| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| samobójstwo | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775 |
|
Może nikogo to nie interesuje, ale opisze Wam pewne moje skromne doświadczenia.
Jakiś rok temu w moim życiu pojawił się pewien problem, który narastał i z którym nie mogłam sobie poradzić przez kilka miesięcy.
Mimo moich usilnych prób było coraz gorzej więc nic dziwnego, że pewnego dnia złamałam się i postanowiłam popełnić samobójstwo.
Bedąc już prawie na etapie wykonania przemknęła mi przez głowę myśl, że jeżeli zaszłam już tak daleko to może zamiast się zabijać, spróbować jeszcze tej jedynej rzeczy, której nie próbowałam wcześniej, a mianowicie poprosić o pomoc „siły wyższe”.
I poprosiłam. Niestety nie zmieniło to wcale mojej sytuacji, ale wiara dodała mi może trochę więcej sił i w gruncie rzeczy łatwiej mi było to wszystko wytrzymać. Ale tylko parę miesięcy... Potem zaczęło się dziać jeszcze gorzej, mimo, że cały czas wydawało mi się, że już gorzej być nie może.
W końcu trafiłam na tą stronę internetową szukając niezawodnego sposobu odebrania sobie życia.
Czytając wasze wypowiedzi stwierdziłam jednak, że nie chcę tego zrobić i że musi być inny sposób.
Pisałam różne rzeczy na forum zarówno po to by przekonać do życia Was, jak i samą siebie.
Wydawało mi się, że to co piszę ma jakiś sens – że trzeba wierzyć i mieć nadzieję, że będzie lepiej, godzić się z tym czego nie można zmienić, szukać kompromisów, nie oglądać się cały czas za siebie, pogodzić się ze stratą i podnieść się mimo braku sił.
Ale czy słowa, nawet gdy staram się w nie wierzyć, mogą sprawić, że poczuję się lepiej?
Miałam więc nadal poczucie krzywdy, winy i wyrzuty sumienia, mimo prób nie znajdowałam rozwiązania sytuacji, zadręczałam się, nie mogłam się pogodzić z tym, że coś tracę, nie mogłam spać, nie chciało mi się jeść, nie mogłam usiedzieć na miejscu ze zdenerwowania, nie mogłam przestać rozmyślać. Czułam się źle zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Ten stan trwał prawie non stop przez dwa tygodnie.
Podobno „jak coś Cię nie zabije, to Cię wzmocni”. A ja żyłam jeszcze.
No i w pewnym momencie stwierdziłam, że widać tak musiało być; wprawdzie nie mam już sił, ale najwyższy czas oderwać się od tego co było i zacząć wszystko ciężko i z mozołem od nowa. Nie jest to zbyt wspaniała perspektywa, ale trudno...
Zmieniłam swój sposób myślenia i próbowałam trochę mniej użalać się nad sobą.
Miałam NADZIEJĘ, że mi się uda coś jeszcze zmienić. Brałam jednak pod uwagę możliwość niepowodzenia i wiedziałam, że będę tym razem musiała się z tym pogodzić. Powiedziałam sobie, że będzie co ma być i że trzeba WIERZYĆ, że w przyszłości będzie lepiej. W końcu jeśli teraz jest takie dno, to już może być tylko lepiej.
I wiecie co, to pomogło, bo ruszyłam się w końcu. Spróbowałam coś zmienić, nie osiągnęłam wprawdzie dokładnie tego co chciałam, ale coś w moim życiu zmieniło się jednak na lepiej. Nie wiem na jak długo, ale to jest dowód na to, że może być lepiej. Przez ostatnie dwa tygodnie skutecznie wytlumaczyłam sobie, że trzeba umieć pogodzić się z niepowiedzeniem i powiedzieć sobie „coś się kończy, coś się zaczyna”. Tak trzeba postępować przy każdym niepowodzeniu.
A więc nie załamujcie się.
Trzeba kochać życie i szukać w nim tego co najlepsze.
Jest ciężko, ale „miłość (...) wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje (...) Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość”.
Powodzenia na przyszłość!
|
|
|
''zabij życie i pozwól żyć śmierci"-przeczytałam niedawno w kawiarni i właśnie to sprawiło,że zaczynam myśleć nad sensem tych słów...a Ty jak je rozumiesz?
|
|
|
NIE MA POTRZEBY SIE ZABIJAĆ BO TO GŁÓPOTA.KAŻDY PROBLEM MOŻNA ROZWIĄZAĆ
|
|
|
Jesteś Tym -czym są myśli Twoje,
sądzę że temat o którym TU mowa-został przejżyście opisany przez AGE
wyjątkiem jest uchwycić ,wyraz psychiki,która jest już [chora]-czyli chodzi o osoby ,które są chore psychicznie w chwili podjęcia tego desperackiego kroku.
tak z ciekawości podam że kobiety są odporniejsze psychicznie -na dziesięcioro samobójców jest ośmiu facetów.
aga -w pełni zrozumiałem Twoją wypowiedż ,mam podobne [zdanie]
sorki za ort.
pozdrówka
inteligentnym jest każdy kto zda sobie sprawę ze swej niewiedzy-stefan
|
|
|
PO SMIERCI BIOLOGICZNEJ JESZCZE GORSZA JEST SMIERC DUSZY, CZYLI ENERGI ZYCIOWEJ ZWIAZANEJ Z NASZA SWIADOMOSCIA. KAZDY CZLOWIEK MA PRAWO DO TEGO ZEBY KREOWAC SWOJA ZECZYWISTOSC, I TAK NAPRAWDE WSZYSTKO ZALEZY OD NIEGO. PRZECIWNOSCI LOSU I ROZNE TRAGEDIE SA SPRAWDZIANEM DLA DUSZY - ENERGII I TAK NALEZY JE TRAKTOWAC, CZYLI PRZEZWYCIEZAC ABY DOSWIADCZYC PRAWDZIWEJ ULGI I SZCZESCIA... MARZENIA I WYOBRAZNIA TEGO JAK MA WYGLADAC NASZA ZECZYWISTOSC SA NIEZMIERNIE ISTOTNE I NAPEWNO ZAISTNIEJA W ODPOWIEDNIM CZASIE JEZELI WIARA I PRACA BEDZIEMY DO TEGO DAZYC. NAJGORSZE TO MARNOWANIE ENERGI NA PRYWATNE BUNTY I ZLO CZYLI POSTEPOWANIE NIEZGODNE Z NASZYM WEWNETRZNYM KODEKSEM. DO SMIERCI TRZEBA PRZYGOTOWYWAC SIE ZA ZYCIA, ABY W MOMENCIE PRAWDY OPUSZCZAC TEN WYMIAR BYTU Z DLA SIEBIE PRZEKONUJACYMI INFORMACJAMI. JEZELI LUDZIE WIEZA ZE ICH KONIEC TO GROBY NA CMENTARZU, TO NA PEWNO NA NIM SIE ZNAJDA, BLAKAJAC SIE PO NIM W SWOJEJ NIESWIADOMOSCI SMIERCI. NA SAMYM KONCU JEST CZARNA DZIURA CZYLI ODKUZACZ WSZYSTKICH MATERIALNYC H I NIEMATERIALNYCH ORAZ DUCHOWYCH NIEROZWINIETYCH ODPOWIEDNIO ODPADKOW. WCHLONIETE TAM , PO UPLYWIE CZASU ,KTORY TAM NIE ISTNIEJE ZOSTANA ROZBITE NA CZASTKI CZASTECZEK ANTYMATERII I BYC MONE ZAGOSPODARUJE TO NIC JAKIS NOWY SWIAT TYPU KWANTOWEGO, CZY ASTRALNEGO . MOIM JEDNAK ZDANIEM TO NIGDY NIE KONCZACE SIE PIEKLO, JAK ZACINAJACA SIE PLYTA, I TAK W NIESKONCZONOSC. K.J.K.
|
|
|
na twoim miejscu myslal bym jak to zrobic na maxa bolesnie i dlugo. moze ci przejda glupie pomysly. najpierw zastanow czy ci sie oplaca. nawet osoba bez rodziny domu rodziny bliskich i znajomych bez kasy z adisem ktorego goni ruska mafia ma powody zeby zyc.
|
|
|
Jestem 28 letnim mężem i ojcem. Nigdy nie myślałem, że w taki sposób będę chciał skończyć swoje życie bo mam rodzinę. Do niedawna byliśmy szczęśliwi jednak wszystko sie zmieniło i w moim przypadku nic nie będzie juz takie jak kiedyś. Sam nie wiem w jaki sposób mam to zrobić. Myślę o podcięciu sobie żył. Jednak przykłady uczą, że w takich sytuacjach człowiek bardzo często zostaje odratowany. Ja tego nie chcę. Nie chce kolejny raz później próbować. Poza tym zanim się skona traci sie chyba mnóstwo krwi nie wiem ile.. nie mam pojęcia. Nie chce też robić rzeźi najbliższym nikomu patrzeć w oczy, i nie chce żeby się na demną użalano - chodź to nie uniknione. Najprościej chyba jest strzelić sobie w głowę ale skąd wziąć broń? Pewnie pieniądze pomogą znaleźć mi jakieś rozwiązanie. Teraz sie nie boję chociaż nie wiem jak będzie tuż przed. Pewnie inaczej. Jestem w głębokiej depresji już 3 miesiąc. I tak juz długo to znoszę. Schudłem juz 10 kg. Nie da sie tak żyć. Myślę, że jesli nic się nie zmieni do końca tego miesiąca nie dotrwam.
|
|
|
CZlowieku o pseudonimie "r" nie powiem zastanow sie ale rozwaz za i przeciw. Nie jestes sam na tym swiecie. Masz rodzine. Twoje problemy sa ich problemami. Nigdy nie mow sobie ze oni Cie nie rozumieja. Gosciu masz dzieci, czy Ty wiesz jak wyglada dziecinstwo bez ojca? Nie wyglada. Dzieci chca miec tatusia. Co im powie Twoja zona gdy zapytaja sie za kilka lat: a jak zginal tata?. Nie poddawaj sie tylko umacniaj sie w swych slabosciach i bolesciach. Wiesz to troche irracjonalnie brzmi. Ale tak juz tan swiat jest poskrecany. Nie ma co sie lamac musisz sie przelamac i odnalezc zrodlo z ktorego moglbys czerpac sily do zycia. Wiesz kiedy naprawde sie przegrywa? wtedy gdy juz nie chcemy walczyc chociaz tak naprawde potrafimy i mozemy. Tak jak Ty. Mozesz nie warto tracic niesmiertelnosci dla chwil ciezkich.Szatan chce Cie zabic, na probe wystaic zlo w sobie zabic to nie jest najprostrze... to nie moje, to hip-hop. Nie sluchasz? Ale wyciagnij wnioski. Nie niszcz ziarna ktore jest w Tobie. Nie bede C ie do niczego namawial ale skoro juz Ci wszystko jedno, to sproboj raz tylko raz szczerze swoimi slowami opowiedziec o tym Jezusowi i poprosic go o pomoc. Wielu juz tak zrobilo nikt nie pozalowal. Ja sie uratowalem. Nich On wezmie ciezar Twojego zycia na Siebie. Nie boj sie tego. Mozesz tylko zyskac.
[%sig%]
|
|
|
errrr,-powinieneś się wstrzymać ,,,poczekaj jeszcze kilka miesięcy z definitywną decyzią .
nie zrób czegoś [pochopnie],z czasem popatrzysz na to z boku ,a z boku widać TO czego teraz TY nie zobaczysz ,zatem poczekaj ,nie śpiesz się
stań z boku,-popatrz na siebie jak obcy
zatanów się PO CO?
co TO da?może zostań hazardzistą losu,może nie przegrałeś tak naprawdę ?
przemyśl TO pogadaj ze starym kumplem ,idż na piwo ,
acha -bardzo ważne i nieprawdopodobne !!!!! nawet mi nie dasz wiary -ale
idż do koscioła ,posiedż w ławce wspomnij swoich winowajców ,wybacz im w imie swej indywidualności,swej klasy
a jeśli TY coś nawywijałeś ?-to masz obowiązek żyć ,-OBOWIĄZEK!!!!
ale do tego kościoła się przejdż ,i tak w domu na łep dostajesz to raz mozesz isć do kościoła wieczorem.przemyśl to na spoko a nawet idż po kościele na piwo.
narazie
acha a jeśli dręczy ciebie sumienie ,to i tak się nie wywiniesz [karze].
biada Tobie jeśli zrejterujesz teraz
|
|
|
Człowieku o pseudonimie „r” mam nadzieję, że przeczytasz poniższy tekst i spróbujesz przełożyć go na swoją sytuację.
Jest to fragment książki Alana Loy McGonnis – „Potęga optymizmu”.
Wstępne wnioski, które ja wyciągnęłam po przeczytaniu tego teksu są takie, że zawsze jest coś dla czego żyć warto! Zawsze!
Nawet jeśli przedstawione poniżej problemy kompletnie Cię nie dotyczą i może wydają Ci się błache w porównaniu z Twoimi, to jednak przedstawiony został tu jakiś problem, który był dla kogoś tak uciążliwy, że prowadził go tą samą drogą, na której Ty teraz jesteś.
Nie jest ważne jaki jest problem, ważne, że człowiekowi trudno sobie z nim poradzić. Ważne by znaleźć rozwiązanie, a nie uciekać w śmierć.
Oto obiecany fragment tekstu:
Obsesja niepowodzenia
Kiedyś zgłosił się do mnie po poradę pewien młody, krępy mężczyzna. Był przygnębiony, bowiem już po raz drugi oblał egzamin na adwokata. Był bez pieniędzy i mówił, że nie ma nic, dla czego warto by było żyć.
- Nic? – spytałem
- Nic. To upokarzające. Mówią, że jeśli się dwa razy obleje egzamin, to już nigdy nie zostanie się adwokatem. Naprawdę nie mam już po co żyć.
Wyjąłem notes i powiedziałem:
- Chciałbym zadać Ci kilka pytań na temat rzeczy, dla których jednak warto żyć. Czy jesteś żonaty?
- Tak, ale to jeszcze pogarsza sytuację. Ona jest taka wspaniał, mimo wszystko, naprawdę nie rozumiem, dlaczego jeszcze jest ze mną. Przecież nic mi się nie udaje.
- - Ale czy ona Cię kocha?
- Nie wiem, jest to możliwe, ale tak, kocha mnie.
Zapisałem to w notesie i pytałem dalej:
- A rodzice? Żyją?
- Moja mama żyje. Jest cudowna. Owdowiała, gdy miałem dziesięć lat i naprawdę nie mogę sobie wyobrazić lepszej matki. To jest kolejny powód, dla którego tak mi wstyd. Była taka dumna, że zostanę adwokatem. Lepiej by dla nich było, żebym umarł.
- A co ze zdrowiem? Czy masz z nim jakieś problemy?
- Nie. Mam silny ogranizm. W dniu egzaminów napięcie było tak straszne, że dwóch studentów wymiotowało na schodach budynku, ale mnie nic nie było. Zawsze byłem twardy. W szkole grałem w piłkę nożną.
- Może wszedłeś kiedyś w kolizję z prawem? Zrobiłeś coś za co mógłbyś zostać zaaresztowany?
- Nie – zaśmiał się po raz pierwszy – Jestem taki porządny. Nigdy nawet nie paliłem marihuany. Nie, żeby ta uczciwość coś mi dała, ale przynajmniej nie muszę się bać na widok policjanta.
- Czy wierzysz w Boga?
- Nie jestem specjalnie za Kościołem, ale mocno wierzę w Boga. Nie mógłbym skończyć tej szkoły prawniczej, gdybym się do niego nie modlił.
- Czy myślisz, że Bóg Cię kocha? – spytałem.
- Oczywiście. Bóg mnie kocha, nawet tak nawaliłem.
- Wydajesz się być ambitnym facetem. Masz jakieś marzenia?
- Pewnie. Zawsze byłem marzycielem. To mi pomogło odnieść sukces w piłce nożnej, mimo że byłem najmniejszy z całej drużyny. Mam dużo zapału i gdybym tylko mógł zdać ten egzamin... moja żona i ja mamy tyle planów.
Utkwił oczy w dywanie i powiedział:
- Było tyle rzeczy, którymi mieliśmy się cieszyć.
Wyrwałem kartkę i podałem mu.
- Wygląda na to, że jak się zatrzymasz i zrobisz remanent, znajdzie się jeszcze sporo rzeczy, dla których warto żyć – powiedziałem.
Na kartce napisałem:
1. Żona go kocha i wcale nie uważa go za przegranego.
2. Matka wierzy w niego bez względu na wszystko.
3. Doskonałe zdrowie. Istotnie, jest nawet sportowcem.
4. Wierzy, że Bóg go kocha, wierzy w moc modlitwy.
5. Ma ambicję – jego zapał pomógł mu przezwyciężać trudności w sporcie.
Przez chwilę wpatrywał się w listę, potem podniósł głowę i powiedział:
- To zadziwiające. Byłem tak głęboko pogrążony w mojej porażce, że nie mogłem dostrzec żadnej nadziei.
Spotkałem się z nim jeszcze zaledwie kilka razy, potem poszedł swoją drogą. Żałuję, że nie mogę napisać, że zdał egzamin adwokacki za następnym podejściem, ale tak się niestety nie stało. Oblał również przy czwartej próbie, ale nie podał się i w końcu, za piątym razem, zdał. Miało to miejsce kilka lat temu i niezbyt często dostaję od niego jakieś wiadomości, ale wiem, że mimo tego trudnego startu jest już wziętym prawnikiem i businessmanem.
Drogi człowieku o pseudonimie „r”.
Nie znam Twojego problemu, ale nawet jakbym go znała, to i tak Ty i Twoja rodzina musicie sobie z nim poradzić sami. Rady nie załatwią sprawy. Każdy jest kowalem własnego losu. Slogan. Ale sam widzisz, że trochę w nim racji. Teraz stoisz przed wyborem – walczyć o życie czy uciec w śmierć. Wszystko zależy od Ciebie.
Nie jestem psychologiem i może marne będzie to co napiszę, ale tak jak autor powyższego tekstu spróbuję spojrzeć z innej perspektywy na ten krótki tekst, który napisałeś o sobie.
1. Nie jesteś samotnym człowiekiem. Masz rodzinę i przeżywałeś z nią szczęśliwe chwile.
Nie każdemu to jest dane.
2. Jesteś realistą i wiesz, że faktycznie nic nie będzie już takie jak kiedyś.
Przecież „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. Ale co zaszkodzi mieć nadzieję, że będzie porównywalnie dobrze – jak nie teraz to może w przyszłości. Znasz przyszłość? Skąd wiesz jaka będzie? Trochę optymizmu!
3. Bardzo zależy Ci na Twoich najbliższych. Chcesz im oszczędzić przykrych chwil.
Zdajesz sobie sprawę, że to co planujesz mogłoby być dla nich przykre. A więc pomyśl, czy chcesz sprawić przykrość ukochanym osobom. Wiesz jak się czuje człowiek z bólem straty i wyrzutami sumienia? Czy to pragniesz zafundować swoim najbliższym? Spójrz na nich! Czy nie lepiej spróbować rozwiązać problem inaczej i zamiast płaczu, bólu i żalu ofiarować im radość? Do tego nie trzeba wielkich rzeczy. Zastanów się!
4. Zdajesz sobie sprawę, że to o czym myślisz nie jest dobre, że rodzina mogłaby się tego wstydzić. Dlatego nie chcesz spojrzeć im w oczy.
A więc czy nie warto po prostu zrezygnować z tego marnego pomysłu, wziąć się w garść, czerpać energię ze spojrzeń ukochanych osób i żyć dla nich.
5. I rzecz, która dla mnie byłaby najważniejsza. Masz dziecko.
Na Twoim miejscu nie zrezygnowałabym z ani jednego dnia życia, który mogłabym spędzić z moim dzieckiem. Z ani jednej minuty życia, żeby o nie zadbać. Z ani jednej sekundy życia, żeby móc patrzeć w jego oczy. I nie ważne jak wredne byłoby przy tym życie. Nie zrezygnowałabym.
Chcesz żeby Twoje dziecko było półsierotą? I uciekało przed pytaniami innych dzieci, gdzie jest jego tatuś. Oszczędź mu tego.
Nie znam Twojego problemu. Ale jeśli czegoś nie możesz zmienić – pogódź się z tym. Zmień swoje nastawienie.
Zmień NA LEPSZE to co możesz. Zawsze można coś zmienić na lepsze.
Zawsze jest ktoś taki dla kogo warto żyć, komu z przyjemnością ofiarowuje się samego siebie. To jest prawdziwe szczęście – móc spojrzeć w czyjeś ukochane oczy! Jak spojrzysz gdy Ciebie już nie będzie?
Człowieku! Opamiętaj się!
Co zyskasz uciekając w śmierć?
Co stracisz uciekając z życia?
„miłość (...) wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje (...)
Tak więc trwają WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ - te trzy: z nich zaś największa jest MIŁOŚĆ”.
Na podstawie własnych doświadczeń stwierdzam:
W tych słowach jest SIŁA!
Człowieku o pseudonimie „r”.
Spójrz na swoje życie z trochę innej strony.
Zawsze na wszystko można spojrzeć trochę mniej negatywnie.
Opamiętaj się.
Trochę więcej nadziei,
trochę silniejszej wiary,
trochę idealniejszej miłości.
„Szczęście Bóg daje, a szatan przyrzeka”.
Samobójstwo nic Ci nieda, a odbierze wszystko co jeszcze masz.
Więc żyj i szukaj swojego szczęścia odważnie, cierpliwie i z pokorą.
Życzę wytrwałości w korzystaniu z niewyczerpalnego źródła SIŁY, która jest w każdym człowieku!
Pozdrawiam!
|
|
|
Amem! Amen po trzysyokroć Amen! wyraziłaś Ago Nas wszystkich...
[%sig%]
|
|
|
Pwt 30
Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście.
Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.
Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im - oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi.
|
|
|
Ja tez chce popelnic samobojstwo, tez sie zastanawiam w jaki sposob mozna to zrobic, słyszalem, ze w chinach, czy japoni ludzie montuja piece na wegiel w autach, biora duza ilosc tabletek nasennych a przed tym odpalaja piec!! ale ja nie mam swego auta!!
|
|
|
Samobojstwo to poddanie sie... Zycie to jedna wielka wojna... Samobojstwo oznacza slabosc...
|
|
|
nie zabijaj sie, bo jak to zrobisz to zamkna Cie na 25 lat w pudle za zabojstwo......
|
|
|
Ludkowie mający zamiar odejścia przestańcie cpać i traktować życie jak grę na PC.Nie dostaniecie drugiego życia, szansy lub innego bonusa.Lepiej się rozejrzyjcie do okoła i spróbujcie coś zmienić może komuś pomóc,komuś kto jest w gorszej sytuacji niż wy.Lina,gaz,okno to nie jest wyjśćie z sytuacji,przeżyć życie na przekór wszystkiemu jest sukcesem.Róbcie wszystko aby zagospodarować sobie czas :wycieczka,książki,modlitwy,hobby cokolwiek co buduje spokój duszy i ciała lepiej na łące popatrzeć na motylki lub skleić model samolotu niż brać sie za życie,które jest ciężkie ale piękne.Leżąc po operacji na sali w szpitalu odchodzą od człowieka takie mysli i cieszy się z każdego dnia.Najpierw pomyślcie
|
|
|
Zalezy jak chce sie skończyc i ile ma sie na to odwagi i jak jest sie zdesperowanym.
Niektórzy samobójcy starają sie być tylko zauważeni a sama śmierć nie jest celem ich czynu. Jeżeli już doszliśmy do wniosku że naszym celem jest śmerć to chyba i nie zalezy nam na dużej publice (np skok z dachu TVP) to stosowne jest raczej jakieś mało uczęszczane zacisze, szok jaki mogą przeżyć najbliżsi nie jest naszym zamiarem, więc nie zapomnijmy o liście (nie dlaczego to zrobiliśmy ale że to my - po co mają kogoś przez pomyłke posadzić na krześle, nie bądźmy egoistami). Odradzam skoki pod koła samochodów, tory kolejowe i inne pomysły pozostawiające ślady w umysłach innych ( oni najczęściej tego sobie nie życzą) - nie mieszajmy do tego innych. Co do metody to pozostawiam to do wyboru desperata. Grunt to skutecznosć - po nieudanych próbach można mieć niezłego kaca moralnego i nie tylko :)). Myśle że ważny jest czas - im dłużej od zdarzenia tym trudniej uratować. Mnie zawsze pociągało 15s lotu nad kanionem Colorado, ale nie znieśli jeszcze wiz do USA.
w sumie to najlepiej sie zabić poprzez "powolne zatruwanie alkoholem", umiera sie z przyczyn naturalnych.
Żegnam
|
|
|
Samobójcy,
Popatrzcie na na zagwieżdżoną noc- na ten emanujący tam spokój, światło pulsujących planet czy słońce o wschodzie ,zachodzie: ile tam ciepła ,tajemnicy i nadziei .To wszystko nie poddaje się drobnostkom, jest .Pomyślcie ,że póżniej już tego nie zobaczycie...Wasze problemy w obliczu tego światła są pyłkiem dla którego nie warto rzucać się już w wieczne ciemno .
|
|
|
Chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, związanymi z poruszanym tutaj tematem.
Podzieliłam wypowiedź na cztery części – mam nadzieję, że będzie przez to bardziej przejrzysta.
1. Pierwsza myśl związana jest z tym, że dopiero dwa dni temu, gdy nagle na forum pojawiła się FEMALE (autorka wątku) uświadomiłam sobie, że to nie był tylko tak rzucony temat, ale prawdziwy problem i poszukiwanie sposobu na odebranie sobie życia.
Tym bardziej będąc już tego świadoma ucieszyłam się, że FEMALE się pojawiła. Mam nadzieję, że także inni nie poddali się.
Potem pomyślałam, że tak właściwie poruszenie tego wątku na forum mogło spowodować powstanie niejako instruktaża dla osób czychających na swoje życie. Mogło to sprawić wiele złego. Nie stało się tak jednak i to dzięki waszemu dojrzałemu podejściu do tematu (niektórzy podeszli do tego nawet humorystycznie). Wydaje mi się, że bardzo dobrze się stało, że taki temat tabu został tutaj poruszony.
Przychodzi mi tu w tym momencie na myśl utwór Goethego: „Faust”, w którym padają słowa:
„Więc kimże jesteś? – Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.”
Czyż nie podobnie było w tym przypadku – zaczęło się od niebezpiecznego pytania, które miało pomóc w odebraniu życia, a skończyło się na Waszych odpowiedziach, które mówiły, że nie warto tego robić. Czy to nie dobrze, że FEMALE poruszyła ten temat? Może właśnie tak miało być?
2. W tym samym utworze Goethego pada również niejako odpowiedź na pytanie o sens życia.
W skrócie dla tych co nie pamiętają – główny bohater Faust zaprzedał duszę diablu w zamian by ten uczynił go szczęśliwym. Diabeł dawał mu bogactwa, tytuły, nawet „miłość” i „przyjaźń”, ale Faust cały czas nie był szczęśliwy.
Dopiero w sytuacji gdy Faust ofiarowuje komuś pomoc i poznaje co to wdzięczność, wypowiada słowa, które stają się jego zgubą „Trwaj chwilo – jesteś piękna”.
I tu zacytuję ulubiony fragment Biblii jednego z uczestników forum - Dudiego:
„Co komu po tym że chodźby cały świat pozyskał ale na swej duszy stracił?”
Czyż nie tu tkwi sens życia?
Życie Fausta kończy się bo zaprzedał duszę diabłu, czyż nie lepiej było ja oddać Bogu?
Trafiłam ostatnio w internecie na dosyć ciekawe wypowiedzi:
- Pierwsza niejako tłumaczy, dlaczego wolimy zaprzedać duszę diabłu niż cierpliwie oczekiwać łaski bożej:
„Trzeba więc przede wszystkim zdawać sobie sprawę z tego, że dążenie do doskonałości oznacza walkę z samym szatanem, który jest pierwszym wrogiem duszy (...) Pokusa jest zwykle bardzo konkretna, obiecująca natychmiastowe korzyści, a Bóg, nieraz odległy, jakby ociągający się z pomocą.”
- Druga grupa mówi o tym, że należy przyjmować to co daje Bóg bardziej pokornie, z większą ufnością w przyszłość i nie należy się niczego obawiać:
"(...) istnieją ludzie, którym jest bardzo trudno przebaczyć Bogu. Przypisują oni Bogu brak wystarczającej troski o nich, co przejawiło się - ich zdaniem - w wielu bolesnych, traumatycznych zdarzeniach czy ciężarach ponad siły. Bywa jednak tak, iż odkrywają, że błędnie interpretują działanie Boga we własnym życiu, nie doceniając także Jego dalekosiężnych i tajemniczych planów związanych ze zbawieniem ludzi. "Przebaczyć Bogu", to uznać Jego suwerenność, Jego prawo do decydowania o zdarzeniach, nawet jeśli ich nie rozumiemy, nie przyjmujemy, gdyż wydają nam się trudne, bolesne i ponad siły."
„Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu (...) Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cię płomień, (...) Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję (Iz 43, 1-4) (...) Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie. ” (Iz 54, 10).
„Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną (Ps 23, 4), Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?" (Ps 27, 1).
- Trzecia wypowiedź św. Urszuli Ledóchowskiej, daje wskazówki jak pomagać ludziom przejść przez cierpienie (na przykładzie Fausta zauważymy, że niesienie takiej pomocy nam samym przynieść może szczęście):
"Bóg... zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Nam zostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej przez rozsiewanie wokoło małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często, darząc ludzi uśmiechem miłości i dobroci. (...) Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze - gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak - o, to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w sercu Bożym tę ciągłą pogodę, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia".
- Kolejne wypowiedzi mówią o tym, że niepowodzenia i pretensje do życia
„(...) odbierają radość życia. Są niczym zasłona, która przesłania widok na piękno otaczającego nas świata, na dobre gesty ludzi, z którymi spotykałem się przecież tyle razy. Tworzą pewnego rodzaju "skorupę". Przebicie się przez nią trwa latami i szczęśliwy ten, któremu uda się wyjść na światło dzienne.”
„(...) koncentrowanie się tylko na bólu, nadmierne poświęcenie temu uwagi sprawia, że bolesne miejsce jakby nabrzmiewa i nie pozwala człowiekowi na dalszy rozwój.”
3. Poznałam kiedyś chłopaka, który pracował w zakładzie dla psychicznie chorych. Bardzo lubił swoją pracę. O swoich podopiecznych mówił w ten sposób: „ludzie bardzo przyjaźni, bardzo pomocni i bezinteresowni, a przede wszystkim bardzo wrażliwi”.
A potem dodał: „Tak właściwie nie wiem kogo wolę – czy tych bezwzględnych i zakłamanych ludzi ze świata zewnętrznego czy tych „nienormalnych” zamykanych w zakładach, którzy przez swą wrażliwość nie potrafią poradzić sobie z życiem”.
Dla ludzi bardzo wrażliwych granica między „normalnością”, a „nienormalnością” jest bardzo cienka.
Pesymistyczne patrzenie na świat, kłopoty z rozwiązywaniem problemów w swoim własnym umyśle, zbytnia wrażliwość, popadanie w depresje (której jednym z objawów mogą być myśli samobójcze) zbliżają bardzo mocno do przekroczenia tej granicy.
Ja też jestem osobą bardzo wrażliwą. Gdy ktoś mi kiedyś poradził, żebym spróbowała to zmienić, zaczęłam się burzyć. Nie widziałam we wrażliwości niczego złego, uwarzałam to za zaletę, nie chciałam tego zmieniać. Czułam się tak jakby ktoś kazał mi oddać dobrą cząstkę samej siebie.
Ale teraz widzę, że taka wrażliwość nie jest dobra bo wpędza człowieka w kłopoty, choroby i powoli wyniszcza.
Nie należy czekać na to, że świat się zmieni i przystosuje się do nas. To my musimy się zmienić inaczej wypadniemy z gry.
Jeżeli nie możecie czegoś zmienić, pogódzcie się z tym. Nie załamujcie się przy każdym niepowodzeniu. Spróbujcie na wszystko spojrzeć z innej, lepszej, perspektywy.
Spróbujcie mimo niepowodzeń stać się większymi optymistami. Uczcie się tego, bo to jest rozwiązanie, którego szukacie.
„To nie klęska, jeżeli Ci się coś nie uda; to sukces, że próbujesz”
Przytaczam tu 12 cech charakteryzujących zdecydowanych optymistów
(zaczerpnięte z książki Alana Loy McGonnis – „Potęga optymizmu”, ktorą bardzo polecam).
- Rzadko bywają zdziwieni faktem występowania trudności.
- Gotowi są przyjąć częściowe rozwiązania.
- Wierzą, że sami decydują o swojej przyszłości.
- Zaczynają wszystko od początku.
- Nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.
- Rozwijają w sobie wdzięczność.
- Wykorzystują wyobraźnię, chcąc odnieść sukces.
- Są radośni nawet wtedy, gdy nie sprzyja im szczęście.
- Przekonani są o nieograniczonych możliwościach własnego rozwoju.
- Wnoszą miłość w otaczający świat.
- Lubią powtarzać dobre nowiny.
- Akceptują to, czego nie mogą zmienić.
Spróbujcie przełożyć to w jakiś sposób na swoje życie, będzie Wam łatwiej.
4. Musicie sobie uświadomić, że myśli samobójcze są zwykle objawem depresji, a ona z kolei jest chorobą, która NIE MUSI BYĆ ŚMIERTELNA i można ją wyleczyć. Jeśli nie możecie poradzić sobie sami, udajcie się do lekarza. I nie ma się czego wstydzić.
Znalazłam w internecie zbiór dosyć ciekawych artykułów na ten temat, może czytanie tego i zdobywanie informacji o tym jak radzić sobie z tą chorobą jest lepszym sposobem na spędzanie czasu niż przeżywanie przykrych objawów depresji. Zajrzyjcie tam - www.polbox.com/d/depresja/
Szczególnie polecam artykuł Susan Jeffers "Nie bój się bać" – to niewiarygodne jakie pułapki potrafi zastawiać na nas nasz własny umysł.
Pozdrawiam.
Więcej wiary! Będzie dobrze!
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |