Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Upadek USA - Proroctwa (2)
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 99

Witam, czytając światową i krajową prasę, postanawiam niejako "odnowić" ten stary wątek pisany przez Romka. Z całego świata dochodzi coraz więcej głosów przyłączających się do tych proroctw. Dzisiaj czytając nasze wypowiedzi na ten temat, te publikowane zaledwie kilka lat temu, śmieszą mnie i bawią. Dlatego pozwalam sobie wkleić linka do tutejszego forum z tym (zamkniętym już) tematem i zachęcić do ponownej lektury. Romek: Ja pisze do Was z Urugwaju. Zgodnie z przepowiedniami (Proroctwa) naszego rodaka, pana Marka Baka, to juz wkrotce dojdzie do upadku USA. Pan Marek Bak juz w 1980 roku przepowiedzial, ze Zwiazek Socjalistycznych Republik Radzieckich upadnie przed rokiem 1995 i o sie sprawdzilo ! teraz wedle jego proroctwa USA ma upasc przed rokiem 2015. http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=21378&p=1

Pajac

Niby wiedzą, czasem zapominamy czasem mamy odwróconą uwagę [na przykład przez jakieś krakanie]. Ciekawsze jest patrzenie jakie to wszystko obłudne. Mówi się jedno a robi zupełnie na przekór.

nicze:
A tak w ogóle zastanawiam się po co "niektórzy" tak zaśmiecili uranem Irak przecież na dłuższą metę i tak to doprowadzi do bardziej odpornej populacji na tym terenie. Czy nie mają wyobraźni czy jest to jakoś celowe.
jest strategiczny plus stosowania uranu w pociskach kiedyś tego nie rozumiałem więc postanowiłem doczytać o co biega bo na pierwszy rzut wydaje się to absurdalnym pomysłem jednak- liczba atomowa klasyfikuje uran jako bardzo ciężki pierwiastek a z właściwości jest metalem- zubożony bo w większości to odpad o niskiej promieniotwórczości więc jest znacznie lepszym materiałem niż miękki ołów jeśli ktoś prześledził rozwój budowy pocisków np czołgowych zauważy że dzisiejsze pociski-podkalibrowe mają złorzoną konstrukcje- dochodząc przeszkody rozrywa się oddając z ciężkich elementów obudowy energie kinetyczną dopychając twardy rdzeń właśnie uranowy był kiedyś pomysł na budowę całych pancerzy do pojazdów a na wypadek działań w terenie popromiennym na odlewane pojazdy- to akurat zapożyczone z zamierzchłych czasów III rzeszy, gdyż świetnie chroni przed promieniami x uran jest przyszłościowym metalem mimo że stosowanie go jest obarczone ryzykiem że on sam promieniuje

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Jedna sprawa ciężki, druga pewnie spalania się i dużej toksyczności. Można się uodpornić na duże stężenie jakiejś toksyny ale nie na hiper duże. Ciężar potrzebny jest do przepalania pancerza. Kiedyś w czasach Drugiej Wojny Światowej stosowano miedź jako wkładkę do pocisków kumulacyjnych pod kalibrowych. To nie musi być rdzeń. Taki pocisk czasem też wydmuchuje przed sobą strumień wytopionych atomów które dzięki swojej masie i temperaturze są wstanie przepalić każdy materiał i ceramikę na pancerzu. A tak mamy "nadmuchane" wnętrze pojazdu uranem. Promieniotwórczość nie ma wiele do rzeczy. Sam pierwiastek zaburza działanie wszystkiego w okolicy w organizmie. Jest ciężki zmienia geometrię enzymów z którymi chętnie się łączy. I enzym jest na "śmieci" bo go nie odblokujesz. Odpad oznacza tylko to że mniej wartościowy bo bezpośrednio nie do zagospodarowania. Pojęcie metal zubożony oznacza tylko to że ma mniej izotopu promieniotwórczego jak by to zwykle miało miejsce a towar jak towar.

Wszystko jest wypadkową pomysłów i zasobu informacji. Chyba jednak na You tube był taki pomysł jak zrobić wredny ładunek taki przepalający chodzi o stożkowo uformowany kawałek blach miedzianej i to wsadzone w puszkę z materiałem "roboczym". Takie wredne coś przepala każdy pancerz który znajdzie się w linii wydmuchiwanego stożka. Idealne na "niespodziankę" po drodze i na drodze. Ładunek miotający nie musi być wielki i jakiś stosunkowo nie wyszukany na przykład zwykły p. dymny. Taki transporter to betka. Nawet jak z boku odpali, z metra czy kilku metrów wtedy musi być większe. A od dołu to w puszce po przysmaku śniadaniowym można wcisnąć, w końcu po co po śniadaniu wyrzucać puszkę jak jeszcze się do czegoś nadaje. Myślę że przy większej puszce to i coś większego wolało by to z daleka objeżdżać.

Tak źle nie było od II wojny światowej Deficyt budżetowy USA w roku fiskalnym 2010 (skończył się 30 września br.) wyniósł 1,294 bln USD (8,9 proc. PKB) i był mniejszy od ubiegłorocznego o 122 mld USD. To jednak i tak dwa najgorsze lata budżetu od zakończenia II wojny światowej. Niezbędne może być teraz cięcie wydatków, podniesienie podatków o 2-3 pkt. proc. i obniżka zasiłków dla bezrobotnych - dla jego przyszłego ograniczenia do 3 proc. PKB. Dług publiczny Stanów Zjednoczonych wynosi teraz ponad 13 bln USD. Recesja zabrała w sumie 8 mln miejsc pracy. Deficyt, który w lipcu błędnie szacowano na 1,470 bln USD, powstał wskutek recesji i wprowadzenia programów pomocy dla gospodarki przez prezydentów Busha (700 mld USD) i Obamę (814 mld USD). Obydwaj prezydenci uznali, że pogłębiająca się recesja byłaby gorsza, niż rosnący deficyt budżetowy. Administracja przewiduje, że deficyt w roku fiskalnym 2011 (zaczął się 1 października 2010 r.) sięgnie 1,4 bln USD (ekonomiści prognozują 1,2 bln USD). Przychody rządu federalnego zwyżkowały o 57,4 mld USD w 2010 r. rok do roku, z czego dwie trzecie wzrostu to wpłaty banku centralnego (Federal Reserve) do ministerstwa finansów w ramach programów pomocowych. Wpływy z podatków osobistych spadły o 1,8 proc. (9,6-proc. bezrobocie we wrześniu br., w 2011 r. ma wynieść 9 proc.; obecnie 10 mln osób pobiera zasiłek), lecz o 38,5 proc. zwyżkowały wpływy podatkowe od przedsiębiorstw (wychodzenie z recesji, wydatki na nowy sprzęt i oprogramowanie zwyżkowały w firmach najbardziej od 1983 r.). Do 31 grudnia br. obowiązują zniżki w podatkach, wprowadzone jeszcze za czasów Busha i do tego czasu powstać i zostać zaakceptowany przez Kongres nowy pomysł na finanse publiczne. Republikanie chcą utrzymania wszystkich ulg, administracja Obamy planuje utrzymać je dla gospodarstw domowych z rocznym przychodem do 250 tys. USD. Gra idzie o miliardy USD... Podobnie, jak w propozycji ograniczenia publicznego finansowania pomocy medycznej dla biednych. .................................................. * Rzeczywiście widać to teraz już dokładnie, a jeszcze kilka lat temu wszyscy wyśmiewaliśmy te PROROCTWA o upadku USA. Masę stron i to z "naszej dziedziny" nadal chce przemilczeć i temat, a jeśli już wieszczą upadek USA, to przypisują te przepowiednie sobie samym, bądź innym autorom.

Ziemia nie jest jedyną planetą na której klimat staje się każdego roku coraz bardziej radykalny. Np. Saturn przeżywa obecnie największy sztorm w swojej znanej historii a szalejący tam cyklon ma średnicę 3.5 tys km. To potwierdza, że za wszystkim stoi wciąż nieznany nam cykl Słońca, który powtarza sie co około 11 tys. lat. Podczas treningów sekcji zdalnego postrzegania w armii amerykańskiej, adeptów tej sztuki wysyłano nie tylko w różne części świata ale także wszechświata. Szczególnie dużo takich wypraw dokonano na Tytana, który jest jednym z księżyców Saturna. Na Tytanie wg. uzyskanych informacji miały lądować wyrafinowane technologicznie pojazdy kosmiczne, ale nie było na nich amerykańskiej załogi. Byli Niemcy, Rosjanie, Skandynawowie, Azjaci – nie było jednak Amerykanów. Dla analityków oznacza to, że coś musiało się wydarzyć z Ameryką. Dziś bowiem, żadna większa eksploracja przestrzeni kosmicznej nie jest możliwa bez udziału USA. Zwrócono więc uwagę zdalnych postrzegaczy na sytuację w USA, podejrzewając, że musiało tam dojść do jakiegoś kataklizmu jak np. uderzenie meteoru lub wojna nuklearna. Okazało się jednak, że przyczyną odsunięcia USA na boczny tor było bankructwo gospodarcze tego kraju. USA nie miało po prostu pieniędzy by uczestniczyć w takiej wyprawie. Skuteczność zdalnego postrzegania może zilustrować fakt, że dokonano ich w 1997 r. kiedy USA było u szczytu swojej potęgi. Rewelacje agentów po prostu wyśmiano. Jeden z agentów zaobserwował, że uncja złota kosztowała 2 tys. dolarów. Uznano to kilkanaście lat temu za jakieś nieporozumienie (w tamtych czasach uncja złota kosztowała 200-300 dolarów). Tymczasem dziś informacje te wydają się potwierdzać. Złoto już w tej chwili osiąga 1500 dolarów za uncję a upadek gospodarczy USA wydaje się nieunikniony. Ed Dames wykorzystał swoje umiejętności zdalnego postrzegania do własnych celów i znalazł złoża złota, które zamierza osobiście wydobyć by zabezpieczyć swój byt ekonomiczny. Wg. niego w najbliższej przyszłości tylko kruszce będą w stanie utrzymać swą wartość. Ta niekorzystna dla ludzi tendencja ma trwać przez następne 20-50 lat i po tym czasie będzie miała miejsce odbudowa ludzkiej cywilizacji, ale nie samodzielnie. Z pomocą ma przyjść resztce Ziemian jakaś pozaziemska cywilizacja, ale jej przedstawiciele wg. zdalnych obserwatorów mają wyglądać identycznie jak my. Ed Dames jest nazywany przez swych przyjaciół „Dr Doom” („Doktor Zagłada”). http://wolnemedia.net/ezoteryka/ed-dames-i-zdalne-postrzeganie/ pozdrrrrrr

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Aż tak bardzo to nie ma się co martwić i bo i tak będzie co będzie. Niewątpliwie ktoś chce przerzedzić ludzkość i dlatego dobrze nie będzie ale co na to poradzić. Nasza sytuacja ekonomiczna stoi nad przepaścią i robi duży krok do przodu. Czy już rwać włosy z tego powodu? Ale przyszłość jest tylko formami wariantowymi. Nie jest zdeterminowana do końca. A sytuacja ekonomiczna jest czynnikiem wytworzonym sztucznie, jest wyrazem jak my odbieramy zewnętrzność, grą wielkich którzy robią interesy a nie zawsze chcą dać dobrze płatna pracę dla wszystkich. I to wszystkich frustruje,bo nie ma potrzeby żeby pracowali. choć oni mają potrzeby i może chcieli by pracować. Tylko może nie za takie stawki jak w Chinach. Bo ogólnie firmy w tym zeszłym roku miały większy zysk niż dwa lata temu, czyli mówienie o kryzysie jest nakręcaniem sytuacji. Po prostu ceny poszły w górę i to głównie odczuł przeciętny Kowalski że jest ciężej żyć. Ale zysku wielkich firm to nie dotyczyło.

No i tym sposobem, odpowiednie fragmenty artykułu zostały rozdzielone na "2012" i "upadek usa" ;)

The truth is constantly changing. Are you able to follow it? http://truthism.com/

Dług publiczny USA osiągnął rekord wszech czasów i w ostatnim tygodniu grudnia przekroczył 14 bln dol. - podał w sobotę portal Yahoo News, powołując się na agencję AP. Oznacza to, że każdy Amerykanin jest zadłużony na ponad 45 tys. dol. Niemal połowa obecnego zadłużenia powstała w ciągu ostatnich sześciu lat. Zadłużenie wzrosło z 7,6 bln dol. w 2005 roku, kiedy prezydent George W. Bush zaczynał swą drugą kadencję, do 10,6 bln w dniu, w którym urząd prezydenta objął Barack Obama i do 14,02 bln obecnie. Dług publiczny zazwyczaj kurczy się w czasach pokoju i rośnie w latach wojny. Gwałtowny skok zadłużenia od 2005 roku przypadł na okres, w którym Stany Zjednoczone prowadziły dwie kosztowne wojny oraz przeszły najgłębsze załamanie gospodarcze od lat 30. XX wieku - przypomina AP. W liście do Kongresu USA amerykański minister skarbu Timothy Geithner poinformował, że w marcu tego roku przekroczony zostanie dopuszczalny prawnie limit wysokości długu publicznego, który wynosi 14,3 bln dol. Według Geithnera, jeśli limit ten nie zostanie podniesiony, gospodarkę amerykańską czeka katastrofa na miarę kryzysu finansowego z lat 2008-2009. Deficyt budżetowy wyniósł w 2010 roku 1,7 bln dol. W roku bieżącym rząd wyda zapewne o 1,3 bln dol. więcej niż uzyska przychodów. Oznacza to, że na każdego wydanego dolara rząd pożycza 41 centów. Geithner ostrzega, że walki polityczne w Kongresie między Republikanami a Demokratami dotyczące wydatków rządu i ewentualne upieranie się przy utrzymaniu obecnego limitu zadłużenia mogą doprowadzić do "sytuacji bez precedensu w amerykańskiej historii", czyli do niezdolności Stanów Zjednoczonych do obsługi własnych długów. http://biznes.onet.pl/dlug-publiczny-usa-na-rekordowym-poziomie,18491,4111316,1,news-detal pozdrrr

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Zloto ? Oszukuje kto moze i jak moze. Nawet "zlote" pieniadze zaczynaja rdzewiec. Chiny kupily tony tombaku, a w sklepach jubilerskich sa falsyfikaty ze wzgledu na bezpieczenstwo. Madry Polak nigdy nie kupowal zlota od prywaciarza, zanim go nie zbadal Kwasem Krolewskim !!! http://www.youtube.com/watch?v=ZKczs-7BFRI http://www.youtube.com/watch?v=R0EIvXTzVbo http://www.youtube.com/watch?v=HR_XB0AvmuY http://www.youtube.com/watch?v=p6egAuWwemk

Romek:
Dla analityków oznacza to, że coś musiało się wydarzyć z Ameryką.
:-) właśnie to drąży mnie ostatnio w kapitalizmie i bańce kredytowej za te oficjalne 30 mld złotówek które nam przyrosło na tym wspaniałym zegarze w centrum warszawy w ostatnie pół roku-to ok 60-70 mld rocznie byli byśmy liderami w kosmosie, dając kolejne miejsca pracy i zmuszając te złotóweczki do dodatkowego obrotu i wpływu z vat podatku dochodowego i zus itd... idea kapitalizmu i wszechobecnego kredytu i lichwy jest błędną i zaprowadzi do upadku każdego kto w tej lidze jest słabym graczem

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Ocelot:
Zrywy narodowo-wyzwolencze w Usa w stanie Wisconsin: http://wolnemedia.net/media/rewolucja-w-wisconsin
Rewolucja w Wisconsin? STANY ZJEDNOCZONE. Cisza, jaka panuje od miesiąca w głównych mediach w sprawie najważniejszego chyba obecnie wydarzenia na świecie – jakim jest powstanie ludowe w Wisconsin w Stanach Zjednoczonych, zapoczątkowane zajęciem w dniu 12 lutego parlamentu stanowego przez 1500 osób, które do dziś dnia nie opuściły budynku – dobitnie świadczy o zmasowanej roli mediów w podtrzymywaniu radosnych pozorów trwania neoliberalnego pochodu. Stan Wisconsin liczy 5,5 mln mieszkańców i mimo swojej niewysokiej populacji zdołał w ciągu ostatniego miesiąca zmobilizować setki tysięcy demonstrantów protestujących na ulicach przeciwko próbie cięć budżetowych i ograniczenia praw pracowniczych. Przypomina to zryw polskiej Solidarności w roku 1980 – tylko nikt o tym nic nie pisze. O Libii, która leży na amerykańskich antypodach, pisze się codziennie i z detalami, we wszystkich dziennikach, a o stanie Wisconsin, mającym zbliżoną do Libii liczbę mieszkańców, który to stan przeżywa swoje wielkie chwile uniesień – cisza jak makiem zasiał. Płomienne przemowy wygłaszane w Wisconsin – jak choćby wystąpienie sławnego dokumentalisty Michaela Moore’a – przypominają legendarne mowy Martina Lutera Kinga. Główny slogan protestujących to „Mamy tego dość!” – chodzi o system, który zamiast spodziewanego dostatku przynosi długi i coraz większą zależność od faszyzujących elit. Niezadowolenie ludności USA sposobem radzenia sobie rządów – stanowych i federalnego – z pogłębiającym się kryzysem wywołanym przez banki i powiązane z nimi firmy ubezpieczeniowe, rozlewa się na coraz więcej stanów. Ludzie mówią „Dość!” sytuacji kryzysowej wywołanej przez spekulacje bankowców i powiązanych z bankowcami środowisk politycznych, które doprowadziły do niespotykanego w skali świata transferu bogactwa od warstw ubogich i średnich – do wąskiej grupy finansowych elit. W siedmiu stanach USA – Oregon, Waszyngton, Massachussetts, Maryland, Wirginia, Illinois i na Hawajach – procedowane są obecnie w parlamentach projekty ustaw powołujących stanowe – w miejsce prywatnych – banki centralne, których zadaniem byłoby tworzenie kredytu obsługującego lokalne przedsięwzięcia i fundusze, w tym także fundusze emerytalne Z kredytu tego można by także finansować deficyt stanowy, o ile zaistnieje taka potrzeba, a odsetki byłyby zawracane do budżetu, nie obciążając nikogo, podczas gdy obecnie wysokie odsetki od stanowych długów płyną do prywatnych kieszeni elit bankowych, co pogłębia i tak niewesołą sytuację zadłużonych, amerykańskich stanów. Czy olbrzymi zryw społeczny w Wisconsin i towarzyszące mu milczenie mainstreamowych mediów to cisza przed burzą, która obejmie całe Stany Zjednoczone, a potem Europę? Wkrótce się o tym przekonamy. Jeśli tak, to spodziewać się należy, że wnet w posadach zatrzęsą się także polskie neoliberalne trony. Opracowanie: (CCA) Krzysztof Lewandowski Zdjęcie: Emily Mills Na podstawie: readersupportednews.org Źródło: Czysta Kraina Licencja: Be free to copy
Ocelot:
link do komentarza na Globalnejświadomości: http://www.globalnaswiadomosc.com/apps/forums/topics/show/4498187-a-we-wiadomo-346-ciach-cisza-?page=last a to filmiki z powyzszego: http://www.youtube.com/watch?v=c_GcIuAR0QU wypowiedz Ron'a Paul'a http://www.youtube.com/watch?v=iLrLgOVHT8E wywiad z Louisem Farrakhan'em po ang.

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

USA - czyli sytuacja finansowego bankruta (Ameryki już nie ma, tylko nie wszyscy o tym wiedzą[) USA są winne Chińczykom $1.1T (trylion!), Japonii $900 bln, a Anglii $300 bln (wypowiedż senatora Orrin Hatch, R, ze stanu Utah). Rząd federalny kilka lat temu zatrudniał ok. 1 mln pracowników, dzisiaj jest już ich ponad 2 mln. Trwający przez lata względny stan dobrobytu doprowadził do szalonego rozrostu biurokracji. Dzisiaj w dobie wyrażnego kryzysu, 42 mln Amerykanów czyli ok. 13% populacji nie stać na kupno żywnosci, dlatego otrzymują specjalne bony żywnosciowe (food stamps). Ok. 43% rodzin wydaje więcej niż zarabia (czyli pożycza zadłużając się na karty kredytowe). 10% najlepiej zarabiających płaci ok. 70% podatków federalnych, a niżej zarabiających 50% pracujących, płaci zaledwie 2% podatków, w dodatku otrzymując kredyt/wyrównanie od urzędu podatkowego. W stanie Ohio (w miejscowosci Massillon) 700 osób ubiegało się o 1 pozycję sprzątacza (płatną $16,oo na godz. + swiadczenia). W USA nie tworzy się nowych miejsc pracy, bo rząd utrudnia coraz to nowymi przepisami życie biznesmenom. Statystyki bezrobotnych ( srednia krajowa ok. 9%, w Kalifornii 12.5%) są zakłamane i obejmują tylko tych bezrobotnych, którzy ciągle jeszcze kwalifikują się do otrzymywania swiadczeń. Kiedy ten okres się kończy, wylatują ze statystyki. Rząd Obamy lansuje bardzo orginalne uzdrowienie gospodarki, proponując podwyższenie obciążeń podatkowych dla pracodawców. Mają one obejmować ludzi zarabiających od $250 tys. brutto, są to mali i sredni przedsiębiorcy, którzy w nowej sytuacji podatkowej zmuszeni będą obciąć zatrudnienie uciekając z kapitałem do stanu o niższych podatkach, lub przejsć na garnuszek rządowy. Jeżeli bysmy opodatkowali w 100% wszystkich zarabiających $100 tys. i więcej, to i tak nie wystarczyłoby na pokrycie wydatków z budżetu Obamy. Problemem Ameryki są nie tylko niskie wpływdo skarbu państwa, ale przede wszystkim bezmyslnie rozchustane wydatki. Obserwujemy postępującą oligarchizację/putinizację Ameryki, próbę wykończenia słynnej niezależnej klasy sredniej w USA. Jest to próba zgniecenia ducha niezależnosci, aby przestał kwestionować rosnącą rolę biurokracji rządowej. Wielkie korporacje dawno już dogadały się z amerykańskimi rządzącymi elitami i przeważnie nie płacą podatków. Na przykład General Electric od 2006 r, nie zapłacił złamanego centa podatków mimo, że od tego czasu zarobił $26 bln (!). Co więcej w 2006 r. otrzymał jeszcze od rządu zwrot/kredyt podatów w wysokosci $4.1 bln. W 2010 roku Bank of America zarobił $4.4 bln i otrzymał zwrot $1.9 bln. Podobnie unikają podatków Verizon, ExxonMobil, Chevron, ConocoPhilips, Boenig, FedEx, Citi czy Goldman Sachs. Wszystkie te korporacje zatrudniają dywizje buchalterów, wydają też biliony dolarów na lobbowanie kongresmenów i senatorów, aby korzystnie dla siebie zmieniać prawo podatkowe. Tajemnicą poliszynela jest, że te ponadnarodowe korporacje korzystają z rajów podatkowych, czyli przenoszą swoje siedziby za granicę. Tak więc a członkowie amerykańskiego Kongressu, wybierani w poszczególnych stanach aby reprezentować swoich wyborców, sprzedają się lobbystom reprezentującym interesy wielkich korporacji. Przez to przesuwają obciążenia podatkowe na swoich wyborców, powodując tym samym zmniejszenie miejsc pracy i logicznie ucieczkę kapitału za granicę. Rząd zas z przyjemnoscią uzależnia od swojej biurokracji coraz to następne zastępy biedniejących obywateli. Jedyną nadzieją może być tylko oddolny ruch Tea Party, który może przywrócić zdrowy rozsądek partii republkańskiej, która już dawno zeszła na manowce. No dobrze, ale co z tym głosno opłakiwanym i dyskutowanym rocznym deficytem budżetu Obamy w wysokosci $1.7 tryliona? (nie zapomnijmy o już zgromadzonym dotąd długu w wysokosci $14.3 trylionów). Nie ma problemu, mówią złosliwi, przecież drukarnie federalne wydrukują tyle pieniędzy (co prawda bez pokrycia...) ile tylko będzie potrzeba. Do diabła ze zdrowym rozsądkiem! Źródło pozdrrrrrr

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

http://m.onet.pl/_m/4e0177721ca28071830966f2e9458f81,3,1.jpg Czy "Wiek Ameryki" skończy się w 2016 roku? Czy "Wiek Ameryki" zbliża się ku końcowi? Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego (International Monetary Fund – IMF), upadek Ameryki jako wiodącej potęgi gospodarczej świata może nastąpić już za około pięć lat, a następny prezydent Stanów Zjednoczonych będzie stał na czele gospodarki, która gra drugie skrzypce po Chinach.
http://m.onet.pl/_m/cf4495002872848b56d7c5f232c20b40,46,1,0-0-1000-667-0.jpg
Organizacja umieściła dane na swych prognozach World Economic Outlook, które przedstawiają rok 2016 jako Rok Zero dla Chin, zamieniających się w dominującą na świecie potęgę gospodarczą. W tym właśnie roku trajektoria wzrostu Chin skrzyżuje się z linią pokazującą spadek udziału Stanów Zjednoczonych w światowych produktach krajowych brutto pod względem parytetu siły nabywczej. Według tych danych, chińska gospodarka będzie rosła z 11,2 bln dolarów amerykańskich w 2011 roku do 19 bln dolarów w 2016 roku. W tym samym okresie, amerykańska gospodarka wzrośnie tylko z obecnych dominujących 15,2 bln dolarów do 18,8 bln, czyli zajmie drugą pozycję. Jednak, jak często się mówi, statystyki są zwykle wykorzystywane w sposób, w jaki pijany mężczyzna korzysta z latarni – raczej do podparcia niż do oświetlania. Analitycy Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyjaśnili w oświadczeniu, że wiele zależy od tego, czy rozmiar gospodarki mierzony jest właśnie przez parytet siły nabywczej, czyli to, co pieniądze danego kraju mogą rzeczywiście kupić w każdym kraju w tym samym czasie (podstawa słynnego indeksu „Big Mac”), czy przez PKB o wartościach rynkowych, które są mierzone przez konwersję narodowej waluty na walutę powszechną ([i/zwykle amerykańskiego dolara). Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że PKB Stanów Zjednoczonych w dolarach wyniesie w tym roku 15,2 bln dolarów, podczas gdy Chin będzie na poziomie 6,5 bln dolarów, ale podniesie się odpowiednio do 18,8 bln dolarów i 11,2 bln dolarów w 2016 roku. Zgodnie z taką miarą, Stany Zjednoczone pozostałyby numerem jeden wśród światowych gospodarek, gdyby zostały zachowane obecne tempa wzrostów. - IMF uważa, że PKB pod względem parytetu siły nabywczej (purchase-power-parity - PPP) nie jest najbardziej odpowiednim sposobem pomiaru w przypadku porównywania tych państw do światowej gospodarki, ponieważ poziomy PPP zależne są od usług niehandlowych, które bardziej odnoszą się do rynków krajowych niż globalnych – wyjaśniają przedstawiciele Funduszu. - Fundusz jest przekonany, że PKB o wartościach rynkowych jest bardziej odpowiednim porównaniem. Zgodnie z nim, Stany Zjednoczone są obecnie większe od Chin o 130 procent i w roku 2016 nadal będą większe o 70 procent. Pomimo tego, indeks PPP wciąż ma swoich zwolenników, z których część mówi, że Chiny mogą być nawet mocniejsze, niż widać to na papierze, ze względu na obecne sztuczne kontrolowanie poziomu ich waluty. - Chiny w sposób aktywny tłumią Renminbi na rynkach walutowych poprzez masowe zakupy dolara. W wyniku tego Renminbi jest mocno niedowartościowane na zagranicznych rynkach wymiany. Porównanie tych gospodarek pod względem ich walut pomija to wszystko – mówi felietonista z „MarketWatch”, Brett Arends. - Parytet siły nabywczej rzeczywiście nie jest doskonałą metodą pomiaru. Taka nie istnieje. Ale on mierzy wynik gospodarek pod względem rzeczywistych dóbr i usług, a nie tylko pieniądze papierowe. To właśnie dlatego powszechnie się go używa w porównywaniu różnych gospodarek. IMF publikuje dane PPP. Podobnie robi Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organisation for Economic Co-operation and Development – OECD). Wielu ekonomistów na nich polega – wyjaśniał. Choć linia graficzna dla Stanów Zjednoczonych rośnie wolniej niż dla Chin, informacje o rychłej śmierci amerykańskiej gospodarki wydają się być mocno przesadzone i wciąż odległe o wiele dziesięcioleci. Inne metody pomiaru, takie jak choćby dochód na głowę jednego mieszkańca, wciąż stawiają Stany Zjednoczone przed Chinami i to na wiele lat, a nie można zapominać, że Chiny borykają się jeszcze z innymi problemami, natury społecznej i strukturalnej. http://waluty.onet.pl/czy-wiek-ameryki-skonczy-sie-w-2016-roku,18892,4258806,1,news-detal

Pajac

Schyłek amerykańskiego imperium http://m.onet.pl/_m/f1a1d8add7c977dc9a6a4ff25c8f4cab,10,1.jpg Stany Zjednoczone mają dziś poważne problemy: bezrobocie, rosnące zadłużenie, nadmierne zaangażowanie militarne. I chociaż Amerykanie wydają się wierzyć, że to przejściowe kłopoty, mogą one zwiastować upadek potęgi USA. Na początku czerwca Ameryka pobiła rekord: ostatni spadek cen nieruchomości oznacza, że zmalały one o 33 proc. w stosunku do punktu szczytowego. To o dwa punkty procentowe więcej niż w czasach, gdy John Steinbeck pisał „Grona gniewu”. Bezrobocie nie wróciło wprawdzie do poziomu z okresu wielkiego kryzysu lat 30., ale wynik 9,1 proc. siły roboczej to wystarczająco dużo, by budzić niepokój w Białym Domu. Ostatnim prezydentem, który został ponownie wybrany na to stanowisko przy bezrobociu przekraczającym 7,2 proc. był Franklin Delano Roosevelt. Stany Zjednoczone mają poważne problemy. Co szósty obywatel musi korzystać z rządowej pomocy żywieniowej. Budżet, który jeszcze niespełna dekadę temu miał nadwyżkę, dziś notuje deficyt, który proporcjonalnie można porównać z tym, co się dzieje w Grecji. Tymczasem politykę Waszyngtonu ogarnął paraliż. Przyjmuje się, że problemy te są łatwe do rozwiązania, ponieważ Stany Zjednoczone to największa gospodarka świata, jedyny kraj o globalnym zasięgu militarnym, szczęśliwy posiadacz światowej waluty rezerwowej i naród posiadający zdolność odbudowywania się mniej więcej co pokolenie. To wszystko prawda. Prawdą jest też, że amerykańskie uniwersytety są znakomite i przyciągają najtęższe umysły z całego świata. Ameryka wyznacza nowe granice technologiczne. Możliwe też, że z tego długotrwałego koszmaru wyjdzie mocniejsza niż wcześniej, a silna pozycja finansowa amerykańskich firm uwolni falę nowych inwestycji w nadchodzących latach. Pozwolę sobie jednak przedstawić alternatywną hipotezę: Stany Zjednoczone roku 2011 to Rzym Anno Domini 200 albo Wielka Brytania w przeddzień wybuchu pierwszej wojny światowej: imperium, które jest u szczytu potęgi, ale gdzieniegdzie widać już pęknięcia. Losy Rzymu i Wielkiej Brytanii uczą nas, że kiedy rozkład się już zacznie, trudno jest go zahamować. Istnieje kilka sygnałów ostrzegających o bliskich kłopotach: nadmierne zaangażowanie militarne, rosnąca przepaść między bogatymi a biednymi, wydrążona gospodarka, zadłużeni obywatele żyjący ponad stan oraz nieskuteczność strategii, które wcześniej zdawały egzamin. Do tego dochodzi wysoka przestępczość, epidemia otyłości, uzależnienie od pornografii i zbyt duże wykorzystanie energii – wszystko to świadczy o tym, że Ameryka jest w stanie kulturowego rozkładu. Imperia upadają z różnych powodów, ale pewne czynniki są wspólne. Początkowo występuje niechęć do tego, by przyznać, że jest się czego obawiać. W ustalony porządek światowy wkracza nowy gracz (albo kilku graczy). Dla Hiszpanii takim rywalem była Wielka Brytania, a dla niej Stany Zjednoczone. W przypadku Ameryki zagrożeniem są Chiny. Pod dwoma względami dzisiejsze Stany różnią się od Zjednoczonego Królestwa sprzed wieku. Po pierwsze są znacznie większe, co oznacza, że zyskują na skali o zasięgu całego kontynentu. Poza tym są obecne w tych gałęziach przemysłu, które będą odgrywały istotną rolę strategiczną w pierwszej połowie XXI wieku. Wielka Brytania 1914 roku była za bardzo uzależniona od górnictwa i przemysłu stoczniowego – gałęzi, które między wojnami przeżywały trudności. Brytyjczycy nie zdołali ponadto w porę dostrzec znaczenia nowych technologii. Mimo to można zaobserwować pewne podobieństwa, takie jak długoterminowa zmiana nacisku z wytwórstwa w kierunku finansów, przy rosnącej konkurencji ze strony producentów z innych części świata. Zwróćmy teraz uwagę na uderzający kontrast między obecnym wychodzeniem z kryzysu a wcześniejszymi cyklami. Tradycyjnie poprawie stanu amerykańskiej gospodarki towarzyszy efektowny spadek bezrobocia, ponieważ niższe stopy procentowe zachęcają konsumentów do wydawania pieniędzy, a branżę budowniczą do budowania nowych domów. Tym razem sytuacja jest inna. W latach nadmuchiwania bańki miała miejsce gorączka budowlana, która spowodowała olbrzymi nadmiar podaży jeszcze zanim ceny poleciały w dół, a wzrost bezrobocia doprowadził do lawiny przejęć majątków. Ameryka nie wie, co robić z domami, które wybudowano, a taki stan rzeczy będzie trwał przez wiele lat. W ciągu ostatnich kilku miesięcy napływały do nas niedobre informacje, które nadwątlały nadzieję na stopniową poprawę sytuacji. W miejsce optymizmu pojawiła się obawa, że Stany Zjednoczone idą w stronę przerażającej recesji w kształcie litery W. Na rynku nieruchomości, będącym symptomem głębokiej niemocy amerykańskiej gospodarki, drugie załamanie już nastąpiło. Ulgi podatkowe dla właścicieli domów były jedynie chwilowym oddechem dla upadającego rynku. Miliony Amerykanów mieszkają w domach wartych mniej, niż za nie zapłacili. Nic dziwnego, że teraz liczą każdego centa. Rosnące ceny towarów dodatkowo pogarszają sytuację, napędzając inflację i zmniejszając siłę nabywczą zarabianych pieniędzy. Mimo podejmowanych prób polityka makroekonomiczna okazała się mniej skuteczna niż zwykle. Jak zwykle, działania rządzących ukierunkowane są na wzrost, ponieważ zarówno bank centralny, jak też sekretarze skarbu i kolejni gospodarze Białego Domu panicznie boją się powrotu do lat 30. ubiegłego wieku. Ówczesną niemoc gospodarczą można w znacznym stopniu przypisywać działaniom deflacyjnym, które pogłębiły recesję wywołaną pęknięciem bańki giełdowej lat 20. Nikła reakcja gospodarki na dzisiejsze lekarstwa może świadczyć o tym, że Stany Zjednoczone są znacznie słabsze niż w latach 30. XX wieku. Uporanie się z tymi słabościami będzie wymagało wyrwania się gospodarki z uścisku finansów oraz podjęcia działań zmierzających do podniesienia siły nabywczej zwykłych rodzin i ograniczenia ich zależności od długów. Do tego z kolei będzie potrzebna amnestia na rynku nieruchomości. Przede wszystkim jednak Ameryka musi odkryć na nowo te wartości, które uczyniły ją wielką. A to nie będzie łatwe. http://biznes.onet.pl/schylek-amerykanskiego-imperium,18596,4417402,prasa-detal

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

http://wiadomosci.onet.pl/cnn/jaka-przyszlosc-czeka-usa-prosze-ustawic-tylek-w-k,1,4806293,wiadomosc.html

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Koniec bajki Zbyt duży, żeby upaść Nikt już nie chce słuchać płomiennych przemówień Baracka Obamy o wiarygodności kredytowej USA. Świat oczekuje od prezydenta działań, które nie pozwolą Ameryce pociągnąć globalnej gospodarki w przepaść. Zbyt duży, żeby upaść – to hasło wymyślone na użytek największych amerykańskich instytucji finansowych w ostatnich latach zrobiło oszałamiającą karierę. Zaczęło być traktowane jak polisa ubezpieczeniowa na czas kryzysu. W taki sposób o swoim bezpieczeństwie zaczęły myśleć nie tylko banki komercyjne, ale również banki inwestycyjne, zwane tłustymi kotami z Wall Street, władze monetarne, wreszcie europejscy i amerykańscy politycy. Dlatego Barack Obama i republikańska opozycja przez ostatnie miesiące tak beztrosko przeciągali linę w zabawie kto kogo, zanim zgodzili się na podniesienie limitu zadłużania największej gospodarki świata. Z dobrego samopoczucia Obamę wyprowadzili dopiero inwestorzy, gdy na wieść o jego pozornym tryumfie rzucili się do wyprzedaży akcji na skalę niespotykaną od upadku Lehman Brothers. Swoje dołożył Jonh Chambers, szef agencji ratingowej Standard & Poor’s, który nie bacząc na polityczne koszty decyzji, obniżył rating Stanów Zjednoczonych. Bez względu na jej realne konsekwencje (noblista Paul Krugman oświadczył, że może Stany nie są już tak wiarygodne jak kiedyś, ale ciągle bardziej wiarygodne niż jakakolwiek agencja ratingowa), S&P wprost potwierdziła, że Ameryka pod rządami Baracka Obamy jest na najlepszej drodze, by ponownie pogrążyć się w recesji i pociągnąć za sobą świat. Winą za kryzys nie można obarczać prezydenta, ale to od niego oczekuje się sposobu na rozwiązanie problemu rosnącego balonu zadłużenia. Negocjowany miesiącami kompromis z republikanami dotyczący możliwości dalszego zadłużania został zawarty pod warunkiem, że cięcia w wydatkach przekroczą 1,9 bln dolarów, czyli kwotę, o jaką został podniesiony limit zadłużenia USA. Tak przynajmniej zapisano w umowie. Tyle że natychmiastowe cięcia przewidują ograniczenie wydatków na kwotę zaledwie 25 mld dolarów. Reszta to plan rozłożony na dekadę. Zresztą szczegóły ma dopiero wypracować międzypartyjny komitet budżetowy, a żadne z zaplanowanych cięć nie ma mocy wiążącej. Trudno się dziwić, że zarówno inwestorzy, jak i agencje ratingowe nie przyjęły tych mglistych obietnic szampanem. Obama, który ganił kraje europejskie za niewystarczającą pomoc dla Grecji, a Grecję za zbyt opieszałe wdrażanie rozwiązań uzdrawiających finanse, teraz powiela helleński model. I jeśli nawet Ameryce nie grozi powtórzenie scenariusza greckiego, to zupełnie realne staje się to, że Stany Zjednoczone wejdą w straconą dekadę, czyli powtórzy się scenariusz, z którego od 20 lat nie może wydobyć się Japonia. Amerykanom znudziło się słuchać, że rekordowo wysokie bezrobocie (9,1 proc.) i słaba aktywność gospodarcza (w pierwszym półroczu gospodarka urosła o mniej niż 1 proc.) to wina Europy, Japonii oraz Bliskiego Wschodu. Jak echo odbijały się mowy Baracka Obamy sprzed dwóch lat, kiedy współczuł swoim wyborcom, którzy stracili pracę, domy i nadzieję, a winą za to obarczał hazardzistów z Wall Street i ich spekulacje. Sytuacja jest o tyle trudna, że Obama nie może już liczyć na Bena Bernanke, szefa Fedu, który dzięki mechanizmowi luzowania ilościowego polityki pieniężnej (czyli drukowania pieniędzy) przez dwa lata zapewniał inwestorom z Wall Street strumień gotówki i dobry nastrój. Na zwołanym 8 sierpnia posiedzeniu Bernanke przyznał, że wzrost gospodarczy jest istotnie słabszy, niż przewidywała Rezerwa Federalna, co analitycy zinterpretowali jako przyznanie się do porażki polityki luzowania ilościowego. Trzeciej rundy dodrukowywania pieniędzy na razie nie będzie. Bernanke przestał być dobrym wujkiem, obsadził się w roli widza obserwującego dalszy rozwój wypadków, gotowego zainterweniować w ostateczności, gdyby pojawiło się zagrożenie deflacją. Barack Obama jest w niełatwej sytuacji, bo cięciu wydatków na zbrojenia i wojny będą sprzeciwiali się republikanie, a ograniczanie wydatków na opiekę zdrowotną oznaczałoby zaprzeczenie własnemu programowi i polityce demokratów. Zresztą część ekonomistów (na przykład noblista Joseph Stiglitz) jest zdania, że kluczem do utrzymania ożywienia gospodarczego nie są cięcia, ale inwestycje na przykład w nowe miejsca pracy. Dwa dni po decyzji Standar & Poor’s Obama ogłosił taki program dla weteranów wojen z Iraku i Afganistanu. Równocześnie wybiera się na objazd autobusem po Stanach, żeby promować gospodarcze ożywienie i tchnąć ducha optymizmu w społeczeństwo. Tyle że są to działania raczej z gatunku „przygotowuje grunt pod przyszłoroczne wybory prezydenckie”. Barack Obama nie jest już taką supergwiazdą, żeby nie mógł ich przegrać. Do wyborów zostało na tyle dużo czasu, że musi zaproponować konkretne działania, które uspokoją rynki, a jemu zapewnią reelekcję. Źródło

http://monitorpolski.wordpress.com/ o bogdanie goczyńskim też warto poczytać, i posłuchać go na temat systemu sądowniczego w polsce i nie tylko...

Ciekawe są te aspekty wojny między Turcją a Izraelem. A dalej wciągnięcia w to całego świata arabskiego. Może to być jakiś scenariusz który ma wymiar oczekiwany przez strony w jakiś sposób był zapowiadany przez różne proroctwa czyli jak był zapowiadany to ktoś uważa za słuszne go spełnić.

Efekt Nostredamusa 1/5 pol. http://www.youtube.com/watch?v=0dfMt4l61RI Obejrzalam w calosci Efekt Nostredamusa. Przepowiednie Newtona sa ponad trzysta lat stare. Masoneria moze sie pod nie podpinac, zeby udowodnic, ze cos sie sprawdza. Tak wlasnie przez Anglie zostalo utworzone panstwo Izrael. Mozna tez zapytac, na ile ta przepowiednia Newtona jest faktycznie prawdziwa ? Nie wyobrazam sobie, zeby przez ponad trzysta lat nie bylo innych widzen i przepowiedni !!! Zostaje tylko pytanie, co sie swiatu ujawnia, a co nie. Czyje wizje bierze sie pod uwage, a czyje sie neguje ? Musimy tez pamietac, ze czlowiek wymysllil pismo dopiero w 857 roku ne. Ta wiedza jest bardzo potrzebna do wszelkich rozwazan. Nawet tych zwiazanych z Biblia !
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 99
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.