| nicze: |
| Tak jak się zapomni i stosach inkwizycji i wycinaniu mieczem niewiernych w początkach istnienia tej sekty.
I teraz ktoś kto myśli o sobie dobrze on utożsamia się z dobrem
i przenosi te odczucie na to co zostało siłą ogniem i mieczem zaprowadzone na jego prapradziadach. |
Pozwól Nicze, że nieco rozwinę Twoją wypowiedź, a jednocześnie odniosę się jeszcze do tego, co wcześniej napisał Rosomak...
Chrześcijaństwo na początku było "sektą" powstałą wokół Jana Chrzciciela, a następnie Jezusa Chrystusa.
W tamtych czasach takich małych, równorzędnych związków religijnych było bardzo wiele - każdy z nich na swój sposób poszukiwał odpowiedzi na wiele różnych pytań dotyczących zarówno "spraw ducha", jak i bardziej prozaicznego życia codziennego i stosunków międzyludzkich.
To byli mądrzy ludzie, bo zadawali sobie pytania, zamiast zadawalać się tym, że mieli czym paść brzuchy.
Chrześcijaństwo stało się najsilniejsze, najbardziej znaczące, gdy zostało wybrane na religię państwową Cesarstwa Rzymskiego, ale właśnie od tego momentu coraz bardziej przestawało być chrześcijaństwem, gdyż stało się narzędziem w rękach powstającego Kościoła Katolickiego.
Ich idolem został Jezus Chrystus, ale nie interesowało ich jego życie i prawdy, które głosił, a jedynie to, co było dla nich użyteczne w sprawowaniu władzy - to, co miało pasować do ich doktryny, a pasowało niewiele, więc...
Najpierw zniszczono (próbowano zniszczyć wszystkie) ewangelie spisane przez ludzi, którzy znali Jezusa, mieli z nim bezpośredni kontakt lub żyli w jego czasie, w jego otoczeniu.
Następnie potrzebne były nowe, "lepsze" ewangelie, które byłyby dostosowane do potrzeb władzy świeckiej i Kościoła.
Powstały więc... nowe, "wspaniałe", baśniowe ewangelie napisane przez ludzi, którzy nie mieli nawet kontaktu z tymi, którzy Jezusa znali, bo już dawno nie żyli.
Nowy, rozrastający się kult potrzebował "podbudowy", a że każdy kult miał swoich "cudotwórców", więc i Jezus musiał "cudotwórcą" zostać i to nie byle jakim... Potrafił zamienić wodę w wino, a nawet zmartwychwstać!
Nie będę teraz powtarzał tego, o czym już na tym forum pisałem wcześniej, jak to z wcześniejszych tekstów o tym, że na stołach pojawiło się dla wszystkich (w tym dla kobiet) wino zamiast wody, powstał tekst, w którym zostało dokładnie opisane, jak to Jezus poszedł "na zaplecze" i zrobił "czary-mary"... WOW!
Powiem Wam teraz, jak się czyni prawdziwe cuda...
Musicie stać się pożyteczni dla innych ludzi, a wtedy "cuda" będą dziać się same i przejawiać się m.in. w niesamowitych zbiegach okoliczności itp. Po prostu system (boski system) będzie wam dawał "zielone światło", sprzyjał na różne sposoby, bo będziecie coraz bardziej przydatni, pożyteczni dla ogółu.
Oto wielka tajemnica wiary - Bogu niech będą dzięki :)
Broń Boże nie naśmiewam się teraz z tego religijnego tekstu, tylko się cieszę :)
Religia religią, mity mitami, ale trzeba to zrozumieć - po prostu warto, bo to jest bardzo przydatne w życiu - i to doczesnym :)
Warto poszerzać wiedzę - możecie ją zdobywać od innych, ale myśleć musicie nauczyć się sami.
Bezmyślne klepanie formułek i klęczenie w kościele nic wam nie da - nie zmądrzejecie od tego, a jedynie możecie zgłupieć, bo mądrość ludzka nie jest na rękę Kościołowi - nie jest w ich interesie.
W ich interesie jest, byście byli im posłuszni - z tego żyją.
Gdyby chcieli, żeby ludzie się rozwijali, to powiedzieliby: "uczcie się, czytajcie jak najwięcej i wyciągajcie wnioski - zachęcamy was do poszerzania wiedzy".
A co mówią?
- Czytajcie spreparowaną przez nas Biblię, albo jeszcze lepiej - słuchajcie tego i tylko tego, co wam powiemy, bo wszystko inne jest złe i nie pójdziecie do nieba :)
Do tego się to wszystko sprowadza - do zastraszenia.
Oczywiście księża rozmawiają inaczej z ludźmi myślącymi - mi np. zadawali pytania, na które sami nie znali odpowiedzi, ale oczywiście oficjalnego, szerszego dialogu ze społeczeństwem nie poprowadzą, bo co to by było, gdyby do ludzi dotarło, że z księżmi można rozmawiać jak "równy z równym"?
- Straciliby władzę (czyli coś, na czym im najbardziej zależy), bo zabrakłoby dystansu pomiędzy nimi, a poddanymi.