| yohanna22: |
| wszyscy jasnowidzacy w tym filmiku maja powiazania koscielne |
Nie należy Kościoła w całości spisywać na straty.
Kościół to nie monolit - tam są ludzie, różni ludzie - mniej lub bardziej uduchowieni.
Różne "kontakty" mają.
Kościół ma wielowiekowe doświadczenie i dysponuje ogromną "bazą danych".
Od zarania wieków ludzie różne wizje mieli.
Ci naprawdę uduchowieni, których Kościół, gdy się utwardził, to wyklął - ezoteryczni ojcowie Kościoła posiadali zdolność naprawdę rzetelnych "odczytów" z Kroniki Akaszy.
Wrócę jeszcze do kwestii "antychrysta" - to właśnie Kościół okazał się Antychrystem, bo poszli w coś, co Jezus zawsze krytykował - we władzę i pieniądze bez umiaru. Jeszcze gorszą rzeczą z tym związaną jest to, że nie pozwolili ludziom dojrzeć - poszli w infantylną dyktaturę, gdzie ludzie są dziećmi lub owieczkami, a oni ojcem lub pasterzem. Takie relacje powodują opóźnienie w rozwoju umysłowym ludzi i w nabywaniu odpowiedzialności za swoje czyny - odpowiedzialności w życiu. Kościół by chciał, by tak zawsze było, by ciemny lud dał sobą rządzić i by nadal był ciemny.
Ludzie się mimo wszystko rozwijają, więc Kościół próbuje narzucać swoją religię w szkołach itp. - w Polsce na razie jest najciemniej w Europie, a jednocześnie jest tu coraz większa potrzeba, coraz większe dążenie ludzi do jasności. Tu są największe konflikty, największe "ciśnienie" i największa polaryzacja. Wraz z butą Kościoła ludzie coraz silniej chcą zadeptać Kościół. To właśnie w Polsce są potrzebne (na razie) silne kobiety, które dadzą odpór Kościołowi, jeśli ten nie zmądrzeje.
Polska ma silne korzenie matriarchalne od czasów "pogańskich", które zachowały się w kulturze, w formach puszczania kobiety przodem i całowania jej w rękę. Jeśli najsilniejsza instytucjonalna ostoja patriarchatu nie zrozumie tego w porę, to się tak zawali, takiego "dna" sięgnie, że wreszcie całowanie kobiet w rękę, to będzie za mało (po tych wszystkich latach upokorzeń) - będą je musieli całować po stopach :)
Dziś jedna z córek przeczytała mi tekst świadczący o tym, że niektórzy księża już znaleźli sposób na "odreagowanie" - przebierają się za dziewczynki - zakładają jasnoróżowe sukienki (rozbawiło ją to), ale nadal robią to w męskim gronie - boją się kobiet.
A teraz wrócę do Jezusa i... Boga. Wg. Kościoła (chcieliby, żeby tak było, bo to oznacza dla nich władzę) Bóg to zakompleksiony, mściwy facet, a Jezus to "bożek", przed którym też trzeba klęczeć.
A prawda jest taka, że Bóg to energia spajająca, łącząca wszystko, mająca jednocześnie świadomość jednostkową, a Jezus to bardziej ludzka emanacja Boga - istota androgyniczna łącząca cechy obu płci ludzkich. Jezus nie potrzebuje, by go czcić - on potrzebuje partnerstwa ludzkiego - by ludzie też dojrzeli i nie przeginali za bardzo rozróżniając się na zasadzie ciała i tworząc antagonizmy.
Ludzie mają pokochać w sobie i w innych obie cechy "płciowe", by stać się docelowo "kompletnymi", zamiast ścigać się, kto jest "lepszy" - "kobieta", czy "mężczyzna".
Zanim to jednak ludzie zrozumieją, to "wahadło" musi jeszcze trochę (coraz mniej) "po przeginać się" raz w jedną, raz w drugą stronę.
W związku z tym, niestety/stety teraz nastąpi odreagowanie w drugą stronę i to mężczyźni będą klęczeć przed kobietami - tak jest dobrze i to teraz jest potrzebne, żeby dobrze było, bo inaczej byłoby później jeszcze ostrzej i ludzie zaczęliby walczyć nie tylko między sobą, ale i z samymi sobą, doprowadzając się do "rozpadu", do "roztrzęsienia".
Czyli co teraz?
- Najpierw "małe" odreagowanie, a później prawdziwe partnerstwo - Miłość i uzupełnianie się, zamiast zemsty i walki o władzę.
Pobawcie się "trochę" w sposób miłosny, zamiast ze sobą walczyć.
Jak nie zrobicie tego dostatecznie szybko, to później za ostro będzie i za dużą krzywdę sobie zrobicie podczas odreagowania, bo emocje za silne będą.
Pamiętacie, jak "ateiści" zarzucali religii, że "legenda" o Jezusie została ściągnięta z wcześniejszych "mitów" o Ozyrysie, Mitrze itp.?
To były kolejne wcielenia Chrystusa - duszy Jezusa.
A teraz powiem wam o duszy Marii Magdaleny - ONA z Jezusem zamieniali się rolami w kolejnych wcieleniach i ONA też bywała "Jezusem" i bywała krzyżowana, a on bywał NIĄ - tą kobietą, która jego wybrała, a on JĄ i KOCHAJĄ się od... eonów czasu :)
To właśnie Bóg i Bogini, którzy zamieniają się rolami w wymiarach materialnych, a TAM (w najwyższym wymiarze duchowym) są do siebie przytuleni na wieczność jak jin-jang i emanują tak ogromną miłością, że zbliżenie się do nich duszy o mniejszej energii powoduje "roztopienie" się w MIŁOŚCI i kres drogi :)
Już kiedyś (w tym życiu) zbliżyłem się TAM i niewiele brakowało, a zostawiłbym to ciało i świadomość, i roztopiłbym się ze swoją obecną duszą w bezmiarze Miłości ICH otaczającej - poczułem wtedy, że to rodzaj "kobiecej" miłości :) No cóż - ja, jako bardziej "mężczyzna" tu, tak to odebrałem :)
Więc tak: mężczyźni powinni stać się bardziej kochający ("kobiecy"), a zbyt "miękkie" kobiety bardziej "męskie" - wtedy dojdziecie do... porozumienia :)
To taka recepta na "dziś" :)
Nie bójcie się - nie macie jeszcze takiej energii, by w miłosnym uniesieniu się "zniszczyć" - zatracić zupełnie w sobie, choć w chwilach prawdziwej miłości między dwojgiem ludzi następują chwilowe "utraty świadomości" i dobrze :)
Na razie, żeby było wam dobrze ludzie, musicie trochę pozamieniać się rolami - nie wstydźcie się tego, bo to normalne i to jedyny sposób, żebyście się wreszcie nie pozabijali nawzajem i sami siebie.
Jak tego nie zrobicie, to wreszcie "wybuchniecie" lub się zdezintegrujecie, z anihilujecie - to gorsze niż rozpadnięcie się na "atomy", bo oznacza też rozpad duchowy.
Już wiecie skąd tyle nerwów wokół?
Mężczyźni nie chcą "oddać władzy", a kobiety robią się coraz ostrzejsze, by "władzę zdobyć".
Młodsze pokolenia regulują tą dysfunkcję na przyszłość - mężczyźni "niewieścieją", a kobiety są coraz bardziej "męskie".
Już niedługo to się wyrówna - na Zachodzie jest już normalnie, a w Polsce jest "epicentrum wybuchu" - zróbcie wszystko, by do tego wybuchu nie doszło, bo wszyscy odłamkami dostaną.
Ta energia musi znaleźć pokojowe ujście i zamienić się w miłość, zanim przerodzi się w nienawiść, bo wtedy wielka krzywda będzie obopólna (zamiast mniejszej) lub oddzielne wybuchy złości będą następowały.
Kościół już zrozumiał i łagodnieje, ale ci, co chcą go doszczętnie zniszczyć, jeszcze nie.
Dobra - pośmiejcie się z nich jeszcze trochę, otwórzcie innym oczy, że ich dotychczasowa droga nie ma sensu, niech odejdą od fanatyzmu religijnego i staną się ludźmi - dojrzałymi, zintegrowanymi, a jednocześnie z poczuciem humoru i luzem :)
Kościół teraz szybciej dojrzewa (wreszcie przyspieszyli), ale mają jeszcze coś do odreagowania - jak ci, co mi córka "doniosła", że zamieniają się w małe dziewczynki, ale robią to z uśmiechem na ustach, z poczuciem humoru i się z tego cieszą - bawią się tym.
No dobra - dosyć już tej złości i chęci odwetu - darujcie im ludzie ich grzechy i nie twierdźcie, że w ogóle nie mają racji w niczym.
Mają cześć racji, jak i wy, ale nie spierajcie się, czy broń boże nie walczcie ze sobą, czyja racja większa - dogadajcie się wreszcie :)
http://www.cda.pl/video/517160aa ;)