Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
2012
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 894
Poprzednia strona | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | .. | 44 | 45 | Następna strona

2012. W tym to roku nastąpi od dawna zapowiadane przebiegunowanie Ziemi. Głównym czynnikiem, który odegra kluczową rolę będzie nasza dzienna gwiazda ,Słońce. Istnieją dwa cykle słoneczne, duży i mały. Mały cykl składa się z około 11-stu lat w którym to okresie Słońce przechodzi fazę od względnego spokoju do wzmożonego wyrzucania w kosmos swej materii. Widowiskowe zorze polarne zależne są właśnie od odbijających się od ziemskich biegunów magnetycznych ,cząsteczek naładowanej plazmy, czyli wiatru słonecznego. W tej chwili słońce znajduje się mniej więcej w połowie swojego cyklu. Drugim znacznie groźniejszym zjawiskiem jest tzw. Hiperaktywność Słoneczna - występuje ona w przybliżeniu co 11,5 tys. lat i wszystko wskazuje na to że będziemy mieli szansę uczestniczyć w tym brzemiennym w skutki wydarzeniu właśnie w 2012 roku, kiedy to dwa cykle nałożą się na siebie dając nam poznać siłę naszej, wydawało by się spokojnej i ustabilizowanej piastunki życia. Od dawna śledzę na bieżąco wszystkie wydarzenia i doniesienia mogące odkryć zasłonę najbliższej przyszłości. Uważam że nadszedł czas aby ludzie dowiedzieli się o tym że jesteśmy na skraju gigantycznych zmian. Czy nie zwróciliście uwagi na alarmujące wiadomości dotyczące rekordowych pod każdym względem ilości trzęsień Ziemi, powodzi,huraganów, zmian klimatycznych? Jeśli ktoś jest bliżej zainteresowany tematem wie też zapewne o zamieraniu prądu atlantyckiego , kluczowego w regulacji temperatury na naszym globie. -Amerykańscy naukowcy biją na alarm - coś dziwnego dzieje się z polem magnetycznym naszej planety. Wygląda na to, że bieguny zaczęły gwałtownie zmieniać swoje położenie. To może skończyć się globalną katastrofą.- Tekst z artykułu Interii Po orbicie krąży aż pięć sond, które NASA wysłała specjalnie po to, by obserwowały zorze polarne. Pracują od kilku dni. "Amerykanie chcą zbadać, jak przebiega zmiana natężenia ziemskiego pola magnetycznego i jaki to ma wpływ na przykład na fale radiowe w górnych warstwach atmosfery"- wyjaśnia dziennikowi.pl astrofizyk prof. Marek Demiański z wydziału fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.(tekst wklejony)Niby nic w tym dziwnego, ale okazało się, że zorze... zwariowały. Z uporządkowanych i wolno zmieniających kolor, zmieniły się w błyskającego dzikiego potwora, rozbłyskującego całą paletą barw.-(interia) Ziemskie pole magnetyczne gwałtownie zaczyna się zmieniać.- Słońce mimo, jak wspomniałem wyżej, znajdowania się w połowie swego cyklu w tej chwili wykazuje właściwości takie jakby znajdowało się w kulminacyjnej fazie aktywności, ten proces ciągle narasta... Niebezpieczeństwem takiego zjawiska jest to że siła wiatru słonecznego może być za duża na przeciwstawienie się jej naszego pola magnetycznego, grozi to chwilową jego utratą, a w konsenkwencji to, że jądro które je wytwarza, obrazowo mówiąc, wachnie się niczym koło zamachowe... Co się stanie w tym wypadku to już jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia. Dziękuje za uwagę. Ps. Jezus zapytany kiedyś przez uczniów jak mają poznać że zbliża się "ten czas" -Odpowiedział: Gdy znad pustyni nadciąga suchy ,gorący wiatr, wiecie że będzie susza. Gdy zbierają się nad wami czarne chmury , wiecie że nadciąga burza.... Jak to możliwe że odczytując znaki natury nie będziecie w stanie odczytać znaków czasu? EDYCJA 13.02.2008 Wywiad z Patrykiem Gerylem. http://www.heruka.user.icpnet.pl/wywiad_z_patrykiem_z_doc.html

Było to juz dobre pare wieków temu;] strasznie gówniany materiał:)

Wina tuska

nalezało ci sie;/ http://img508.imageshack.us/img508/353/karykutsforum.jpg

Wina tuska

:) Rozśmieszyłeś mnie... chuj nad chuje- myślę jednak ze mu się nie należało:) A teraz bajka dla niegrzecznych-pewnie starszyzna juz zna , ale dla młodzieży... i by nie zaginęło ;) Baśń o 3 Braciach i Królewnie Mrok wieczorny, babcia siwa, Przy kominku głową kiwa, Nos jak haczyk, okulary, Coś pierdoli babsztyl stary, Snuje bajdy niestworzone O królewnie Pizdolonie, O trzech braciach, jak niewielu, O matuli ich z burdelu. Opowiada stare dzieje, A na dworze wicher wieje. Siądźcie społem, panny, smyki, Młodojebce, stare pryki, I nadstawcie dobrze uszy, Choć na dworze śnieżek pruszy, W domu ciepło i wygodnie, Zostaw pan w spokoju spodnie, Bo się wnet zawoła mamy. Cyt, uwaga, zaczynamy! Za lasami, za górami, Za morzami i rzekami Żył dawnymi bardzo laty Król potężny i bogaty. Dobrotliwy, szczodrobliwy, Lecz niezmiernie rozżalony Z racji córki Pizdolony, Która chociaż dobra, miła, Niepomiernie się kurwiła, A dawała bez wyboru i rycerzom, Panom dworu i kucharzom i stolarzom, Czasem, nawet i malarzom! W każdej chwili, w każdym czasie, Wciąż myślała o kutasie. Próżno mawiał jej król stary, Że we wszystkim trzeba miary. Nie wypada bowiem pannie, Tak się dupczyć nieustannie. Na nic się to wszystko zdało, Bo królewnie wciąż za mało. Wszyscy byli wyjebani. Nawet księża, kapelani. Raz ją tak swędziała dupa, Że zgwałciła i biskupa, A że ten ją zerżnął marnie, Poszła dawać pod latarnię. Aż z burdelów wszystkich w mieście, Do samego króla wreszcie, Od kurewskiej całej nacji, Przyszły kurwy w delegacji. Ta najbardziej rozjebana, Padłszy przed nim na kolana, Z trudem wielkim tłumiąc łkanie, Rzecze: Królu nasz i panie, Ty panując od lat wielu, Byłeś ojcem dla burdelu. Upadają obyczaje, Twoja córka dupy daje Na ulicy bez pieniędzy, Przez co wpycha nas do nędzy. Nikt nas teraz nie pierdoli, Bo darmochę każdy woli. Król na łzy kurewskie czuły, Kazał dać ze swej szkatuły Każdej kurwie po dukacie. Poczem zamknął się w komnacie I tam siedział przez dzień cały, Aż mu jaja posiwiały. Król, choć płakał ze zmartwienia, Zamknął córkę do więzienia. By się więcej nie puszczała. Tam codziennie dostawała, Prócz świetnego utrzymania, Tysiąc świec do brandzlowania, Wazeliny beczkę całą, Lecz jej tego było mało. Ciągle płacze, ciągle krzyczy: "To za mało dla mej piczy!" W nocy zaś przywołał swego Astrologa nadwornego, By ten patrząc w gwiezdne szlaki Znalazł wreszcie sposób jaki, By królewnie można było, Dobrowolnie, czy też siłą Wrócić znów do cnoty granic Lub gdy to się nie zda na nic, Niech przynajmniej w swojej sferze Obłapników sobie bierze. Więc astrolog, wziąwszy lupę, Zajrzał raz królewnie w dupę, Wielkim cyrklem pizdę zmierzył, Po czym zamknął się na wieży Tak był w pracy pogrążony, Taki przy tym roztargniony, Że szukając gwiazd na niebie, W roztargnieniu srał pod siebie. Kręcił, wiercił teleskopem, Wreszcie wrócił z horoskopem. I rzekł: Smutną wieść niestety, Objawiły mi planety, Że królewny nic nie wstrzyma, Na jej szał lekarstwa ni ma. Chyba, że się znajdzie jaki, Tęgi jebak nad jebaki, Który tak hją zerżnie pięknie, Że królewnie pizda pęknie. Na kawały się rozwali, Żywym ogniem się zapali. Wtedy będzie Pizdolona Z czaru swego wyzwolona I stanie się znów prawiczką Z malusieńką, ciasną piczką. Wszystkim było ogłoszone, Że kto zbawi Pizdolonę, Ten otrzyma za podziękę Pół królestwa i jej rękę. Więc zjeżdżają się jebacze, Czarodzieje, zaklinacze I rycerze, królewicze, By królewnie zerżnąć piczę. Każdy sił swoich próbuje, I choć tęgie mieli chuje, Na nic się to wszystko zdało, Bo jej ciągle było mało. A tymczasem heroldowie, W całym kraju, w piśmie, w mowie, Wieści dziwne rozgłąszali, Coraz dalej, dalej, dalej. Aż dotarły hen, daleko, Gdzie za siódmą górą, rzeką, Stała sobie mała chatka, W niej mieszkała stara matka, Ze synami swymi trzema, Którym równych w świecie nie ma. Każdy dzielny, tęgi zwinny, Ale każdy z nich był inny, I w tym nie ma nic dziwnego, Każdy z ojca był innego, Bo w młodości swojej czasie, Matka strasznie puszczała się! Syn najstarszy miał chuj długi I gruby na kształt maczugi; A po bokach jego były, Jak postronki grube żyły, Jakieś węzły, jakieś guzy, Jaja miał jak dwa arbuzy. A że ciągle mu bez mała Ta ogromna pyta stała Chujogromem go nazwano. Pizdoliza- nosił miano syn następny, Bo lizanie stawiał wyżej nad jebanie I nie było mistrza w świecie, By prześcignął go w minecie. Cieszą matkę takie dzieci, Lecz niestety smuci trzeci, Który rodu był zakałą, Bo miał kuśkę całkiem małą, Cienką, długą na kształt glizdy I nie palił się do pizdy. Dobrze, że z matczynej woli, Raz na miesiąc popierdoli. A że mało tak obłapia, Bracia mieli go za gapia, No i matka nawet z czasem Nazywała go głuptasem. Tak im słodko życie idzie, Ani w zbytku, ani w bidzie. Starsze bowiem dwa chłopaki Zarabiały w sposób taki, Że cnotliwe starsze panie Brały ich na utrzymanie. A i matka, chociaż stara, Dała dupy za talara, Na stojaka, gdzieś w klozecie. Lecz najmłodszy, głupek przecie, Choć podobał się niewiastom, Dawał dupy pederastom. I ku matki wielkiej złości Nie brał nic od swoich gości. Aż dotarła i w ich strony Wieść o losie Pizdolony, Na pieniądze wnet łakoma, Woła matka Chujogroma I tak rzecze: Ty mój synu, Idź dokonaj tego czynu. Olbrzym wnet usłuchał matki, Zaraz włożył czyste gatki, Wymył chuja i bez zwłoki Ruszył szybko w świat szeroki. A gdy przyszedł do stolicy Zaraz poszedł do ciemnicy, Gdzie się świecą rozkraczona Brandzlowała Pizdolona. Pyta dawno mu stanęła, Więc się ostro wziął do dzieła I za pierwszym sztosem leci, Błyskawicznie drugi, trzeci, Czwarty, piąty, ąż nareszcie, Wyrżnął sztosów tysiąc dwieście I utracił siłę całą, A królewnie wciąż za mało. Tak był przy tym osłabiony, Że zleźć nie mógł z Pizdolony I musiału dworskie ciury Ściągnąć go za dupę z dziury. Wnet zanieśli omdlałego Do szpitala zamkowego, A królewna ciągle krzyczy: To za mało dla mej piczy! Prędko, prędko baśń się baje, Nie tak prędko kutas staje. Baśń się baje, czas ucieka, Chujogroma matka czeka I już martwić się zaczyna: Coś nie widać skurwysyna! Aż ją straszne doszły wieści, Powstrzymując łzy boleści, Pizdoliza matka wzywa I w te słowa się odzywa: Bratu- rzecz to nie do wiary- Nie udały się zamiary, Kutas zmarniał mu niestety, Idź więc ty, spróbuj minety. I Pizdoliz wnet bez zwłoki Ruszył prędko w świat szeroki. W końcu zaszedł do stolicy, Tam się udał do ciemnicy, Gdzie się świecą rozkraczona, Brandzlowała Pizdolona. Zaraz ją za dupę łapie I minetę tęgo chlapie. Język jego na kształt węża, To się spręża, to rozpręża, To się wije jak sprężyna, W pizdę wwiercać się zaczyna, Kręci na kształt kołowrotka, To od zewnątrz, to od środka. Doba wciąż za dobą mija, On jęzorem wciąż wywija, Aż utracił siłę całą. A królewnie wciąż mało. Tak był przy tym osłabiony, Że zleźć nie mógł z Pizdolony Więc i jego dworskie ciury Zciągnęły go za dupę z dziury. I wyniosły omdlałego Do szpitala zamkowego. A królewna ciągle krzyczy: "To za mało dla mej piczy!" Prędko, prędko, baśń się baje, Nie tak prędko kutas staje. Baśń się baje, czas ucieka, Pizdoliza matka czeka I już martwić się zaczyna: Bo nie widać skurwysyna! Ze złości zaciska zęby, Że dwóch synów niby dęby Losy wzięły jej zdradziecko. Jedno mi zostało dziecko I do tego całkiem głupie. Głuptak miał to wszystko w dupie. Raz w niedzielę, po jedzeniu, Chciał chrapać sobie w cieniu, Coś mu jednak spać nie daje, Coś go ciągle gryzie w jaje. Patrzy, a tu mała menda Co po jajach mu się szwenda. Głuptak już rozpinał gacie, By ją otruć w sublimacie, Gdy wtem menda nieszczęśliwa, Ludzkim głosem się odzywa: Czemu pragniesz mojej zguby? Nie zabijaj chłopcze luby! Menda też stworzenie Boże, Że inaczej żyć nie może I że czasem w jajo utnie, Nie gubże jej tak okrutnie. Głuptak myśli- cóż to złego, Przecież nie zje mnie całego, Niepotrzebna mi twa zguba, Idź więc z Bogiem, mendo luba. A tu nagle menda znika, I zmienia się w czarownika, W czarownika, w czarodzieja I do swego dobrodzieja, Co się w strachu z miejsca zrywa, W takie słowa się odzywa: Że litości miałeś względy Dla bezbronnej, słąbej mendy I żeś je darował życie, Wynagrodzę cię sowicie: Dam ja ci wskazówki pewne, Jak spierdolić masz królewnę; Sił twych mało tu potrzeba, Dam kondoma samojeba. Który ma tą dziwną siłę, Gdy go włożysz na swą żyłę, I rozkażesz: on za ciebie, Sztos za sztosem ciągle jebie Czarodziejską mocą cudną. Ale zdobyć go jest trudno. Dupa strzeże go zaklęta, Na przechodnió wciąż wypięta. Z której mocą złego ducha, Ustawicznie ogień bucha. I czy z bliska, czy z daleka, Żarem swoim wszystko spieka I w tym wielkim, mocnym żarze, Dupa się całować każe. Lecz gdy powiesz do niej słowa: Niech się ogień w dupie schowa, Sama się pocałuj właśnie. Wtedy ogień w dupie zgaśnie, I powoli z dobrej woli, Kondom zabrać ci pozwoli. Za twą dobroć ja ci mogę, Do tej dupy wskazać drogę, Weź ten kłębek z sobą razem, On ci będzie drogowskazem, Rzuć na ziemię i idź wszędzie, Gdzie się kłebek toczyć będzie. Lecz pamiętaj zawsze święcie, Czarodziejskie to zaklęcie. Tu czarownik niby mara- Zniknął, rozwiał się jak para. Głuptak wstaje ucieszony, Bierze kłębek rozbawiony, I nie mówiąc nic nikomu, Po kryjomu znika z domu. Prędko, prędko, baśń się baje, Nie tak prędko kutas staje, Głuptak idzie, nie ustaje, Coraz nowe mija kraje. Gdy stu granic minął słupy, Zaszedł wreszcie aż do dupy, Z której ogień wieczny tryska, A podszedłszy do niej z bliska Rozżarzony nad pojęcie. Czarodziejskie swe zaklęcie, Głuptak z całej siły wrzaśnie: Sama się pocałuj właśnie! Wtedy dupa zawstydzona Puściła go do kondoma. Więc z kondomem ucieszony Pędzi wnet do Pizdolony. A gdy przyszedł do stolicy, Zaraz poszedł do ciemnicy, Gdzie się świecą rozkraczona, Brandzlowała Pizdolona. Wkłada kondom, niecierpliwy, A tu patrzcie- czary, dziwy! Chuj, co zawsze był jak z ciasta, Na sto chujów się rozrasta. Każdy gruby jak ta bela. Każdy piczę jej rozdziera. Każdy twardy jak ze stali. Każdy długi na sto cali. Wszystkie chuje z całej siły Na królewnę udzerzyły. Każdy jej się z pizdę wwierca, Każdy sięga końcem serca. Każdy jej się w piczy grzebie. Każdy jebie, jebie, jebie. Aż królewna Pizdolona, Rozjebana, spierdolona, Od jebania ledwie żywa Krzyczy: Cipaaaa się rozrywa! Takie przy tym tarcie było, Że się w dupie zapaliło. By ugasić pożar ciała, Straż zamkowa przyjechała. Z toporami, z bosakami, Sikawkami i kubłami, Słowem z całym inwentarzem Używanym przy pożarze. I po długiej, ciężkiej pracy, Ugasili ją strażacy. Tak została Pizdolona Z czaru swego wybawiona. I znów stała się prawiczką Z malusieńką, ciasną piczką. Głuptak dostał zaś w podzięce, Pół królestwa i jej ręce. Król był taki ucieszony, Z wybawienie Pizdolony, Że pomimo swej starości, Kapucyna ciął z radości, Bez ustanku tydzień cały, Aż mu jaja odsiwiały. Mimo, że już nie był młody. Potem zaraz sprawił gody, Głuptakowi z Pizdoloną. Mnie na gody zaproszono. Więc jak mówię Też tam byłem, Jadłem, piłem, pierdoliłem. Bawiłem się z nimi społem, Aż zasnąłem gdzieś pod stołem. Oto co sprawiła menda, Na tym kończy się legenda.

Przepraszam za przydługi wpis. Tutaj w wykonaniu Olbrychskiego. Chyba wygodniej. byla też gdzieś wersja śpiewana ale nie mam siły dziś szukać http://www.google.com/url?sa=t&source=video&cd=1&ved=0CDQQtwIwAA&url=http%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3DabUtLm6cBFk&ei=GsdaTZyBDMqX8QOK5NHVDw&usg=AFQjCNFxEvShizElmfH2VPkNwaViAZV3KA

alkazam:
kretyn

79277:
kretyn
:-))))) pzdr

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Alkazm właściwie sobie chciał wlepić te trofeum ale jakoś nie wypada żeby siebie tylko siebie widzieć i nagradzać.

Ojj bo karny kutasek powędruje do ciebie nicze:)

Wina tuska

http://odkrywcy.pl/kat,111402,title,Najwiekszy-od-czterech-lat-wybuch-na-Sloncu,wid,13134956,wiadomosc.html
tekst:
Astronomowie zaobserwowali najsilniejszy od ponad czterech lat wybuch na Słońcu - informuje "SpaceWeather". Materia z eksplozji dotrze do Ziemi w ciągu 36-48 godzin i spowoduje, że zorze polarne mogą być intensywniejsze i widoczne nawet z terenu naszego kraju. Intensywny wybuch ma związek ze wzrostem aktywności plam słonecznych - podaje serwis "SpaceWeather". REKLAMA Czytaj dalej W ciągu ostatnich kilku dni na powierzchni Słońca rozbudowała się duża grupa plam słonecznych oznaczona numerem 1158. W niedzielę obszar ten popisał się sporym rozbłyskiem klasy M6.6. We wtorek o godzinie 2.56 naszego czasu pojawiła się tam jeszcze większa eksplozja zaliczana już do najsilniejszej klasy X. To pierwsza tego typu erupcja w nowym cyklu aktywności słonecznej oznaczonym numerem 24. Ponieważ obszar nr 1158 cały czas znajduje się stosunkowo blisko centrum tarczy naszej dziennej gwiazdy, wyrzucona w wybuchu materia została skierowana w stronę naszej planety. Szybko rozbudowująca się grupa plam nr 1158 produkuje słoneczne rozbłyski, z których materia pędzi prosto w kierunku Ziemi. Grupa plam słonecznych o numerze 1158 w ostatnich trzech dniach znacznie powiększyła swoje rozmiary i liczebność. Obecnie jest tak duża, że w sprzyjających warunkach (np. podczas zachodu Słońca) można ją dojrzeć gołym okiem.
oczywiście 0 2.56 we wtorek jeszcze nic na zdjęciach nie widać- ale 2 godz później już coś jest http://sohowww.nascom.nasa.gov//data/REPROCESSING/Completed/2011/c3/20110215/20110215_0430_c3_512.jpg a to z niedzieli http://sohowww.nascom.nasa.gov//data/REPROCESSING/Completed/2011/c3/20110212/20110212_0118_c3_512.jpg

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

http://www.spaceweather.com/archive.php?view=1&day=10&month=01&year=2002 http://www.astro.uni.wroc.pl/kma/snazywo.html

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

i małe animacje http://www.astro.uni.wroc.pl/kma/snazywo/filmy.html

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Karny kutas nie jest zły, dla każdego ch... po jednym. W 2013 może nawet Patryk Geryl go otrzyma ;)

The truth is constantly changing. Are you able to follow it? http://truthism.com/

Raptor:
W 2013 może nawet Patryk Geryl go otrzyma ;)
miejmy nadzieje :-) ale do tego czasu procedujmy :-) co do zdjęć- wybuch wyszedł chyba z jednego kompleksu plam- różnicy w czasie 2 doby czyli w/g jakiegoś tam standartu- pierwszy rozbłysk poszedł z lewej strony natomiast drugi(słoneczko sie przekręciło) już prawie/praktycznie centralnie w nas plam ogólnie nie jest dużo a rozbłyski silne przy zaplamieniu porównywalnym do 1997 czy 2002 co do patryka geryla- facet nie musi się mylić jeśli to będzie przyczyna w słoneczku- nikt nie wie kiedy słońce wypuści rozbłysk centralnie w nas- który będzie tak silny i z dużą siłą się przebije przez pole magnetyczne i przejdzie przez atmosferę, na szczęście to jest ruletka z jednym pociskiem w bębenku to się może wydarzyć ale nie musi- na szczęście prawdopodobieństwo jest małe

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Jeśli jest wystarczająco dużo czasu przestaje być małe

Organizm do zjawisk naturalnych potrafi się ma tendencję do dostosowania. Poza tym zawsze są jednostki bardziej odporne na jakiś czynnik w populacji. Inna sprawa nasze DNA jest jak antena która się modyfikuje pod wpływem oddziaływania czyli nie jest to wszystko jednoznaczne co będzie i jaki wpływ będzie miało czy tylko negatywny czy i pozytywny.

rosomak:
Jeśli jest wystarczająco dużo czasu przestaje być małe
Cykl słoneczny wynosi dokładnie 10.96 lat (4.26 ma faza wzrostu aktywności a 6.7 trwa faza spadku aktywności.) maksimum aktywności, trwa około 2.5 lat tj 912 dni podzielić przez 25 dni obrotu słoneczka daje nam ok 36 obrotów bębenka :-) jak komuś za mało to- takiego podwyższonego stanu na słoneczku można naliczyć aż razem ok 7 lat to daje nam ok 2555 dni podzielić na ok 25 dni obrotu słońca daje nam nawet 102 - obroty bębenka :-) no ale tu prawdopodobieństwo strzału prosto w oczy też maleje :-) miałem dziś taki paskudny sen coś jak film droga- wskoczyłem do olbrzymiego kanału/rzeki wysoko betonowanego widząc że coś eksploduje/bardziej bomba jądrowa- szedłem tym kanałem spotykając kilku ludzi jak ze scenerii tego filmu- wysoko nad głową ponad krawędzią betonu unosiła się żółto zielona poświata- wiedziałem że tam tylko śmierć, żałowałem że nie ma ze mną moich chłopaków, choć liczyłem na cud- są w końcu daleko ode mnie. Kanał się wreszcie skończył, poświaty nie było, mnóstwo kurzu-jak czarno/szaro biały film i brak ludzi... za dużo tych strachów i filmów :-) mości panowie :-)

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Pytanie ile komór liczy bębenek :)
zbyszek123:
miałem dziś taki paskudny sen coś jak film droga- wskoczyłem do olbrzymiego kanału/rzeki wysoko betonowanego widząc że coś eksploduje/bardziej bomba jądrowa
Ciekawe- mi wczoraj w nocy śniły się atomowe grzyby - dziś za to jakieś mega powodzie- Może wybuchy na słońcu mają jakieś przełozenie na niespokojne sny...Podobno wczoraj mozna było obserwować zorzę nawet i w Polsce, ktoś widział?

rosomak:
mozna było obserwować zorzę nawet i w Polsce, ktoś widział?
to po tym wtorkowym wyrzucie masy ze słoneczka z pewnością może i tak to działa że śnią się gupoty :-) zorzy nie widziałem- choć przeszło mi wczoraj przez myśl że niebo mogło być choć zaczerwienione
rosomak:
ile komór liczy bębenek :)
można liczyć- to co widać średnio razy dwa http://sohowww.nascom.nasa.gov/data/realtime/eit_304/512/
rosomak:
śniły się atomowe grzyby
miejmy nadzieje że nam jakiś eksperymentalny satelita uszkodzony powiedzmy wiązką elektromagnetyczną z zestawem głowic -po cichu zamontowanym- nie spadnie nie opodal :-)

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,page,2,title,Najbardziej-tajemnicze-miejsce-swiata,wid,13143942,wiadomosc.html
tekst:
W nocy Marie-France usłyszała telepatyczny przekaz: "Jesteśmy światłem. Bezpośrednie kontakty z wami są dla nas niebezpieczne. Będzie wielka katastrofa 28 lutego 2010 r. Musisz pomóc wielu ludziom". Nie podano jednak, gdzie nastąpi ta tragedia.
kolejne przepowiednie :-/ i jakieś kataklizmy- tuż tuż

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

znaczy rok temu :-)

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 894
Poprzednia strona | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | .. | 44 | 45 | Następna strona
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.