woli a nawet sprzeciwu].Moje OOBE było [wtedy] dla mnie jak [braniem do aresztu],czasem bałem sie ić kłać ,bo ledwo co się wyciszyłem by usnšć ,to zaczynałem być [jakby] wyrywany z mego ciała .Wtedy nie wiedziałem co to OOBE i się tego bałem ,-w końcu powiedziałem o tym rodzicom,ale ojciec zkwitował -etam synu ,pewnie ci się co zdaje i na tym się skończyła moja obrona przed nieznanym..Do czasu kiedy brat [przyjechał z internatu],spostrzegł że nie oddycham [spalimy w jednym pokoju],zawiecił wiatło i zobaczył że ja leżę w bezruchu i nie oddycham i mimo że mam otwarte oczy -nie odpowiadam na pytanie,które mi zadał .zaczoł mnie szarpać -doszłem do siebie zpowrotem ,ale nie potrafiłem wytłumaczyć bratu [co jest grane] ,no to brat w tej nocy poszedł do rodziców ,obudził ich i im o tym powiedział ,wtedy rodzice mnie na spytki w tej nocy,a ja im na to że przecież mówiłem wczeniej o tym ale mi nie uwierzyli i odmówiłem dalszej rozmowy.W dalszej częci tej [sprawy] trafiłem do szpitala, w szpitalu ,po doć konkretnych badaniach czachy i mózgu-stwierdzono że mam chyba [rozwijajšcy się nowotwór!!!! w mózgu!!!!!!!!]-pamietam jaka w mojej rodzinie była wtedy panika.O tej diagnozie mi nie powiedziano-dowiedziałem się po pół roku-powiedział mi stryj ,który był na rozmowie u ordynatora.Dodam że z powodów zwišzanych z OOBE-wypuszczono mnie z zasadniczej służby wojskowej-pamiętam jak lekarze w Wrocławiu [klinika wojskowa]między sobš prowadzili rozmowę na temat mojej arytmii serca,która była zajebista-tylko nie wiedzieli że ja to potrafiłem robić własnš wolš .Nie wiedzšc co mi jest i by nie mieć na sobie odpowiedzialnoci -otrzymałem zwolnienie z woja a następnie przeniesienie do rezerwy!!!!!!!!!!!!!,tylko szef kompanii na boku mnie zapytał "powiedz jak to jest -w biegu na 100 metrów masz 11i pól sekundy [trzecie miejsce w pułku]a powiniene już nie żyć z takim sercem po takim biegu"-to było za komuny ,przed stanem wojennym!!!!!.dodam że w wojsku nie byłem na trzech alarmach [nocnych]-dlaczego? bo nikt nie chciał pierwszy zgłosić że jeden żołnierz leży martwy w wozie[kojo],po powrocie z alarmów żaden kapral ,mnie o nic nie pytał ,wychodziłem już ubrany z pod wyra i jakby nigdy nic dołańczałem do tych ,którzy wrócili z alarmu.W między czasie musiałem cichaczem wyjć po moje buty ,które stały na bacznoć na korytażu,nawet podoficer udawał że tych butów nie widział.Wtedy wsztstkie buty stały pod cianš na korytażach[co do milimetra w równych odstępach]
Rozwinełem temat ,ale wszystko się zaczeło od tej [sprawy] przy furtce,którš nazwę lukš czasowš w mej pamięci,wtedy nie przyszło mi do głowy by porównać godzine ,minuty.itp.
jak zwykle wstyd mi za ort.
pozdrówka
|