|
|
Najnowsze technologie wojskowe - dowód realności fenomenu UFO
Autor: Bartosz Rdułtowski
--------------------------------------------------------------------------------
Wiele faktów, które jeszcze 40 lat temu było wykorzystywanych do dyskredytacji obserwacji UFO i wiarygodności ich świadków, obecnie zdaje się sugerować, a niejednokrotnie wręcz potwierdzać, ich technologiczne pochodzenie. [Artykuł opublikowany w Magazynie "UFO", nr 1, 2002]
W swoim fundamentalnym dziele "The UFO expenience" nieżyjący już profesor astronomii i jeden z największych autorytetów w badaniach fenomenu UFO - prof. Alan Hynek - zwrócił uwagę na dwa bardzo istotne elementy weryfikacji wszelkich doniesień o zaobserwowaniu UFO. "Każdemu meldunkowi - pisze Hynek - który odpowiada definicji UFO, możemy przypisać dwie liczby: jego Współczynnik Niezwykłości i Współczynnik Prawdopodobieństwa". [1] Definiując obie cechy, z których pierwsza odzwierciedlać ma ilość trudnych do racjonalnego wyjaśnienia elementów obserwacji, a druga jej wiarygodność (a w zasadzie wiarygodność świadka, bądź świadków), Hynek starał się podkreślić, iż fenomenu UFO nie należy, a nawet nie można rozpatrywać jedynie w kategoriach czysto zdroworozsądkowych. Wiele elementów składających się na ogólny wizerunek relacji o UFO, jest tak niezwykłych i trudnych do pogodzenia z aktualnym stanem wiedzy weryfikujących go badaczy, że zapoznanie się tylko z nimi, powoduje przedwczesny wniosek - niemożliwe, bo nieprawdopodobne.
Dla wielu konserwatywnych naukowców, to właśnie owa niezwykłość przedstawianych przez świadków faktów, w połączeniu z zupełną niepowtarzalnością i nieprzewidywalnością całego fenomenu sprawia, iż odrzucają go, traktując jako nienaukowy. Lekceważąc zupełnie drugą ze zdefiniowanych przez Hyneka cech relacji o UFO, czyli stopień wiarygodności ich świadków, określają go jedynie na podstawie tego co dana osoba relacjonuje. W efekcie, im bardziej jakieś doniesienie jest sprzeczne ze współczesną wiedzą, tym gorzej świadczy o jego autorze, czyniąc z niego w oczach "poważnych" naukowców kłamcę, bądź osobę niepoczytalną. Owo nagminne i nie mające z faktyczną nauką nic wspólnego zjawisko, znany badacz Richard Thompson komentuje następująco: "Ludzie mają naturalną skłonność do ośmieszania spraw, które nie pasują do znanych im systemów pojęciowych". [2] To zaś, że systemy pojęciowe, są jedynie przemijającą wizytówką ciągle ewoluującej wiedzy, najlepiej odzwierciedlać może piorunujący postęp technologii wojskowej.
Praktycznie od początku współczesnej ery badań nad UFO, główna batalia pomiędzy zwolennikami ich nieziemskiego pochodzenia, a sceptycznie nastawionymi do takich teorii naukowcami i badaczami, dotyczyła niezwykłych parametrów lotu wielu NOLi. Zaakceptowanie, że po naszym niebie przemieszczają się aparaty latające, mające zdolność do:
ˇ osiągania olbrzymich prędkości szacowanych niejednokrotnie w granicach 5-20 Ma,
ˇ wykonywania nagłych zmian kierunku lotu,
ˇ nie dawania echa radarowego,
ˇ czy bezgłośnego lotu nawet podczas przekraczania bariery dźwięku,
ˇ byłoby dla UFO-sceptyków równoznaczne z przyznaniem, że na Ziemi dochodzi do manifestacji technologii znacznie przewyższającej naszą własną, a zatem nie będącej wytworem człowieka.
Przykładu chyba najbardziej bulwersującej próby pozbycia się tego problemu, dostarcza wydana jeszcze w 1961 roku książka Janusza Thora "Latające talerze". Jej autor, powołując się na "opinie prof. Menzla", z pozoru niemożliwą w tamtych latach do wytłumaczenia zagadkę egzotycznej awioniki UFO "wyjaśnia" następująco: "Z chwilą gdy stwierdzimy, iż żaden ze znanych nam pojazdów nie potrafi się poruszać tak jak talerze, wydaje się najlogiczniejszym rozpatrywać je wykluczywszy przypuszczenie, że są statkami lub pojazdami". [3] Niestety prof. Menzl nie jest jedynym naukowcem, który odrzuciwszy niejako a priori ewentualność, że UFO nie należą do żadnych znanych nam pojazdów (a przecież za takie bezsprzecznie należałoby uznać pojazdy stworzone przez obcą inteligencję), buduje wygodne dla siebie hipotezy. Bardzo podobne poglądy, wyraża również polski zagorzały przeciwnik nieziemskiej hipotezy UFO prof. Andrzej Marks. "Jak już wspominano - pisze w swojej książce "W poszukiwaniu kosmitów" - często obserwowaną cechą "latających talerzy" jest zdolność do niezwykle gwałtownych ewolucji i bezszmerowego ruchu; dało do asumpt do twierdzenia, że posiadają one niekonwencjonalny napęd. (
) Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że istnieją rzeczywiste sposoby (podkreślenie moje - B. R.) zaprezentowania na niebie gwałtownych ewolucji. Jeżeli na przykład nieboskłon jest zachmurzony i chmury zostaną oświetlone reflektorem, to skierowując reflektor szybko w różnych kierunkach można spowodować, że refleks jego światła na chmurach będzie "dokonywał" nadzwyczaj gwałtownych i dziwacznych manewrów". [4]
O ile prof. Menzl i prof. Marks, usiłują cały problem tajemniczych parametrów lotu UFO ominąć wielkim łukiem, to część badaczy podejmuje próby jeszcze bardziej zuchwałe, na co uwagę zwraca Lucjan Znicz stwierdzając: "(
) przeciwnicy realnego istnienia NOL mają tradycyjne już wyjaśnienie. - Radary rejestrują wszystkie obiekty materialne. Skoro NOL nie są przez nie rejestrowane - dowodzi to, iż nie są to obiekty materialne!" [5]
A zatem ogólny obraz naszkicowany powyższymi cytatami wygląda następująco: pomimo, że UFO wykazują cechy świadczące o ich niezwykłej technologii, należy je traktować jako nierzeczywiste i niematerialne. A wszystko tylko dlatego, że technologia taka jest teoretycznie niemożliwa do osiągnięcia. Cze jednak aby na pewno?
NIEWIDZIALNOŚĆ DLA RADARÓW
W niezwykłej historii sporu, jaki od prawie pięćdziesięciu lat toczy się wokół hipotezy iż część UFO stanowić mogą techniczne pojazdy nie stworzone przez człowieka, bodaj najciekawszy aspekt stanowią obserwacje radarowe. Gdyby na podstawie weryfikacji tej kategorii doniesień - proponowanej przez UFO-sceptyków - wojskowi stratedzy mieli rozstrzygnąć o ewentualnej przydatności radaru jako narzędzia służącego do wykrywania wrogich obiektów, śmiem twierdzić, że o wiele większym zaufaniem obdarzyli by bajkowe szklane kule. W oczach UFO-sceptyków, radar jawi się bowiem jako wyjątkowo niesforna aparatura, której dokładność i wiarygodność ściśle zależy od tego, czy jego wskazania są, czy nie są im na rękę. Jeżeli np. na ekranie radaru widać obiekt poruszający się z prędkością 300 km/h, którą raptownie w ciągu dwóch sekund zwiększa do 1200 km/h, a po kolejnych trzech sekundach nieruchomieje, to znak że radar działa wadliwie, lub zarejestrował jakieś rzadkie zjawisko atmosferyczne. To nic, że ten sam obiekt obserwowany był również wzrokowo przez setki osób. Oni przecież mogli ulec zbiorowej halucynacji. Kiedy jednak w jakimś raporcie o obserwacji UFO czytamy, iż jego przelotu nie potwierdziły stacje radarowe, wtedy skuteczność radaru objawia się nam w całej okazałości, dowodząc niezbicie, iż UFO
również było jakimś rzadkim fenomenem natury, a nie materialnym obiektem. Takowy, byłby przecież przez radar z pewnością wyłapany!
O tym, jak zupełnie bezzasadne były trwające bez mała 45 lat rojenia o niemożliwości stawania się "niewidzialnym" dla radarów, przekonano się 10 listopada 1988 roku, kiedy na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej rzecznik Pentagonu potwierdził posiadanie przez USAF niezwykle zaawansowanego myśliwca nocnego F-117A - pierwszego w historii samolotu niewykrywalnego dla środków radiolokacji. To zaś, że nie był to jedynie chwyt propagandowy administracji Reagana, można było ocenić podczas konfliktu w Zatoce Perskiej, gdzie F-117A wykonały 1269 lotów bojowych, spędzając łącznie 6900 godzin w powietrzu i zrzucając ponad 2000 ton bomb, nie ponosząc równocześnie żadnych strat własnych. Powód tej niezwykłej skuteczności amerykańskich samolotów był tylko jeden - podobnie jak w przypadku wielu odnotowanych w okresie 1945-1970 obserwacji "tajemniczo" nie zarejestrowanych radiolokacyjnie UFO, także myśliwców F-117A nie było widać na ekranach irackich radarów.
Możliwość bycia "niewidzialnym" dla radarów przeciwnika (określana obecnie w terminologii wojskowej jako Stealth), stwarza wprost nieograniczone możliwości dla prowadzenia wszelkich militarnych akcji w powietrzu, jak również infiltracji obcego terytorium. Już w 1984 roku dyrektor DARPA określił Stealth jako "najbardziej rewolucyjną technikę w lotnictwie wojskowym od czasu silnika odrzutowego i skośnego skrzydła".[6] Wymiernym dowodem, że nie była to jedynie chwilowa fascynacja nową egzotyczną technologią, jest zastosowanie jej w praktycznie wszystkich budowanych obecnie prototypach nowych samolotów myśliwskich, bombowych, czy rekonesansowych. Jeżeli zatem niewidzialność dla radarów, zajmuje tak istotne miejsce w współczesnym wyścigu zbrojeń i stwarza precedens niezauważalnego przenikania systemu radarowego, trudno nie pokusić się o pytanie, czy gdyby nasza planeta była faktycznie od lat systematycznie "doglądana" przez przewyższającą nas technicznie inteligencję, to ta, nie zastosowała by analogicznej metody do eliminacji wykrycia własnych obiektów przez wojskowe stacje radarowe. Spostrzeżenie takie, może być o tyle istotne, że kiedy przeanalizuje się historię rozwoju technologii stealth, oraz ponownie zapozna z niektórymi doniesieniami o UFO z lat 1947-1975 - a więc z okresu kiedy jej militarne użytkowanie było o wiele mniej skuteczne niż obecnie - ufologiczna wartość tych relacji staje się znacznie większa. Wbrew sygnalizowanym przez Lucjana Znicza twierdzeniom niektórych sceptycznych co do realności UFO badaczy, fakt że jakiś Niezidentyfikowany Obiekt Latający wykazujący typowe cechy technicznej konstrukcji był obserwowany wzrokowo, a równocześnie "niewidzialny" dla radarów, nie tylko nie wyklucza jego materialności, ale wręcz sugeruje, że zastosowano w nim bardzo zaawansowaną technologię nie dostępną jeszcze na ziemi.
Omawiając problem związków technologii stealth z fenomenem UFO, warto też podjąć dwie istotne kwestie. Pierwsza z nich, w literaturze ufologicznej poruszana była już od dawna i dotyczy ewentualnego wykorzystania obcej (nieziemskiej) technologii w przemyśle zbrojeniowym. To, że konstruktorzy przyszłościowych maszyn bojowych, zrobili by praktycznie wszystko, aby wejść w posiadanie technicznych rozwiązań nieznanych jeszcze na ziemi, a przewyższających wszystko co można sobie wyobrazić, jest faktem nie podlegającym dyskusji. Oczywiście daleki jestem w tym miejscu od głoszenia hipotez takich, jak Philip J. Corso, który w swojej książce "The Day After Roswell" pisze wprost, iż technologia Stealth została opracowana dzięki badaniom wraku UFO przejętego w 1947 roku przez USAF. [7] Wręcz przeciwnie, wszystko co wiadomo obecnie o technologii Stealth, znajduje jak najbardziej ziemskie wyjaśnienie. Z drugiej jednak strony, zastanawiającym jest fakt, w jaki sposób relacje o "niewidzialnych" dla radaru UFO, traktowane były przez badające ten fenomen komórki wojskowe, a w tym Projekt Blue Book. Jak wynika z odtajnionych po zakończeniu zimnej wojny informacji, z możliwości redukcji echa radarowego amerykanie zdawali sobie już sprawę od końca lat 40-tych, kiedy to w trakcie próbnych lotów bombowca XB-35, radarzyści zauważyli, że nietypowy kształt maszyny w znaczny sposób eliminuje intensywność jej echa radarowego. Mało tego, już w latach 1950-1970 Amerykanie z pełną świadomością i konsekwencją wdrażali pewne elementy technologii Stealth do swoich konstrukcji - głównie samolotów szpiegowskich i bombowych. W słynnym SR-71 Blackbird znaczne fragmenty płatowca pokryto specjalną farbą pochłaniającą fale radarowe, a bombowiec B-1B Rockwell wyposażono w komputerowy system automatycznej nawigacji względem rzeźby terenu. System ten miał umożliwiać poruszanie się samolotu na niezwykle niskim pułapie, niejako "pod" parasolem ochronnym systemu radarowego. Jak pisze Jan Nowicki: "Typowa misja bojowa B-1 miała odbywać się nad terytorium przeciwnika na wysokości wierzchołków drzew". [8] Powyższe fakty, dowodzą, iż wszelkie napływające do USAF od wczesnych lat 50-tych meldunki o Niezidentyfikowanych Obiektach Latających pozostających "niewidzialnymi" dla radarów, traktowane musiały być niezwykle poważnie, tym bardziej, że wiele takich relacji pochodziło od znakomicie wyszkolonych pilotów. Pomijając już bowiem hipotezę o ich nieziemskim pochodzeniu, każdy strateg musiał liczyć się z ewentualnością, iż stanowią one zaawansowaną broń "made in USSR". Z pewnością więc wbrew niektórym opiniom, takowe relacje nie tylko nie były bagatelizowane jako czyjeś wymysły, lub klasyfikowane jako zjawiska naturalne, ale stanowić musiały sygnał dla NSA i innych placówek wywiadowczych, że coś dziwnego dzieje się w amerykańskiej przestrzeni powietrznej.
W swojej książce "UFO i prawdziwe latające talerze" Janusz Wojciechowski pisze: "W całym okresie rozwoju techniki radiolokacyjnej nie stwierdzono żadnego wiarygodnego echa odbitego od UFO. Tak zwane "zjawy UFO" były zawsze sygnalizowane z odległości mniejszej niż 16 000 km, a przecież już wtedy odbierano bez trudności realne echa radiolokacyjne z odbić od Księżyca i Wenus (ponad 100 mln. km)". [9] Jednym słowem, dla autora zupełnie niepojęte jest, dlaczego skoro UFO przybywają na naszą planetę z przestrzeni kosmicznej (innych układów planetarnych, czy galaktyk), ich zbliżanie się do Ziemi, a następnie pokonywanie kolejnych warstw atmosfery, nie jest sygnalizowane przez ośrodki radarowe. Pomijając wspominaną powyżej sugestię zastosowania w nich zaawansowanej technologii Stealth, istnieje jeszcze jedno dość ciekawe i konieczne w tym miejscu do poruszenia wyjaśnienie takiej sytuacji.
Jak powszechnie wiadomo, w Stanach Zjednoczonych nadrzędną placówką koordynującą loty wszelkich obiektów zarówno wchodzących w ziemską atmosferę, jak i już w niej przebywających jest NORAD . Mało znanym jest za to fakt, że aby usprawnić śledzenie ruchu setek cywilnych i wojskowych obiektów, oraz wykrycie ewentualnego militarnego zagrożenia (obcych rakiet, czy samolotów), jego systemy i komputery zaprogramowane są jedynie na odbiór ech o ściśle określonych parametrach lotu (trajektorii, prędkości i manewrowości), przewidzianych niejako z góry dla tychże celów. Ową istotną cechę funkcjonowania sieci NORADu, mogącą tłumaczyć wytykane przez ufo-sceptyków tak rzadkie radarowe doniesienia o UFO, sygnalizował już prof. Hynek pisząc: "Cele Nieskorelowane bywają obserwowane na ekranach NORAD (
), skoro jednak nie spełniają warunków trajektorii balistycznej, są automatycznie odrzucane bez dalszej analizy (podkreślenie moje - B. R.)". [1] Zresztą analogiczne procedury stosowane są nie tylko w USA. Jak podają Helmut Lammer i Oliver Sidla: "Standartowo szwajcarskie radary są tak zaprogramowane, aby na ekranach cywilnej kontroli lotów przedstawiać tylko te obiekty, które operują w zakresach właściwych dla konwencjonalnych samolotów. Stąd nieprawdopodobne trasy lotów czy prędkości prowadzą zazwyczaj do tego, że niezwykłe cele nie zostają zauważone". [10]
Reasumując przedstawione powyżej informacje i łącząc je z tak często podkreślanym przez naocznych świadków obserwacji UFO ich ekwilibrystycznym sposobem lotu (nie przewidzianym przez komputery radarowe dla ziemskich obiektów), zagadka rzadkiego w porównaniu z obserwacjami wzrokowymi zgłaszania radarowych doniesień o UFO, staje się o wiele mniej tajemnicza. Uświadamiając sobie dodatkowo, że odpowiednio niski pułap lotu, oraz nowoczesne techniki Stealth mogą takie wskazania w ogóle ograniczać do minimum (patrz tab. 1), wyciąganie wniosków o niematerialnej naturze UFO w oparciu o częsty brak ich radarowej rejestracji można obecnie śmiało nazwać naukowa herezją.
Tab. 1. Charakterystyka wielkości echa radarowego dla niektórych samolotów bojowych
Błędny, a nawet zafałszowany, jest także podkreślany przez wielu ufo-sceptyków brak żadnego wiarygodnego echa odbitego od UFO. Jak podkreślano, systemy radarowe wszelkie dziwne wskazania likwidują w trybie automatycznym. Za nim to jednak nastąpi, są one przez bardzo krótki okres czasu rejestrowane i widoczne na ekranach. O tym, że ilość takich wskazań nie jest bynajmniej mała, dowodzić mogą badania organizacji MUFON-CES, która już kilka lat temu dzięki współpracy z zespołem specjalistów (wykwalifikowani radarzyści, inżynierowie i naukowcy konstruujący radiolokatory) rozpoczęła analizę owych standartowo lekceważonych obserwacji z terenów Niemiec, Szwajcarii i Austrii. Opierając się na jej wstępnych wynikach, Helmut Lamer i Oliver Sidla piszą: "W przestrzeni powietrznej tych krajów regularnie rejestruje się obiekty, które wydają się ignorować wszelkie prawa siły ciężkości. Cele radarowe osiągają niewiarygodne przyspieszenia, poruszają się lotem zygzakowatym i bez żadnych przeszkód przekraczają granice niemieckiej, szwajcarskiej i austriackiej przestrzeni powietrznej". [10]
Kończąc ten fragment artykułu najlepiej ponownie oddać głos Lucjanowi Zniczowi, który tak oto wypowiada się o obserwacjach radiolokacyjnych UFO: "(
) o ile są one pozytywne - niewątpliwie to jeden dowód więcej materialnego istnienia Nieznanych Obiektów Latających. Co jednak oznacza, gdy są one negatywne? Czy jest to dowód, że NOL nie istnieją, czy też może tylko, że
od dawna już swobodnie dysponują technologią, którą my dopiero w ostatnich latach zaczynamy z trudem "nadgryzać"? " [5]
NADMANEWROWOŚĆ
Kolejną cechą wielu zaobserwowanych UFO, jaka wprawiała w zdumienie nie tylko zwykłych obserwatorów, ale i specjalistów od lotnictwa, była ich ogromna manewrowość. Oczywiście dla wszystkich tych, którzy za wszelką cenę pragnęli zaklasyfikować trudne do wytłumaczenia relacje o UFO, jako zjawiska atmosferyczne, światła laserów, czy efekt błędnej percepcji wzrokowej, był to kolejny atut świadczący o ich pozornej niematerialności. Według nich, techniczny obiekt nie mógłby wykonywać ewolucji z tak dużymi przeciążeniami. I znowu czas pokazał, że przynajmniej częściowo były to wnioski przedwczesne.
Dalsze badania nad samolotami supermanewrowymi, napotkały jednak na bardzo poważny problem. O ile możliwe było coraz to większe podnoszenie osiągnięć samej konstrukcji, o tyle dla pilota stawało się to niewykonalne. Z bariery, jaką dla zwrotności obiektu może stanowić żywa załoga, zdawano sobie zresztą sprawę już od dawna. Szczególnie skwapliwie wykorzystał ją cytowany Janusz Thor, który powołując się znowu na "opinie prof. Menzla" pisze: "Doszliśmy również do wniosku, że żadna żywa istota nie wytrzymałaby takich zmian prędkości, jakie obserwowano u talerzy. Czy wszystko to nie zdaje się oznaczać, że talerze są zjawiskiem innej natury niż pojazdy budowane w celu odbywania podróży nawet międzyplanetarnych?" [3] Dla prof. Menzla z pewnością tak. Dla konstruktorów i inżynierów zdawało się to jednak oznaczać, coś o wiele prostszego. Amerykański naukowiec dr Gene McCall z US Air Force Scientific Advisory Board, zagadnienie to skomentował następująco: "Kiedy z samolotu usuniemy pilota, osiągnięcie przeciążeń rzędu 20 g nie będzie żadnym problemem". [12] Podobnie uważa Skrzydlata Polska, pisząc: "Na pokładzie przyszłego myśliwca nie będzie miejsca dla człowieka. Obecnie właśnie niewielka odporność pilota stanowi główny powód ograniczenia przeciążeń w czasie gwałtownych manewrów w walce powietrznej do 9 g. Konstruktorzy uważają, że już niedługo standardem staną się samoloty wytrzymujące przeciążenia o wartości 20 g (
)". [13]
Mowa oczywiście o tzw. bezzałogowcach, a konkretnie ich bojowych wersjach określanych skrótem UCAV . Obiekty te, naszpikowane nowoczesną aparaturą elektroniczną i podporządkowane wymogom technologii Stealth, charakteryzować ma niebywała wprost zwrotność. Jak stwierdza dr Gene McCall: "Z zewnątrz zwrot o 90 stopni, będzie wyglądał jakby samolot nagle się zatrzymał i ruszył w innym kierunku". [12] Naukowiec ten podaje również inną, chyba jeszcze bardziej istotną dla weryfikacji doniesień o supermanewrowych UFO informację. Jak bowiem mówi: "Dotąd nie było możliwości projektowania samolotów o takich zdolnościach manewrowych i przyspieszeniach (podkreślenie moje - B. R. )". [12]
Możliwości manewrowe UCAV, reprezentowanych obecnie oficjalnie jedynie przez modele eksperymentalne (patrz tab. 2), ponownie uwidaczniają dwa fakty. Po pierwsze, zwrotność która jeszcze dwadzieścia lat temu wydawała się niemożliwa do osiągnięcia dla takiej technicznej konstrukcji jak samolot i dawała "asumpt" do twierdzeń iż UFO są zjawiskami niematerialnymi, dziś stanowi już element testów czysto praktycznych. Po drugie, bardzo krótka historia tych maszyn jest kolejnym argumentem, że w licznych odnotowanych w latach 1947-1990 obserwacjach Niezidentyfikowanych Obiektów Latających użyto technologii przewyższającej ziemską.
Tab. 2. Przykłady ważniejszych bezzałogowych samolotów bojowych (UCAV)
Wracając jeszcze na moment do tezy prof. Menzla, który pomijając zupełnie bezzałogowy charakter niektórych UFO, twierdzi że ich nadmanewrowość kłuci się z teorią o obcych statkach międzyplanetarnych, warto nadmienić, że już 23 września 1947 roku (a więc zaledwie po trzech miesiącach od pamiętnej obserwacji Kennteha Arnolda otwierającej współczesną erę NOLi), do Dowództwa Wojsk Lotniczych USA napłynął raport gen. Nathana F. Twininga, w którym można przeczytać m. in.: "Opisane charakterystyki ich działania (UFO - przypis mój B. R.), jak np. niezwykła szybkość wznoszenia się, zdolność manewrowa (
), a wreszcie wymykanie się z pola widzenia samolotów (
) prowadzą do przekonania, iż - przynajmniej niektóre z tych obiektów - są sterowane ręcznie, automatycznie, bądź też zdalnie". [14] Jedynym usprawiedliwieniem dla prof. Menzla, który najwyraźniej nie był zdolny do samodzielnego postawienia analogicznego wniosku (lub po prostu wolał go pominąć) jest fakt, że raport gen. Twininga odtajniony został dopiero w 1969 roku.
Bezgłośność
Zarówno "niewidzialność" dla radarów, jak i nadmanewrowość wielu NOLi, nie kończą długiej listy wymówek, które dla licznych badaczy stanowiły znakomity pretekst do negowania ich technicznej natury. Kolejnym i chyba najczęściej poruszanym problemem, było nagminnie sygnalizowane przez świadków nie wydawanie przez UFO żadnych odgłosów.
W wydanej jeszcze w 1957 roku książce "Pseudonauka i pseudouczeni" Martin Gardner, fanatyczny wróg wszystkiego czego nie rozumie, cały fenomen UFO sprowadza do mylnie zinterpretowanych obserwacji balonów. Na dowód, że przynajmniej drugi fragment tytułu jego "dzieła" sugeruje raczej, iż jest to autobiografia, warto przytoczyć taką oto uwagę autora: "W jednym z nielicznych punktów, w których wszyscy obserwatorzy latających spodków są ze sobą zgodni, jest to, że spodki nie wydają dźwięków: Wyłącza to istnienie jakiegokolwiek bądź napędu (podkreślenie moje - B. R.) i doskonale się zgadza z rzeczywistym zachowaniem się balonów". [15] Trudno w tym miejscu powiedzieć, na bazie jakich relacji Martin Gardner budował swoje balonowe teorie o UFO, ale z pewnością nie były to zdarzenia, traktujące o niezidentyfikowanych obiektach bezskutecznie gonionych przez odrzutowe myśliwce, czy pojazdach cechujących się wspominaną nadmanewrowością, o czym bardzo dobrze świadczyć mogą opisane przeze mnie wypadki do jakich doszło na przełomie lat 80-90 w Belgii, kiedy to dwa F-16 nie były w stanie przechwycić trójkątnego UFO latającego nad Brukselą. [16] Pomijając jednak te oczywiste różnice, jakie występują pomiędzy możliwościami balonów (nawet tych Gardnerowskich), a licznymi zaobserwowanymi NOLami, oraz fakt, że powyższy cytat rzeczywiście potwierdza, iż książka Martina Gardnera poświęcona jest pseudonauce (i to w najlepszym wydaniu), przykładów podobnej nietolerancji bezgłośności UFO można podać niestety więcej. I tak, francuski badacz Gildas Bourdais pisze np.: "Szczegół ten już w latach pięćdziesiątych posłużył astrofizykom Frotzowi Zwicky'emu i Ewry Schatzmanowi do negowania istnienia UFO". [17] Wykorzystał go również wspominany prof. Marks stwierdzając: "Trzeba bowiem dodać że głównym dowodem przeciw interpretacji niektórych zjawisk UFO jako obiektów fizycznych lecących z wielką i zmienną prędkością jest brak doniesień o występowaniu fali uderzeniowej, która powstaje zawsze, gdy jakieś ciało przekracza w naszej atmosferze prędkość dźwięku". [18] Idąc dalej za ciosem, prof. Marks konkluduje: "Albo więc te poruszające się rzekomo z ogromną prędkością obiekty są mirażami czy powidokami, albo też występują nie w pobliżu obserwatorów (jak to wynika z ich relacji), lecz na wysokości wielu dziesiątków kilometrów, gdyż wtedy fala uderzeniowa może odbić się od dolnych warstw atmosfery i nie dojść do powierzchni Ziemi". [18] Na koniec zaś prof. Marks nieco ironicznie zauważa: "Zwolennicy UFO, jako statków kosmicznych tłumaczą to, rzecz jasna, inaczej: wszak dla przedstawicieli pozaziemskich cywilizacji stłumienie fali uderzeniowej to fraszka (podkreślenie moje - B. R.)". [18]
I rzecz jasna, chciałoby się w tym miejscu od razu powiedzieć, że w rozumowaniu zwolenników UFO nie ma nic z gruntu nielogicznego - bo skoro jakaś zaawansowana technologia zdolna jest do odbywania podróży międzygwiezdnych, to stłumienie (wyciszenie) fali uderzeniowej, także nie powinno sprawić jej problemów - ale podobne wywody można zastąpić faktem o wiele bardziej przekonującym. Oto bowiem, to co dla jednych stanowiło oczywiste pogwałcenie praw fizyki i główny dowód przeciw interpretacji niektórych zjawisk UFO jako obiektów fizycznych, dla innych stworzyło powód do poważnych badań. Poważnych na tyle, że realizowanych obecnie przez amerykańskiego giganta przemysłu lotniczego - koncern Northrop Grumman. Korporację która ujawniając 27 lutego 2001 roku bezzałogowy samolot bojowy X-47A Pegazus, a wcześniej opracowując bombowiec B-2 Spirit, z pewnością udowodniła, że zajmuje się budową obiektów zdecydowanie MATERIALNYCH. I właśnie jednym z takich pojazdów, nad którymi pracuje obecnie Northrop Grumman jest tzw. Quite Supersonic Platforms, czyli Cicha Platforma Supersoniczna. Pomimo, że jest ona na dzień dzisiejszy jedynie w fazie studialnej, to jak pisze w krótkiej notatce Skrzydlata Polska, ma doprowadzić do: "(
) opracowania aparatów latających, zdolnych przekraczać barierę dźwięku bez obciążenia nadmiernym hałasem (podkreślenie moje - B. R.)(
)". [19] Poza tym, co wyraźnie sugeruje słowo supersoniczna, będzie to klasa obiektów zdolnych do poruszania się z pięciokrotną prędkością dźwięku (około 5500 km/h), a więc "nieco większą" niż tak faworyzowane przez Martina Gardnera w tłumaczeniu doniesień o bezszelestnych UFO balony i na dodatek kategorią maszyn co by nie powiedzieć z pewnością wyposażonych w napęd, który badacz ów kategorycznie wykluczył w kontekście wszelkich bezszelestnie poruszających się NOLi. Jeżeli zaś już mowa o wojskowych obiektach które pomimo posiadania silnika, mają w znaczny sposób zredukowaną głośność lotu, nie sposób nie wspomnieć o najnowszym prototypie amerykańskiego śmigłowca szturmowego Comanche (oznaczenie kodowe RAH-66), który notabene właśnie ze względu na ów niezwykły parametr lotu, jest ostatnio łączony z obserwacjami tajemniczych czarnych nie oznakowanych śmigłowców, odpowiedzialnych według niektórych za okaleczenia bydła w Stanach Zjednoczonych.
Prędkość
Podobnie jak trzy opisane powyżej cechy UFO ("niewidzialność" dla radarów, nadmanewrowość i bezgłośność), także ich niezwykła prędkość z jaką można się spotkać w wielu wiarygodnych raportach, stanowiła znakomity pretekst do dyskredytacji tych przypadków. Powód oczywiście ten sam. Żaden materialny obiekt nie może latać tak szybko, szczególnie gdy czyni to w niższych warstwach atmosfery. Im gęstsze jest bowiem powietrze, tym większy stawia ono opór lecącemu obiektowi i powoduje większe tarcie. To zaś proporcjonalnie podnosi temperaturę jego poszycia, mogąc je uszkodzić, a nawet stopić. Jak wiadomo w przypadku szpiegowskiego SR-71 Blackbird, aby uchronić płatowiec przed przegrzaniem, zarówno w skrzydłach jak i kadłubie zainstalowano sieć przewodów, przez które przepompowywano specjalne paliwo, które przed spalaniem w silniku, pełniło rolę pochłaniacza energii cieplnej (tzw. paliwo kriogeniczne). Pozwalało to na poruszanie się samolotu z prędkością maksymalną 3660 km/h, na pułapie ponad 25 km. W trakcie takiego lotu, niektóre elementy Blackbirda rozgrzewały się aż do 600 stopni C. Gdyby jednak przy tego typu zabezpieczeniach, konstrukcja ta miała osiągnąć prędkość 10 czy 15 Ma, uległa by stopieniu.
Czy istnieje w takim razie metoda, aby pokonać tą termiczną barierę jaką stwarza niezwykle szybko lecącym obiektom atmosfera, a co za tym idzie podważyć opinie tych wszystkich, dla których zaskakująca swoimi wartościami prędkość wielu UFO kłuci się z ich technologicznym pochodzeniem?
Odpowiedzią na to pytanie mogą być objęte jeszcze do niedawna największą klauzulą tajności, a rozpoczęte w wczesnych latach osiemdziesiątych, radzieckie i amerykańskie badania nad tzw. samolotami plazmowymi. Zasada ich działania, ma polegać umieszczeniu w dziobowej części maszyny specjalnych generatorów mikrofal, których zadaniem będzie zamiana powietrza w plazmę, czyli gaz zawierający elektrony i dodatnio naładowane jony. Jeszcze w czasie zimnej wojny, radzieccy specjaliści zauważyli, że stworzenie przed samolotem swego rodzaju bańki plazmowej, określanej także szpicem powietrznym, w znaczący sposób zmniejszy opór powietrza . To wyjątkowo egzotyczne rozwiązanie techniczne ma też inne istotne zalety. Otóż według zaangażowanych w badania nad samolotami plazmowymi specjalistów z centrum badawczego Boeinga znanego jako Phantom Works, obiekty wyposażone w "napęd plazmowy" mogą być "niewidzialne" dla radarów. [20] Z kolei francuski badacz Jean-Pierre Petit zwraca uwagę na bodaj najistotniejszą w związku z obserwacjami UFO cechę napędu plazmowego . Otóż jak twierdzi, pozwoli on na wyeliminowanie smugi kondensacyjnej oraz praktycznie zupełnie bezgłośne poruszanie się pojazdów, nawet podczas przekraczania bariery dźwięku.
Możliwości jakie posiadać będą samoloty plazmowe uwidaczniają, że olbrzymia prędkość lotu w gęstej atmosferze, czy jego bezgłośny charakter, nie tylko jest możliwy dla technicznych i materialnych konstrukcji - czemu jeszcze do niedawna wielu badaczy zaprzeczało - ale stanowić może element jednej konkretnej maszyny. Dodatkowo zaś wskazuje, że ten sam element technologii jak np. "niewidzialność" dla radarów, uzyskać można stosując diametralnie inne rozwiązania techniczne. Jeżeli bowiem dla samolotów stealth (Lockheed F-117A i Northrop B-2 Spirit) było nim odpowiednie wymodelowanie kształtu ich płatowca, to dla przyszłościowych samolotów plazmowych stanowić je będzie jonizacja powietrza wokół lecącej maszyny.
Reasumując zebrane w powyższym artykule informacje, można stwierdzić, że tempo w jakim na przestrzeni ostatnich 50 lat rozwijało się lotnictwo oraz osiągi jakimi legitymują się konstrukcje powstałe podczas dwóch minionych dekad, są niezaprzeczalnym dowodem, iż pomysły które jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawały się czystą fikcją, współcześnie stanowią element sprawnych bojowo maszyn. Stanowić to może istotną wskazówkę, że odrzucanie tysięcy relacji o zaobserwowaniu UFO jako nieistotnych z naukowego punktu widzenia, bo sprzecznych z aktualnym stanem wiedzy jest z gruntu błędne i do złudzenia przypomina różne śmieszne hipotezy jakimi w XIX wieku starano się wyjaśnić meteoryty, wykluczając kategorycznie możliwość spadania kamieni z nieba, w którym jak twierdzono ich nie ma! Trudno bowiem przewidzieć, jakie rewolucyjne odkrycia stoją w dalszym ciągu przez naukowcami oraz inżynierami i jakie nowe perspektywy będą się wiązały z ich wykorzystaniem. Być może za kilkadziesiąt, czy kilkaset lat poziom ziemskiej technologii umożliwi budowanie obiektów które mogły by zarówno lecieć z prędkością kilkudziesięciu Ma, wykonywać gwałtowne ewolucje po łamanych trajektoriach, a równocześnie nie wydawać żadnego dźwięku, zatrzymywać się bez stopniowej redukcji prędkości i pozostawać w zawisie przez wiele minut. Jeżeli zaś któraś z takich konstrukcji dotrze na planetę zamieszkałą przez inteligentne ale prymitywniejsze istoty, zapewne także będzie traktowana jako zjawisko atmosferyczne, czy refleks padającego na chmury światła halogenu, przynajmniej tak długo, dopóki owe istoty same nie osiągną porównywalnej wiedzy, lub nie zaakceptują możliwości istnienia inteligencji bardziej zaawansowanej technicznie.
Czytelnika zainteresowanego związkami technologii wojskowej z fenomenem UFO, odsyłam do mojej książki: "Z archiwum tajnych technologii lotniczych" [Wydawnictwo Technol, Kraków 2001]
BIBLIOGRAFIA
[1] Hynek A.: "Zetknięcie z UFO" , Wydawnictwo Pandora, Łódź 1991
[2] Thompson R. L.: "Tożsamość Obcych" , Wydawnictwo Arche, Wrocław 1998
[3] Thor J.: "Latające talerze" , Wydawnictwo Atonium, Warszawa 1961
[4] Marks A.: "W poszukiwaniu kosmitów", Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1980
[5] Znicz L.: "Nieznane Obiekty Latające cz.3" , KAW, Gdańsk 1988
[6] Błaszczyk J., Sibilski K.: "Niewidzialne samoloty" , wyd. Bellona 1995
[7] Boylan R.: "Technologie obcych istot wspierają naszych inżynierów" , Magazyn UFO, nr 4, 1998
[8] Nowicki J.: "Rockwell B-1 Lancer" , Lotnictwo Aviation International, nr 6, 1993
[9] Wojciechowski J.: "UFO i prawdziwe latające talerze" , Wydawnictwo Komunikacji i Łączności, Warszawa 1982
[10] Lammer H., Sidla O.: "UFO - bliskie spotkania" , Wydawnictwo Prokop Warszawa 1999
[11] Jaxa-Małachowski R.: "Samoloty supermanewrowe" , Skrzydlata Polska, nr 1, 1996
[12] "Fighting the G-force" , kanał Discovery 1998, THIRDE DM Prod. dla Channel 4, Channel Four Television Corporiation
[13] "Samolot bez usterzenia i bez skrzydeł" , Skrzydlata Polska , nr 5, 1996
[14] Znicz L.: "UFO - Próba oceny" , Wydawnictwo Amber, 1996
[15] Gardner M.: "Pseudonauka i pseudouczeni" , PWN, Warszawa 1966
[16] Rdułtowski B.: "Fala Czarnych Trójkątów nad Belgią" , Magazyn UFO, nr 3, 2001
[17] Bourdais G.: "UFO-50 tajemniczych lat" , Świat Książki, Warszawa 1999
[18] "Z powrotem na ziemię" praca zbiorowa - Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980
[19] "Prezentacja Pegaza" , Skrzydlata Polska, nr 6, 2001
[20] "Samoloty plazmowe" , Skrzydlata Polska, nr 6, 2001
1 DARPA - Defense Advanced Research Projects Agency - Agencja Rozwoju Przyszłościowych Projektów Obronnych (USA)
2 XB-35 był pierwszym pełnowymiarowym samolotem o konfiguracji tzw. latającego skrzydła. Obecnie jest więcej niż pewne, że to właśnie doświadczenia zebrane przez koncern Northropa podczas jego testów, w znacznej mierze przyczyniły się do powstania niewidzialnego dla radaru bombowca B-2 Spirit, również o konfiguracji latającego skrzydła i także wywodzącego się z biur projektowych korporacji Northropa.
3 NSA - National Security Agency - Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (USA)
4 NORAD - North American Aerospace Defense Command - Północnoamerykański urząd ds. kontroli przestrzeni powietrznej i kosmicznej, rejestrujący dzięki systemowi satelitarnemu oraz samolotom zwiadowczym (AWACS), ruch lotniczy i wchodzące w ziemską atmosferę obiekty latające.
5 SPO - Skuteczna Powierzchnia Odbicia (z ang. Radar Cross Section - RCS) - podawana w metrach kwadratowych jednostka miary pozwalająca określić wielkość obiektu namierzanego przez radar.
6 UCAV - Unmanned Combat Aerial Vehicle - Bezzałogowy Samolot Bojowy
7 Istnieje także całkiem śmiała koncepcja, aby w kadłubie samolotów plazmowych zainstalować specjalne magnesy, przyspieszające zjonizowaną wokół samolotu atmosferę, zwiększając w ten sposób aż o 50% wydajność silników, a co za tym idzie i prędkość lotu obiektu.
8 Napęd plazmowy określany bywa również mianem magnetohydrodynamicznego - w skrócie MHD.
Zapraszamy do lektury książek Bartosza Rdułtowskiego, wydanych nakładem Wydawnictwa TECHNOL:
Z archiwum tajnych technologii lotniczych
|