Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Śmierć kliniczna...
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 156

Co myślicie na temat śmierci klinicznej? Wiele się o niej słyszy...jest to podobno opuszczenie ciała przez dusze , bycie po tamtej stronie, a następnie powrót do "rzeczywistości" Ludzie, którzt przeżyli śmierć kliniczną mowią, że słyszą wrzystko co się dzieje i widzą nawet ludzi którzy siedzą nad ich ciałami opłakując ich... Słyszałam, żę naukowcy wciąż badają to zjawisko, a mi zalerzy by wiedzieć coś więcej...proszę o wasze twierdzenia i poglądy... PoZdRaWiAm :)

Raf bardzo ładnie wytłumaczyłeś czym jest dusza, zgadzam się z tobą a teraz mi wytłumacz co z tą karmą w odniesieniu do tego co napisałeś jezeli duszę będąca w zwierzęciu urodzi się w człowieku.

co może posiać zwierze by potem zebrał człowiek np.

Odpowiedzialność dotyczy tylko formy ludzkiej. Zwierze nie jest zdolne do refleksji nad swoim postępowaniem i jeżeli zagryzie inne zwierze lub nawet człowieka, nie ma za to żadnej karmy. Nawet nasze sądy tak podchodzą do tego tematu. Jeżeli jakaś dusza po wielu, wielu narodzinach otrzymuje ponownie ciało ludzkie, otrzymuje też nowe możliwości. Oczywiście nadal ma jakiś bagaż karmy: dobrej i złej, która determinuje czy urodzi się w bogatej rodzinie, czy biednej, zdrowym cieli czy chorym itd. Najistotniejsze jest jednak to że taka osoba ma na tyle rozwiniętą inteligencję, że może zastanowić się nad swoją tożsamością, sensem życia itp. To początek samorealizacji. To jest ta jedyna rzecz, która odróżnia człowieka od zwierzęcia. Według standardów wedyjskich człowiek, który nie podejmuje żadnych starań na drodze samorealizacji jest uważany za "polerowane zwierze". "Nieużywane organy zanikają" i w przyszłym życiu taka osoba nie będzie miała ciała ludzkiego, któgo nie wykorzystuje. Dodam jeszcze, że postęp na drodze samorealizacji, jakkolwiek mały by nie był, jest jedyną rzeczą, którą zabiera się ze sobą w chwili śmierci. Wszystkie zdobycze zostawiamy ale życie duchowe zaczyniemy tam gdzie skończyliśmy w chwili opuszczania ciała. Więc warto.

Widzisz czyli karma i rozwój duchowy może dotyczyć tylko ludzi, to co napisałeś budzi odrazu następne pytanie w jaki sposób dusza która znajduję się w zwierzęciu moze awansowac do tego by następnym razem urodzic się w człowieku, kto podejmuje o tym decyzje, pozatym uważam że nie ma żadnej karmy przez to że odnosi się ona do uczynków dobrych lub złych, a podział taki jest czystym produktem człowieka, który ukształtował się w trakcie ewolcji człowieka.

Karma dotyczy także zwierząt. One też doświadczają cirpienia i przyjemności. Jedynie nie tworzą nowej. Cykl reinkarnacji nieprzypadkowo nazywa się kołem. Po zdegradowaniu do niższej formy życia (np. robaka) dusza otrzymuje stopniowo ciała będące coraz wyżej w hierachi, życie po życiu. Za którymś razem będzie to ciało ludzkie. Aby tak się działo dusza nie musi niczego specjalnego robić. Taki jest mechanizm. Podobnie niczego nie musisz robić aby twoje ciało przechodziło z wieku dziecięcego do starca. Możesz uważać jak chcesz. Więc dlaczego ktoś się rodzi bez rączki?

Karma dotyczy nawet kamienia , wszystkiego co jest. Chyba , że nie dotyczy tego, co jest , wtedy to , czego nie dotyczy - jest boskim.

Pod tym się nie podpiszę. Karma dotyczy osób, nie przedmiotów.

A ja wam mówię nie ma żadnej karmy jest to wymysł ludzi taki sam jak piekło i niebo, już bliżej prawdy jest Winter wszytko ma swoje echo w tym innym wymiarze każda materialny przedmiot i ciało i nawet planety gwiazdy, tylko że istoty żyjące mogą oddziaływać w tamtym wymiarze na swoje otoczenie tak jak i mogą oddziaływać w tym świecie. To echo ludzie nazywają duszą. Jestem pewny że kiedyś nastąpi połączenie lub będzie możliwa swobodna wymiana między tymi wymiarami, będzie to koniec śmierci. I uważam, że ludzie tacy jak Winter Duch i inni którzy zajmują się OBE i rozwojem duchowym są pionierami w tej przyszłej dziedzinie

Smierc kliniczna to okropne uczucie. Sam mialem okazje to odczuc. Mam 55 lat i mam to caly czas przed oczami chociaz minelo juz 36 lat. Skakalismy z chlopakami ze wsi opdal z mostu do wody az w koncu przytrafilo sie to o czym teraz sie tak czeto mówi. Lekarze nie dawali mi zednych szans. Przyjechala karetka i zawiozla mnie do szpitala. Widzialem swoje cialo na łozku leżące i postac przechodzącą kolo mojego ciała rzeczywistego. Myslalem ze snie, głowa krwawila a ja nie czulem bólu. Wtedy niczym w maszynie czasu przenioslem sie niczym rurą z przezroczystego tworzywa w miejsce którego nie zapomne do Boga- swiata milosci, czystosci. Bylo pieknie! I wtedy zdalem sobie sprawe ze ja nie żyje. Podszedł wtedy do mnie anioł i powiedziął: "Tyż jest Zbyszek należyty do prawicy" Te slowa zapamietam do konca zycia. Powiedzieli mi ze bedzie dobrze i ze wrócą po mnie po czym wrota statku zamknęły sie i statek kosmiczny odleciał zostawiając za sobą smuge swiatla niczym droga mleczna.Wróciłem do domu i wszystko bylo po staremu. To tyle o moim najwiekszym przezyciu dnia teraz twoja kolej...

Smierc kliniczna to okropne uczucie. Sam mialem okazje to odczuc. Mam 55 lat i mam to caly czas przed oczami chociaz minelo juz 36 lat. Skakalismy z chlopakami ze wsi opdal z mostu do wody az w koncu przytrafilo sie to o czym teraz sie tak czeto mówi. Lekarze nie dawali mi zednych szans. Przyjechala karetka i zawiozla mnie do szpitala. Widzialem swoje cialo na łozku leżące i postac przechodzącą kolo mojego ciała rzeczywistego. Myslalem ze snie, głowa krwawila a ja nie czulem bólu. Wtedy niczym w maszynie czasu przenioslem sie niczym rurą z przezroczystego tworzywa w miejsce którego nie zapomne do Boga- swiata milosci, czystosci. Bylo pieknie! I wtedy zdalem sobie sprawe ze ja nie żyje. Podszedł wtedy do mnie anioł i powiedziął: "Tyż jest Zbyszek należyty do prawicy" Te slowa zapamietam do konca zycia. Powiedzieli mi ze bedzie dobrze i ze wrócą po mnie po czym wrota statku zamknęły sie i statek kosmiczny odleciał zostawiając za sobą smuge swiatla niczym droga mleczna.Wróciłem do domu i wszystko bylo po staremu. To tyle o moim najwiekszym przezyciu dnia teraz twoja kolej...

Ja poprosze o troche konkretow: 1)co sie przytrafilo? o czym sie tak czesto mowi? 2)poczym poznales ze to byl aniol? Jesli mozna prosze o odpowiedz. [%sig%]

mendo kurewa

zjebana strona i wy wszyscy kurewa prócz midi haha!!!!!!!!!!!!!

Ej sorry, ale nie zycze sobie takich komentarzy!!!!

*************** OGŁOSZONKO ******************************* CZY są na FoRuM ludzie którzy znają kogoś kto przeżył ŚMIERĆ KLINICZNĄ, albo i może sami ją przeżyli?(napiszcie te przeżycia) ----------------------------------------------------------------------------- Wiecie co? boje się śmierci klinicznej.....tyle się słyszy, że ludzie w ostatniej chwili przed pogrzebem "powrazają", a jeśli będzie zapuźno? zakopanym rzywcem, aż strach pomyśleć ! Brrr.... Słyszałam o kobiecie którą zakopali rzywcem...o budziła się w chwili gdy kją zakopywali , bo ksrzyczała, ale nikt jej nie słyszał wśród szlochu ludzi.... pare dni pużniej (8) musieli z jakiś tam powodów odkopać trumne i znaleźli kobiete, która, aż miała poździerane palce i paznokcie od drapania wieka trumny... (ale nie wiem czy jeszcze żyła) Brrrr..... straszne POZDRAWIAM :) ALLL !!!!

Wiesz co Midi taka chistoria to moj najgorszy koszmar !!!!!!!!! to najgorszy sposob opuszczania tego swiata obok spalenia zywcem i nabicia na pal!!! A wlasnie wiecie ze na palu mozna bylo umierac nawet kilka tygodni !!!!!

Ja znam kogoś kto przeżył śmierć kliniczną. Chyba na początku tego tematu o tym pisałam.

"Zmagałem się z własnymi emocjami próbując pożegnać się z żoną. Jedyne co byłem w stanie powiedzieć jej wtedy to to, że ją kocham. Emocje jakie mną wtedy targały nie pozwalały mi na nic innego. Poczułem jakby odprężenie zamykając jednocześnie oczy i czekałem na koniec. Czułem, że to było właśnie to. Całkowite zaciemnienie, wielka nicość, sen z którego już się nie budzisz, koniec istnienia. Miałem absolutną pewność, że poza tym życiem nie ma już niczego - zgodnie z moim wyobrażeniem tak właśnie pojmowali rzeczywistość ludzie inteligentni i rozsądni. Coś takiego jak modlitwa nie przyszło mi nawet do głowy. Nigdy nie myślałem o takich rzeczach a jeżeli nawet kiedyś wspominałem imię Boga to tylko jako przekleństwo. Na jakiś czas straciłem przytomność. Trudno mi określić jak długo mogło to trwać ale kiedy odzyskałem świadomość czułem się naprawdę dziwnie. Natychmiast otworzyłem oczy. Ku swojemu zdumieniu stałem obok łóżka i patrzyłem na własne ciało leżące na łóżku. Moją pierwszą reakcją była myśl "To jakaś niedorzeczność! Nie mogę przecież stać tutaj i spoglądać w dół. To nie jest możliwe". Zupełnie nie tego oczekiwałem. Czułem się niedobrze. Dlaczego wciąż byłem żywy? Pragnąłem pogrążenia się w zapomnieniu. Kiedy zdałem sobie wreszcie sprawę co się stało poczułem się roztrzęsiony i zacząłem krzyczeć i wrzeszczeć na moją żonę ale ona tylko siedziała tam nieruchomo jak kamień. Nawet nie spoglądała na mnie. Zacząłem wykrzykiwać przekleństwa w jej kierunku by zwrócić na siebie uwagę. Będąc zdenerwowany i zły próbowałem jeszcze zwrócić uwagę współ-pacjenta z mojego pokoju ale z tym samym rezultatem. Nie reagował. Chciałem by to był sen i powtarzałem sobie "To musi być sen". Ale wiedziałem, że to nie jest sen. Uświadomiłem sobie, że w dziwny sposób staję się coraz bardziej świadomy i czułem się bardziej żywy niż kiedykolwiek w całym moim życiu. Wszystkie zmysły stały się bardzo wyostrzone. Wszystko odczuwałem bardzo prawdziwie i żywo. Podłoga była chłodna a moje bose stopy wilgotne. To była rzeczywistość. Zacisnąłem pięści i zdumiałem się jak wiele odczuć dał mi ten zwykły gest Wtedy usłyszałem moje imię: "Howard, Howard - chodź tutaj" W pierwszej chwili zdziwiłem się skąd dochodził ten głos. Odkryłem, że dochodził od strony korytarza. Kilka różnych głosów wołało mnie. Zapytałem kim są a oni powiedzieli: "Jesteśmy tu by zaopiekować się tobą. Doprowadzimy cię do porządku. Chodź z nami" Zapytałem znowu czy są lekarzami i pielęgniarkami. Oni odpowiedzieli "Szybko, chodź. Przekonasz się." Kiedy zadawałem im pytania udzielali wymijających odpowiedzi. Wywierali na mnie nacisk bym się pospieszył i wyszedł na korytarz. Z pewną niechęcią wyszedłem na korytarz i znalazłem się we mgle. Była to lekko kolorowa mgła. Nie była zbyt gęsta. Widziałem na przykład swoje ręce ale ludzie, którzy wołali mnie byli o 5-6 metrów ode mnie i nie widziałem ich wyraźnie. Wyglądali bardziej jak sylwetki lub kształty i kiedy próbowałem zbliżyć się do nich by lepiej im się przyjrzeć oni oddalali się w mgłę. Szedłem więc coraz głębiej w mgłę. Te dziwne istoty poganiały mnie bym szedł za nimi. Wciąż pytałem ich dokąd idziemy a oni odpowiadali: "Pospiesz się, dowiesz się". Właściwie niczego nie mówili poza poganianiem mnie bym szedł za nimi. Zaczęli powtarzać, że moje cierpienie było bezsensowne i niepotrzebne. "Ból to bzdura" powiedzieli. Wiedziałem, że idziemy tak już całe mile ale w dziwny sposób gdy oglądałem się za siebie wciąż widziałem pokój szpitalny. Moje ciało wciąż tam leżało, nieruchomo na łóżku. W perspektywie wyglądało to tak jakbym unosił się nad pokojem szpitalnym i spoglądał w dół. Wydawało się, że pokój jest już miliony mil za mną. W pokoju wciąż widziałem moją żonę i współlokatora ale stwierdziłem, że nie są w stanie mi pomóc więc raczej pójdę z tymi ludźmi. Kiedy uszliśmy w ten sposób znaczną odległość spostrzegłem, że istoty są wokół mnie. Prowadzili mnie poprzez mgłę. Nie wiem jak długo to trwało. W całym tym przeżyciu miałem poczucie jakby czas nie istniał. W miarę jak poruszaliśmy się mgła stawała się coraz gęstsza i ciemniejsza. Również ludzie towarzyszący mi zaczęli się zmieniać. Na początku wydawali się rozbawieni i szczęśliwi ale kiedy pokonaliśmy pewną odległość zaczęli stawać się agresywni. Im bardziej stawałem się podejrzliwy i im więcej pytań zadawałem oni stawali się wobec mnie coraz bardziej wrodzy, opryskliwi i pewni siebie. Zaczęli żartować sobie z mojej nagości i z tego jak śmiesznie wyglądam. Wiedziałem, że mówili o mnie ale gdy próbowałem dowiedzieć się co mówią dokładnie oni szeptali "Cicho on słyszy". Ci mniej agresywni ostrzegali jakby tych agresywniejszych by byli cicho aby mnie nie spłoszyć. Zastanawiając się co to wszystko ma znaczyć zadawałem im pytania ale oni powtarzali tylko bym szedł szybciej i nie zadawał pytań. Czując się nieswojo, szczególnie odkąd oni zaczęli stawać się agresywni rozważałem powrót ale nie wiedziałem jak to zrobić. Byłem zagubiony. Nie było żadnych punktów odniesienia do których mógłbym nawiązać swoje położenie. Była tylko gęsta mgła i wilgotny grunt pod stopami. Nie miałem poczucia kierunków. Całe moje porozumiewanie z nimi odbywało się za pomocą słów tak jak między zwykłymi ludźmi. Wyglądało na to, że oni nie wiedzieli co myślę. Ja również nie wiedziałem co oni myślą. Stawało się jednak coraz bardziej oczywiste, że byli kłamcami i jakakolwiek pomoc stawała się tym bardziej niemożliwa im dłużej przebywałem wśród nich." ********************************************************** Jest to cytat z pewnej strony człowieka , który przerzył śmierć kliniczną jest to tyklko fragment, ale jak ciekawy... zapraszam do lekturki :P

Podaj stronę, chętnie przeczytam całość.

ok. karrlk.webpark.pl 8jest tam tego dosyćsporo, ale verry ciekawe i intreresujące POZDOWIONKA i miłej lekturki :)
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 156
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.