| nicze: |
| Czepianie się pojedynczych wyczynów takich ma mało sensu
to tak jak Miler kiedyś kiedy był bliżej władzy
powiedział on nie będzie łapał tych co coś nakradli
bo potem by znalazł się ktoś kto JEGO by rozliczył
czyli przyznał się że jest grandziarzem |
Politycy mają tą samą mentalność - obojętnie, czy są z lewej, z prawej, czy po środku.
Będą publicznie sprzeczać się ze sobą o duperele, by odwrócić uwagę gawiedzi od spraw najistotniejszych.
Jak złodziej złodzieja może rozliczyć?
- Nie zrobi tego.
Mój ojciec złożył kiedyś doniesienie do prokuratury, że "WARS" jest rozkradany przez rządzących - bał się, że firma wreszcie padnie.
Złodzieje z firmy powiedzieli mu: "Waldek, dlaczego nam przeszkadzasz? Teraz jesteśmy my, a później będziecie wy."
Te hieny nawet nie rozumieją, że źle robią - mają tak zwichniętą, patologiczną mentalność wywodzącą się z poprzedniego systemu, że nie rozumieją pojęcia dobra wspólnego - to są ludzie, którzy kradli wtedy i kradną nadal, bo uważają, że państwowe jest niczyje i trzeba to zagrabić, zanim zrobią to inni - ich koledzy z innej opcji politycznej.
Sprawa ciągnie się latami, akta mają tysiące stron, a "WARS" istnieje już tylko w szczątkowej formie - ta firma już nikogo nie interesuje, bo nie ma tam już dużych pieniędzy do ukradzenia.
PKP osłabili, po czym podzielili między sobą na mniejsze spółki.
A mogło być tak pięknie...
Polska ze swoim położeniem... rozbudowana kolej - cała sieć, linie we wszystkich kierunkach: wschód-zachód, północ-południe, do tego jeszcze kontenery, statki... - na to trzeba by spojrzeć globalnie i globalnie (w skali kraju) tym systemem zarządzać.
Ale komu to się opłaca?
- Przecież łatwiej i szybciej można się nachapać rozkradając to wszystko - dzieląc "łup" między kolesiami - wtedy każdy z nich może zostać prezesem jakiejś spółki.
Zadziwiają mnie Chiny - niby kapitalizm, mnóstwo firm, a jednak władze mają pieczę nad tym wszystkim i dobrze to działa, bo myślą o wspólnym dobru i dzięki temu mają mnóstwo pieniędzy na ekspansję na zewnątrz.
Obojętnie, czy się to komuś podoba, czy nie, ale to działa najlepiej.
Tylko, że ten naród ma inną mentalność niż Polacy - u nas lata "zaborów" (takich, czy innych) i innych zależności spowodowały, że nie czujemy się gospodarzami we własnym kraju. Nie potrafimy gospodarować na swoim dla wspólnego dobra, a jedynie wydzierać innym ("obcym") i bić się między sobą o "ochłapy".
Jak ma być dobrze w tym kraju, jeśli ludzie, którzy wywodzą się z biedy umysłowej i materialnej dochodzą do władzy?
Zawsze będą mieć poczucie biedy i zawsze będzie im mało - obojętnie, ile by się nachapali.
Biedy umysłowej i duchowej nie da się przecież wypełnić, nasycić dobrami materialnymi - zawsze będą mieć poczucie niedostatku, ale biedni i pazerni nie rozumieją dlaczego - dlaczego, mimo że mają coraz więcej i coraz więcej sobie "używają", to nie mogą się tym nasycić i ciągle czegoś im brakuje, ciągle mało, ale nie wiedzą czego.
Można pójść w zbytki, w imprezy, w pijaństwo, w zabawę, seks bez opamiętania..., ale to wszystko marność nad marnościami, bo bez MIŁOŚCI i tak zawsze będzie nam doskwierał brak, i ogarniała nas pustka. Możemy się realizować na polu materialnym do upadłego..., ale to i tak nie da nam spełnienia.
Już teraz wiem, zrozumiałem dlaczego ludzie tak garną się do miłości, dlaczego przytulanie robi na nich tak silne wrażenie, i dlaczego muszę z tym uważać, dlaczego tak walczą między sobą o to, dlaczego jest tyle oszustwa i intryg wśród "płci pięknej", by to zdobyć dla siebie, dlaczego "każda" by to chciała mieć na wyłączność, dlaczego jest płacz i wrogość między nimi, dlaczego posuwają się do najgorszych chwytów - kłamstw, oszustwa..., gdy zauważają, że to może być przeznaczone tylko dla jednej i dlaczego ta jedna "żartuje" sobie, że się tym z nimi podzieli i że będą jej za to płacić.
Przerąbane - ale się wpakowałem w system deficytu miłości na tym świecie. Po co? Już wiem po co. - Bo sam też chciałbym być kochany - jak każdy. Tylko, że ja mam trochę większe potrzeby dawania i brania niż większość. No, z tym braniem i dawaniem, to wystarczy mi jedna - taka wielka, prawdziwa. Brać nie muszę dużo od ludzi, bo dostaję tego mnóstwo "z góry" - teraz wystarczy mi ta jedna, ale jak to dostanę, to będzie... koniec... - to będę już spokojny, spełniony i nie będę już tak przyciągał... - mam nadzieję, że się "odczepią", choć w takich przypadkach narasta wrogość i pretensja - już tego niestety doświadczyłem kilkukrotnie. Już wiem, dlaczego inne kobiety robią wszystko, żeby mi się nie udało - bo myślą, że póki tego nie osiągnę, to mają szansę. Jej robią to samo - ma kupę "doradczyń", a raczej miała, bo teraz się od niej odsunęły i uznały za "wroga", gdy dotarło do nich, że niczego nie osiągną. Niektóre myślą, że mogą mieć jeszcze na mnie wpływ, bo uważają, że "facet" do głupie stworzenie i jest podatny na wdzięki, że nie wytrzyma, tylko że chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że ja nie jestem "facetem" - że dobrze rozumiem kobiety, bo sam jestem trochę więcej niż w połowie "kobietą".
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem.
http://wendol.cba.pl
wendol@o2.pl