|
|
Weźmy np. taki film pt. "Harry Potter" - bzdurny jak nie wiem co, ale o co innego tu chodzi. Młodzież się tym zachwyca, bo jest tam przesłanie by wierzyć we własne siły - i to jest najważniejsze także w uprawianiu prawdziwej "magii". Na pewnym etapie rozwoju człowiekowi jest potrzebne także zetknięcie się z "mocą", bo prędzej, czy później i tak będzie musiał się z tym zmierzyć - chodzi tylko o to, by się w tym nie "zatracić", by "sodówa do głowy nie uderzyła", bo to przeszkadza w prawdziwym rozwoju duchowym, a zachłyśnięcie się własną mocą prowadzi do wykorzystywania jej w "niecnych" celach - manipulowania innymi, wykorzystywania ich itp. i prowadzi do upadku - do uwstecznienia się na drodze duchowego rozwoju, nie mówiąc o tym, że do takiego kogoś przyczepią się jakieś negatywne byty, by poprzez niego "kręcić swoje lody".
Dobrze mieć pojęcie o swojej mocy, możliwościach... - na co dzień może zdolności tzw. parapsychiczne nie są potrzebne, ale w sytuacjach ekstremalnych mogą się przydać - wtedy dzieją się "cuda" :)
Nie ma co się starać o takie rzeczy na siłę - samo przychodzi jako "skutek uboczny" szerzej pojętego rozwoju.
I tu, jak zauważyła Motylek dochodzimy do kwestii odpowiedzialności - sam przyznam, że kiedyś, gdy nie byłem jeszcze "odpowiedzialny" zaczęły się dziać niesamowite rzeczy i było bardzo niebezpiecznie (dopiero później ktoś mi wytłumaczył, co się działo), ale na szczęście ani sobie, ani komuś innemu krzywdy nie zrobiłem, poza tym, że kilka osób miało poważną "zagwozdkę" co działo się z ich świadomością. No cóż - nie dążyłem do tego, nie starałem się, ale zauważyłem, że ludzie wokół mnie bardzo dziwnie się zachowują - przestawali sami myśleć i mogłem nimi sterować. Jak zauważyłem, że to działa, to zacząłem sprawdzać, upewniać się, że to kwestia mojego wpływu, obecności - prowadziłem swego rodzaju "doświadczenia" i nadziwić się nie mogłem. O ile na początku musiałem się trochę postarać, to z biegiem czasu działało to tak mocno, że musiałem kontrolować swoje myśli. I wtedy dotarło do mnie, jak to jest niebezpieczne i że trzeba z tym skończyć. Zacząłem się dosłownie modlić, bym utracił ten "dar" - przeszło mi i mogłem znowu mieć do czynienia z ludźmi, nie powodując od razu zamieszania wokół siebie.
Cieszę się, że było mi dane tego doświadczyć, bo dzięki temu coś zrozumiałem i jestem już przygotowany... No, nie będę się tym już bawił, bo to nie jest sztuka dla sztuki - w chwili obecnej nie ma to zastosowania, ale może kiedyś, w innych realiach... Przyjdzie, gdy będzie potrzebne :) Bo dziś co? Bawić się w jakieś "wojny magów"? To nie dla mnie - to jakaś dziecinada - jak i inne zabawy w udowadnianie sobie, czy komuś, kto silniejszy :) To jak z trenowaniem sztuk walki - nie robi się tego z myślą, by wyjść na ulicę i komuś dołożyć - nie szuka się wrażeń, możliwości zastosowania tego, czy popisania się tym. Z czym by to jeszcze porównać? Np. z bieganiem - no od wielu lat mam ten sam czas na 60 metrów - 8,0 sekundy. Czy to coś daje na co dzień? No niby nie, ale jak czasem trzeba podbiec do autobusu... :) Pewnie, gdybym jeździł samochodem, to bym ten "dar" utracił :))
Ogólnie tzw. komfortowe życie powoduje, że zatracamy pewne "instynkty", ale w przypadku trudniejszych wyzwań coś tam może się przydać :) Jak jest potrzeba, to ludzie sami się dziwią, na co ich stać :)
Powiedzmy, że niedługo (podobno) w coraz większym stopniu ulegną odblokowaniu pewne zdolności u ludzi. Namnożyło się mnóstwo różnych "szkół psychotronicznych, kursów rozwoju duchowego" itp., w ramach których wręcz straszą ludzi, że bez tego... biada im :) Chodzi generalnie jedynie o to, by mieć pojęcie o tych sprawach, bo gdy ktoś nagle zostanie "rzucony na głęboką wodę" (spotka się z takimi rzeczami bez przygotowania), to... może mu się nieźle w głowie poprzewracać :)
Sporo (a nawet większość) ludzi boi się takich rzeczy, więc asekurancko twierdzą, że w to nie wierzą i w takim przypadku nie ma sensu uświadamianie ich, że np. różne służby specjalne korzystają z tych "zdobyczy" - ci ludzie nie chcą o tym wiedzieć! Takich ludzi można jedynie małymi kroczkami przekonywać, że to nie jest takie straszne jak Kościół to maluje :) i że można na spokojnie, z umiarem, świadomie z tego korzystać w celu chociażby wykorzystania w codziennym życiu synchroniczności zdarzeń ku poprawie jakości życia i uzyskaniu spokoju ducha :) I tu uciekanie od tych spraw, chowanie głowy w piasek, czy palenie czarownic na stosie nie rozwiązuje problemu strachu - strachu przed nieznanym, przed życiem... Chyba warto żyć świadomie, zamiast bać się wyimaginowanych zagrożeń, być ofiarą i uciekać od... wiedzy :) To niewiedza powoduje, że mitologizujemy różne sprawy. Gdyby tak od dziecka tłumaczyć ludziom takie sprawy, pewne mechanizmy, to... byłoby pięknie :) Tylko, że wtedy wąska grupa "wtajemniczonych" nie mogłaby już manipulować resztą... Więc komu zależy na takiej edukacji? Na pewno nie "rządzącym", dla których najlepiej, by ludzie bali się wszystkiego. Jednak mimo wszystko ludzie poszukują i obserwujemy prawdziwy boom na te sprawy. Oczywiście na początku, jak ze wszystkim "obłowią" się najpierw różni mistrzowie i inni "guru", choć moim zdaniem np. okres rozkwitu różnych sekt mamy już za sobą, bo te sprawy zostały już "odczarowane" i kity o "wybrańcach, którzy mają monopol" już tak nie działają na ludzi, jak kiedyś. Tak samo monopol traci wielka sekta "pasterzy baranów" zwana Kościołem Katolickim :)
|