Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Dojenie owieczek przez Kościół Katolicki. Przesądy KK
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 1666
Poprzednia strona | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | .. | 83 | 84 | Następna strona

Rozpoczęło się to od momentu, w którym podałem opracowania dotyczące przesądów w Kościele Katolickim http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=2186&p=2 Właśnie dostrzegłem, że nie dopowiedziałem Bratu na ostatni post, który w tamtym wątku zamieścił. Czynię to obecnie:
Brat:
Masz w pewnym sensie rację Old. Też mnie to złości jeśli chodzi o Kościół. Z drugiej strony dostrzegam również pozytywne dzieła Kościoła i nie patrze jedynie na "przepych na plebaniach". Mam nadzieję że i Ty czynisz pdobnie.
Żeby to jedynie chodziło o przepych na plebaniach... Ok. - Wypisz proszę to co wg Ciebie pozytywne w Kościele, a ja pozwolę sobie do tego wszystkiego ustosunkować.
Brat:
Kościół to plebanie dopiero na drugim miejscu. Na pierwszym miejscu w kościele są ludzie, a oni nieraz wspanialsi potrafią być od "pereł" :D ;)
Tiaaa. Tym wspanialsi im więcej na tacę wrzucą. Tym wspanialsi im bardziej nieświadomi, im mniej poinformowani, im bardziej cierpliwi. Wtedy można doić i doić... Jestem ciekaw dlaczego Ty wciąż tkwisz w tej instytucji? Pozdrawiam

Brat:
I cóż z tego wszystkiego wynika?
Nic nie wynika. Dziekuje za odpowiedzi. Wszystko dobrze, chcialemn wlasnie takiego uscislenia (KK). Teraz bedzie mi byc moze latwiej zrozumiec Twoje podejscie do tych tematow. PAX i... pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

:-) Spoko :-) Pax ... i pozdro :-) W zasadzie u św. Tomasz było Pax i ordo :-) To jakieś nawiązanie?

Pax et Ordo, a wzasadzie: Ordo et Pax ! Porzadek i prawo. Nie, nie nawiazywalem do tego, choc w wielu miejscach sie zgadzam z (bratem)Tomaszem. -..."Prawo jest rozporządzeniem rozumu. A to, które jest z nim niezgodne, nie jest prawem. Prawo musi mieć cel - dobro powszechne, a dodatkowo celem jest szczęście. Boskie prawo pozytywne dzieli sie na: niedoskonałe (to w Starym Testamencie) i doskonałe (w NT). "... - http://top.krzyz.org/button.php?u=kronika NOWY TESTAMENT - Ewangelia wg św. Mateusza 5, 48 pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

http://img201.imageshack.us/img201/9162/jezusyc7.gif

Dlaczego pod tym nie ma podpisu ks. Rydzyka ?

Wrona:
Dlaczego pod tym nie ma podpisu ks. Rydzyka ?
- To masz !
http://www.ojciec-dyrektor.de/0000000/nasz_dziennik.gif http://www.ojciec-dyrektor.de/111105/odznaka1.gif http://www.ojciec-dyrektor.de/000000new/media.gif http://www.wielkarzeczpospolita.net/reklamy/666fm.jpg
;o)

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Romek:
Porzadek i prawo.
Nie bardzo Romku :-) Pokój i porządek już prędzej :-) Cieszę się, że się z nim ( św. Tomaszem ) po części zgadzasz :-) Ja też :D Biedny Ojciec Dyrektor ;-) Ale swoją drogą powinien wg mnie zrezygnować... ehh nierealne to jednak marzenie w obecnej sytuacji :/ Pax et ordo! :D

Brat:
Biedny Ojciec Dyrektor
- Cha, hahahahahahahahahahahaha. Tam skarb twoj, gdzie serce twoje ! I po coz czlowiekowi zdobyc swiat caly, jesli straci dusze ? pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

http://www.bolt.com/wendol/video/Rydzyk/2906693

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

- Brawo ! doskonala reklama !
Ewangelia wg św. Mateusza (por. Mt 16,26). Co pomoże człowiekowi, choćby świat cały zyskał, a stracił duszę swoją?
Św. Jan od Krzyża: ..."[por. Mt 16,26; Św. Jan od Krzyża, Droga, s. 341] To samo dotyczy wszystkich innych doczesnych dóbr: tytułów, [godności], urzędów itp. Próżna jest radość z tego wszystkiego, jeżeli człowiek nie służy przez nie lepiej Bogu i nie dąży pewniejszą drogą do żywota wiecznego. Ponieważ zaś trudno mieć całkowitą pewność co do tego, czy się rzeczywiście służy Bogu, bezrozumną byłaby radość takiego, który zdecydowanie radowałby się bogactwami. Mówi bowiem Pan, że choćby kto zyskał cały świat, może utracić swą duszę (por. Mt 16,26). Jedynym więc powodem radości jest ten, że się dobrze służy Bogu. [por. Łk 16,10; Św. Jan od Krzyża, Droga, s.347-348] Człowiek duchowy powinien pilnie uważać, by serca i radości swej nie opierał na rzeczach doczesnych. Z małej bowiem rzeczy można stopniowo dojść do wielkiej. Drobna początkowo rzecz sprowadza wielkie szkody, podobnie jak jedna iskra wystarczy dla wzniecenia pożaru, mogącego strawić wielką górę i cały świat. Nie trzeba więc uspokajać siebie, że jakieś przylgnięcie jest nieznaczne i że oderwanie się od niego należy odkładać na później. Jeśli bowiem ktoś nie ma odwagi zerwać z małym przylgnięciem, to jakże można przypuścić, że będzie mógł je wyrzucić z duszy, gdy ono się w niej spotęguje i zakorzeni? Przecież o tym właśnie mówi nasz Boski Zbawiciel w Ewangelii: Kto w małym jest nieprawy i w większym nieprawy bywa... (Łk 16,10)."... * - Droga na Górę Karmel, Dzieła, Kraków 1995 A tutaj nie mniej wesoly fragmencik kazania: Przetoż, Bracia, zlitujcie się sami nad sobą. Nie możecie wątpić, że Kościół jest nieomylny, nie możecie wątpić, że poza Kościołem jest omylność i błąd, nie możecie wątpić, że w Kościele tylko zbawienie, a poza Kościołem śmierć, żadnym sposobem wątpić nie możecie, że Wam Bóg każe Kościoła słuchać, być w Kościele, a w przeciwnym razie grozi potępieniem. To wszystko jest pewne, jak Bóg sam. I potępienie i zbawienie równie pewne; zbawienie w Kościele, potępienie poza Kościołem. Bracia moi, i czegoż jeszcze czekacie, cóż Was jeszcze wstrzymuje? Czyż to tak trudny wybór między pewnym zbawieniem a pewnym potępieniem? Spieszcie się, spieszcie, bo, Was ostrzegam: Czas krótki! Amen. Ks. Piotr Semenenko CR Ks. Piotr Semenenko ([ze] Zgromadzenia Zmartwychwstania Pańskiego), KAZANIA PRZYGODNE, T. I., W Krakowie 1923, ss. 42-53. (Kazań tom 3). (Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono). - i jak tu sie za glowe nie zlapac ?

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Romku - dobrze iż podałeś datę: przedsoborową dla niedoczytujących:-)

Brat:
1.Nacisk na edukację (czyt. indoktrynację) religijną już od wieku przedszkolnego. Negatyw jak się patrzy - ale 1. Dzieci nie muszą chodzić na religię, zaś pisanie o jakichś naciskach jest tylko Twoim urojeniem. 2. Polecam lekturę artykułów naszej Konstytucji, które wydaje mi nie są Tobie znane: art 25 i 53. Prawnie wyczerpują one pole w dyskusji na ten temat.
"Dzieci nie muszą..." - a co one mają do powiedzenia w tym względzie? Rodzic zapisze - dziecko będzie chodzić, nawet nie wiem jak bardzo by nie chciało. Z tymi rodzicami było podobnie. A od czego wszystko się zaczęło? Od wprowadzenia religii siłą, ogniem i mieczem, jawnym i zakulisowym, negatywnym działaniem. To jest właśnie błędne koło. Naciski nie są moim urojeniem. Samo umiejscowienie religi w szkołach na tych zasadach jakie funkcjonują (utrzymywanie księży i katechetów przez wszystkich obywateli tego kraju) jest wystarczającym naciskiem. Nauczanie dzieci o sprawach wiary (wzieli sie już za przedszkolaków, o zgrozo!!) jest silnym naciskiem, jest budowaniem sobie przyszłego elektoratu, jest pozbawianiem tych młodziutkich ludzi wolnej woli, gdyż adaptują oni w zdecydowanej większości jako świętą prawdę to, czego ich się w tym wieku uczy - tym bardziej gdy jest to okraszone pozorem dobroci, nimbu sacrum. Zwykłe bazowanie na atawizmach i archetypach. Człowiekowi dorosłemu z takim bagażem będzie bardzo trudno się tego pozbyć. Taki człowiek najczęściej nie będzie nawet próbował zweryfikować swoich systemów przekonań wdrukowywanych od najmłodszych lat dzieciństwa. Nie chodzi o jawny nakaz, ostentacyjne zmuszanie. Sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Potężny system zależności, przeróżnych oddziaływań, jesteś z nami albo obok nas. Wkraczasz między wrony - muisz krakać jak i one. Niewielu ludzi odważa się na to, by odłączyć się od systemu i podążać własną ścieżką w oparciu o własne przemyślenia całkowicie zdystansowane od indoktrynacyjnych treści, całkowicie wolne od bagażu informacji, które były nam aplikowane od wczesnego dzieciństa i właśnie dlatego tak trudno jest spojrzeć na świat całkowicie świeżo, spontanicznie, niewinnie. Ciężki hełm religijnego systemu przekonań najczęściej tak doskonale przywiera nam do głowy, że nie czujemy, iż w ogóle go taszczymy. Uważamy, że nasze przekonania to wynik naturalnego biegu rzeczy, wynik łaski, którą otrzymujemy od Boga - nic bardziej mylnego. Podejrzewam, że Twój hełm, Bracie - zrósł się już całkowicie z Twoim czerepem i nie ma już dla Ciebie ratunku - niezmiernie trudno bowiem zacząć operację z zewnątrz, nie mając możliwości wniknięcia do wewnątrz. Jedynie od środka, właśnie od wewnątrz można rozpocząć proces leczenia, niestety sam musisz stać sę lekarzem, bowiem nikt nie ma dostępu do Twegu umysłu z tej strony. Twoja ignorancja i niewiedza Bracie - oczywiście jak zwykle - nie przeszkadzają Ci w tym, by nazywać refleksje nad tym co dzieje się z religią w szkołach - tylko moimi urojeniami. Weź wreszcie do ręki jakieś naukowe opracowanie, dotyczące tego tematu, jeśli w swym zaślepieniu nie zauważasz tego co się w okół Ciebie dzieje. Wszechstronną analizę nauczania religii w szkołach publicznych znaleźć można w wydanej pracy zbiorowej pt. Szkoła czy parafia. Nauczanie religii w szkołach w świetle badań socjologicznych, red. K. Kiciński, K. Koseła, W. Pawlik, Kraków 1995, wyd. Nomos Proponuję Ci byś zapoznał się również lub chociaż - z raportem wyników niektórych badań nad respektowaniem wolności sumienia i wyznania w szkołach publicznych. Część pierwszą i drugą projektu, tzn. sondaż i wywiady socjologiczne, zrealizował zespół badawczy kierowany przez dr. Wojciecha Pawlika z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Recenzentami podręczników i książek, o których mowa w punkcie 3, byli: prof. dr hab. Teresa Hołówka, filozof z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, oraz prof. dr hab. Krzysztof Kiciński, socjolog z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Analizę dokumentów i prasy jako część projektu realizowaną przez Stowarzyszenie na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo Neutrum wykonała Anna Wolicka przy współpracy Krystyny Gorzkowskiej. Posiadam wzmiankowany raport zapisany w formacie PDF - to jedynie niewiele ponad 70 stron Bracie - warto jednak wreszcie coś wiedzieć, a nie jedynie wierzyć swoim dyrdymałom wywiedzionym z zaślepienia. Ściągniesz sobie go stąd, wystarczy kliknąć: Raport w sprawie respektowania wolności sumienia i wyznania Projekt składał się z czterech części. Pierwszą stanowiły socjologiczne badania ankietowe dotyczące poglądów i doświadczeń respondentów w zakresie respektowania wolności sumienia w szkole publicznej. O ile część pierwsza miała dostarczyć ogólnej i statystycznej wiedzy na temat występowania pewnych zjawisk i ewentualnie określić ich zakres i rozmiary, o tyle w części drugiej, realizowanej za pomocą wywiadów pogłębionych przeprowadzanych z osobami pokrzywdzonymi, chcieliśmy określić mechanizm zjawiska i zebrać bardziej konkretne informacje na temat przejawów nierespektowania zasady wolności sumienia w szkołach. Część trzecia poświęcona była analizie wybranych podręczników i książek zalecanych do nauki przedmiotów związanych z przekazywaniem wiedzy i postaw: lekcji wychowawczych, wiedzy o społeczeństwie, filozofii i etyki, oraz przekazywaniem treści związanych z przygotowaniem do życia w rodzinie. Recenzje tych materiałów dotyczyły obecności w nich i proporcji treści światopoglądowych. Część czwarta poświęcona została analizie dokumentów i wycinków prasowych dotyczących nauczania religii w szkole. Podam niektóre tylko skróty: b]Badania ujawniły związane z uczestniczeniem w lekcjach religii mechanizmy konformizmu i przymusu społecznego. Jedną z gwarancji respektowania wolności sumienia w szkołach publicznych miało być stworzenie alternatywnej możliwości dla uczniów nie uczęszczających na katechezę szkolną. Z badań wynika, że w praktyce alternatywa ta nie istnieje. Warunkiem funkcjonowania szkoły wolnej od wychowania typu indokrynującego jest istnienie odpowiednich podręczników. Pomimo nieostrości samego pojęcia indoktrynacja można na podstawie recenzji książek i podręczników szkolnych (zalecanych do nauczania filozofii, wiedzy o społeczeństwie, lekcji wychowawczych i przygotowania do życia w rodzinie) powiedzieć, że nie wszystkie materiały spełniają te wymagania. (Część książek zalecanych do nauczania filozofii i do lekcji wychowawczych to materiały, które ze względu na swoją jednostronność mogą być potraktowane jako materiały o ograniczonym zakresie stosowania (np. Pogadanki o etyce A. Szostka; Pomóż młodzieży znaleźć wartości drogowskazy B. Hiszpańskiej), część zaś wręcz jako takie, które można wykorzystać wyłącznie w ramach lekcji religii katolickiej bądź w ramach godzin wychowawczych w szkole wyznaniowej(np. Dzieci i ryby głosu nie mają, t. 1 i 2, J. Tarnowskiego; Etyka P. Jaroszyńskiego; Wzrastam w mądrości W. E. Papis) jak wynika z recenzji prof. dr hab. Teresy Hołówki.) (...) Uprawianie ukrytej indoktrynacji i ryzyko wzajemnej neutralizacji treści przez przedstawicieli różnych opcji światopoglądowych" to główny zarzut stawiany materiałom zalecanym do wykorzystania na lekcjach wychowawczych i zajęciach z przysposobienia do życia w rodzinie. Z przytoczonych listów, relacji i informacji prasowych wyłaniają się trzy główne grupy konfliktów. Jedna dotyczy konkretnych indywidualnych przypadków. dyskryminacji w szkole (i przedszkolu) dzieci i młodzieży z rodzin niewierzących, bezwyznaniowych i innych wyznań niż rzymskokatolickie. Druga wiąże się ze sposobem uczenia religii, kwalifikacjami katechetów oraz nie do końca jasnym systemem podporządkowania i odpowiedzialności katechetów. Konsekwencje dotykają zarówno uczniów z rodzin katolickich, jak i tych, którzy chodzą lub są posyłani na religię z konformizmu czy lęku przed prześladowaniami. Ponoszą je także rodzice tych uczniów. Trzecia, zasadnicza grupa konfliktów dotyczy podstaw aksjologicznych funkcjonowania szkoły, a mianowicie dwóch konkurencyjnych modeli wychowania: katolickiego i liberalnego. Z analizy wypowiedzi przedstawicieli Kościoła i sondaży opinii wynika, że socjologiczna legitymacja Kościoła do reprezentowania interesów katolickiej części społeczeństwa może być podważana. Materiały uzyskane z wywiadów wskazują z kolei, że konflikty szkolne na tle nauczania religii rzadko są upubliczniane i nagłaśniane przez osoby, których dotyczą. Strony konfliktu są na ogół zainteresowane ich wyciszeniem i załatwianiem w sposób nieformalny. Przyczyną rezygnacji przez rodziców i młodzież z dochodzenia swoich racji jest zwykle obawa przed negatywnymi reakcjami ze strony szkoły i otoczenia. Argumentem jest zwykle dobro dziecka (w przypadku rodziców) i przekonanie, że ze szkołą i tak się nie wygra Trudna jest tu zwłaszcza sytuacja agnostyków, ateistów i innowierców. Posyłając swoje małe dzieci na lekcje religii (by oszczędzić im stresów związanych z nieuczęszczaniem) mają poczucie, że nie jest to ich autonomiczny wybór, i że ich prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami światopoglądowymi jest naruszane. Korzystając w pełni z tego prawa mają z kolei świadomość kosztów psychologicznych, na jakie narażają swoje dzieci. Ten dylemat uświadamia, że problem respektowania wolności sumienia i wyznania w szkołach publicznych dotyczy nie tylko dzieci i młodzieży, ale że uwikłani są weń równie rodzice. W polskich szkołach i w polskich rodzinach zdarzają się przypadki otwartych i jak pokazują badania ukrytych form nacisku i konfliktów związanych z nauczaniem religii w szkołach publicznych. Takie to są właśnie te niby moje 'urojenia' Braciszku. Całkowicie zgadzam się z refleksją, że chrześcijaństwo jest kompletnym niewypałem pedagogicznym, ze swymi wszędobylskimi szubienicami krzyżowymi, najczęściej z martwym Bogiem na nich, zupełnie komplikuje dziecinną harmonię psychicznej opoki. P.S. Gdy znów znajdę troszkę czasu - odpowiem na kolejne Twoje 'wynurzenia'.

Raport jest tendencyjny, bo wśród tych naukowców nie było ani jednego księdza :P A tak na poważnie, to kiedyś było normalnie - na lekcje religii chodziłem do jakiegoś domu parafialnego przy kościele. Rozmawiałem z młodzieżą i dziś to wygląda w ten sposób, że "jednym uchem im wchodzi, a drugim wychodzi". Na lekcji religii odrabiają lekcje z innych przedmiotów lub sobie gadają. Naturalna reakcja człowieka jest taka, że przymus rodzi opór. Poza tym ludzie swój rozum mają - młodzież, a nawet dzieci też. Babcia (matka mojej żony) próbowała prowadzać moje małe 4-latki do kościoła, ale im tam wcale się nie podoba. Podobnie ja, jako dziecko stwierdziłem, że coś tam "śmierdzi". Aby kogoś zmusić do chodzenia do kościoła, to lekcje religii nie wystarczą (mogą one mieć wręcz odwrotny skutek), potrzebny jest jeszcze nacisk ze strony rodziców, ale większość ludzi, gdy tylko wyzwoli się od takiego nacisku, zaczyna unikać Kościoła jak tylko może, bo jak powiedziałem wcześniej - przymus rodzi zniesmaczenie i opór. Kiedyś napisałem, że w szkołach nie ma religioznawstwa - Brat odpowiedział, że nie ma, ale "co z tego?". Ano to z tego, że młodzi ludzie powinni poznać inne systemy wiary, aby wiedzieć, że katolicyzm nie jest jedynym, a tylko jedną z wielu religii. Warto też obiektywnie dowiedzieć się czym jest religia, na czym się opiera i co daje (a czego nie daje) - aby móc dokonać świadomego wyboru. A Brata fakty nie interesują (o czym pisałem już nieraz) - on żyje w świecie teorii i pobożnych życzeń lub rżnie głupa.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Brat:
"2.Wywyższanie negatywnej wartości jaką jest cierpienie do roli zbawczej." Nie rozumiem czym jest w tym punkcie "wywyższanie" i nie zgadzam się z wydźwiękiem - kościół naucza o cierpieniu Jezusa i o naszym Zbawieniu, któe dokonało się przez Niego. Nie widzę żadnej różnicy aby zakazać nauczania o mrderstwach, zamachacgh stanu i wonach w szkole - przeceż to żywy brutalizm, który moze mieć katastrofalny wpływ na nasze pociechy...
Albo celowo rżniesz głupa, albo w swym zaślepieniu rzeczywiście nie rozumiesz o co chodzi. Twoje porównanie jest zupełnie nieadekwatne. Przedstawianie dziecku zdarzeń opisywanych w historii w których często kipiało od nienawiści i zbrodni, a które to wpływały na obraz ówczesnych państw, społeczeństw, jednostek itd. z odpowiednim komentarzem, piętnującym wszelkie zachowania powodujące cierpienie ludzi - a indoktrynowanie go religijnymi treściami w tonie stu procentowej pewności dotyczącej ich prawdziwości - to zupełnie odmiennne kwestie. Wpieranie dziecku, że cierpienie Boga, jego męczeńska śmierć - wyjednało dla ludzkości łaskę życia wiecznego w miejscu zwanym niebem, wmawianie mu, że naśladowanie Boga - Człowieka we wszystkim, czyli także ofiarowywanie swojego cierpienia za innych, które ma zbawczą moc - sprawia, iż niewinne dziecko w rzeczy samej chce naśladować swojego zbawcę. Może już nie postrzegać cierpienia jako zła, ale jako dopust boży, który staje się szansą w drodze do doskonalenia samego siebie, w drodze zbliżanie się do swego Mistrza. Cierpienie, które nie pochodzi od człowieka, zawsze można przypisac szatanowi, albo bożemu dopustowi, który ma być dla nas łaską, dzięki której możemy bardziej podobać się Bogu. Dzięki cierpieniu możemy zbliżyć się do Jezusa, pamiętając o jego męce na Kalwarii. Pokrętność tej pseudo-nauki jest doprawdy wyjątkowo perfidna. Gloryfikuje ona negatywną wartość poprzez ubieranie jej w fatałaszki miłosierdzia. Kwintesencją w katolickim nauczaniu jest gloryfikacja ofiary. Zbawienie wymaga ofiary - męczeństwo Chrystusa wyraźnie na to wskazuje, katolicyzm nazywa to najwyższym aktem miłości, boską łaską nieskończonego miłosierdzia. Małemu dziecku aż dech zapiera... Rację ma katolicki teolog Eugen Drewermann, pisząc: "Został 'ofiarowany' mówi się, tak że opowiadanie o Jego śmierci w duszy każdego dziecka jest już odbierane z poczuciem smutku i musi wywołać nowe poczucie winy za własne winy" lub była katolicka teolożka, pani Uta Ranke-Heinemann: "Malarz Ernst Seler, po to, by zapobiec szkodliwemu wpływowi na własną córkę Elinę, zażądał w szkole usunięcia rzeźby ukrzyżowanego Chrystusa wielkości 80 cm, która wisiała w miejscowości Reuting w Górnym Palatynacie w klasie bezpośrednio nad tablicą. Był zdania, że: 'Uczniowie spoglądając na nią... zostają sparaliżowani w swoich siłach duchowych.' Katolicki ksiądz Josef Denk wczuł się w sytuację i zamiast wielkiego krzyża nad tablicą powiesił mały krzyż nad drzwiami. Ale kiedy Elina w 1988 roku zdała do trzeciej klasy, nad tablicą znowu zawisł ogromny krzyż z postacią Jezusa pogrążonego w strasznym cierpieniu, a wychowawca (osoba świecka) odmówił zdjęcia go. Ernst Seler i jego żona Renata zwrócili się do Bawarskiego Ministerstwa Oświaty i Wyznań Religijnych z zapytaniem, czy i dlaczego tak wielki krucyfiks musi wisieć nad tablicą. Odpowiedź Ministerstwa z Monachium, nosząca znak III/8-50938, sygnowana przez Dyrektora Departamentu, pana Kaisera, głosi: 'Krzyż, jako ponadkonfesjonalny symbol chrześcijaństwa w tej właśnie postaci szczególnie odpowiada wymogom chwili, by przypomnieć ponadpozytywistyczny wymiar państwowych programów kształcenia.' Oprócz tego 'wnosi on ogólnie pojmowane wartości chrześcijańskie w proces kształtowania charakteru uczniów'. ("Nie i Amen" Uta Ranke-Heinemann, Uraeus, Gdynia 1994). Psychoterapeuta Tilmann Moser, dzięki swej gorącej wierze z okresu dzieciństwa, nabawił się nerwicy eklezjogennej, to znaczy nerwicy nabytej w Kościele. Oto fragmenty jego monologu do Boga z książki "Zatruwanie Bogiem": "Byłeś w moim życiu takim rozczarowaniem, takim oszustwem (...) Byłeś dawniej tak przeraźliwie realny, obok ojca i matki byłeś najważniejszą postacią w moim dzieciństwie (...) Przetrwałeś w mojej strukturze psychicznej: całe sklepienia, trony, wewnętrzne amfilady pokoi i kaplic zostały dla ciebie stworzone. Zakwaterowałeś się we mnie niczym trucizna, której ciało nigdy nie mogło się pozbyć. Mieszkałeś we mnie jako moja nienawiść do siebie samego. Wprowadziłeś się we mnie jak trudna do wyleczenia choroba, gdy moje ciało i moja dusza były jeszcze małe. Z nich obydwu, choć przeznaczone były do większej swobody, uczyniono twoje mieszkanie, a ja byłem dumny, że zamieszkasz we mnie, małym chłopcu. (...) Straszliwą ofiarę złożyłem ci z mojej wesołości, radości z siebie samego i innych, a zapłatą za to, oprócz spotęgowanego uczucia wybraństwa czy też walki o nie, była może odrobina miłości, może odrobina mniej potępienia. Ponieważ w sumie cię nienawidziłem z powodu upokorzeń, na jakie się godziłem, by ci się spodobać, by zaskarbić sobie twoją łaskę albo przynajmniej uniknąć twojej niełaski, musiałem cię coraz bardziej czcić, coraz żarliwiej błagać, żebym mimo wszystko choć trochę ci się podobał. Tak to stawałeś się coraz bardziej rzeczywisty (...) o to błagaliśmy na zakończenie każdego nabożeństwa, jakby nie było za czym bardziej tęsknić, niż za oglądaniem u sufitu nad sobą twojego wiecznie kontrolującego oblicza niczym twarzy starszego brata. Jako choroba we mnie jesteś chorobą niewykonalnych norm, chorobą polegającą na tym, że jest się skazanym na twoją łaskę, wyjednywaną przez urzędowych wyjednywaczy w uzupełnieniu do moich własnych błagań (...) , wbijano mi do głowy, jakby to pierwsze niemal nie wykluczało drugiego. A że ten twój szalony warunek istnienia jako tego, którego należy się bać i kochać, rodził zarazem nienawiść, tym bardziej należało się bać, tym bardziej się korzyć i być wdzięcznym za zwłokę, za to, że się jeszcze nie zostało odrzuconym (...) To stawiało mnie w sytuacji szczura z zadyszką, który ogarnięty coraz większą paniką coraz szybciej przebiera łapami w doświadczalnym młynku. Zrobiłeś ze mnie bożego szczura, gnane strachem zwierzę w twoim eksperymencie, z którego nie ma wyjścia. (...) Podziwiałem Cię ze względu na Twą dobroć jak mi to przybliżyli Twoi słudzy, kiedy nie dopuściłeś do tego, by Abraham zabił Izaaka. Mogłeś tego z łatwością zażądać, uczyniłby to dla Ciebie (...) Nie wykluczone, że poczciwego Abrahama naszłyby jednak wątpliwości co do uprzywilejowanego charakteru jego stosunków z Tobą, gdyby został zbryzgany krwią Izaaka? W przypadku Twojego własnego Syna zachowałeś się mniej powściągliwie, dając upust własnemu sadyzmowi. ...a ja ponownie usiłowałem zgodnie z powszechnym wezwaniem, podziwiać Ciebie, albowiem dla mojego dobra, grzesznego człowieka, ofiarowałeś własnego Syna. To, rzecz jasna, wywołuje określone wrażenie... U żadnego kaznodziei nie zrodziło się dotąd podejrzenie, że może to nie z nami, ale z Tobą coś jest nie w porządku, jeżeli z wielkiej miłości do ludzi musiałeś dopuścić do zabicia swojego Syna". Ostatni fragment Uta Ranke-Heinemann kwituje następująco: "Historia ofiarowania Izaaka jest przerażająca. U dziecka ta historia może wywołać koszmarne sny i nawet teologa, który potrafi dać odpowiedź na każde pytanie, może przyprawić o bezradność. Gdyby Abraham żył dzisiaj i miał zamiar na ołtarzu całopalnym ofiarować swego syna na rozkaz Boga, wówczas tego Abrahama umieszczono by w zakładzie zamkniętym.". Słów, które najczęściej używa Moser w swojej książce to "potępienie", "bycie przeklętym", "ofiarować", "zabijać" i "krzyż"... Słuszne więc jest stwierdzenie, że "dziecko, którego psychikę ukształtuje zasada ponoszenia odpowiedzialności za podejmowane wybory i działania będzie na ogół mniej skore do pokładania swego losu w "woli bożej", gdyż będzie preferowało aktywne kreowanie tegoż własną pracą i uporem kosztem zanoszenia próśb i modłów do bogów, tudzież ofiar pieniężnych dla księży-pośredników." A także przede wszystkim będzie unikać cierpienia, a nie oczekiwać go jako manny z nieba spadającej, będącej wynikiem łaski Boga. Większa szansa w takim wypadku na działanie nakierowane w stronę przeciwdziałania cierpieniu z racji nie godzenia się z nim, niż w przypadku traktowania tej negatywnej wartości jako zbawiennego środka, uszlachetniającego procesu, który "zbliża do Jezusa". Tzw. święty Franciszek wręcz cieszył się, że go poniewierają, biją - wierzył bowiem, iż w ten sposób może zbliżyć się do Boga, że cierpienie, które nań spływa może ofiarować jako zadośćuczynienie za grzechy innych lub jest ono jego udziałem ze względu na grzechy własne. Taki marazm, takie zaniżanie własnej wartości, takie duchowe pomroki w zdecydowanej większości wypadków wychowają ( a raczej wytresują) człowieka potulnego, ubezwłasnowolnionego, spolegliwego, nieskorego do zdecydowanych działań przeciwstawiających się złu, skorego do ślepiej wiary w to, że pasmo cierpień, które go w życiu spotyka to przede wszystkim okazja do doskonalenia się - należy więc cieszyć się z takiej łaski. Bóg mnie kocha, pamięta o mnie, im więcej cierpienia - tym lepiej. Doprowadza to do sytuacji, w której takie osoby nie tylko wnoszą dziękczynienie Bogu za to, iż obdarza ich łaską cierpienia, ale wręcz zabiegają o nie - chcą więcej, proszą, a nawet błagają. To się nazywa katolicka droga do doskonałej miłości w oparciu o łaskę bojaźni bożej. Niektórzy umierają w szpitalach w straszliwych męczarniach, takie cierpienie może odzierać z człowieczeństwa, pozostawia w oczach najbliższych bardzo przykry wizerunek ostatnich chwil, ale np. według Matki Teresy (nie tylko uważanej za zupełnie normalną, ale nawet czczoną powszechnie jako przyszłą świętą) jest darem Boga, którego to, broń Boże, zrzec się nikt nie może. W myśl powyższego nie może dziwić fakt, iż Freud każdą religię wiązał z nerwicą natręctw, a niemiecki psychoanalityk Fritz E. Hoevels przyrównuje katolicyzm do nerwicy histerycznej. Pozdrawiam serdecznie

Wendol - racja - Bratu nie jest potrzebna wiedza na temat różnych religii, w którą mieliby być wyposażeni uczniowie - no bo PO CO? On potrzebuje indoktrynacji jedną religią, tą, którą sam został zindoktrynowany. Jak zdążyłem się zorientować - podejrzewasz, że Brat może wywodzić się z środowiska, któremu szczególnie zależy na lansowaniu swego narzędzia zapewniającego partykularne interesy. Podejrzewałem to od dawna, a kolejna próba nawiązania z nim kontaktu sprawia, iż podejrzenia te powoli przybierają formę przekonania. Brat jest chyba stroną bezpośrednio zaangażowaną :) Brat to chyba brat:) Aż poprzez interentowe łącza czuć od niego swąd okadzonej, braterskiej miłości bliźniego, pachnie nieciekawie znajomo :)

Wrażliwi ludzie (a zwłaszcza dzieci) powinni się trzymać od religii jak najdalej, bo może im ona poważnie zaszkodzić. A Bratu w dzieciństwie ktoś chyba wyrządził wielką krzywdę.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Brat:
2. Polecam lekturę artykułów naszej Konstytucji, które wydaje mi nie są Tobie znane: art 25 i 53. Prawnie wyczerpują one pole w dyskusji na ten temat.
Brat sugeruje, że nauczanie religii w szkołach jest zgodne z Konstytucją. Otóż jest to kłamstwo - co poniżej wykażę. Trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego złożyło stosowne votum separatum (byli to: Kazimierz Działocha, Czesław Bakalarski i Remigiusz Orzechowski). Oddajmy głos jednemu z nich.
Czesław Bakalarski:
Należy stwierdzić, że kwestionowane instrukcje jako nielegalne, wydane bez żadnej podstawy prawnej i wręcz naruszające przepisy prawne,gwałcą także art. 1 Konstytucji, a więc zasadę, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym,oraz art. 3 Konstytucji, który nakłada na wszystkie organy państwowe obowiązek przestrzegania praw Rzeczypospolitej Polskiej i działania tylko na podstawie przepisów prawa.
Na jakich przesłankach opierał się sędzie TK pan Czesław Bakalarski? Poniżej je przytaczam:
"Czesław Bakalaraski":
(...) Nie można zgodzić się z twierdzeniem, że instrukcje nie naruszają praw i wolności obywateli, ponieważ określają jedynie warunki organizacyjne do nauczania jednego z przedmiotów w szkole i że ściśle biorąc religia nie jest w ogóle przedmiotem nauczanym przez szkołę. Przede wszystkim religia jest przedmiotem nauczanym w szkole i przez szkołę, skoro w szkole się odbywa, wchodzi w normalny rozkład zajęć, a katecheci na pełnych prawach są członkami rad pedagogicznych. Poza tym przecież nawet w państwowych przedszkolach jest wprowadzone nauczanie religii, gdzie nie ma wykazu przedmiotów nauczania. Minister może, adresując swą instrukcję do dyrektorów szkół, ustalać program nauczania, nie może jednak w takiej instrukcji zobowiązać rodziców i opiekunów do składania oświadczeń co do uczęszczania dziecka na lekcje religii, bo to już nie jest sprawa programu nauczania. Wkracza bowiem w sferę praw i wolności obywatelskich, do czego upoważniony jest jedynie Parlament. Większość najistotniejszych postanowień instrukcji wkracza w materię ustawową, bądź też wprost te ustawy narusza, stanowiąc odmiennie od tych uregulowań ustawowych. (...) Nie można w żadnym wypadku zaakceptować poglądu, jakoby ta ustawa [z 15 VII 1961 - przyp.] pochodząca z innego okresu społeczno-politycznego obecnie nie obowiązywała. Dopóki ustawa ta nie została uchylona, tego rodzaju pogląd jest zaprzeczeniem zasadzie wyrażonej w art. 1 Konstytucji RP, stanowiącym, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym. (...) Art. 10 ust. l ustawy z 17 V 1989 o gwarancjach wolności sumienia i wyznania stanowi, że Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań. Z kolei art. 20 ust. 2 tejże ustawy i podobnie brzmiący jego odpowiednik art. 19 ust. 1 powołanej ustawy z 17 V 1989 o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczpospolitej Polskiej stanowią, że nauczanie religii dzieci i młodzieży odbywa się w punktach katechetycznych organizowanych w Kościołach, kaplicach i budynkach kościelnych, a także w innych pomieszczeniach udostępnionych na ten cel przez osobę uprawnioną do dysponowania pomieszczeniami. Skoro Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań, a instrukcje wprowadzają do szkół właśnie państwowych nauczanie religii z zawieszaniem emblematów religijnych, zresztą ,jedynie chrześcijańskich wyznań, odmawianiem przez uczniów modlitwy, to nie można przyjąć, iż jest na odcinku nauki w szkole państwem świeckim i neutralnym w sprawach religii. (...) Minister Edukacji Narodowej nie może dowolnie dysponować placówkami oświatowo-wychowawczymi, wszak jego obowiązkiem jest przestrzeganie ustawy z 15 VII 1961 o rozwoju systemu oświaty i wychowania, która w art. 2 wyraźnie stwierdza, że całokształt nauczania i wychowania w szkołach i innych placówkach oświatowo-wychowawczych ma charakter świecki. (...) Dokładnie rok po przyjęciu przez Sejm ustaw o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego, o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz o ubezpieczeniu społecznym duchownych Sejm 17 V 1990 r. dokonał zmiany ustawy o rozwoju systemu oświaty i wychowania oraz ustawy — Karta Nauczyciela (Dz.U. nr 34, poz. 197). W powołanej noweli dokonano szeregu istotnych zmian w ustawie z 15 VII 1961 o rozwoju oświaty i wychowania, nie zmieniono jednak art. 2, mówiącego o świeckim charakterze szkoły i innych placówek oświatowo-wychowawczych. Skoro ustawodawca, którego należy uważać za racjonalnego, nie tak dawno, bo 17 V 1990 wprowadził szereg ważnych zmian do ustawy z 15 VII 1961 to ustawę tę należy oceniać łącznie z tą nowelą. Przy takiej ocenie ustawą późniejszą w stosunku do ustaw z 17 V 1990 okaże się ustawa o rozwoju systemu oświaty i wychowania. (...) Minister Edukacji Narodowej w obu instrukcjach stwierdził, że wobec nauczycieli religii nie będzie stosowany zawarty w Karcie Nauczyciela przepis, który mówi, że z nauczycielem stosunek pracy rozwiązuje się z końcem roku szkolnego, w którym nauczyciel osiągnął wiek emerytalny. Instrukcją więc stwierdził, że nie będzie stosowany przepis ustawy. Z prawnego punktu widzenia jest to wprost niewiarygodne i wymaga podkreślenia z całą mocą, że tego rodzaju regulacje nie mogą być w państwie prawnym zaakceptowane jako legalne i konstytucyjne. Jeżeli zatem szkoły publiczne naukę religii mają podporządkowywać normom, to przede wszystkim normom zawartym w Konstytucji, która stanowi w art. 82 ust. 2, że Kościół jest oddzielony od państwa. Wprowadzenie zaś ładu, to z kolei takie zorganizowanie tej nauki, aby nie były pogwałcone wciąż obowiązujące zasady, że nauka religii jest wewnętrzną sprawą Kościołów i związków wyznaniowych (art. 20 ust. 2), i że gwarancjami wolności sumienia i wyznania w stosunkach z Kościołami i związkami wyznaniowymi są m.in. oddzielenie Kościołów i związków wyznaniowych od państwa (art. 10 ust. 1).
Kolejny sędzia Trybunału Konstytucyjnego wnosi również, co następuje (podaję w skrócie):
remigiusz Orzechowski:
W sprawie rozstrzygniętej wymienionym na wstępie orzeczeniem nie podzielam tego orzeczenia w części odnoszącej się do przepisów § 1 ust. 1, § 3 ust. 1, § 7 ust. 1 i 4, § 9 ust. 1 oraz § 12 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych, nazywanego dalej w skrócie „rozporządzeniem z dnia 14 kwietnia 1992 r." W mojej ocenie przepisy te pozostają w ewidentnej sprzeczności z: 1) art. 12 ust. 2 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (nazywanej dalej w zwrocie „ustawą z dnia 7 września 1991 r."), określającym zakres udzielonego Ministrowi Edukacji Narodowej upoważnienia do unormowania spraw nauczania religii w szkołach publicznych; rozporządzenie to wychodzi bowiem poza zakres tego upoważnienia, 2) art. 56 ust. 3 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 17 października 1992 r., przesądzającym o wykonawczym charakterze rozporządzeń ministrów; rozporządzenie z dnia 14 kwietnia 1992 r. na skutek wyjścia poza zakres udzielonego Ministrowi Edukacji Narodowej upoważnienia utraciło w tej części charakter aktu wykonawczego i stało się aktem samoistnym, wydanym bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, 3) art. 82 ust. 2 Konstytucji RP proklamującym zasadę rozdziału Kościoła od państwa, 4) niektórymi przepisami ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania (nazywanej dalej w skrócie „ustawą o gwarancjach"), 5) niektórymi przepisami ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w RP (nazywanej dalej w skrócie „ustawa o stosunku Państwa do Kościoła").
Dokładne uzasadnienia, wypunktowanie nieprawidłowości i sprzeczności z aktami prawnymi obowiązującymi (jak widać nie wszystkich) w Polsce, które powstały z przyzwolenia na wprowadzenie religii do szkół znajdują się w zdaniach odrębnych sędziów TK Czesława Bakalarskiego oraz Remigiusza Orzechowskiego do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z dnia 20 kwietnia 1993 r. w sprawie sygn. akt U. 12/92 pozdrawiam

Zapomniałem wspomnieć o znamiennym w swej treści wywiadzie jaki został przeprowadzony z Pawłem Boreckim - doktorem nauk prawnych, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, adiunktem w Katedrze Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji UW, ekspertem Sejmu w sprawach wyznaniowych. Wywiad dotyczył nauki religii w polskich szkołach. Podaję niektóre tylko pytania i odpowiedzi, resztę znajdziecie tutaj. Wywiad z dr nauk prawnych Pawłem Boreckim -Katecheza zamiast neutralności
wywiad:
W praktyce funkcjonuje często swego rodzaju domniemanie, że wszyscy chcą chodzić na religię. Oznacza to, że uczeń, względnie rodzice ucznia muszą zamanifestować swoje stanowisko. Nie ukrywajmy, że w warunkach polskich tego rodzaju zachowanie wymaga pewnego heroizmu, jest na pewno zachowaniem nonkonformistycznym. I prowadzi szczególnie w małych miejscowościach bardzo często do stygmatyzacji ucznia i jego rodziny. (...) Czego uczniowie mogą się dowiedzieć na lekcjach religii? - Zależy to od katechetów. Kwestia ta jest zupełnie nieregulowana przez państwowe władze oświatowe. Zdają się one w pełni na stronę kościelną. Nie mają wpływu na treść podręczników i programów nauczania. Innymi słowy jest to po prostu katechizacja? - Oczywiście. Nauka religii w polskich szkołach to nie jest obiektywny przekaz wiedzy o religiach, tylko właśnie katechizacja. Są kraje europejskie, chociażby Wielka Brytania, gdzie w szkołach mamy do czynienia z religioznawstwem rozumianym jako nauka o religiach. (...) Jak to wszystko, o czym pan powiedział, ma się do zasady neutralności światopoglądowej państwa? - Zasada neutralności światopoglądowej państwa jest zapisana w ustawie o gwarancji wolności sumienia i wyznania. W ustawie tej uznano nauczanie religii za wewnętrzną sprawę związków wyznaniowych. Czyli nie przewidziano nauczania religii w szkołach. W Stanach Zjednoczonych Sąd Najwyższy stoi od lat na stanowisku, że neutralność światopoglądowa państwa jest nie do pogodzenia z nauką religii w szkole, a także z modlitwą w szkole. Polska poszła jednak inną drogą - W Polsce na początku lat 90. instrukcją ministra edukacji narodowej czyli, moim zdaniem, bezprawnie, wbrew ustawie o systemie oświaty wprowadzono naukę religii w szkołach. Trybunał Konstytucyjny w swoim orzeczeniu, swoją drogą bardzo kontrowersyjnym, uznał, że nauka religii w szkołach jest do pogodzenia z ideą świeckości państwa i jego neutralności światopoglądowej. Na czym polegała kontrowersyjność owego orzeczenia? - Jeżeli państwo organizuje naukę religii w szkołach, to przyjmuje na siebie ciężar propagowania określonych treści religijnych, czyli uznaje te treści za godne upowszechnienia. Angażuje się w propagowanie określonej doktryny religijnej. Jest to nie do pogodzenia z zasadą neutralności światopoglądowej państwa.
Ale co tam doktorzy prawa, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego i wielu innych, światłych obywateli - MY MAMY SWOJEGO BRATA i wszystko co powie BRAT jest PRAWDĄ. Dlaczego? Bo tako rzecze Brat :) Powodzenia w egzystencji na łonie Rzeczypospolitej Klerykowej życzy old

Zachłanny Watykan Sorry Winnetou, business is business.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Oto katolickie okazywanie miłości bliźniego po watykańsku - na bruk siedemdziesięcioletnie staruszki i staruszkowie, chodzi nam tylko o kase! Wyrzucili starców by miejsca w których mieszkali przekształcić w hotele. Piękna nazwa jednego z nich St George, czyli Święty Jerzy. Iście święte traktowanie ludzi, bo zaiste święte - spotkała ich bowiem niebywała łaska cierpienia, które mogą po katolicku wykorzystać, a więc: - po pierwsze cieszyć się, że katolicki Bóg w swej niewysłowieonej miłości kolejny raz dał o sobie znać. - po drugie jeszcze raz cieszyć się, że za pomocą tej łaski można z pokorą cierpiąc - ofiarować to cierpienie za skrócenie mąk czyśćcowych jakiejś duszyczce lub jeszcze żyjącemy śmiertelnikowi (przecież w ten sposób możemy przyczynić się do wybawienia go od mąk piekielnych). - po trzecie - wydać ostatnie swoje oszczędności na ofiarę mszy świętęj dziękczynnej za okazaną łaskę, która spłynęła od Boga poprzez jego Kościół Święty na jego marnych, niegodnych świętej łaski wiernych. - po czwarte zapożyczyć pieniądze celem zamówienia mszy błagalnej, podczas której wznosić będziemy błagalne modły do naszego miłosiernie panującego nam Władcy Niebieskiego, który tak chojnie obdarza łaską swych grzesznych wiernych - o więcej takich łask. Eksmisja to dość duża łaska, ale gdyby Miłosierny Bóg raczył poprzez swego syna, który kieruje Świętym Katolickim Kościołem sprawić np. by nie przyjęto nas do domu starców, tylko kazano spać pod mostem, byśmy głodem przymierali, by nam ciało gnić poczęło, by wszelakie choróbstwo dotknąć nas mogło - niepokornie o taką łaskę prosimy Cię o Dobry, Wszechmogący i Miłosierny Boże! Prędzej, czy później - ten szatański (katolicki) system musi upaść.
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 1666
Poprzednia strona | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | .. | 83 | 84 | Następna strona
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.