| monetka73: |
| Braciszku
jak chcesz coś poświęcic dla kogos lub czegos
to zrób to
owszem
ale nie ekstremalnie |
Spokooooojnieeee... Męczennikiem zostawać nie zamierzam :)
Nie poświęcam się dla nikogo.
| monetka73: |
| a nie rób przysieg pozbycia sie nałogu |
To żadna przysięga. Po prostu mocne postanowienie, które "wykrzyczałem nie wypowiadając ani słowa", tzn pomyślałem o tym tak intensywnie wówczas i z takim przekonaniem, że jestem gotów to zrobić, że poczułem się jakbym te słowa "wypromieniowywał ze swego wnętrza". W każdym razie czułem, że ktoś słucha. No i jak się okazało słuchał ktoś. Nie wiem tylko teraz jak nazwać tego kogoś...
| monetka73: |
| to walka totalna ktora mozesz przegrac |
Nie zgodzę się z tym. Tego nie mogłem przegrać. Nawet jeśli teraz ulegnę, to mogę spróbować znowu... Nie wyznaczyłem sobie żadnego terminu, po minięciu którego ktoś by rzekł: game over...
Nie mogę tak podchodzić do tego jak napisałaś. Obiecuję coś, co czuję i nie zastanawiam się wówczas, czy dam radę to zrobić. To co Ty zaproponowałaś:
| monetka73: |
| bede cwiczyc codziennie 10 przysiadow
i je wtedy bede robic
i wiem ze je zrobie |
- tego też mogę nie wykonać, bo skąd mam wiedzieć, czy mi jutro, qrna, nóg nie upierdoli? A bez nóg przysiadów nie zrobię (sorki za słownictwo).
Próbuję Ci uzmysłowić, że nie ma rzeczy łatwych i trudnych do wykonania- możemy co najwyżej nie znać metody jak to zrobić. Możemy nie być jeszcze gotowi...
A z moim rzucaniem palenia było różnie. Przez ten długi czas podejmowałem kilka prób i najdłużej udawało mi się przetrwać bez papierosa 2 miesiące. Wtedy byłem bardzo pewny siebie, pewny, że już to się stało, że rzuciłem (dokonane, gotowe), że już mnie nie wciągnie to... Wymyśliłem, że jestem tak odporny już na to, że mogę sobie nawet przy piwku jednego, czy dwa zapalić i nie wrócę do nałogu... Myliłem się.
Nie palę rak. Prawie. I nie czuję się źle. Przeciwnie- czuję się świetnie! Lepiej w każdym razie. Jedyne co mi przeszkadza to... przytyłem trochę.. Czuję się ociężale- zawsze byłem chudzielcem.
Nie ma tragedii bo 95 kg na wzrost 194 to chyba nie aż tak dużo :)
Zmierzam do tego, że rzucanie tego nałogu dla mnie (w tej chwili) nie jest żadnym poświęceniem. Nie robię tego dla kogoś tylko dla siebie. I na tym etapie na którym jestem obecnie- niepalenie sprawia mi frajdę. Czerpię z tego przyjemność.
Nie twierdzę, że już nigdy nie zapalę, bo jestem "twardy". Nie wiem co się jutro wydarzy... Może coś, z powodu czego poczuję potrzebę zapalenia...
Poprzednie niepowodzenia na tym polu nauczyły mnie na pewno pokory... Tamte błędy są mi teraz pomocne. Dzięki tamtym niepowodzeniom jest mi teraz łatwiej. Tak to czuję...
Żadne postanowienie nie jest złe- ma być szczere. Ale ja osobiście nie mógłbym sobie "odmówić nutelli", bo to "za łatwe by było"- moim zdaniem : żadna to zapłata za realizację bardzo konkretnego marzenia.
Zapłata za super życzenie musi być super...
Ale wiesz- rób przysiady... Na pewno nie zaszkodzą :)
| Igor: |
| Musisz się odnaleźć z powrotem wtedy nie będzie problemów z obietnicą, wypłynie z wnętrza ciebie jak głos ;) |
Pracuję nad tym...
W tej chwili najwięcej uwagi zajmuje mi kontrola własnych nerwów. Stwierdziłem, że jestem zbyt wybuchowy, za łatwo się wkurzam i od razu przechodzę do ataku...
Dziś jechałem samochodem. Był korek. Na podporządkowanej stał autobus i czekał na wpuszczenie, bo sam w takim korku nigdy by się nie włączył do ruchu... Zatrzymałem się, żeby go wpuścić przed siebie, a tu z tyłu od razu jakiś baran zaczął trąbić. Zerknąłem w lusterko wsteczne i od razu mało mnie szlag nie trafił, bo zobaczyłem po ruchu warg faceta jadącego zamną, że jestem właśnie nieźle wyzywany od "chujów" itp. Zaciągnąłem hamulec, odpiąłem pas i myślę- zajebię ciula... Zastanowiłem się 3 sekundy i otworzyłem zawór trzymający napięcie. Zapiąłem pas i ruszyłem. Nie wiem co by było gdybym do niego wysiadł... Teraz cieszę się, że się powstrzymałem...
Moneta hamuj nerwy... Marnujesz sobie zdrowie. Ktoś zrobił Ci coś złego- rozumiem. Ja też to mam. Ale tym wkurzaniem się robisz sobie większą krzywdę niż robi Ci osoba na którą się wkurzasz... Wiem to na pewno. Mieszkam z dwoma takimi osobami, które mi szkodzą i wierz mi- traciłem 90% swojej energii na "wirtualną" walkę z nimi. Nadal mnie wqrwiają, ale staram się nie myśleć o nich. Myślę, że ze "zużyciem swojej energii na nich" zszedłem teraz do poziomu ok 40%. Wciąż dużo, ale jest lepiej. Ty siostrzyczko też pracuj nad sobą... Proszę- jak nie dla siebie, to zrób to dla mnie :)
| monetka73: |
| skóre bym z siebie zdarła zeby im w biedzie pomóc
a jak bieda mineła....... |
Wierz mi- WIEM O CO CI CHODZI. Mnie też tak wyruchano. Lata psucia sobie własnego zdrowia... nerwami... Myślę, że jestem na dobrej drodze do opanowania sztuki "olewania tego wszystkiego". Oby się udało :)
Wmawiam sobie, że za rok, dwa lub dziesięć już nie będę nawet o tym pamiętam, więc po co to teraz tak bardzo drążyć? Skoro kiedyś w przyszłości nie będzie to miało dla mnie znaczenia (będę bardzo szczęśliwy- taki zamierzam być), to teraz też raczej nie powinienem się tym zajmować...
Hmmm... Ale się rozpisałem. Sorki. Nawet nie wiem, czy tatreść jest poprawna, czytelna, słuszna- wysyłam bez czytania :)
Pozdrawiam Was.
PS. Sistra- weź się w garść bo klapsiora dostaniesz :)