Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Śpiew Ptaka(książka na forum)
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 58

Zamieszczam tutaj książkę Anthoneg DeMello "Śpiew Ptaka", bo jest super i tyle, a i dużo nie zajmuje, bo to zbiór historyjek. JEDZ SAM OWOCE Pewnego razu uczeń skarżył się mistrzowi: - Opowiadasz nam różne historie, a nigdy nie odkryjesz ich znaczenia. Mistrz odpowiedział: - Czy byłbyś zadowolony, gdyby ci ktoś ofiarował owoc i pogryzł go przedtem? Nikt nie może odkryć za ciebie twojego znaczenia. Nawet mistrz. ISTOTNA RÓŻNICA Zapytano raz Uwaisa, wyznawcę sufi: - Co takiego dała ci Łaska: Odpowiedział: - Kiedy budzę się rano, czuje się jak człowiek, który nie jest pewien, czy dożyje wieczora. Ponownie go zapytano: - Ale o czyż nie wiedza o tym wszyscy? Odpowiedział Uwais: - Tak, oczywiście, ze wiedza, lecz nie wszyscy to czują. Nikt się jeszcze nie upił intelektualnym rozumieniem słowa WINO. ŚPIEW PTAKA Uczniowie mieli wiele pytań na temat Boga, Mistrz im powiedział: - Bóg jest Nieznany i Niepoznawalny. Każde twierdzenie o Nim, każda odpowiedz na wasze pytanie będzie zniekształceniem Prawdy. Uczniowie byli zaskoczeni: - W takim razie, dlaczego mówisz o Nim? - A dlaczego śpiewa ptak? - odpowiedział mistrz. Ptak nie śpiewa dlatego, że ma do przekazania jakieś twierdzenie. Śpiewa, ponieważ ma śpiew. Słowa uczniów muszą być zrozumiałe. Słowa mistrza nie muszą takimi być. Muszą być jedynie słyszane, w taki sposób, w jaki słucha się wiatru w drzewach, szumu rzeki czy śpiewu ptaka. One rozbudzają w tym, kto słucha, coś co leży poza wszelkim rozumieniem. ŻĄDŁO Był raz święty, który posiadał dar mówienia językiem mrówek. Zbliżył się do takiej, która wyglądała na bardziej wykształconą, i zapytał: - Jaki jest Wszechmogący? Czy jest w czymś podobny do mrówek? Uczona mrówka odpowiedziała: - Wszechmogący? Absolutnie nie. My, mrówki, jak widzisz, mamy tylko jedno żądło. Ale Wszechmogący ma dwa. Scenka pod wpływem tej bajki: Kiedy zapytał ją, jakie jest niebo, uczona mrówka opowiedziała uroczyście: - Tam będziemy wszystkie jak On, każda z dwoma żądłami, chociaż mniejszymi. Istnieje ostry spór pomiędzy różnymi szkołami myśli religijnej na temat miejsca, w którym znajdzie się drugie żądło w niebiańskim ciele mrówki. SŁOŃ I MYSZ Pewien słoń kąpał się spokojnie w sadzawce, w środku dżungli, gdy podeszła do sadzawki mysz i zaczęła nalegać, by słoń wyszedł z wody. - Nie chcę - rzekł słoń - jest mi tu dobrze i wypraszam sobie, by mi przeszkadzano. - Powtarzam, masz zaraz wyjść z wody! - powiedziała mysz. - A dlaczego? - zapytał słoń. - Powiem ci dopiero, gdy wyjdziesz z sadzawki - odpowiedziała mysz. - W takim razie ani myślę wychodzić - rzekł słoń. Wreszcie jednak to zrobił. Wyszedł ciężko z wody, stanął przed myszą, i rzekł: - No dobrze, dlaczego chciałaś, abym wyszedł z wody? - Żeby sprawdzić, czy nie założyłeś moich kąpielówek - odpowiedziała mysz. Jest nieskończenie łatwiej słoniowi założyć kąpielówki myszy, niż Bogu zmienić się w naszych szkolnych pojęciach o Nim. KRÓLEWSKI GOŁĄB Nasruddin został pierwszym ministrem króla. Pewnego razu, kiedy przechadzał się po pałacu, zobaczył po raz pierwszy w życiu królewskiego sokoła. Do tej pory Nasruddin nigdy nie widział takiego gołębia. Wziął więc nożyce i poprzycinał pazury, skrzydła i dziób sokoła. - Teraz wyglądasz na ptaka jak należy - powiedział. Twój opiekun wcale się o ciebie nie troszczył. Biada ludziom religijnym, którzy nie znają innego świata niż ten, w którym żyją, i nie mają nic do nauczenia się od ludzi, z którymi rozmawiają. JAK MAŁPA URATOWAŁA RYBĘ - Co ty, do licha, wyrabiasz? - zapytałem małpę widząc, że wyciąga rybę wody i układa ją na gałęziach drzewa. - Ratuję ją od utonięcia - odpowiedziała mi. To, co dla jednego jest pożywieniem, jest trucizną dla drugiego. Słońce, które orłowi pozwala widzieć, oślepia sowę. SÓL I BAWEŁNA W RZECE Nasruddin wiózł ładunek soli na targ. Jego osioł musiał przejść przez rzekę i sól się rozpuściła. Na drugim brzegu zwierzę zaczęło biec wielce zadowolone, zauważywszy, że ładunek jest lekki. Ale Nasruddin był zły. W następnym dzień targowy Nasruddin okrył worki bawełną. Przechodząc przez rzekę. osioł prawie tonął z powodu wielkiego ciężaru. - Uspokój się - rzekł zadowolony Nasruddin - to cię nauczy, że nie każde przejście przez wodę będzie dla ciebie zyskowne. Dwóch ludzi przyjęło religię. Jeden z nich wyszedł ożywiony. Drugi się udusił. POSZUKIWANIE OSŁA Wszyscy się przelękli na widok mułły Nasruddina na ośle, przemierzającego w pośpiechu ulice wioski. - A dokąd to, mułło? - pytali go. - Szukam mojego osła - opowiedział mułła nie zatrzymując się nawet. Widziano pewnego razu mistrza zen Rinzaia, szukającego swego własnego ciała. Jego co głupszym uczniom wydawało się bardzo zabawne. Czasem można spotkać ludzi poważnie szukających Boga! PRAWDZIWA DUCHOWOŚĆ Zapytano raz mistrza: - Co to jest duchowość? - Duchowość - odpowiedział - to jest to, co pozwala człowiekowi osiągnąć wewnętrzną przemianę. - Jeśli zaś ja stosuję metody tradycyjne, jakie przekazali nam mistrzowie, czy nie jest to duchowością? - Nie będzie duchowością, jeżeli dla ciebie nie spełnia tego zadania. Koc nie jest kocem jeśli się nie grzeje. - Znaczy to, że duchowość się zmienia? - Ludzie się zmieniają, a również ich potrzeby. I tak, co kiedyś było duchowością, już nią nie jest. To, co często uchodzi za duchowość, jest jedynie powtarzaniem dawnych metod. Ubranie trzeba kroić na miarę człowieka, a nie człowieka na miarę ubrania. MAŁA RYBKA - Przepraszam panią - rzekła jedna morska ryba do drugiej - jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie - bez rezultatu. - Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz - odpowiedziała stara ryba. - To? Przecież to tylko woda... A ja szukam oceanu - odparła rozczarowana młoda ryba odpływając, by szukać gdzie indziej. Przyszedł do mistrza w stroju sannyasi i przemówił językiem sannyasi: - Szukałem Boga przez całe lata. Zostawiłem dom i szukałem wszędzie, gdziekolwiek On mówił, że jest: na szczytach gór, w środku pustyni, w milczeniu klasztorów, i w lepiankach ubogich. - I spotkałeś Go? - zapytał mistrz. - Byłbym pyszałkiem i kłamcą, gdybym powiedział, że tak. Nie, nie spotkałem Go. A ty? Cóż mistrz mógł odpowiedzieć? Zachodzące słońce zalewało pokój promieniami pozłacanego światła. Setki wróbli świergotało na zewnątrz, w gałęziach pobliskiego bananowca. Z daleka słychać było swoisty hałas ulicy. Komar bzyczał przy uchu ostrzegając, że zamierza atakować... I mimo to ten biedny człowiek mógł usiąść sobie tutaj i powiedzieć, że nie spotkał Boga, że ciągle szuka! Po chwili zrezygnowany wyszedł z domu mistrza. Poszedł szukać gdzie indziej. * * * Przestań szukać, mała rybko. Nie ma czego szukać. Musisz tylko stanąć spokojnie, otworzyć oczy i patrzeć. Nie możesz Go nie zobaczyć. SŁYSZAŁEŚ ŚPIEW TEGO PTAKA? Hinduiści indyjscy utworzyli czarujący obraz relacji między Bogiem a jego stworzeniem. Bóg "tańczy" swoje stworzenie. On jest tancerzem, stworzenie jest tańcem. Taniec jest czymś innym niż Tancerz, lecz mimo to nie może istnieć niezależnie od Niego. Nie jest rzeczą, którą możesz zabrać do domu w pudełku, jeśli ci się spodoba. Gdy Tancerz się zatrzymuje, taniec przestaje istnieć W swym poszukiwaniu Boga człowiek myśli za dużo, za dużo rozważa, za dużo mówi. Nawet kiedy kontempluje ten taniec, który nazywamy stworzeniem, cały czas myśli, mówi ( do siebie lub do innych ), rozważa, analizuje, filozofuje. Słowa, słowa, słowa... Hałas, hałas, hałas... Milcz i patrz na taniec. Po prostu, patrz: gwiazda, kwiat, zbutwiały liść, ptak, kamień... Nadaje się do tego każda część tańca. Patrz. Słuchaj. Wąchaj. Dotykaj. Smakuj. I bez wątpienia zobaczysz Jego, Tancerza we własnej osobie. Uczeń ciągle się skarżył swemu mistrzowi zen: - Stale ukrywasz przede mną ostatnią tajemnicę zen. I nie chciał wierzyć w zaprzeczenia mistrza. Pewnego dnia mistrz zabrał go na spacer w góry. Gdy szli, usłyszeli śpiew ptaka. - Słyszałeś śpiew tego ptaka? - zapytał go mistrz. - Tak - odpowiedział uczeń. - No więc dobrze, teraz już wiesz, że nic przed tobą nie ukrywałem. - Tak - przytaknął uczeń. Jeśli rzeczywiście słyszałeś jak śpiewa ptak, jeśli rzeczywiście widziałeś drzewo... powinieneś wiedzieć więcej, niż wyrażają słowa i pojęcia. Co mówisz? Że słyszałeś śpiew dziesiątków ptaków i widziałeś setki drzew? Zgoda. Ale to, co widziałeś, to było drzewo czy jego opis? Jeśli patrzysz na drzewo i widzisz cud - wtedy wreszcie zobaczyłeś drzewo! Czy twoje serce napełniło się kiedyś niemym podziwem, kiedy usłyszałeś śpiew ptaka? RĄBIĘ DRZEWO! Kiedy mistrz zen osiągnął oświecenie, by to uczcić, napisał takie słowa: Och, co za wspaniały cud: rąbię drzewo! Wyciągam wodę ze studni! Dla większości ludzi nie ma nic cudownego w zajęciach tak banalnych, jak wyciąganie wody czy rąbanie drewna. Gdy się osiągnie oświecenie, w rzeczywistości nic się nie zmienia. Wszystko jest po staremu. Tyle że teraz serce napełnia się zdumieniem. Drzewo pozostaje drzewem, ludzie są tacy jak przedtem i ty także. Życie nie zaczyna biec inaczej. Możesz być tak samo zmienny czy stały, tak rozważny czy szalony jak dawniej. Ale jest jednak poważna różnica: teraz widzisz wszystkie te rzeczy w inny sposób. Człowiek jest jakby bardziej oddalony od tego. I twoje serce napełnia się zdumieniem. Taka jest istota kontemplacji: zdolność zdumiewanie się. Kontemplacja różni się od ekstazy tym, że ta ostatnia pociąga człowieka do "odsunięcia się". Kontemplatyk oświecony dalej rąbie drzewo i wyciąga wodę ze studni. Kontemplacja różni się od wrażliwości na piękno, gdyż ono ( obraz czy zachód słońca ) wywołuje przyjemność estetyczną, podczas gdy kontemplacja wywołuje zdumienie - bez względu na to, czy kontempluje się zachód słońca, czy kamień. Jest cechą dziecka, że tak często się dziwi. Dlatego jest tak blisko królestwa niebieskiego. BAMBUSY Nasz pies Brownie siedział napięty, uszy wyostrzone, ogon drgający nerwowo, oczy w górę - wpatrywał się w koronę drzewa. Tam była małpa. Jedynie małpa zajmowała jego świadomość w tym momencie. Jako, że nie posiada on zdolności rozumowania, nie nachodziła go ani jedna myśl, która przeszkadzałaby jego koncentracji: nie myślał co będzie jadł wieczorem ani czy będzie coś miał naprawdę do jedzenia, ani gdzie pójdzie spać. Brownie był lepszym wyobrażeniem kontemplacji niż wszystko, co dotąd widziałem. Być może i ty doświadczyłeś czegoś podobnego, na przykład kiedy zostałeś całkowicie pochłonięty widokiem bawiącego się kotka. Oto zasada kontemplacji równie dobra jak inne mi znane: żyj w pełni teraźniejszością. Zrób tak naprawdę: Zostaw wszelkie myślenie o przyszłości i przeszłości, wszelkie pojęcia, wszelkie wyobrażenia i stań w pełni obecny. I powstaje kontemplacja. Po latach ćwiczeń uczeń poprosił swego mistrza, by udzielił mu oświecenia. Mistrz zaprowadził go do lasku bambusowego i rzekł: - Zobacz jak ten bambus jest wysoki, spójrz na drugi, jaki jest niski. I w tym właśnie momencie uczeń został oświecony. Mówi się, że Budda, starając się osiągnąć oświecenie, próbował praktykować każdą duchowość, wszelkie formy ascetyzmu i wszelkie zasady stosowane w Indiach jego czasów. Wszystko na próżno. W końcu usiadł pewnego dnia pod drzewem zwanym bodhi i tam otrzymał oświecenie. Później przekazał tajemnicę oświecenia swoim uczniom słowami, które niewtajemniczonym mogą wydawać się enigmatyczne, zwłaszcza jeśli zajmują się swoimi myślami: "Kiedy oddychacie słabo, bądźcie świadomi, że oddychacie słabo. Kiedy nie oddychacie ani za głęboko, ani za słabo, bądźcie świadomi, że nie oddychacie ani za głęboko, ani za słabo". Świadomość. Uwaga. Zaangażowanie. Nic więcej. Tę formę zaangażowania możemy zauważyć u dzieci. Mają one łatwy dostęp do królestwa niebieskiego. CIĄGŁA ŚWIADOMOŚĆ Żaden z uczniów zen nie ośmieliłby się uczyć innych, gdyby wcześniej nie był przeżył ze swym mistrzem conajmniej dziesięciu lat. Po dziesięciu latach nauki Tenno został nauczycielem. Pewnego razu poszedł odwiedzić swego mistrza Nan-in. Dzień był dżdżysty i dlatego Tenno założył drewniane chodaki i zabrał parasol. Gdy Tenno przybył, Nan-in powiedział: - Zostawiłeś chodaki i parasol przed drzwiami, prawda? Możesz mi powiedzieć, czy położyłeś parasol po prawej, czy po lewej stronie chodaków? Tenno nie pamiętał i zmieszał się. Zdał sobie sprawę, że nie potrafi stosować Ciągłej Świadomości. I tak został uczniem Nan-in i studiował kolejnych dziesięć lat, aż do osiągnięcia Ciągłej Świadomości. Człowiek, który jest ciągle świadomy, człowiek, który jest w pełni obecny w każdej chwili: to jest mistrz. ŚWIĘTOŚĆ W CHWILI OBECNEJ Zapytano Buddę przy pewnej okazji: - Kto to jest święty? Budda odpowiedział: - Każda godzina dzieli się na pewną liczbę sekund, a każda sekunda na pewną liczbę ułamków. Świętym naprawdę jest ten, kto zdolny jest być w pełni obecny w każdym ułamku sekundy. Wojownik japoński zastał ujęty przez nieprzyjaciół i zamknięty w lochu. W nocy nie mógł zasnąć, był bowiem przekonany, że następnego dnia rano zostanie poddany okrutnym torturom. Wtem przypomniał sobie słowa swego mistrza zen: "Jutro nie istnieje naprawdę. Jedyną rzeczywistością jest teraźniejszość". Tak powrócił do teraźniejszości - i zasnął. Człowiek o ile uwolni się od więzów przyszłości, podobny jest do ptaków na niebie i polnych lilii. Bez trosk o jutro. Całkowicie w teraźniejszości. Święty człowiek! DZWON ŚWIĄTYNI Świątynia znajdowała się na wyspie, dwie mile od brzegu. Posiadała tysiąc dzwonów. Dzwony wielkie i małe, dzieło najlepszych ludwisarzy świata. Gdy wiał wiatr lub zrywała się burza, wszystkie dzwony świątyni były jednym głosem tworząc symfonie porywającą serca słuchaczy. Po kilku jednak wiekach wyspa zapadła się w morze, a z nią świątynia i jej dzwony. Starożytna tradycja mówiła, że dzwony dalej biją bez przerwy i że ktokolwiek słuchałby uważnie, mógłby je usłyszeć. Poruszony tą legendą młody człowiek przebył dwa tysiące mil z zamiarem usłyszenia dzwonów. Całymi dniami siedział na brzegu, naprzeciw miejsca, gdzie dawnymi czasy wznosiła się świątynia, i słuchał - słuchał z całą uwagą. Ale słyszał jedynie szum fal rozbijających się o brzeg . Wysilał się jak mógł. by oddalić od siebie szum fal i usłyszeć dzwony: Wszystko na próżno, szum fal wydawał się obejmować wszechświat. Trwał przy tym tygodniami, aż ogarnęło go zniechęcenie. Wtedy przypadkiem usłyszał mądrych ludzi z wioski: Rozprawiali z namaszczeniem o tajemniczej legendzie dzwonów, i o tych, którzy je słyszeli. Potwierdzali prawdziwość legendy. Serce w nim płonęło, gdy słyszał te słowa, by wrócić do zniechęcenia, gdy następne tygodnie wysiłku nie przyniosły żadnych rezultatów. Postanowił wreszcie zrezygnować z zamiaru. Może nie był przeznaczony zastać jednym ze szczęśliwców, którym dane było słyszeć dzwony. Może tez i legenda nie była prawdziwa. Wróci do domu i uzna swe niepowodzenie. Był to ostatni dzień jego pobytu w tym miejscu. Udał się po raz ostatni na ulubiony brzeg, aby pożegnać morze, niebo, wiatr i palmy. Wyciągnął się na piasku patrząc w niebo i słuchając odgłosów morza. Tego dnia nie opierał się tym odgłosom. Przeciwnie - oddał się im i odkrył, że poszum fal był dźwiękiem naprawdę słodkim i przyjemnym. Tak owładnął ten odgłos, że łatwo był świadom samego siebie. Gdyż głębokie było milczenie, które szum wytworzył w jego sercu... I w tej ciszy usłyszał je! Dźwięk jednego dzwonka, potem następnego i jeszcze jednego, i jeszcze... Oto już wszystkie i każdy z osobna z tysiąca dzwonów świątyni dzwoniły w podniosłej harmonii, a jego serce ogarnęło zdumienie i radość. Jeśli chcesz usłyszeć dzwony świątyni, słuchaj głosu morza. Jeśli chcesz widzieć Boga, patrz uważnie na stworzenie. Nie odrzucaj go; nie rozmyślaj nad nim. Po prostu, patrz. SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM W Ewangelii świętego Jana czytamy: "A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas... Wszystko przez nie się stało; a bez niego nic się nie stało, co się stało; W nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła". (J 1,14; 3-6) Popatrz na ciemność. Wkrótce zobaczysz światło. Patrz w milczeniu na wszystkie rzeczy. Wkrótce zobaczysz Słowo. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas... Budzi litość widok usilnych starań tych, którzy chcą przemienić na nowo ciało w słowo. Słowa, słowa, słowa... CZŁOWIEK IDOL Starożytna opowieść hindu: Był sobie raz pewien kupiec, którego statek rozbił się u brzegów Cejlonu, gdzie Vibhishana był Królem Potworów. Kupca zaprowadzono przed oblicze Króla. Na jego widok Vibhishana nie posiadał się z radości i rzekł: - Och, wygląda tak jak mój Rama. Te same ludzkie kształty! Po czym okrył kupca bogatymi strojami i klejnotami i adorował go. Mówi mistyk hindu, Ramakriszna: "Gdy po raz pierwszy usłyszałem tę historię, doznałem nieopisanej radości. Jeśli Boga można czcić w wyobrażeniu z gliny, dlaczegóż by nie w człowieku?" SZUKAĆ W ZŁYM MIEJSCU Jeden z sąsiadów zastał Nasruddina na kolanach, szukającego czegoś. - Czego szukasz, mułło? - Mojego klucza. Zgubiłem go. I obaj, na klęczkach zaczęli szukać zgubionego klucza. Po chwili zapytał sąsiad: - Gdzie go zgubiłeś? - W domu. - Święty Boże! W takim razie, dlaczego szukamy tutaj?! - Bo tu jest więcej światła. Cóż jest warte szukanie Boga w miejscach świętych, jeśli zgubiłeś Go w swoim sercu? PYTANIE Pytał pewien mnich: - Te góry, rzeki, ziemia i gwiazdy... skąd się wzięły? I zapytał mistrz: - A skąd się wzięło twoje pytanie? Szukaj wewnątrz siebie! PRODUCENT ETYKIETEK Życie jest tak butelka dobrego wina. Niektórzy zadowalają się czytaniem etykiety, inni wolą spróbować jej zawartość. Pewnego razu Budda pokazał swoim uczniom kwiat i poprosił, by powiedzieli coś o nim. Przez chwilę kontemplowali go w milczeniu. Jeden wygłosił filozoficzny wykład na ten temat. Inny ułożył o nim wiersz. Jeszcze inny wymyślił przypowieść. Każdy się starał być lepszy od pozostałych. Producenci etykietek! Mahakaszjap spojrzał na kwiat - uśmiechnął się i nic nie powiedział. On go tylko zobaczył. Gdybym tak miał spróbować ptaka kwiat drzewo ludzką twarz... ! Ale niestety! Nie ma czasu. Jestem zajęty nauczaniem się odczytywania etykietek i wytwarzaniem moich własnych. Nigdy nie upiłem się winem. FORMUŁA Mistyk powrócił z pustyni. - Opowiedz nam - pytali go z przejęciem - jaki jest Bóg? Ale jak mógłby wyrazić słowami to, czego doświadczył w głębi swego serca? Czyż można prawdę zamknąć w słowach? W końcu przekazał im formułkę - niedokładną oczywiście i niepełną - w nadziei, ze ktoś z nich będzie mógł spróbować i dzięki niej osobiście doświadczyć tego, czego on doświadczył. Ci zaś nauczyli się formuły i zrobili z niej tekst święty. I narzucili ją wszystkim, jakby chodziło o dogmat. Postarali się wręcz o to, by rozpowszechnić ją w obcych krajach. A niektórzy nawet oddali za nią swe życie. Mistyk się zasmucił. Być może byłoby lepiej, gdyby nic nie powiedział. PODRÓŻNIK Podróżnik wrócił do swego ludu, żądnego wiedzy o Amazonii. Ale jak mógł wyrazić słowami wrażenie swojego serca, kiedy kontemplował kwiaty przejmująco piękne i słuchał nocnych odgłosów lasu? Jak przekazać to, co czuł w sercu, gdy uświadomił sobie niebezpieczeństwo ze strony dzikich zwierząt lub gdy prowadził łódkę przez niepewne wody rzeki? Powiedział: - Idźcie i odkryjcie to sami. Nic nie zastąpi własnego ryzyka i osobistego doświadczenia. Wszakże dla orientacji wykreślił mapę Amazonii; bo czyż nie znał każdego zakrętu i zakola rzeki oraz jak była szeroka i jak głęboka, gdzie były wodospady i kaskady? Podróżnik żałował przez całe życie, że sporządził tę mapę. Byłoby lepiej, gdyby jej nie zrobił. Mówi się, że Budda stanowczo odmawiał mówienia Bogu. Prawdopodobnie zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa sporządzania map potencjalnych podróżników. TOMASZ Z AKWINU PRZESTAJE PISAĆ Kroniki mówią, że Tomasz z Akwinu, jeden z najwybitniejszych teologów, jakich zna historia, pod koniec życia nagle przestał pisać. Gdy jego sekretarz skarżył się, że dzieło pozostaje niedokończone, Tomasz mu odpowiedział: - Bracie Reginaldzie, przed kilkoma miesiącami, sprawując liturgię, doświadczyłem czegoś z bóstwa. Tego dnia straciłem wszelką ochotę do pisania. Tak naprawdę, wszystko to, co napisałem o Bogu, wydaje mi się nie więcej warte niż słoma. Czyż może być inaczej, gdy intelektualista staje się mistykiem? Kiedy mistyk schodził z góry, zbliżył się doń ateista i powiedział z przekąsem: - Coś nam przyniósł z ogrodu wspaniałości, w którym przebywałeś? Mistyk odpowiedział: - Rzeczywiście, zamierzałem napełnić chustę kwiatami, aby po powrocie podarować niektóre z nich przyjaciołom. Ale tak odurzył mnie zapach ogrodu, że zapomniałem nawet o chuście. Mistrzowie zen wyrażają to krócej: "Kto wie, nie mówi. Kto mówi, nie wie." BÓL DERWISZA Pewien derwisz siedział sobie spokojnie nad brzegiem rzeki, gdy pewien wędrowiec przechodząc mimo, widząc jego odkryty kark, nie mógł się oprzeć pokusie uderzenia go z głośnym plaśnięciem. Był zachwycony odgłosem wywołanym przez swoje uderzenie, derwisza jednak piekł ból, więc podniósł się, by mu oddać. - Poczekaj chwilę - powiedział napastnik. - Możesz mi oddać, jeśli chcesz, lecz odpowiedz mi najpierw na pytanie, które mi teraz przyszło do głowy: Co wywołało plaśnięcie - moja ręka czy twój kark? Derwisz odrzekł: - Sam sobie odpowiedz. Ból nie pozwala mi teoretyzować. Możesz to robić ty, bo nie czujesz tego, co ja. Gdy się doświadcza bóstwa, wydatnie maleje ochota na teoretyzowanie. NUTA MĄDROŚCI Nikt nie wiedział, co stało się z Kakua, gdy odszedł sprzed oblicza cesarza. Po prostu zniknął. A oto jego historia: Kakua był pierwszym Japończykiem, który studiował zen w Chinach. Nigdzie nie podróżował. Jedyne, co robił, to częste rozmyślanie. Kiedy ludzie spotykali go i prosili, by głosił kazania, mówił kilka słów i odchodził w inną stronę lasu, gdzie trudniej było go znaleźć. Kiedy Kakua wrócił do Japonii, cesarz o nim usłyszał i poprosił go, aby mówił o zen przed nim i przed całym dworem. Kakua stanął w milczeniu przed cesarzem, wyjął flet z fałd swego ubrania i zagrał jedną krótką nutę. Potem ukłonił się głęboko przed władcą i zniknął. Mówi Konfucjusz: "Nie uczyć człowieka dojrzałego jest marnowaniem człowieka, uczyć człowieka niedojrzałego jest marnowaniem słów". CO MÓWISZ ? Mistrz wpisuje mądrość w serca swoich uczniów, a nie na karty książek. Uczeń będzie musiał nosić tę mądrość, ukrytą w sercu, przez trzydzieści czy czterdzieści lat, aż znajdzie kogoś zdolnego do jej przyjęcia. Taka była tradycja zen. Mistrz zen, Mu-nan wiedział, iż ma tylko jednego spadkobiercę: swego ucznia Shoju. Pewnego dnia kazał go wezwać i rzekł: - Jestem już stary, Shoju, i ty będziesz musiał podjąć naukę. Masz tu książkę przekazywaną z mistrza na mistrza przez siedem pokoleń. Sam dodałem do niej kilka uwag, które mogą ci być użyteczne. Weź ją i zachowaj na znak, iż jesteś moim następcą. - Zrobiłbyś lepiej zatrzymując tę książkę - odparł Shoju. - Przekazywałeś mi zen nie potrzebując słów pisanych szczęśliwie będzie, jeśli tak zostanie. - Wiem, wiem - powiedział cierpliwie Mu-nan - ale książka służyła siedmiu pokoleniom, może więc przydać się i tobie. Zatem weź ją i zachowaj. Siedzieli obaj i rozmawiali przy ognisku. Ledwie Shoju dotknął książki, rzucił ją w ogień. Nie miał serca do słów pisanych. Mu-nan, którego nikt nigdy nie widział zdenerwowanego, krzyknął: - Co za głupstwo robisz? - A Shoju odparł: - Co za głupstwo mówisz? Guru mówi z przekonaniem o tym, czego sam doświadczył. Nigdy nie cytuje książki. DIABEŁ I JEGO PRZYJACIEL Pewnego razu wyszedł diabeł na spacer z przyjacielem. Nagle zobaczył przed sobą człowieka, który pochylony nad ziemią usiłował coś zbierać. - Czego szuka ten człowiek? - zapytał diabła przyjaciel. - Okruchów Prawdy - odpowiedział diabeł. - I nie niepokoi cię to? - znów zapytał przyjaciel. - Ani trochę - odpowiedział diabeł. - Pozwolę mu zrobić z tego wierzenie religijne. Wierzenie religijne jest jak drogowskaz wskazujący drogę do Prawdy. Ludzie, którzy upierają się, aby pozostawać przy drogowskazie, doznają przeszkody w postępowaniu ku Prawdzie, gdyż mają fałszywe uczucie, że już ją posiadają. NASRUDDIN UMARŁ Razu pewnego Nasruddin, w filozoficznym nastroju rozmyślał sobie na głos: - Życie i śmierć... któż może powiedzieć, czym są? - Jego żona zajęta czymś w kuchni, słyszała go i rzekła: - Wszyscy mężczyźni są jednakowi, zupełnie niepraktyczni. Wszyscy wiedzą, że gdy kończyny ludzkie są sztywne i zimne, taki człowiek umarł. Praktyczna mądrość żony wywarła wrażenie na Nasruddinie. Kiedy innym razem zaskoczył go śnieg, poczuł, że jego ręce i nogi lodowacieją i drętwieją. "Na pewno umarłem" - pomyślał. I zaraz przyszła mu inna myśl: "Dlaczegóż więc chodzę, skoro jestem nieżywy? Powinienem leżeć, jak każdy szanujący się nieboszczyk". I tak uczynił. Po godzinie pewni podróżni przechodzili tamtędy i zobaczywszy go leżącego przy drodze, zaczęli dyskutować, czy ten człowiek jest żywy, czy martwy. Nasruddin z całej duszy pragnął krzyknąć i powiedzieć im: "Głupi jesteście. Nie widzicie, że jestem martwy? Nie widzicie, że moje kończyny są zimne i sztywne?" Lecz zdawał sobie sprawę, że umarli nie powinni mówić. Powstrzymał więc język. Wreszcie podróżni ustalili, że człowiek nie żyje, i wzięli go na plecy, aby zanieść na cmentarz i pogrzebać. Nie uszli daleko, gdy zbliżyli się do skrzyżowania. I nowy spór powstał między nimi: o to, która droga prowadzi na cmentarz. Nasruddin znosił to, ile potrafił, w końcu jednak nie wytrzymał i rzekł: - Przepraszam, panowie, ale droga na cmentarz to ta na lewo. Wiem, że zakłada się, iż umarli nie powinni mówić, lecz wyłamałem się z tej reguły tylko na moment i zapewniam was, że już więcej nie powiem ani słowa. Gdy rzeczywistość napotyka na sztywne wierzenie, tym gorzej dla rzeczywistości. KOŚCI DLA WYPRÓBOWANIA WIARY Pewien chrześcijański intelektualista, który uważał, że Biblia jest literalnie prawdziwa aż do najmniejszych szczegółów, spotkał raz kolegę, który mu rzekł: - Według Biblii ziemia została stworzona około pięć tysięcy lat temu. Znaleziono jednak kości świadczące, że życie na naszej planecie istnieje od setek tysięcy lat. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać: - Kiedy Bóg stworzył ziemię pięć tysięcy lat temu, celowo umieścił te kości w ziemi, aby wypróbować, czy bardziej będziemy wierzyć twierdzeniom naukowców, czy Jego Świętemu Słowu. Dodatkowy dowód na to, że sztywne wierzenia prowadzą do wypaczenia rzeczywistości. DLACZEGO UMIERAJĄ DOBRZY LUDZIE? Duszpasterz pewnej wioski odwiedził dom starej parafianki i popijając kawę, odpowiadał na pytania, którymi babcia go zasypywała. - Dlaczego Pan tak często zsyła na nas zarazy? - pytała staruszka. - No cóż - odpowiedział proboszcz - czasem ludzie są tak źli, że trzeba ich zgładzić, i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy. - Ale - zauważyła babcia - w takim razie, dlaczego ginie tylu dobrych ludzi razem ze złymi? - Dobrych wzywa Bóg na świadków - wyjaśnił proboszcz. - Pan pragnie, aby wszystkie dusze miały sprawiedliwy sąd. Uparty wierzący potrafi wytłumaczyć absolutnie wszystko. MISTRZ NIE WIE Poszukujący zbliżył się z szacunkiem do ucznia i zapytał: - Jaki jest sens życia ludzkiego? Uczeń przeszukał pisma swojego mistrza i pełen ufności odpowiedział jego słowami: - Życie ludzkie jest jedynie przejawem Bożej obfitości. Kiedy poszukujący spotkał się z mistrzem osobiście, zadał mu to samo pytanie. Mistrz odpowiedział: - Nie wiem. Poszukujący mówi: "Nie wiem". Świadczy to o honorze. Mistrz mówi: "Nie wiem". Wymaga to posiadania umysłu mistycznego, zdolnego, by wiedzieć wszystko poprzez niewiedzę. Uczeń mówi: "Nie wiem". Świadczy to o ignorancji, o wypaczeniu zapożyczonego poznania. PATRZEĆ W OCZY Komendant wojsk okupacyjnych powiedział do wójta pewnej wsi: - Jesteśmy pewni, że ukrywacie we wsi zdrajcę. Tak więc jeśli go nam nie wydacie, uprzykrzymy wam życie, panu i pańskim ludziom, na ile to tylko będzie w naszej mocy. Rzeczywiście, wioska ukrywała pewnego człowieka, który wydawał się dobry i niewinny, więc wszyscy go lubili. Ale cóż mógł zrobić wójt teraz, kiedy został zagrożony spokój całej wsi? Długie dni dyskusji rady gminnej nie przyniosły rozwiązania. W końcu wójt przedstawił problem proboszczowi. Proboszcz z wójtem przesiedzieli cała noc szukając w Piśmie Świętym i wreszcie ukazało się im rozwiązanie. W Piśmie był pewien tekst, który mówił: "Lepiej jeśli jeden człowiek umrze za lud, niż miałby umrzeć cały naród". W ten sposób wójt wydał niewinnego wojskom okupacyjnym prosząc go o przebaczenie. Człowiek powiedział, że nie ma nic do wybaczenia i że nie chce narażać wioski na niebezpieczeństwo. Torturowano go tak okrutnie, że jego krzyki mogli słyszeć wszyscy mieszkańcy wsi. W końcu został stracony. Po dwudziestu latach do wsi przyszedł prorok, udał się wprost do wójta i rzekł: - Coście zrobili? Ten człowiek był przeznaczony przez Boga by być zbawicielem tego kraju, a ty wydałeś go na tortury i śmierć. - A co mogłem zrobić? - zawołał wójt. - Razem z proboszczem szukaliśmy w Piśmie i postąpiliśmy tak, jak tam było powiedziane. To był wasz błąd - rzekł prorok. - Patrzyliście w Pismo, a powinniście byli również patrzeć w oczy tamtego człowieka. PSZENICA Z GROBÓW EGIPSKICH W grobie jednego ze starożytnych faraonów egipskich znaleziona garść ziaren pszenicy. Miały pięć tysięcy lat. Ktoś zasiał ziarna i podlewał. I ku ogólnemu zdumieniu ziarna ożyły i wykiełkowały. Po pięciu tysiącach lat. Kiedy ktoś jest oświecony, jego słowa są jak nasiona, pełne życia i energii. I mogą zachować formę nasion przez wieki, aż zostaną zasiane w serce żyzne i otwarte. Zwykłem był myśleć, że słowa pisane są martwe i suche. Teraz wiem, że są pełne energii i życia. To moje serce było zimne i martwe, jakże więc mogło w nim coś wyrosnąć? POPRAW PISMA Pewien uczony człowiek poszedł do Buddy i rzekł: - Sprawy, o których nauczałeś, panie, nie znajdują się w Świętych Pismach. - W takim razie, ty je tam umieść - odparł Budda. Po chwili zakłopotania człowiek mówił dalej: - Czy pozwolisz zauważyć panie, że pewne sprawy, których obecnie nauczasz są wręcz sprzeczne ze Świętymi Pismami? - W takim razie popraw Pisma - odpowiedział Budda. W ONZ przedłożono propozycję poprawienia wszystkich pism religii świata. Wszystko, co mogłoby w nich prowadzić do nietolerancji, okrucieństwa czy fanatyzmu, miałoby być wykreślone. Cokolwiek byłoby przeciwne godności lub dobrobytowi człowieka, miałoby zostać opuszczone. Kiedy odkryto, że autorem propozycji był sam Jezus Chrystus, dziennikarze oblegali jego rezydencję szukając pełniejszego wyjaśnienia. Okazało się ono bardzo proste i krótkie: "Pisma, podobnie jak szabat, są dla człowieka - stwierdził Jezus - a nie człowiek dla Pism". ŻONA NIEWIDOMEGO Uczenie człowieka niedojrzałego może okazać się ogromnie szkodliwe: Był raz człowiek, który miał bardzo brzydką córkę, więc wydał ją za mąż za ślepca, bo nikt inny by jej nie chciał/ Kiedy pewien lekarz zaofiarował się przywrócić wzrok ślepemu małżonkowi, ojciec dziewczyny sprzeciwił się z całej mocy, gdyż obawiał się, że człowiek ten porzuciłby jego córkę. Na temat tej opowieści Sa'di stwierdza: "Mężowi brzydkiej kobiety lepiej jest zostać ślepym". A zalęknionym ludziom nie wiedzieć. PROFESJONALIŚCI Moje życie religijne pozostaje całkowicie w rękach profesjonalistów. Jeśli chcę nauczyć się modlić, idę do kierownika duchowego; jeśli pragnę odkryć wolę Bożą w odniesieniu do mnie, udaję się na rekolekcje prowadzone przez specjalistę; by zrozumieć Biblię, udaję się do moralisty; a żeby zostały mi przebaczone grzechy, idę do kapłana. Król jednej z wysp południowego Pacyfiku wydał bankiet na cześć znanego gościa z Zachodu. Kiedy nadeszła pora wygłoszenia pochwalnej mowy na cześć gościa, jego Królewska Mość dalej siedział na ziemi, podczas gdy zawodowy mówca, specjalnie w tym celu wybrany, rozpływał się w pochwałach. Po kunsztownym panegiryku gość podniósł się, aby powiedzieć kilka słów podziękowania królowi. Jego Królewska Mość powstrzymał go delikatnie: - Proszę nie wstawać powiedział - wyznaczyłem pewnego mówcę, aby mówił za pana. Na naszej wyspie uważamy, że publiczne przemawianie nie powinno pozostawać w rękach amatorów. Pytam się: Czy Bóg nie wolałby, abym był bardziej "amatorem" w moich kontaktach z Nim? SPECJALIŚCI Sufi powiedział: Uznawszy pewnego człowieka za zmarłego, przyjaciele ponieśli go, aby go pogrzebać. Kiedy trumna miała już zostać złożona do grobu, człowiek ożył nie wiadomo jak, i zaczął walić w pokrywę trumny. Otwarto trumnę i człowiek się podniósł. - Co robicie? - zapytał zebranych. - Jestem żywy. Nie umarłem. Jego słowa przyjęto z milczącym niedowierzaniem. Wreszcie jeden z żałobników powiedział: - Przyjacielu, tak lekarze, jak i kapłani, poświadczyli, że umarłeś. A więc umarłeś. Po czym na nowo zamknięto wieko trumny i pogrzebano go należycie. ZUPA Z ZUPY Z KACZORA Raz pewien krewny odwiedził Nasruddina przynosząc mu w prezencie kaczora. Nasruddin przyrządził ptaka i poczęstował nim gościa. Wkrótce zaczęli przybywać gość za gościem; wszyscy podkreślali, że są przyjaciółmi przyjaciela, "człowieka, który Ci przyniósł kaczora". Oczywiście wszyscy się spodziewali otrzymać gościnę i jedzenie z kaczora. Wreszcie mułła nie mógł tego znieść i gdy pewnego dnia przybył do jego domu kolejny nieznajomy, mówiąc: - Jestem przyjacielem przyjaciela twego krewnego, który podarował Ci kaczora - i jak wszyscy inny usiadł za stołem, czekając by mu dano jeść, Nasruddin postawił przed nim miskę cieplej wody. - Co to jest? - zapytał gość. - To - powiedział mułłą - jest zupa z zupy kaczora, którego podarował mi mój przyjaciel. Czasem można usłyszeć o ludziach, którzy zostali uczniami uczniów człowieka, który miał doświadczenie Boga. Jak można przesłać pocałunek przez gońca? POTWÓR Z RZEKI Kapłan pewnej wsi nie mógł spokojnie się modlić z powodu dzieci, które bawiły się pod jego oknem. By się do nich uwolnić krzyknął: - Jest taki straszny potwór na dole przy rzece. Pobiegnijcie tam, a będziecie mogły zobaczyć, jak mu bucha ogień z nozdrzy! Wkrótce już wszyscy mieszkańcy wsi usłyszeli o straszliwej zjawie i biegli ku rzece. Kiedy kapłan to zobaczył dołączył do tłumu. Kierując się, zdyszany ku rzece, mówił do siebie: "Co prawda, to ja wymyśliłem tę historię. Ale nigdy nic nie wiadomo..." Znacznie łatwiej jest wierzyć w bogów, których sami stworzyliśmy, jeśli jesteśmy zdolni przekonać innych o ich istnieniu. ZATRUTA STRZAŁA Przy jakiejś okazji zbliżył się mnich do Buddy i zapytał, czy dusze sprawiedliwych żyją po śmierci? Budda nie odpowiedział, jak to miał w zwyczaju. Mnich nalegał. Codziennie wracał z tym samym pytaniem i dzień w dzień otrzymywał milczenie za całą odpowiedź. Nie mógł znieść dłużej tego i zagroził, że opuści klasztor, jeśli nie otrzyma odpowiedzi na pytanie o zasadniczej dlań wadze; bo po co miałby poświęcać wszystko i żyć w klasztorze, jeśli dusze sprawiedliwych nie miały istnieć po śmierci? Wtedy Budda, powodowany współczuciem, złamał milczenie i powiedział: - Jesteś jak człowiek zraniony zatrutą strzałą i bardzo bliski agonii. Krewni pośpiesznie sprowadzili lekarza, ale ranny nie chciał, by mu wyjęto strzałę lub by mu dano jakiekolwiek lekarstwo, póki mu nie odpowiedzą na trzy ważne pytania: Po pierwsze, ten, który go postrzelił był biały, czy czarny? Po drugie, był człowiekiem wysokim, czy niskim? Po trzecie, był braminem, czy pariasem? Jeśli mi nie odpowiedzą na te trzy pytania, nie chce żadnego leczenia! Mnich został w klasztorze. O wiele przyjemniej jest rozmawiać o drodze, niż ją przebyć; dyskutować o właściwościach jakiegoś lekarstwa, niż je zażywać. DZIECKO PRZESTAJE PŁAKAĆ Pewien człowiek twierdził, że praktycznie jest ateistą. Tak naprawdę, jeśli ma być szczery, to musi powiedzieć, że istnienie Boga rodzi tyle problemów, ile rozwiązuje; życie pośmiertne jest pobożnym życzeniem. Pismo i tradycja spowodowały tyle samo zła ile dobra. Wszystko to zostało wymyślone przez człowieka dla złagodzenia samotności i beznadziei, które obserwował w ludzkim życiu. Najlepiej było zostawić go w spokoju. Nie mówić mu nic. Być może przechodzi kryzys wzrostu i jakąś przemianę. Pewnego razu uczeń zapytał mistrza: - Co to jest Budda? - Mistrz mu odpowiedział: - Umysł jest Buddą. Wrócił kiedy indziej z tym samym pytaniem i odpowiedź brzmiała: - Nie ma umysłu, nie ma Buddy. Uczeń zaprotestował: - Przecież powiedziałeś mi kiedyś: "Umysł jest Buddą..." - Mistrz odparł: - Powiedziałem to, żeby dziecko przestało płakać. Kiedy zaś dziecko przestało płakać, mówię: Nie ma umysłu. Nie ma Buddy. Być może dziecko przestało płakać i było gotowe na przyjęcie prawdy. Tak więc lepiej było zostawić je samo. Kiedy zaczął głosić swój nowo odkryty ateizm innym, nie przygotowanym na to, trzeba było go powstrzymać: "Była epoka, epoka przed-naukowa, kiedy ludzie czcili słońce. Potem nastąpiła epoka naukowa i ludzie uświadomili sobie, że słońce nie było bogiem, nawet nie było osobą. Wreszcie przyszła epoka mistyczna i Franciszek z Asyżu nazwał słońce >>bratem<< i rozmawiał z nim. Miałeś wiarę przestraszonego chłopczyka. Teraz, gdy przemieniłeś się w śmiałego człowieka, straciłeś ją. Obyś pewnego dnia stał się mistykiem i odnalazł swą wiarę". * Wiary nie traci się z powodu odważnego szukania prawdy. Jedynie wierzenia wyrażające wiarę zaciemniają się na jakiś czas, ale we właściwym momencie oczyszczają się. JAJKO Nasruddin zarabiał na życie sprzedając jajka. Do jego sklepu weszła pewna osoba i rzekła mu: - Zgadnij, co trzymam w ręce? - Naprowadź mnie jakoś - powiedział Nasruddin. - Dam ci kilka wskazówek: ma kształt jajka i rozmiar jajka. Wygląda jak jajko, smakuje jak jajko i pachnie jak jajko. W środku jest białe i żółte. Przed ugotowaniem jest płynne, po ugotowaniu twarde. Co więcej, zniosła je kura... - Już wiem - powiedział Nasruddin - to jakiś rodzaj ciastek. Specjalista ma dar niedostrzegania oczywistości! Najwyższy kapłan ma dar nie rozpoznania Mesjasza! WOŁAĆ, BY OCALEĆ I TO BEZ USZCZERBKU Kiedyś przybył prorok do pewnego miasta z zamiarem nawrócenia jego mieszkańców. Początkowo ludzie słuchali jego kazań, ale po trosze zaczęli się oddalać, tak, że w końcu nie było nikogo, kto słuchałby słów proroka. Pewnego dnia jakiś przybysz powiedział do proroka: - Dlaczego ciągle przemawiasz? Nie widzisz, twe posłannictwo jest niemożliwe? Prorok odpowiedział: - Na początku miałem nadzieję, że można ich zmienić. Ale teraz, jeśli nawołuję nadal, to tylko po to, by oni mnie nie zmienili. SPRZEDAŻ WODY Z RZEKI Tego dnia mowa mistrza ograniczyła się do jednego enigmatycznego zdania. Uśmiechając się tylko ironicznie i rzekł: - Całe moje działanie tutaj, to siedzenie na brzegu i sprzedawanie wody z rzeki. I zakończył swoją mowę. Sprzedawca ulokował się na brzegu rzeki i tysiące ludzi przychodziło do niego, by kupić wodę. Powodzenie jego polegało na tym, że ci ludzie nie widzieli rzeki. Kiedy wreszcie ją zobaczyli wycofał się. Kaznodzieja cieszył się ogromnym powodzeniem. Przychodziły do niego tłumy uczyć się mądrości. Kiedy uzyskali mądrość, przestali przychodzić na jego kazania. A kaznodzieja uśmiechał się zadowolony. Osiągnął swój cel, którym było usunięcie się tak prędko, jak tylko można, gdyż w głębi duszy wiedział, że dawał ludziom jedynie to, co już posiadali - aby tylko zechcieli otworzyć oczy i przejrzeć. "Jeśli ja nie odejdę - powiedział Jezus swoim uczniom - nie przyjdzie do was Duch Święty". * * * Gdybyś przestał sprzedawać wodę z takim zaangażowaniem, ludzie mieliby więcej możliwości zobaczenia rzeki. MEDALIK Człowiek jest sam, zagubiony w tym ogromnym wszechświecie. I jest pełen lęków. Dobra religia czyni go odważnym. Kiepska religia potęguje jego lęki. Pewna matka nie mogła sobie poradzić z synkiem, który zawsze wracał do domu po zmroku. Dlatego przestraszyła go: powiedziała mu, że na ścieżce do domu pojawiły się jakieś duchy wychodzące zaraz po zachodzie słońca. Odtąd nie musiała mu przypominać, by wracał do domu w porę. Kiedy jednak chłopiec urósł, tak bał się ciemności i duchów, że nie było sposobu, by wyszedł z domu wieczorem. Wtedy matka dała mu medalik i przekonała go, że gdy będzie go nosił, duchy nie będą mu mogły zrobić nic złego. Teraz już chłopiec wchodzi odważnie w ciemności, mocno ściskając swój medalik. Kiepska religia daję wiarę w medalik. Dobra religia pozwala wiedzieć, że takich duchów nie ma. NASRUDDIN W CHINACH Nie jest zbyt chwalebne dla przewodnika duchowego, jeśli jego uczniowie wiecznie siedzą u jego stóp. Mułła Nasruddin udał się do Chin, gdzie zebrał grupę uczniów, których przygotował na przyjęcie oświecenia. Ale gdy tylko uczniowie zostali oświeceni, przestali przychodzić na jego wykłady. KOT PEWNEGO GURU Co wieczór, gry guru zasiadał do odprawiania nabożeństwa, łaził tamtędy kot należący do aśramu, rozpraszając wiernych. Dlatego guru polecił, by kota związywać podczas nabożeństwa. Długo po śmierci guru nadal związywano kota w czasie wieczornego nabożeństwa, a gdy kot w końcu umarł, sprowadzono do aśramu innego kota, aby móc go związywać w czasie wieczornego nabożeństwa. Wieki później uczniowie guru pisali wielce uczone traktaty o istotnej roli kota w należytym odprawianiu nabożeństwa. SZATY LITURGICZNE Październik 1917: wybucha rewolucja rosyjska. Historia ludzkości nabrała nowego wymiaru. Historia mówi, że w tym samym miesiącu odbyło się zabranie rosyjskiego Kościoła prawosławnego i że miała miejsce burzliwa dyskusja nad kolorem kap używanych w czasie liturgii. Niektórzy usilnie nalegali, by były białe, podczas gdy inni z tą samą usilnością chcieli by były purpurowe. Neron grał na lirze, gdy płonął Rzym. Zmaganie się z rewolucją sprawia nieskończenie więcej kłopotu, niż organizowanie liturgii. Wolę odmawiać modlitwy, niż mieszać się w waśnie sąsiadów. MLECZE Pewien człowiek, niezmiernie dumny z trawnika w swoim ogrodzie, zauważył nagle, że na tym trawniku wyrosło mnóstwo mleczy. I choć próbował wszelkich sposobów, żeby się ich pozbyć, nie potrafił zapobiec temu, by stały się prawdziwą plagą. Wreszcie napisał do ministra rolnictwa donosząc o wszelkich usiłowaniach, jakie był podejmował, i zakończył list pytając: "Co mogę zrobić?" Wkrótce nadeszła odpowiedź: "Radzimy Panu nauczyć się ja kochać". Ja również miałem trawnik, z którego byłem bardzo dumny, i również mnie dotknęła plaga mleczy, które próbowałem zwalczyć wszystkimi możliwymi sposobami. Tak więc nauczyć się je kochać nie było wcale łatwo. Zacząłem mówić do nich codziennie. Serdecznie i przyjaźnie. One jednak odpowiadały mi gorzkim milczeniem. Jeszcze ubolewały nad walką jaką im wytoczyłem. Prawdopodobnie miały też jakieś wątpliwości co do moich motywów. Nie musiałem jednak czekać długo, by zaczęły się uśmiechać i uzyskały spokój. Wręcz zaczęły odpowiadać na to co im mówiłem. Szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Oczywiście, że mój trawnik uległ zniszczeniu, ale za to jak uroczy stał się mój ogród!... * Stopniowo tracił wzrok, mimo że starał się tego uniknąć wszelkimi sposobami. Kiedy lekarstwa już przestały działać, dalej bronił się gwałtownie. Musiałem nabrać odwagi, aby mu powiedzieć: - Radzę ci, byś nauczył się kochać swoją ślepotę. To była prawdziwa walka. Początkowo nie chciał nawiązać ze swoją ślepotą kontaktu, powiedzieć do niej jednego słowa. Kiedy wreszcie osiągnął tyle, że mógł z nią rozmawiać, jego słowa były pełny złości i goryczy. Ale nie przestawał mówić i z czasem słowa przybierały ton rezygnacji, potem tolerancji i wreszcie akceptacji - aż pewnego dnia, ku jego zdumieniu, stały się słowami sympatii i ... miłości. Nadszedł dzień, w którym był zdolny objąć ramieniem swoją ślepotę i powiedzieć jej: "Kocham cię". I tego dnia zobaczyłem, że znowu się uśmiechnął. A jaki słodki był ten uśmiech! Naturalnie, stracił wzrok na zawsze. Ale jak piękna stała się jego twarz! Dużo piękniejsza niż była, nim przyszła żyć z nim Ślepota. NIE ZMIENIAJ SIĘ Przez całe lata byłem neurotykiem. Typem zgorzkniałym, przygnębionym i egoistą. Wszyscy ciągle mi mówili, żebym się zmienił. I nie przestawali przypominać mi, jak bardzo byłem neurotykiem. A ja się obrażałem, choć zgadzałem się z nimi. I chciałem się zmienić, ale nie potrafiłem, mimo wielu wysiłków. Najgorsze było to, że mój przyjaciel nie przestawał wypominać mi neurotycznego stanu, w którym trwałem. I również podkreślał konieczność zmiany. Także z nim się zgadzałem i nie mogłem się na niego obrażać. Ale skutek był taki, że czułem się jakby bezsilny i jakby skrępowany. Aż pewnego dnia przyjaciel powiedział mi: - Nie zmieniaj się. Bądź jaki jesteś. Tak naprawdę to nie ważne, czy się zmienisz, czy nie. Kocham cię jakim jesteś i nie mogę przestać cię kochać. Te słowa zabrzmiały w moich uszach jak muzyka: "Nie zmieniaj się. Nie zmieniaj się. Nie zmieniaj się... Kocham cię... " Wtedy się uspokoiłem. I poczułem, że żyję. I, co za cud, zmieniłem się! Teraz wiem, że w rzeczywistości nie mogłem się zmienić aż do spotkania kogoś, kto by mnie kochał, bez względu na to, czy się zmienię, czy nie. Czy ty tak mnie kochasz, Boże? MÓJ PRZYJACIEL Malik, syn Dinara, wielce się zmartwił z powodu swobodnych obyczajów swawolnego młodzieńca, który mieszkał w sąsiednim domu. Jednak przez długi czas nie odzywał się w nadziei, że ktoś wreszcie będzie interweniował. Ale kiedy zachowanie młodzieńca stało się absolutnie nieznośne, Malik udał się do niego i poprosił, by zmienił swój sposób bycia. Z całym spokojem młodzieniec poinformował Malika, że jest protegowanym sułtana i dlatego nikt nie może mu zabronić żyć jak mu się podoba. Malik rzekł: - Osobiście poskarżę się. - Młody człowiek odpowiedział: - Na nic się to nie zda, gdyż sułtan nigdy nie zmieni zdanie o mnie. - W takim razie powiem o Tobie stwórcy - odparł Malik. - Najwyższy stwórca - rzekł młodzieniec - jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać. Malik poczuł się bezradny i zostawił młodzieńca samemu sobie. Ale niedługo reputacja młodzieńca stała się tak zła, że spotkała się z ogólnym oburzeniem. Malik postanowił wtedy spróbować go upomnieć. Jednak kiedy kierował się ku domowi młodzieńca, usłyszał głos, który mówił: "Zostaw w spokoju mojego przyjaciela. Jest pod moją opieką". Malik zmieszał się ogromnie i gdy stanął przed młodzieńcem, nie wiedział co powiedzieć. Młody człowiek zapytał: - Po coś przyszedł? - Malik odpowiedział: - Szedłem cię upomnieć, ale gdy skierowałem się tutaj, jakiś głos powiedział mi, bym cię zostawił w spokoju, bo jesteś pod jego opieką. Twarz młodzieńca zmieniła się. - Naprawdę, nazwał mnie swoim przyjacielem? - zapytał. Ale Malik już odszedł. Po latach Malik spotkał się z nim w Mekce. Słowa Głosu wywarły na nim takie wrażenie, że zostawił co miał i stał się wędrownym żebrakiem. - Przyszedłem tutaj szukać mojego Przyjaciela - powiedział do Malika i umarł. Bóg przyjacielem grzeszników? Podobne twierdzenie jest tyle ryzykowne, ile prawdziwe. Zastosowałem je do siebie, kiedy przy pewnej okazji powiedziałem: "Bóg jest zbyt miłosierny, aby mi coś wyrzucać". W tym momencie usłyszałem Dobrą Nowinę - po raz pierwszy w życiu. ARABSKI KATECHUMEN Arabski mistrz Jalall ud-Din Rumbi lubił opowiadać następująca historię: Pewnego dnia prorok Mahomet przewodniczył modlitwie porannej w meczecie. Wśród wielu ludzi modlących się z prorokiem znajdował się też pewien Arab, katechumen. Mahomet rozpoczął czytać Koran recytując werset, w którym faraon twierdzi: "Ja jestem twoim prawdziwym Bogiem". Słysząc to młody katechumen poczuł taki gniew, że przerwał milczenie i krzyknął: - A to pyszałek, skurwysyn! Prorok nic nie powiedział, ale gdy skończył się modlić, inni zaczęli upominać Araba: - Nie wstyd ci? Twoja modlitwa na pewno ubliża Bogu, bo nie dosyć, że przerwałeś święte milczenie modlitwy, to jeszcze użyłeś wulgarnych słów w obecności proroka Boga. Biedny Arab zarumienił się ze wstydu i zaczął drżeć ze strachu, aż tu Gabriel ukazał się prorokowi i rzekł: - Bóg posyła ci pozdrowienia i pragnie, byś kazał tym ludziom przestać napastować tego prostego Araba; w rzeczywistości jego szczere zaklęcie poruszyło serce Boga bardziej niż święte modlitwy wielu innych. Gdy się modlimy, Bóg patrzy na nasze serca, a nie na formę naszych słów. MY JESTEŚMY TRZEJ, TY JESTEŚ TRZEJ Kiedy statek biskupa zatrzymał się na jeden dzień na odległej wyspie, biskup postanowił spędzić ten dzień jak najpożyteczniej. Spacerując po plaży, spotkał trzech rybaków naprawiających sieci. Łamaną angielszczyzną wyjaśnili mu, jak zostali nawróceni przed wiekami przez misjonarzy. - My być chrześcijanie - powiedzieli mu wskazując na siebie z dumą. Biskup był poruszony. Gdy zapytał czy umieją Modlitwę Pańską, odpowiedzieli, że nigdy jej nie słyszeli. Biskup był głęboko przejęty: jak mogli nazywać się chrześcijanami, jeśli nie umieli czegoś tak podstawowego jak "Ojcze nasz"? - W takim razie, co mówicie, gdy się modlicie? -My podnieść czy do nieba. My mówić: "My jesteśmy trzej, Ty jesteś trzej, zmiłuj się nad nami". Biskup aż się przeląkł tak prymitywnego, wręcz heretyckiego charakteru ich modlitwy. Całą resztę dnia poświęcił więc, by nauczyć ich "Ojcze nasz". Rybakom trudno było zapamiętać modlitwę, ale zebrali wszystkie siły i następnego dnia przed odjazdem Biskup miał satysfakcję usłyszeć z ich ust "Ojcze nasz" bez jednego błędu. Po wielu miesiącach statek biskupa znalazł się znowu przy tamtych wyspach i kiedy biskup chodził po pokładzie odmawiając swoje wieczorne modlitwy, przypomniał sobie z zadowoleniem, że na jednej z tych dalekich wysp jest trzech ludzi, którzy dzięki jego cierpliwym wysiłkom, mogą teraz modlić się jak należy. Kiedy o tym myślał nagle podniósł oczy i zauważył jakiś świetlny punkt na wschodzie. Światło zbliżało się do statku i ku swemu zdumieniu zobaczył trzy sylwetki idące po wodzie w jego kierunku. Kapitan zatrzymał statek i wszyscy marynarze zebrali się przy burcie, by obserwować to zdumiewające zjawisko. Kiedy trzy sylwetki znajdowały się już na odległość głosu, biskup rozpoznał w nich swoich trzech przyjaciół - rybaków. - Biskupie - powiedzieli - my smutni. My zapomnieć piękna modlitwa. My mówić: "Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje..." Potem zapomnieć. Prosimy powiedzieć jeszcze raz cała modlitwa. Biskup poczuł się zawstydzony. - Wróćcie do waszych domów, moi drodzy ludzie - powiedział - a kiedy się modlicie, mówcie: "My jesteśmy trzej, Ty jesteś trzej, zmiłuj się nad nami". Często widziałem staruszki odmawiające nie kończące się różańce w kościele. Jak może uczcić Boga ta nieskładna gadanina? Ale zawsze, gdy popatrzyłem w ich oczy i w ich oblicza zwrócone ku niebu, widziałem w głębi duszy, że są bliżej Boga niż wielu uczonych mężów. MODLITWA MOŻE BYĆ NIEBEZPIECZNA Oto jedna z ulubionych opowieści sufi, Sa'di di Shiraza: Pewien mój przyjaciel bardzo się cieszył, że jego żona jest w ciąży. Bardzo pragnął mieć syna i prosił Boga o to bezustannie, czyniąc mu szereg obietnic. I jego żona urodziła chłopczyka, z czego mój przyjaciel niezmiernie się ucieszył i zaprosił na ucztę całą wieś. Po wielu latach wracając z Mekki wstąpiłem do wsi mojego przyjaciela i dowiedziałem się, że jest w więzieniu. - Dlaczego? Co takiego zrobił? - pytałem. Sąsiedzi powiedzieli: - Jego syn upił się, zabił pewnego człowieka i uciekł. Dlatego aresztowano ojca i zamknięto w więzieniu. To prawda, że prosić Boga gorąco o to, czego pragniemy, jest rzeczą chwalebną. Ale jest to też bardzo niebezpieczne. MĘDRZEC NARADA Hinduski mędrzec Narada ruszył z pielgrzymką do świątyni boga Wisznu. Pewnej nocy zatrzymał się we wsi, gdzie dano mu schronienie w lepiance ubogiej pary. Następnego ranka nim odszedł, mąż rzekł do Narada: - Jako, że idziesz do Pana Wisznu, poproś go, aby dał dziecko mojej żonie i mnie, bo już wiele lat nie mamy potomstwa. Kiedy Narada przybył do świątyni, rzekł do Pana: - Ten człowiek i jego żona byli dla mnie bardzo mili. Miej litość nad nimi i daj im dziecko. - Pan odparł stanowczo: - Przeznaczeniem tego człowieka jest nie mieć dzieci. - Tak więc Narada po odprawieniu swoich pobożności, wrócił do domu. Po pięciu latach podjął tę samą pielgrzymkę i zatrzymał się w tej samej wsi, znowu podejmowany przez tę samą parę. Tyle, że tym razem dwoje dzieci bawiło się u wejścia do lepianki. - Czyje to są dzieci? - zapytał Narada. - Moje odpowiedział mąż. Narada zdziwił się. Wieśniak mówił dalej: - Przed pięciu laty zaraz potem jak ty stąd odszedłeś, przybył do naszej wsi święty żebrak. Przyjęliśmy go na noc. Następnego ranka, przed wyjściem, błogosławił nas, moją żonę i mnie... I Pan dał nam tych dwoje dzieci. Kiedy Narada to usłyszał, nie czekał dłużej, lecz natychmiast poszedł do świątyni Pana Wisznu. Wchodząc zawołał od samych drzwi świątyni: - Czy nie mówiłeś, że temu człowiekowi nie było przeznaczone mieć dzieci? On ma ich dwoje! Kiedy Pan go usłyszał, roześmiał się głośno i rzekł: - Pewnie stało się to przez jakiegoś świętego. Święci mają moc zmieniania przeznaczenia. Mimowolnie przypomina mi się pewne wesele, na którym Matka Jezusa, przez swoje prośby sprawiła, że jej Syn uczynił cud wcześniej, niż było to powiedziane w jego przeznaczeniu. PRZEZNACZENIE W RZUCIE MONETĄ Wielki japoński generał Nobunaga postanowił zaatakować mimo, że miał tylko jednego żołnierza na dziesięciu nieprzyjaciół. Był pewny zwycięstwa, ale jego żołnierzy dręczyło wiele wątpliwości. Kiedy szli do walki zatrzymał się w sanktuarium sintoickim. Po modlitwie Nobunaga wyszedł i powiedział: - Teraz rzucę monetę w powietrze. Jeśli wyjdzie awers, wygramy; jeśli rewers, zniszczą nas. Przeznaczenie ukaże nam swoje oblicze. - Rzucił monetę i wypadł awers. Żołnierze wpadli w taką ochotę do walki, że nie mieli żadnych trudności z jej wygraniem. Następnego dnia adiutant powiedział do Nobunagi: - Nic nie może zmienić oblicza przeznaczenia. - Tak jest - odparł Nobunaga, pokazując mu fałszywą monetę a awarsem po obu stronach. Siła modlitwy? Siła przeznaczenia? Albo moc wiary, że nastąpi to, czego się nie spodziewamy. PROSIĆ O DESZCZ Kiedy przychodzi do Ciebie neurotyk szukający pomocy, rzadko pragnie być leczony, gdyż wszelkie leczenie jest bolesne. To, czego naprawdę chce, to czuć się dobrze ze swoją neurozą. Albo też, jeszcze lepiej, wygląda cudu, który leczy bez bólu. Pewien starzec lubił palić fajkę po kolacji. Któregoś wieczora, jego żona poczuła, że coś się pali, i krzyknęła: - Na Boga Świętego, tatuś! Palą ci się wąsy! - Wiem - odpowiedział starzec. - Nie widzisz, że proszę o deszcz? OKALECZONY LIS Bajka arabskiego mistyka Sa'di: Pewien człowiek przechadzając się po lesie zobaczył lisa, który stracił nogi i dziwił się, jak on może żyć. Wtem spostrzegł nadbiegającego tygrysa ze zdobyczą w zębach. Tygrys już się był nasycił i zostawił resztę mięsa lisowi. Następnego dnia Bóg na nowo nakarmił lisa za pośrednictwem tego samego tygrysa. Człowiek począł się dziwić ogromnej dobroci Boga i rzekł do siebie: - Ja też ułożę się w jakimś kącie ufając w pełni Panu, a on da mi co potrzeba. - I tak się zachowywał przez wiele dni, ale nie zdarzyło się nic i biedaczysko prawie stał na progu śmierci, kiedy usłyszał głos mówiący: - O ty, który jesteś na błędnej drodze, otwórz twe oczy na prawdę! Idź za przykładem tygrysa, a przestań wreszcie naśladować biednego okaleczonego lisa. Na ulicy zobaczyłem dziewczynkę przeklętą i drżącą z zimna w cienkiej sukience i bez widoków na porządny posiłek. Zdenerwowałem się i rzekłem do Boga: - Dlaczego pozwalasz na coś takiego? Dlaczego nie robisz nic, by to zmienić? Bóg na razie milczał. Tej samej jednak nocy, niespodziewanie, odpowiedział mi: - Ależ oczywiście, że coś zrobiłem. Zrobiłem dla ciebie. BÓG POKARM Pewnego razu postanowił Bóg odwiedzić ziemię i wysłał anioła by zbadał sytuację przed Jego wizytą. Anioł wrócił z raportem: - Wielu ludzi nie ma co jeść, dla wielu a nich brakuje też pracy. I rzekł Bóg: - W takim razie wcielę się w jedzenie dla głodnych i w pracę dla bezrobotnych. PIĘCIU MNICHÓW Lama Południa zwrócił się z gorącą prośbą do Wielkiego Lamy Północy, aby wysłał jednego mnicha mądrego i świętego, który wprowadziłby nowicjuszy w życie duchowe. Ku ogólnemu zaskoczeniu Wielki Lama wysłał pięciu mnichów zamiast jednego. A tym, którzy pytali go o powody, odpowiadał tajemniczo: - Będziecie mieli szczęście jeśli choć jeden z pięciu dotrze do Lamy. Grupa szła już kilka dni, kiedy przybiegł do nich posłaniec i rzekł im: - Kapłan z naszej wioski umarł. Potrzebujemy kogoś, kto zajmie jego miejsce. - Wieś wyglądała na wygodną, a pensja kapłana była dość atrakcyjna. W jednym z mnichów natychmiast zapłonęła troska duszpasterska o tych ludzi i powiedział: - Nie byłbym prawdziwym buddystą, gdybym nie pozostał by tym ludziom służyć. - I został. Kilka dni później zdarzyło im się znaleźć w pałacu króla, któremu bardzo spodobał się jeden z mnichów. - Zostań z nami - powiedział król. - Ożenisz się z moją córką. A jak umrę, zastąpisz mnie na tronie. - Mnicha pociągała i księżniczka, i blask korony, więc powiedział: - Czy może być lepszy sposób by wpłynąć na poddanych tego królestwa i skłaniać ich do dobra, niż zostać ich królem? Nie byłbym prawdziwym buddystą, gdybym nie skorzystał z okazji służenia sprawie naszej świętej religii. - Tak więc pozostał i ten. Reszta grupy szła dalej, aż pewnego wieczora, w górzystych stronach, dotarli do samotnej chatki, zamieszkałej przez piękną dziewczynę, która udzieliła im gościny dziękując Bogu, że przysłał jej tych mnichów. Jej rodzice zostali zabici przez bandytów i dziewczyna była sama, przelękniona. Następnego ranka, gdy przyszła chwila odejścia, jeden z mnichów rzekł: - Ja zostanę z tą dziewczyną. Nie byłbym prawdziwym buddystą, gdybym okazał współczucia. - Tak odszedł trzeci. Dwaj pozostali doszli wreszcie do pewnej wioski buddyjskiej, gdzie zauważyli z przerażeniem, że wszyscy mieszkańcy wsi opuścili swoją religię i dali się przekonać pewnemu hinduskiemu guru. Jeden z mnichów powiedział: - Jest moim obowiązkiem względem tych biednych ludzi i względem Pana, Buddy, zostać tutaj i przyprowadzić ich do prawdziwej religii. - Ten był ostatni, który odszedł. Wreszcie piąty mnich przybył do Lamy południa. Wielki Lama Północy miał rację. Przed laty zacząłem szukać Boga. Raz i drugi oddalałem się od drogi. I to z najlepszych powodów: by referować liturgię, by zmieniać struktury Kościoła, by odnowić moje studia biblijne i nauczyć się teologii odpowiedniej. Niestety, łatwiej mi przychodzi zaangażować się w jaką bądź działalność religijną, niż kontynuować wiernie poszukiwanie Boga. ZATRUDNIENIE Wchodzi pierwszy kandydat. Rozumie pan, że to jest tylko zwykły test, który chcemy zrobić, nim damy panu pracę, o jaką pan prosił? - Tak. - Doskonale, Ile jest plus razy dwa? - Cztery. Wchodzi drugi kandydat. - Jest pan gotów na test? - Tak. - Doskonale. Ile jest dwa plus dwa? - Jak powie szef, tak będzie. Drugi kandydat otrzymał pracę. Zachowanie się drugiego kandydata jest warte polecenia, jeśli chcesz wybić się w jakiejkolwiek instytucji, świeckiej czy religijnej. Często przyda ci się dla uzyskania dobrych ocen na egzaminach. Dlatego też magistrzy teologii nieraz bywają bardziej znani ze swej miłości do doktryny niż miłości prawdy. DIOGENES Filozof Diogenes jadł soczewicę na kolację. Zobaczył to filozof Arystyp, który żył wygodnie za cenę pochlebiania królowi. Arystyp zwrócił się do niego: - Gdybyś się nauczył być poddanym królowi, nie musiałbyś jeść tej dziadowskiej soczewicy. Na to odpowiedział Diogenes: - Gdybyś ty się był nauczył jeść soczewicę, nie musiałbyś przypochlebiać się królowi. WSTAĆ I BYĆ WIDZIANYM Powiedzieć prawdę, tak jak się ją widzi, wymaga dużo odwagi, jeśli się należy do jakiejś instytucji. Sprzeciwić się własnej instytucji wymaga jeszcze więcej odwagi. To właśnie zrobił Jezus. Kiedy Chruszczow wygłosił swe słynne oskarżenie epoki stalinizmu, podobno jeden z obecnych w Sali Kongresowej powiedział: - A gdzie wy byliście towarzyszu Chruszczow, kiedy mordowano wszystkich tych niewinnych ludzi? Chruszczow przerwał, popatrzył wokół po sali i rzekł: - Ten, kto to powiedział niech będzie uprzejmy wstać. Napięcie na sali rosło. Nikt nie wstał. Wtedy Chruszczow powiedział: - Bardzo dobrze, masz już odpowiedź, kimkolwiek

Simonus , chodzisz do kościoła , a zajmujesz się okukltyzmem. Dla mnie jest to co najmniej dziwne , nie tylko dlatego , że wszelkie systemy okultystyczne ( czy to będzie huna czy joga królewska ) odżucają wiarę w religie zastępując ją innymi praktykami poznawania boskości w sobie , ale także dlatego , że chrześcijanie to ci , którzy nas - okultystów , spaliliby najchętniej na stosie. I nie mówię tego , że mi o osobiście nie pasje , ale widzę ewidentne sprzeczności. No cóż , rób jak uważasz...

Nie Winter... tutaj się mylisz. Chrześcijanie zakazują praktyk oultystyczntych bo mogą się one skończyć źle... zrresztą... o ile się nie mylę definicja KK różni się nieco od wasze definicji okultyzmu... bo medytacje prowadzą również duchowni katoliccy ale nieco w inny sposób... pozdrawiam :) Trzymajcie się cieplutko :)

Jak to jest, że KAŻDY wątek kończy się i tak na Bogu i KK....????

Winter: "Simonus , chodzisz do kościoła , a zajmujesz się okukltyzmem. Dla mnie jest to co najmniej dziwne , nie tylko dlatego , że wszelkie systemy okultystyczne ( czy to będzie huna czy joga królewska ) odżucają wiarę w religie zastępując ją innymi praktykami poznawania boskości w sobie , ale także dlatego , że chrześcijanie to ci , którzy nas - okultystów , spaliliby najchętniej na stosie. I nie mówię tego , że mi o osobiście nie pasje , ale widzę ewidentne sprzeczności. No cóż , rób jak uważasz..." No cóż nie oceniaj tak ostro chrześcijan, ponieważ sam napewno zostałeś ochrzczony, a to jest jak najbardziej rytuał okutystyczny (przynajmniej ja tak uważam). No cóż. Dzisiejszy Kościół zboczył trochę z drogi, jaką szedł na początek, ale było minęło. Dla mnie chodzenie do kościoła, przyjmowanie komunii, modlitwa są jak ochrona przed różnymi stworkami, które chciałby się do mnie przyczepić. Zobaczysz Winterze i pozostali, że Kościół wróci do praktyk bardziej mistycznych, albo poprostu się rozleci. Ludzie w dzisiejszych czasach szukają czegoś więcej niż oferuje np. ksiądz. Brat: "Nie Winter... tutaj się mylisz. Chrześcijanie zakazują praktyk oultystyczntych bo mogą się one skończyć źle... zrresztą... o ile się nie mylę definicja KK różni się nieco od wasze definicji okultyzmu... bo medytacje prowadzą również duchowni katoliccy ale nieco w inny sposób... pozdrawiam :) Trzymajcie się cieplutko :)" No tak, Bracie masz racje, ale mogą skończyć się źle jeżeli nie posiada się odpowiedniego rowoju moralnego. Podobne przyciąga podobne. Więc człowiek czyniący zło przyciąga do siebie złe energie, demony i różne takie. A człowiek czyniący dobro jest jakby pod ochroną, jego rozwój nie pozwala zboczyć ze ścieżki. Łatwo się pisze, ale ten kto próbuje się zmienić na lepsze jest atakowany dużo bardziej, ale wygrana jest w zasięgu ręki. ps. Nie pozwólcie pod rzadnym pozorem, aby religia dzieliła was z innymi ludźmi, bo to nie tędy droga. 3majcie się!

Simonusie !! Winter, i wielu niewinnych, zostało ochrzczonych w wieku, kiedy nikt ich nie pytał o zdanie, czy ochrzczeni być sobie życzą. Wic to nie jest ŻADEN argument za KK. Czy to jest rytuał okultystyczny ? Absolutnie NIE, gdyż tylko sekty chrześcijańskie praktykują ten obrzęd. Później się rozpowszechnił, ale nie rpzypominam sobie, żeby kogokolwiek chrzczono wodą z Nilu czy Eufratu. A o ile wiadomo, tamtejsze religie były o wiele bardziej złożone i ugruntowane niż chrześcijaństwo. Kościól nigdy nie zboczył ze swej drogi, od zarania dziejów kroczył tą samą. Jedynymi odstęcami to może matka Teresa z Kalkuty, czy nasz papież. Oni się "wyrodzili", gdyż czynili dobro. A za rozlecenie się KK to nawet i ja się przed snem pomodlę....

:) Sekty chrześcijańskie? No cóż Leto... Ty chyba nie widzisz pewnych zbieżności. Mówisz że wszytko co złe to KK. Mówisz że KK to okultyści. ws końcu twierdzisz że nie ma Boga który KK wyznaje. Czyli reasumując. KK jest jednocześnie zarzewiem zła i okultyzmu. Okultyzmu, który Ty tak popierasz i z którym się utożsamiasz... Więc trochę mnie dziwi Twoja postawa... Ale pewnie jak zwykłe nic nie zrozumiałem ;) :D więc dalej- Simonusie... Nie znam się na okultyźmie, ale sądzę, że KK wie co robi zakazując praktyk okultystycznych i z zakresu tzw. Białej magii oraz z zakresu Czarnej Magii < Leto to KK dokonał podziału magii na czarną i białą, a poaz tym do dzisiaj uznaje jej istnienie >. więc ja nie będe się sprzeczał z KK. Hmm... praktyki okultystyczne mówisz nie są niebezpieczne przy odpowiednim przygotowaniu. ale szczerze - nie możesz znaleźć odpowiedniego przygotowania. Bo kto Ci je zapewni? Bóg, który zakazał parania się magią? Człowiek? Który nic o magii nie wie. Jest bardzo niewielu < można policzyć na palcach > ludzi, którzy zajmują się prawdziwym okultyzmem. nie w sensie czci szatana czy tym podobnych idiotyzmów ale w sensie Magii. A i ja tylko założyłem że jest ich tak wielu. Bo trzeba rozróżnić: medytacja itp nie jest okultyzmem. Okultyzm to wpływanie na mateirię duchową i fizyczną za pomocą własnej woli. Więc jeśli potrafisz zmaterializować mi świadomie < to też jest ważne !!!> jakiś przedmiot lub przenieść się do mnie w sposób niewyjaśniony można nzwać Cię okultystą. jeśli praktykujesz OBE i tym podobne nie jesteś okultystą bo nie wpływasz na świat widzialny tudziez niewidzialny. Czyli podsumowująć: 1. nie można miec odpowiedniego przygotowania do praktyk okultystycznch 2 Oklutyzm to wpływanie myślą na materię 3. KK zakazuje okultyzmu ze w zględu jaki pociaga za sobą paranie się rzeczami do których człowiek nie został stworzony... Pozdrawiam :) Trzymajcie się cieplutko :)

Wiem, że się powtarzam, ale boję się, że jeszcze ktoś naiwny - oby takich tu nie było ! - to przeczyta. Bzdura na bzdurze i bzdurą pogania, aż ziemia jęczy. :((((( Okultyzm, zgodnie z etymologią słowa, oznacza po prostu "ukryty kult". Coś, co jest okultystyczne, jest po prostu działające w tajemnicy przed oficjalną religią. Tylko tyle i aż tyle. Pokazuje nam to, dlaczego wiedza tajemna jest utożsamiana z okultyzmem - właśnie dlaeto, że by przetrwać "krzewienie jedynej słusznej wiary" musiała zejść do podziemia, ukryć się. Stać się OKULTYSTYCZNA. Rzeczywiście, podział magii na białą i czarną to wymysł KK i wciąż przebieram nóżkami ze śmiechu, gdy o tym pomyślę. KK wpada na te same pomysły co Holywood ! Brawo. NIE MA magii czarnej i białej. :) Jest po prostu magia. Może się odnosić do różnych sił, odwoływać do różnych źródeł tych sił (choć ja osobiście uważam, że gdy nauka już rozwiąże ten problem, okaże się, że to po prostu zwykła fizyka), ale nie może mieć aspektu ! Tak samo jak bomba atomowa to negatywny aspekt rozszczepienia atomu, a elektrownia nuklearna to jego aspekt pozytywny. Magia jest tylko (i aż) tym rozszczepieniem atomu !! Magia nie ma nastawienia - nastawienie zależy od rzucającego zaklęcia, od intencji, w jakiej odwołuje się do magii. I przede wszystkim nigdy, ale to nigdy (a przynajmniej nie przy mnie - czyli nie publicznie) nie nazywaj Satanistów idiotami. To tacy sami ludzie jak ty, wierzący, być może nawet żarliwiej, tylko wierzący w coś innego. Nikt nie dał ci prawa decydować, która wiara jest mądra, a która głupia. Co do zakazywania parania się magią przez KK (czy jak wolisz - tępienie okultyzmu przez KK) - to wyjaśnienie jest oczywiste i dwojakie. Po pierowsze, przede wszystkim, KK tępi wszystko, co nie jest KK. Dlatego z biologicznego punktu widzenia mogę uznać, że KK jest rodzajem pasożyta, a być może nawet rakiem. Drugie wyjaśnienie jest subtelniejsze - KK tępi okultyzm, tak jak legalna władza tępi opozycję. Nie odwołuję się do demokracji, gdzie - przynajmniej w teorii - opozycja jest potrzebna dla równowagi, ale do systemu totalitarnego, gdyż KK występuje w świecie religii (i politycznym też) z punktu reżimu totalitarnego. A w dyktaturach opozycję wiesza się na drzewach, zakopuje żywcem w dołach lub latami więzi w kazamatach. W tym ostatnim wypadku najczęściej, by dojść do innych człownków podziemia. I to także ejst dla KK ważne - a gdyby mógł położyć łapę na wiedzy, która jest udziałem okultystów - no to już pełnia szczęścia... ...oby nas to nigdy nie dotknęło, na psa urok.

Jo. No cóż troche nie pisałem, no i nie będę często pisał, ale widze, że zaczęło się to co zawsze, czyli to co najbardziej mnie wkurza. Zgadnijcie co to? Tak to głupkowate spory o to czyja wiara jest lepsza. No cóż jak już wiecie jestem bardzo otwartym katolikiem i traktuje wszystkie wiary tak samo. Nikogo nie mam zamiaru oceniać za to w co wierzy. No ale to przypadłość większości katolików, tak samo jak i drugiej strony. Tak się składa, że moją współlokatorka jest animatorką w oazie. No coż, ja sobie wogóle nie ukrywam faktu, że zajmuje się różnymi ciekawymi rzeczami, więc wkońcu musiała się nawiązać dyskusja. No i wiecie co z tego wyszło? Wyszło, że wg. niej mówie gupoty i gówno wiem i że jej wiara jest najlepsza, co kolwiekbym powiedział to ona ma racje i już. I tak się kończą dyskusje katolika z katolikiem. No cóż nie chce wiedzieć co by było gdybym był innego wyznania. No cóż nie wiem czego uczą na oazach, ale moja koleżanka mimo, że ją bardzo lubie jest nastawiona do innej wiary i poglądów jak Hitler do Żydów. Nie tylko u niej to zauważyłem, ale u większości. Cieszyłbym się bardzo, gdyby ludzie zrozumieli, że wszyscy płyniemy do tego samego tyle, że każdy w innej łodzi. nara.

Okultyzm nie jest wplywaniem myślą na materię. To jest działanie ;)

Twoja koleżanka z Oazy myśli że fanatyków widzi tylko w telewizji i są muzułmanami. Pewnie nie uwierzy że widzi jednego codziennie w lustrze. pozdro

Do tego co napisał Brat o wpływaniu myślą na materię. Prawdę mówiąc jestem strasznym marzycielem, ale zawsze dostawałem to o czym marzyłem. Czyli można powiedzieć, że od małego wpływałem myślą na materię czyli uprawiałem nieświadomą Hunę. Przyznajmy, że każdy z nas lubi sobie marzyć więc wpływamy myślą na materie. Cóż nawet zwykłe zrobienie kanapki wymaga, abyśmy najpierw o niej pomyśleli. nara.

Leto napisał:"Koœciól nigdy nie zboczył ze swej drogi, od zarania dziejów kroczył tš samš. Jedynymi odstęcami to może matka Teresa z Kalkuty, czy nasz papież. Oni się "wyrodzili", gdyż czynili dobro." Być może, być może. Ale... Horst Herrmann JAN PAWEŁ II ZŁAPANY ZA SŁOWO Krytyczna odpowiedŸ na ksišżkę papieża przeł. R. Stiller Autor jest profesorem teologii, pozbawionym przez Koœciół prawa do nauczania. Twórca paternologii, nauki zajmujšcej się badaniem patriarchatu i ojcostwa z punktu widzenia kobiety i dziecka. W swej ksišżce rozprawia się z papieskim bestsellerem Przekroczyć próg nadziei, w którym Jan Paweł II dalej głosi swe konserwatywne poglšdy. Odnoszšc się do konkretnych fragmentów tekstu papieskiej ksišżki, Horst Herrmann ujawnia obłudę i wstecznictwo zwierzchnika Koœcioła, jego nieprzejednane stanowisko w wielu ważnych sprawach dotyczšcych współczesnego życia, jak na przykład antykoncepcja, œwięcenia kapłańskie dla kobiet, demokratyzacja Koœcioła czy celibat. Herrmann "łapie" papieża za słowo i pokazuje, jak znikomš nadzieję niesie ludziom jego pontyfikat. s. 222 Więcej na http://www.uraeus.home.pl/czytelnia/janpawel.html Fragment: Najgłębsza z Piotrowych trwóg. Dlaczego Papież nigdy się nie wychyli? "Ekumena - "Wywodzę się bowiem z narodu, który uważany bywa za przeważajšco katolicki, ale który ma swoje ekumeniczne tradycje" (PPN 116) - nie oznacza bynajmniej, jak to Wojtyła wyłożył w swej pierwszej encyklice, "rezygnacji ze skarbów prawdy Bożej, stale znanej i nauczanej przez Koœciół, ani jakiegokolwiek zrywania z nimi". Do skarbów tych zaliczajš się, o czym warto przypomnieć, rzymskokatolickie dogmaty w rodzaju następujšcych: że "Chrystus nadał Koœciołowi swemu konstytucję hierarchicznš"; że "nadane apostołom władze hierarchiczne przeszły na katolickich biskupów"; że "Chrystus ustanowił apostoła Piotra pierwszym wœród apostołów i widocznš głowš całego Koœcioła, bezpoœrednio i osobiœcie przekazujšc mu zwierzchnoœć jurysdykcji"; że "wedle rozporzšdzenia Chrystusa Piotr będzie miał po wszystkie czasy następców w zwierzchnoœci nad całym Koœciołem"; że "następcy Piotra w jego zwierzchnoœci sš biskupami rzymskimi"; że "Papieżowi przysługuje pełna i najwyższa władza jurysdykcji nad całym Koœciołem, nie tylko w sprawach wiary i obyczajów, ale także w dyscyplinie koœcielnej i rzšdzeniu Koœciołem"; że "Papież, kiedy wypowiada się ex cathedra, jest nieomylny". Twardo to brzmi. Jan Paweł II musi w wypowiedziach swych grać na zwłokę, albo i zaciemniać sprawę (PPN 120), ilekroć odwołuje się do ponownego zjednoczenia podzielonych Koœciołów. Trudno przecież na zdrowy rozum pojšć, jak można w takich okolicznoœciach, gdy okreœlone prawdy Rzymu uchodzš za niezbywalne, osišgnšć ponowne zjednoczenie się Koœciołów. Jeœli wymienione przed chwilš dogmaty sš nienaruszalne, gdyż należš do Boskiej skarbnicy prawdy, chrzeœcijanom nierzymskim pozostaje tylko mglista nadzieja na jakiœ dar łaski Bożej, który doprowadzi do pożšdanej jednoœci, albo też wyrzeczenie się własnych nauk i poglšdów, aby dostosować się odpowiednio do Rzymu. Nie wykluczone, że Wojtyła myœli o takim właœnie dostosowaniu się, kiedy mówi o obyczajowej odnowie chrzeœcijaństwa. Odnowa w życiu obyczajowym, będšc z koniecznoœci odtworzeniem tradycyjnego porzšdku, jest podług Jana Pawła II nieodzowna dla jednoœci chrzeœcijan. Tylko gdy chrzeœcijanie występujš wspólnie przeciw niemoralnoœci tych czasów, działajš w myœl Koœcioła Chrystusowego. Ażeby jednak zagwarantować to wspólne wystšpienie, należałoby zlikwidować ów "głęboki rozłam w kwestiach moralnoœci i etyki", który - jak w sprawach kontroli urodzeń lub rozwodów - wcišż jeszcze dzieli Koœcioły chrzeœcijańskie. Rozłam ten da się usunšć jedynie wtedy, gdy życie w wierze można będzie uznać za uporzšdkowane. O co chodzi Wojtyle w tej wypowiedzi, jest mniej więcej jasne: bez nieprzemijajšcej prawdy, powierzonej przez Jezusa za poœrednictwem apostołów Koœciołowi rzymskiemu i mimo wszelkich szczegółowych niedocišgnięć zachowanej przezeń bez uszczerbku, życie ludzkie jest niedoskonałe. Żadna inna wspólnota koœcielna oprócz papieskiej nie potrafi zagwarantować człowiekowi, który szuka, tej ostatecznej i najdoskonalszej prawdy. Jak ten Papież sobie wyobraża przyszłoœć, w której panuje religia, jego religia? Od czasu do czasu zgrzytnie coœ w tonach jego fletni: w marcu 1991 wezwał ludnoœć Słowacji, nie patyczkujšc się, aby "wytępiła" w kraju "resztki materializmu i ateizmu". Już sam dobór słów nawišzuje do koszmarnych czasów, gdyż pochodzi ze słownictwa potworów ludzkich. Także i połšczenie ateizmu z materializmem jest ryzykowne w zestawieniu z nierozłšcznym małżeństwem, jakie łšczy Koœciół i pienišdze. Szczególnie jednak daje do myœlenia fakt, że Jan Paweł II nawet się nie zajšknšł o tolerancji w stosunku do inaczej myœlšcych. Czy to poœlizgnięcie? Czy obsunięcie się w nawyki myœlowe? Nadziei nie widać u Papieża, który tymczasem rozjeżdża się po krajach jak międzynarodowy œwięty Mikołaj i w odróżnieniu od wielu swych poprzedników używa takich słów jak pokój i pojednanie, ani razu jednak nie odcišwszy się od niezliczonych, często wręcz wojowniczych przejawów nietolerancji w swoim Koœciele. Czy nikt tego nie zauważa? Jak zabrzmiałby wyrok œwiata, gdyby ktoœ inny pozwolił sobie na takš obłudę? Widać, że trzoda wcišż jeszcze potrafi znosić coœ takiego. Nie tylko kler, już od dawna wiedzšcy, ile Watykan wykręcił podłych numerów. Nie tylko katoliczki i katolicy, nie buntujšcy się przeciw bredniom i wrzaskom, przeciw kazaniom niedzielnym, zakłamaniu idšcemu z Watykanu i przeciw olbrzymiemu haraczowi, jaki pod pretekstem wiary wycišga się im z kieszeni. Współuczestnictwa nie brakuje także u podzielonych sióstr i braci." ____________________________________________________________ Matka Teresa z Kalkuty? Hmmm.... http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1747 Fragment: "W 1994 roku redaktor naczelny szanowanego brytyjskiego magazynu medycznego " The Lancet", Robin Fox, przeraził œwiat informacjš o katastrofalnych warunkach w placówkach zakonu w Indiach: " Systematyczne działania sš obce istocie tego domu. Matka Teresa przekładała opatrznoœć nad planowe działanie". Nie izolowano chorych na gruŸlicę, strzykawki płukano tylko w letniej wodzie. Również przy bólach nie do zniesienia odmawiano cierpišcym silnych œrodków przeciwbólowych. Nie dlatego, by brakowało ich zakonowi, ale dla zasady. " Najpiękniejszym podarunkiem dla człowieka jest móc uczestniczyć w cierpieniu Chrystusa" powiedziała Matka Teresa. Człowieka krzyczšcego z bólu próbowała pocieszyć: " Cierpisz. To znaczy, że Jezus cię całuje". Rozwœcieczony œmiertelnie chory krzyknšł: " To powiedz swojemu Jezusowi, żeby mnie przestał całować". Pozdrawiam serdecznie

Aha, gwoli papieża jeszcze... Zastanawišca dla mnie jest również wiadomoœć, która być może, zaznaczam BYĆ MOŻE jest prawdziwa, a dotyczy zawiadomienia amerykańskiego prokuratora generalnego o przestępstwie popełnionym przez Jana Pawła II w 1996 roku, które zostało przedłożone przez adwokatów organizacji SURVIVORS NETWORK z USA . Chodzi o wydanš przez Papieża instrukcję nakazujšcš biskupom przenoszenie na inne parafie &#8211; a tym samym ukrywanie przed ofiarami i policjš &#8211; księży pedofilów. W USA grozi za to kara dożywotniego więzienia. Przy zestawieniu tej informacji z wieœciš o multi-przyœpieszeniu beatyfikacji Jana Pawła, wnioski nasuwajš się same. Jeœli to jest prawda mamy do czynienia ze swoistym, specyficznym kuriozum. Pozdrawiam

Zapomniałem o jeszcze jednym, gwoli matki Teresy z Kalkuty i papieża. Polecam zapoznanie się z niniejszym wywiadem: http://free.ngo.pl/humanizm/teresa.htm Oraz przeczytaniem niniejszej pozycji: http://www.lewica.pl/?dzial=recenzje&id=3

hej all... jestem "fanatycznym" katolikiem ;) co do Matki Teresy to jak ja napiszę, że księżyc jest słońcem (<--- beznadziejne, ale dobrze odwzorowywuje) i umieszcze to w necie albo swojej ksišżce to też to będziecie cytować?? ;) co do Jana Pawła II - hmm... - wiedza to dobro - tylko czasem można napełnić mózg nie-wiedzš :( okultyzm - uważam, jako fanatyk ;) że oprócz materii w œwiecie, istniejš duchy, siły duchowe itp. niezależne od nas np. Duch Œw., aniołowie i złe duchy... jeżeli ja bardzo chcę podnieœc jabłko leżšce na stole... to CZASEM, przy odpowiedniej kondycji duchowej (tzn. braku dobrej kondycji) ktoœ inny może je podnieœć... i wcale nie za FREE :( kto rozumie to good kto jest zainteresowany dyskusjš, albo wyklnięciem mnie ;) - simonprog@wp.pl - nie odwiedzam tej stronki, jestem przypadkiem... poza tym to matura na karku... <><

nie mam nic przeciwko twórczoœci artyustycznej, ale nie wiem co na to rozpowszechnianie powiedziałby autor, a pan co powie cenzorze?

:D Old a czytałeś Biblię? Bo odnosze wrażenie że czytanie artykółów stało się Twoją obsesją. Rób jak uważasz - jesteś wolnym człowiekiem - ale sam przyznać musisz, że na jeden tekst z Twojej "beczki" ( antychrześcijańskiej ) przypada co najmniej jeden tekst prochrześcijański poparty - o dziwo życiem autora. Tego chyba Twoje wywody nie mają :/ Sam Jezus w Ewangelii mówi, że wielu fałszywych proroków będzie, że kto ma uszy niechaj słucha :-) i że najważniejsze jest świadectwo życia... nie słowa ale czyny :-) Słów faktycznie piszesz wiele... a masz jakiś czyn? Pax :-) [%sig%]

A może papieże to ci fałszywi prorocy?

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 58
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.