| yohanna22: |
| Na pewno ponad 10, ja 10 lat temu pierwszy raz sie zarejestrowalam tutaj. |
Tak daleko pamięcią nie sięgam :)
A 79277 trzymam za słowo - będzie nam lżej - uff...
Za ciężki jest, by go ciągle podnosić.
Kiedyś powiedział, że podziwia swoją żonę, że z nim wytrzymuje - że musi być aniołem :)
Tak, jak Nicze napisał - przeżycia z dzieciństwa - ojciec, który go wbijał w ziemię i w kompleksy.
Moja żona też w każdym, kto jej się nie podobał (ogólnie ludzi nie lubi) widziała swojego ojca - mówiła, że jest taki sam, po czym mylili jej się ludzie i wydarzenia.
Do niczego nie potrafiła się przyznać, bo kary się spodziewała i bała, więc odwracała kota ogonem i w następnym zdaniu wypierała się tego, co powiedziała w poprzednim.
Jej ojciec był agresywny i bił ją, a ona zamiast wnioski wyciągnąć, to robiła to samo swoim dzieciom.
Nie ważna była dla niej prawda, tylko mówiła jakiekolwiek kłamstwa, by d... ocalić, a ja miałem do niej pretensje, że kłamie, że nie mówi prawdy. Chciałem tylko, żeby się przyznała i więcej tak nie robiła.
Mój ojciec wychował mnie zupełnie inaczej - jak się przyznałem, to czekała mnie nagroda - jego uznanie, że nie jestem tchórzem, wręcz podziw, odpuszczenie winy, uśmiech i spokój.
Szybko się nauczyłem, że prawda jest najlepsza - nawet "pokuty" nie było, bo mój ojciec nie jest kościółkowy :)
Czasem nie panował nad sobą, jak miał poważniejsze problemy, ale na szczęście często ich nie miał :)
Teraz ma "problem", który czasem mu trudno znieść - jedna z moich córek jest dominująca, a on przyzwyczaił się do uległych, posłusznych kobiet. Jest jeszcze "gorzej" dla niego, bo teraz są w domu trzy kobiety, które coraz wyżej głowy podnoszą i musi być miły dla nich, a dla niego to nowość, ale szybko się uczy i nawet sam powiedział, że musi się nauczyć nowych dla niego rzeczy :)
Czasem go bronię, bo jak "nie tak" się odezwie, to jadą po nim równo, do upadłego - biedny jest :)
Wiem, że dużo mówię i rozmowy ze mną długo trwają, ale chyba są miłe i konstruktywne?
Powiedz Yohanna - prawda? :)
Słuchać też potrafię, jak ktoś z sensem mówi, zamiast "blablać" :)
Moim problemem jest, że szybko myślę i wiem, co rozmówca chce powiedzieć, więc niestety potrafię mu nie dać dokończyć, tylko odnieść się do tego, czego nie zdążył jeszcze powiedzieć, ale zdążył pomyśleć :)
Mój ojciec kiedyś się bardzo przestraszył, bo byłem w stanie takiego "podkręcenia" (tzw. bardzo wysokie wibracje), że w ogóle nie musiał mówić, tylko wystarczyło, że pomyślał, a ja już mu odpowiadałem.
Żebym kiedyś komuś przerwał, mówiąc że ja teraz mówię i podniósł głos?
Zdarzało się :)
Jak moja żona lub mój ojciec totalne bzdury gadali i byli zdenerwowani, to czasem ich "tonowałem", zanim się za bardzo nie "rozhuśtali" :)
Tylko, że moje "zdenerwowanie" jest pod kontrolą - nie lubię się "denerwować", ale czasem muszę, co nie przeszkadza mi w logicznym rozumowaniu :)
Że "zakochany w sobie i egoistą jestem" ktoś napisał? :)
Przecież już tłumaczyłem słowa Jezusa: "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego".
Ktoś, kto ma ze mną więcej do czynienia wie, jaki jestem dla ludzi - "wszyscy" mnie lubią oprócz mocno zakompleksionych.
Podobno ktoś, kto siebie nie pokochał, nie otrzymał miłości w dzieciństwie, nie potrafi kochać bliźniego.
A jak już wie, jak ten mechanizm działa, to nie może nad sobą popracować?
Bardzo dużo miłości otrzymałem od matki, a od ojca wsparcie umysłowe - bardzo dużo książek przeczytał i o życiu mi opowiadał, a poza tym silny był i "byle czym" się nie przejmował :) Sporo też ode mnie wymagał - żebym się rozwijał i nie spoczywał na laurach :)
Można być rozwiniętą, "starą duszą", ale jak w aktualnym wcieleniu trafi się na "patologiczną" rodzinę, czy towarzystwo, to ciężko jest rozwinąć skrzydła.
To nie była "krytyka" numerycznego (wiem, jaki jest i dlaczego), tylko próba pomocy - próbowałem mu pomóc przez lata i różne rzeczy tłumaczyłem, ale on o wszystkim zapomniał, bo poczuł się urażony i się obraził, a nawet zaatakował - dziwne i niepojęte dla mnie.
Przecież każdy, kto medytuje, myśli itp. może sam zrozumieć swoją psychikę i "wyjść na ludzi", a z pomocą tym bardziej.
Mnie mocno nie "umordował", tylko siebie, ale przy okazji pomogłem innym i sobie w jeszcze lepszym zrozumieniu wielu spraw :)
Dziękuję wszystkim, że jesteście :)
Nicze - jest nieco "sztywny", ale swoje lata ma, doświadczenia nabrał i dużo zrozumiał.
W jego przypadku nawet fajnie, że jest taki "sztywny", bo dzięki temu jest spokojniejszy i ma bardziej analityczny umysł - myśli na spokojnie i emocje nie wytrącają go z równowagi :)
Poetą może nie będzie, ale przecież nie musi - ma inną "specjalizację" :)
Teraz mogę chyba iść spać z poczuciem dobrze wykonanej misji :)
Numerycznego przynajmniej na razie pożegnaliśmy.
Może kiedyś wróci - nie wymagam od niego "skruchy", tylko żeby się wreszcie "ogarnął" i nie wkurzał, że ktoś jest od niego "lepszy".
Ode mnie też są lepsi/lepsze i co z tego? Fajnie, że nie muszę być najlepszy :)
Jak to mawiał Jezus (mój ulubiony "myśliciel"): każdy z was może być taki, jak ja, a nawet lepszy :)
On chciał, żeby ludzie się rozwijali i stawali lepszymi nawet od niego - cieszyło go to i zachwycało, jak takich widział.
Największe wrażenie zrobiła na nim Maria Magdalena (kochał ją niesamowicie i się pobrali) oraz Jan Chrzciciel.