Nie pogadaliśmy - Igor nie zadzwonił.
| yohanna22: |
| Wcale sie nie narzucalam zaproponowalam, juz sie przyzwyczailam ze ktos do mnie dzwoni, albo ja do kogos. Myslalam ze chcesz sie wygadac. Twoja sprawa, grzeszk tez mam wiec taka super nie jestem. Nie wiem jak wy ale dla mnie to calkiem cos normalnego do kogos zadzwonic. |
Miałem nic już tu nie pisać, a jednak "postawię kropkę nad i", żeby nie było niedomówień i niejasności.
Wiem, że w Anglii, na zachodzie jest "luz", "wieczna zabawa" itp.
W Stanach pełnoletność jest od 21 lat, ale mój brat cioteczny, który tam był, powiedział, że oni i tak są "jak dzieci" niedojrzali i "głupi".
Nie chodzi o to, czy "fajna", czy "niefajna" jesteś, ani o to czy się "narzucasz", czy nie.
Już dość rozmawialiśmy tu o seksie w sposób mniej lub bardziej dosłowny - takie "żarty" i "flirty" mnie już nie interesują.
Nic mi nie zastąpi, nie da "namiastki" prawdziwego związku z NIĄ.
Zabawy internetowe i inne przestały mnie interesować, bawić - wolę świat realny, niż wirtualny.
Masz swoje życie w Anglii, a moja żona tak wczoraj przegięła w sądzie, że najprawdopodobniej będzie się szybko do Anglii "ewakuowała".
Była tak pewna swojego "sprytu" (cwaniactwa), "zaradności", że z uśmiechem na ustach, z absolutnym spokojem, z "rezerwą" w głosie, zaczęła się dosłownie chwalić przed sędziną swoimi pomysłami na pasożytnicze życie.
Coś tam na początku zmyślała i kłamała jak zwykle - ma te teksty opanowane od lat i myślała, że sąd to też "idioci" - ale mój ojciec sprowadził ją na ziemię mówiąc, że w sądzie mówi się prawdę.
Zanim się rozwinęła, to powiedziałem krótko, o co jej chodzi - o nowe mieszkanie. Wszystko było nagrywane i protokółowane.
Tym "śmieszniej" wypadła, że jakiś czas temu podpisała zrzeczenie się dzieci, a wczoraj powiedziała, że potrzebuje czasu do namysłu, że może to się jeszcze ułoży i wnioskuje o przełożenie rozprawy na termin późniejszy. Jak powiedziałem, że to dlatego, że chce "występować", że ma dzieci i liczy w związku z tym na lepsze mieszkanie, to zaczęła tłumaczyć, jakie to "mądre" i "słuszne" z jej strony, i że przecież Pani sędzina zrobiłaby tak samo. A Pani sędzina "zrobiła oczy" i była "w szoku".
Sędzina wzięła wyrok o separacji, zapytała, czy złożyłem już o rozwód, powiedziałem, że chcę mieć najpierw wyrok w sprawie dzieci, by rozwód był już "formalnością" i by żona "nie grała dziećmi".
Żona "poczuła wtedy pismo nosem", podniosła głos, powiedziała, że żąda kategorycznie wezwania dzieci i biegłych lekarzy, i że udowodni, że są chore!!!
Sędzina powiedziała, że to już koniec, że ogłoszenie wyroku nastąpi 21.04 i że możemy już iść.
Poszliśmy do drzwi (ja i moi rodzice), a żona została i zaczęła coś jeszcze wykrzykiwać do sądu.
Nie wytrzymałem, wróciłem się, podszedłem do sędziny i powiedziałem, że dzieci mi o wszystkim powiedziały - o tym, jak żona je uczyła, jak mają udawać "nienormalne" - sędzina zrobiła jeszcze większe oczy i była w jeszcze większym szoku. Wyszliśmy ostatecznie z rodzicami, a żona coś tam jeszcze krzyczała idąc w kierunku drzwi.
Ona chodziła po lekarzach "do skutku" - jak kolejni stwierdzali, że dzieci są zdrowe, to wreszcie znalazła takiego, któremu "zawróciła w głowie" i napisał "co trzeba". Oczywiście historia z "piekłem, szatanem, opętaniem i egzorcystą" i spowodowanymi tym koszmarami sennymi dziecka, miała spowodować "prawdziwą" chorobę psychiczną i udało jej się umieścić jedną z dziewczynek na jakiś czas w zakładzie psychiatrycznym, którego ordynator stwierdziła, że trzeba jak najszybciej zabrać jej dzieci, a moja żona powinna zacząć się leczyć.
Mój ojciec ma jeszcze tylko przynieść "opinię środowiskową".
Pojechaliśmy po dzieci pod szkołę.
Ucieszyły się, że zostają w Rembertowie, a nie z mamą.
Nie masz pojęcia Yohanna, jakie one są dojrzałe.
Powiedziałem im, że życzę Iwonie jak najlepiej, żeby w Anglii znalazła sobie jakiegoś fajnego Hindusa...
Wtedy ta, co była w szpitalu spojrzała mi bardzo poważnie i głęboko w oczy, i powiedziała, że może jednak lepiej, żeby nikogo sobie nie znalazła, bo "szkoda faceta" - tak dosłownie (cytat) powiedziała.
A w Rembertowie po raz pierwszy wymyśliła, że zrobi mi kanapki do pracy. I zrobiła - przepyszne, artystyczne (nawet lepsze, niż mój ojciec im robi) - zjadłem dziś w pracy. Teraz się wzruszyłem - to było jej piękne podziękowanie, za to, że "wygrałem z żoną" - to właśnie Asi zrobiła największą krzywdę i to Asia już kilka lat temu, jako mała dziewczynka powiedziała mi u niej w kuchni, że wreszcie z nią nie wytrzyma - trzymała wtedy nóż w ręku i powiedziała, że wsadzi go matce w brzuch. Nie rozumiałem tego wtedy i powiedziałem: "co ty wygadujesz?!", ale po latach się wszystkiego dowiedziałem i zrozumiałem. Ona je wyzywała "od najgorszych" językiem "rynsztokowym", biła gdzie popadnie - po głowie też i zabraniała "kablować".
Moją żonę trudno nawet nazwać "sadystką", bo sadystka przynajmniej czerpie z tego jakąś (mniejszą lub większą) przyjemność, a moja żona chciała je po prostu "zniszczyć".
Moja córka nazwała ją już kilka lat temu "potworem".
Pisałaś coś Yohanna o "dopchnięciu" mojej żony przez jakiegoś Hindusa.
I tu jest problem, bo to moja żona lubi "dopychać", ale totalnie, aż do "rozwałki" człowieka i najgorsze jest to, że ją to nawet nie podnieca.
Córka mi powiedziała, co matka jej powiedziała o mnie - że podobno (już tego nie pamiętam) chciałem, żeby mnie biła po pośladkach.
Może i by do tego doszło, ale jak zobaczyłem, jak je traktuje od maleńkiego, to przestałem mieć ochotę na jakikolwiek seks z nią.
Córki mówią mi o wszystkim, zwierzają się z najintymniejszych spraw.
Wczoraj powiedziały mi, że lubią się bawić swoimi piersiami (każda swoimi), że to bardzo przyjemne. Ta bardziej dojrzała (co była w szpitalu), jak mi to mówiła, to badała moją reakcję - patrzyła mi uważnie w oczy z lekkim uśmiechem. Odpowiedziałem, że mnie to nie dziwi, że to na pewno bardzo przyjemne... dalej patrzyła mi w oczy... powiedziałem, że wiem, że to przyjemne, że potrafię to sobie wyobrazić, poczuć to. A ona się zaśmiała ciepło i powiedziała: "Jak to? Przecież nie jesteś kobietą" :) Odpowiedziałem z uśmiechem: "Nie wiem, może byłem w poprzednim wcieleniu" :)
One obie są niesamowite :) Długo by opowiadać... :)
A młodszy syn mojego brata, jak był malutki, to powiedział do mojej mamy: "Ty jesteś moją mamą". Ona nie zrozumiała - powiedziała: "Ja jestem Twoją babcią". A on na to: "ale byłaś moją mamą". "Kiedy?" - zapytała zdumiona. "Dawno temu" - odpowiedział.
Spojrzał na mnie i powiedział z uśmiechem: "A Ty idź do nieba i już nie wracaj".
Przecież moja córka... (ta "dojrzalsza") powiedziała mi coś podobnego, jak była malutka - powiedziała: "Ty jesteś księciem. Nie przychodź tu więcej".
To podobno moja "ostatnia misja" - tak mi mówili psychotronicy, i ten mój sen... z "Bogiem i Boginią", gdy dał mi klucz i powiedział: "wróć, jak byś zatęsknił". I to moje wyjście z ciała, gdy roztapiałem się w Miłości, gdy "przestawałem istnieć", mieć jakikolwiek związek z tym sobą tu, i gdy przyszła myśl, że to jeszcze nie teraz, że mam tu jeszcze coś do zrobienia...
Ja wiem co - Anetka...
Wzruszyłem się.
Przypomniał mi się mój "ostatni" sen - śniło mi się, że tuliłem bobaska - tym razem płci męskiej - byłem nim zachwycony i dumny z niego, a on był szczęśliwy, jak ja.
Ciekawe, czy Anetka chciałaby mieć dziecko?
Jeśli tak, to ja też chcę - chcę wszystkiego tego, co ona :)
Jest podobno coś takiego, jak "rodziny dusz" i spotykamy się ze sobą w kolejnych wcieleniach, ale w różnych "konfiguracjach".
Moja żona "odpadła" do "niższego wymiaru" i będzie "powtarzała klasę", ale już "sama" - tak jest "spaczona" i tyle złego uczyniła, że nawet do mnie dotarło, żeby jej już nie "ratować", bo zrobię krzywdę sobie i innym.
Dobrze, że najniższa ocena jest -1, a najwyższa +2 :) Ma szansę "szybko" się podnieść, ale już nie tu - Ziemia teraz coraz szybciej będzie szła do góry, a nieprzystosowani do wyższych wibracji będą coraz szybciej "odpadać" - takie informacje otrzymałem z kliku źródeł: pisanych, mówionych i "intuicyjno-logicznych" :)
"Wyjdą na jaw wszystkie, długo skrywane rzeczy - zarówno najlepsze, jak i najgorsze" - coś takiego już dawno też przeczytałem :)
Widocznie musi nastąpić oczyszczenie i niestety też związana z tym "polaryzacja" - oddzielenie ziarna od plew, jak to w starszych przekazach pisali.
W Polsce jest istny tygiel i katalizator przemian - dzieje się tyle, że "głowa mała" i najwięcej spraw wobec świata na światło dzienne wychodzi. I podobno to właśnie z Polski ma wyjść "zbawczy impuls dla świata".
Dziś znowu jehowa sprzątaczka mnie "zaczepiła" i skłoniła do rozmowy w pracy :)
Fakt, że byłem mocno znużony tą robotą z korektami z pięciu lat dla finansów i pozwoliła mi się "rozerwać" :)
Oni "nienawidzą" KK, ale bezkrytycznie na Biblii się opierają - na ewangeliach wybranych przez "czarnych" do ich celów i trzymają się za łby w tym samym grajdołku :)
Coś mi o Jezusie opowiadała, ale okazało się, że ja wiem więcej od niej na ten temat i głupio jej się zrobiło - przestała.
Ale coś ciekawego też mi powiedziała (słyszałem o tym już dawno z innych źródeł) - że wszelkie religie "padną" - przestaną istnieć.
Wiem - osiągną takie "dno", że ludzie przejrzą na oczy.
Jak dziś w sądzie moja żona dno osiągnęła i powiedziała, że zabraliśmy jej dzieci, bo mój ojciec jest ateistą :)