| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| Reinkarnacja.... | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 267 |
|
Reinkarnacja - wielu z was zapewne wie czym jest. Ale czy rzeczywicie jest nieskończonociš istnienia? Czy to dar czy może raczej cierpienie?
Gdyby możliwe było otrzymanie odpowiedzi na jedno pytanie,wiecie o co pragnęłabym się zapytać?Czy istnieje reinkarnacja.Tak wielu ludzi opowiada różne historie,znane sš różne przypadki.Ale czy to wszystko jest prawda?Być może kiedy się tego dowiemy,bo przecież każdego z nas czeka jedna pewna rzecz na tym wiecie - mierć.
Podobno,kiedy na Ziemi patrzysz w oczy jakiej osobie - nawet dopiero co poznanej - i dostrzegasz w nich wiatło,które znałe już wczeniej....cóż,mówi ci ono wówczas o niej co ważnego.Jako człowiek nie wiesz dlaczego tak jest,ale twoja dusza to sobie przypomina.
Nasze wspomnienia z tej planety nigdy nie ginš - wiecznie szepczš w duchowym umyle na skrzydłach mistycznych snów,podobnie jak to czyniš w ludzkim umyle wyobrażenia wiata duchowego.
Piszę ten post, gdyż chciałabym wiedzieć jaka jest wasza opinia na temat reinkarnacji. Opisujcie tutaj wszystkie wasze odczucia, przemylenia, refleksje zwišzane ze zjawiskiem reinkarnacji.
[%sig%]
|
|
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Majac 19 lat znalazlam miejsce, gdzie bylam w poprzednim wcieleniu. Bylam w tym miejscu pierwszy raz w terazniejszym moim zyciu. Byla to budka droznika na ul. Wroblewskiego w Lodzi. Malo tego, to wiedzialam, ze w tej budce musze znalezc niebieski garnuszek do herbaty. Wpadlam do tej budki i znalazlam ten garnuszek. Pytalam droznika, skad sie wzial tutaj ten garnuszek, to on mi odpowiedzial, ze on zawsze byl w tej budce. Ta budka droznika byla zbudowana za Cara Mikolaja. To cale zajscie bylo dla mnie niesamowite. Przygladalam sie temu wszystkiemu i nie moglam uwierzyc. Przezylam wstrzas.
|
|
|
Jest to trzeci z trzech artykułów-odpowiedzi, które powstały jako odpowiedź na publikacje z 48 numeru Newsweeka z 2006 roku. Jak to możliwe, że weryfikacja przypadków opuszczania ciała fizycznego przez pacjentów, dokonana przez prof. Blanke, nie przyniosła rezultatów, jakich byśmy oczekiwali (mam na myśli wszystkie osoby poważnie zainteresowane tematyką niewyjaśnionych jeszcze fenomenów)? Przecież zostało wybranych ponad 40 najciekawszych przypadków z ostatnich 100 lat! W końcu od profesora zajmującego się neurobiologią zawodowo (prawdopodobnie jest to też jego pasją) oczekuje się, że możliwości umysłu nie powinny mieć tajemnic przed takim człowiekiem. Naukowcem i autorytetem! Można więc wręcz wykrzyczeć: "Nie mogło nie wyjść!!!". Okazuje się jednak, że mogło. I to w bardzo prosty sposób. Powróćmy na chwilę do interesującego nas fragmentu owego artykułu, gdzie wyraźnie zostało napisane: "Mój zespół zgromadził ponad 40 opisów niesamowitych przeżyć zamieszczonych w literaturze naukowej w ciągu ostatnich 100 lat jako przykłady specyficznych zaburzeń pracy mózgu." Oczywiście, użyte zostały opisy przeżyć, ale zaczerpnięte tylko z literatury naukowej! A wiadomo, jak nauka dobiera sobie takie przypadki i jak je weryfikuje. Już samo stwierdzenie "jako przykłady specyficznych zaburzeń pracy mózgu" daje nam do zrozumienia, o co chodziło w tym doświadczeniu, skoro z góry założono, że są to zaburzenia i były traktowane, jako anomalie. Równie lekko sprzedaje się wśród niektórych środowisk sensacyjnie postrzegany temat podświadomego kształtowania swojego umysłu, jako "wmawianie sobie". Niby chodzi o to samo, jednak pejoratywność drugiego stwierdzenia aż bije w oczy. Potrafię zrozumieć zachowanie prof. Blanke, jako człowieka, który boi się podjąć trudnego i niezrozumiałego w pewnym sensie (z punktu widzenia jego wykształcenia) tematu do rozszyfrowania i przetapia go na solidne ostrze mające uciąć spekulacje o fenomenie wyjścia z ciała. Nie zauważa jednak, że powstał miecz obosieczny, który godzi zdecydowanie w kierunku, jakiego konstruktor nie zakładał: w niego samego! Nie potrafię zrozumieć jednak jego postawy, jako naukowca. Ale dlaczego tacy ludzie, jak chociażby ja, niewykształceni specjalistycznie, mamy uświadamiać mu, że to on - poważny naukowiec i człowiek najparawdopodobniej elokwentny - powinien podejść do tematu z różnych stron, zanim podjął się jego końcowej weryfikacji. Oczywiście piszę o tym nie bez kozery i mam na to podkładki w postaci relacji osób, które uwiarygodniły swoje przeżycia podając informacje, jakich znać nie powinny. Mam tu na myśli chociażby przypadek radzieckiego dysydenta, opowiadającego o swoich przeżyciach w filmie "Life after life", który powstał w oparciu o książkowy bestseller Raymonda Moody o tym samym tytule. Są tam też opowieści innych osób (w sumie jest ich sześć), które streszczają sytuacje, jakich widzieć, czy o których wiedzieć prawa nie mieli, będąc wszak w stanie śmierci klinicznej (można o tym przeczytać m.in. tutaj w artykule Sebastiana Świderskiego). Dlaczego więc te przypadki nie zostały wybrane do weryfikacji? To proste: jak można wybrać coś, co nie mieści się w ramach nauki? Jeśli osoba leżąca nieruchomo i nieświadomie na szpitalnym stole operacyjnym (znajdując się w stanie śmierci klinicznej) twierdzi, że udała się do swojej siostry mieszkającej na drugim końcu USA, i to tylko pod wpływem impulsu myślowego, to jak nauka może przyjąć to za pewnik? Nikt przecież nie może się w ten sposób przenosić. A skoro takie opisywane wędrówki mają więcej, niż słynne 3 metry - należy je zdecydowanie odrzucić z przyczyn zerowej wiarygodności. I pomimo tego, że dalsza część opisu jest niesamowicie wiarygodna a ilością szczegółów po prostu zniewala, potwierdzając absolutnie "obecność" osoby opisującej w tamtym miejscu, to i tak nie ma to znaczenia dla nauki. Osoba ta nie miała prawa tego widzieć i sprawa zamknięta. Ale informacje pochodzące od ludzi (oczywiście nie od wszystkich, bo scenariusze bywają różne) przeżywających takie stany mówią wszakże coś, czemu nie sposób zaprzeczyć. Podawanie chwilowych i jakże ulotnych urywków rzeczywistości, jak: widziane sytuacje, osoby, "słyszane" słowa, przytaczane opisy otoczenia, kolory, unikalne szczegóły pojawiające się czasem na ułamek sekundy - jak to się ma do fraktali czy "wrażenia" tunelu, "człowieka-cienia" czy nawet wirtualnego sobowtóra profesora Blanke? Podawanie takich odniesień w kontekście śmierci klinicznej to jak rozmowa dziadka z 16-letnim wnuczkiem, kiedy dziadek w sposobie mówienia próbuje być młodzieżowy, lecz jego słowa dowodzą li-tylko chęci przypodobania się nastolatkom. Efekt natomiast i zrozumienie są nietrafione. Podobnie widzę to w przypadku prof. Blanke, który niejako chcąc zabłysnąć "wiedzą parapsychologiczną" przytoczył znane sobie zaburzenia, które wg niego powinny idealnie wpasować się w temat, którego tak naprawdę nie zna. I pokazał to dobitnie. Skoro już jednak pan prof. wzbrania się przed możliwością zaistnienia wyjścia z ciała, to po co np. tworzy infantylne historie o wirtualnej kopii "ja" i próbuje za wszelką cenę dorabiać temu jakieś udziwnione wytłumaczenia? Albo wyjście z ciała jest możliwe, albo nie, panie profesorze! Przecież coś nie może być zarazem i czarne i białe. Co dalej ma oznaczać, że "mózg niejako (przyp. red.) traci kontakt z ciałem fizycznym"? To traci czy nie traci? Co na takie kombinacje mówi metodologia? Jeśli traci, to znaczy, że jest to niczym innym, jak potwierdzeniem na wyjście z ciała. A fragment mówiący, że mózg może lokować "ja" czasem w wirtualnej kopii a czasem nie? Co to za wyjaśnienia? Skoro jest to takie proste, to jak to jest możliwe dla osadzonego w jednym miejscu mózgu? To znaczy, że można na siebie patrzeć z pozycji mojego "ja", czyli tak jak normalnie siebie widzimy, a czasem z zewnątrz? No to w końcu widzimy siebie spoza ciała czy nie? I jak się ma do tego stan chorobowy? To znaczy, że kiedy czujemy się w miarę normalnie (czyli nikt łaskawy nie kazał nam się leczyć psychotropami) nie możemy na siebie spojrzeć z zewnątrz, bo mózg nam na to nie pozwala, ale kiedy się rozchorujemy, już jest to możliwe? Czy to w ogóle ma jakiś sens? A czy nikt jakoś nie pomyślał, że skoro dzieje się coś takiego, to oznacza, że jest gdzieś w nas siła, która czeka na uzewnętrznienie? Czy nie jest to impulsem mówiącym, że daje nam ona takie to, a takie możliwości? A skoro opisy i ich weryfikacja są niepodważalne, to oznacza tylko jedno: możliwość pojawienia się w naszym (szarym nieraz) życiu absolutnej rewolucji mentalnej, która może pomóc wielu osobom w wielu sytuacjach! Kiedy nauczylibyśmy się w końcu i zrozumieli, że jesteśmy niezależni od materii oraz że materia jest zależna od nas - moglibyśmy żyć w doskonałym zdrowiu, uzdrawiać innych i wieść życie tak szczęśliwe, jak jeszcze nigdy przedtem! Cały czas możemy, tylko powinniśmy to zrozumieć. Dlaczego więc nie można naukowo stanąć twarzą w twarz z prawdziwymi przypadkami opuszczenia ciała (że powrócę do meritum) i poddać ich solidnej weryfikacji, skoro już ktoś utytułowany się za to wziął? Co to za nauka, która porusza się niezmiennie tylko w obszarze sobie znanym i dla siebie bezpiecznym? Zamiast narzekać i stroić miny, że dzieje się coś, czego nierozumiemy, trzeba się ostro brać do pracy, bo jest wciąż coś czego jeszcze nie poznaliśmy. Jest coś, dzięki czemu możemy poszerzać swoją wiedzę o człowieku i świecie. A jest co poznawać! Nie bądźmy śmieszni i nie dajmy się ogłupiać. Jak długo może trwać ta sytuacja, kiedy oficjalnie nam panujący będą ciskać gromy w stronę ludzi poświęcających życie na poznawanie tego co w nas i wokół nas, a co jeszcze nie zbadane i dla wielu niezrozumiałe lub niepojęte? I choć niewidoczne, to codziennie dające o sobie wyraźnie znać? Bo jeśli nie oni, to kto będzie zaglądał tam, gdzie ani szkiełko, ani oko? Less Hoduń
http://www.strefazero.kkozle.pl/index.php?read=news&id=541
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Nagle wszystko jest połączone złotym kolorem, a teraz wszystko jest jak srebrne. Ale - och, to połyskliwe światło, to promieniujący, błyszczący splendor! Wszystko jest zalane połyskliwym światłem - tylko połyskujące światło. Jest silniejsze niż wszystkie słońca Wszechświata... Och, to błyszczące światło i ono nie rani oczu! Och, to musi być wieczność, błyszczące światło wieczności... ale nie ma nic poza wiecznością; o ludzie, jak cudownie! Cudownie? Ludzie, to jest samo w sobie cudowne. Wieczność i cudowność są jednym i tym samym. Tylko dlaczego ja je rozdzielam? Dlaczego umieszczam wieczność we wzajemnych stosunkach z czasem? Czas nie istnieje i wieczność jest cudowna. Ludzie, co to takiego? Ta cisza, ten spokój - - co to jest? Jak mogłem to osiągnąć? Miłość, ta głęboka, wszystko obejmująca miłość. Nie ma tu nic poza MIŁOŚCIĄ: wspaniałą, cudowną. O tak, jestem, ale mnie nie ma. Wszystko jest takie głębokie i wypełnione miłością. Oczywiście, jestem wiecznością i jestem wewnątrz wieczności. Jak mógłbym kiedykolwiek to zapomnieć? O tak, jestem istotą ludzką, jak mogę... dlaczego o tym zapominam? Jestem tylko gościem w wieczności - i te miłosne głosy wołające mnie, skąd dochodzą? Nie widzę nic, tylko błyszczące światło, przyjemne. Kto mnie wzywa? Nic nie widzę; ludzie, już nie jestem kimś. Nie widzę się. Jestem wiecznością w wieczności. Och, jak to, moje oczy nie widzą, a jednak widzę wszystko. I moje uszy nie słyszą, a słyszę wszystko. Tak, miłość, jak jest potężną, ogromną, nieskończoną i wspaniałą. Wszystko jest miłością i wspaniałością; dlaczego istota ludzka tego nie pojmuje? ... Wołanie dochodzi ze światła. Czy to wołanie wieczności? Och, jakże trudno ... nie myśleć, że jestem tylko gościem w wieczności, że jestem tylko istotą ludzką. Jakże bolesne jest to bycie człowiekiem. Już więcej nie chcę nim być. Chcę pozostać tutaj jako wieczność wewnątrz wieczności... ta głębia. Tak, chcę tu zostać. Nigdy więcej nie chcę wracać. Oto jest istnienie, prawdziwe istnienie... Jak mogę czuć dziwną potrzebę powrotu do świata materialnego? Należę tutaj........................................................
Ból, dlaczego mną potrząsasz? O co chodzi?
Semjase - 262/ Czy nadal nie rozumiesz?
Meier - ... O tak, oczywiście! Żałosne - bardzo żałosne - dlaczego sprowadziłaś mnie tu z powrotem?
Semjase - 263/ Uśmiejesz się, ale wszyscy byliśmy wewnątrz wieczności (poza czasem) i wszyscy mieliśmy ochotę, chcieliśmy tam zostać. 264/ Ale nie jesteśmy gotowi, by zostać, ponieważ musimy podążać drogą ewolucji krok po kroku - jak i ty to musisz uczynić, drogi przyjacielu. 265/ Dobrze wiem, jak pełne bólu jest twoje serce i my wszyscy doświadczyliśmy tego samego. 266/ Ale musimy dostosować się do tego i wiedzieć, że pod żadnym warunkiem i w żadnych okolicznościach nie będziemy zdolni, i nie będziemy w stanie pozostać tam, dopóki nie osiągniemy tego poziomu świadomości. 267/ Żałuję bardzo mocno, ze czujesz się wytrącony z równowagi, jak to widzę na twojej twarzy. 268/ Ale przejdziesz przez to, ponieważ możesz pomyśleć o tym w sposób realistyczny.
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Jedni Twierdzą że reinkarnacja istnieje, inni że nie i każdy ma do zaoferowania dowody na poparcie swoich tez- i każdy też będzie bronił swej hipotezy będąc przekonanym że to on ma rację... A przecież istnieje również inna możliwość, jak sie wydaję pominięta przez większość, choć pewne dowody w postaci zachowań chociażby niektórych bliźniąt wskazywały by na jej duże prawdopodobieństwo. Być może niektórzy już sie domyślili co mam na myśli, nie mniej wyjaśnię że chodzi mi o zakwestionowanie niepodzielności ludzkiej duszy. Nie są wcale odosobnionymi relacjami, doniesienia o dziwnie harmonizujących ze sobą zachowaniach ludzi (szczególnie bliźniaków, ale nie tylko) i ich identycznych upodobaniach, występujących chorobach, czy też nawet równoczesnych momentach śmierci. Jeśli zaś przyjąć za fakt istnienie światów równoległych , niemal identycznych z naszym-to należy też przyjąć istnienie w nich naszych sobowtórów, a jeśli są oni nami samymi to teoretycznie też powinni posiadać naszą duszę. W ten sposób dochodzę do sedna kwestii którą staram sie przedstawić. Możemy istnieć równolegle na różnych płaszczyznach, różnych wszechświatów, możemy równocześnie przebywać na Ziemi i w "niebie" a nasze opiekuńcze duchy, przyjaciele, rodzina mogą być z nami zarówno i tu jak i strzec nas czy siebie samych z miejsca wyższego , poprzez rozdzielenie jednej duszy na wiele bespośrednio ze sobą połączonych części tej samej istoty...Wszak na końcu wszystko i tak staje się jednym-Bóg jest w nas a my w nim...tam u samego źródła, niepodzielnie w swej nieskończonej podzielności.
|
|
|
Ciekawa hipoteza.
To ja tutaj przedstawie moja (skromna) opinie.
Otoz zgodnie z naukami wielu religii i filozofii, a takze w niektorycjh nurtach kulturowych, istnieje przekonanie, ze wszyscy jestesmy jedynie "CZESCIA" wielkiego JA, jednej wspolnej duszy. Jestesmy czescia wszechswiata, ale dzialamy na zasadzie "naczyn polaczonych, nadajnikow i odbiornikow, urzadzen wzajemnie zestrojonych, dzialamy synchronicznie." - powszechnie uzywanym przez nas zjawiskiem funkcji psychicznych jest zjawisko komunikacji i pomocy w komunikacji oraz w kontaktach miedzyludzkich.
Jak wszyscy wiemy, potrafimy porozumiewac sie nie tylko za pomoca slow i skomplikowanej mowy ciala oraz gestow i spojrzen, ktore "mowia wszystko", lecz takze za pomoca naszej podswiadomosci i przeczuc. Gdybysmy umieli zrozumiec mechanizm tych funkcji psychicznych, mozliwe, ze potrafilibysmy komunikowac sie miedzy nami w sposob o wiele lepszy i z dokladna precyzja.
Rezultaty badan i doswiadczen sugeruja nam coraz silniej, ze jako osoby ludzkie wspollaczymy sie i przebywamy w kontakcie stalym i we wzajemnej i wspolzaleznej inter-relacji w o wiele obszerniejszym aspekcie niz sie to ogolnie przyjmuje.
Nie jestesmy od siebie tak odzieleni i nie jestesmy tak oddzielni jak sie nam wydaje. Jesli wiec jestesmy tak szeroko i wzajemnie powiazani, oraz w stalym kontakcie pomiedzy soba jak tego dowodza rezultaty (naukowych) badan, byc moze jest nie w pelni sluszne myslec o spoleczenstwie jako takim, jako "MY" i "ONI".
I byc moze typ etyki kompatiblnej z tym punktem widzenia tez nie jest w pelni sluszny. Nowe spojrzenie etycznie czlokowicie zroznicowane: Wszyscy jestesmy wspolpolaczeni i wszyscy jestesmy Jedni z drugimi w jednym. w JEDNYM. Byc moze moglibysmy traktowac sie wzajemnie z wieksza iloscia zrozumienia, milosci, dobroci i szacunku wzajemnego. Gdybysmy byli w stanie zrozumiec, ze w rzeczywistosci nie jestesmy ta jednostka, jedyna i rozna, odizolowana od calej reszty. MY stanowimy te reszte.
Niestety to nie wyjasnia kwestjii poruszanej w topicu, czyli samej RE-INKARNACJI. Ci ktorzy twierdza, ze reinkarnacja nieistnieje powoluja sie wlasnie na te argumenty mowiace nam o "wspolnej bazie danych", o "wspolnej pamieci", o "wspolnej inteligencji" i "wspolnych zasobach" oraz o "wspolnych inspiracjach", badz nawet o "Rejestrach Akaszy". Co zas inni zwolennicy reinkarnacji odpieraja (logicznie rozumijac) stwierdzeniem, ze samo istnienie takich rzeczy jeszcze nie neguje i nie wyjasnia istnienia samej reinkarnacji.
Co sie zas tyczy podzielnosci "naszej" (ludzkiej) duszy to skoro juz jestesmy "wspolna czescia", to dopuszczalne by bylo, ze mozemy dzielic takze dusze.
Z drugiej zas strony, NASZ rozwoj duchowy (ewolucja duszy), zalezy calkowicie i wylacznie od NASZYCH decyzji, od NASZEJ WOLNEJ WOLI, naszego rozwoju emocjonalnego, psychicznego, duchowego i fizycznego, oraz od szeregu innych czynbnikiow majacych wplyw na nas samych, wydaje mi sie rzecza absurdalna abysmy byli "odpowiedzialni" za cudze uczynki i decyzje.
* troche to przydlugie, ale teamt jest fascynujacy ;o)
sloneczne pozdro
|
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
Hmmm... Temat jest w zasadzie trudny, bo chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że z punktu widzenia katolików reinkarnacja nie istnieje, natomiast nie umiem ocenić tych wielu opisywanych przypadków rzekomo prawdziwych itd. Na wiele się tu nie przydałam. No cóż, nie potrafię rozwiać tych wątpliwości. Wydaje mi się jednak, że reinkarnacja nie istnieje, a wszystkie deja vu i tym podobne biorą się może z naszych snów, podświadomości, no nie wiem. Może to wszytko bujda, po prostu impuls... każdy może ocenić to inaczej.
|
|
Kolejka górska: ekscytująca czy raczej niebezpieczna? |
|
|||
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
JEDNYM, to jesteśmy dopiero w "najwyższej warstwie".
Tu i teraz jesteśmy jednostkami.
Na im wyższym poziomie rozwoju jesteśmy, tym mocniej czujemy jednak drugiego człowieka - jego nastawienie, emocje, myśli, i tym silniej współodczuwamy - tym silniej odbieramy jego krzywdę, jego smutki, ale i radości - jesteśmy szczęśliwi, gdy ludzie wokół nas są szczęśliwi.
Zaczynamy odczuwać, że nasze samopoczucie zależy od samopoczucia innych.
Można powiedzieć, że stajemy się podobni do Jezusa (Jezus to nie żaden ewenement - tak wygląda droga rozwoju człowieka) - krzywda bliźniego i nas boli, a cieszymy się, gdy bliźni jest szczęśliwy.
"Najgorsze" jest to, że tego procesu się nie kontroluje - po prostu pewne rzeczy zaczyna się czuć i człowiek nic na to nie poradzi. U mnie "przełom" nastąpił po pewnym wydarzeniu, które było dla mnie końcem świata - wtedy zacząłem kochać cały świat.
Czytając o takich rzeczach, człowiek takim się nie stanie - nawet naśladownictwo (chociażby Jezusa) niczego nie daje - to trzeba poczuć samemu - sobą. Tu nie chodzi o zrozumienie, ale o czucie.
Coś takiego osiąga się przeważnie dopiero po wielu wcieleniach.
Jeśli chodzi o Kronikę Akaszy, to można otrzymać z niej wdruk, bo nie wszystko jest sens i potrzeba przeżywać samodzielnie - są jednak doświadczenia, które jednak należy poznać osobiście - bo czym innym jest czytanie nawet najlepszej książki (z zapisem emocji), a czym innym jest przeżycie tego samemu - jako inne JA, ale doświadczenia pozostają, wzbogacają duszę i rozwijają tzw. intuicję, która procentuje podczas kolejnych wcieleń.
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|||
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
http://www.life-after-life.paranormalium.pl
A oto jedna z dwóch wypowiedzi :) jakie znalazłem na forum należącym do tamtej strony:
|
|||
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
powiem szczerze ze ja juz sam nie wiem w co wierzyc.. reinkarnacja, zycie wieczne, pieklo niebo czy co inne w sumie zeby sie o tym przekonac trzeba poczekac az przyjdzie po nas pan/i z kosa =]
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 267 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |