Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Czy jedzenie mięsa to zdrowy wybór?
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 143

Swojego czasu w tym forum dyskutowałem na temat wegetarianizmu, podawając różne odnośniki do źródeł. Do mięsożerców Wydaje mi się, że gdzieś tutaj Wendol wypowiadał się chyba negatywnie na temat wegetarianizmu - jeśli tak - wyzywam Cię na pojedynek drogi Wendolu :)

w kazdym jedzeniu sa jakies szkodliwe dla organizmu skladniki, w trawie tez mozna znalezc gówno ;)

http://s2.bitefight.pl/c.php?uid=96178 - daj sie ugrysc [b]widze ze duzo ma nicka z przedrostkiem dark, to ja bede miala darkshit

Zabójca z czystym sumieniem "Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych" - pisał George Orwell w Folwarku zwierzęcym. Rzeczywiście, niektóre zwierzęta odczuwają to dosłownie na własnej skórze. Pecha mają te, które nadają się do jedzenia. W epoce hodowli przemysłowej wiele z nich - świnie, kaczki, kury i krowy - zostało zredukowanych do przedmiotu użytkowego, to znaczy środka do produkcji mięsa, mleka i jaj. Współczesny agrobiznes opiera się na prostej ekonomicznej regule: maksymalizować produktywność, minimalizować koszty. Dlatego hodowca trzody chlewnej dąży do tego, by wyhodować jak największą liczbę prosiąt w przeliczeniu na jedną maciorę, producent wieprzowiny chce, by świnie osiągały jak najwyższą masę ubojową w jak najkrótszym czasie, ten, który zajmuje się transportem, pragnie załadować i dostarczyć zwierzęta bez najmniejszej zwłoki, a rzeźnika obchodzi przede wszystkim szybkość, z jaką może je zabić. Na końcu tego łańcucha znajduje się zastęp nienasyconych konsumentów, których interesuje wyłącznie kupno jak najlepszego mięsa po jak najniższej cenie. Zasada maksymalizacji rentowności sprawia, że całe życie zwierząt hodowlanych staje się jednym wielkim pasmem dramatycznych często cierpień. I to od urodzenia. Mały prosiaczek zabierany jest od matki w dwanaście godzin po urodzeniu i bez żadnego znieczulenia poddawany szeregowi bolesnych zabiegów: ucina mu się ogon, karbuje uszy dla celów identyfikacyjnych, przycina siekacze, kastruje. Potem upycha się go ciasno między inne, stojące rzędami w kojcach. Gdy podrosną, zamyka się je w krępujących ruchy, ciemnych pomieszczeniach i ogrzewa na tyle, by stały się ospałe i nie sprawiały kłopotów. Tam młode świnki rosną i... czekają na śmierć. W końcu poddaje się je przerażającemu doświadczeniu transportu i rzezi. Któregoś dnia, po całych miesiącach bezczynności, nudy i frustracji, wypędzane są z zagród i wtłaczane jak sardynki do ciężarówki transportującej żywy inwentarz, gdzie spędzają często całe dnie i tygodnie bez pożywienia, nie mogąc się nawet poruszyć. Te, które - co oczywiste - są przestraszone i nieskore do współpracy, traktuje się prądem. Wiele z nich umiera w drodze z głodu, pragnienia, od ran, pod naporem spiętrzonych ciał innych zwierząt lub po prostu z samego stresu wywołanego całym tym doświadczeniem. W rzeźni świnie przejawiają objawy skrajnego wyczerpania, przerażenia, kwiczą i pchają się na siebie w ślepej panice. Teoretycznie śmierć powinna być względnie szybka i bezbolesna, a zwierzę, nim podetnie mu się gardło, ogłuszone prądem elektrycznym. Niestety, często tak nie jest. Nierzadko zdarza się, że zwierzęta ogłuszane są niefachowo i żywcem trafiają do wrzątku, gdzie cierpią nieprawdopodobne katusze. Los innych zwierząt hodowlanych wcale nie jest lżejszy. Wszystkie żyją i są zabijane w warunkach urągających humanitaryzmowi. Większość zaś ludzi z milczącym przyzwoleniem się temu przygląda. Mówimy sobie: "Przecież mamy prawo jeść mięso, hodowcy mają obowiązek możliwie najtaniej to żądanie zaspokoić, a cierpienia zwierząt są tego nieuniknioną konsekwencją". Substytut człowieka W przeszłości ludzie trzymający ulubione zwierzęta w domu zawsze stanowili mniejszość. Upodobanie to szczególnie demonstrowały klasy panujące, chcące w ten sposób wywrzeć wrażenie na innych, ukazać rozmiar swojej władzy, a także zapewne pofolgować swej próżności. Jednak w ostatnich dwudziestu-trzydziestu latach w świecie zachodnim posiadanie ulubionych zwierząt stało się niezwykle popularne. Według FEDIAF (European Pet Food Federation - Europejska Federacja Pet Food), w Europie Zachodniej żyje obecnie 41 milionów psów, 47 milionów kotów i 80 miliony różnych innych pieszczochów: świnek morskich, królików, chomików, ptaków, węży i gadów (o ile te ostatnie można nazwać pieszczochami), czyli w ponad połowie gospodarstw domowych jest przynajmniej jedno zwierzę, a całkiem spora grupa ma ich po kilka. Dane płynące ze Stanów Zjednoczonych potwierdzają wzrost liczby miłośników zwierząt: 54 miliony psów, 59 milionów kotów, 16 milionów ptaków, 12 milionów akwariów z rybkami i różnymi płazami lub gadami znalazło życzliwych opiekunów. Trudno się tej eksplozji uczuć gatunku Homo sapiens do braci mniejszych dziwić; w świecie, w którym samotność jest jedną z najpowszechniejszych bolączek, zwierzęta zaspokajają, przynajmniej w części, wrodzoną ludzką potrzebę emocjonalnego kontaktu z innymi żywymi istotami. Coraz częściej w relacjach człowiek-zwierzę dochodzi zresztą do skrajności. Moralny dylemat Jak to możliwe, że ci sami ludzie, którzy krowy traktują jak chodzące bańki mleka, a świnie jak hamburgery, swoje psy kochają i opłakują po śmierci? Dlaczego niektóre zwierzęta antropomorfizujemy i myślimy o nich jak o istotach ludzkich, stosując wobec nich ten sam kodeks moralny, który rządzi naszym postępowaniem w stosunku do ludzi, inne zaś bezwzględnie eksploatujemy? Zdecydowana większość naukowców jest zdania, że człowiek odczuwa winę i wstyd za krzywdzenie zwierząt, ale stosuje różne metody usprawiedliwienia się.

I trawe z gowna obmyc jesli juz masz koniecznie ochote ja zjesc :) Skorupke jajeczka tez obmywasz i gotujesz :) Trawa gotowana nie capi , spruboj ale mieso smierdzi jak cholera bez przypraw soli itp.

to jak zwierzeta sa oprawiane to wina czlowieka a nie jego diety. mieso nalezy jesc, poniewaz potrawy wegetarianskie nie zawieraja wszystkich skladnikow odżywczych. Jesli chodzi o ofiary... zgodze sie, sa zbyt brutalnie mordowane, i dla tego zminimalizuje zlo do postaci takiej, ze sama bede je zabijac i tylko dla siebie, nie prubujac wyniesc z tego zysku materialnego i nie prubujac nakarmic calego swiata. Nie we wszystkich kulturach psy i inne istoty sa kochane, w niektorych rowniez sa jedzone i sa brutalniej mordowane od niektorych swinek http://kierunekorient.ovh.org/pliki/psy.gif właściciel tego zdjęcia powiedział: "przez długi okres czasu byłem przekonany, ze jak tylko wjadę do Chin to spróbuje mięsa z psa. Jednakże, przeglądając zdjęcia z wyprawy studenckiej do Chin sprzed kilku lat natrafiłem na zdjęcie obok i nie wiem czy znajdę w sobie na tyle zimnej krwi, żeby skosztować to danie. Dobrze, że krowy tak nie patrzą."

http://s2.bitefight.pl/c.php?uid=96178 - daj sie ugrysc [b]widze ze duzo ma nicka z przedrostkiem dark, to ja bede miala darkshit

No dobra - rozumiem Cię OldSpiricie (Ty jesteś OldSpirit, a ja lubię się z tym "męczyć" :)) Romkowi zarzucasz, że nie ma argumentów i manipuluje. No tak, ale to, co Ty piszesz OldSpiricie i na co się powołujesz też jest podejrzane i niezupełnie obiektywne. "W imię tradycji, prawie 40 milionów Polaków będzie dławiło się ośćmi łykając śmierdzące szlamem mięso, śpiewając w międzyczasie kolędy." Tak się składa, że ani ja, ani moi bliscy nie dławimy się ośćmi, ani nie jemy śmierdzącego szlamem mięsa - tylko pachnące rybki, pochodzące z czystej wody. Prawie 40 milionów Polaków dławi się ośćmi i je śmierdzące szlamem mięso? Skąd te dane? Wygląda na to, że autor chce koniecznie sam sobie i innym obrzydzić ryby. Ale może by tak jednak choć resztki obiektywizmu zachował? Nieładna manipulacja - iście fanatyczna. Piszesz o szkodliwych związkach występujących w rybach - wszystko oczywiście zależy od tego, z jakich wód taka ryba pochodzi. Rośliny też potrafią być bardzo szkodliwe - zależy na jakich glebach rosną. Piszesz o cierpieniach ryb i tym, że ich "głos" bólu można zarejestrować. Oglądałem program, w którym było udowodnione, że rośliny też cierpią i wytwarzają odpowiednie wibracje, na które reagują inne rośliny w pobliżu i potrafią wtedy wytwarzać szkodliwe toksyny. A ciekawe, jak to wygląda u skorupiaków? Czuję się winny OldSpiricie, że jem rybki, skorupiaki, a nawet drób, a gdy jestem głodny i nie mam wyboru, to zjem wszystko, co ma cztery nogi i nie jest stołem ;) Ty mi jednak OldSpiricie w niczym nie pomożesz, podobnie jak Brat, gdy nie wyznaję jego religii. Zdaję sobie sprawę z tego, co robię i liczę się z ewentualnymi konsekwencjami. Zdarzyło mi się żywić czystą energią przez kilka dni i nocy - nie spałem wtedy prawie wcale, a energii miałem tyle, że nie wiedziałem, co z nią robić. Okazało się wtedy, że mój umysł ma taką moc, że mogłem siłą woli wpływać bezpośrednio na ludzi i wydarzenia. Tu jest coś o tym: http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=54399&p=1 W skrajnych sytuacjach potrafię nawet czerpać energię od ludzi - całe szczęście, że już tego nie robię - teraz energię rozdaję, bo mam jej bardzo dużo. Nic na to nie poradzę, ale jeść muszę - bez produktów pochodzenia zwierzęcego też nie potrafię się na razie obyć - jeśli Ty potrafisz Oldzie, to moje gratulacje. Na razie mam ciało i dbam o nie najlepiej jak potrafię - to prawda, że wypiję alkohol (zwłaszcza piwo), a i zapalę sobie, ale warto też mieć jakąś dodatkową przyjemność z tej ziemskiej podróży. Gdy już nie będę miał ciała, to określone dylematy rozwiążą się same - jeść już wtedy na pewno nie będę musiał :) Teraz jednak, gdy widzę taką Aneczkę, to ślinka mi leci i nic na to nie poradzę :) Witaj Aneczka po przerwie! :) Co tam u Ciebie? Bardzo przyjemnie by mi było, gdybyś jeszcze napisała do mnie na maila jak kiedyś.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

A jeśli już o psach mowa, to słyszałem od jednego Chińczyka, że "polska pśi nie dobra". Psów nie lubię, nie widzę sensu trzymania ich w mieszkaniach i jeść ich też nie mam zamiaru. Koty natomiast lubię (nie mówię o jedzeniu) i szanuję za ich niezależność.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Ja lubie psy. W ogole lubie wszystkie zwierzeta, choc kazde musi byc inaczej przyprawione. Kocham zwierzeta, i gdybym umial to pewnie bym uczynil wiele by ich nikt nie zabijal, ale poniewaz nie potrafie, to coz. A ty Oldzie ;o) - juz mnie przekonales. Moc pozdrowien dla Adasia - to ten co stoi sobie na rynku pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

aneczka:
w kazdym jedzeniu sa jakies szkodliwe dla organizmu skladniki, w trawie tez mozna znalezc gówno ;)
Zgadza się. Jednak miej swiadomość dotyczącą ogniw łańcucha pokarmowego - toksyny kumulują się. Jeśli krówka wcina zatrutą trawę, pasze, itd., w jej organiźmie, im dłuzej żyje - tym kumulacja toksyn większa. Z każdym jej posiłkiem toksyny odkładają się w jej mięśniach, które potem zjadasz.
aneczka:
mieso nalezy jesc, poniewaz potrawy wegetarianskie nie zawieraja wszystkich skladnikow odżywczych.
To zwykły fałsz. Dieta wegetariańska jest całkowicie bezpieczna na każdym z etapów życia i dla wszystkich - dostarcza organizmowi wszystkich, potrzebnych mu składników odżywczych. Na poprzednich stronach niniejszego wątku masz wszystko podane na tacy, wszystkie argumenty. Nauka nie stoi w miejscu aneczko.
wendol:
Romkowi zarzucasz, że nie ma argumentów i manipuluje. No tak, ale to, co Ty piszesz OldSpiricie i na co się powołujesz też jest podejrzane i niezupełnie obiektywne.
Powyżej piszesz, iż to co ja napisałem jest podejrzane i niezupełnie obiekywne, a zaraz potem podajesz to, o czym w ogóle niegdzie nie wspominałem. Doczekam się więc wskazania w którym to miejscu to, co pisze jest podejrzane i nieobiektywne? Podałeś tylko to, co napisał Krzysztof Wychowałek do którego artykułu jego autorstwa podałem link. Obecnie wyjaśnię więc jak ja zapatruję się na owy artykuł. Jedyne z czym nie identyfikuję swoich poglądów z tego artykułu, to niepotrzebny wtręt odnośnie rzekomego dławienia się ośćmi i śmierdzącym szlamem mięsie. Co do liczby to można oczywiscie spierać się ile jest to "prawie 40 mln" - ale ogólnie można stwierdzić, że cały ten urywek z ośćmi, szlamem i liczbą ludzi jest wynikiem wpieprzania do swego tekstu czegoś, czego tam nie powinno być, ponieważ może być to odbierane np. w sposób jaki Ty to odebrałeś Wendol. Oczywiście takie wstawki należy ściagać. Mógł przecież napisać: "W imię tradycji, dość pokaźna liczba Polaków będzie konsumować rybie mięso, śpiewając w międzyczasie kolędy, jakoś tak niezbyt współgrające z głuchymi dźwiękami młotka, którymi wielu próbowało jeszcze kilka godzin temu trafić w głowę szamoczącego się karpia." Wychowałek posunął się jednak za daleko. Ciekawi mnie jednak łatwość, Wendol, z jaką przyklesz komuś łatkę istnego fanatyka na podstawie kilka wypowiedzianych przez niego słów. Podobnie uczyniłeś w przypadku Wojtka Eichelbergera. Taka postawa przypomina mi łatwość skazywania w pomrokach średniowiecza na stos. W obecnych czasach, Ty Wendol, wobec podobnych schematów skazujesz innych na ostracyzm. Zbyt łatwo posądzasz, a to, jak zapewne wiesz jest domeną fanatyzmów wszelkich maści. Nie próbujuę przypisać Ci fanatyzmu, przejawiasz jednak pewne symptomy, które niezbyt korzystnie świadczą o Twoim w takich wypadkach podejściu. Myślę, że chodzi o jakieś szukanie na siłę argumentów, które niby to mają poświadczać trafność Twoich wyborów. Precież nie trzeba tego szukać. Jestem daleki od oceniania wyborów ludzkich, którzy działają w różnych środowiskach, uwikłani w różne zależności, przekonania, itd., itp. Fakty są jednak faktami i uważam, że należy o nich mówić, poszerzamy wtedy naszą wiedzę o świecie, możemy też rozszerzyć zakres naszego współczucia nie tylko na wybrane jak dotąd przez nas istoty.
Wendol:
Piszesz o szkodliwych związkach występujących w rybach - wszystko oczywiście zależy od tego, z jakich wód taka ryba pochodzi.
Nieścisłość. To nie ja piszę, choć oczywiście potrafię odczytywać wiadomości dotyczące faktów :) Jeśli chodzi o czystość wód:
Tygodnik wędkarski:
Większość dużych rzek Europy Zachodniej jest martwa lub umiera. Ludzie chcieli je ujarzmić celu tego jednak nie osiągnęli. Spowodowali natomiast zniszczenia, których naprawa ma kosztować miliardy euro. Goszczący w poniedziałek w Polsce prezes Światowego Funduszu na rzecz Ochrony Przyrody (WWF) przestrzegł Polaków przed popełnieniem tych samych błędów, co kraje Unii Europejskiej. - Polskie rzeki w zdecydowanej większości niosą bardzo zanieczyszczone wody.
Źródło
ZANIECZYSZCZENIA WÓD PŁYNĄCYCH:
Stan czystości rzek polskich od lat ulega pogorszeniu. Od 1964r. kiedy to rozpoczęto ujednolicanie kryteriów badania jakości wód rzecznych, zmniejszyła się długość odcinków rzek z wodami I klasy czystości, przybyło natomiast wód klas wyższych oraz nie odpowiadających normom. ZANIECZYSZCZENIA JEZIOR Jeziora w Polsce są najbardziej zagrożone zrzutem do nich ścieków komunalnych i przemysłowych, jak również spływem powierzchniowym wymywanych nawozów mineralnych. Efektem tego jest eutrofizacja, czyli wzrost żyzności wód, spowodowany napływem nadmiernej i substancji organicznych. Niebezpieczny jest także dopływ pestycydów zawierających w swoim składzie metale ciężkie oraz węglowodory chlorowane. Niebezpieczeństwo ze strony pestycydów polega na ich kumulacji w organizmach oraz na tym, że przez długi czas pozostają w wodzie w formie toksycznej i powodują wymarcie wielu organizmów. Degradacja wód jezior jest procesem praktycznie nieodwracalnym. Wody zatrutych jezior jedynie w minimalnym stopniu są w stanie same się oczyścić. ZANIECZYSZCZENIA MORZA BAŁTYCKIEGO Stan środowiska Morza Bałtyckiego jest również alarmujący. W polskiej strefie przybrzeżnej nastąpiło zaburzenie równowagi biologicznej i chemicznej, spowodowane dopływem wraz ze ściekami przemysłowymi i komunalnymi związków biogennych, soli metali ciężkich, węglowodorów chlorowanych, ropy i ropopochodnych. Na dużą skalę występują także zanieczyszczenia termiczne i radioaktywne. W niektórych akwenach, jak Zatoka Gdańska i Zatoka Pucka, Zalew Szczeciński, Zatoka Pomorska, doszło do silnej eutrofizacji, będącej wynikiem koncentracji fosforanów, azotanów i innych substancji. Wyraziło się to w rozszerzeniu powierzchni przydennych obszarów beztlenowych skażonych siarkowodorem, powstałym w wyniku rozkładu materii organicznej przez bakterie beztlenowe. Wpłynęło to ujemnie na zoobentos i ryby żyjące przy dnie; spowodowało zniszczenie tradycyjnych tarlisk dorsza oraz znaczne zatrucie ryb, np. węgorzy, dorszy, narybku szprota. Doprowadzane do morza nie oczyszczone ścieki komunalne są przyczyną zagrożenia. Największa ilość zanieczyszczeń przedostaje się do Morza Bałtyckiego wraz z wodami Wisły i Odry. Nie bez znaczenia są też zanieczyszczenia pochodzące z żeglugi. Warto dodać, że Bałtyk należy do najbardziej skażonych mórz pod względem zawartości substancji radioaktywnych.
Źródło
Gospodarka wodna i morska:
Mimo wieloletnich wysiłków państw regionu Morza Bałtyckiego, jakość wód tego akwenu pozostaje nadal niezadowalająca. Nadal do morza napływają duże ilości zanieczyszczeń. Szansą na poprawę jakości wód Bałtyku jest budowa nowych oczyszczalni ścieków i modernizacja starych, co jest w planach Polski na najbliższe lata do roku 2015.
Źródło
Rybactwo i wędkarstwo:
Często jednak dochodzi do nadmiernej eksploatacji niektórych populacji. W ten sposób przez ostatnie 30 lat gwałtownie spadła liczebność dorsza (Gadus callarias) w krajach nadbałtyckich. W czasie odłowów może również zostać zniszczone środowisko życia ryb, np. zniszczenia dna morskiego związane z zastosowaną technologią. Z działalnością rybacko – wędkarską wiąże się też zanieczyszczenie ekosystemów wodnych. Źródłami zanieczyszczeń są miejsca chowu ryb oraz przetwórnie, a także zanieczyszczenia pozostawiane na brzegach przez wędkarzy. Działalność rybacko – wędkarska może zachwiać cały ekosystem, gdyż ryby są bardzo ważnym elementem w łańcuchu troficznym.
Źródło
Biuletyn informacji publicznej. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska:
Wyniki badań uzyskane w 2004 r. potwierdziły utrzymywanie się wysokich zawartości potencjalnie szkodliwych metali i metaloidów w osadach rzek, do których odprowadzane są ścieki z przemysłu wydobywczego i przetwórczego rud metali kolorowych i węgla kamiennego. Wyniki badań wykazały także utrzymywanie się podwyższonych zawartości potencjalnie szkodliwych składników w osadach rzek, do których bezpośrednio lub pośrednio trafiają niedostatecznie oczyszczone ścieki komunalno-przemysłowe z dużych ośrodków miejsko-przemysłowych. Badania zawartości wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych w osadach rzek wykonane w 2004 r. wykazały w 5 punktach pomiarowych obecność WWA w stężeniu przekraczającym 10 ppm, wskazującym na silne zanieczyszczenie osadów. Wykonane po raz pierwszy w 2004 r. badania zawartości związków chloroorganicznych w osadach rzek wykazały obecność polichlorowanych bifenyli (PCB) powyżej limitu detekcji w 36 próbkach (co stanowi 45% badanych prób). Z kolei badania zawartości pestycydów chloroorganicznych wykazały obecność tych związków w 78 próbkach (co stanowi 97,5% badanych prób). Najczęściej wykrywanymi pestycydami były izomery HCH oraz związki z grupy DDT, których obecność stwierdzono prawie we wszystkich zbadanych próbkach osadów (78 prób). Zgodnie z programem Państwowego Monitoringu Środowiska na lata 2003-2005 w roku 2004 osady jeziorne pobrano ze 108 jezior badanych cyklicznie w ramach monitoringu regionalnego jezior, sposród których 68 próbek zostało pobranych, co najmniej drugi raz od początku prowadzonych badań monitoringowych. W części tych jezior odnotowano zmiany zawartości metali ciężkich w osadach, w odniesieniu do wyników badań z lat poprzednich. W pobranych próbkach określono zawartość tych samych 20 pierwiastków jak w przypadku osadów rzek. Badania osadów wodnych jezior wykazały występowanie metali ciężkich w stężeniach przekraczających wartości tła geochemicznego i wskazujących na ich pochodzenie antropogeniczne w 51 badanych jeziorach. Osady jezior zanieczyszczone były głównie ołowiem, rtęcią, kadmem. Bałtyk: Średnie stężenia metali w tkance śledzia i omułka nie wykazują jednolitej tendencji. O ile w 2003 r. zawartość kadmu i miedzi była niższa w stosunku do średnich wartości z ostatnich czterech lat, to zawartości ołowiu i cynku wzrosły. Stężenie rtęci pozostawało na poziomie średniej zawartości zmierzonej w okresie czterech lat.
Źródło
wendol:
Rośliny też potrafią być bardzo szkodliwe - zależy na jakich glebach rosną.
Oczywiście, ale nigdy nie będą tak szkodliwe jak mięso zwierząt, które się tymi roślinami odżywiają, bo w ich organizmach następuje kumulacja toksyn. Jeśli chcielibyśmy na podstawie zanieczyszczeń dokonać racjonalnego wyboru stosowanej diety, to szala przechyla się na rzecz diety bezmięsnej. Takie są fakty. Oczywiście szanuję tych, którzy wybierają mięsną, tak jak i tych, którzy palą papierosy :) - przecież to ich decyzja, jeśli chcą sobie szkodzić bardziej - oni dokonują wyboru. Choć często to nie jest wybór. W przypadku diety bowiem często w grę wkracza brak wiedzy.
Wendol:
Piszesz o cierpieniach ryb i tym, że ich "głos" bólu można zarejestrować.
Bądź rzeczowy Wendol :) To nie ja piszę, a niejaki Krzysztof Wychowałek, powołując się na opracowanie 'The Senses of Men and Animals' L. and M. Milne. Ryby odczuwają ból, cierpią.
Wendol:
Oglądałem program, w którym było udowodnione, że rośliny też cierpią i wytwarzają odpowiednie wibracje, na które reagują inne rośliny w pobliżu i potrafią wtedy wytwarzać szkodliwe toksyny.
Przeinaczasz prawdę Wednol. Nikt jeszcze nie udowodnił, że rośliny cierpią. Nikt nie udowodnił, że odczuwają ból. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że nie cierpią, nie odczuwają bólu. Choć tego także nie udowodniono. Po prostu nie wiemy jak jest. Jeśli okaże się, że rośliny odczuwają ból, to wtedy i tak jest lepiej zabijać rośliny od zwierząt, ze względu na środowisko i walory zrdowotne. Gwarantuje Ci, że wielu wegetarian wtedy przejdzie na fruitarianizm. Sprawaktórą poruszyleś jest kontrowersyjna. Odpowiem przytaczając zapis pewnej rozmowy, który jak ulał tu pasuje: Wyższe rośliny reagują na bodźce, ba nawet potrafią się porozumiewać, to znaczy, roslina zaatakowana przez pasożyta moze uwalniac lotne substancje które inne rosliny odbiorą jako sygnał, że nalezy zwiekszyc produkcję toksyn chroniących przed pasożytami. Ale cały ten łańcuch reakcji nie przypomina swą złożonością ani struktura tego co się dzieje w układzie nerwowym zwierząt. Ale gdzie przebiega granica pomiedzy mechaniczną reakcją a odczuwaniem? Tego nie powie Ci na razie nikt kto w swym myśleniu wychyla się poza wyuczone slogany. Czy rośliny odczuwają ból? Całą sprawę trzeba by zacząć od zrozumienia co to jest ból i co to jest jego odczuwanie. Pewni być mozmy tylko w stosunku do nas samych. Ale ponieważjuz duż wiadomo jaka jest rola układu nerwowego w percepcji bólu, i trochę - w jego odczuwaniu (świadomości), to możemy przypuszczać, że inne zwierzęta które posiadają układ nerwowy, a przynajmniej - bardziej złożony układ nerwowy - ból odczuwają i są tego świadome. I nie mamy zadnych przesłanek, żeby sądzić, że inne organizmy, w tym bakterie czy rośliny, które nie mają układu nerwowego - są świadome. Nie jest to niemozliwe, i na razie nie bardzo wiadomo jak by można się zabrać do tego badania, ale jest raczej skrajnie nieprawdopodobne. Ale póki nie wiemy co to jest świadomość i jak to badać - ostatecznej odpowiedzi na to pytanie nie dostaniesz. Rośliny reagują na bodćce z zewnątrz. Wszystkie istoty zywe maja takie przystosowania. Co do jednej. Wirusy też reagują na bodźce (kontakt z receptorem). Ale możliwość reakcji na bodźce jeszcze nie oznacza, że się te bodźce w jakikolwiek świadomy sposób odczuwa. W każdym razie nie bardziej, niż samochód z autoalarmem. Tak samo - zdolność ruchu nie musi być związana z jakąkolwiek świadomością - pogadaj z samochodami. To co różni rośliny od zwierząt, to ogrom czasu osobnej ewolucji który zaowocował szeregiem odrębnych własności, poczynając na regulacji ekspresji genów, poprzez specyficzną biochemię, a na ekologii kończąc. Zwierzęta maja układ nerwowy, rośliny (i inne istoty) nie. Układ nerwowy ma wysoką potencję przetwarzania informacji, inne uklady reakcji na bodźce zdają się być znacznie prostsze informatycznie. (...) Ja znam jeden sposób określenia, że ktoś cierpi: jak piszczy, płacze, albo po prostu o tym mówi. Przez analogie, i wiedząc, że za tym cierpieniem stoi uklad nerwowy, przypuszczam że podobnie cierpią te istoty, ktore nie potrafią tak zrozumiale dla mnie okazywać cierpienia. (Sa np. zabami, slimakami, rybami itd. (...). Ale istoty które nie mają nawet strukturalnych odpowiednikow ukladu nerwowego? Wątpie. Ale nie wykluczam. (...) Tak naprawde nie mamy pewnosci ze w ogole jakakolwiek istota poza nami samymi odczuwa bol i cierpienie. My wiemy, kiedy nas boli, ale o odczuciach innych istot, nawet naszej zony i dzieci, mozemy wnioskowac tylko na podstawie ich zachowania. (...) A juz zupelnie nie mozemy stwierdzic, jak bardzo kogos boli. To uczucie calkowicie subiektywne. Nie jestesmy w zaden sposob uprawnieni do porownywania bolu u dwoch odmiennych istot. Naukowcy jednak badaja ludzi i zwierzeta i sa w stanie (choc rowniez w sposob posredni) badac mechanizmy powstawania bolu. Zwierzeta wyzsze maja uklad nerwowy zbudowany w ten sposob, ze w przypadku uszkodzenia niektorych narzadow (zwlaszcza powlok skornych) do mozgu transmitowane sa sygnaly, ktory interpretowane sa jako "bol". Bol - to znaczy jakies bardzo nieprzyjemne odczucie. Zwierzeta reaguja na bol - np.skomla, placza, piszcza, uciekaja. W bardzo podobny sposob reaguje czlowiek (toz przeciez jest zwierzeciem tylko). Bardziej rozwiniete zwierzeta odczuwaja strach w sytuacjach, ktore kojarza z zadawaniem bolu. Zostalo udowodnione, ze np. czekajace w kolejce na rzez krowy odczuwaja strach i niepokoj widzac co dzieje sie z innymi osobnikami. Dlatego polskie przepisy nakazuja odseparowac (rowniez akustycznie) pomieszczenie ubojowe od pomieszczenia gdzie zwierzeta czekaja na swoj wyrok. (To ze nie zawsze przestrzega sie przepisow to zupelnie inna sprawa). Niektore organizmy klasyfikowane przez naukowcow jako "zwierzeta" nie maja ukladu nerwowego rozwinietego na tyle, aby czuc "bol" w ten sam sposob co np. kregowce. Nie wiemy czy nie odczuwaja jakiegos innego rodzaju cierpien. Jednak nalezy zauwazyc, ze sa to zwykle prymitywne jednokomorkowe organizmy (zaklasyfikowane jako "zwierzeta" zwykle ze wzgledu na cudzozywnosc lub mozliwosc poruszania sie). Poniewaz nie mamy 100% pewnosci, oczywiscie nieetyczne byloby "znecanie sie" nad nimi w sposob obliczony na zadawanie bolu gdyby jednak takie "zwierzeta" go czuly. (BTW - chcialbym zauwazyc, ze juz kilka lat temu nauka odeszla od podzialu zwierzeta / rosliny - ewentualnie zwierzeta / rosliny / grzyby - i obecnie wyroznia sie bodajze piec "krolestw"). To, ze jednak czasami przez przypadek, nieostroznosc lub w obronie koniecznej pozbawaimy zycia tego rodzaju istoty nie implikuje wcale faktu, ze etyczne jest zabijanie krow, swin i kur - bo co do tych zwierzat mamy prawie ze stuprocentowa pewnosc, ze bol i cierpienie odczuwaja bardzo podobnie jak czlowiek (gdyz ich uklad nerwowy jest zbudowany bardzo podobnie jak nasz). Tak samo jak nie wiemy, czy swinia czuje bol, nie wiemy czy czuje go Jan Kowalski (choc oboje reaguja podobnie - krzycza i placza - moga oszukiwac! zwlaszcza Kowalski, bo jest inteligentniejszy od swini), jednak nikt nie mysli o zabiciu z tego powodu Jana Kowalskiego! Tak wiec rosliny, grzyby i proste organizmy zwierzece nie posiadaja ukladu nerwowego zdolnego do umozliwienia im odczuwania "bolu" takiego jak my czujemy. Nie wiemy, czy nie "czuja" cierpienia w inny sposob, wydaje sie jednak, ze nie ma powodow przyjac, ze tak jest. Zdolnosc odczuwania bolu wyksztalcila sie w toku ewolucji u bardziej skomplikowanych organizmow zwierzecych w scisle okreslonych celach (sygnalizacja uszkodzenia jakiegos narzadu) i nie ma powodow, dla ktorego rosliny mialyby posiadac taka zdolnosc (zgodnie z teoria ewolucji nie jest prawdopodbne, zeby tak skomplikowana cecha powstala "tak sobie" bez uzasadnienia wynikajacego z panujacych warunkow zewnetrznych). Zdolnosc odczuwania bolu przez rosliny nie dawalaby tym istotom zadnych korzysci, tak wiec bylaby bezsensownym marnowaniem energii. Sa badania naukowe wykazujace zaleznosc miedzy np. wytwarzanym przez rosliny polem elektromagnetycznym (lub innym) a np. muzyka albo zlosliwym niszczeniem rosliny. Rosliny rowniez podobno "reaguja" w pewien sposob np. na to, kto wejdzie do pomieszczenia. Nie sa to jednak dostateczne przeslanki, aby uznac je za istoty swiadome. Znamy dosc dobrze sposob, w jaki zbudowane sa rosliny, naukowcy opisali zasade dzialania kazdej pojedynczej komorki w roslinie i nic nie wskazuje na obecnosc narzadow umozliwiajacych odczuwania bolu lub cierpienia (lub przyjemnosci), nic nie wskazuje tez na to, by rosliny i proste organizmy zwierzece posiadaly swiadomosc. Taki jest stan nauki na dzien dzisiejszy. Zgodnie z tym wielu ludzi stara sie nie przykladac reki do cierpien istot czujacych, np. poprzez kupowanie i jedzenie miesa, a takze np. nabialu i innych produktow pochodzenia zwierzecego. Jesli ktoregos dnia zostanie wykazane, ze zjadane do tej pory przeze mnie rosliny odczuwaja bol i cierpienie, sa swiadomymi istotami - wtedy bardzo serio pomysle o diecie frutarianskiej. Na razie nie mam jednak podstaw sadzic, ze zboza, soja, pomidory, grzyby, inne owoce i warzywa ktore stanowia podstawe mojego pozywienia sa swiadomymi istotami. (Badz pewien, ze jesli okaze sie, ze grzyby czuja - nie zjem ich nigdy wiecej). Natomiast mam duze podstawy sadzic, ze swinie, krowy, kury, kaczki i ryby, ktore stanowia podstawe Twojej diety - sa swiadomymi, czujacymi istotami, odczuwaja bol, cierpienie i strach - i w zwiazku z tym jest nieetyczne pozbawiac je zycia.
Wendol:
Czuję się winny OldSpiricie, że jem rybki, skorupiaki, a nawet drób, a gdy jestem głodny i nie mam wyboru, to zjem wszystko, co ma cztery nogi i nie jest stołem ;)
:D Jak już mowiłem, także od czasu do czasu rybkę zjem :)
Wendol:
Ty mi jednak OldSpiricie w niczym nie pomożesz, podobnie jak Brat, gdy nie wyznaję jego religii.
Nie rozumiem. Niby w czym miałbym Ci pomagać? Nie uważam, ze potrzebna Ci pomóc. Proszę, nie zbliżaj w swych zdaniach ksywki 'old spirit' do ksywki 'Brat' :)
Wendol:
Zdaję sobie sprawę z tego, co robię i liczę się z ewentualnymi konsekwencjami.
Nie wiem dlaczego o tym wspominasz, czy ktoś to kwestionował? Jeśli tak - pokaż mi go, a ja go już... :)
Wendol:
Zdarzyło mi się żywić czystą energią przez kilka dni i nocy - nie spałem wtedy prawie wcale, a energii miałem tyle, że nie wiedziałem, co z nią robić. Okazało się wtedy, że mój umysł ma taką moc, że mogłem siłą woli wpływać bezpośrednio na ludzi i wydarzenia. Tu jest coś o tym:http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=54399&p=1W
Podobne odczucia miewają niektórzy ludzie w trakcie głódówek leczniczych. To bardzo ciekawe co mówisz, co jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, ze można żyć nie jedząc, choć wciąż uważam, że jest to próba na siłę wyprzedzania ewolucji. Jedzenie sprawia przecież taką przyjemność...
Wendol:
W skrajnych sytuacjach potrafię nawet czerpać energię od ludzi - całe szczęście, że już tego nie robię - teraz energię rozdaję, bo mam jej bardzo dużo.
Wampirek jeden ;)Wielu czerpie od innych, nie będąc nawet tego świadomym. Osobiście uważam, że z tym rozdawaniem energii też należałoby uważać.
Wendol:
Na razie mam ciało i dbam o nie najlepiej jak potrafię - to prawda, że wypiję alkohol (zwłaszcza piwo), a i zapalę sobie, ale warto też mieć jakąś dodatkową przyjemność z tej ziemskiej podróży.
Tak, piwko jest ok, winko także, a nawet czasem silniejsze trunki :) pozdrawiam

oldspirit:
To nie ja piszę, a niejaki Krzysztof Wychowałek
Wiem, ale ułatwiłem sobie sprawę i dokonałem skrótu. Poza tym, gdy na coś się powołujesz i dajesz link, to można domniemywać, że się z tym zgadzasz.
oldspirit:
Wychowałek posunął się jednak za daleko. Ciekawi mnie jednak łatwość, Wendol, z jaką przyklesz komuś łatkę istnego fanatyka na podstawie kilka wypowiedzianych przez niego słów. Podobnie uczyniłeś w przypadku Wojtka Eichelbergera. Taka postawa przypomina mi łatwość skazywania w pomrokach średniowiecza na stos. W obecnych czasach, Ty Wendol, wobec podobnych schematów skazujesz innych na ostracyzm. Zbyt łatwo posądzasz, a to, jak zapewne wiesz jest domeną fanatyzmów wszelkich maści. Nie próbujuę przypisać Ci fanatyzmu, przejawiasz jednak pewne symptomy, które niezbyt korzystnie świadczą o Twoim w takich wypadkach podejściu. Myślę, że chodzi o jakieś szukanie na siłę argumentów, które niby to mają poświadczać trafność Twoich wyborów.
Przypadek Wojtka Eichelbergera mi wytłumaczyłeś - facet użył "łagodnej implikacji". Dla mnie nawet takie stwierdzenia są podejrzane i zapewne mają wywołać określoną reakcję, ale niech mu będzie - ten gostek jest sprytny i napisał to w umiejętny sposób - w taki, że gdy to dokładnie przeanalizować, to nie można mu zarzucić braku obiektywizmu. Przypadek Wychowałka nie jest podobny - ten facet świadomie kłamie. Co chciał przez to osiągnąć, to chyba jasne. Zarzucasz mi, że szukam na siłę czegoś, co by poświadczyło trafność moich wyborów. Coś Ci się pomyliło Oldzie - na końcu mojej wypowiedzi napisałem, co sądzę na temat tego, co sam robię. To, co mi zarzucasz odnosi się do Wychowałka. Ja nie stosuję zasady, że cel uświęca środki. Wychowałek dopuścił się świadomej (bo nie jest chyba idiotą) manipulacji. Po co to zrobił? Czyżby brakowało mu argumentów by przekonać kogoś (może siebie samego?)? Nie wiem jak go można nazwać inaczej - dla mnie to fanatyk i nie życzę sobie, aby ktoś mnie do kogoś takiego porównywał, bo niczym tak nie gardzę jak kłamstwem - dla mnie fakty są najważniejsze. Nadal nie rozumiem dlaczego ten człowiek napisał taką bzdurę - nie podoba mi się to tym bardziej, że sam zaszkodził dobrej sprawie, bo popsuł swoją wiarygodność w oczach ludzi takich jak ja - uczulonych na przegięcia. Może mi wytłumaczysz Oldzie, dlaczego niby inteligentni ludzie robią takie bzdury? W tym momencie zostawiam Wychowałka z jego własnym szlamem, bo do reszty Twojej wypowiedzi uwag nie mam - jak zwykle rzeczowa i wyczerpująca :) Ale pamiętaj, że w ogóle życie jest niezdrowe :) Pozdrawiam i niech żyją roślinki! :) To znaczy niech żyje wszelkie życie, a jedzmy (zwłaszcza) roślinki.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Swinki morskie sa pyszne ! To przysmak w Peru i w Ekwadorze. Doskonale sa rowniez pancerniczki, pancerniki, kajmany, kajmany yacare, kapibary, lamy, guanaco i inne zwierzaczki. * Psy, koty, myszy i szczury, oraz malpy probowalem w czasie moich podrozy po (laoistyczno-buddyjsko-konfucjonistycznej) Azji ZEN. Ba ! Zywej malpy nie jadlem, bo mi sie serce kroilo, ale widzialem jak ja przyzadzaja w wegansko-wegetarianskich religijnych Indiach - ojczyznie Buddy i Ghandiego. W czasie mojej podrozy po Afryce srodkowej widzialem jak przywiazuja zywa koze, badz psa do pala a nastepnie zarzucaja chrustem i opalaja. Zwierze cierpi ogromnie, po czym z konajacego zwierzaka zdzieraja ponadopalana skore i pieka miesko. Pychotka, mniam mniam. Szkoda tylko, ze takie stworzenie cierpi. Gdyby mozna bylo jakos wplynac na to by cierpalo mniej, badz nie cierpialo wcale. - Moze wytrzebic mieszkancow afryki ? - Co zreszta jest starannie przeprowadzanym planem naszej ludzkiej cywilizacji. Rowniez w Afryce widzialem male dzieci (gatunek- CZLOWIEK) obzerane na zywo przez hieny, szakale i inne muchy. Widzialem rozgrabione kontenery z falszywymi lekarstwami. Widze spadajace bomby, na rzeznie, szpitale i przedszkola. * Ciekawi mnie czy gdyby jaki wilk, czy inny lew, mogl nas pozamykac do fabryk miesa, to wolalby zrec kwiatki ? Naprawde sloneczne i serdeczne pozdrowienia dla Olda (Oldspirit)! To co tu pisze to sa takie moje przemyslenia. Nie odpisuj mi, prosze, juz mnie przekonales. pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Virgin:
Wszystkie żyją i są zabijane w warunkach urągających humanitaryzmowi.
- A jakie warunki zabijania nie uragaja humanitaryzmowi ? W jakich warunkach jest humanitarnie zabijac ? Bomba A!? H ? Cyklon B ? pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

wendol:
oldspirit: "To nie ja piszę, a niejaki Krzysztof Wychowałek" Wiem, ale ułatwiłem sobie sprawę i dokonałem skrótu.
Który to skrót pozwolił Ci na to, by wysnuć twierdzenie odnośnie mojego rzekomego pisania rzeczy podejrzanych i niezupełnie obiektywnych. Jeśli rzeczywiście jest tak, jak deklarujesz, czyli, że najważniejsz są dla Ciebie fakty - to bądź konsekwentny. Podaj te niby fakty. W którym miejscu pisałem w tonie o jakim wspomninasz?
wendol:
Poza tym, gdy na coś się powołujesz i dajesz link, to można domniemywać, że się z tym zgadzasz.
Sprawę tą dokładnie wyjaśniłem w poprzednim poście. Jesteśmy tu także po to, by sobie pewne rzeczy wyjaśniać, szczególnie wtedy, gdy powstają jakieś kwestie sporne, wszystkiego bowiem w jednym poście przedstawić nie sposób, bo pewne rzeczy wychodzą dopiero niejako "w praniu". Z tej strony znasz mnie na tyle dobrze i wiesz, że próbuję pisać wyczerpująco, robię tak dlatego, by właśnie uniknąć jakichś zbędnych niedomówień i reakcji, które najczęsciej wynikają z pobieżnego, zbyt wąskiego przedstawienia faktów i odniesienia się do nich, a także od opatrznego rozumienia przez odbiorców - tego co chcieliśmy przekazać. Jeśli podajesz linka do jakiegoś artykułu, to siłą rzeczy może znaleźć się w tym artykule jakiś urywek - a w konkretnie omawianym przypadku chodzi o jedno zdanie (!) - z którym się nie zgadzasz. To zwykła, powszechna kolej rzeczy. Odbiorca, który nie czai się, by tylko wykorzystać jakiś najdrobniejszy szczegół celem zaatakowania partnera w dyskusji, na spokojnie do tego podejdzie, przeczyta i ustosunkuje się. Nie będzie insynuował, że ten, kto podał linka do jakiegoś artykułu siłą rzeczy musi pisać jakieś podejrzane słowa i niezupełnie obiektywne. Na spokojnie wyglądało by to miej więcej tak: "Old. Przeczytałem ten artykuł do ktorego linka podałeś i powiem Ci, że autor tekstu zwraca uwagę na sprawy, które umykają w codziennym życiu. Jest jednak jedna fraza, która zupełnie - jak dla mnie - jest nie do przyjęcia. Otóż chodzi o sposób w jaki ten człowiek odnosi się do przedstawienia swojego zaptrywania odnośnie swoich żywieniowych preferencji dotyczących przejaskrawiania niektórych faktów. Użył w pewnym miejscu zwrotu, który podpada pod demagogię rodem z piaskownicy, co brzmiało mniej więcej tak: "Prawie 40 mln ludzi siedzi w wigilijny wieczór za stołem, dławiąc się ośćmi i łykając śmierdzące szlamem mięso." Reszta jest w porządku, ale tym zwrotem gość zdradził, że jego dojrzałość do prezentowania swych poglądów w odpowiedni sposób stoi pod dużym znakiem zapytania. Zdążyłem na tyle poznać Twój styl prowadzenia polemik, że chyba nie identyfikujesz się z tego typu podrzędną retoryką?" :) Takie przedstawienie sprawy, to jest pewna klasa, neprawdaż? :) Mówisz, ze Wychowałek świadomie kłamie. Nie był bym do końca taki pewien. Z pewnością celowo przejaskrawił. Nie myślisz chyba, że Wychowałek uważa, iż ktoś weźmie jego słowa za prawdę? :) Przecież wie, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie uważał, iż prawie 40mln ludzi będzie się krztusić ośćmi :) Spróbuj sobie wyobrazić sytuację w której to, co on napisał w tym jednym, nieszczęsnym zdaniu - rzeczywiscie może mieć miejsce. Liczbę pomińmy, bowiem i on i nikt inny nie będzie wierzył, że tylu ludzi w wigilię będzie się krztusić ośćmi :) To przeciez zwykłe przejaskrawienie, uwpuklenie faktów. Ciekawe ilu ludźi w jakąś wigilię zakrztusiło się ośćmi? Tysiac, dwa tysiące, a może milion? :) Jedno jest pewne - z pewnością iluś tam ludzi się zakrztusiło. Tak więc w tym wypadku Wychowałek ma rację, czyż nie? :) Idźmy dalej - czy nie możliwe jest by mięso karpia śmierdziało szlamem? Zapewniam Cię, że są wśród ludzi osoby z tak wyczulonym zmysłem powonienia, że dla kogoś takiego każdy Karp będzie śmierdział szlamem. Pewnie Wychowałek jest jedną z nich :) Np. ja nie lubię karpia właśnie między innymi z tego powodu, że trochę tak mi zalatuje. Rodzina wie o tym i specjalnie dla mnie zawsze przygotowana jest inna rybka na tę okazję (choć przez okres 10 lat w ogóle nie jadłem jakichkolwiek ryb). czy Beatę Maciejewską, dziennikarkę - także nazwiesz świadomą kłamczynią i fanatyczką, tylko dlatego, że napisałą poniższe słowa:
gazeta.pl Życie to jest bajka, zwłaszcza w święta:
Jak ktoś nie lubi chodzić w Wigilię po górach, może spróbować dorobić się przy użyciu świątecznej magii. Wystarczy pomoc karpia. Smakuje paskudnie, śmierdzi szlamem, składa się głównie z ości(...)
Ciekawe jest też to, co napisał ten koleś w swoim blogu o tym, co na temat naszej wigilijnej tradycji z karpiem sądzą Anglicy. Naprawdę warto przeczytać:
Najdroższa ryba świata :):
Te ryby są po prostu niejadalne - mówił mi znajomy Anglik, który pół swojego czasu spędza z wędką w dłoni. Karpie śmierdzą mułem i szlamem, czuć, jak sie wyłowi... Z niedowierzaniem, prawie jak bajki o żelaznym wilku słuchają naszych rodzimych wigilijnych opowieści. Znam takich, co w trzymanie karpia w wannie po prostu nie wierzą, uważając że przydajemy sobie splendoru niesamowitymi opowieściami. Przed ostatnią Gwiazdką dziennikarz znanego szmatławca - The Sun - próbował udowodnić przygodnie spotkanym Polakom że karpie sa niejadalne. Pomijam klapki na oczach tego dziennikarzyny, godne zaiste rasowej brytyjskiej chabety, jedzenie ryb słodkowodnych nie jest w Anglii przyjęte. Z ryb pływających nie w morzu lubi się wyłącznie pstrągi.
Wendol - Anglicy to pewnie także świadomi kłamcy i fanatycy, jak śmią w ogóle w taki sposób wyrażać się o karpiu :) A co ma do powiedzenia niejkai 'pantalon' w swym komentarzu na łamach www.kafeteria.pl/bonappetit/felietony/obiekt.php%3Fid_o%3D431+Karp+%C5%9Bmierdzi+szlamem&hl=pl&ct=clnk&cd=3&gl=pl&lr=lang_pl" target="_blank">kafeteria.pl:
Pantalon:
jak wogule mozna jeśc śledzie albo inne ryby, śmierdzą jakimś ohydnym mułem i szlamem, a sledź jeszcze dodatkowo ma hyba najwięcej ości ze wszystkich jeziorowych ryb, tego sie po peostu jeśc nie da, ale najgorszy jest mojim zdaniem sledź w formie anszua, słone to to jak holera i ma pełno takich malótkich wszedzie włarzacych drobniótkich ości, ja np. na święta jem wyłącznie kiełbasy , shaby i ewentualnie golonke grilowana jak ktoś dobrze umi pszyżądzić, np. po bawarsku jest pyszna....mmmmmmmm.
Hmm - jakiś dziwny ten wegetarianin schaby, golonka? :) Jak to, to nie wegetarianie także w taki obraźliwy sposób wyrażają sie na temat karpia? Ale czego więcej można spodziewac się po kłamcach i fanatykach? :) val.blog.pl/archiwum/%3Frok%3D2002%26miesiac%3D11+Karp+%C5%9Bmierdzi+szlamem&hl=pl&ct=clnk&cd=6&gl=pl&lr=lang_pl" target="_blank">kolejeny blog
val:
karp też jest, ale mnie karp nie interesuje. jest rybą, śmierdzi mi mułem. nie jadam. może dla mnie nie istnieć. do tego przez dni kilka zanim ktoś go ukatrupi zajmuje mi wannę. i brudzi tę wannę. kupy robi no!. i łuska mu czasem odpadnie z znienacka. okiem patrzy i w ogóle. bleee. paskudztwo
Niektórym w ogóle wszystkie ryby śmierdzą prócz pangi:
Bianca:
a mi w ogóle ryby śmierdzą Ewenement na skalę nie tylko lokalną, lecz globalną. Jedyna ryba, którą jem, to panga , i to też w niewielkich ilościach, bo śmierdzi mi właśnie blockiem. Ale to zależy od tego, jak ją się przygotuje U mnie w tym roku karpia nie jadł nikt, w związku z tym, oddaliśmy sąsiadom. To są rybosze, więc ucieszyli oczka, że dostali od nas rybkę.
aska_lrw:
Na Wigilię u nas co roku szykują 2 karpie po 2 kg, na dodatek w galarecie. I takie coś zjada mój tata prawie sam, gdyż nikt nie lubi wyjmować ości a z resztą ryby słodkowodne zawsze śmierdzą mi błotem, wieć jem tylko morskie
kichacze.pl/forum.php%3F30,14507+Karp+%C5%9Bmierdzi&hl=pl&ct=clnk&cd=2&gl=pl" target="_blank">Forum 'kichacze' :)
Michałex:
Najbardziej smakuje mi lin i karaś (chociaż ten ma smak podobny do karpia którego nie cierpię), natomiast wprost nienawidzę karpia. Jego mięso jest takie „gumowe” i ogólnie karp śmierdzi mułem.
polscy-lekarze.net/komunikaty/kom9.html+Karp+%C5%9Bmierdzi&hl=pl&ct=clnk&cd=7&gl=pl" target="_blank">polscy-lekarze.net
lek. med. Grzegorz Kurdziel:
W Toronto można jeszcze dostać karpia (ale to nie taki sam jak w Polsce - wielki i śmierdzi mułem).
www.mortella.blog.pl/archiwum/%3Frok%3D2004%26miesiac%3D12+Karp+%C5%9Bmierdzi&hl=pl&ct=clnk&cd=11&gl=pl" target="_blank">mortella.blog.pl
wigilia w dobie mortellizmu.:
Wigilia w naszej rodzinie Adamsów to niekontrolowana wyżera, żarcie oczami, kłócenie się kto miał więcej ości w rybie.. no i te standardowo powtarzające się co roku zdania: hmm.. zupa grzybowa jest taka esensjonalna (Mamuśka) nie jem karpia, bo śmierdzi błotem (Ojciec) (...) .. potem są prezenty.
Jeśli weźmiemy pod uwagę cały kontekst sprawy, można chyba rozgrzeszyć Wychowałka. Jak myślisz - Wendol? Odpuścimy mu? :) A co na temat ryb mówi Prof. Andrzej Elżanowski? Polecam zapoznać się z tym tekstem:
Wbrew naturze:
Stawy rybne z pozoru wyglądają na naturalne i całkiem romantyczne miejsca. Prawda jest jednak taka, że 'produkcja' karpia jest przemysłem takim samym, jak każda inna hodowla zwierząt. 'Ryby są inteligentnymi i fascynującymi stworzeniami. Badania behawioralne wykazały, że ryby mają bardzo dobrą pamięć i uczą się na własnych doświadczeniach. Wyróżniają się również charakterem – niektóre są odważne i ciekawskie, inne nieśmiałe i pasywne – i są w stanie rozpoznać członków własnej ławicy. W naturalnych warunkach karpie mogą przeżyć nawet 45 lat. Posiadają szerokie pole widzenia i mogą widzieć również ponad powierzchnią. Mają doskonały zmysł słuchu i reagują na każdą, nawet subtelną wibrację, dzięki czemu mogą na czas wyczuć niebezpieczeństwo. Mogą posmakować pokarm bez wkładania go do ust dzięki kubkom smakowym znajdującym się na ich ciele. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak smakuje krew nasza oraz naszego towarzysza, gdy jesteśmy na wpół uduszeni w przepełnionym zbiorniku' - Prof. Andrzej Elżanowski. Pracownicy chwytają dorosłe samice i zbierają ich ikrę po wstrzyknięciu hormonu, który synchronizuje jej składanie; później ikrę obydwu płci miesza się w misce w celu zapłodnienia a jaja przenosi się do słoików (Weiss apparatus) w celu inkubacji. Życie karpia zaczyna się w wylęgarni, później młode ryby przenosi się kilka razy z jednego stawu do drugiego. Gęstość zarybienia w stawach jest obecnie nawet 200 razy większa niż w XIX wieku z powodu intensywnego zapładniania, karmienia oraz niszczenia nieproduktywnych roślin i zwierząt. To dlatego stawy tak śmierdzą! Faza ostateczna zaczyna się jesienią, kiedy w wieku trzech lat zwierzęta są wyławiane i transportowane do stawów-przechowalni, gdzie, zamiast hibernacji, oczekują w pełni świadomości na Świąteczną rzeź.
Ból:
krwawe święta:
Wyławianie, transport i procedury związane z ulicznymi lub sklepowymi rzeziami mogą również prowadzić do poważnych uszkodzeń skóry, płetw i skrzeli, czasami nawet mięśni. Głównymi przyczynami tej sytuacji są m.in. upadki (karpie rutynowo przelewa się z jednego kontenera do drugiego, jakby były piachem), zgniecenia, wysokie zagęszczenie (w szczególności w stawach-przechowalniach i kadziach, od 50 do 600 ryb na metr sześcienny wody, odpowiednio), niebezpieczne narzędzia oraz brutalne traktowanie. Nietrudno o znalezienie zranionego karpia w Świątecznej kadzi rzeźniczej. Nasze śledztwo wykryło przypadki kadzi z wodą intensywnie zabarwioną czerwonym kolorem krwi i osobniki z dziurami w głowach. Kiedy karpie wybierane są z kadzi, często płetwy utykają w sieci. Zabiegani rzeźnicy nie mają czasu na łagodne uwalnianie, łamią je więc szarpiąc siecią, czasami nawet obcinają je szczypcami. Niektórym jest łatwiej obchodzić się z karpiem łapiąc go za skrzela, co nieuchronnie prowadzi do powstawania ran, jako że skrzela nie są w stanie utrzymać wagi całego ciała. Obydwie z tych procedur są nielegalne. Jak wykazało nasze śledztwo, są szeroko rozpowszechnione zarówno w Polsce jak i w Czechach, gdzie Instytut Weterynarii, który powinien zajmować się łamaniem prawa chroniącego zwierzęta, nie był chętny do podjęcia jakichkolwiek działań.
Prof. Andrzej Elżanowski, PhD.:
Ludzie wydają się uważać, że ryby nie czują bólu, ponieważ nie krzyczą, ale jest to całkowicie fałszywe przekonanie. Zarówno anatomicznie i psychologicznie, układ bólowy jest praktycznie taki sam u psów, kotów i ludzi. W celu całkowitego zrozumienia, co Świąteczna tradycja oznacza dla tych zwierząt, wyobraźmy sobie źle traktowane i poranione psy wystawione na sprzedaż w zatłoczonych kontenerach.
Strach
strach:
Ponieważ karpie segreguje się w stawach według wieku, w przeciągu swojego życia każdy karp doświadczy kilkakrotnie wyławiania i transportu. Wyławianie ze stawu rozpoczyna się spuszczaniem wody, co trwa kilka dni, a przerażone ryby zmuszone są do przeniesienia się w najgłębszy punkt stawu, gdzie są stłoczone. W większych stawach rybacy korzystają z prętów, którymi uderzają w wodę w celu wystraszenia karpi i zmuszenia ich do skupienia się w najgłębszym miejscu stawu. Ryby wyciąga się z wody i "przesiewa" - przepycha się je przez długą wannę z otworami, przez które mniejsze ryby wypadają. Niektóre z nich utkną w otworach. Te, które przeżyją, zostają wrzucone do zatłoczonych zbiorników i przetransportowane. Podczas pobytu w zbiornikach, zmuszane są do tymczasowego kontaktu z drapieżnikami bez możliwości ucieczki. W kadziach, na ulicach czy targach są bezustannie źle traktowane przez pracowników, którzy mieszają wodę (przerzucając karpie jeden na drugiego), próbując znaleźć ryby o odpowiedniej wadze. Karpie, które mają zostać zabite w domach są w jeszcze gorszej sytuacji – dzieci często traktują je jak zabawki do kąpieli.
Śmierć Walka Choroby Jeśli po przeczytaniu powyższych informacji, chcesz wyrazić sprzeciw wobec tych faktów - zapraszam do podpisania petycji pozdrawiam

Romek:
Szkoda tylko, ze takie stworzenie cierpi. Gdyby mozna bylo jakos wplynac na to by cierpalo mniej, badz nie cierpialo wcale. - Moze wytrzebic mieszkancow afryki ? - Co zreszta jest starannie przeprowadzanym planem naszej ludzkiej cywilizacji.
Na niektóre prośby (szczególnie te infantylne, wypowiadane przez dorosłych) nie reaguję :) Nie wierzę byś nie znał odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytanie. Idealnym wyjściem dla tej kozy i psa byłoby przekonanie wszystkich ludzi, by zrezygnowali z chęci konsumpcji tych zwierząt. Jeśli Ci ludzie nie mają wyboru, bo muszą coś jeść (głód), należałoby (ze względu na te zwierzaki) uświadomić ich co do cierpień, którego one doznają i nauczyć ich w jaki sposób uśmiercić zwierzę, by zminimalizować cierpienie do minimum. Jeśli w grę wchodzą walory smakowe (cierpiące zwierzę wydziela adrenalinę, dzięki czemu mięso staje się słodsze - adrenalina bowiem uruchamia przemianę glikogenu w glukozę) - to mamy większy problem. Należałoby wprowadzić tam europejskie zdobycze myśli technicznej dotyczące przetwórstwa mięsa :) Czyli edukacja, jeszcze raz edukacja, przede wszytskim poprzez wzbudzenie uczuć wyższych, czyli nieodzowna etyka w szkołach. Proponuje byś założył z Bratem misje w wielu punktach Afryki i poświęcił życie na wydźwiganie rdzenej ludności z marazmu moralnego i kołtuństwa ;)
Romek:
- A jakie warunki zabijania nie uragaja humanitaryzmowi ? W jakich warunkach jest humanitarnie zabijac ? Bomba A!? H ? Cyklon B ?
Proponuję Ci zapoznanie się z prawem stanowionym odnośnie tej kwestii, które obowiązuje w tym kraju" USTAWA z dnia 21 sierpnia 1997r. o ochronie zwierząt Urywki: Art. 5. Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania. Art. 6. 1. Nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt oraz znęcanie się nad nimi jest zabronione. 2. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności: 1) umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia, nie stanowiące dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na zwierzęciu, 2) doświadczenia na zwierzętach powodujące cierpienie, przeprowadzone z naruszeniem przepisów ustawy, 3) umyślne używanie do pracy lub w celach sportowych albo rozrywkowych zwierząt chorych, w tym rannych lub kulawych, albo zmuszanie ich do czynności mogących spowodować ból, 4) bicie zwierząt przedmiotami twardymi i ostrymi lub zaopatrzonymi w urządzenia obliczone na sprawianie specjalnego bólu, bicie po głowie, dolnej części brzucha, dolnych częściach kończyn, 5) przeciążanie zwierząt pociągowych i jucznych ładunkami w oczywisty sposób nie odpowiadającymi ich sile i kondycji lub stanowi dróg lub zmuszanie takich zwierząt do zbyt szybkiego biegu, 6) transport zwierząt, w tym zwierząt hodowlanych, rzeźnych i przewożonych na targowiska, przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres, 7) używanie uprzęży, pęt, stelaży, więzów lub innych urządzeń zmuszających zwierzę do przebywania w nienaturalnej pozycji, powodujących zbędny ból, uszkodzenia ciała albo śmierć, 8) dokonywanie na zwierzętach zabiegów i operacji chirurgicznych przez osoby nie posiadające wymaganych uprawnień bądź niezgodnie z zasadami sztuki lekarsko-weterynaryjnej, bez zachowania koniecznej ostrożności i oględności oraz w sposób sprawiający ból, któremu można było zapobiec, 9) złośliwe straszenie lub drażnienie zwierząt, 10) utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w tym utrzymywanie ich w stanie rażącego niechlujstwa oraz w pomieszczeniach albo klatkach uniemożliwiających im zachowanie naturalnej pozycji, 11) porzucanie zwierzęcia, a w szczególności psa lub kota, przez właściciela bądź przez inną osobę, pod której opieką zwierzę pozostaje, 12) stosowanie okrutnych metod w chowie i hodowli zwierząt, 13) przeprowadzanie na zwierzętach testów środków higienicznych i kosmetycznych powodujących cierpienie, jeżeli znane są odpowiednie metody alternatywne. Pozdrawiam

Prawo obowiązuje, tylko gorzej jest z jego przestrzeganiem. Tu musi się zmienić mentalność ludzi. Niektórzy niestety nie przejrzą na oczy, dopóki sami nie doświadczą cierpienia.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

oldspirit:
Jeśli weźmiemy pod uwagę cały kontekst sprawy, można chyba rozgrzeszyć Wychowałka. Jak myślisz - Wendol? Odpuścimy mu? :)
NIE! :) Ja np. mu nie odpuszczę :) Nie daruję mu w imieniu tych prawie 40 mln Polaków, którzy dławią się ośćmi i jedzą te śmierdzące szlamem ryby :) Co innego, gdy ktoś pisze, że jemu osobiście ryby śmierdzą i do tego boi się, że może zadławić się ością, a co innego gdy insynuuje, że prawie 40 mln Polaków tak się poświęca, że dławi się, a mimo to je ryby, które w dodatku im śmierdzą. Mój dziadek miał staw na działce i ryby z tego stawu nawet nie ruszyłem (i nie tylko ja) - śmierdziały tak mułem, że nic nie pomagało - ani smażenie z cebulą, ani żadne przyprawy. Dziadek dał sobie spokój z tym stawem, ale jakieś wydrowate zwierzątka doceniły wysiłki dziadka - wyżarły wszystkie ryby ze stawu - im smakowały :) Te wydry (?) tak polubiły (?) dziadka, że biegały mu między nogami, a dziadek się śmiał, że są takie zwinne, że i tak nie może ich złapać - naprawdę urocze zwierzątka, ciekawe czy ciepłe byłoby z nich futerko ;)
oldspirit:
"Old. Przeczytałem ten artykuł do ktorego linka podałeś i powiem Ci, że autor tekstu zwraca uwagę na sprawy, które umykają w codziennym życiu. Jest jednak jedna fraza, która zupełnie - jak dla mnie - jest nie do przyjęcia. Otóż chodzi o sposób w jaki ten człowiek odnosi się do przedstawienia swojego zaptrywania odnośnie swoich żywieniowych preferencji dotyczących przejaskrawiania niektórych faktów. Użył w pewnym miejscu zwrotu, który podpada pod demagogię rodem z piaskownicy, co brzmiało mniej więcej tak: "Prawie 40 mln ludzi siedzi w wigilijny wieczór za stołem, dławiąc się ośćmi i łykając śmierdzące szlamem mięso." Reszta jest w porządku, ale tym zwrotem gość zdradził, że jego dojrzałość do prezentowania swych poglądów w odpowiedni sposób stoi pod dużym znakiem zapytania. Zdążyłem na tyle poznać Twój styl prowadzenia polemik, że chyba nie identyfikujesz się z tego typu podrzędną retoryką?" :) Takie przedstawienie sprawy, to jest pewna klasa, neprawdaż? :)
Prawdaż :) http://img480.imageshack.us/img480/7914/klapu5ng.gif http://img437.imageshack.us/img437/9997/icon355yz.gif
Romek:
- A jakie warunki zabijania nie uragaja humanitaryzmowi ? W jakich warunkach jest humanitarnie zabijac ? Bomba A!? H ? Cyklon B ?
Właśnie dostałem w pracy do zapoznania się Dziennik Ustaw, a w nim znalazłem coś jakby na temat: "Poprawiony Artykuł 1 Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych, które mogą być uważane za powodujące nadmierne cierpienia lub mające niekontrolowane skutki, wraz z załącznikami, sporządzonej w Genewie dnia 10 października 1980 r. (Konwencja CCW), przyjęty przez Państwa-Strony na Drugiej Konferencji Przeglądowej Konwencji CCW w Genewie dnia 21 grudnia 2001 r." Czyli co? Zabijać ludzi (i zwierzęta?) konwencjonalnie, w sposób niepowodujący nadmiernych cierpień? Jeśli chodzi o zwierzęta, to oszczędność (w zabijaniu także) - jest posunięta do granic absurdu. Ludzi też wykańcza ekonomia - dlatego więcej już ekonomii nie będę studiował - teraz się tym brzydzę, bo ten system polega na wykorzystaniu ludzi (nazywanych tu "aparatem wytwórczym") do granic możliwości. A ekonomiści się zachwycają, że udało się zwiększyć rentowność produkcji poprzez lepsze wykorzystanie aparatu wytwórczego i związaną z tym obniżkę kosztów. Na jakim świecie my żyjemy? Tu się nie szanuje ani zwierząt, ani ludzi :/ Chyba lepiej żeby to wszystko się rozpierdoliło. Przekazy mówią, że czas najwyższy nadchodzi, bo coraz więcej ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę z tego wszystkiego i w związku z tym coraz więcej ludzi cierpi psychicznie. Rozszerzanie świadomości wymusza zmiany. Ja dostrzegam zmiany zwłaszcza w przekazach medialnych i w popularnym, codziennym języku. Zwłaszcza w reklamach jest mowa o pozytywnej energii (to się dobrze sprzedaje), o odpoczynku, wyciszeniu, o zdrowiu, przyrodzie. We wszystkich właściwie kosmetykach są już wyciągi roślinne. Wszystko idzie w dobrym kierunku i mam nadzieję, że ludzie na wysokich stołkach zrozumieją, że ich ewentualny opór nie będzie miał sensu, bo mogą skończyć bardzo źle, gdy jeszcze więcej ludzi przejrzy na oczy. Myślę, że należy uzbroić się w cierpliwość, tylko odnoszę dziwne wrażenie, że zaczyna się właśnie jakiś coraz szybszy wyścig. Co to za "wyścig" i czemu ma służyć, to jeszcze nie wiem, ale wydaje mi się, że pewne grupy chcą się przed czymś zabezpieczyć, a inne siły coraz silniej stymulują wzrost ludzkiej świadomości.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
NIE! :)Ja np. mu nie odpuszczę :)Nie daruję mu w imieniu tych prawie 40 mln Polaków, którzy dławią się ośćmi i jedzą te śmierdzące szlamem ryby :) Co innego, gdy ktoś pisze, że jemu osobiście ryby śmierdzą i do tego boi się, że może zadławić się ością, a co innego gdy insynuuje, że prawie 40 mln Polaków tak się poświęca, że dławi się, a mimo to je ryby, które w dodatku im śmierdzą.
Hola, hola, nie pisał nic o poświęcaniu się :) Chodzi o to, że by się zadławić musisz spożyć - o to chodzi Wychowałkowi. Podczas jedzenia ryby z ośćmi można zakrztusić się kilka razy i wciąż jeść. Wszystko zależy od rodzaju dławienia się ością :) Bo istnieją przypadki naprawdę niebezpieczne. Jak już dojdziesz do siebie - wywalasz całą sztukę ryby z talerza do kosza??(minus jeden kęs, w przypadku, gdy zakrztusiłes się po pierwszym 'gryzie') Przecież zapewne konsumujesz potem dalej, zwracając baczniejszą uwagę na to, by sytuacja się nie powtórzyła. Wychowałek optymistycznie podchodzi do sprawy, wierzy, że Polak jest oszczędny i po dojściu do siebie nie wywali cennego nabytku do kosza z odpadkami. Dlatego mógł napisać, że się dławią i jedzą :) Wielu jednak wcina śmierdzące szlamem, to nie ulega kwestii. Więc o co Ci chodzi, Wendol? :) O te prawie 40 milionów?? A jeśli dla Wychowałka 'prawie 40 mln' to jedynie kilkanaście tysięcy osób, to przeciez też będzie 'prawie 40 milionów'. Wychowałek nie napisał, że 40mln, tylko - prawie 40 mln :) Ok. Teraz całkowicie poważnie - te kilka słów wystarczą Ci do tego by wiedzieć z całą pewnością, że Wychowałek to istny fanatyk i świadomy kłamca? To co piszesz w zwązku z całym tym gównem, które nas otacza oraz o ścieraniu się sił światła i ciemności - całkowicie jest zbieżne z moimi w tym względzie odczuciami.

oldspirit:
Ok. Teraz całkowicie poważnie - te kilka słów wystarczą Ci do tego by wiedzieć z całą pewnością, że Wychowałek to istny fanatyk i świadomy kłamca?
Pewności mieć nie mogę, ale na takiego mi wygląda. Facet celowo manipuluje i w moich oczach stracił. Jak już mówiłem - jestem uczulony na mijanie się z faktami, próby manipulacji i gry na emocjach. Powiedzmy tak - facet przegiął (tylko po co?), ja zareagowałem alergicznie, natomiast Twoje podsumowanie jego tekstu uważam za optymalne. A jeśli jestem już przy alergii, to powiem, że jestem uczulony na sztuczne barwniki, konserwanty i na sztucznych ludzi. Uwierz mi, że znam się na ludziach i niektórzy najzajadlej krytykują u innych to, co sami chcieliby robić, korci ich to, ale coś im zabrania postępować wbrew zasadom, które kiedyś przyjęli. Wychowałek wygląda mi na osobę, która sama też by zjadła rybkę od czasu do czasu. Jego demagogia na to wszystko wskazuje. Mam kolegę, który co rusz podrzuca mi materiały o Rydzyku. Okazuje się, że ten mój kolega sam strasznie lubi władzę sprawować. Ja się z Rydzyka śmieję, ale ciągłe o nim gadanie już mnie znudziło. Podobnie znudził mnie już Wychowałek - mam swoje zdanie na ten temat (mogę?), a Ty ciągle do Wychowałka wracasz. Zaczynam czuć do niego jeszcze większą niechęć, bo pełno go w tym wątku. Damy sobie wreszcie spokój z tym Wychowałkiem? Bo wiesz co? - Niedobrze zaczyna mi się robić - nie lubię zbyt długo gadać o tym samym.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.themeatrix.com/intl/poland/dub/

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
Podobnie znudził mnie już Wychowałek - mam swoje zdanie na ten temat (mogę?), a Ty ciągle do Wychowałka wracasz. Zaczynam czuć do niego jeszcze większą niechęć, bo pełno go w tym wątku. Damy sobie wreszcie spokój z tym Wychowałkiem? Bo wiesz co? - Niedobrze zaczyna mi się robić - nie lubię zbyt długo gadać o tym samym.
Jejku, nie był byś sobą gdybyś nie dodał tego 'mogę?' w nawiasie :) Mnie nie muisz pytać o takie rzeczy, nawet z przekąsem, wiesz przecież :) Masz rację - śmierdząca szlamem ryba Wychowałka już mi się przejadła :) Ale przyznać musisz, że zbyt łatwo klasyfikujesz, zbyt pochopnie przylepiasz różne łatki. To przecież rodzi uprzedzenia, łatwo się do kogoś zrazić, a powinniśmy przecież potrafić współpracować z ludźmi, próbować przede wszystkim opierać się na tym co łączy, a nie co dzieli. Wychowałek daleki jest od fanatyzmu, na codzień odwala kawał dobrej roboty jako prezes Fundacji Edukacji Ekologicznej i Rozwoju oraz członek zespołu realizującego program monitoringu funduszy ochrony środowiska prowadzonego przez Polską Zieloną Sieć Zauważyłem, że na forum ponownie zawitała subtelna nuta egzotyki, znów zapachniało znajomo :) Mówiłem, że wróci :) Pozdrawiam

wendol:
Oglądałem program, w którym było udowodnione, że rośliny też cierpią i wytwarzają odpowiednie wibracje, na które reagują inne rośliny w pobliżu i potrafią wtedy wytwarzać szkodliwe toksyny.
ja tez ogladalam ten program :D
wendol:
A ciekawe, jak to wygląda u skorupiaków?
sa w lepszym polozeniu bo w razie co moga uciekac

http://s2.bitefight.pl/c.php?uid=96178 - daj sie ugrysc [b]widze ze duzo ma nicka z przedrostkiem dark, to ja bede miala darkshit
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 143
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.