Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Coś co chcecie pokazać
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307

Witam wszystkich. Otóż pomyślałem sobie, że można by założyć temat specjalnie przeznaczony na...właśnie, co? Wszystko czym chcielibyście się pochwalić, pokazać innym, lub rozreklamować. Można tu wrzucać linki, filmiki, muzykę, obrazki itp. Czym to się różni od innych tematów? Niczym. Ale żeby nie doprowadzać do sytuacji offtopikowania, przerywania dyskusji, wszystko, co chcecie można tu wrzucić. Co o tym myślicie? Jeżeli, pomysł Wam nie odpowiada, nie piszcie, temat odejdzie w zapomnienie. Czyńmy dobro! ]:

yohanna22:
zona to Cie chyba po rekach caluje
Ma żal o "przyjaciółkę", którą traktuję rzeczywiście tylko tak. To, że w drugą stronę zadziałało to inaczej... Nie moja wina. Tak myślę. Mamy "ciche dni"... Nie da się pogadać, wytłumaczyć... Szkoda. Nie będę tłumaczył na siłę... :(

79277:
Ma żal o "przyjaciółkę", którą traktuję rzeczywiście tylko tak
poprawka: MIAŁEM... Bo już nie mam. Pożegnałem. Z tego powodu właśnie... :(

79277:
Aha. Jeszcze samoloty składałem i te nasze słynne "blekhołki"... Po dwóch latach pracy tam mam na koncie przeszkolonych przeze mnie 20-30 nowych pracowników
No i właśnie. Kto mnie zatrudni teraz? Kiedyś od jednego z "moich podopiecznych" (nieoficjalnych- bo to mój brygadzista brał kasę za ich szkolenie, nie ja) dostałem cynk o pracy w firmie lotniczej zajmującej się remontami śmigłowców. Dość daleko od domu, ale wg tego kolegi pracuje tam kilkunastu ludzi z moich okolic i można zorganizować "wspólne dojazdy" do pracy... Ja go uczyłem- a nie umiał wywiercić otwory tak, żeby faktycznie był okrągły, a nie jajowaty... Jego przyjęli, bo dobrze zna angielski, a ja nie (i nie zamierzam mówić w obcym języku na "własnej ziemi". W Hiszpanii mówiłem po hiszpańsku, we Francji uczyłem się francuskiego, ale w Polsce będę mówił wyłącznie po polsku. M.Rej się w grobie przewraca- Polacy to jednak SĄ gęsi i nie mają własnego języka). Jeśli chodzi o umiejętności "techniczne"- ten kolega to 1/10 mnie... Ale on dostał tą pracę i dobrze zarabia a mnie nawet nie poinformowano o "niezatrudnieniu". Sam zadzwoniłem, żeby się dowiedzieć. Dalej się żalę... Od pewnego czasu myślę o ucieczce z tego chorego kraju... Odmówiłem 4 wyjazdów do pewnej i dobrze płatnej pracy w różne zakątki Europy, tylko dlatego, że nie było to zgodne z moimi przekonaniami. Wiecie: "z przodu duma, z tyłu goła dupa". To wszystko "wdzięczni" znajomi mi załatwiali (nie pytając mnie o zdanie), a teraz- ponieważ odmówiłem- nie odzywają się do mnie... Moja wina. Jak to zrobić? Nie mając żadnych "certyfikatów" potwierdzających umiejętności- znaleźć pracę w tym dzikim kraju? (ale nie za 1680 PLN brutto, bo to policzek...) Za dużo wymagam? Możliwe. Yohanna pisze, że jest pod wrażeniem. Startowałem kiedyś do miejscowej firmy elektronicznej na zwykłego montera. Nie jestem elektronikiem z wykształcenia- jestem samoukiem, to kiedyś była moja pasja... Facet pyta co ja potrafię, co robiłem w elektronice do tej pory... Pokazałem mu swoje (własne) projekty, wzmacniaczy mocy audio, przedwzmacniaczy, przystawek gitarowych, mikrofonowych itp. Tym się kiedyś pasjonowałem i w tym działałem... Pokazałem mu zdjęcia sprzętu, dałem namiary na znajomych (muzyków), którzy mojego sprzętu używają po dziś dzień. Namiary do znajomych "samochodziarzy", którym projektowałem i instalowałem nagłośnienie w autach... Facet popatrzył na te papiery, podumał (myślę, że ze schematów ideowych nic nie rozumiał- to mówiły mi jego oczy) i powiedział, że on potrzebuje elektroników, ani "szalonych wynalazców". Tak dokładnie powiedział. Z czasem straciłem serce do tego (z pomocą kilku osób). Czasem sobie teraz "popełnię" jakiś układ elektroniczny, ale to już rzadkość... Słyszy się, że ktoś potrzebuje "fachowca", a jak się tam udać- okazuje się, że on potrzebuje dyplomu, a nie umiejętności. Co się dzieje z tym cholernym świtem! Fakt! Żadnej ze "swoich dziedzin" nie mogę udokumentować "papierkiem, ale niech ktoś w końcu do cholery sprawdzi co mam w dłoniach i w głowie... Od biedy- zrobię kolejną fajną błyskotkę elektroniczną dla swojej córci- nikt nie ma takich zabawek jak ona :P Niepotrzebny tekst, ale co tam. Musiałem się troszkę wygadać. Jutro wyjeżdżam na kilka dni i nie wiem, czy będę mógł tu zajrzeć. Żona zaczyna urlop, więc ja jadę zarobić parę groszy- jak mnie ktoś znowy nie "wyrżnie w d..ę"... Pozdrawiam z Polski- kraju absurdów...

Napisalabym duzo, ale nie chce na forum. Na emigracji trzeba zapomniec o dyplomach, a dume schowac do kieszeni, tylko zakasac rekawy i tyrac. Jak dobrze pojdzie to po paru latach juz sie dobrze zyje.Chociaz zawsze bedzie sie tzw. obcym. W pracy tez roznie bywa dziewczyna jest tlumaczem na rozprawach sadowych w sprawach pracowniczych czesto sa to sprawy o rasizm. Z emigrantow zawsze sie robi idiotow itp. i te sprawy przegrywaja, a jak firma jest duza i ma dobrego platnego prawnika to nawet nie ma szans na wygrana. Takze mozna tyrac i byc rznietym w dupe:) ps. sama wiem po sobie. No ale mozna tez miec szczescie i sie wybic. Chyba ze masz jakiegos doktoranta, albo inzyniera albo lekarzem jestes to juz jest latwiej. U mnie w collegu duzo chlopakow z Portugalii i Hiszpani pracuje dla Jaguar Land Rover i bardzo sobie chwala. Niektorzy masakra nie rozumie co do mnie po angielsku mowia, no ale sa dobrymi fachowcami pewnie.

79277 Można znaleźć pracę bez "papierka" - ja znalazłem :) Poszedłem na rozmowę, pogadałem z kierownikiem o komputerach, o swoich "przygodach" z nimi, jak się wdawałem w szczegóły, to facet czasem nie rozumiał o czym mówię - sam nie miał takiego doświadczenia i nie robił takich rzeczy. Zrobiłem na nim wrażenie - powiedział, że właśnie kogoś takiego potrzebuje - pasjonata :) Od dziecka ciągnęło mnie do wszelkiej elektroniki - po prostu to "czułem". Wcześniej pracowałem w różnych miejscach: marketing sieciowy, kiosk Ruchu, hurtownia jedna, druga, trzecia, bank jak zrobiłem licencjata z Finansów i Bankowości na SGH. Wcześniej próbowałem się dostać na informatykę na Wydziale Elektronicznym Politechniki, ale dostałem za mało punktów na egzaminach (było dużo chętnych, więc podnieśli poprzeczkę) i zaproponowali mi Inżynierię Chemiczną. Poszedłem :) Zetknąłem się tam z rysunkiem technicznym - był "śmieszny". Stawiali jakieś żelastwo i trzeba było to narysować - rzuty, przekroje... Ludzie bardzo poważnie podchodzili do przedmiotu - mieli ołówki o różnej grubości, twardości... Ja miałem jeden zwykły ołówek :) Wszystkie linie nim rysowałem - kwestia tylko, jak go zatemperowałem, pod jakim kątem i jak mocno go przycisnąłem :) Za każdy rysunek można było dostać maksymalnie ileś tam punktów - ja dostawałem w okolicach maksa :) Dość szybko zebrałem punkty, które starczały na trójkę i przestałem chodzić na te zajęcia :) Ci, którym gorzej wychodziło lub byli bardziej ambitni, do końca zbierali punkciki. Po pół roku ta cała Inżynieria Chemiczna przestała mi się podobać, bo przyszła sesja :) Dałem sobie spokój :) Poszedłem na SGH i zrobiłem licencjata. Po latach poszedłem na magistra gdzie indziej, ale okazało się, że ekonomia przestała mi się podobać :) Jak w Polsce będzie można wreszcie zrobić magistra z psychotroniki, to się jeszcze zastanowię nad "zbieraniem papierków" :) Wiesz 79277 - warto mieć "jakikolwiek papierek", bo tak się dziwnie składa, że niektórzy pracodawcy zwracają uwagę na ogólny poziom "papierka", jaki im pokazujesz :) Po prostu nie chce im się wdawać w rozmowy, w szczegóły - papierek ułatwia im określenie z kim mają do czynienia, a jak go nie masz, to myślą, że do niczego się nie nadajesz i nawet nie chcą gadać. Zależy na kogo trafisz - są też tacy, których g... obchodzi papier, tylko od razu się pytają, co potrafisz, bo mieli już do czynienia z takimi, którzy mieli ładne papiery, ale do konkretnej pracy się nie nadawali. Jak masz serce do czegoś i dobrze to robisz, to pracę znajdziesz, ale musisz trafić do miejsca, gdzie takich szukają. Ja lubię obcować z komputerami, normalnie je kocham :) a tu, gdzie mieszkam, jest wokół mnóstwo komputerów - "wszyscy" z nich korzystają i z mojej pomocy też :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Uff... Ale dawno mnie tu nie było :) Pozdrawiam wszystkich 79 to samo teraz przeżywa moja siostra odnośnie poszukiwań pracy. Była juz na 13 rozmowach i nic z tego nie wychodziło, wczoraj była nasty raz na zaliczeniu prawa jazdy i też nic z tego. Jej mała ma teraz roczek, siostra znowu ma depresje bo ma rok luki w papierach, bo sobie myślała kiedyś że jak już zrobi studia mgr. też profil FINANSE I BANKOWOŚĆ to się będą o nią pracodawcy bić że będzie rozchwytywana. I teraz nie potrafi tego przegryść i zrzuca wszystko na zły los, na ludzi "bo ktoś się za to modli". A moim zdaniem sama w siebie nie wierzy bo robi z siebie nieudacznika. Każdy ma swoją ciemną stronę, autokrytyka jest wskazana to nas czegoś uczy ale żeby znowu nie działała jak autodestrukcja. Skąd jesteś 79 w ogóle z jakiego miasta. Ja co nie słyszę od pracowników czy pracodawców to nie ma kto pracować, nie ma pracowników czy to u mnie w firmie czy to w innych (np. monterzy szaf sterowniczych) nawet znajomy prowadzi swoją firmę budowlaną mówi że ludzie nonstop od niego odchodzą a źle nie płaci. Więc jest różnie... ;)

http://www.youtube.com/watch?v=jgccju5O3xM Po rosyjsku ciekawostki z życia Bruca Lee legendy kung fu

nicze:
Po rosyjsku
A po ludzku nie było? Albo chociaż z napisami...
Ocelot:
Skąd jesteś 79 w ogóle z jakiego miasta
A dlaczego Cię to interesuje?
Ocelot:
znajomy prowadzi swoją firmę budowlaną mówi że ludzie nonstop od niego odchodzą a źle nie płaci
Co to znaczy: "źle nie płaci"? Fałszywkami nie płaci, czy jak? Bo wiesz- dużo w budowlanych firmach zdrowia straciłem. Np czekając na kasę Bo po dwóch miesiącach gość powiedział, że robota jeszcze nie jest skończona, a on "zaliczek" nie będzie wypłacał... Masz rację:
Ocelot:
Więc jest różnie...
Ocelot:
Ja co nie słyszę od pracowników czy pracodawców to nie ma kto pracować
Widzisz. Wiem o tym- wystarczy włączyć stronę PUP Przeglądam regularnie i widzę, że piąty, czy szósty raz ten sam pracodawca szuka na to samo stanowisko... Ale zdziwiłbyś się. Bo kiedyś mnie to zaintrygowało i podzwoniłem z różnych telefonów (dla sprawdzenia swojej pewnej teorii), podając się za różne osoby... Żebyś ty słyszał jakie pierdolenie słyszałem za każdym razem od jednej i tej samej osoby... Pracodawcy, żeby złapać kogoś "na chwilę" bardziej ściemniają niż kandydaci do pracy... Trzy razy widziałem ogłoszenie jednego "przedsiębiorcy" i trzykrotnie przez telefon usłyszałem (rekrutacja przez telefon, bo on jest zbyt zajęty na spotkanie ze zwykłym robolem), że nie zamierza płacić tyle co podał w urzędzie pracy. Tak podał, bo to lepiej wygląda". No debil jakiś! I przez telefon mi to mówi...
Ocelot:
I teraz nie potrafi tego przegryść i zrzuca wszystko na zły los, na ludzi "bo ktoś się za to modli". A moim zdaniem sama w siebie nie wierzy bo robi z siebie nieudacznika.
Hej hej... Nie martwcie się tak :) Myślę, że jestem twardszy niż sobie myślicie :) Od chwilowego dołka do załamki daleko. Poza tym nie pisałem tego, żeby się pożalić. Napisałem prawdę, nie moje "aktualne odczucia" :)
wendol:
Coś mi się wydaje, że prawdziwego rysunku technicznego nie tylko nie robiłeś, lecz nigdy takowego nie widziałeś :) Widziałem różne bazgroły, które nazywano RT i wiem co mówię... Między inny mi na rozmowach kwalifikacyjnych jak mnie testowano (znam się też na bazgrołach pseudo RT). A ostatnio w firmie... montującej szafy sterowniczej...
Ocelot:
monterzy szaf sterowniczych
Robota prosta jak pierdolenie i udowodniłem im to na każdym froncie... A mimo to zadzwonili z odmową. Za tydzień znowu znalazłem ich ogłoszenie w PUP. Ze mną jest pewnie coś nie tak... :) Pzdr wszystkich :)

79277:
Robota prosta jak pierdolenie
Zależy, jak się do czego podchodzi :) Można coś robić jak rzemieślnik, albo jak artysta :) Do rysunku technicznego brak mi polotu - robiłem to "na odwal", ale skutecznie :) Oczywiście co innego szkoła, a co innego zastosowania zawodowe - nieco inne kryteria :) Pierdolenie dla samego pierdolenia, to tylko pierdolenie, ale kochanie to już co innego :) Jak się do jakiejś działalności podchodzi z miłością, to wyniki są dużo lepsze :) A jak ktoś coś robi tylko dla pieniędzy, bo akurat taką, a nie inną pracę znalazł, to nie będzie się do tego za bardzo przykładał - odwali robotę i tyle - nic więcej.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
I właśnie dlatego napisałem "prosta jak pierdolenie". Bo raczej bym jej nie pokochał... Wierz mi- właśnie jestem pod tym względem artystą :) Ale nie można być artystą wykonując codziennie te same czynności jak automat. Wyłączyć myślenie, założyć pampersa na dupę i... robić. Można tak, bo nic w tym skomplikowanego, ale pokochać- raczej tego bym nie pokochał. Stąd moje stwierdzenie, że to robota prosta jak... Może dość tych wulgaryzmów. Tak naprawdę sam ich nie lubię, choć zdarzają mi się jak emocje wezmą górę) :) Co do rysunku... Pisałem o "dziełach" tworzonych tuszem, nie ołówkiem. Gdzie osoba sprawdzająca to mierzyła wręcz grubość lini i zachowanie WSZELKICH zasad rysunkowych. Pedantyzm wręcz. I trochę tego pedantyzmu we mnie wsiąkło. Nie zadowoli mnie byle co... Chociaż w pracy bardzo często wystarczy "byle jaki" szkic, żeby prawidłowo wg niego wykonać robotę. Ale jakoś to mnie razi, bo takie rysunki zaprzeczają wszystkiemu, co mi wpajano... Pamiętam jak dwóm gostkom kreśliłem planszę na pracę dyplomową. Niby prościzna- na formacie A1 (lub A2 - nie pamiętam już, ale duże to było) kreśliłem tuszem "mechanizm różnicowy". Przekrój przez mechanizm "wyjęty z konkretnego pojazdu" (wiesz- te wszystkie ewolwenty na zębach kilku kół zębatych... Facet, niby promotor, nie pozwolił na "uproszczenia rysunkowe"- chciał mieć wymalowane wszystko tak, jakby to fota była. Wszystkie zęby kół itp. A wg zasad to nie jest konieczne), obok schemat kinematyczny i kilka opisów pismem technicznym... I na tym poległem :) Noc... Rysunek skończony... Zostały tylko napisy... Piszę na górze: "MECHANIZM RÓŻNICOWY". Arkusz dużu, więc nie dostanę przez całą tą kartkę. Piszę więc "do góry nogami". Oczywiście napis b.duży i trzeba zachować proporcje liter: wysokość, szerokość, grubość linii. Były to więc dla mnie nie tyle litery, co dość złożone figury geometryczne, które trzeba było też "wypełnić" czarnym tuszem w środku (tworząc w ten sposób odpowiednio grubą linię). "Malowałem" to trzykrotnie... Omal się wtedy nie załamałem jak (przy skończonym niemal rysunku) dwukrotnie napisałem w tym głównym napisie literę E odwrotnie. Miałem to do góry nogami i zmęczenie już brało górę. A ja wciąż waliłem literkę E jakby w lustrzanym odbiciu :). Przy ostatnim, trzecim tworze (trzecia zarwana noc pod rząd) moja siostra siedziała przy mnie i mnie pilnowała przy tej literce E... Prosiłem ją o to... Wywiązała się :) Aha- za to dzieło nie zapłacono mi do tej pory. Musiałem im to oddać bo termin (dałem im na kredyt, bo bez tego i tak nic bym nie dostał). Kiedyś sobie wszystko "mniej więcej" podliczyłem. Niezapłacone rysunki, projekty. Remonty zrobione u rodziny i znajomych "po znajomości", różne inne- nie sposób o wszystkim pisać. Kupiłbym teraz mieszkanie za to. Sam remont (wszyściutko) mieszkania mojego szwagra powinien mi dostarczyć wynagrodzenie ok 20 000PLN. Nie wziąłem ani grosza. Jeszcze do tego poszedł mój gaz do lutowania instalacji wod- co, cyna, kilka narzędzi mi się wyeksploatowało i musiałem je sobie odkupić. Jedzenie "na mieście"... Brrrrr.... Nie dość, że nie zarobiłem, to jeszcze wydałem na to z własnej kieszeni... Teraz jestem jego wielkim wrogiem, bo odmówiłem mu w jednej sprawie... Nie wierzę ludziom. Życie mnie tego nauczyło. Nie mam przyjaciół, bo ich nie chcę. Tzw przyjaciele prędzej czy później robili ze mnie jelenia. Jak ktoś się ze mną zaprzyjaźnić chce- już podejżewam, że chce mnie "zjelenić". Wykorzystać... Wiesz Wendolu? Kocham kilka rzeczy. Robić. I o nich nie napisałbym- proste jak pierdolenie, bo mimo, że to dla mnie łatwe, to jednak sprawia mi przyjemność przy okazji. I mogę w to włożyć siebie. To kocham. Ale "robota przy taśmie" jest właśnie "PROSTA JAK PIERDOLENIE" i nie darzę jej żadnymi "uczuciami". To czynności automatyczne, bezmyślne wg byle jak stworzonych rysunków, schematów itp. Mógłbym być dobrym rzemieślnikiem, wkładającym duszę w swoje wyroby, ale urodziłem się o 100 lat za późno.. Pozdrawiam

Tam gdzie zaczynają się pieniądze tam zazwyczaj zaczynają się problemy. Czasem lepiej coś oddawać w naturze. Przy pieniądzach zawsze są jakieś podatki. Niby dajemy tyle a kosztowało nas to sporo więcej. I jesteśmy coś trochę do tyłu. Relacje w dawaniu są zakłócone. Dotyczy to szczególnie zachodu. Na wschodzie obdarowujący się cieszył że dawał ale Watykan czuwa i pilnuje aby dawanie było cnotą pilnuje żeby nie było z czego dawać i było bólem. Bogu możesz dać bo kiedyś spotka Cię za to nagroda a jak masz dać bliźniemu to się zastanów jak jest to trudne a jak byś jeszcze tak podatek wziął pod uwagę. Jak widzą pomoc charytatywna i widzę podatek na system. Obłuda Pozdrawiam

A teraz Wam napiszę kilka słów na temat osób "wykształconych", z jakimi mam częste kontakty... W ubiegłą niedzielę zorganizowaliśmy imprezkę urodzinową mojej córci. ! sierpnia skończyła 3 latka. Przyjechało kilka osób, w tym mój siostrzeniec (5 lat) i siostrzenica (od drugiej siostry- 6 lat). Bawiłem się z nimi przednio :) W końcu to impreza dla dzieci. Napełniłem niewielki basenik wodą, było chlapanie, były zabawy, bieganie, gra w kręgle w piłkę i niezły śmigus dyngus jak wieczorem zacząłem przy pomocy konewki opróżniać zawartość baseniku, wylewając jego zawartość na te dzieciaki :) Niespodziewanie przyjechał wtedy ktoś jeszcze. Pan prezes pewnej sporej polskiej firmy, wraz z mamą, żoną, córką i psem... To rodzina mojej żony. Ten prezes był nawet "starostą" na moim weselu kiedyś tam ;) Biegając za tą dzieciarnią- niechcący podsłuchałem rozmowę prezesa z moim szwagrem (inżynier pełną gębą, podobnie jak "prezes"). Prezes ze mną nie rozmawia na podobne tematy, bo ja jestem tylko robolem i gówno wiem. Próbowali ustalić jaki wymiar w milimetrach będzie miało wiertło 1/8 cala... Jakiś gdzieś tam mieli problem i nie mogli dojść do ładu, bo dlaczego im zlecono wykonanie czegoś tam "w mierze anglosaskiej". Oburzające! No i nie wiedzieli jak to zamienić... Łapiecie to? Taka sprawa "prosta jak pierrrrrrr...enie", a tu dwóch inżynierów zarzyna sobie mózgi. Przebiegając krzyknąłem pytająco: "co? cali na milimetry nie umiecie zamienić? Wstyd!" Wypowiedź miałą ton żartu- pobiegłem zaraz za córcią bo dawno nie była polana wodą i zaczęła schnąć już :) A tam zaczęła się debata jaki to ja jestem bezczelny i ich obraziłem... Usłyszałem i podszedłem z już troszkę napiętym zwieraczem i mówię prezesowi, oraz inżynierowi nr 2: "cal ma 25,4 milimetra, jak was interesuje 1/8 cala, to podzielcie sobie 25,4 przez 8 i po sprawie. Wyjdzie Wam pewnie coś powyżej 3mm. Ale żeby być ścisłym wyjąłem telefon, włączyłem kalkulator i podałem im wynik: 3,175mm... Dodałem : Wy to macie problemy... Pobiegłem za dzieciakami, bo okazało się że siostrzeniec jest zbyt suchy :) Ale ale- okazało się, że teraz obraziłem ich na całego...!!!!!!!! Biegnę cobie za tą moją słodką zgrają, bo mam pełną konewkę :) i w pewnym momencie pośliznąłem się i wjechałem na dupie pod stół biesiadny :))) Większość miała radochę, ale tu wkroczyła "prezesowa" i pyta mnie: "ile Ty masz lat, że się tak wygłupiasz?". Odpowiedź mogła być tylko jedna0- "36. I nie wygłupiam się, tylko bawię się z dziećmi, bo to impreza dla dzieci! Pewnie powinienem siedzieć teraz sztywno na krześle, jakbym miał kołek w dupie i popijając winko mówić ę ą???" I pobiegłem dalej za dzieciarnią... Trochę tego może nie przemyślałem, bo niespodziewani, ważni goście wynieśli się w ciągu 5 minut i pewnie nieprędko tu zaglądną :))) A ch.j im w łeb. Ale teściowa ma teraz do mnie żale, bo to byli "wpływowi i ważni ludzie". A ja na to: mam ich w dupie. No i mam wojnę w domu, bo "powinienem zadzwonić i ich przeprosić". A ja nie mam zamiaru. Tak wygląda polska "inteligencja"... Czasem cieszę się, że nie mam "dyplomów", bo jak miałoby mi tak odwalić jak tym wipom to wolałbym zdechnąć.... Pozdrawiam czytelników mojego bloga- jak się okazuje :)))

Aha- na koniec wszyscy pozostali goście zostali oblani przeze mnie i nikt się nie obraził (upał był jak cholera) :))) Moja matka w samym staniku i "szortach" do samochodu wsiadała jak odjeżdżali, bo nie miała się w co przebrać a kapało z niej i nie chciała pomoczyć siedzeń. Spoko- dałem jej ręcznik na drogę :) A dzieciaki podobno 2 dni to jeszcze wspominały, przeżywały... Pzdr

Wiecie? Cieszę się tak w głębi serca, że jest jak jest I nie zamierzam się zmieniać "Chociaż puste mam kieszenie no i forsy czasem brak ja już nigdy się nie zmienię zawsze będę żył już tak" Rysiu by zaje... Szkoda, że tak marnie skończył http://http://www.youtube.com/watch?v=M7WTl17akGc

powyższe nie wchodzi to może wejdzie http://www.youtube.com/watch?v=M7WTl17akGc Ja uruchomiłem swoją maszynkę nie daje długiej iskry niestety ale prądowo jest efektywniejsza jest od czasu do czasu niezła miotełka działa trochę kapryśnie ale popracujemy nad nią dotykanie jej na końcu wyjściu przewodu rozładowuje ją i wszystko potem zależy jak "wstanie" Mniej kopie to pozytywny efekt jest stan miotełki czyli wyładowanie jest ciągłe tak z pięciu centymetrów i jak zbliżyć na bardzo blisko centymetr to dopiero przeskakują pojedyncze iskry i lekko kopią. pozdrawiam

Właściwie trudno powiedzieć jaka jest długość iskry bo miotełka tworzy się wokół i to tak jak wszystko jest z daleka wystawione do góry jest miotełka ale zbliżając do drugiego końca, drugiego bieguna maszyny to pojedyncze iskry przeskakują tak jak wcześniej przy dwu trzech centymetrach. jak zewrzeć to zamiera znaczy się rozładowuje całkowicie Średnice tarcz 30 cm, tarcze cienkie przy grubych nie chciało się wzbudzać. Jest "kapryśne" i te kaprysy trzeba poznać.

79277 Nie zrobiłeś nic, co mogłoby normalnego człowieka obrazić. Już kiedyś wspominałeś o tych ludziach - widzę, że na każdym kroku mają takie problemy. To wyjątkowo zakompleksione typy, w dodatku sztywne i chorobliwie poważne - nie chciałbym mieć z takimi do czynienia. Z Tobą zaś jak najbardziej - i nie wykorzystałbym Cię do pracy :) I wiesz co? Mógłbyś zostać pisarzem - masz lekkie pióro :) Pozdrawiam :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
Już kiedyś wspominałeś o tych ludziach - widzę, że na każdym kroku mają takie problemy. To wyjątkowo zakompleksione typy, w dodatku sztywne i chorobliwie poważne - nie chciałbym mieć z takimi do czynienia
Tak- myślę podobnie i faktycznie nie chcę mieć z nimi do czynienia. Nie chce mi się z nimi gadać. Zwykle jak wpadają to wybywam z domu lub udaję, że śpię. Moje częste bóle głowy są już słynne i to pomaga w wymigiwaniu się od podobnych spotkań :)
wendol:
i nie wykorzystałbym Cię do pracy :)
wiem. Nikt mnie teraz nie chce do pracy. Czasem się z tego cieszę... :)
wendol:
Mógłbyś zostać pisarzem
Chyba nie bardzo...
wendol:
masz lekkie pióro
chyba nie bardzo... Piszę jak mnie coś poruszy. Wkurzy, zaimponuje, zachwyci, rozzłości... Mam kilka historii, które mógłbym spisać. Ale pisarz ze mnie marny, więc się nie da :) Ale dzięki za komplement- już wcześniej ktoś mi to napisał. Moja Minetka73 chyba... Pozdrawiam Was...

Dla Ciebie 79 People are afraid, very much afraid of those who know themselves. They have a certain power, a certain aura and a certain magnetism, a charisma that can take out alive, young people from the traditional imprisonment.... The enlightened man cannot be enslaved - that is the difficulty - and he cannot be imprisoned.... Every genius who has known something of the inner is bound to be a little difficult to be absorbed; he is going to be an upsetting force. The masses don't want to be disturbed, even though they may be in misery; they are in misery, but they are accustomed to the misery. And anybody who is not miserable looks like a stranger. The enlightened man is the greatest stranger in the world; he does not seem to belong to anybody. No organization confines him, no community, no society, no nation. OSHO Pozdrawiam ;)

A wiecie, że OSHO nie napisał żadnej książki? Jest sporo "jego" książek na rynku, ale ich nie napisał :) Sporo opowiadał, tłumaczył ludziom podczas różnych spotkań, wykładów... Ci, co go słuchali, spisywali jego teksty i tak powstały książki "jego autorstwa" :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.