Jak zwykle postrzegasz na zasadzie czarne/białe - wszystko, albo nic.
Czy gdzieś napisałem, że "świetlana przyszłość przed nami"?
Wady tego systemu opartego na kredycie nieraz obnażałem i pisałem do czego to prowadzi. Raczej czarnowidztwem się wykazywałem, a właściwie realizmem.
Na zachodzie mieli szczęście, że wcześniej zaczęli i coś osiągnęli, bo dla nas jest teraz raczej za późno w warunkach ogólnego kryzysu światowego.
Komuna to była strata czasu, zaprzepaszczenie rozwoju przedsiębiorczości i bogacenia się ludzi, czyli podstaw kapitalizmu.
Tak - jest lepiej niż było, a gdyby zmiana ustrojowa nastąpiła jeszcze później, to byłoby jeszcze gorzej.
Przypomnij sobie, na jakiej zasadzie działała komuna, ile zarabialiśmy w przeliczeniu na dolary (czy marki) i jaka była inflacja - w takich warunkach nie da się niczego zbudować. Ceny u nas były "wirtualne", występowały ogromne braki i państwo do wszystkiego dopłacało, by utrzymać sztucznie niskie ceny, bo przecież nie byliśmy samowystarczalni - sporo rzeczy trzeba było importować i płacić w dewizach. Skutki tego wszystkiego, to ogromne zadłużenie.
A tak w ogóle, to po co ja o tym wszystkim piszę? Masz jakąś amnezję?
| nicze: |
| Państwu nie zależy na dobru obywateli.
Nigdy nie zależało |
"Dobro" to w tej kwestii za duże słowo, ale państwu zależy na tym, by system się kręcił, a do tego potrzebne są dochody - zarówno ludziom, jak i państwu, a jedno z drugim jest powiązane. Mało tego - żeby system się ostatecznie nie zawalił, to PKB musi rosnąć - chociażby po to, by móc spłacać zadłużenie, konsumować i jeszcze inwestować. Dużym obciążeniem jest też system emerytalny, który "nie zje wszystkiego" pod warunkiem, że w przyszłości gospodarka będzie się rozwijała i odpowiednio dużo ludzi będzie pracowało i miało odpowiednio wysokie dochody.
O granicach rozwoju też nieraz pisałem.
Jesteś Nicze inteligentnym człowiekiem i nie powinienem Ci tego wszystkiego tłumaczyć, bo właściwie zdajesz sobie z tego sprawę, tylko jakby masz problem ze zrozumieniem niuansów stopniowania stanów pośrednich, czyli wszystkiego, co jest pomiędzy "beznadziejnie", a "wspaniale". Tak Nicze - obecną (i nie tylko obecną) sytuację można określić słynnym stwierdzeniem: "jest dobrze, ale nie beznadziejnie"

Z jednego chyba tylko nie zdajesz sobie sprawy - z tego, jaki wpływ wywarła na Ciebie propaganda PiS-owska, a wcześniej komunistyczna, co właściwie do jednego się sprowadza.
Polacy, zamiast robić coś konkretnego, to tracą czas na politykowanie i kłótnie o tematy zastępcze - np. religię. Czyli ogólnie na szukanie wrogów - wewnętrznych i zewnętrznych, zamiast wziąć się do roboty i zacząć coś tworzyć oprócz gadania.
Kto wszczyna te spory, kto się ze wszystkimi kłóci i wszędzie dookoła widzi wrogów chcących nas zniszczyć?
Jest taka partia polityczna, która nie potrafi nawet wejść w żadną koalicję...

I przestań wreszcie Nicze z tym "ograbianiem".
Wiem, że mamy uraz na tym punkcie, bo za komuny nie mogliśmy mieć "nic swojego", bo państwo "lepiej wiedziało", co jest komu potrzebne i zajmowało się dzieleniem.
Państwo to jest taka "organizacja" wspólnego pożytku, na którą wszyscy płacimy "składki" - to dobro wspólne i warto, żeby ludzie wreszcie zdali sobie z tego sprawę. Gorzej, że nawet rządzący jakby nie zdają sobie z tego sprawy. Wspólne znaczy niczyje i "nikt" o to nie dba - tego nauczyła nas komuna, że dbamy tylko o swoje, więc przy takiej mentalności ustrój kapitalistyczny jest dla ludzi jedynym sensownym rozwiązaniem - do niczego lepszego nie dorośliśmy.
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem.
http://wendol.cba.pl
wendol@o2.pl