Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Coś co chcecie pokazać
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307

Witam wszystkich. Otóż pomyślałem sobie, że można by założyć temat specjalnie przeznaczony na...właśnie, co? Wszystko czym chcielibyście się pochwalić, pokazać innym, lub rozreklamować. Można tu wrzucać linki, filmiki, muzykę, obrazki itp. Czym to się różni od innych tematów? Niczym. Ale żeby nie doprowadzać do sytuacji offtopikowania, przerywania dyskusji, wszystko, co chcecie można tu wrzucić. Co o tym myślicie? Jeżeli, pomysł Wam nie odpowiada, nie piszcie, temat odejdzie w zapomnienie. Czyńmy dobro! ]:

Tak walenie atomem w odwiert jest wyrazem desperacji. Poza tym że nie wiadomo jak to się wszystko zachowa. Wybuch atomowy czasem jest mało przewidywalny. On tylko teoretycznie miewa założoną wartość. Są odchyłki czasem duże, Rosjanie zrobili kiedyś wybuch w okolicy gdzie były pozostałości po jakiejś dziwnej technologii i wybuch był kilkaset krotnie wyższy od spodziewanego. Jeśli otoczenie ma inne parametry od przeciętnych to może inaczej reagować na taki zapalnik atomowy. Można się zastanawiać nad inną sprawą. Te złoże musi mieć spore ciśnienie że tak wali. Czyli jakby to spowodowało popękanie skorupy i kolejne wycieki to było by mało zabawne. Ta, kto za to dostanie rachunek.

O na sekretach Ameryki brzmi to bardziej niepokojąco http://www.sekretyameryki.com/?p=3934 usiłują pod to podciągnąć i te trumny zgromadzone przez rząd Stanów, może coś jest w tym na rzeczy. Po coś to wszystko jest przygotowane.

http://www.frazpc.pl/aktualnosci/380761,Wycieczka-po-fabryce-drukujcej-dolary.html

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://spaceweather.com/swpod2010/14jan09/Earl-Siggaard1.jpg?PHPSESSID=sqqij1e51fvq4aa9qkhmnpbmh0&PHPSESSID=665c5p1uogss8cnjonomd2o3b5 efekt grawitacji na spłaszczenie widoku słońca w czasie wschodu

tak jak oglądam i czytam co sie znajduje w podawanych przez was linkach też widze że to sprawa nie na żarty, ja poruszyłem ten temat na forum bo jakoś o nim cicho było. Ale tak jak coraz bardziej widze to może być moment dosyć dobry dla maksymy ,,Pokój z Chaos''. może to być katastrofa globalna która jest bardziej apokaliptyczna niż ta świńka grypa bo dzieki temu milionów do plastikowych trumien nie zapakowali więc poszukali innego sposobu i znaleźli. oby boska moc została zesłana na czas. Tak jak moja znajoma mi mówi i co mają teraz kłócic sie z tymi ruskami czy zabili tych naszych 96-ciu, i co chcesz wojny??. prawda jest taka że wojna toczy sie od lat, a apokalipsa już sie zaczeła, i nie ma sie czego bać bo strach to najgorsza rzecz jaka może nas teraz zwieść. te tajne bronie, wirusy, ah......nawet nie poczujesz bólu i już cie nie ma.

Nie ma nic do stracenia, to i strachu nie ma. Problemy powodują zwykle ci, co wciąż się o coś boją, bo zgadzają się na niedorzeczności, byle tylko mieć chwilę złudnego spokoju. W takiej to krótkowzroczności nas wychowano i pilnujemy siebie nawzajem, byle tylko nic na lepsze się nie zmieniło, bo niepewność boli.

The truth is constantly changing. Are you able to follow it? http://truthism.com/

Ano właśnie - ludzie boją się zmian i nie wierzą, że zmiany mogą być na lepsze. Np. "13" jest liczbą zmian, a ludziom kojarzy się z pechem. Już kiedyś zauważyłem, że zmiany, które mi się zdarzały z czasem wychodziły na dobre - przynajmniej pod niektórymi względami :) Ogólnie wypadkowa zawsze na plus :)
Raptor:
Nie ma nic do stracenia, to i strachu nie ma.
Mi jest dobrze (zresztą zawsze mi dobrze :)) i powiedzmy, że miałbym coś do stracenia, ale chętnie to poświęcę dla zasadniczej zmiany sposobu egzystencji, bo potrzebne mi są nowe wyzwania, by się realizować. Ramy tego systemu i zwyczaje tu panujące za bardzo mnie ograniczają. W sumie nieźle sobie radzę, ale ludzie mnie hamują, bo ich to dopiero system ogranicza, a właściwie mogliby dużo więcej, dużo ciekawsze życie prowadzić, ale sami się ograniczają, bo przyjmują jakieś tam tzw. "wzorce" jak by nie można było inaczej. Powiedzmy, że w ramach tego systemu poruszam się dość swobodnie, a inni nawet tego nie potrafią, bo się boją, że... "podpadną".

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.kciuk.pl/Szalona-wiewiorka-a18478 Pewnie street climbingu się naoglądała :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.geekweek.pl/nowy-humanoidalny-robot-z-iranu

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.geekweek.pl/latajacy-samochod-niedlugo-w-sprzedazy

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://nasygnale.pl/gid,12443576,page,3,title,Kryminalny-przeglad-tygodnia,galeria.html
tekst:
Wykradł z cmentarza zwłoki Podkarpacka policja zatrzymała cwaniaka, który upozorował własną śmierć, żeby wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia. W tym celu wykradł z cmentarza zwłoki i podpalił je w swoim samochodzie. Policja ustaliła, że oszustowi pomagali ojciec i siostrzeniec. Mężczyzna od dłuższego czasu szukał człowieka podobnego do siebie, o zbliżonym wzroście i masie ciała, bo założył, że dokona zabójstwa swego "sobowtóra". Według policji kilka razy wybierał się do różnych miejscowości razem z siostrzeńcem i poszukiwał ofiary. . W samochodzie woził siekierę. Nie zrealizował tego zamiaru, gdyż nie trafił na osobę wystarczająco do siebie podobną...
cyt-...Chciał podstępnie zwabić ją do samochodu i zamordować... szok- do czego to dochodzi dla kasy cały rozwój duchowy dzisiejszego człowieka nawet nie chcę sobie wyobrażać do czego są zdolni chorzy na nie uleczalne choroby- potrzebujący przeszczepu dla siebie lub kogoś z rodziny kiedyś człowiek potrzebował znaleźć przesłanie CIĘŻKICH CZASÓW pogodzić się wyciągnąć lekcje dziś konsument pełną gębą- jeśli pierdyknie to wszystko w 2012 będą się żreć jak nic

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Az dziw bierze, ze w wlasnie w grobie znalazl ofiare podobna do siebie. Juz kilku nieboszczykow z grobu ostatnio zniknelo. Nawet premier Cypru. Zawsze w takich wypadkach szuka sie zlodziei, bo trzeba cos na ten temat powiedziec rodzinie, a tak faktycznie, to ci nieboszczycy znikaja, bo sa prawdopodobnie pochowani zywi. W kazdym razie slad po nich ginie.

Ale znowu się komuś czknęło ciekawa myśl "znikają bo są pochowani żywi i to pewnie powód że ślad po nich ginie" Bardzo wyszukana logika czy za takie podejście jest dodatkowa premia, przesłanie jest; żeby każdy się bał. a nie myślał sensowniej choćby zwłoki zostały zagospodarowane w kuchni chińsko-wietnamskiej i już nic po nich nie zostało. W artykule było napisane udają nieboszczyka kogoś innego który chce wziąć kaskę z polisy ubezpieczenia. Ale równie dobrze mogło by być, ponieważ jest się w sporze z urzędem skarbowym który żywemu nie przepuści, to usiłuje ich odesłać z roszczeniami na Berdyczów. Mafia też nie lubi żywym odpuszczać Oj Gośka popraw się, więcej fantazji.

różnie to bywa :-) nie mniej zwracałem tylko uwagę na stronę duchową dzisiejszego człowieka-cały wachlarz zachowań od próby znalezienia kogoś niewinnego/podobnego który odegra scenę tragiczną dla kogoś ( i pewnie spłonie np. w aucie)po sytuacje w której dla serca, nerki.... są w stanie zabić kogoś równie nie winnego- by samemu żyć, mieć kase itd... i do czego to prowadzi- ostatnio ktoś ekranizował film na podstawie książki w której ojciec podróżuje z synem w takim świecie jak po złym scenariuszu na 2012 gdzie trzeba walczyć o przetrwanie i o to by nie zostać zjedzonym swoją drogą zastanawia mnogość przesłań wśród wielu ludzi

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Byty karmiące się ludzkim strachem będą musiały znaleźć sobie inne źródło "pokarmu", ale zanim to nastąpi, to jeszcze najedzą się do syta. I Gośka też takim sprzyja. Przy okazji dzięki Nicze za odniesienie się do "bardzo wyszukanej logiki" Gośki - mi się już nie chciało, a Ty mnie wyręczyłeś :) Podnoszących się wibracji ziemskich (to się mierzy, rejestruje) wpływających na "zakres pracy" mózgu niektórzy nie wytrzymają i zginą w różny sposób, u pozostałych nastąpi znaczne rozszerzenie świadomości (ten proces już trwa i przyspiesza coraz bardziej) i spokojnie (a nawet euforycznie) przejdą przemiany. Nie będzie tu już warunków dla niskowibrujących. Albo się zmienisz Gośka, albo zginiesz - i to nie będzie HAARP, tylko sama się wykończysz swoimi paranojami, które będą coraz dotkliwsze. Mało, że sama jesteś żerem dla niskich bytów, to jeszcze starasz się dostarczać im jedzonka od innych. Można powiedzieć, że jesteś "opętana".

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

zbyszek123:
swoją drogą zastanawia mnogość przesłań wśród wielu ludzi
Ja to nie wiem czy Gośce to się nie rzuca na życie codzienne bo usiłować dostrzec w każdej rzeczy negatywy i ubrać to w słowa obrzydzające innym życie a to przecież rzutuje na jej codzienność. Czy się zastanawiała nad faktem że przy zejściu z tego świata to nawyki które tu sobie uczyniła zadziałają jak kamień u szyi Czyściec to będzie mało żeby przerobić te głupoty które tu uczyniła. A masz jakieś przyjemności w życiu poza straszeniem ludzi i cieszeniem się z tego. Darek ujął to z trochę innej strony, uzupełniam jego spostrzeżenia.

Właśnie tak Gosiu - na tamtym świecie będziesz się musiała długo leczyć, dochodzić do siebie, czyścić swoją aurę z ciemnej energii, którą tak ochoczo tu do siebie przyjmujesz. Dopiero teraz dotarło do mnie to, co Nicze już dawno zauważył - Gośka rzeczywiście jest na czyichś usługach - ogólnie mówiąc na usługach jakichś "ciemnych sił".

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Bo wiesz Gosiu - co innego ujawniać różne niegodziwości, szkodliwe działania (właściwie wszyscy tu się tym zajmujemy), a co innego wypisywać totalne bzdury. Robisz więcej złego, niż dobrego. Sprawia Ci to jakąś przyjemność? Może w ten sposób próbujesz wyrzucić z siebie te brudy, oczyścić się przy tym jakoś? Tylko, że nie tędy droga, bo jeszcze bardziej się nakręcasz i szkodzisz nie tylko sobie. Masz na co dzień jakieś twórcze zajęcie, jakąś "odskocznię"? Bo wiesz - niektórym zbyt dużo czasu i myślenia wyraźnie szkodzi, zwłaszcza, gdy nie patrzą szerzej, a jedynie ograniczają się do rozgryzania, przeżuwania, przetwarzania ciągle tych samych treści, nie dopuszczając do siebie innych możliwości. Wyglądasz jak byś siedziała w jakimś bagnie i przeżuwała szlam, zamiast się wreszcie stamtąd ruszyć i pójść na łąkę, w góry... Pomóż przede wszystkim sobie... bo może być za późno, o ile już nie jest... Może już za bardzo się zatrułaś... i umrzesz w męczarniach psychicznych, fizycznych...

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Jak widzisz Darek Gośka nie ma tu żadnych szans na popsucie nam forum a wszystkie jej ruchy odbierzemy sobie jako pouczające dla siebie. Nawet Romkowi zwróciłem uwagę że w ramach bycia na wysokim stopniu miłości do bliźnich niech odbierze ją taką jaka jest jak się wyszło z "błota" to mimo wszystko trzeba umieć pamiętać o tamtym poziomie i wiedzieć co dla niego jest codziennością. Przyjąć z uśmiechem czyjeś bzdety i wyjaśnić że nie tędy droga. Absolutnie nie być aż tak tolerancyjnym jak się Romkowi wydaje to słuszne. Tu jest tylko problem czy z własnej inicjatywy wchodzić w konflikt bo to psuje trochę nastawienie do świata tu byłbym się zgodził z Romkiem. Staję się bardziej konfliktowy. Ale ja wcale nie poczuwam się do bycia świętym i bardzo lubię akcje pacyfikacyjne jeżeli ktoś daje powód. Gdyby nawet nie było teraz sensacji że coś musi się zdarzyć w ramach 2012 Bo musi, to jest odczucie wszystkich bo wszystko sprowadzane jest to do absurdu po to żeby walnęło. To gdyby tego nie było to i tak jej umieranie na końcu drogi życia nie będzie sympatyczne i to co odczuje po drugiej stronie to będzie odzwierciedlenie tego nad czym tu pracowała. Praca jest pracą, każdemu trzeba wybaczyć jak na nic innego ją nie stać.

Pre-Fabrykant Zwłok Autor : kodeks Fabrykant zwłok Kontrowersyjny niemiecki anatom Gunther von Hagens preparuje ludzkie zwłoki i wystawia je na całym świecie. Obrzydliwe? A jakże. Ale te obrzydliwości oglądają tłumy. Aby wykonywać swe rzemiosło, 47-letni Gunther von Hagens potrzebuje ciał innych ludzi. Jedno z nich preparował w Biszkeku, stolicy Kirgizji. - Włożyliśmy je do wanny w maju - mówi i przywołuje ręką swych pomocników. Do stalowego zbiornika podchodzi kilku mocno zbudowanych mężczyzn. Na komendę ściągają przykrywającą wannę folię. Widać, jak na brązowej zawiesinie tworzą się pęcherze gorącego powietrza. Po chwili pomocnicy von Hagensa podnoszą dźwignię, do której przywiązano drutem ciało mężczyzny w stanie silnego rozkładu. Niemiecki anatom z zadowoleniem wciąga w nozdrza słodkawy odór. - Z tych paskudnych zwłok powstanie wspaniały okaz - twierdzi i każe wynieść ciało na zewnątrz. Na dziedzińcu Instytutu Fizjologii Wysokogórskiej, położonego na przedmieściu Biszkeku, rozpoczyna się makabryczny spektakl: von Hagens podchodzi do ciała i spryskuje wodą na w pół wyprężonego penisa. - Nawet nie potrzebowałby viagry - żartuje. Rozlega się chichot grupy młodych kobiet i mężczyzn. Von Hagens zaprosił na swój pokaz 30 kirgiskich lekarzy, chemików i biologów. Ubrani w niebieskie fartuchy, z bawełnianymi czapkami na głowach, uważnie słuchają słów profesora. - Dowcipy pomagają przezwyciężyć strach przed śmiercią - tłumaczy mistrz ceremonii. Posługując się mieszaniną niemieckiego, angielskiego i rosyjskiego, robi wykład na temat zalet i wad nadgniłego preparatu. Von Hagens jest twórcą "Światów ciała", objazdowej wystawy spreparowanych zwłok, która przyciągnęła już ponad 9 milionów widzów w Europie, Korei Południowej i Japonii. Dopiero jednak tutaj, w Azji Środkowej, z dala od starego kontynentu, ten szczupły mężczyzna o bladej twarzy znajduje wszystko to, czego potrzebuje do swoich eksperymentów: tanią siłę roboczą, dostępne na zawołanie zwłoki i oddaną publiczność. - Te badania to dopiero połowa drogi - zapowiada profesor, który swą pasję preparowania ludzkich szczątków zamierza jeszcze rozwinąć. - Ciało powinno być tak elastyczne jak dziecięcy smoczek, posłuszne niczym gąbka do mycia. Stosując opracowaną do perfekcji metodę tzw. plastynacji zwłok, niemiecki anatom uwiecznił dotąd - jeśli można tak rzec - ponad 60 kompletnych ciał. W przyszłości ma ich być 10 tysięcy. 10 tysięcy produkowanych taśmowo preparatów. Von Hagens traktuje swoje zajęcie śmiertelnie poważnie. Z wpływów uzyskanych dzięki pokazom zbudował już działające w skali globalnej przedsiębiorstwo. W trzech placówkach zatrudnia na stałe 300 pracowników. Ciągle kursuje między swoimi filiami - jedna znajduje się w Heidelbergu, gdzie obecnie przechowywanych jest ponad 20 zwłok, druga - w Chinach (von Hagens współpracuje z Akademią Medyczną w Dalian) i wreszcie trzecia - w górzystej Kirgizji. To tutaj właśnie niemiecki anatom opracowuje nową metodę sterowania procesem rozkładu zwłok. Mózg martwego szachisty W 1977 roku, będąc jeszcze pracownikiem naukowym uniwersytetu w Heidelbergu, von Hagens opracował technikę, która dokonała rewolucji we współczesnej anatomii: zastosował po raz pierwszy plastynację pozwalającą na uzyskiwanie trwałych preparatów biologicznych. Dzięki tej metodzie ludzkie zwłoki mogą osiągnąć trwałość podobną do tej, jaką miały egipskie mumie. W tym celu najpierw wypłukuje się z nich krew, a następnie - w dość skomplikowanym procesie - zastępuje odpowiednim tworzywem sztucznym wodę oraz tłuszcz zawarte w tkankach. Później ten "zastępczy" materiał staje się gęstszy i twardnieje. W ten sposób powstają preparaty zmarłych, posiadające niezwykłe cechy - nie wydają żadnego zapachu, są suche i tak wytrzymałe, że można je wygodnie transportować z miejsca na miejsce. Von Hagens uwielbia prezentować swoje "dzieła sztuki" w prowokacyjnych pozach: niegdyś stworzył plastynat mężczyzny pochylającego się nad szachownicą. Sklepienie czaszki zostało usunięte za pomocą piły, dzięki czemu wyraźnie widać mózg. Szachista wydaje się myśleć nad następnym posunięciem, którego nigdy nie wykona. Kontrowersyjne wystawy niemieckiego anatoma cieszą się ogromnym zainteresowaniem. W ubiegłym roku w Berlinie żądny widowiska tłum czekał godzinami w kolejce, aby popatrzyć na teatr umarłych. Ponad 5 tys. zwiedzających zadeklarowało, że w swoich testamentach przekażą profesorowi własne ciała. Co poniektórzy z tych "dawców" czczą go niczym duchowego guru.Czy jednak wystawa zwłok służy demokratyzacji anatomii i "oświacie sanitarnej", jak twierdzi sam mistrz? A może w rzeczywistości każda jego ekspozycja to po prostu "nielegalny cmentarz", jak uważają jego przeciwnicy? Kto ma rację? Czy proboszcz z Kolonii, Bernard Henrichs, piętnujący spektakl von Hagensa jako "zamach na godność ludzką", czy też słynny aktor Dustin Hoffman, który niedawno w Londynie wprost nie mógł się napatrzyć na sztuczne ciała i zarzekał się, że "przyjdzie jeszcze raz z całą rodziną"? Sam von Hagens także chętnie się "eksponuje". Za dnia nie zdejmuje z głowy ciemnego filcowego kapelusza, który stał się niemal jego znakiem firmowym. Dla zwiększenia reklamowej skuteczności zmienił także nazwisko: z pana Liebchena (pan Luby) stał się panem von Hagensem. Von Hagens to nazwisko jego pierwszej żony. Gdy tylko w pobliżu pojawia się kamera, profesor natychmiast przybiera pozę podobną do tych, które nadaje swoim preparatom. Zainteresowanie opinii publicznej jego osobą daje mu wprawdzie głęboką satysfakcję, lecz nie wystarcza. Chce być kimś więcej niż tylko sztukmistrzem. Pragnie, by traktowano go jak człowieka nauki oraz otaczano szacunkiem. Prorok honoris causa W swojej ojczyźnie słynny anatom na taki szacunek liczyć nie może. Żaden niemiecki uniwersytet nie zamierza wciągnąć go na listę płac. Uczelnię w Heidelbergu von Hagens opuścił wprawdzie sam, ale, jak przyznaje, zmusił go do tego "niesprzyjający klimat". Anatom z Kolonii Bernhard Tillman zarzucał mu wykorzystywanie zmarłych w "teatrze kukiełkowym". - Nikt nie docenia proroka we własnym kraju. Ale nie chciałbym się skarżyć - mówi von Hagens i ostentacyjnie ociera łzę z twarzy. Wzgardzony musiał uciec do dalekiej Kirgizji. Dopiero tam doczekał się poważania. Ogromne plakaty reklamujące "Światy ciał", pozostałości po wystawie w Kolonii, wiszą teraz w Instytucie Anatomii Akademii Medycznej w Biszkeku. Von Hagens otrzymał od kirgiskiej uczelni tytuł "profesora honoris causa". W holu budynku jego zdjęcie - w obowiązkowym nakryciu głowy - wisi tuż obok podobizny prezydenta państwa. Kirgiski minister zdrowia Mitalip Mamytow wylewnie wita mistrza przed gmachem Akademii, przytulając go do piersi. Zdaniem Mamytowa nie ma obaw, iż skandalizujący artysta spotka się z niechęcią ze strony Kirgizów. - Możemy jedynie wspierać to, co robi tu profesor - podkreśla minister. Chcąc przyjrzeć się z bliska dziełu von Hagensa, trzeba zejść do podziemi, pofatygować się na koniec mrocznego korytarza i przejść przez dwoje okratowanych drzwi. - Proszę, to tutaj - woła profesor i prowadzi nas do wyłożonej kafelkami piwnicy. Obok stołu sekcyjnego stoją menzurki, zwykłe biurka i... garnek z zupą. Pod ścianą, w kanale odpływowym, leżą niedopałki papierosów. W kącie - trzy komory podciśnieniowe służące do przechowywania ciał. W "katakumbach" Instytutu Anatomii von Hagens kazał wypreparować około 50 zmarłych Kirgizów. Gdy pada pytanie o pochodzenie ciał, nie spieszy się on z odpowiedzią. - To były bezpańskie zwłoki - tłumaczy w końcu i wskazuje na kirgiskie ustawodawstwo, które czyni dla niego ten kraj tak kuszącym: ciała, co do których nikt nie rości sobie praw, automatycznie trafiają do niego. Ekscytujący chlebodawca Miejscowa prasa reaguje na ekscentryka z Niemiec dość życzliwie. "Z kostnicy na podium" - tak gazeta z Biszkeku zatytułowała artykuł na temat poczynań von Hagensa. Jego główna siedziba mieści się we wspomnianym Instytucie Fizjologii Wysokogórskiej na południowo-wschodnim skraju stolicy. Zardzewiałe ogrodzenie i pies wartowniczy odstraszają intruzów. Ze ścian czteropiętrowego budynku spada tynk, na dziedzińcu piętrzą się śmieci, a ze skrzynki rozdzielczej bezładnie zwisają kable. Za czasów Związku Radzieckiego pracowało tutaj około 300 naukowców. Badali wpływ rozrzedzonego powietrza wysokogórskiego na organizmy psów, szczurów i ludzi. Wraz z proklamacją niepodległości przez Kirgizję w dniu 31 sierpnia 1991 r. tego rodzaju prace naukowe stały się ciężkim do sfinansowania luksusem. Skoro pieniędzy na badania nie było, większość pracowników Instytutu została zwolniona. gdyby nie von Hagens, dyrektor Almas Szanasarow i jego sekretarka, a także 32 innych członków personelu przychodziłoby codziennie do pustego instytutu. Dziś naukowcy są szczęśliwi, otrzymując miesięczne pensje w wysokości równej 45 euro. - To naprawdę ekscytujące pracować dla tak niezwykłego mężczyzny - mówi 26-letnia pani biolog Dinara Aidarowa. Z Niemiec von Hagens sprowadził sześć dużych samochodów ciężarowych, wypełnionych sprzętem medycznym. Kazał pobielić wapnem ściany w całym Instytucie, zreperować dachy, zatrudnił nawet kucharkę. - Bez pomocy Gunthera - mówi dyrektor Szanasarow - nie byłbym w stanie zapłacić za prąd, wodę i telefon. W zamian niemiecki profesor może dać upust swojemu nekromańskiemu pociągowi badawczemu w laboratoriach i barakach niedomagającego Instytutu. Z głową poszło nieźle Władimir Czereminski, 30-letni lekarz, wstrzykuje niebieską pastę w arterie martwych ludzi. Zwłoki zawsze go fascynowały. - Już jako chłopiec obserwowałem przez okno zmarłych w szpitalu - opowiada młody Kirgiz. Asystentka w laboratorium, 24-letnia Jelena Kasztanowa, "ćwiczy" na białym króliku. Podczas gdy dwóch mężczyzn trzyma zwierzę na stole sekcyjnym, ona wstrzykuje mu do lewego ucha dużą dawkę środka nasennego. Królik natychmiast zdycha. Pracownicy Instytutu potrzebują dwóch godzin, by wyszykować stworzenie według ich wyobrażeń: brzuch rozcięty; węże tkwią już w arteriach. Zanim zesztywnieje, jego ciało zostaje rozpięte na specjalnej drewnianej ramce - królik wygląda teraz tak, jakby biegł. I wtedy następuje gwóźdź programu: zmarłe stworzenie ląduje w tzw. kąpieli bakteryjnej. - To działa jak oczyszczalnia - wyjaśnia Dinara Aidarowa, która w 22 plastykowych wannach wyhodowała specjalne bakterie rozkładające mięso, skórę i tłuszcz. - Ale kości pozostają nienaruszone - zaznacza. Po trwającym całe miesiące procesie rozkładu, w kadziach Aidarowej powstają specjalne preparaty: szkielety, oplecione jedynie delikatną siatką naczyń odlanych w tworzywie. Na razie do wanien trafiają tylko kury i króliki, ale po zakończeniu fazy eksperymentów znajdą się w nich zwłoki ludzkie. Von Hagens od dawna marzy o uprzemysłowieniu tej metody: Wyobrażam sobie, że zakładamy ekologiczny "staw". Każdego tygodnia wchodzi tam nowe ciało, a wychodzi gotowy preparat. Jako pierwszy wyrusza w tę drogę trup ze stalowego zbiornika, który leży teraz przed Niemcem. W maju usunięto z niego krew, a w jego puste naczynia krwionośne wciśnięto czerwoną mieszankę tworzyw sztucznych. W końcu ciało zostało zatopione w mazi z żarłocznymi bakteriami. Teraz profesor i jego asystenci oceniają rezultat. - Jeśli chodzi o głowę, poszło całkiem nieźle - cieszy się von Hagens. Jest jednak zaniepokojony dziwną białą warstwą, pokrywającą piersi i brzuch. Maestro objaśnia to niepowodzenie: Tłuszcz obrastający ciało przekształcił się w substancję podobną do wosku, której bakterie nie mogły już rozłożyć. Niemiecki anatom zaleca, by następnym razem jego ludzie umieścili w wannie chudszego człowieka. - Najlepiej pacjenta chorego na raka w ostatnim stadium. © Der Spiegel, distr. by NYT Synd. http://www.bhp.org.pl/Article338.html Preparowanie zwłok - sposób na bezrobocie 9 Lut 2005 ... Na zlecenie niemieckiego naukowca-skandalisty bezrobotni z Lubuskiego będą preparować tysiące ludzkich zwłok. www.emetro.pl/emetro/1,50145,2542010.html - Podobne Ludzkie mydlo : http://www.mirnal.neostrada.pl/mydlo.html Zeznanie Zygmunta Mazura z 19 lutego 1946 Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych Brak wersji przejrzanejSkocz do: nawigacji, wyszukiwania Zeznanie Zygmunta Mazura przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze, w sprawie Gdańskiego Instytutu Anatomicznego 19 lutego 1946 Ten tekst jest niekompletny. Jeśli możesz, rozbuduj go. Prokurator: Doświadczenia Instytutu Anatomicznego w produkcji mydła z trupów oraz garbowania ludzkiej skóry na cele przemysłowe prowadzone były na szeroką skalę. Przedkładam Trybunałowi dokument [...], stanowiący zeznania Zygmunta Mazura, jednego z bezpośrednich uczestników produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu: był on pomocnikiem-laborantem w Gdańskim Instytucie Anatomicznym .[...] "Pytanie: Proszę nam powiedzieć, w jaki sposób wyrabiano mydło z ludzkiego tłuszczu w Gdańskim Instytucie Anatomicznym ? Odpowiedź: W lecie 1943 r. zbudowano w podwórzu Instytutu Anatomicznego jednopiętrowy kamienny budynek, zawierający trzy sale. Budynek ten był przeznaczony na cele wykorzystywania trupów i gotowania kości, jak to oficjalnie oświadczył profesor Spanner. Laboratorium określano jako zakład zestawiania szkieletów, spalania mięsa i zbędnych kości, ale w zimie 1943-1944 roku prof. Spanner polecił nam zbierać ludzki tłuszcz, którego już nie należało wyrzucać. Rozkaz ten otrzymał Reichert i Borkmann. W lutym 1944 r. prof. Spanner dał mi receptę na wyrób mydła z ludzkiego tłuszczu. Wedle tej recepty należało zmieszać 5 kg ludzkiego tłuszczu z 10 litrami wody i 500 do 1000 gramów sody kaustycznej. Tę mieszaninę gotowało się przez dwie do trzech godzin, po czym pozwalało się jej ostygnąć. Mydło unosiło się wówczas na powierzchni, podczas gdy woda i osad znajdowały się pod nim. Do tej mieszaniny dodawało się szczyptę soli i sody i gotowało się ją ponownie przez dwie do trzech godzin. Po ochłodzeniu wlewało się gotowe mydło do formy" Prokurator: przedstawię Trybunałowi te formy, w których zastygało mydło, oraz na pół wykończone próbki mydła z ludzkiego tłuszczu, odnalezione w Gdańsku. Cytuję dalej: "Mydło miało bardzo nieprzyjemny zapach: dla usunięcia go dodawano preparatu Bilzo. [...] Tłuszcz z ludzkich trupów zbierali Borkmann i Reichert, a ja gotowałem mydło z ciał mężczyzn i kobiet. Sam proces gotowania zajmował od trzech do siedmiu dni. W czasie tej produkcji, w której uczestniczyłem osobiście, wytworzono ponad 25 kg mydła; poszło na to około 70 do 80 kg ludzkiego tłuszczu, zebranego z około czterystu trupów. Gotowe mydło oddawaliśmy prof. Spannerowi, który je przechowywał. Sprawa wrobu mydła z trupów interesowała, o ile wiem, rząd hitlerowski. Mieliśmy w Instytucie Anatomicznym inspekcję ministra oświaty Rusta, ministra zdrowia dra Conti, gauleitera Gdańska Alberta Forstera, odwiedzali Instytut również profesorowie instytutów medycznych. Wziąłem sobie do mycia i prania 4 kg tego mydła. [...] Reichert, Borkmann, von Bargen oraz nasz szef, prof. Spanner, używali również tego mydła. [...] Tak samo jak ludzki tłuszcz, prof. Spanner polecił nam zbierać ludzką skórę, która po oczyszczeniu z tłuszczu poddawana była działaniu jakichś substancji chemicznych. Prace związane z ludzką skórą prowadzone były pod kierunkiem starszego asystenta von Bargena i samego prof. Spannera. Wykończone skóry były pakowane w skrzynie i używane do nieznanych mi celów."[1] [edytuj] Przypisy ^ Protokół rozprawy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze z dnia 19 lutego 1946: Tadeusz Cyprian, Jerzy Sawicki "Ludzie i sprawy Norymbergi", Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 1967, s. 239-240 http://pl.wikisource.org/wiki/Zeznanie_Zygmunta_Mazura_z_19_lutego_1946 http://pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_Spanner