Znowu Cię przestrzegę Polina, jak skończyła moja żona (nie jesteśmy już ze sobą) - pisałem już o tym.
Też, jak Ty była wychowywana przez ojca "na chłopca" - ciężko pracowała na wsi i zajmowała się swoim młodszym bratem, który był "lepszy" od niej w oczach rodziny, bo był... chłopakiem.
Poznała mnie - łagodnego "faceta", który cenił kobiety.
Chciałem jej pomóc, bo była "trudnym przypadkiem" - nie wiedziałem, że aż tak trudnym i wydawało mi się, że sam wszystkiemu podołam, ale ona nie chciała współpracować, pracować nad sobą.
Wskutek tego, co przeszła w dzieciństwie, stała się twarda i bezwzględna jak... facet, a nie rozwinęła w sobie kobiecości - można powiedzieć, że jest "aseksualna". Nie chodziło mi o seks z nią (bo była w tym bardzo kiepska - ani kobieca, ani męska - taka nijaka, bezbarwna, zimna i zdystansowana - nie umiała przeżywać, tłumiła emocje), tylko o rozmowę - była w tym dobra, aż "za dobra", bo z czasem zaczęła mi robić pranie mózgu i mnie "hipnotyzować" - wmawiała mi różne rzeczy, w które uwierzyłem nie tylko ja - największą krzywdę zrobiła dzieciom, nie dając im miłości, wsparcia, tylko czepiając się ich, krytykując na każdym kroku. Teraz się z tego leczą przebywając w kochającym otoczeniu (zwłaszcza moja matka, bo mój ojciec jest bardzo "konkretny" - "męski") na łonie przyrody.
Moja żona po wizycie u tej genialnej psycholożki powiedziała, że więcej tam nie pójdzie - jest tak chora i pełna pretensji do całego świata, że chce tylko uciekać i podoba jej się jakaś sekta, która mówi o kolejnych końcach świata - ciągle przekładają daty na kolejne kilka lat wprzód, by wyznawcy nie wyzwolili się z tego fanatyzmu - by się bali, by nie zaczęli racjonalnie myśleć i by się nie wyzwolili.
Ja też nie spotkam się chyba więcej z tą psycholożką, ale z innych względów, niż moja żona. Ona bardzo fajnie rozmawia z moimi córkami - jak mądra matka - kobieta, której im brakuje. Ja mimo moich "kobiecych" cech psychicznych, jestem fizycznie mężczyzną - ich ojcem, a nie matką. Ze mną też bardzo fajnie ta psycholożka rozmawiała - za fajnie i za bardzo jej się spodobałem - była mną zachwycona i nie chcę, by to się rozwinęło, bo ona jest sama.
Moja żona chciała mieć dostatnie życie u mnie... i miała... za dobrze.
O "wszystkim" (o zbyt wielu rzeczach) myślałem za nią i zbyt wiele sam robiłem, skutkiem czego ona doszła do wniosku, że już nic nie musi robić. Rozumiem, że nie pracowała, bo zajmowała się dziećmi, ale nimi też się nie zajmowała i w domu nic nie chciała robić. Wyćwiczyła się za to w rozmowach teoretyczno-ideologicznych, ale z czasem, gdy już myślała, że wszystkim wokół wodę z mózgu zrobiła, to przestała udawać - zaczęła wprost mówić o swojej pasożytniczej ideologii i zaczęła się chwalić, jak "wspaniałe" rezultaty osiągnęła, jak "sprytnie" się "ustawiła".
Czy Ci się to Polina podoba, czy nie, ale "równouprawnienie" to jedyny sposób, żeby sobie poradzić w dzisiejszych, trudnych czasach, gdy wszyscy muszą "zapieprzać", bo trudno wyżyć z jednej pensji.
Mojej pensji starczało aż nadto dla całej rodziny, więc moja żona przestała się rozwijać i się stoczyła.
Przy mnie nie musiała "nic robić" - źle się dobraliśmy, bo związek, gdzie jedna osoba jest wszechstronna, a druga pasożytuje, nie przetrwa zbyt długo - wreszcie "żywiciel" przegląda prędzej, czy później na oczy i przestaje tolerować "biednego pasożyta", którego trzeba "we wszystkim" wyręczać i ten nawet nie powie "dziękuję", tylko ma coraz większą pretensję. A niech idzie "w cholerę" - mówiłem jej od dawna, czym to się skończy, ale nie chciała słuchać, bo wreszcie musiałaby zacząć coś robić, a na to była zbyt leniwa, zbyt "wygodna", bo przecież "należało" jej się to, jako "zadośćuczynienie" za jej "trudne dzieciństwo", więc jej zdaniem po tym należał się jej już tylko "odpoczynek", czyli totalne nieróbstwo przed komputerem, w świecie wirtualnym, gdzie nic nie trzeba robić poza dyskutowaniem.
Wiem Polina, że bardzo "kobieca" chciałabyś być, ale jesteś "męska" (widać to po tym, nie o czym piszesz, tylko w jaki sposób) i w typowo kobiecej roli domowej byś się nie odnalazła - na dłuższą metę byś nie wytrzymała, byś się "zanudziła", bo lubisz rządzić :)
Każdy psycholog Ci to powie :)
Tobie potrzebny jest partner na Twoim poziomie - nie "pacjent", za którego będziesz musiała myśleć i nim kierować, by coś z niego było, tylko właśnie partner - prawdziwy mężczyzna - bystry, zaradny...
Tylko, że...
Jeśli męski mężczyzna spotka się z męską kobietą, to będą walczyć o władzę.
Potrafisz być też "uległa, kobieca"?, bo... ja tak - mimo, że jestem też męski :)
Ty potrzebujesz faceta "męskiego", a jednocześnie takiego, który doceni Twoją mądrość, zaradność... i będzie potrafił przyznać Ci rację i ustąpić, dla wspólnego dobra, byście ze sobą nie walczyli :)
Musi być też dostatecznie inteligentny i "przytomny", byś go totalnie nie zdominowała :)
Ot cała "tajemnica" :)
Wiem, że marzysz o silnym mężczyźnie, który twardo będzie dążył do celu, przy którym poczujesz się wreszcie "kobietą" (od tego tu zaczęłaś), ale... takie typy są najczęściej proste i wręcz "chamskie" - zdominowałby Cię, "zaspokoiłabyś" się w roli kobiety, a później... konflikt, walka o władzę, bo ani Ty, ani on, nie dalibyście sobie "w kaszę dmuchać" :/
Mnie moja żona "zdominowała" - robiłem "wszystko", a ona kobietą (dzieci, dom) być nie chciała, mimo że w domu siedzieć chciała - "mężczyzną" też być nie chciała, bo ja musiałem myśleć za nią.
Stała się "męskim" pasożytem, z deficytem cech kobiecych.
Ciebie Polina nie znam dostatecznie dobrze, by Cię obiektywnie ocenić, bo wiesz... - w internecie można różne rzeczy wypisywać i udawać.
Tylko po co?
Możesz oszukiwać wszystkich wokół, ale siebie (swojej natury) nie oszukasz i, i tak źle skończysz.
To nie było o Tobie - to tylko takie ogólne stwierdzenie.
Teraz już rozumiesz, dlaczego ludzie powinni łączyć w sobie cechy charakterystyczne dla obu płci? Czy nadal przed sobą chcesz "rżnąć głupa"?
Niestety/stety Polina, ale to, co się teraz dzieje z ludźmi, to jedyna droga do porozumienia - do tego, by się nie "pozabijali".
Dlaczego kiedyś było "normalnie", a teraz jakieś "dziwne mieszanki" powstają?
Właśnie, że za panowania patriarchatu było nienormalnie, a dopiero teraz to się normalizuje, bo kobiety "podnoszą głowy" - patriarchat słabnie, bo Ziemia... jest... kobietą :)
A jeśli chcesz "powrotu do sprawdzonych ról", to proszę bardzo - islam przed Tobą ;)
Tylko, że nie dziw się, że musiałabyś siedzieć w domu, być głupia ("kobieta nie powinna szkół wyższych kończyć") i już z domu byś się nie wyrwała - tylko musiałabyś podziwiać swojego męża, który by się swoją "męskością" (pasożytnictwem) zachwycał, sprowadzając Cię do roli gorszej, bo przecież kobiety.
Odnoszę wrażenie Polina, że Ty nie czytasz tego, co ja, czy Igor piszemy.
Może czytasz, ale nie rozumiesz, bo za bardzo się zafiksowałaś w tym, kim chciałabyś być, a za mało zdajesz sobie sprawę z tego, kim jesteś - nie płciowo, tylko psychicznie.
Podoba Ci się "tradycyjny", związany z religiami patriarchalnymi podział ról?
OK - Twoja sprawa.
Tylko, czy byś się w tym odnalazła i na dłuższą metę wytrzymała w tak ścisłych ramach?
Napisałem już dostatecznie dużo, byś miała materiał do przemyśleń.
Nie chcę więcej "tracić czasu".
Jutro do pracy nie idę - będę miał czas, by z przyjemnością zająć się domem - pranie, sprzątanie, zamówienie części na komputer dla mojej drugiej córki... :)
A Tobie polecam film (o ile go wcześniej nie oglądałaś).
Atlas chmur
Za szybko odpisujesz, a za wolno analizujesz.
Potrzeba Ci czasu do przemyśleń.
Spoko - będą z Ciebie ludzie - ludzie przyszłości :)
Wielu "starszych" ludzi jest "przerażonych" tym, co się z "dzisiejszą młodzieżą" dzieje - jakie "dziwne pomysły" mają te "dzieci" :)
Te "dzieci" nie mają po prostu takich blokad, jak ich rodzice i potrafią lepiej się realizować, a zamianę ról potrafią rozumieć bardzo dosłownie i doskonale się tym bawić na różnych płaszczyznach życia :)
Myślę, że jakiegoś odreagowania i spełnienia Ci potrzeba :)
Możesz zacząć od filmów, by się z tym oswoić :)
Później będziesz odważniejsza... tylko, czy Twój partner również?
No wiem - "męska" już byłaś, a teraz chcesz być "kobieca".
A co z seksem?
Też męska byłaś?
Domyślam się... - mężczyźni się Ciebie boją, onieśmielasz ich, bo jesteś bardzo inteligentna, wymagająca i "twarda" :)
Wiem, że masz już tego dosyć :/
Chcesz takiego, który Ci "sprosta".