Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
2 0 1 2
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 2036
Poprzednia strona | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | .. | 101 | 102 | Następna strona

2012 - czy slyszeliscie cos na temat tej liczby? Czytalem interpretacje Wielkiego Kalendarza Majów... jak wiadomo uwazali oni go za najwieksze osiagniecie naukowe ich kultury. Jak wiadomo kalendarz ten przedstawial pewne cykle zyciowe, rowniez zawarte w nim byly wszystkie kombinacje lancuchow DNA i RNA czlowieka.. to juz samo w sobie jest zastanawiajace! Tak samo jest zastanawiajace istnienie wielkich ich budowli.. egipskich piramid.. wielkich ksiag. Interpretacja kalendarza zapowiada - przeliczajac na nasz system kalendarzowy - na rok 2012 tzw "przejscie swiata, w kolejny wymiar swiata" (5 wymiar) - wedlug nich. "To co bylo zakopane zostanie odkopane". Podobnie czytalem o przepowiedniach Nostradamusa... i tu kolejne powiazanie do tej sprawy.. rowniez jego przepowiednie polegaly na zauwazeniu pewnych cykli zyciowych. Data nie jest zbyt jasnie okreslona (moze to byc w przedziale 2009-2012)... zdaniem jasnowidza ma nastapic rowniez przjescie ludzi w inny wymiar... nastapi EPOKA PRAWDY. Nostradamus byl bardzo zaglebiony w ewolucje swiadomosci ludzkiej - jak wiadomo! Kolejne powiazanie jest do Biblii: zmarli powstana z grobow.. to nawiazuje do przepowiedni Majów! Kolejnym ciekawym argumentem, ktory laczy to w pewien sposob w calosc jest to, iz na rok 2012 naukowcy spodziewaja sie przelotu wielkiego materotytu... i juz zaczely sie spekulacje czy przypadkiem nie zawadzi o Ziemie... prawdopodobnosc trafienia to: 1/1000 000. Ale nie tym sie przejmuja... Zastanawiaja sie mianowicie: jesli w nas nie trafi.. i przeleci blisko obok naszej planety... czy nie nastapi czasem przemagnetyzowanie biegonow Ziemi!? Strach pomyslec jakie to niesie ze soba konsekwencje. Wydaje mi sie ze temat jest wystarczajaco ciekawy.. zwlaszcza ze wiele faktow z roznych miejsc na Ziemi wiaze to w jakas sensowa calosc. Jestem ciekaw czy posiadacie podobne informacje i rowniez dostrzegacie ta sprawe. Mozliwe ze dowiem sie od Was cos jeszcze wiecej. Pozdrawiam wszystkich i biernie obserwuje Wasze wypowiedzi ma plaszczyznie naukowej jak i religijnej!

Przyszłość oczywiście istnieje tylko jest zakryta przed ludźmi, ale są tacy co mogą w nią wejrzeć choć przez chwilę. Polecam przeczytać ten artykuł klikając w link (to nie reklama ;)) http://free.of.pl/u/uzdrawianie/index.php?go=5. Z podobnymi stwierdzeniami zetknąłem się już wcześniej, tzn z 2005 i 2009 rokiem.

Przyszłość nie istnieje my ją tworzymy dzięki "wolnej woli". Jedynym sposobem aby zobaczyć przyszłość jest załamać czasoprzestrzeń tak aby pojawić się w przyszłości ale nie wiem czy też tak "łatwo" jest wrócić. Innym sposobem jest wędrowanie pomiędzy równoległymi(nie wiem czy tak to się nazywało) światami. Nie sądze by ta część mózgu która nie wiadomo za co odpowiada służyła do wędrowania w czasie i przestrzeni (bo widzenia pokazują czsami miejsca oddalone od wizionera o setki kilometrów). Nie jest za to odpowiedzialny nasza dusza bo wiem co robie bo w końcu ja nią jestem. Jednym z rozwiązań jest załamywanie czasoprzestrzeni przez światło albo ktoś je tu wysyła (np. ludzie z przyszłości, kosmici itp. itd.) . Innym rozwiązaniem jest Bóg ale On zazwyczaj przemawia podczas zsyłania wizji. Jest to bardziej naukowe podejście.

Wiecie dlaczego ostatni post sprawił mi przyjemność?:) http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2254630.html

Nie istnieje ani przeszłość ani przyszłość. Tzn istnieje, ale jedynie w sposób relatywny, dla biologicznych istot żyjących w czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Umysł ludzki wykracza już poza ową czasoprzestrzeń. Poprawka: może wykraczać. Ponieważ większość ziemian dysponujących owym umysłem funkcjonuje tak, jakby był on ograniczony takimi samymi prawami co twory fizyczne. Mówiąc prościej: większość ludzi funkcjonuje według wdruków ze świata zwierząt. I to pomimo tego, że od tysiącleci światłe jednostki próbowały pokazać, że to tylko taki rodzaj programowania, że to iluzje (mam na myśli wiele przekazów od mistyków, proroków...). Ostatnio ową względność czasu jest w stanie sprawdzić większość ziemian dzięki rozpowszechnieniu psychonautycznych pomocy chemicznych (szamańskie rośliny mocy, LSD...). Stare uwarunkowania biologiczno-społeczne biorą jednak górę wskutek czego ludzie dalej uparcie się trzymają tzw. "zdroworozsądkowej wizji świata" która niewiele ma wspólnego nawet ze współczesną nauką (patrz: współczesna fizyka). Jeszcze raz powtórzę: wystarczy SAM umysł aby przezwyciężyć liniowe i jednokierunkowe pojęcie czasu. Pozdrawiam.

W kanadyskiej Tv dwa lata temu oficjalnie podano wiadomosc na podstawie super astrologow. Otoz podano ze za 142 lata i dokladnie w sierpniu(nie pamietam podanej daty) ma nastapic zderznie naszej planety z inna planeta ktora jest w drodze do naszej planety. Tylko odleglosc jej jest obecnie 140 lat swietlnych. Niektorzy ekspercie podaja ze 95% ludnosci na kuli ziemskiej zginie,a natomiast inni eksperci twierdza ,ze 90% ludnosci na kuli zginie. Za za roznieca 90% czy 95%. Suma sumara Przepowiednia Krolowej Saby sprawdzi sie. Rowniez jesli chodzi o rok 2012 to w tym wlasnie roku ma dosc do zdezenia z poteznym meteorem.NASA zastanawia sie co zrobic z tym fantem aby nie bylo duzo ofiar w wyniku tego zdezenia.rozwaza sie wyslanie rakiety z glowicami nuklearnymi co rozkrusza meteor na mniejsze kawalki.

Tadeusz skąd taka pewność że uderzy? Hihihi.... zróbmy live scenariusz z filmu Armageddon. Czy możesz podać ile km średnicy ma ten meteoryt?

Zapraszam do lektury R.Moena ucznia sławnej szkoły out of body experience w Wirginii , chodzi mi o jego ostatnią książkę "Podróż do życia po śmierci" ... Co tam mianowicie znajdziecie ... wiele odpowiedzie odnoszących się do roku 2012 . Autor spotkał się z innymi cywilizacjami na płaszczyznie Astralnej czyli nie wgłębiając się poza materialnym światem . Otrzymał wiele informacji które zlewają się w całość z tym o czym mówi kalendarz Tzolkin odnośnie roku 2012 . Doświadczymy oblrzymiego skoku ludzkiej Świadomości nie obejdzie się bez ofiar , dla zasłuchanych w słowach księży o piekle i końcu świata .. będzie to koniec świata Żyjących obecnie zombi , założenia naukowe hym.. sprawdzą się ale nie do końca hehe naukowcy nie są w stanie i nie będą w przyszłych latach nawet gdyby chcieli zamknąć w liczbach i miarach Energie jaka Spłynie na Ziemie zalewając cały glob w jednej secundzie . Wszysto Stanie w miejscu Evrything Stop . W Biblii jest wzmianka na ten temat , ale kto ma oczy i umysł otwarty dostrzeże logiczną spójność mędrców , świętych pism .. co ja będę gadać swoje wiem podaje tylko materiał ktory położy rękę na rok 2012

Aurell chłopaku dobrze, że jeszcze żyjesz, hehe.... a co do 2012 roku, to pomyślałem, by ludzie się masowo upili i byłaby kosmiczna balanga na całego ;P

Piąte słońce Azteków O końcach świata spowodowanych nie przez działanie człowieka, ale przez siły kosmiczne, mówili już starożytni Majowie i Aztekowie. Trzeba pamiętać, że w zadziwiającym stopniu znali oni matematykę i astronomię. Na przykład, według stosowanego obecnie kalendarza gregoriańskiego, czas obrotu Ziemi wokół Słońca wynosi 365,242500 dnia. Według kalendarza Majów, czas ten wynosi 365,242129 dnia. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie najnowsze obliczenia astronomiczne, według których czas ten wynosi 365,242198 dnia. Obliczenia Majów sprzed ponad tysiąca lat są dokładniejsze od współczesnych! Majowie wierzyli, że historia dzieli się na wielkie cykle liczące po 5125 lat. Kiedy dany cykl się kończy, świat nawiedza straszliwy kataklizm. Obecny wielki cykl rozpoczął się dnia cztery Ahau 8 roku Cumku, czyli 13 sierpnia 3113 roku p.n.e. Skończy się 21 grudnia 2012 roku (godzina 19:00) ;), a wtedy świat zginie w ogniu. Aztekowie natomiast podzielili historię na pięć Słońc. Koniec każdego Słońca przynosi ludzkości zagładę - a to w potopie, a to w ogniu, huraganie czy trzęsieniach ziemi. Pod koniec Czwartego Słońca świat zginął w powodziach i ulewach (słynny potop!). Piąte Słońce zwane jest Słońcem Ruchu, gdyż pod jego koniec nastąpi "ruch Ziemi, który przyniesie nam zagładę" - jak zapisano na monolicie nazywanym "Kamienne Słońce", wykutym w bazalcie w 1479 roku na rozkaz cesarza Axayacatla. Nieodparcie nasuwa się tu skojarzenie z lecącą (a więc będącą w ruchu) asteroidą, która, jeśli uderzy w Ziemię, spowoduje trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów itp. Aztekowie, w przeciwieństwie do Majów, nie określili dziennej daty końca świata, jednakże uważali, że Piąte Słońce jest już bardzo stare i niedługo nastąpi jego kres. Dlatego, wierząc, że ludzka krew może dodać mu życia, zabijali na ołtarzach ofiarnych dziesiątki tysięcy niewolników. Najwyraźniej wierzyli, że w ten sposób można odwrócić nieszczęście. My jednak, zamiast karmić Słońce krwią, możemy spróbować zniszczyć kosmiczną skałę, zanim doleci do Ziemi... Tylko jak ja się pytam? Wywiercimy w nim dziurę i tam zdetonujemy bombę? Hehehehe

Będę potężnie brutalny i wkleję tu rozdział z książki Bruce Moena "Podróż do życia po śmierci" :PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPp Rozdział 13 Druga Grupa Zgromadzenia, pierwszy kontakt Czwartek był ostatnim dniem programu. Naszym pierwszym zadaniem tego dnia był powrót do Zgromadzenia w Focusie 34/35. Znów mieliśmy nawiązać kontakt z tamtejszymi inteligencjami i kontynuować nasze badania, czyli mieliśmy ustalić dlaczego wszyscy się tam zebrali i czym są te tak zwane Zmiany Ziemi. Omijając dźwięki Hemi-Sync, przeniosłem się do mojego miejsca w Focusie 27, zaraz po tonowaniu i afirmacji. Biały Niedźwiedź czekał na mnie jak zwykle. – Chciałbym ci pokazać jeszcze jedno ćwiczenie ze skakaniem – zatonował serią pisków i jęków. – Jego elementy zajmą cię przez pewien czas. – Dobrze, zobaczmy co masz dla mnie tym razem – odparłem. – Pierwszy element, o którym musimy porozmawiać zanim zaczniemy – odezwał się Biały Niedźwiedź poważnie – to umiejętność skupiania uwagi. Do tej pory, gdzie skupiałeś uwagę? – zapytał. – Nie jestem pewien, co masz na myśli – odparłem. – Powiedzmy to w ten sposób, skąd na siebie patrzyłeś? Gdzie był twój punkt odniesienia? Co robiłeś podczas naszych skoków? – pytał. – No cóż, teraz, kiedy o tym wspomniałeś, uświadomiłem sobie, że patrzyłem jak skaczę jakby z boku. Patrzyłem, jak moje ciało leci w powietrzu i ląduje na jeziorze. A potem jakby dołączałem do niego, kiedy rozmawialiśmy. A co, co takiego ważnego jest w moim punkcie widzenia'' – Aż do tej chwili patrzyłeś, jak ciało wzlatuje w powietrze. Gdybym powiedział, że to właściwie nie ty skakałeś, czy rozumiesz co to znaczy? – w tonie Białego Niedźwiedzia wyczułem troskę. – Chyba tak. To ma coś wspólnego z postrzeganiem siebie jako ciała fizycznego, prawda? – Sam nie ująłbym tego lepiej – ucieszył się. – Poczekam teraz, a ty zastanów się nad tym. Stałem bez ruchu starając się zrozumieć do czego też Biały Niedźwiedź zmierzał. Wciąż miałem nadzieję, że da mi jakąś wskazówkę, ale nic z tego. Wtedy zacząłem powoli rozumieć. – Jezioro jest jak forma myśli, którą projektuję w Focusie 27. Nurkuję, a woda rozpryskuje się na boki. Te rozpryski są odpowiedziami formy myślowej na moje oczekiwania wynikające z faktu, że wciąż uważam siebie za ciało fizyczne. Ale pamiętam przecież, że widziałem te rozpryski również z tego miejsca, w którym stoję teraz, czyli z brzegu jeziora. Ciało, które skakało, nurkowało i rozpryskiwało wodę uważałem za coś oddzielnego ode mnie samego obserwującego wszystko z brzegu. Projektowałem formę myślową mojego ciała w Focusie 27, a potem obserwowałem ją! Czyli, to nie ja skakałem! Ja obserwowałem formę myślową ciała, którą projektowałem, kiedy skakałem! – A jak myślisz – odparł Biały Niedźwiedź – jaka będzie następna lekcja skakania? – Samo skakanie. Nie obserwowanie mojej projekcji formy myślowej, czyli mnie skaczącego do wody, lecz samo skakanie! – Szybko chwytasz! Istnieje taki specjalny sposób skakania, jakiego się w tym ćwiczeniu używa. Obserwuj mnie uważnie. W następnej chwili Biały Niedźwiedź wyskoczył w powietrze po swojej zwykłej trajektorii, ale tym razem, od momentu, kiedy jego stopy oderwały się od gruntu, Biały Niedźwiedź przez cały czas wykonywał salta. Kolanami dotykał piersi, a rękami obejmował kostki. Tuż przed lądowaniem wyprostował się jak gimnastyk na Olimpiadzie kończący swój występ. Wylądował na palcach, ręce ułożył wzdłuż ciała i polecił mi powtórzyć skok. Natychmiast stwierdziłem, że obserwuję moje własne ciało próbujące wykonać salto podobne do tych, jakie wykonywał Biały Niedźwiedź. Znałem teorię, ale wylądowałem dziwacznie, mając nogi wciąż przyciśnięte do piersi. I do tego plusnąłem w wodę z wielką siłą. – Bruce, gdzie jesteś? – poczułem ton Białego Niedźwiedzia. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że wciąż stoję na brzegu i patrzę na siebie samego i Białego Niedźwiedzia. – Hm... zdaje się, że miałem skoczyć, a nie patrzyć jak skaczę – odtonowałem zakłopotany. – To trudne ćwiczenie. Wymaga ogromnego skupienia uwagi. Patrzenie na siebie zamiast bycia sobą jest zwykłym błędem fizycznych ludzi. Spróbujmy jeszcze raz – zachęcił mnie. Kilka moich następnych prób Biały Niedźwiedź obserwował z brzegu. Zaproponował, abym na początek spróbował po prostu pozostać w myślowej formie ciała, kiedy jednocześnie projektowałem skakanie. Okazało się, że jest to zdumiewająco trudne zadanie. Raz czy dwa razy udało mi się przez krótki czas pozostać w ciele, kiedy skakałem. Wydawało mi się wtedy, jakbym był na przemian, w jedne] chwili w ciele skaczącym do wody, a w następnej w ciele stojącym na brzegu. Przez te krótkie chwile, kiedy znajdowałem się w ciele skaczącym do wody, miałem wrażenie, że wykonuję salta. Wtedy z taśmy rozległ się głos Dar nakazujący wracać do TMI-Tam. – Przez krótkie chwile skaczesz prawidłowo. Powinieneś jeszcze bardziej skupić się na tym, co czujesz, kiedy robisz salta. Musisz wiedzieć, że odczuwanie tych wrażeń od początku do końca skoku to zaledwie krok wstępny do tego, czego skakanie ma cię w końcu nauczyć. Nie myśl sobie, że już cokolwiek opanowałeś; ty tylko zacząłeś się uczyć – ostrzegł mnie Biały Niedźwiedź. – Czego ma mnie skakanie w końcu nauczyć? – zapytałem, znając z góry odpowiedź. – Odkryjesz to podczas lekcji skakania – zaśmiał się Biały Niedźwiedź. – No cóż, próbowałem tylko znaleźć jakiś skrót – roześmiałem się w odpowiedzi. – W którymś momencie stwierdzisz, że takie skróty to w rzeczywistości dłuższa droga – stwierdził krótko. A potem nadszedł już czas, abym wracał na spotkanie grupy przy krysztale. Zanim zaczęło się to ćwiczenie, większość z nas cieszyła się na myśl o dalszym odkrywaniu wszystkiego, co dotyczyło Zmian na Ziemi. Więcej, każdy z nas postrzegał swoje kontakty ze Zgromadzeniem ze swojej własnej perspektywy. A na to, co widzimy zawsze nakładają się nasze wcześniejsze doświadczenia i wszystko, w co wierzymy. Tak więc, z całym tym bagażem wierzeń i uprzedzeń na grzbiecie, znów byliśmy gotowi odkrywać i zbierać informacje z pierwszej ręki. Aby dostać się do Zgromadzenia w Focusie 34/35, użyliśmy tej samej metody, co poprzednio. Z ciemności w JZ F-27 w Krysztale Jądra Ziemi wystrzeliłem w światło kryształu TMI-Tam i w ciemność rozciągającą się poza nim. Kiedy dźwięki Hemi-Sync zaczęły się stabilizować, otworzyłem świadomość na jasność wokół mnie i czekałem aż zaczną tworzyć się obrazy. Przed moimi oczami przesuwały się różne kształty. Nade mną pojawiło się coś wielkiego, ciemnego, przypominającego nakrapianą muszlę ślimaka, przepłynęło w dół i zniknęło z pola widzenia. Potem z lewej pojawiła się olbrzymia tuba z talerzem anteny satelitarnej na końcu, minęła mnie leniwie i zniknęła z prawej. Potem poczułem, że dokładnie naprzeciw mnie znajduje się coś ogromnego, coś co sprawiało wrażenie twardego, błyszczącego, metalicznego i poskręcanego. Nie widziałem tego jeszcze, ale zdawało mi się, że wewnątrz siedzi wiele istot, każda czymś zajęta. Domyśliłem się, że jest to kolejna forma inteligencji Zgromadzenia, wyraziłem więc zamiar nawiązania łączności. Będę nazywał tę inteligencję “Drugą Grupą Zgromadzenia", ponieważ była to właśnie druga grupa, jaką spotkałem w Zgromadzeniu. Nie jest to jednak nazwa, którą podali mi oni sami. Z pewnością mieli jakąś nazwę na określenie siebie, ale jakoś nie przyszło mi do głowy zapytać ich o nią. Musimy więc poprzestać na “Drugiej Grupie Zgromadzenia". Okazało się, że Biały Niedźwiedź miał słuszność ucząc mnie swego tonalnego języka nie tylko w celu porozumiewanie się z nim samym. Podczas mego pierwszego spotkania ze Zgromadzeniem wystarczał najzupełniej zwykły język mówiony. Druga Grupa nie posiadała możliwości porozumiewania się mową. Porozumiewali się takimi samymi piskami i świergotami jak R2D2 z Gwiezdnych Wojen i jak Biały Niedźwiedź. Gdyby nie przygotował mnie do tego rodzaju komunikowania się, nie byłbym w stanie nawiązać kontaktu z Drugą Grupą. Spróbuję przytoczyć te dźwięki, przynajmniej przez chwilę, dla podkreślenia tego, co mam na myśli oraz wyrażenia tego, jak brzmiały dla moich niefizycznych uszu. Okazało się, że Biały Niedźwiedź miał rację; jego język jest językiem uniwersalnym. Ale i tak zrozumienie tego, co mam na myśli będzie dla ciebie, czytelniku, trudne. Na przykład: “Zwróciłem się do przedstawiciela Drugiej Grupy i powiedziałem: 'Szriiiiiip, łop, łop, rerrrrr, pop, snap, nurt, nurt'". Dla ludzkiego ucha są to kompletnie niezrozumiałe piski, ale zawierają one w sobie więcej informacji niż kilka akapitów zwykłego tekstu. Unosząc się w Focusie 34/35, stanąłem twarzą w twarz z wielkim, metalicznie pobłyskującym obiektem i wyraziłem pragnienie nawiązania kontaktu. – Hmmmmmmm, mip, mip – zatonowałem w ich kierunku, czyli powiedziałem, że jestem pragnącym nawiązać kontakt badaczem z Instytutu Monroe zaangażowanym w program Exploration 27. – Skriiiiip, pop – nadeszło w odpowiedzi, czyli: jakiś czas zabierze jednemu z nich oddzielenie się od reszty, żeby stać się ich łącznikiem, lub rzecznikiem. Po krótkiej chwili odniosłem wrażenie, że jeden z nich, całkowicie oddzielony od ogromnej reszty, zjawił się w mojej bezpośredniej bliskości. – Ommmmm, biiiip – zatonowałem do niego prosząc, aby powiedział kim jest. W tym momencie porzucimy już język tonowy. Usłyszałem w odpowiedzi (mniej więcej): – Jesteśmy rasą telepatyczną, każdy nieustannie połączony z myślami wszystkich innych. Jesteśmy grupą świadomości. Trudno mi było oddzielić się od reszty, aby porozumieć się z tobą, ale oto ' jestem. Jesteśmy grupą telepatyczną, więc każdy z nas może przysłuchiwać się naszej rozmowie przeze mnie. Dlaczego chciałeś się z nami porozumieć? – Badam ten obszar przestrzeni, aby dowiedzieć się , czegoś o tym, co nazywamy Zgromadzeniem – odparłem. – Należę do grupy osiemnastu osób uczestniczących w programie mającym na celu badanie tego, co wykracza poza granice ziemskiej, fizycznej egzystencji. Dlaczego wy chcieliście się ze mną porozumieć? – Przybyliśmy tu, aby być świadkami zdarzeń zachodzących na Ziemi. A konkretnie, Wielkiego Wydarzenia, które ma zajść tu, w Ziemskiej szkole. Wiesz coś o tym? – My to nazywamy Zmianami na Ziemi, ale zdaje się, że każdy rozumie to inaczej – odrzekłem. W tym momencie usłyszałem głos Dar płynący z taśmy. Sugerowała, żebym zadał pytanie. Skupiłem się na rzeczniku Drugiej Grupy i kontynuowałem. – Zauważyłem, że jest tu wiele innych grup. Jaki jest związek między wami a nimi? – Większość z nas jest członkami grupy intergalaktycznej, możesz nazwać ją federacją. Jest tu też kilku samotników, którzy tylko obserwują. Nie są oni członkami naszej federacji, ale są tu mile widziani. Jako członkowie federacji jesteśmy częścią sieci dzielącej się informacjami, aby dowiedzieć się jak najwięcej o sobie wzajemnie i o nieznanym. Każdy członek federacji ma tu swoje pole obserwacji, a informacjami dzielimy się z innymi członkami federacji – odparł. Znów usłyszałem głos Dar sugerujący następne pytanie: – Jaka część tu zgromadzonych uczyła się na Ziemi? –przekazałem pytanie do rzecznika Drugiej Grupy. – Ich liczba jest bardzo mała, jest ich może pięć lub sześć procent, lecz ich siła jest wielka – odparł. – Jak zgromadzeni tu identyfikują siebie i swoje aktualne położenie? – zapytałem ponaglony podpowiedzią Dar. – Jako sieć sprzymierzeńców, albo mieszkańców innych światów, jeśli tak to wolisz nazwać. Każdy z nas ma swój własny świat w fizycznym Wszechświecie. Każdy z tych domów wysłał tu swój kontyngent, który ma obserwować Zmiany na Ziemi, jak je nazywasz. Znajdujemy się tu, gdzie nas znalazłeś, we względnej bliskości Ziemi. Lecz jesteśmy zaledwie małą grupką astronautów wysłanych z misją. Wiemy, że jednym z możliwych wyników Zmian na Ziemi, jak je nazywasz, jest to, że Ziemia przyłączy się do naszej federacji. – Co konkretnie interesuje was w wielkim Wydarzeniu, jak je nazywasz? – zapytałem, powtarzając pytanie Dar. – Jesteśmy tu, aby spróbować lepiej zrozumieć energie działające w Wielkim Zdarzeniu – odrzekł, po czym skierował moją uwagę na wnętrze swego statku. – Jak widzisz, przywieźliśmy ze sobą najlepszy sprzęt, jaki tylko istnieje w naszym świecie, aby rejestrować to Wielkie Wydarzenie. Rozejrzałem się po wnętrzu i stwierdziłem, że ze wszystkimi tymi rzędami komputerów, techników, czujników, konsolet, nagrywarek i innych urządzeń przypomina nieco wnętrze hali kontroli lotów NASA. Odniosłem wrażenie, że wszystko to zajmowało przestrzeń wielkości boiska do piłki nożnej. W każdym razie, robiło wrażenie. – Jakiego rodzaju energie was interesują? – pytałem dalej. W odpowiedzi nadeszła seria pisków i świergotów, które przekształciły się w obrazy. Pierwszy, o wielkości średnicy księżyca, przedstawiał Ziemię. Patrząc zastanawiałem się czy na jego podstawie można domyślić się w jakiej odległości od Ziemi znajduje się statek Drugiej Grupy Zgromadzenia. Widziałem wielki kryształ w Ziemi znajdujący się na linii osi obrotu. Na jednym jego końcu, blisko bieguna północnego, kryształ otaczał pierścień, na którym wygrawerowano słowo MIŁOŚĆ. W odpowiedzi na moje pytanie dotyczące natury energii, jakie Druga Grupa chciała zarejestrować, pierścień przesunął się z końca kryształu do jego środka symbolizując zmianę, w której my, należący do ziemskiej szkoły, rozpoznamy nasze własne zagubienie. Będziemy mieli możliwość zrozumienia, że Miłość nie posiada swego przeciwieństwa zwanego Nienawiścią. To właśnie jest owo zagubienie, lub niezrozumienie wywołane dualistyczną naturą ziemskiej szkoły. W wyniku nieprzerwanie zachodzących na Ziemi Zmian, prawdziwym przeciwieństwem Miłości stanie się Brak Miłości. Przyglądając się obrazom i słuchając tłumaczenia rzecznika Drugiej Grupy, zwróciłem uwagę na jego rzeczowy ton i kliniczny niemal opis Zmian na Ziemi. Uświadomiłem sobie, że na poziomie emocjonalnym zupełnie nie rozumiał o czym właściwie mówił. Z punktu widzenia poziomu umysłowego rzecznik i jego grupa przypominali mi postać z filmu Star Trek pochodzącą z planety Wulkan, pana Spocka, który zupełnie nie potrafił doświadczyć czegokolwiek na poziomie uczuć. Żaden członek tej telepatycznej rasy nie miał zielonego pojęcia czym jest Miłość. Dla nich Miłość była po prostu energią, jak ciepło czy światło. Dla nich praktyczniej byłoby, gdyby Miłość występowała w postaci na przykład polana, które rzuca się do kominka. Wtedy dałaby przynajmniej ciepło. Uzasadniłaby swoje istnienie. Jakiekolwiek spożytkowanie energii takich jak Miłość było dla nich nie do pojęcia. Byli pozbawieni umiejętności postrzegania z punktu widzenia emocji, uczucia i nie potrafili wyrazić tych energii za pomocą emocji. Zapytałem o informacje, jakie mogliby przekazać mieszkańcom Ziemi. – Wielu z was – odparł rzecznik Drugiej Grupy – wkrótce przeskoczy do waszego Focusa 27 i będzie musiało tam istnieć przez bardzo długi czas. W populacji Ziemi nastąpią ogromne redukcje. Rób, co tylko możesz, aby przygotować swój lud na to zdarzenie. – Czy możesz dać mi jakiś znak, który pomógłby mi przekonać ich, że te wieści uzyskałem od ciebie? – zapytałem znów ponaglony podpowiedzią Dar. W odpowiedzi na to pokazano mi obraz komety olbrzymich rozmiarów i o bardzo ostrych krawędziach. Istnienie tej komety będzie niespodzianką dla ogromnej większości ludzi na Ziemi. Wróciłem na krótko myślami do wspomnień wycieczki do Inteligencji Koordynujących. Potem, patrząc na zbliżającą się kometę, usłyszałem słowa piosenki z lat 60-tych: “Oto świat ery Wodnika". Domyśliłem się, że kometa może pochodzić z zodiakalnego Wodnika albo też może wskazywać “nowy sposób myślenia", jaki będzie rządził erą Wodnika. Zauważyłem też, że planetarnym władcą Wodnika jest Uran, co znaczy, że ich energie są podobne. Tak więc, kometa ta może w jakiś sposób mieć związek z wydarzeniami mającymi w sobie tę energię, która wskazuje na nagłe, nieoczekiwane, dziwne zmiany, zazwyczaj niewygodne. Potem miałem wrażenie obecności czegoś bardzo odległego o miliony lub nawet miliardy lat świetlnych. Czymkolwiek to było, miało złączyć się z osią rotacji Ziemi po strome bieguna północnego. Złączenie to miało pozwolić na nawiązanie łączności z jakąś formą energii, która znajdzie się w systemie energetycznym Ziemi. Zbliżająca się kometa miała stać się punktem wyjścia dla ustanowienia owego energetycznego złączenia. Pod koniec sekwencji obrazów, które oglądałem, pokazano mi jeszcze kraba; zrozumiałem, że ma on symbolizować związek między kometą a zodiakalnym znakiem Raka, który energetycznie przypomina Księżyc. Energie Księżyca to emocje, odległa przeszłość i zasada kobieca. (Uwaga dodatkowa: trochę się zdumiałem, kiedy po powrocie do domu przeczytałem w Rocky Mountain News o tym, że po raz pierwszy dostrzeżono nieznaną dotąd kometę Hyakutke, którą 30 stycznia 1996 odkrył astronom--amator z Japonii. Pod względem astrologicznym, 30 stycznia to dzień, w którym Słońce znajduje się w znaku Wodnika. Jeszcze bardziej zdumiałem się, gdy poznałem teoretyczną drogę komety przedstawioną na ilustracji towarzyszącej artykułowi. Jej ścieżka, widziana z Ziemi, twierdził artykuł, wiedzie bardzo, bardzo blisko Gwiazdy Polarnej. Jest to gwiazda leżąca wzdłuż osi rotacyjnej Ziemi, po północnej stronie globu. Artykuł twierdził, że pod koniec marca 1996 kometa Hyakutke minie Ziemię w odległości około piętnastu milionów kilometrów, po czym okrąży nasze Słońce. Czytając ten artykuł, czułem, jak włosy stają mi dęba, przypomniałem sobie bowiem wszystkie obrazy pokazane mi podczas kontaktu z Drugą Grupą. Wciąż jestem ogromnie ciekaw jakie też znaczenie miał krab. Cokolwiek jednak oznaczał, uważam, że pojawienie się komety Hyakutke jest swego rodzaju potwierdzeniem informacji, które otrzymałem.) Z taśmy znów rozległ się głos Dar, a ja zadałem pytanie przez nią podyktowane: – Jaki będzie emocjonalny wpływ Zmian na Ziemi na istoty ludzkie? Kiedy zadałem to pytanie, potwierdziły się moje poprzednie podejrzenie co do emocjonalnej natury Drugiej Grupy. Mój gospodarz nie mógł użyć swego zwykłego języka tonowego, aby odpowiedzieć na moje pytanie. Zamiast tego spróbował odtonować mi dźwięk słowa, które sprawiło mu kłopot. W jego języku nie było słowa, które oddawałoby słowo “emocjonalny". Mógł jedynie próbować, a i to z wielką trudnością, odtworzyć dźwięk tego słowa. – EEE..... MMMM..... OOOOOO..... SSSSJJJJOOO.... NNNNAAAA.....NNNNYYYY.....wpływ? – brzmiała jego odpowiedź, ledwie dla mnie zrozumiała, za którą mogłem wyczuć olbrzymi znak zapytania. – Tak, wpływ emocjonalny, no wiesz, uczucia! Na przykład, gdybyś był na Ziemi w chwili, kiedy ta energia Miłości znajdzie się w krysztale środka Ziemi, to jakie wrażenie wywarłaby ona na tobie jako na jednostce? – odparłem Jego twarz była kompletnie bez wyrazu, zorientowałem się więc, że nie miał pojęcia o czym mówię. – Jesteśmy rasą telepatyczną, i jako taka niemal nie rozumiemy co znaczy “doświadczać czegoś jako jednostka". Wszyscy jesteśmy ze sobą nieustannie złączeni, więc każdy z nas doświadcza wszystkiego jako jednolita grupa. Członek naszej rasy działający jako jednostka wywołuje wielkie zamieszanie w przepływie informacji między całą resztą. Zdarza się to od czasu do czasu, ale bynajmniej nikogo się do tego nie zachęca. Musieliśmy rozwinąć formę grupowej świadomości, która pozostaje we względnej ze sobą współpracy i jest ujednolicona. Ta współpraca wypływa z grupy jako całości i jest kontrolowana przez grupę jako całość. Teraz to ja byłem tym, który nie może wyjść ze zdziwienia, próbując pojąć i zrozumieć implikacje, jakie niosło za sobą bycie członkiem rasy telepatycznej. Zastanawiałem się jak to jest, należeć do rasy, której wszystkie umysły są ze sobą połączone, gdy każdy nieustannie odbiera myśli wszystkich innych? Na Ziemi oznaczałoby to, że myśli Aborygena z głębokiej Australii mogłyby wpłynąć do umysłu maklera giełdowego z Nowego Jorku. Myśli Chinki o skłonnościach samobójczych, znajdującej się na dodatek w depresji, wędrowałyby przez umysł królowej Anglii. Myśli muzułmańskiego żołnierza •walczącego w świętej wojnie w Bagdadzie zalewałyby każdy inny umysł na świecie. Panowałby kompletny i całkowity chaos, każdy słuchałby sześciu miliardów różnych radiostacji jednocześnie. Jeśli o mnie chodzi, to w takiej grupie nie istniałyby żadne kulturalne, seksualne, religijne, ideologiczne czy narodowe różnice. Tego rodzaju egzystencja jest dla mnie niepojęta. A jednak, telepatyczne istnienie Drugiej Grupy borykało się ze wszystkimi tymi indywidualnymi różnicami właśnie po to, aby móc funkcjonować. Teraz to ja byłem tym, który nie rozumie, tym, którego twarz jest bez wyrazu. – My, w ziemskiej szkole uważamy się za indywidualności oddzielne od reszty grupy – odparłem. – Tu, na Ziemi większość ludzi działa tak, jakby zachowywali swoje myśli wyłącznie dla siebie. Osobiście w to nie wierzę, ale tak właśnie uważa większość ludzi na Ziemi. Riip, rang, rang, łap! – zatonowałem do rzecznika, co miało oznaczać: “Implikacje waszej telepatycznej egzystencji są dla pojedynczego umysłu na Ziemi nie do pojęcia. Tego rodzaju telepatyczne połączenie zdarza się tu u pojedynczych osobników, ale zdecydowanie nie jest ono mile widziane. Nazywamy takich ludzi chorymi psychicznie. Nie tak dawno temu paliliśmy takich ludzi jako czarowników". – Gdyby indywidualne myśli nie znajdowały się pod ścisłą kontrolą – objaśniał dalej rzecznik – świadomość każdego z nas byłaby przeładowana myślami miliardów członków naszej rasy. Nikt nie mógłby egzystować lub myśleć w takim natłoku cudzych myśli. – A jednak – sprzeciwiłem się – tak właśnie żyjemy tu na Ziemi, nie posiadamy tylko świadomego połączenia telepatycznego. – To dla nas nie do pojęcia! – wykrzyknął. – Zawsze myśleliśmy, że wasz sposób życia jest niemożliwy. – Tak, zdaje się, że wasz sposób życia też jest niemożliwy. My na Ziemi najwyraźniej poszliśmy inną ewolucyjną drogą prowadzącą do Świadomej Jaźni. Nam chodziło o zamknięcie się na świadomość innych w grupie po to, aby przeżyć i funkcjonować jako istoty indywidualne, oddzielne od całej reszty. – My przeciwnie, rozwinęliśmy sposób myślenia naszych myśli jako telepatycznie połączoną całość – oświadczył rzecznik. Wspomniałeś o egzystencji jednostek, a to sprawia, że jeszcze bardziej chcemy nawiązać z wami łączność. Chcemy się dowiedzieć jak wam, tam na Ziemi, udaje się istnieć jako jednostki. To jedna z kwestii, dla których tu przybyliśmy i które chcemy zbadać. A jeśli chodzi o ten drugi dźwięk, który wydałeś, to EEEE... MMMMOOOO..., to nie znamy go, nie rozumiemy, nie mamy go w naszym słowniku. Cokolwiek ono oznacza, nie znajduje się w naszym języku ani w naszej świadomości. Ale jako Badacze rozumiemy, że często zrozumienie pojawia się wtedy, gdy sonduje się to, co nieznane. To, co masz na myśli, kiedy mówisz EEEE... MMMMOOOO... zdecydowanie kwalifikuje się jako nieznane. Czy ta rzecz wiąże się w jakiś sposób z nauczeniem się jak czuć? – zapytał. – Tak, wpływ emocjonalny i uczucia są bardzo sobie bliskie w rzeczywistości ziemskiej. Są one jakby dwoma sposobami mówienia o tej samej rzeczy – objaśniłem mu. – Niektórzy z nas postrzegają emocje jako energię, a uczucia jako wpływ energii emocjonalnych. – Naprawdę? To nadzwyczajne! Najważniejszym celem naszej misji jest uczyć się uczuć. Dlatego właśnie przywieźliśmy tu z naszego świata cały nasz sprzęt i tych techników. Mamy tu przede wszystkim obserwować i zapisywać wszystko o tych uczuciach, cokolwiek. – Rozumiem... ten sprzęt jest naprawdę imponujący. Słuchaj, nie chcę przynosić ci złych wieści, ale jestem raczej pewien, że te wszystkie wasze instrumenty i oprzyrządowanie okaże się bezużyteczne w tej misji – ostrzegłem rzecznika. I w tej chwili usłyszałem coś jakby wrzask tysięcy indyków gulgoczących z całych sił, a ich przenikliwe głosy rozbrzmiewały echem w całym pomieszczeniu. – Piiiiiiiiii..... gę, gę, gę..... gul, gul, gul..... piiiiiiiii – rozlegało się po całym statku. Zdaje się, że po mojej, w ich mniemaniu niestosownej uwadze, chwilowo stracili kontrolę nad swoim grupowym umysłem. W tych odgłosach wyczuwałem taką oto informację: – To, co mówi ten Ziemianin jest niemożliwe! Nasza technologia znacznie przewyższa ich, on nie wie o czym mówi! Moje tysiąc indyków zamkniętych w ciasnej puszce uspokajało się przez dobre dziesięć sekund. Od razu wiedziałem, co się dzieje z tą telepatyczną rasą, kiedy pojawia się jakieś naprawdę silnie oddziałujące zdarzenie. Reakcją na moją nielogiczną uwagę był całkowity chaos w zbiorowym procesie myślenia. Po krótkiej sprzeczce znów zdołali przybrać swoją zwykłą formę świadomości, po czym rzecznik znów skontaktował się ze mną. – Moim zdaniem – ciągnąłem – jako ucznia szkoły ziemskiej, jeśli chcecie wypełnić swoją misję, nie możecie opierać się li tylko i wyłącznie na swoich przyrządach. Znów rozległ się ogłuszający dźwięk tysięcy zdumionych i urażonych indyków, który trwał dopóki wreszcie ponownie nie zapanowali nad swoimi wspólnymi myślami. Tym razem jednak uspokoili się szybciej. – Jak pewnie zauważyłeś, większość członków naszej załogi nie wierzy ci w tej kwestii – odezwał się rzecznik. – Czy mógłbyś nam to wytłumaczyć, to znaczy... naszą... hm, niestosowność naszego sprzętu. – Nie chodzi tu o niestosowność, a raczej nieużyteczność – odparłem. – Jedynym sposobem na poznanie lub zapisanie uczucia, czyli impulsu energii emocjonalnej takiego na przykład jak Miłość, jest... stanie się instrumentem. Zdaje mi się, że aby wypełnić swoją misję, sami musielibyście stać się czujnikami i nagrywarkami. A to oznacza użycie waszych ciał jako dysku twardego. Inne wasze instrumenty mogą coś tam pochwycić, ale w ten sposób nie wypełnicie swojej misji, bo nie poznacie prawdziwego znaczenia uczucia. Coś takiego najwyraźniej nigdy nie przyszło im na wspólną myśl. Usłyszałem słabsze tym razem indycze odgłosy, a potem nastąpiła cisza; Druga Grupa zastanawiała się usilnie nad moimi słowami. – Energia Czystej Bezwarunkowej Miłości jest częścią Wielkiego Zdarzenia, które chcemy zapisać, czy mógłbyś więc w jakiś sposób zademonstrować nam jak mamy rozumieć używanie tej specyficznej energii? – zapytał rzecznik. Zrozumiałem teraz dlaczego kilka chwil wcześniej, zupełnie niespodziewanie pojawiła się obok mnie Robyn, jedna z kobiet naszej grupy. Wychwyciłem jej przybycie i zastanawiałem się, po co się tu zjawiła. – Jedną chwileczkę – odtonowałem do rzecznika. Zwróciłem się do Robyn takimi mniej więcej dźwiękami: “Sziriiip, nak, griiiicz, griiicz". Dzięki temu Robyn poznała, zrozumiała i zapamiętała całą historię, od mojego pierwszego kontaktu z Drugą Grupą począwszy, a na chwili jej przybycia skończywszy. Zakończyłem moją przemowę znakiem zapytania: “Czy możesz mi pomóc pokazać to im?". – Jasne, spróbujmy – odparła Robyn. – To może być zabawne! Znów zwróciliśmy uwagę na rzecznika i przekazaliśmy mu, że jesteśmy gotowi. – Chwileczkę – odparł. – Chcemy tylko sprawdzić, czy wszystkie instrumenty są gotowe – a po chwili: – W porządku, zaczynajcie. Stanęliśmy z Robyn naprzeciw siebie w niewielkiej odległości. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy, uśmiechnęliśmy się do siebie i pozwoliliśmy, aby zaczęło w nas narastać uczucie Czystej Bezwarunkowej Miłości. Każde z nas budowało swój własny wyraz Czystej Bezwarunkowej Miłości. Mój ton brzmiał dla mnie tak realnie, że byłem pewien, iż nawet fizyczny magnetofon mógł go pochwycić. Wysłaliśmy nasze uczucia do siebie wzajemnie, a kiedy to się stało, nasze serca złączyły się w jednej Czystej Bezwarunkowej Miłości. Nasze tony miały nieco inne częstotliwości, a kiedy się połączyły, wyraźnie czułem jedną! Nie powinno mnie to chyba dziwić, ale zdziwiło! Nasze dwa połączone tony wyrażające Czystą Bezwarunkową Miłość brzmiały dokładnie jak dźwięk Hemi-Sync. Dźwięk ten zawierał w sobie uczucie podobne do kombinacji ogromnej wdzięczności i całkowitej akceptacji wszystkiego i wszystkich. Całkowity błogostan! Przez jakieś dziesięć sekund oboje z Robyn pozwoliliśmy temu uczuciu narastać w sobie, po czym skierowaliśmy jego cząstkę ku rzecznikowi Drugiej Grupy Utrzymywaliśmy je w ten sposób jeszcze przez pięć czy sześć sekund, po czym jednocześnie wyłączyliśmy. Zajrzałem wtedy do wnętrza statku, aby zobaczyć co też robią technicy. Wszyscy pilnie analizowali wyniki odczytów. – Brzęk, pop, pop, trzask – nadeszło od rzecznika. – Nasze instrumenty rzeczywiście coś zarejestrowały, ale nie rozumiemy tego. To musi być jakaś anomalia czasowa. Czekaliśmy z Robyn jeszcze przez chwilę, póki nie ucichł indyczy gulgot w tle. – To świetnie, że wasze instrumenty coś zarejestrowały, ale, jak powiedziałem wcześniej, jeśli chcecie wypełnić waszą misję i zapisać uczucia i emocjonalny wpływ energii Czystej Bezwarunkowej Miłości, sami musicie stać się instrumentami. Znów wyczułem wielkie zakłopotanie, znów rozległy się pochrząkiwania. Przyszło mi na myśl, co też by się stało, gdyby nasi ziemscy naukowcy próbowali dowiedzieć się czym jest Miłość przy pomocy oscyloskopów, czujników i innych urządzeń pomiarowych. Może poczuliby wtedy dym, ale nigdy przecież nie ujrzeliby ogniska. Właśnie wtedy na taśmie rozległ się głos Dar informujący nas, że pora wracać do kryształu w TMI-Tam. – Przykro mi, ale musimy już wracać do naszej... eeee... bazy – zatonowałem do rzecznika. – Mam nadzieję, /e nasza demonstracja pomogła wam. Nie czekając na odpowiedź, skierowaliśmy się z Robyn do TMI-Tam. Spojrzałem jeszcze w tył i ujrzałem na twarzy rzecznika dość dziwny wyraz, mogę tylko przypuszczać, że nasze nagłe odejście było dla nich kolejnym przejawem braku logiki. Wyraźnie czułem, że po prostu nie potrafił logicznie pojąć dlaczego odeszliśmy tak nagle, w połowie właśnie przeprowadzanego eksperymentu. Udaliśmy się do TMI-Tam, dołączyliśmy do reszty grupy przy krysztale i przez chwilę pławiliśmy się w jego energii. Na polecenie Dar, zregenerowani, skierowaliśmy się do swoich pomieszczeń CHEC i świadomości C1.

I drugi znaczący rozdział Rozdział 14 Druga Grupa Zgromadzenia, drugi kontakt Następne ćwiczenie było ostatnią pozycją programu. Było to tak ekscytujące, tak ciekawe doświadczenie, że na koniec programu czekałem z owym słodko--gorzkim uczuciem niezdecydowania. Obchodząc dźwięki Hemi-Sync prowadzące do Focusa 27, przybyłem do mojego miejsca i stwierdziłem, że wszystkie krzesła stojące przy stole są zajęte. Z wyjątkiem jednego, na którym natychmiast usiadłem. Siedzący przy stole uśmiechali się. Bob, Rebecca, Tralo, Biały Niedźwiedź, Trener i Kobieta Zmysłów, wszyscy jaśnieli radością. Pierwszy zabrał głos Bob. – No cóż, jak na program, w którym wszystko miało stać się dopiero później, była to niezła jazda, co? – zauważył. – Teraz mogę ci to powiedzieć: później będzie tego jeszcze więcej. Już nie mogę się doczekać, kiedy w przyszłości znów będziemy razem pracować. Teraz jednak chcemy tylko, żebyś wiedział, ze doceniamy to, co zrobiłeś dla nas, dla grupy i dla własnego Ja. To był najlepszy program Exploration 27 ze wszystkich, i to dzięki tobie właśnie. – A jakie postępy zrobiłeś w uczeniu się znaczenia Miłości! – wtrąciła Rebecca. – Bruce, jestem taka szczęśliwa! To po prostu wspaniałe! – Kiedy program dobiegnie końca i wrócisz do domu – zatonował Biały Niedźwiedź – przychodź do nas kiedy tylko zechcesz, będziemy dalej ćwiczyć skakanie. Wiedza, którą zdobyłeś do tej pory zajmie ci trochę czasu. Pamiętaj, skakanie może cię wiele nauczyć! – Pamiętam nasze początki, Bruce – włączył się Trener. – Jak walczyłeś, żeby znaleźć Rebekę w kwiatach, nasze pierwsze spotkanie. Synu, od tego czasu wiele się nauczyłeś. Wiem, że ciekawość zaprowadzi cię do miejsc, których istnienia nie potrafisz sobie w tej chwili nawet wyobrazić. Zawsze będę w pobliżu, zawsze będę cię obserwował i zachęcał. – A jeśli chodzi o mnie – odezwała się Kobieta Zmysłów głosem ociekającym słodyczą – to czekam z niecierpliwością na chwilę, kiedy znów spotkamy się w tym samym miejscu, co poprzednio. Póki co jednak, oczekuj mnie w snach i na jawie. A potem był już czas, żeby pójść do TMI-Tam i spotkać się z grupą przy krysztale. Zanim jednak ich opuściłem, wszyscy wstali i zaczęli klaskać. Wciąż jeszcze mnie ta scena zdumiewa. Kiedy przybyłem do kryształu w TM1--Tam, Bob i Ed już tam na mnie czekali. Bab skinął, prosząc w ten sposób, żebym do niego podszedł. – Jeszcze jedno, zanim pójdziesz – odezwał się. – Bla, bla, bla, bla... bla, bla, bla. Bla, bla to niezupełnie to, co wtedy powiedział, ale dla mnie było to zupełnie pozbawione jakiegokolwiek sensu. Poczułem nagle, że ktoś obok mnie stoi. Odwróciłem się i ujrzałem tego samego gościa, którego widziałem poprzed nio, kiedy Bob również" mówił coś bez sensu. Ten sani nieznajomy. – Bob, znów tu jest ten sam facet, kto to? – zapytałem. Bob wciąż gadał coś bez ładu i składu, jakby nie w ogóle nie słyszał. Zwróciłem się do Eda. – Ed, kto to jest? Ed tylko się uśmiechnął, ale nie powiedział ani słowa. Było to zastanawiające, ale i frustrujące. Spojrzałem na nieznajomego jeszcze raz. To był ten sam facet, ten sam średni wzrost, czarne jak węgiel włosy, ten sam, neutralny wyraz twarzy, te same długie baki, niemal byczy kark, jakieś 1,75 wzrostu. Bez brody czy wąsów, ciemnobrązowe oczy, średniej budowy i ciemna cera. Odwróciłem się do Boba. – Przestań, Bob, kto to jest? – Nie przyszedł z tobą? – wzruszył ramionami w odpowiedzi. – Bob, Ed... kim on jest? Sfrustrowany, dołączyłem do grupy przy krysztale. Jeszcze przed tym ćwiczeniem postanowiłem, że tym razem nie pójdę do Focusa 34/35, a zamiast tego zrobię wszystko na własną rękę. Zamierzałem przekonać się czy mogłem przydać się do czegoś innym członkom grupy. Podczas naszych rozmów po każdym ćwiczeniu dochodziłem do wniosku, że niektórzy z nich mieli problemy w Zgromadzeniu. Dla mnie samego było to łatwe, uzyskałem tez więcej informacji niż się tego spodziewałem, postanowiłem więc, pomóc niektórym z nich. Po naszym rytuale WOOOO-AAAAHHHH, stanąłem trochę z boku, podczas gdy wszyscy inni skierowali się do Focusa 34/35. Wreszcie ruszyłem i ja rozglądając się wokół w poszukiwaniu tych, którzy mogli mieć problemy. Właśnie miałem zamiar wyrazić pragnienie towarzyszenia im, kiedy nagle poczułem nader dziwne, bardzo silne pociągnięcie, jakby bardzo dziwna grawitacja ciągnęła się od czubka mojej głowy. Nie miałem pojęcia czym była ta dziwna siła ani dlaczego mnie ciągnęła, zrobiłem więc to, co wydało mi się stosowne, mianowicie pozwoliłem się ciągnąć tam, gdzie chciała mnie ujrzeć owa siła. Przez chwilę miałem wrażenie, że poruszam się w czerni, a potem stwierdziłem, że stoję naprzeciw rzecznika Drugiej Grupy. Byłem wewnątrz statku. – Przepraszam za to gwałtowne zaproszenie, ale ostatnim razem odszedłeś zanim zdołaliśmy naprawdę zapisać informacje z waszego pokazu. To dla nas bardzo ważne i chcemy kontynuować. Czy mógłbyś nam zademonstrować EEEE... MMMOOO... energię Czystej Bezwarunkowej Miłości jeszcze raz? – poprosił rzecznik. – Tak naprawdę to ostatnim razem nie zebraliśmy niczego, co mogłoby nam się przydać, ale jesteśmy prawie pewni, że to, co robiliście ma związek z tym, dlaczego tu przybyliśmy. – Oczywiście, z przyjemnością – odparłem. Rozejrzałem się wokół i ujrzałem dwóch członków załogi stojących przodem do siebie na platformie. Stali sztywno między rzecznikiem a mną. – Tak – odezwał się rzecznik. – Ta dwójka zgłosiła się na ochotnika do twojego eksperymentu. Powiedziałeś, ze będziemy musieli stać się urządzeniami zapisującymi, więc oni zgłosili swoje ciała, żeby pomóc ci przeprowadzić pokaz. Wybraliśmy kobietę i mężczyznę, bo w twojej demonstracji też była kobieta i mężczyzna. Wciąż mam przed oczami obraz tych dwojga ochotników. Stali w gotowości, jak żołnierze. Oboje ubrani byli w uniformy, które sprawiały, że trudno było mi odróżnić które było kobietą, a które mężczyzną, nie widziałem tez żadnych widzialnych oznak przynależności do jednej z płci. Tym bardziej, że na głowach mieli coś w rodzaju wielkich hełmów. Ich głowy były nieproporcjonalnie duże w porównaniu z resztą ciała. Oboje na ochotnika zgłosili się do eksperymentu, który cała Druga Grupa uważała za potencjalnie niebezpieczny. Byli jak nasi komandosi: zgłosili się do czegoś, co przecież mogło ich kosztować życie. Byli to oddani sprawie, profesjonalni Badacze, którzy rozumieli pojęcie ryzyka i zysku. Fakt, że mogą zostać zabici nie wpłynął na ich logiczny tok myślenia, który mówił, że przecież ktoś musi zgłosić się na ochotnika, aby wypełnić cel misji. Potencjalny zysk dla ich całej rasy usprawiedliwiał ryzyko. Kiedy tak patrzyłem na ochotników, pojawiła się Robyn. Przywitałem ją serią pisków, którymi opowiedziałem jej całą historię. – Jasne, wchodzę w to. Pokażmy im to jeszcze raz – brzmiała odpowiedź Robyn na ich prośbę. – Ci ochotnicy są tacy poważni! Może powinniśmy im powiedzieć, że to nie będzie bolało? – zaśmiała się. – Nieee, niech to odkryją sami – postanowiła kończąc swą wypowiedź iście szatańskim chichotem. Stanęliśmy obok ochotników i jeszcze raz dokładnie się im przyjrzeliśmy. – Nie wiesz, Robyn... które z nich jest kobietą, a które mężczyzną? – zatonowałem do niej próbując usilnie zachować powagę. – Hm... dobre pytanie, Bruce – zachichotała. – W tych garniturkach trudno dojrzeć jakieś ich cechy, jeśli w ogóle jakieś mają. – Wiesz co, chyba naprawdę bym chciał, żeby wszystko pokazać im dokładnie – zaśmiałem się w końcu. – Hm... zdaje mi się, że mężczyzna to ten po lewej. – A! – odparła. – Właśnie myślałam, że ten po prawej to kobieta. A wiec, zostańmy przy tym. Oboje ustawiliśmy się tuż za ochotnikami, Robyn za kobietą, ja za mężczyzną. Ochotnicy byli trochę jakby przezroczyści, widziałem przez nich roześmianą twarz Robyn, jakby nałożoną na trochę mniej przezroczyste ciało kobiety. Skinieniem głowy dałem rzecznikowi do zrozumienia, że jesteśmy gotowi rozpocząć demonstrację. – Chwileczkę – odparł. – Sprawdźmy najpierw czy wszystkie instrumenty są przygotowane. Spojrzałem na techników; wszystkie oczy wbite były w monitory. – W porządku, możecie zaczynać – obwieścił rzecznik. Odwróciłem się i spojrzałem Robyn prosto w oczy. Uśmiechnęła się radośnie. Ja również. Poczucie Czystej Bezwarunkowej Miłości zaczęło przepełniać nas oboje. Pozwoliliśmy, aby jeszcze przez chwilę narastało, po czym wstąpiliśmy w ciała obojga ochotników. Staliśmy tak w nich przez jakiś trzy czy cztery sekundy patrząc sobie w serca, a między nami przepływała energia Miłości. Spojrzałem na techników, wszyscy byli jak zamurowani, niebotycznie zdumieni. Nawet rzecznik. Żaden z nich nie patrzył w monitory, które jeszcze chwilę przedtem tak ich pochłaniały. Na niektórych twarzach zaczął się pojawiać wyraz uniesienia, błogości, a na wargach ekstatyczne uśmiechy. Nagle uświadomiłem sobie, że oni przecież są rasą telepatyczną, więc wszyscy doświadczają tego samego, co ich ochotnicy. Spojrzałem na Robyn i oboje jednocześnie wyszliśmy z ochotników. Pomieszczenie rozbrzmiało podekscytowanymi głosami, kiedy wszyscy ocknęli się ze stuporu i rzucili do monitorów. Żaden z nich nie pozostał świadomy podczas naszej demonstracji. W języku Instytutu Monroe powiedzielibyśmy, że “wyłączyli się". – Ach... mmm... to bardzo niezwykłe – odezwał się rzecznik. – Zapewniam was, że nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzyło! Domyślam się, że doświadczyliśmy czegoś w rodzaju całkowitego zaniku działania wszystkich naszych urządzeń. Zegary pokazują, że upłynęły mniej więcej trzy-cztery wasze ziemskie sekundy, ale żaden instrument nic nie zarejestrował! Przepraszam was za niedogodność, ale czy nie moglibyście zademonstrować nam tego jeszcze raz? Spojrzałem w kierunku Robyn, ale ku mojemu zdumieniu już jej nie było. Zamiast niej, za ochotniczką stała Rebecca. Uśmiechnęła się i skinęła głową. – Wierz mi – zwróciłem się do rzecznika – zrobimy to z przyjemnością. – Świetnie, potrzebujemy tylko kilku chwil na sprawdzenie instrumentów. – Oczywiście, nie ma pośpiechu – odparłem. Znów spojrzałem na Rebekę i oddałem jej radosny uśmiech. Czekaliśmy cierpliwie na znak rzecznika. – Jesteśmy gotowi – oznajmiłem rzecznikowi próbując z całych sił nie roześmiać się na głos. Po chwili rzecznik skinął głową na znak, że są gotowi. Wraz z Rebecca spojrzeliśmy sobie prosto w serca i jednocześnie wstąpiliśmy w ciała ochotników. Znów zaczęła narastać w nas energia Czystej Bezwarunkowej Miłości, tym razem jednak trwało to jakieś sześć-siedem sekund. Znów spojrzałem na techników. Na ich twarzach znów i zaczęły pojawić się jakby głupawe, pełne szczęścia uśmiechy. Nie ustawaliśmy, póki wszyscy nie wsparli głów o oparcia krzeseł, zupełnie rozluźnieni, aż w końcu na wszystkich twarzach zagościł błogostan. Wszyscy całkowicie się wyłączyli, zupełnie nieświadomi otoczenia. Wtedy wyszliśmy z Rebeccą z ciał ochotników. Tym razem technicy dłużej pławili się w energii Czystej Bezwarunkowej Miłości. Siedzieli w krzesłach rozluźnieni, kiedy więc nagle i niespodziewanie przerwaliśmy demonstrację, dla niektórych z nich był to prawdziwy szok. Ich fizyczne ciała podskoczyły gwałtownie i z powrotem przyjęły pozycję gotowości do pracy. Gdyby mieli ciała podobne do naszych, wielu najpewniej doznałoby urazu karku. Większość z nich wróciła do poprzedniej pozycji nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że cokolwiek niezwykłego zaszło. Pomieszczenie znów wypełniło się odgłosami wytężonej pracy, a kiedy wszystko trochę się uspokoiło, rzecznik znów zwrócił się do mnie. – Najmocniej przepraszam – odezwał się. – To coś zupełnie niezwykłego. Zdaje się, że mamy kolejną awarię Tym razem nasze zegary pokazują, że upłynęło sześć czy siedem waszych sekund. A to też jest dziwne. Nikt z nas nie pamięta tych kilku sekund. Podczas waszego eksperymentu doświadczamy utraty czasu. Wiem, że to dla was kłopot, ale czy moglibyście zademonstrować nam to jeszcze raz? – Oczywiście – odparłem. – Z przyjemnością. Tym razem przywitała mnie uśmiechnięta twarz Franceen, kiedy odwróciłem się spodziewając się, że ujrzę Rebekę, Franceen zajęła miejsce Rebeki i oboje robiliśmy, co tylko w naszej mocy, aby nie wybuchnąć śmiechem – Jak tylko będziecie gotowi! – zawołałem do rzecznika. Technicy jeszcze raz sprawdzili wszystkie urządzenia, po czym rzecznik skinął, dając tym samym znak, że możemy zaczynać. Tym razem Franceen i ja utrzymaliśmy energię Czystej Bezwarunkowej Miłości przez jakieś dwadzieścia sekund. Płynęła ciepłym, przytulnym strumieniem, błogostan, w którym mógłbym zanurzyć się na zawsze. Uśmiechając się od ucha do ucha, znów popatrzyłem na techników. Nasz pokaz trwał tak długo, że niektórzy z nich zaczęli odzyskiwać świadomość jeszcze zanim wyszliśmy z ciał ochotników. Kilku zaczęło chyba pojmować co też się z nimi działo. Reszta, prawie wszyscy, nie odzyskała świadomości w ogóle i znów podskoczyli gwałtownie, kiedy ich ciała zaczęły przyjmować poprzednie pozycje. Nikt nie był do końca pewien co się dzieje, ale kilku z nich było niemal świadomych tego uczucia. W pomieszczeniu znów rozległy się piski i gulgotania. – To niemożliwe! – wykrzyknął sfrustrowany rzecznik, kiedy indyki trochę się uspokoiły. – Nasze urządzenia znów nie zadziałały! Tym razem trochę ponad dwadzieścia sekund! Lecz tym razem niektórzy członkowie naszej załogi twierdzą, że coś się w tym czasie działo. Nikt nie jest w stanie tego opisać tak, żeby reszta zrozumiała. Uważamy, że demonstrujecie nam, że w jakiś sposób potraficie kontrolować czas. Zdaje się, że Ziemianie potrafią sprawiać, że czas znika i odbierać nam świadomość. Jeśli nasze zegary mówią prawdę, to znaczy to, że potraficie sprawić, że w jakiś sposób przestajemy mieć świadomość upływającego czasu i nie potrafimy się temu oprzeć. Niektórzy członkowie naszej załogi uważają, że jest to potencjalne zagrożenie naszego bezpieczeństwa. Te odgłosy, które słyszeliście oznaczają, że usiłujemy przywrócić porządek i uzyskać zgodę całej załogi na przeprowadzenie dalszych eksperymentów. Zgodziliśmy się na to z powodu wagi naszej misji, ale musimy mieć na względzie również nasze bezpieczeństwo. Czy dochodzimy do logicznego punktu, w którym należy jednak przerwać dalsze eksperymenty? – zapytał rzecznik. – Ten upływ czasu, który zauważyliście, na Ziemi nazywa się zazwyczaj “wyłączeniem się" – odparłem. – Niektórzy z nas uważają, że kiedy doświadczamy czegoś, co całkowicie wykracza poza nasze możliwości rozumienia, często skutkiem tego jest utrata świadomości. Wyłączenie się jest częstym zjawiskiem również wśród Ziemian. Oznacza ono “bycie nieświadomym podczas doświadczenia". Spróbujmy jeszcze raz, myślę, że tym razem zdołacie zrozumieć. Dajcie znać, kiedy będziecie gotowi. Podniosłem wzrok i stwierdziłem, że wróciła Robyn Wprost promieniała, radość wyzierała z każdej cząstki jej Istoty. Otaczały ją jasne róże i żółcie. Patrząc na mą zdałem sobie sprawę, że kobiety zmieniały się miejscami, żeby uświadomić wszystkim bezosobową naturę energii Czystej Bezwarunkowej Miłości. Chciały w ten sposób pokazać, że nie jest ona zarezerwowana li tylko do jedne] pary ludzi, ze mogą ją dzielić wszyscy. Kiedy rzecznik dał nam znak, znów wstąpiliśmy w ciała ochotników. Tym razem zacząłem obserwować techników przed rozpoczęciem eksperymentu i patrzyłem na nich przez cały czas demonstracji. Zdawało się, że wielu z nich zapomniało o swoich konsoletach, monitorach czy czujnikach. Siedzieli wygodnie w fotelach, odprężeni, i czekali na demonstrację. Kiedy wstąpiliśmy w ciała ochotników, wyraz miłości powrócił na ich twarze i wiedziałem już, ze znów całkowicie poddali się sile energii Miłości. Robyn i ja pozwalaliśmy jej narastać póki nie zaczęła przypominać swym natężeniem mojego pierwszego doświadczenia z taśmą. W końcu poczułem się jak wtedy, gdy Nancy Monroe otoczyła Boba, Eda, Rebekę i mnie chmurą. Znów miałem wrażenie, że jeszcze chwila, a wybuchnę płomieniem. Utrzymywaliśmy ten stan przez ponad półtorej minuty, a nasze ciała niemal zniknęły w miękkiej kuli delikatnych, drżących pasteli. Ciepłe, delikatne prądy miękkiego piękna płynęły orbitą naszych ciał. Jedna Istota, kochająca samą siebie. Promienieliśmy ogniem i mocą Słońca. Mniej więcej po pierwszej minucie niektórzy technicy zaczęli odzyskiwać świadomość i poruszać się ociężale. Nie przerywaliśmy. Kilku z nich było w stanie wstać i zrobić parę kroków. Kilku świadomie pozwoliło wejść energii w siebie z całą jej mocą, w pełni odczuwając uczucie Czystej Bezwarunkowej Miłości, jaka może połączyć dwie istoty ludzkie. Błogostan na twarzach tych kilku techników jasno wskazywał, że byli oni w pełni świadomi przepełniającego ich uczucia. Utrzymywaliśmy je dość długo, aby ci, którzy byli świadomi zachowali w pamięci to doświadczenie. Kiedy już byliśmy pewni, że tak się stanie, zaczęliśmy stopniowo wyciszać energię, wracając powoli do swych własnych ja. Potem wyciszyliśmy je całkowicie do wielkości płomyka świecy. Wtedy jeszcze kilku innych techników zaczęło chodzić po pomieszczeniu. Stopniowe zmniejszanie natężenia energii zminimalizowało też szok, jakiemu poddana była załoga. W końcu zupełnie wyszliśmy z ciał ochotników. Wtedy poziom energii opadł, a ja natychmiast poczułem kolektywne pragnienie tych kilku techników, którzy zachowali wspomnienie uczucia. Doświadczyli potężnej dawki energii Czystej Bezwarunkowej Miłości, a teraz pragnęli jedynie powtórzyć to doświadczenie. Ostre poczucie utraty tej energii płynęło od tych, którzy ją poczuli. Kiedy reszta techników odzyskiwała świadomość wyczułem, że energia Czystej Bezwarunkowej Miłości płynie od tych, którzy rozbudzili się podczas doświadczenia do tych, którzy pozostali nieświadomi. Taka możliwość nawet nie przyszła mi do głowy przed demonstracją. Pamięć doświadczenia, mocno odcisnęła się w umysłach tych kilku członków załogi i szybko przepłynęła przez cały statek. Myśli nie były już tylko sposobem telepatycznego komunikowania informacji, ale stały się również drogą przekazywania sobie Czystej Bezwarunkowej Miłości. Jak tylko ta jedna myśl doszła do ostatniego członka załogi, wszystkich ogarnęło to samo pragnienie, aby doświadczyć tego jeszcze raz. Pragnienie to ogarnęło i mnie, niby delikatne muśnięcie fali. Tyle w nim było gorzko-słodkiej tęsknoty! Nie zdając sobie sprawy, co się właściwie dzieje, nie pojmując konsekwencji, cała Druga Grupa doświadczyła emocjonalnego wpływu i Czystej Bezwarunkowej Miłości, i jej przeciwieństwa, czyli jej braku. Pragnienie opadło trochę, a my wciąż staliśmy w milczeniu, wciąż smakując tamto uczucie. – Zdaje się, że tym razem się udało – odezwałem się do rzecznika. – Sądząc po wyglądzie twoich techników i tęsknocie, jaką od nich wyczuwam, powiedziałbym, że tym razem z pewnością wam się udało. – Tak... tak... stało się... coś... bardzo... dziwnego – odparł z wahaniem. – Nie jesteśmy jeszcze pewni, co to takiego... ale wszyscy to coś pamiętamy... coś, co wykracza poza nasze zdolności opisania w słowach. Czy to właśnie to nazywacie uczuciem? – Tak... tak, to właśnie było uczucie. I choć my na Ziemi ubieramy uczucia w słowa, to są one czymś, co wykracza daleko poza słowa. Jest to energia emocjonalna drzemiąca w nas jako energia Czystej Bezwarunkowej Miłości. A teraz i wy ją znacie – odparłem. Wszyscy znów ucichliśmy na chwilę, a uczucie, którego przed chwila doświadczyliśmy zakorzeniało się w nas. W tym czasie przybyło dwóch innych członków mojej grupy. Będę ich nazywał Julie i Roiło. Tych dwoje uczestników Exploration 27 zakochało się w sobie w ciągu trwania programu. Nie zdziwiło mnie więc, że byli razem i razem wyruszyli na badania. – Słuchaj – odezwałem się nagłe do rzecznika. – Moi przyjaciele i ja musimy zająć się jeszcze kilkoma sprawami i naprawdę musimy już iść dalej. – A czy moglibyście zademonstrować nam to jeszcze raz? – poprosił rzecznik. Dwójka ochotników wciąż stała na platformie, gotowa kontynuować swoją misję. Spojrzałem ku Julie i Rollowi, i w kilku tonach zadałem im to samo pytanie, jednocześnie opowiadając całą historię spotkania z Drugą Grupą. Zakończyłem znakiem zapytania, jako że pytałem ich, czy nie zechcieliby zająć naszych miejsc podczas demonstracji. Spojrzeli na siebie roziskrzonym wzrokiem, dając sobie znać, że chcą to zrobić. Potem spojrzeli na mnie, a ich Uśmiechnięte, szczęśliwe twarze mówiły: – Jasne, z przyjemnością! – Pamiętajcie, to doświadczenie ma na celu zademonstrowanie emocjonalnego wpływu energii Czystej Bezwarunkowej Miłości – zauważyłem. – Może lepiej byłoby odpuścić sobie obecnie seksualny aspekt sprawy. Decyzję zostawiam wam. Następnie odwróciłem się do Robyn, aby ciepłym uśmiechem wyrazić jej podziękowania za pomoc i za to, jaką jest wspaniałą, pełną ciepła Istotą. Miłość narastała w nas, łzy radości pojawiły się w naszych oczach, kiedy patrzyliśmy sobie w serca. Potem spojrzałem na rzecznika Drugiej Grupy. Wyraźnie widziałem, jak się uśmiecha w oczekiwaniu na demonstrację Julie i Roiło, którzy w międzyczasie zajęli miejsca za ochotnikami. To był mój ostatni kontakt z Drugą Grupą. Oddalając się, widziałem właśnie tę scenę. Sprawdziłem ile jeszcze zostało mi czasu i okazało się, że minęła dopiero połowa ćwiczenia. Rozdzieliliśmy się z Robyn; każde z nas poszło dalej swoją drogą. Postanowiłem wrócić do mojego pierwotnego zamiaru, czyli poszukać innych członków mojej grupy. Świadomie powtórzyłem sobie w myślach imiona wszystkich i skoncentrowałem się na ich odnalezieniu. Przechodziłem od jednego do drugiego, sprawdzając czy przypadkiem nie potrzebują pomocy, nie wtrącając się jednocześnie do tego, czym akurat byli zajęci. Stwierdziłem, że dobrze sobie radzą i nie potrzebują mojej pomocy. Niektórzy z nich połączyli się w grupy, inni pracowali samodzielnie. Uświadomiłem sobie wtedy, że mam szczęście pracować z grupą naprawdę wspaniałych Istot. Kiedy już odwiedziłem wszystkich, na taśmie rozległ się głos Dar nawołujący nas do powrotu do kryształu w TMI-Tam. Skoncentrowałem się na obrazie kryształu i pozwoliłem, aby przyciągnął mnie do siebie. Kiedy przybyłem na miejsce, reszta grupy już tam była. Wokół nas słyszeliśmy radosne pokrzykiwania. Energia Miłości rozbłyskiwała po całym pomieszczeniu niby kolorowe fajerwerki. Nie widziałem kto robił cały ten hałas, ale był on naprawdę miły memu sercu. Widziałem tam Boba, Eda, Nancy i Rebekę uśmiechających się do całej naszej grupy. Wtedy głos Dar z taśmy przypomniał nam, że mamy przecież kontynuować odkrywanie, czyli wrócić do Centrum Edukacji, Planowania, Zdrowia i Regeneracji. Udaliśmy się tam wszyscy razem. Wszędzie witano nas brawami l okrzykami radości. Pracujące tam Istoty patrzyły na nas Z uśmiechami, a każdy przerywał to, czym się właśnie zajmował, żeby choć na nas spojrzeć. I wszędzie wszyscy naśladowali ten ruch i dźwięk, które po raz pierwszy pomogły nam naładować się energią przy krysztale w TMI--Tam. Wszyscy robili krok w przód, ręce kierowali w kierunku koła, zupełnie jak my w naszym kręgu przy krysztale. Potem robili krok w tył, wznosili ramiona nad głowę i wykrzykiwali nasze “WOOOO-AAAAA!...", które w końcu rozbrzmiewało, gdzie tylko się pojawiliśmy. Tyle było radości w tym dźwięku, tyle wdzięczności! Wszystkie twarze jaśniały szczęściem i uśmiechami. Wiedziałem, że przez cały czas wszyscy byli świadomi, czym się zajmowaliśmy, a teraz chcieli nam okazać swoje poparcie i wdzięczność. Wszyscy mieliśmy wrażenie, że staliśmy się czymś pomiędzy sławami a kosmonautami wracającymi do domu po udanej misji. W Centrum Planowania jeden z tamtejszych pracowników podpowiedział mi tytuł niniejszej książki, który stał Się raczej tytułem całej serii, a także zachęcił mnie do zakończenia pisania pierwszej z nich i zajęcia się następną. – Powinieneś napisać serię książek – oświadczył. – Nie martw się finansowym aspektem całej sprawy. Zaufaj energii Czystej Bezwarunkowej Miłości; ona doda ci sił i zatroszczy się o twoje potrzeby – usłyszałem. – W Focusie 15 już opracowano dla ciebie plan pomocy. W Centrum Zdrowia i Regeneracji czekała na mnie sesja pracy z energią, której działaniu poddano całe moje ciało. Stałem obok jednego z tamtejszych pracowników, a silne impulsy energii przeszywały całe moje ciało, ładując każdą czakrę po kolei. Po wszystkim czułem w całym ciele wspaniałe ciepło. Wtedy głos Dar z taśmy powiedział nam, że czas wracać do TMI-Tam, aby zakończyć ostatnie zadanie naszego programu. Przybywszy tam, po raz ostatni chwyciliśmy się za ręce, stanęliśmy w kręgu wokół kryształu. Otoczyła nas fala energii Czystej Bezwarunkowej Miłości płynącej od kryształu. Widziałem Rebekę, Boba, Eda i Nancy; uśmiechali się, wyrażając w ten sposób wdzięczność za to, co wszyscy robiliśmy. Kiedy znalazłem się z powrotem w moim pomieszczeniu CHEC , poczułem, że po policzkach płyną mi łzy. Poziom energii Czystej Bezwarunkowej Miłości obniżył się i pomyślałem, że to już koniec, ale za chwilę znów ją poczułem, płynącą od każdego uczestnika programu. Nie potrafię oddać słowami radości, jaką wtedy czułem. Zawsze, kiedy wspominam tę chwilę, coś ściska mnie w gardle, a pod powiekami zbierają się łzy. Pamiętam, że powiedziałem wtedy do siebie: “Otwieram się, aby przyjąć jak najwięcej Miłości". A potem nadszedł czas na ostatnie zadanie programu. Przy krysztale w TMI-Tam mieliśmy zebrać jak najwięcej energii Czystej Bezwarunkowej Miłości, a potem przynieść ją do Kryształu Jądra Ziemi i tam zakotwiczyć. Stanęliśmy wokół kryształu i zaczęliśmy zbierać ją w sobie. Patrzyłem, jak inni członkowie grupy wskakiwali do kryształu i opadali ku jądru Ziemi. W końcu zostałem tylko ja i Robyn. Spojrzeliśmy sobie w serca i zebraliśmy jeszcze trochę energii. Poczułem, że łzy radości znów płyną mi po twarzy. Potem, wciąż uśmiechając się do siebie, wskoczyliśmy do kryształu i zanurkowaliśmy ku jądru Ziemi. Po wylądowaniu wciąż czułem, że w ramionach trzymam ładunek energii Czystej Miłości. Czułem też w całym ciele wibrowanie niskiej częstotliwości Kryształu Jądra Ziemi. Znane mi już napięcie ogarnęło każdy mięsień, skacząc i wibrując jak zwykle. Potem uwolniłem Czystą Bezwarunkową Miłość do Kryształu Jądra Ziemi i wyraziłem zamiar zakotwiczenia jej tam. Czułem jak kryształ absorbuje energię, a kiedy wziął ją całą, częstotliwość jego wibracji wyraźnie wzrosła! Przyjrzałem się uważnie energii wibrującej w moim ciele. Była zdecydowanie wyższa niż kiedykolwiek wcześniej! Sądząc po znacznie łagodniejszym wibrowaniu jej w moim ciele, powiedziałbym że częstotliwość kryształu znajdowała się gdzieś w granicach 20 cykli na sekundę. Nie było to już gwałtowne szarpanie, a raczej delikatne buczenie. Rozejrzałem się wokół i ujrzałem, że wszyscy członkowie naszej grupy tańczą, śpiewają i radośnie wymachują rękami, a każdą twarz rozświetla uśmiech szczęścia. Znów wzięliśmy się za ręce i powtórzyliśmy ruch otwierającego się kwiatu lotosu i okrzyk WOOOO-AAAA pełen radości i wdzięczności. Potem krąg się przerwał, ale wszyscy i tak wciąż tańczyli i śpiewali radośnie jeszcze przez dobrą chwilę. Prawdę mówiąc, trwało to tak długo, że zacząłem już rozglądać się za czymś do roboty. Przyszło mi wtedy do głowy, że dobrze by było przynieść do kryształu jeszcze jeden ładunek Czystej Bezwarunkowej Miłości. Wykorzystałem więc metodę jednego oddechu i wystartowałem z powrotem do TMI-Tam w Focusie 27. Po drodze ujrzałem Robyn również podążającą w tym samym kierunku; musiał jej przyjść do głowy ten sam pomysł. Kiedy przybyliśmy, miejsce wydało nam się opuszczone. Zaskoczyliśmy wszystkich! Każde z nas znów wzięło ogromną garść energii Miłości i skoczyliśmy z powrotem do TMI-Tam uśmiechając się do siebie. Tym razem, kiedy zjawiliśmy się przez podłogę, Bob stanął obok mnie, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Odwróciłem się do Robyn i przez chwilę oboje zaśmiewaliśmy się serdecznie z tego, że udało nam się go zaskoczyć. Z jakiegoś powodu rozbawiło mnie ogromnie to, że nie miał pojęcia, iż wracamy. A więc... mistrz nie wie jednak wszystkiego! Stojąc przed Bobem, uśmiechając się w sercach, Robyn i ja wciąż zbieraliśmy energię Miłości. W końcu oboje stanęliśmy przy otworze w podłodze, przez który przybyliśmy. Jeszcze raz spojrzeliśmy na zdumioną minę Boba i skoczyliśmy w powietrze, by szczęśliwie wylądować przy Krysztale Jądra Ziemi. Oboje zaśmiewaliśmy się tak radośnie, że aż trudno nam było pozbyć się ładunku. Bob miał tak zabawną minę chichocząc i śmiejąc się w głos na przemian, zataczaliśmy się jak pijani i o mało nie poprzewracaliśmy się o własne nogi. Co najmniej pół minuty zajęło nam dojście do siebie na tyle, aby móc znów wrócić do Boba. Tym razem Bob czekał na nas, kiedy pojawiliśmy się w TMI-Tam. Uniósł brwi w uśmiechu, jakby chciał powiedzieć: “Oj. złapaliście mnie!", a my znów zachichotaliśmy histerycznie. Jeszcze raz powróciliśmy z ładunkiem energii Miłości, a kiedy go zakotwiczyliśmy, zwolniliśmy trochę tempa i powstrzymaliśmy śmiech, już choćby z samego szacunku dla starszego pana. Tym razem, kiedy znów wyskoczyliśmy przez podłogę, poza Bobem czekała na nas również Rebecca i kilka innych osób. Wiedziałem, że w pośpiechu wymyślili coś, co mieliśmy zabrać ze sobą. Na szczęście dla nich, wraz z Robyn tym razem wracaliśmy do nich dłużej, gdyż najpierw musieliśmy się trochę uspokoić. – To było... hm – zaczął Bob – dość nieoczekiwane. Złapaliście nas, jesteśmy całkiem nieprzygotowani. Nagle Bob rzucił mi na ręce coś, co wyglądało jak szeroka, żółta jedwabna szarfa. Miała co najmniej trzydzieści centymetrów szerokości, była cieniutka, a w dotyku delikatna jak prawdziwy jedwab. – Zabierz to ze sobą i zakotwicz przy Krysztale Jądra Ziemi – powiedział. Chwyciłem szarfę mocno za jeden koniec, gotów do powrotnego skoku. Spojrzawszy na Robyn stwierdziłem, że trzyma w rękach podobną szarfę, tylko że różową, czy zieloną, nie pamiętam dokładnie. Uchwyciłem jej spojrzenie w chwili, kiedy skakaliśmy. Przewróciliśmy się na plecy i patrzyliśmy, jak za nami szybują w powietrzu nasze szarfy. Uświadomiłem sobie, że szarfy muszą chyba czemuś służyć, być może uczestnikom kolejnego programu Exploration 27. Nie wiem jednak, jaką spełniają rolę. Kiedy wylądowałem pośród reszty uczestników naszego programu, wszyscy wciąż tańczyli i śpiewali radośnie. W pobliżu nie zauważyłem nic, do czego mógłbym przywiązać szarfę. Krzyknąłem w stroną będących najbliżej mnie osób, prosząc o pomoc. Podeszli do mnie, a wtedy, nieoczekiwanie i całkiem znikąd, pojawił się obok mnie ogromny kołek z obręczą zamiast główki. Przywiązałem do niego moją szarfę i obejrzałem się, żeby sprawdzić jak radzi sobie Robyn. Wraz z kilkoma innymi osobami właśnie kończyła przywiązywać swoją szarfę do podobnego kołka. Podążyliśmy do Boba jeszcze raz, aby sprawdzić czy mieliśmy może zrobić coś jeszcze. Bob już na nas czekał. Położył rękę na moim ramieniu i spojrzał głęboko w oczy. – Wracajcie na dół i bawcie się dobrze! Tak też zrobiliśmy. Wróciliśmy do naszych kolegów wciąż świętujących zakończenie programu Exploration 27 i przyłączyliśmy się do nich. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, obejmowaliśmy się, całowali i ściskali sobie dłonie. A potem głos Dar z taśmy zawiadomił nas, że czas wracać do C1. Powoli, ostatni raz, stanęliśmy osobno i osobno, jeden po drugim, poszybowaliśmy ku C1. Później tego samego wieczoru, już po kolacji, przechadzając się po terenie Instytutu, zastanawiałem się nad dwoma konceptami, Miłością i jej przeciwieństwem, Brakiem Miłości. Uświadomiłem sobie, że chyba mylimy również i inne nasze odczucia. Przeciwieństwem Nienawiści jest prawdopodobnie Brak Nienawiści, Radości – Brak Radości, Smutku – Brak Smutku. Wielu z nas, łącznie ze mną, myli prawdziwe przeciwieństwa tych uczuć, tych energii. Ich siła, czyli intensywność, waha się na skali od zera do pełnej mocy. Z własnego doświadczenia z pierwszego programu Exploration 27 wiem, jaka jest pełna moc energii Czystej Bezwarunkowej Miłości. Uświadomiwszy to sobie, aż zachwiałem się na pokrytej pyłem alejce: zrozumiałem, że droga do Miłości nie zakłada, że muszę się poruszać po continuum pomiędzy Miłością a Nienawiścią, a pomiędzy Miłością a Brakiem Miłości. Nienawiść to zupełnie oddzielna energia. Uświadomiłem sobie, że usunięcie Nienawiści z mojej Istoty nie sprawi, że automatycznie zbliżę się do Miłości. Jedyną rzeczą, która może zbliżyć mnie do Miłości jest oddalenie się od stanu Braku Miłości. Nawet nie potrafię wyrazić, jak ogromny wpływ owo uświadomienie sobie tej kwestii miało na mój sposób myślenia, na moje uczucia i całą moją Istotę. Stało się dla mnie jasne, że jeśli pragnę przestać nienawidzić i zacząć kochać, to są to dwie całkiem różne sprawy. Trzeba tylko pochwycić uchwyt oznaczony napisem “Miłość" na swojej własnej, emocjonalnej podziałce i podkręcić go, im dalej od zera, tym lepiej. Aby natomiast zmniejszyć w sobie nienawiść, trzeba przykręcić pokrętło z takim napisem ku zeru. Wciąż zdumiewa mnie to uczucie, którego doznałem, kiedy w końcu zrozumiałem prawdziwy dualizm natury uczuć i energii emocjonalnych.

Co sądzicie o filmie "The seventh sign"? Albo o "The Omen" czy "Rosemary's child"?

Aurell....hehe...napisałeś w poście, że "będzie to koniec świata żyjących obecnie zombi". kurcze, obejrzałem dziś "Królestwo" Larsa von Triera.... i hehee było o zombie.... jak mniemam, zombie to żywe trupy... czy to ma jakiś związek z truciznami czy z klątwami? Wygląda to nieciekawie taki zielony stwór z lepiącymi się kawałkami ciała...obśliniony, poszarpany...:)))..... chyba w 2012 nie ujrzymy setki zombie?

strumyk moja nieświaodmość przewidziała co zobaczysz ale to szczegół hehe zdarza mi się to coraz częściej aż boję się cokolwiek mówić a zombi odnosiło się do ludzi żyjących w śnie;)życia

w 2012 pojawią się twórcy kręgów , znaków , rozpocznie się Oczyszczanie Ziemi po procesie Transformacji Świadomości .. większość będzie szukać schronienia pod ziemią .. obawiając się Gości .

A gdyby powiedział wam ktoś że nic się nie stanie uwierzycie czy nie? Wiecie co? ja na to leje. Nie wierze w nic w żadne liczby, majów i inne czarownice i wogóle w nic nie wierze i wiecie co? Jestem szczęśliwy, wolny i się nie boje tak jak wy.

Tu nie ma strachu przyjacielu... spogladaj na to raczej jak na wymiane informacji, jak na sposob poznania świata i innych - ciagla analiza (to naturalny objaw czlowieka, otwarte horyzonty myslowe). Jedyne w co wierze to JEDYNY BÓG, ktorego nie pojmiesz, bo on jest wszystkim. Gdybys go pojal, sam stalbys sie Bogiem... a nie moga istniec dwie jednosci w calosci! Nie boje sie tego czy to wydarzy sie czy nie... ja raczej doszukalem sie tam na plaszczyznie duchowej pewnego sensu, jesli chodzi o ewolucje swiadomosci, swojej duszy. Czlowiek musi doswiadczyc, aby zrozumiec. Skoro jeszcze zyjesz, istniejesz w swoim ciele fizycznym- swiadczy to o tym, ze w COS WIERZYSZ... wierzysz chociazby w ZYCIE i SIEBIE... wiara jest czyms, co powoduje ze zyjesz! Przyjdzie i czas, gdy to zrozumiesz... byc moze wlasnie takie zdarzenie w 2012roku, bedzie przeznaczone dla takich istnien jak Ty... byc moze dla takich jak ja... tego nie wiem, do poki nie przezyje - jednak nigdy nie odtracam, rozwazam alterantywnie, bo taki jest swiat = dwubiegunowy w jednosci! Pozdrawiam!

Arkadiush - jak zwykle święte słowa hehee.... a co do 2012 roku... no, oczywiste jest, że coś się wydarzy, bo wydarzyć się musi! Ludzie w tym roku zginą i narodzą się. Takie są elementy Gry. Będziemy czekać na grudniowe dni 21,22. Te dni będą najważniejsze w całej tej zabawie. Dla wielu ludzi, także i mnie oczywiste jest, że będzie to mieć znaczenie duchowe. Rok 2012 to zakończenie Starego Świata i jednocześnie szansa na rozpoczęcie kolejnego Nowego Świata. W Nowym Świecie co dla mnie jest już teraz oczywiste nie będzie mieć miejsca wiele rzeczy jakie mamy dziś. Przejdziemy w wyższą Gęstość świadomości. Z Ziemię uderzy Fala która spowoduje konieczną TRANSFORMACJĘ. Myślę, że to odpowiednie słowo na ten moment. Oczywiste już jest, że czeka nas maksimum aktywności Słońca. Dojdzie do wielkich wydarzeń na miarę Biblijnego Potopu. Wskazuje na to wiele informacji, które odkryto niedawno. Zegar tyka i jest coraz mniej czasu. Tym zegarem są piramidy w Egipcie i w Meksyku. Mimo, że na różnych kontynentach, wskazują na 3 gwiazdy w pasie Oriona (Ozyrysa). Piramidy postawiono jako znaki ostrzegawcze. Trudno ich nie zauważyć przecież. Oczywiście można się doszukać w piramidach jeszcze innych cech, właściwości, jak choćby miejsce do medytacji, do energetyzacji przedmiotów. Piramidy dziś zadziwiają swoim kunsztem i precyzją wykonania, co dowodzi, że dawniej byli również światli ludzie jak my dziś, no chyba że to sprawka istot pozaziemskich. Piktogramy zbożowe (szczególnie w Anglii) też są elementem Gry. Jest w nich zawarty pewien sens. Mówię tu o prawdziwych kręgach a nie tych podrobionych. Na krótko przed katastrofą ujawnią się istoty pozaziemskie, które będą asystować przy Zmianach na Ziemii. Ci, którym dane jest dalsze życie na Ziemii w 21 wieku i dalszych, zostaną fizycznie zabrani na pokłady statków pozaziemskich. Wiecie o czym mówię. Jest sporo dobrych zdjęć w sieci o nich. Będą poustawiane w porządku na nieboskłonie i odbędzie się szybka ewakuacja. Ale nie wszyscy się tam dostaną. Część ludzi po prostu umrze w katastrofach. Dusze ich zostaną cofnięte do wcześniejszych stadiów ewolucji. Nie piszę tu nie wiadomo jakich farmazonów, ale tak krystalizuje się we mnie wiedza o Przemianie. No więc dojdzie do zmycia obecnej cywilizacji z powierzchni ziemii. Czy będzie to połączenie sił wszystkich 4 żywiołów? Myślę, że tak! Będzie to super-kosmiczna katastrofa, jakie jeszcze nie było. Wszystko zostanie zmyte. Po tym wszystkim, jak się Ziemia uspokoi, ludzie z powrotem zejdą na ziemię i zaczną nowe życie. Mam nadzieję, że lepsze. Pełne innych wartości, właśnie duchowych. To będzie początek Ery Wodnika, ery oświecenia, ery miłości, ery harmonii. Po tamtej cywilizacji zostanie wspomnienie. Istoty pozaziemskie pomogą w odbudowie cywilizacji i w jej odrodzeniu się na nowo. Oczywiście we Wszechświecie panuje inne prawo niż te zmyślone ziemskie. Mowa tu o zasadzie nieingerencji. Ale w przypadku odbudowy cywilizacji pomoc okaże się niezbędna. Istoty pozaziemskie znów odlecą do gwiazd i będzie się nich pamiętało przez setki, tysiące lat. Oczywiście mogę się mylić, mam do tego święte prawo. Jeśli uważacie inaczej, to dobrze....znaczy to, że nie wiem jeszcze wszystkiego ;)))))))))

Wierzycie, że kiedyś na Marsie istniało życie i to wysoko rozwinięte.... oto mocne dowody....ehehe.....piramidy na Marsie, na kontynencie Mu, na Atlantydzie, w Egipcie, Ameryce Środkowej, Północnej, Chinach..... coś tu się kryje ;)))))))))))))) -------------------------------------------------------------------------------- "Kataklizm na Marsie Autor: Janusz Zagórski Kataklizm powodzi, który nawiedził nasz region wyostrza w sposób szczególny to co co można przeczytać w książce Cortney Browna "Kosmiczna podróż". Otoż, wedle tego autora, istniejąca na Marsie w przeszłości dość wysoko rozwinięta cywilizacja uległa zagładzie w wyniku kataklizmów kosmiczno-klimatycznych. Te z kolei spowodowane były nierozważną eksploatacją własnej planety. Jeżeli to prawda, to mamy do czynienia z jeszcze jednym dramatycznym ostrzeżeniem przed dewastacją naszej planety, która skończyć się może dla nas tragicznie. Oby te, mam nadzieje kończące się powodzie, nie były początkiem poważniejszych "buntów" naszej planety, o czym wieszczyli słynni prorocy i mówią współczesne paranormalne media. Wracając do Marsa . Według Cortneya Browna niewielka część jej mieszkańców /podobni do ludzi/ zdążyła ewakuować się z nie nadającej się do życia planety na Ziemię., gdzie od tysięcy lat żyją pod jej powierzchnią w stworzonych sztucznie warunkach. Ich technika pozwala na poruszanie się w obrębie naszego Układu Słonecznego. Kłaniają się tutaj różne mity, legendy i teorie o podziemnym świecie zamieszkałym przez inteligentne istoty. Jak wiemy tego typu wyobrażenia nie biorą się z powietrza. "Moja pierwsza wizyta na Marsie" Cortney Brown zdobywa te niezwykłe i normalnie niedostępne informacje drogą "naukowej teleobserwacji" zwanej też "zdalnym postrzeganiem".Uczył się tego długo. A jego podróże w czasie i przestrzeni opierały się o używanie rygorystycznych protokołów teleobserwacji opracowanych dla potrzeb wywiadu armii amerykańskiej. Chodzi tu najogólniej mówiąc o techniki telepatyczne. Dla niedowiarków przypomnę, że w ub. roku głośno było na świecie o sporach w Kongresie USA dotyczących finasowania z pieniędzy podatników tajnych działań CIA wykorzystujących parapsychologię do celów wywiadowczych. Swoją pierwszą mentalną podróż Brown odbył pod okiem instruktora nie wiedząc, gdzie go skierowano. Relacja ta zamieszczona w książce "Kosmiczna podróż" jest przeniesieniem się w przeszłość tej planety: "Wydaje się , że jest tu coś w rodzaju góry. Otaczający ląd stanowi płaski, piaszczysty obszar./.../ Wszystko tu jest brązowe i piaszczyste. Widzę dom. Co tu robi piramida? /.../ Dom jest długi i wąski. Chyba jest zrobiony z drewna. Przykro mi, ale znowu widzę tę piramidę. Jest naprawdę ogromna. Oho, teraz są ludzie. Mnóstwo ludzi. I zwierząt. Ta piramida związana jest z jakimś rodzajem kultu. Piramida jest wysoka, kamienna, twarda. Wokoło jest piasek i wieje wiatr. /.../ Jest chłodno, ale nie zimno. Znajduje się w środku pokoju. Co my tu mamy? Podłoga, kamienne ściany. Jakiś stolik, a na nim szklany kształt. Widzę tunele . Przede mną znajduje się tunel. Wszędzie na podłodze jest brud. Tunel jest ciemny. Prowadzi na zewnątrz. Jestem teraz na zewnątrz . Widzę teraz dużo ludzi. Wyraźnie czuję, że budowla ta albo coś w jej pobliżu miało związek z wielkim budowlanym przedsięwzięciem, wymagającym pomocy i wielu nakładów. W trakcie budowy musiało zginąć wielu ludzi. W pobliżu jest miasto. O Boże. Widzę też górę, z której wylewa się lawa. Co się tam dzieje? Nic mi nie wiadomo o wulkanach w pobliżu piramidy. Wygląda to jak Pompeje, ale koło Pompei nie ma przecież piramid.Dużo ludzi umarło i nadal umiera. Panuje zamieszanie. Ludzie biegają chaotycznie w różnych kierunkach. Dominuje poczucie beznadziejnośći. To jest okropne. /.../ Przemieściłem się trochę w czasie. Ci którzy przeżyli budują w pobliżu miasteczko. Nie otrzymali znikąd pomocy. Panuje przeraźliwa nędza. Są tu chaty i namioty. To naprawdę okropne." Tak można zakończyć tą niezwykłą relację. Gdzie to mogło być ? - zada pytanie nasze medium prowadzącemu go instruktorowi. Planeta Mars, rejon Cydonii, dawno temu - odpowie jego nauczyciel. To na tym właśnie obszarze sfotografowanym przez Vikinga w 1976 roku widać piramidy i kamienną twarz. Gdzie są ocaleni Marsjanie? W następnych "telepatycznych podróżach" Brown dociera do jednego z ważnych miejsc pod Ziemią w którym żyją resztki tej rasy. Ludzie ci mają twarze podobne do ludzkich, są jednak pozbawieni włosów, mają jasną skórę, wydają się dość kruche. Potrafią swoją myślą sterować urządzeniami technicznymi. Posiadają pojazdy latające podobne do metalowych, błyszczących spodków. Latają one często nad górzystym terenem wlatując do podziemnych jaskiń i tuneli, gdzie są potężne hangary. Odbywa się tam duży ruch. Istoty te są w jakiejś dramatycznej sytuacji. Realizują coś dla nich ważnego.. Prawdopodobnie mają na Marsie również podziemną bazę skąd sprowadzają jakiś niezwykle cenny dla nich biologiczny płyn. Dotknięci są czymś strasznym. Teleobserwatorzy odczytują to jako kryzys genetyczny. Jest wiele chorych dzieci. Prawdopodobnie w ich ciałach dokonywane są zmiany genetyczne. Kobiety są w rozpaczy.. Rasa ta sama nie potrafii sobie poradzić. Panuje ogólna desperacja. Brown wyczuwał, że potrzebna jest im nasza pomoc. Marsjanie na... Ziemi Kontynuujemy za Cortneyem Brownem naszą podróż w przeszłość i teraźniejszość planety Mars. Przypomnijmy, że wspomniany autor dzięki wieloletnim treningom nabytym w pracy w programach militarnych Stanów Zjednoczonych dotyczących wojny psychologicznej potrafi przenosić swoją świadomość w czasie i przestrzeni. W oparciu o te doświadczenia opisał i przekazał światu między innymi sensacyjne informacje o Czerwonej Planecie. Dodajmy, że o dramatycznej historii Marsa wspomina również słynny "kontaktowiec" ze Szwajcarii Eduardo Billy Meier. Powołuje się on na informacje otrzymane od przybyszy z gromady gwiazd zwanej u nas Plejadami i twierdzi, że w naszym Układzie Słonecznym życie, oprócz Ziemi, istniało jeszcze na dwóch planetach. Jednej zwanej Malone / dzisiejszy pas asteroid między Marsem a Jowiszem/ oraz na Marsie. Życie to istniało w ludzkiej postaci, ale z różnych powodów uległo zagładzie. Jak wynika z najnowszych doniesień z misji Pathfindera i robota Sojournera na planecie tej znajdowały się duże ilości wody. To one obrobiły niektóre kamienie w taki sposób jak dzieje się to w naszych ziemskich rzekach. Oczywiście NASA odcina się od wszelkich interpretacji własnych zdjęć z 1976 roku sugerujących, że twarz i piramidy widoczne na nich są obiektami sztucznego pochodzenia. Tym bardziej nie przyjmuje do wiadomości informacji podawanych przez takich ludzi jak Brown. Można jednak kojarzyć pozornie odległe fakty w logiczną całość. Tym bardziej, że poruszamy się świadomie w obszarze roboczych hipotez i żadna autocenzura, że coś jest niemożliwe nie powinna nas obowiązywać. Chciałbym zwrócić uwagę, że podany przez naszego teleobserwatora rejon przebywania pod Ziemią resztek rasy Marsjańskiej to Góra Santa Fe Baldy w Stanie Nowy Meksyk w USA. Natomiast opis Marsjan / duże głowy, wielkie oczy, brak włosów, niewysokie istoty posługujące się myślami w sterowaniu różnymi urządzeniami/ jest niezwykle zbieżny z wyglądem domniemanej istoty pozaziemskiej oglądanej w słynnym materiale filmowym ukazującym jej autopsję. / Nie mylić z opisem innej rasy zwanej przez nas "szarakami", która wedle różnych opisów różni się w wielu istotnych szczegółach od przedstawianej powyżej./ Ciekawe, że w tym dokumencie filmowym demonstrowane są płyty z wyżłobionymi miejscami na dwie sześcio palczaste dłonie. Można przypuszczać, że to elementy pulpitów sterowniczych służące myślowej kontroli urządzeń pojazdu, o czym wspomina Brown. Nie roztrząsając kwestii czy istota ta pochodzi z katastrofy UFO w 1947 r. pod Roswell czy Socorro to obie te miejscowości leżą właśnie w stanie Nowy Meksyk. Wzmożony ruch "latających spodków" w tym rejonie rodzi większe ryzyko awarii. Miliony lat temu, według informacji Browna, społeczeństwo Marsjan przypominało kulturę starożytnych Egipcjan. Egzystowali w trudnych warunkach, ale potrafili tworzyć społeczności, mieszkać w miastach. W ostatniej chwili przed zniszczeniem tej cywilizacji przyszła im z pomocą rasa Szarych. Była ona o wiele wyżej rozwinięta. Dokonała w organizmach Marsjan niezbyt udanych zmian genetycznych i wyposażyła w technikę wyprzedzającą nasz współczesny poziom o ok. 150 lat. W tej chwili miejscem ich pobytu są podziemia naszej planety. Toczące się tam życie nie jest łatwe. Wyniki teleobserwacji wskazują na istnienie tam dość sztywnej struktury społecznej, w której szczególną rolę odgrywają kapłani. Religia ma tam dogmatyczny charakter. Ich wyobrażenie o niefizycznej sferze życia jest dość prymitywne, choć niektórzy z nich potrafią wychodzić poza ciało. Przywódcy religijni sprawują kontrolę nad niższymi warstwami społecznymi. Drugą warstwą przywódczą jest kasta biurokratyczno-techniczna tolerująca religijną ze względu na jej zdolności do kontrolowania mas. Umiejętność wyjścia poza ciało pomaga w utrzymaniu jedności kapłaństwa i i podtrzymaniu porządku wśród mas. Wmawia się im wiele cech gatunkowych wyraźnie przeciwstawiając to cechom ludzi. Nie lubią nas. Wyraźnie chcą odizolować ludność od Ziemian. Dotyczy to głównie grupy kapłańskiej. Z drugiej strony wiedzą jednak, że kiedyś będą musieli wyjść na Ziemię i egzystować wraz z ludźmi. Prawdopodobnie gdzieś w Ameryce Łacińskiej nasz teleobserwator zarejestrował w zalesionym, odizolowanym od ludzi miejscu niskie, proste domy mieszkalne. Ich lokatorzy przypominali Indian południowoamerykańskich. Była to prawdopodobnie jedna z grup Marsjan egzystujących na Ziemi. Bardzo możliwe, że z ich pamięci wymazano pewne dane z własnej przeszłości , aby łatwiej było im zetknąć się z naszą cywilizacją. Ich pełne dziedzictwo kulturowe znajduje się w ich umysłach, ale ich odblokowanie nastąpi później. Kończąc dodajmy, że Brown w czasie swoich sesji mentalnych doszedł do wniosku, że w związku z katastrofami na Ziemi, które mają nadejść Marsjanie, ze względu na swoje doświadczenia będą mogli nam pomóc. Jednocześnie liczą na wspólną egzystencje na Ziemi oraz pomoc w niezbędnych dla ich życia zmianach genetycznych. Istoty tej rasy mają być pierwszymi, którzy w sposób "oficjalny" spotkają się z naszą rasą. Dopiero później przyjdzie czas na pełny kontakt z innymi cywilizacjami. Wszystko to brzmi jak powieść science-fiction. Oby się to nie skończyło scenaruiszem O. Wellsa, który aranżując w 1938 roku radiową relacje na żywo z lądowania Marsjan na Ziemi wywołał prawdziwą panikę wśród ludności. Courntey Brown widzi "spotkanie" tych cywilizacji na bardziej pokojowych warunkach. Oby!" --------------------------------------------------------------------------------

Nie no STRUMYK przeszedłeś chyba samego siebie...........hehe. Jeszcze wracając do tego przełomu. Jak wiecie (i jak już tu pisałem) życie człowieka w porównaniu z życiem ziemi, "kosmosu" jest nieporównywalnie krótkie tak więc człowiek postrzega czas tak jak wy tu piszecie. Czyli że powiedzmy teraz mamy 2004 a w 2012 roku nastąpi przełom (grudzień itp.) przecież to tylko 8 lat.......... Wiecie jaki to procent z życia chociażby naszego układu słonecznego? Nawet nasza gwiazda tzn. słońce żyje całkowicie nie proporcjonalnie do naszego życia tak więc jeżeli mówimy o przełomie to już dzisiaj....co ja mówie 100, 200, 1000 lat temu powinno się zauważyć jakieś zmiany wogóle w przyrodzie, które doprowadziłyby do jakiejś kulminacji. Tak więc oprócz tego że epoka lodowcowa ciągle się "cofa" + zanieczszczenia głównie powietrza prowadzą do ciągłego ocieplania się atmosfery nic więcej się tu nie dzieje. Jeżeli natomiast mowa jest o meteorycie, który być może uderzy w ziemie to mogę wam powiedzieć że takich meteorytów, które mogłyby uszkodzić, a nawet zniszczyć ziemię i życie na planecie są setki jak nie tysiące, które "KRĄŻĄ" wokół układu słonecznego. Tak więc jeżeli jakiś z nich miałby uderzyć w ziemie za 8 lat było by to widoczne. Nie dzisiaj ale już za czasów Kopernika było by o tym głośno gdyż już wtedy badano kosmos. Tak więc Panowie czytałem że na przełomie roku 999 i 1000 wiekszość ludzi w Europie była święcie przekonana że nastąpi koniec świata. Tz. mędrcy także wtedy odczytywali jakieś zapiski Majów i innych ludów. Nawet koścół katolicki "bił na alarm". I co po ponad 1000 lat znowu to samo. Jeżeli co kolwiek zniszczy ten świat czy go przestawi, to będą to sami ludzie. Zresztą sami sobie wymyślili to wszystko co nas teraz prześladuje - przesądy, głupie religie, obrzędy, znaki, numerki, i inne. Tak więc w 2013 w styczniu zapraszam wszystkich na piwo. (ponadto dodam że 2013 to numerek totalnie umowny bo każda religia ma dzisiaj inną datę - w sumie wszystkie są tylko jakimś wycinkiem danej kultury i prawdopodobnie do tego błędnie naliczana. Cześć.
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 2036
Poprzednia strona | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | .. | 101 | 102 | Następna strona
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.