Właśnie czytam tą książkę Johna Davidsona...
Przyjrzałem się też jego zdjęciu...
Pogodny człowiek, inteligentny, dowcipny...
Z gnozą spotkałem się już dawno dzięki Jerzemu Prokopiukowi i jego książce pt. "Jestem heretykiem: ogdoada gnostycka".
https://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/aurea_catena_gnosis/prokopiuk_ogdoada01.htm
http://biblio.dominikanie.pl/cgi-bin/koha/opac-detail.pl?biblionumber=7394
Oczywiście dla hierarchów kościelnych takie książki to "herezja", przed którą należy chronić "owieczki".
Natomiast zakonnicy posiadają takie dzieła w swoich bibliotekach.
http://biblio.dominikanie.pl/cgi-bin/koha/opac-search.pl?idx=&q=psychotronika
Dlaczego?
- Ano dlatego, że po prostu niektórzy chcieliby więcej zrozumieć.
Zakonnik to taki człowiek, który "medytuje", ma czas i możliwości, by zastanawiać się nad wieloma rzeczami.
Gnoza to droga samopoznania, droga do odnalezienia "Jezusa w sobie", "Jezusa żywego"...
Książki pomagają, ale nie zrobią niczego za nas.
Intelektualista będzie się skupiał na treści książki, będzie się starał objąć wszystko rozumem, bardzo dosłownie, ale to przejdzie właśnie przez filtr jego rozumu... i może dojść do wniosku, że zrozumiał już wszystko na podstawie jednej książki.
Zrozumienie to coś bardzo ważnego, ale trzeba jeszcze poczuć, a do tego potrzebna jest wrażliwość.
Fizyk w liceum pytał nas:
- Przeczytałeś?
- Zrozumiałeś?
- Ale, czy to czujesz?
:)
Faryzeusze bardzo dobrze znali "święte księgi", ale Jezus zwrócił im uwagę, że za bardzo się w nie zapatrzyli i za mało w nich czucia... drugiego człowieka.
Polecam osobiste zapoznanie się z książką Davidsona, książkami Prokopiuka, jak i z wieloma innymi książkami :)
Ale trzeba też zapoznać się z życiem :)
Po to tu jesteśmy.
Świat to nie jest coś "diabelskiego", stworzonego przez jakiegoś "demiurga", czy innego "szatana".
Wszyscy mamy na to wpływ - to świat ludzi.
Oczywiście ten wymiar nie jest zbyt "rozwinięty", ale się rozwija :)
Kiedyś światem (ludźmi) rządzili patriarchowie i inni "smutni panowie", bardzo "sztywni" w stosunku do "podwładnych".
Rządzili w sensie, że takie koncepcje były "wiodące".
Wiodące gdzie?
Pamiętam komunę, gdy nie można się było śmiać z władzy, z "majestatu".
Pamiętam kabarety, jak ludzie się śmiali, cieszyli że można...
Obecny czas, to czas odreagowania po wiekach...
Można do tego podejść bardzo poważnie i wskazywać zagrożenia... w postaci "zaciągania kolejnych długów karmicznych"...
Można chcieć już opuścić tą "zwariowaną karuzelę" i nie wczuwać się już w nic, nie mieć "zachcianek", nie brać już w niczym udziału, tylko... uciekać z tego "padołu łez" do... lepszego świata.
A co z odpowiedzialnością za ten świat?
Można powiedzieć, że to "domena szatana" i zamknąć się... w kolejnej religii mówiąc, że to przecież nie religia.
Wygodne dla tych, co nie chcą już w niczym uczestniczyć, dla zmęczonych życiem, zgorzkniałych.
OK - odpocząć też dobrze, też trzeba, ale teraz ludzie się cieszą.
Po latach sztywnych norm chcą odreagować, zaznać wolności...
Zabawa kiedyś im się znudzi, przyjdzie refleksja... żeby nie przeginać... w żadną stronę :)
Ale to nie znaczy, żeby się zatrzymywać w miejscu i... trwać.
Świadomość ewoluuje i "mistrz" też.
To nie jest tak, że ktoś tu przychodzi z wyższych wymiarów, żeby tylko "pouczać", żeby pomagać, a sam już wie "wszystko".
Tak - nawet nauczyciel może się czegoś nauczyć od ucznia i te role nie są ściśle określone.
To nie jest tak, że w danej "epoce" przychodzi na świat jeden "nauczyciel", jakaś inkarnacja np. Jezusa.
Tu jest dużo dusz, bardzo dużo, pochodzących z różnych wymiarów.
Rozumiem, że przyjęcie jednego "mistrza" jest bardzo wygodne, można się wtedy spierać, walczyć ze sobą o to, który mistrz jest "większy" :) Można nawet zrobić z niego "Boga", podpiąć się pod autorytet i samemu takim autorytetem zostać... po wsze czasy i już się nie wysilać, mieć spokój.
Tylko, że nawet Bóg musi coś robić, doświadczać, przeżywać...
"Rozdziela" się więc i traci część świadomości, by jako "jednostki" przeżywać, naprawdę mocno przeżywać różne rzeczy.
W wyższych wymiarach, na wyższych poziomach świadomości, świadomość staje się znowu coraz bardziej kolektywna - człowiek, dusza typu ludzkiego coraz więcej "ogarnia" :)
Tak - człowiek, czy jakiś "kosmita" ma duszę "typu ludzkiego".
Dla odreagowania od "sztywniactwa" mogę znowu polecić "Misję":
http://wendol.cba.pl/books/polecane/misja.pdf
i tym razem dodam coś jeszcze, co sam zebrałem do jednego pliku:
http://wendol.cba.pl/books/polecane/Neruda.mht
Polecam też muzykę "Uskrzydlaczy" :)
Warto się zapoznać z różnymi materiałami:
takimi "naukowymi", "logicznymi" wywodami
jak i z czymś, co oprócz tego "uskrzydla" i poprawia humor :)
Pozdrawiam wszystkich,
a w szczególności tego mądrego, brodatego, starszego pana :)