|
|
To może dodam coś jeszcze, by być bardziej "precyzyjnym" :)
Jest sobie jakiś "Bóg" (siła wyższa) i jest to niezmiernie ważne, ale Kościół to zaszufladkował, zawarł w jakimś "pudełeczku", obsypał brokatem, nakleił cekiny... i zamknął na kluczyk, którego pilnuje.
Postawili to na jakimś ołtarzyku, obok położyli jakąś książeczkę dla małych i dużych dzieci... i mówią tak: my mamy klucz do tego, a wy czytajcie tą książeczkę i róbcie tak, jak tam jest napisane - tam jest wszystko i nic więcej wam nie potrzeba. A jak czegoś nie rozumiecie, to my wam wytłumaczymy - powiemy, jak się zachować w każdej życiowej sytuacji - sami się nie zastanawiajcie, bo zbłądzicie - my wam wszystko powiemy.
Kościół wie wszystko i wszystko co robi jest słuszne...
Do tego się to sprowadza :)
A ja... przechodzę obok i robię swoje - to, co mi zdrowy rozsądek i sumienie podpowiada.
Nie znajdziecie nigdzie "instrukcji na życie", więc żaden "zbiór zasad" nie zwalnia was od myślenia i dokonywania szczegółowych wyborów.
Natomiast zdawanie się na jakieś "kompletne rozwiązanie" to pułapka, bo będziecie się niepotrzebnie szarpać, starając się... dostosować do czegoś, co ktoś uznał za "słuszne" dla was.
Rodzice np. udzielają rad dzieciom i... dobrze :) ale dziecko to też człowiek, a rodzice też popełniają błędy. Po prostu weźcie coś tam pod uwagę, po czym idźcie dalej własną drogą, by... był rozwój :)
Kościół traktuje ludzi jak dzieci i chce ich prowadzić za rączkę. Z drugiej strony tacy ludzie będą "wiecznymi dziećmi", bo nie pozwolono im... myśleć, doświadczać, decydować - tacy ludzie nie będą też mieć do siebie zaufania, bo nie dano im szansy polegać na sobie. Przy najmniejszych oznakach "samostanowienia" dostają "w łeb" od Kościoła, bo "zgrzeszyli" - byli nieposłuszni, więc pójdą do piekła :)
To wszystko na szczęście działa w nieznacznym stopniu na przeciętnego człowieka, ale i tak w większości ludzie bardzo zwracają uwagę na zdanie innych - na to, co ludzie powiedzą :)
A czy ci ludzie żyją za was? Nie? To dlaczego mają lepiej od was wiedzieć co macie, a czego nie macie robić? Niech zajmą się swoim życiem, a wy swoim. No właśnie - z kolei, gdy wy będziecie się "wpieprzać" w ich życie, to oni też poczują się "w obowiązku" by dawać wam "dobre rady" :)
Jeśli komuś odpowiada "kościółkowe życie", podoba mu się to, tak lubi, to niech sobie tak robi, chodzi do kościoła nawet codziennie itp., ale niech nie próbuje zmuszać do tego innych, nawet w "trosce" o ich "dobro" - niech nie gani i nie straszy...
Ja np. świadomie podejmuję ryzyko pójścia do piekła :)
A jakie piekło potrafią urządzić innym ci, którzy chcą "zbawić" innych... od piekła :)
Jedyne, co dla mnie jest naprawdę ważne, to by nie czynić innym krzywdy. Jak widzę, że ktoś komuś krzywdę robi, to sorry, ale nie będę się temu obojętnie przyglądał.
|