| rosomak: |
| Napisałeś Darek że dla przeciętnego Europejczyka religia nie ma znaczenia
I to właśnie będzie ich zgubą. |
Jednak tu się z Tobą nie zgodzę.
Zachód ma większe doświadczenie na tym polu, bo problem nie jest dla nich nowy.
W ich przypadku faworyzowanie jakiejkolwiek religii skończyłoby się wojną domową.
Jeśli z fanatykiem religijnym rozmawiasz używając jego retoryki, to jesteś na przegranej pozycji.
Jest takie powiedzenie: nie rozmawiaj z idiotą, bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, po czym pokona doświadczeniem.
Wracałem niedawno w nocy od rodziców i w Rembertowie zaczepiło mnie kilku podchmielonych dwudziestolatków. Jeden z nich mijając mnie powiedział do mnie: "powiedz, że Widzew to kurwa!". Odpowiedziałem mu tak: "nie obchodzi mnie to, w ogóle mnie nie interesują takie sprawy", a on do mnie: "jakie sprawy?". Na to pytanie mu już nie odpowiedziałem, tylko poszedłem dalej, bo przecież z nierozgarniętymi kibolami nie będę rozmawiał, a tym bardziej nie będę się mieszał do ich chamskich walk.
Wracając do religii i Zachodu...
Przestrzeń publiczna to nie jest miejsce dla religii, bo państwo realizuje konkretne, szczegółowe i znacznie szersze cele niż religie, które są tylko "kibicami" i w dodatku przeszkadzają prowadząc do konfliktów - do takich, czy innych wojen religijnych.
Uniwersalne wartości moralne, to nie jest wynalazek żadnej religii - to wartości podstawowe, które są od zawsze - pojawiły się na długo przed tym, zanim ludzie zaczęli sobie wymyślać jakiekolwiek religie.
Ludziom wystarczy empatia (to coś, co ich łączy), a religie są potrzebne przywódcom religijnym, by dzielić i rządzić.
Religia (a raczej duchowość) to osobista sprawa każdego człowieka, a nie coś, co powinno być sprawą państwową.
Religia to rodzaj "kółka zainteresowań", rodzaj "hobby", które łączy jakieś grupy osób i nie może być źródłem prześladowania innych, których dane sprawy nie interesują, czy polem sporów o wyższość świąt bożego narodzenia nad Wielkanocą :) Są tacy, których takie "szopki" nie interesują. I właśnie to trzeba uzmysłowić islamistom, czy innym fanatykom religijnym, zamiast włączać się w ich przepychanki dotyczące sposobów spędzania czasu wolnego, czy jakichś obrządków religijnych i innych spraw związanych z symbolami.
W Polsce spory zaczynają się, gdy Kościół zaczyna tracić władzę w kolejnych obszarach życia publicznego i spraw osobistych każdego człowieka, podczas gdy nawet przeciętny katolik ma już dosyć wpieprzania się we wszystko Kościoła.
Nie może być tak, żeby państwo uginało się przed władzą kościelną, która chce zawłaszczać kolejne obszary życia publicznego. Księża mogą sobie rządzić, ale w kościele, bo tam przychodzą ludzie, którzy chcą tam przychodzić i najwyraźniej zgadzają się z tym, co księża im nakazują. Ja, żeby być w porządku w stosunku do siebie, zrezygnowałem z członkostwa w tej organizacji i złożyłem akt apostazji, żeby formalności stało się zadość. Skoro nie odpowiada mi styl tej organizacji, to się z niej wypisałem - to logiczne.
Odnośnie przyjmowania obcych mentalnościowo "uchodźców", to Europa Zachodnia jest w innej sytuacji niż Polska, bo oni są już tam od dawna.
Natomiast dla Polski będzie lepiej, jeśli nie będziemy ich przyjmować, bo im to też na zdrowie nie wyjdzie, bo przeciętny Polak tolerancyjny nie jest i do wielu spraw podchodzi konfrontacyjnie, a gdy naprzeciwko siebie staną dwie grupy "broniące swych wartości", a de facto przyzwyczajone do narzucania swojego "stylu" i symboliki, to konflikt jest nieunikniony, co doprowadzi do jeszcze większego fanatyzmu po obu stronach i "wyjdzie bokiem" nawet tym, którym takie spory są obce.
Ja naprawdę nie mam nic przeciwko religiom ;)
Jak ktoś chce, to może sobie chodzić do kościoła, czy innej "świątyni" nawet codziennie, spędzać tam całe godziny, czy nawet tam zamieszkać :)
Tylko, że skutki dla jego psychiki będą fatalne (znam to na przykładzie mojej żony) i będzie osobą "toksyczną".
Jak znajdzie sobie jakichś ludzi, którzy go rozumieją i wyznają te same "wartości", to OK, ale ja wolę nie mieć z takimi do czynienia, bo skupiają się na "duperelach", które urastają u nich do spraw "najważniejszych na świecie", zamiast spojrzeć szerzej na to wszystko.
No dobrze - jest jakiś "Bóg", czy "Bogini", ale sztywne sposoby jego/jej czczenia mnie rozśmieszają :)
Lubię zwiedzać kościoły itp., ale dla mnie to rodzaj "folkloru". Tak - chyba właśnie z folklorem religia ma najwięcej wspólnego i w tym sensie możemy mówić o jej związku z kulturą, ale - na Boga - nie mówcie o tym, że dopiero jakaś religia "wymyśliła" uniwersalne, najbardziej podstawowe zasady międzyludzkiego współżycia, bo przedtem panowało "barbarzyństwo", ludzie zabijali się nawzajem na każdym kroku nic sobie z tego nie robiąc, a dopiero religia przyniosła "cywilizację".
Jest dokładnie odwrotnie - to cywilizacja, odkrycia naukowe itp. są "światełkiem w tunelu", które od zawsze było przez religie zwalczane, bo kapłani nie chcą dobrowolnie oddać władzy, którą mają nad ludźmi "ciemnymi", więc walczą z postępem, bo człowiek "oświecony" nie będzie łykał banałów i zachwycał się, jaka religia jest "odkrywcza".
Największe odkrycia w czasach nowożytnych, największy postęp zawdzięczamy tzw. cywilizacji zachodniej i to dlatego właśnie w naszym kręgu kulturowym religie są tak "łagodne" - musiały się jako tako dostosować do cywilizacji, a nie odwrotnie, choć w średniowieczu, gdy religia rządziła niepodzielnie naukowców palono na stosach, ludzi mających własne zdanie oskarżano o "współpracę z szatanem", a "niewiernych" "nawracano".
Islam wywodzi się z rejonów świata, gdzie nie odbył się tak szybki postęp w sferze materialnej, psychicznej, mentalnej, duchowej. Tam nadal większość tkwi w mentalności plemiennej, klanowej i "każdy walczy z każdym o wszystko". Oczywiście większość, to nie "każdy", ale mam na myśli różnego rodzaju, większych lub mniejszych "władców", którzy biją się między sobą, wciągając w to innych.
W Polsce nie mieliśmy szans "dojrzeć", bo nasze państwo przez długi czas nie było "nasze", a później mieliśmy tu reżim komunistyczny, który podobnie jak Kościół nie chciał, aby ludzie myśleli samodzielnie i się rozwijali na tyle, by totalitarną władzę odrzucić. Niektórzy tak się do tego przyzwyczaili, że teraz boją się samostanowienia, samodzielności, tego że coraz więcej zależy od nich samych, bo świat "zachodni", od którego przez tyle lat byli "odcięci" ich przeraża, bo go nie rozumieją, nie rozumieją, że czasy "autorytetów" już się skończyły, bo wszystko jest coraz bardziej dynamiczne, więc teraz każdy musi być coraz większym autorytetem sam dla siebie, ale przy tym trzeba się rozwijać, zamiast szukać "opoki" w postaci religii. Religia wam w zrozumieniu świata i procesów tu zachodzących nie pomoże, a wręcz przeciwnie - nastraszy was tylko i spowoduje zamknięcie w sobie, po czym reszta pójdzie dalej, a wy zostaniecie w "skansenie" mając pretensje i agresję do całego świata, że was nie "przygarnął", nie pomógł wam, tylko was "odrzuca" - taką właśnie postawę roszczeniową reprezentują sobą wyznawcy islamu (i inni fanatycy religijni), poszukując nadal "jakichkolwiek autorytetów", które to wodzą ich za nos, napuszczają na siebie nawzajem coraz bardziej, by mieć jeszcze jakąkolwiek władzę, wśród ludzi "ciemnych", bo ich "populacja" spada szybciej (stają się "jaśniejsi") niż ilość "hien i szakali" które chcą na nich żerować. Wreszcie dochodzi do tego, że te "hieny i szakale" stają się myśliwymi, zamiast padlinożercami i wychodzą na polowania poza swoje rewiry, oczywiście puszczając najpierw przodem "bojówki" w postaci fanatyków religijnych, by wzbudzić u innych postrach. Ja się zła nie ulęknę i ze strachu nie zwrócę się w kierunku żadnej religii, bo to tak, jakbym uciekając przed hienami i szakalami zapędził się na terytorium wilków, czy kojotów :) Wiedza, doświadczenie, czy inne "wyposażenie" pozwalają mi czuć się człowiekiem, a nie "owieczką", więc z takimi "zwierzętami" nie będę się zadawał, bo z "owieczkami" się nie dogadam, a z "drapieżnikami" nie będę walczył, tylko je odstraszał. Z tych właśnie powodów nie polecam przyjmowania fanatyków islamskich do Polski.
Swoją wypowiedź zacząłem od tego, że nie zgadzam się z Tobą Rosomaku, ale teraz widzę, że jednak w dużej mierze się z Tobą zgadzam :)
Wnioski są te same - nie przyjmować nieproszonych "gości", bo nie wpuszcza się chamów na salony.
A ten rosomak to ciekawe zwierzątko - taki mały, ale całkiem wytrwały drapieżniczek i boją się go nawet sporo więksi od niego :)
Tym fajniejszy jest, że w stadach nie występuje, więc musi bardziej polegać na sobie i dzięki temu jest bardziej "uniwersalny" i nie zachowuje się jak "szarańcza" - można go spokojnie przyjąć, nie obawiając się o to, że sprowadzi ze sobą całą rodzinkę, krewnych, stado pociotków i kolegów królika :)
Pozdrawiam :)
| yohanna22: |
| Milego dnia chlopaki :) |
Nie nazywaj mnie Yohanna chłopakiem ;p
A na koniec opowiem o żarcie rysunkowym, jaki widziałem w jakiejś gazecie.
Otóż podchodzi Duda do grupy księży i tak się do nich odzywa z uśmiechem:
- Co tam chłopaki słychać na świecie? :)
A oni mu na to posępnym tonem:
- A co ty, Biblii nie czytasz?
:))
Pozdrawiam wszystkich "pozytywnie zakręconych" :)
Religie byłyby fajniejsze, gdyby były weselsze :)
A ten materiał Yohanna, który wrzuciłaś o muzułmanach, gdzie jakaś dziewczynka cieszyła się, że jest taki "fun" właśnie pokazuje, że ludzie ogólnie cieszą się, gdy mogą być trochę bardziej na luzie, niż zwykle.
Muzułmanom można współczuć, a zwłaszcza dzieciom i dlatego m.in. właśnie dzieci zostały zabrane mojej żonie, bo jako z fanatykiem religijnym miały z nią "krzyż pański".
Źle trafiła ze swoim fanatyzmem religijnym - jak muzułmanin do Europy i wszyscy mieliśmy jej dosyć w naszej rodzinie.
Ciekawe, bo zanim się pojawiła i "sfiksowała", to nie było u nas w ogóle tematu religii - problem nas bezpośrednio nie dotykał i tylko czasem sobie żartowaliśmy, jak zobaczyliśmy coś na ten temat w telewizji :)
Ona u nas też dobrze się nie czuła i dlatego "sfiksowała" na punkcie religijnym, bo my "bezbożnicy" jej zdaniem jesteśmy :)
Powinna zostać na wsi, zamiast przyjeżdżać do dużego miasta, bo za duży "szok" tu przeżyła.
Podobnie jest z muzułmanami w Europie i moim zdaniem scenariusz będzie podobny.
Najpierw przyjeżdżają do dobrobytu, po czym orientują się, że "tu nie ma Allaha", więc próbują go tu wprowadzić, co u tubylców skutkuje tym, że "stają okoniem", konsolidują się wokół czegoś podobnego, ale bardziej swojskiego na zasadzie, że "lepsze mniejsze zło" (na co bardzo liczy Kościół), po czym dochodzą do wniosku, że religie ogólnie stwarzają problemy i przez społeczeństwo zostają jeszcze bardziej zmarginalizowane. Coraz mniejsza grupa fanatyków religijnych zamyka się natomiast w "świątyniach" i w sobie, widząc wokół "szatana" i oczekując na koniec świata, rozliczenie "bezbożników" i własne "zbawienie" :)
Sporo zrozumiałem obserwując moją żonę :)
Ale "zakapior" z niej straszny :/
Chłop żywemu nie przepuści ;/