| wendol: |
| A teraz zupełnie na poważnie.
79277 stanął na wysokości zadania.
Jakiś ogólny "upust" był chyba potrzebny, by rozładować to i owo.
Wygarnęliśmy sobie :) |
Tu nie chodzi o stawanie na wysokości, czy też nie.
Najbardziej mi żal tego, że zjechałem człowieka, któremu naprawdę dużo zawdzięczam. Dużo wiedzy. Rzeczy materialnych też. Ale Wendol! Naprawę nie lubię otrzymywać tego o czym mowy nie było- to transakcja i ma być uczciwie! Nie oszukałeś mnie tak jak to jest rozumiane zazwyczaj. Oszukałeś mnie inaczej- dałeś za dużo: to czego nie zamawiałem, nie chciałem, co wprawiło mnie w naprawdę wielkie zakłopotanie i co mnie wkurzyło. Ale to co o Tobie napisałem nie było spowodowane tą przesyłką, lecz tym co mi się zbierało od dłuższego czasu. Przelałeś... Dodałeś kroplę, która spowodowała "wylew". Przebrałeś miarę i głównie chodzi o to klepanie i o te minetki. Wiesz? Ta minetka to taka gra słów była, a nie jakieś moje "ukryte pragnienie" w stosunku do Monetki. Monetka- minetka. Przeinaczone na zupełnie coś innego, co miało zbadać poczucie humoru Monetki. Okazało się, że mogę z nią "pożartować" w ten sposób. Wiem dzięki temu, że mogę w ten sposób żartować (i na wiele innych sposobów i tematów) i nie będzie niesmaku, ani nikt się nie będzie "napalał". To ważne- wiedzieć z kim można tak pożartować, a z kim nie. Wiem na przykład, że z Tobą nie mogę tak... Ty wrzucasz raczej ludzi w jakieś "sztywne rubryki". To moja (subiektywna) opinia więc nie napinaj się. Podobna sytuacja była z tym obrazkowym klapsem- tylko, że tutaj już Monetki nie testowałem, tylko byłem pewny, że się nie obrazi i że nie zrozumie tego niewłaściwie. Wiedziałem to tym bardziej, bo wymieniliśmy jeszcze kilka poglądów poza tym forum. Wiesz- poznaliśmy się troszkę lepiej drogą mailową. Monetka w tej chwili ma nawet w swoim kompie m.in. zdjęcia mojej córki, żony, moje. Opisy różnych przygód, aktualne wieści itd. Po prostu jej ufam i wiem, że jest dobrym człowiekiem Bez urazy, ale mimo wszystko o Tobie aż tak dobrego zdania nie mam. Monetka może i jest męska (wąsów nie nosi), ale tego wymaga od niej życie. Może liczyć tylko na siebie i ostro zapierdala w "rajchu", żeby w miarę jakoś normalnie żyć. Jak każdy ma chwile że płakać się chce i chce się komuś wyżalić, do kogoś przytulić, poprosić o radę, a nawet trzeba mieć się na kogo wydrzeć- porządnie opierdolić za własne słabości i niepowodzenia. Od tego właśnie są przyjaciele. Od tego między innymi są takie znajomości. Być może w rzeczywistości nigdy się nie spotkamy (żadne z naszej szóstki- z wyjątkiem Wendol- nicze, Wendol- Igor, bo takie spotkania już były, nie), ale trzeba mieć kogo opierdolić :)
Ty Wendolu upierasz się za bardzo przy charakteryzowanie mnie jako "lubiącego klepać kobiety w tyłek". Tłumaczyłem Ci to chyba dwukrotnie. Jak po raz trzeci z całą stanowczością przykleiłeś mi taką metkę- wkurzyłem się na Ciebie już na maxa. Obrazkowe klepanki w dupę to żarty skierowane do konkretnej osoby- wiem, że nie będzie obrazy, nikt się nie zniesmaczy, nikt nie pomyśli "czegoś więcej"... Nie wiem, czy to do Ciebie dociera... Żarty bywają różne, wiesz? Świat nie jest sztywno dostosowany do jakiejś reguły (ilu ludzi- tyle gustów, a o gustach się podobno nie dyskutuje). Jedni lubią Jasia fasolę inni Monty pythona. Jaden będzie się śmiał z wypadku lotniczego, a inny z kabaretu moralnego niepokoju. Jeszcze inny popatrzy jak auto uderza w auto i krzyknie "ale urwał!". Jeszcze inny wyciągnie kozę z nosa i się do niej uśmiechnie... Żarty to jak styl ubierania się, to jak muzyka albo film- podoba się lub nie. Żarty to gusta... Monetka zrozumiała. Ty nie. Jeszcze raz Ci to napisałem. Może i Ty ode mnie się czegoś nauczysz... kto wie. Na swojej życiowej drodze spotkałem różnych ludzi- od poważnych, super wykształconych ludzi, poprzez zwykłych "Kowalskich", aż do totalnych pijaków "z rynsztoka"... Różnych. Z każdym znajdę temat na który możemy pogadać. Od każdego przyjmę jakąś radę i każdemu z nich mogę coś doradzić... Ludzie są prze- różni...
Ty Wendolu uważasz się za człowieka "światłego", za człowieka, który przybył tu by zbawiać (nie ironizuję teraz), ale moim skromnym zdaniem niezbyt dobrze czujesz co siedzi w drugim człowieku. Naprawdę potrafisz niewłaściwie ocenić... Posiadasz olbrzymią wiedzę na różne tematy i podziwiam Cię za to. Ja na przykład nigdy nie opanuję nawet w 10% Twojej smykałki do komputerów... Ja po prostu nie szczególnie lubię komputery- nie fascynują mnie, nie jest to moja pasja. Nie dążę do szczegółowego poznania "ich anatomii". Na tematy informatyczne (zarówno soft, jak i hard) mógłbym Cię pytać co 5 minut. Ja tego i tak nie zakoduję. Owszem swoje wiem- co mi jest niezbędne. I tyle. Absolutne minimum.
Jeśli o różne konstrukcje chodzi- nigdy nie zbudowałem niczego ściśle wg planu/ projektu. Nie tylko cudzego projektu- nawet jak sam coś zaprojektowałem, to w czasie budowy wprowadzałem zmiany, bo coś nowego wymyśliłem... Czasem jestem jak piórko na wietrze. Niewiele dobrego mogę o sobie powiedzieć- jestem złym człowiekiem (tak naprawdę uważam). Wiem jedno- jestem twórcą. Nie: odtwórcą. Jeśli mam coś zrobić wg czyjegoś schematu- cierpię... We wszystkim widzę coś co można ulepszyć (czytaj: zbudować wg mojego widzimisię), dlatego też mam problemy z pracą- dawno temu w jednym miejscu powiedzieli mi, że potrzebują elektronika (montera/ "lutowacza"), a nie zwariowanego wynalazcy- tak do mnie powiedział kierownik, któremu przedstawiłem swoje prace... A jeśli o elektronikę chodzi- jestem samoukiem, bo nie miałem możliwości edukować się w tym kierunku. Wy mi mówicie (Wendol + Igor), że powinienem własny interes otworzyć. Jak?! Skoro mnie nie chcą na zwykłego montera, to jak mam sam wymyśleć, zaprojektować, wyprodukować części i zmontować? Skoro do montażu (najprostszej z tych rzeczy) się nie nadaję? Zabrnąłem za daleko- nie o tym chciałem pisać...
Wendol. Chcę Ci tylko powiedzieć, że ja w swoim krótkim życiu (krótszym niż Twoje) "z niejednego pieca już jadłem chleb"...
Mógłbym się wypowiedzieć na nie jeden temat. Nawet na ostatnio modny tu temat emigracji... Też byłem za granicą "za chlebem". Wróciłem, bo lubię język polski i stwierdziłem, że żebym nie wiem jak się przyłożył do nauki języka obcego (do języków nie mam głowy zupełnie... chyba żeby go do minetki użyć), to w żadnym języku nie poklnę sobie tak jak po polsku :) Kurwajegozapierdolonawdupęmać nie da się zastąpić jakimś fakafakfakenbiczsietfakenfak...
Pracowałem we Francji, w Paryżu (już dobrze nie pamiętam- żebym na kłamcę nie wyszedł) ze 2 lub 3 miesiące.... Kasy nie zobaczyłem... Pracowałem dla Araba... - kolegi mojego wujka (brat mojej mamy), który to wujek nie chciał mi później nawet numeru telefonu do swojego kumpla dać, żeby się upomnieć o kasę (bo Ty i tak po francusku nie umiesz- tak powiedział wuj). Nie wiem kto mnie tam wyruchał: arab, rodzina, czy mój kraj- bo musiałem chleba szukać u żabojebów, zamiast we własnym kraju...
Teraz już całkiem zgubiłem wątek- do czego zmierzałem...
Poleję sobie winka- mam jakiegoś bełta, z którego grzańca miałem robić. A- wypiję na zimno... :P
Kontynuując... W Hiszpanii mi się zajebiście podobało- tam dwa lata zabawiłem. Wróciłem ze względu na moją obecną zonę- za długo byliśmy za daleko od siebie... Nie żałuję, ale do Barcelony chętnie bym wrócił. Jak to Wendol o Szwedach [pisał- zupełnie inni ludzie, inny sposób życia. Tęsknię trochę za Barceloną, ale po hiszpańsku też nie da się tak pokląć jak po polsku:) Na pewno nie sprawia to takiej satysfakcji w zbluzganiu jakiegoś dupka, który sobie myślał, że mnie w kakao wyjebie (mowa o "pracodawcach")... (mocne to wino- nie lubię wina tak na prawdę)...
Mógłbym się o emigracji o emigrantach wypowiedzieć (bo z emigrantami z innych krajów też miałem styczność, nie?), ale nie ma sensu. Bo "tam" jest tak samo jak "tutaj" pod tym względem. Nie ma znaczenia- emigrant, cz tubylec- i jeden i dugi może być porządnym człowiekiem. i jeden i drugi może być świnią- jak ten spasiony, pełen pretensji "tubylec" na obrazku, który dodała tutaj zakłamana materialistka :) :P (ohydny sarkazm- wiem). Świetna satyra Yohanna. Tłuścioch nawet nie zdaje sobie sprawy, że żyje dzięki tym znienawidzonym emigrantom. Z drugiej strony (jakby tak zacząć dedukować)- to właśnie Ci emigranci go utuczyli i wsadzili na ten wózek. Ubezwłasnowolnili go- od tej pory nie obejdzie się bez tych emigrantów (bo by musiał sam dupę ruszyć i wleźć na dach, żeby go naprawić) i za to ich tak nienawidzi. Nie pozbędzie się ich- bo są dla niego wygodni, ale nie przyzna tego za nic w świecie... I o tym tak naprawdę (moim zdaniem) jest ten rysunek............... Możecie się nie zgodzić- śmiało... :P
Nie wiem do czego zmierzałem, więc nie wiem jak to zakończyć :) lol Głupi słowotok ;)
Wendol. Wiele Ci zawdzięczam i wiele się od Ciebie nauczyłem. Nadal się uczę- tak sądzę... Ty musisz zejść troszkę "niżej". Nie pędź tak do tego nieba (bo być może nikt nie pójdzie za Tobą), nie pytaj nas też czego chcemy od Ciebie (bo być może sami jeszcze nie znamy odpowiedzi nie będziemy mogli Ci jej udzielić). Jeśli jesteś naprawdę tym za kogo się uważasz, to zwolnij trochę i idź obok nas i bądź naszym przyjacielem... (mam nadzieję, że Ci to coś mówi..).
Pozdrawiam i dobranoc.
PS. Ja i Monetka znaliśmy się już wcześniej...
Jakiś czas temu w Paryżu. Byliśmy w poprzednim wcieleniu zaprzyjaźnionymi kotami (koty zawsze chadzają własnymi ścieżkami dlatego to takie "trudne" stworzenia). Ona była taką zwykłą szarą kotką- zwykłą, bo za taką się uważał, ale tak naprawdę była niezwykła. To Tygrysica która skoczyła do gardła nawet rozjuszonemu rottwailerowi, jeżeli tylko zagroził... temu wychudzonemu, niepozornemu i zupełnie nie potrafiącemu się obronić (choćby przed zwykłą paryską, szarą myszką)... czarnemu kotkowi. Mnie. Nazwała mnie rentgen, bo wszystkie żebra można było mi policzyć (bez zaglądania "do środka"), kiedy mnie znalazła i uratowała...
Śmiejcie się, ale tak qrna było. Tak było siostro?
Było- a jak!
Pa