Współczesne religie świata Zachodu u swych podstaw mają lęk zamiast miłości. To zupełne nieporozumienie i mocny dowód na to że straciły wewnętrzna nić Boskiej Mocy, która dawała im życie.
Do dzisiejszego stanu religii doskonale pasuje tytuł sztuki Szekspira "Wiele hałasu o nic".
Pamiętam Twój komentarz do wielkich uroczystości w Watykanie, cały dzień turlałem się ze śmiechu.
Przypomnij.
"Kościół mógłby śmiało zostać wpisany do księgi rekordów Guinessa jako największa organizacja, której olbrzymie wysiłki nie przynoszą żadnego efektu"
Ludzie kościoła są zbytnio zapatrzeni w samych siebie. Kościół nie jest matką, i jego wartość nie da się w żadnym stopniu zestawić z wielkością i majestatem Boskim. Nie wolno czcić kościoła, żadnego. Tylko Bóg jest wartością, reszta to błędne teorie na podbudowie ludzkich interesów.
Czyli manipulacja ludźmi.
Liczy się Bóg i droga ku Niemu. Tutaj żadna instytucja nie jest potrzebna. Kościoła mogłoby wcale nie być i byłoby lżej.
A co ze świętymi i cudami, co z osiągnięciami duchowymi np. Teresy z Avila, Jana od Krzyża, Teresy z Lisieux, Franciszka z Asyżu, Józefa z Cupertino, Tomasza z Akwinu, Faustyny, ojca Pio i tysięcy innych?
Czy masz wrażenie, że dobra duchowe dał im kościół? To dlaczego nie otrzymali ich żyjący im współcześnie, przecież uczestniczyli w tych samych mszach, studiowali te same księgi i mieli tych samych nauczycieli? Czy potrafisz Mi na to odpowiedzieć? Jeśli ludzie kościoła nie mogli dać innym podobnych łask to znaczy że nigdy ich nie mieli. Jeśli mówisz o tych kilkunastu czy kilkudziesięciu ludziach znanych powszechnie jako święci chrześcijaństwa to popatrz jaka jest to wielka dysproporcja - stu do kilkuset milionów. To są zaniedbywalne wyjątki, a więc jaskrawy dowód na wielką porażkę duchową kościoła przeszłości i teraźniejszości. Bo w takim razie co z resztą?
Śmiejesz się, masz cudowne poczucie humoru. W ogóle jesteś taki cudowny, a Twoja miłość tak słodka..
Ludzie, których wymieniłeś uzyskali dary duchowe towarzyszące zjednoczeniu pomimo wysiłków kościoła, nie dzięki nim. Zainteresuj się życiem świętych, Józef z Cupertino spędził kilkadziesiąt lat odsunięty od posług kapłańskich i zamknięty w swej celi, podobnie ojciec Pio (Moja wielka miłość), pamiętasz jak zmarła Mała Teresa z Lisieux, albo święta Faustyna? Dlaczego święty Jan od Krzyża spędził pół roku w lochu bez światła? Każdy z nich jeśli by urodził się w świecie islamu byłby do dziś czczony jako wielki mistyk, a w świecie buddyzmu jako wielki przebudzony.
Wśród mistyków wielką rzadkością są ludzie z kościelnej hierarchii. Zazwyczaj są to ludzie odrzucani przez "górę" kościoła i wynoszeni na ołtarze dopiero gdy już zejdą z tego świata i przestają zagrażać establishmentowi. Nigdy nie maja posłuchu za życia, kiedy mogliby coś zmienić.
Zapomnij o religii. Liczy się tylko Bóg i miłość do Niego. Jeśli jest ci w tej drodze pomóc jakiś ksiądz katolicki, protestancki, buddysta czy hinduista, albo tylko zwyczajny porządny człowiek to chwała mu za to. Ale nie myl drogi i drogowskazu z jej celem.
Zauważyłem, że gdy mówisz o kościele i religii robi się jakoś niemiło, nie te energie, zupełny brak lekkości, uniesienia zazwyczaj płynącego z Twoich słów.
Twoja wrażliwość pomaga ci odkryć prawdę. Energii nie da się ukryć. Zapomnijmy wiec o religii i dajmy jej spokój. Mówmy o miłości, o szczęściu i o radości, o tym wszystkim czym JEST BÓG.
http://www.rozwojduchowy.net/ksiazki-pierwszekroki.html