| wendol: |
| pomyslowy-brytyjczyk-na-czas-remontu-drogi-zrobil-wlasna-skracajac-objazd-z-20-km-do-365-metrow |
| yohanna22: |
| kazdy pomysl dobry, a jak sie jeszcze ma 150 patykow w kieszeni to super ;) |
właśnie...
I jeszcze jak się odpowiednio wcześniej wie o tym remoncie drogi. U nas to różnie bywa... Musiał mieć cynk wcześniej, bo przecież wybudowanie w konkretnym miejscu prywatnej drogi musi trwać.
Jeszcze jeden argument- dlaczego u nas się to nie przyjmie: Polak Polakowi wilkiem jest. Wielu by to sabotowało. W artykule pisze, że facet "wynajął" pole. Nie wiem jak na wyspach, ale u nas facet musiałby jeszcze zapłacić później za rozbiórkę tej drogi- za przywrócenie wynajmowanego pola do stanu poprzedniego. I jak poznałem wielu Polaków "biznesmenów" (nic nie robić, ale zarobić), to ten, który jest właścicielem tego pola zgarnąłby w końcu niezłe odszkodowanie za "zniszczenie" tej ziemi... Dotąd by walczył w sądach, aż by "pomysłowemu brytyjczykowi" odebrał cały zarobek :) lol
...Jeśli wcześniej nie wykończyłyby go podatki i wieczne "inspekcje" nadstawiające kieszeń za "święty spokój". Taki jest los "naszych" przedsiębiorców...
Potem wsadziliby go do mamra za zaniedbanie jakiegoś przepisu.
Tak to jest- u nas każdy chce kawałek tortu, twierdząc, że mu się należy...
| yohanna22: |
| jak mialam 18 lat to dorabialam w wakacje malowalam ludzia okna ;) |
Hmmm... Ja chyba jestem dziwniejszy...
Robiłem w szkole projekty dla "kolegów" z klasy. Przeciągacze do otworów, noże tokarskie, frezy, wiertła itp itd. To były "ćwiczenia konstrukcyjne", "technologia", "maszynoznastwo", "części maszyn", "rysunek techniczny", "obliczenia wytrzymałościowe". Wszyscy bali się rysowania tuszem- nie projektowało się wtedy na komputerach wciskając później klawisz "print".
Nie miałem sprzętu do tego kreślenia i nie było mnie na to stać, więc rysowałem też dla klas ze szkoły geodezyjnej (czytając wcześniej ich podręczniki, żeby się nauczyć o co tam chodzi), w zamian za wypożyczenie sprzętu kreślarskiego. Rozwinąłem później działalność na wszystkie najstarsze klasy z mojej szkoły (mechanik), dwie klasy geodezyjne i trzy z budowlanki (tam też musiałem sobie troszkę przyswoić materiału zanim zacząłem działać). Omal w czwartej klasie technikum sam nie zawaliłem szkoły, bo przez niemal cały rok szkolny nie wykonałem żadnego rysunku/projektu dla siebie. Dobrze, że nauczyciele świetnie wiedzieli, że te wszystkie prace moich kolegów to moje dzieło i dali mi "taryfę ulgową". Na mój temat była wszczęta specjalna konferencja w szkole :)
Każdy z tych nauczycieli dał mi tematy z całego roku i dali mi.... tydzień na nadrobienie strat. Zarwałem 4 noce pod rząd (nie odwiedzając w ogóle murów szkoły) i żywiąc się niemal wyłącznie kawą. Po 5 dniach oddałem do oceny 5 książek pisanych i rysowanych ręcznie (na półrocze z każdego przedmiotu miałem 1 a na koniec 5) i mogłem wrócić do swojej działalności- wszak zostało mi tylko 3 miesiące na zarobek...
Sęk w tym, że nie zarobiłem... Większość moich klientów była niewypłacalna, lub zwyczajnie mnie olewali... Niewielu było uczciwych. Myślę że 90 procent moich prac nie zostało wynagrodzonych, a stworzyłem ich mnóstwo... Miałem do wyboru: albo im zaufać i liczyć na to, że faktycznie zapłacą później, albo całkowicie zmarnować swoją pracę i nie oddać im projektów (wtedy dostaliby "pałę" i nowy temat na poprawkę, więc nowa robota dla mnie). A trzeba było przynajmniej zaliczkę brać...
Do pełni szczęścia zabrakło mi dobrego "menadżera", który zadbałby o wypłacalność i o reklamę :)
Dziś Ci (niemal wszyscy), których "obsługiwałem" są inżynierami, magistrami... Ja chciałem tylko zarobić na studia, na które mnie nie było stać. Jestem robotnikiem budowlanym, ślusarzem, muruję, szpachluję, maluję, układam parkiety, glazurę, re-gipsy, instalacje elektryczne, wod-kan-gaz-co, naprawiam sprzęt elektroniczny, montuję instalacje lpg w autach, montuję klimatyzatory, naprawiam pralki lodówki, robię za szofera, naprawiam dachy, montuję docieplenia budynków... Teraz jestem z córką w domu. Bawimy się klockami. I wciąż słyszę od otoczenia, że "baba na mnie robi". Bo ja przecież nie pracuję, tylko moja żona. Ja rzuciłem pracę, bo moja żona zarabiała więcej, a nie było z kim córy zostawić (mamy z nią różne problemy i zwykła niania odpada).
Aha. Jeszcze samoloty składałem i te nasze słynne "blekhołki"... Po dwóch latach pracy tam mam na koncie przeszkolonych przeze mnie 20-30 nowych pracowników. Robiłęm tam rzeczy jakich nie chcieli się podjąć pracownicy z 30-letnim stażem w przemyśle lotniczym, bo nie umieją tak naprawdę przeczytać prostego rysunku technicznego...
Eeeeech... Ale się pożaliłem... A wszystko przez to, że teraz mnie nigdzie nie chcą zatrudnić, bo nie mam odpowiednich kwalifikacji. Bo od trzech lat bawię się z dzieckiem w domu (w tym czasie wieczorkami zrobiłem kapitalny remont trzech domów, plus tego, w którym mieszkam. Wraz z termoizolacją, przydomowymi oczyszczalniami ścieków kopanymi łopatą, a nie koparką, wszelakimi instalacjami i wyposażeniem. SAMODZIELNIE. SAM.)
Yohanna. I kto jest najbardziej "dziwny" na tym forum?
Pozdrawiam