Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Coś co chcecie pokazać
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307

Witam wszystkich. Otóż pomyślałem sobie, że można by założyć temat specjalnie przeznaczony na...właśnie, co? Wszystko czym chcielibyście się pochwalić, pokazać innym, lub rozreklamować. Można tu wrzucać linki, filmiki, muzykę, obrazki itp. Czym to się różni od innych tematów? Niczym. Ale żeby nie doprowadzać do sytuacji offtopikowania, przerywania dyskusji, wszystko, co chcecie można tu wrzucić. Co o tym myślicie? Jeżeli, pomysł Wam nie odpowiada, nie piszcie, temat odejdzie w zapomnienie. Czyńmy dobro! ]:

http://www.youtube.com/watch?v=TInvq4QnC58 Wałęsa w związku z "rzekomą" współpracą z SB nadal bierze pieniądze Stanisław Michalkiewicz felieton na tematy różne

http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=2698

Jak coś poważnego o UFO, to raczej powinno się znaleźć w wątku o UFO. A teraz coś niepoważnego - to znaczy "wariacja na temat" :) http://www.gram.pl/sklep/pc/the-bureau-xcom-declassified Ale cel gry wcale tak oderwany od rzeczywistości nie jest :) "Celem misji jest zlikwidowanie dowodów na istnienie pozaziemskiej cywilizacji i zadbanie o to, by informacje o obcych nie przedostały się do opinii publicznej." :))

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.wprost.pl/ar/415134/Protesty-w-amerykanskich-miastach-Obama-Al-Kaida/

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/16984/telefony-komorkowe-jednak-szkodza-zdrowiu

Niewidzialny wierzowiec W Seulu powstaje pierwszy na świecie "niewidzialny" wieżowiec W Seulu rozpoczyna się budowa wieżowca Tower Infinity, który ma być pierwszym "niewidzialnym" budynkiem. Dzięki zastosowaniu oświetlenia LED-owego i kamer zostanie stworzona powłoka refleksyjna wokół budynku, która spowoduje, że 450-metrowa struktura ze szkła będzie praktycznie niewidoczna. (dailymail.co.uk/Onet;jmr) http://wiadomosci.onet.pl/swiat/w-seulu-powstaje-pierwszy-na-swiecie-niewidzialny-wiezowiec/c7jqf Co do tego moga miec kamery ???

To dziwne Wrona, że jeśli chodzi o HAARP, tak dobrze "kombinujesz" (konfabulujesz), a prostych i oczywistych rzeczy nie rozumiesz. Były już lata temu materiały o "czapkach niewidkach" - tzn. o ubraniach sprawiających, że człowiek staje się "niewidzialny". Wszystko to działa na tej samej zasadzie - mamy ubranie, czy budynek, który jest swego rodzaju ekranem, który pokazuje obraz otoczenia. Co do tego mają kamery? - One rejestrują w czasie rzeczywistym ten obraz otoczenia (np. to, co jest za obiektem), który jest następnie wyświetlany na obiekcie, który chcemy "ukryć". Normalnie maskowanie "idealne" :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.wykop.pl/link/1645763/phonebloks-niesamowity-koncept-telefonu/?utm_source=link_1645763&utm_medium=newsletter_2013-09-11&utm_campaign=Newsletter_Wykop

Bardzo ekologiczne i ekonomiczne rozwiązanie - jestem za :) I nie przeszkadza mi, że mój telefon będzie tak samo wyglądał, jak inne :) Za aparat w telefonie dziękuję, ale za to wybiorę sobie większą baterię :) I tą drogą powinna ogólnie pójść nasza cywilizacja odnośnie też innych produktów - unifikacja "klocków" :) Genialne :) Tylko ja poproszę niebieskie klocki, bo bardzo lubię ten kolor :) Będzie konkurencja, kto robi lepsze klocki - klocek wyświetlacz, klocek procesor, klocek pamięć, klocek akumulator... Czyli coś jak PC-et, tylko że kompa nie każdy potrafi sam sobie złożyć, a na klockach znają się nawet (zwłaszcza) dzieci :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Myślę że można sobie przypomnieć o tym blogu http://riese-inne.blogspot.com/ O Darku Kwietniu też można sobie przypomnieć ale wiecie gdzie patrzeć

http://ocdn.eu/images/pulscms/ZGE7MDMsMmU0LDAsMSwx/41d4a1701f4733d189997995349854ea.jpg

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://ocdn.eu/images/pulscms/Y2Q7MDMsMmU0LDAsMSwx/bca4815598176f5e2fa52eb736418a6b.jpg

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Dron jak satelita Zabijanie przez komputer - drony Spowiedź operatora dronów. "Mój oddział zabił 1,6 tys. ludzi. Prawdziwych. Choć nikt z nas nie ruszył się sprzed komputera" Był jednym z pierwszych wynajętych do testowania nowej broni. Przemierzał niebo nad Afganistanem, nie ruszając się z fotela. Baza Sił Powietrznych USA na pustyni Nevada. W jednym z hangarów stoi wielka metalowa skrzynia. W środku dwa fotele, zapach potu i papierosowego dymu. No i mrok rozświetlony przez kilkanaście monitorów. A na ekranach brązowe ścierniska i skaliste podnóża Hindukuszu we wschodnim Afganistanie. Brandon Bryant powiększa obraz z kamery i obserwuje trzech mężczyzn, którzy idą polną drogą. Widzi dokładnie ich długie koszule i workowate spodnie. Nie zna imion. Wie tylko, że to podejrzani rebelianci. Powiedziano mu, że będą uzbrojeni, ale on widzi tylko pasterskie kije. Mimo to dyrektywa z góry mówi: potwierdzono broń. Bryant przełącza widok na ostry kontrast podczerwieni. Ciepłe ciała ludzi świecą czerwienią wyraźnie odróżniającą ich od barwy chłodnej ziemi. Wiązką lasera oznacza dwóch mężczyzn, którzy idą jako pierwsi. "Trzy... dwa... jeden... pociski na torze". Na zupełnie innym kontynencie dwie rakiety Hellfire odrywają się od drona, by w kilka sekund przekroczyć prędkość dźwięku. W miejscu gdzie byli mężczyźni, na ekranie widać biały błysk. "Gdy dym opadł, zobaczyłem kawałki ciał dwóch mężczyzn rozrzucone wokół krateru. I trzeciego faceta, z nogą urwaną powyżej kolana. Rzucał się na ziemi, z uda tryskała mu krew. W podczerwieni widziałem, jaka jest gorąca. Na ziemi szybko stygła, ale minęło sporo czasu, zanim ten mężczyzna się wykrwawił. Patrzyłem, jak powoli nabiera koloru ziemi. Ten obraz wżarł mi się w pamięć" - mówi Brandon Bryant dziennikarzowi amerykańskiego miesięcznika "GQ". "Bryant jest jednym z kilkorga ludzi, którzy zgodzili się opowiedzieć o utrzymywanym w dużej mierze w tajemnicy programie samolotów bezzałogowych USA. Jest niczym opadająca kurtyną, która odsłania, jak w naszym imieniu zabija się tysiące ludzi. Jest przerażająco ludzką, XXI-wieczną maszyną do zabijania. I obiektem eksperymentu, który miał zbadać nowy sposób prowadzenia wojny. Opowieść o sześciu latach w armii była dla niego czymś w rodzaju spowiedzi, która przynosi oczyszczenie" - pisze "GQ". "Spowiedź wojownika dronów" ukazała się pod koniec października. Miałem być pomocnikiem Bonda. Zostałem oczami "Predatora" Postawny mężczyzna z gładko ogoloną głową jest starszym kapralem Sił Powietrznych USA. Był operatorem bezzałogowych MQ-1B predatorów, które USA wysyłają na niebo Iraku i Afganistanu. A mężczyźni z afgańskiej drogi byli pierwszymi ludźmi, do których strzelał. Zabił ich w 2007 roku, miał wtedy 21 lat. Bryant w metalowej skrzyni był oczami "Predatora". Odpowiadał za pracę kamer i laserowego celownika. Obok zawsze siedział pilot, który sterował maszyną. Siedzieli w mroku, bo tak łatwiej się skupić na pilotowaniu maszyny. Obaj ubrani w zielone lotnicze kombinezony zaprojektowane tak, aby nawet w czasach dronów podtrzymać tradycje Sił Powietrznych USA. Odpalenie hellfire'ów było ich wspólnym dziełem. Bryant oznaczył cel, a pilot ciągnął za spust. Bryant mówi, że operatorem dronów został właściwie przez przypadek. Chciał iść na uniwersytet, ale nie stać go było na czesne. W 2005 roku razem z kolegą zawędrowali do biura rekrutacji Sił Powietrznych USA. Kolega miał złe przeczucia i w ostatniej chwili uciekł. A Bryant podpisał papiery i pojechał na testy kompetencji. Osiągnął wysokie wyniki i został skierowany do wywiadu, aby szkolić się na analityka obrazu. "Mówili mi, że będę jak ci kolesie, którzy podrzucają Jamesowi Bondowi informacje, aby mógł ukończyć misję" - wspomina. Trafił do programu "Drone" i przez 10 tygodni razem z innymi kadetami uczył się pilotować bezzałogowe samoloty. Latali nad pustynią i odpalali nieuzbrojone hellfire'y w stronę atrapy miasteczka. "Wypełnione betonem pociski trafiały w opuszczone czołgi i wraki samochodów. To było jak gra. Inspektor treningu patrzył nam przez ramię i mówił: - Boom. Zabiłeś wszystkich" - opowiada. Oko Saurona zawsze oznacza problemy Ale po kilku miesiącach "poszedł" na prawdziwą wojnę. Latał nad Irakiem i Afganistanem, choć nie ruszył się z Nevady. Pierwsza misja. Dron Bryanta startował z bazy 50 mil od Bagdadu. Miał być "aniołem stróżem" konwoju humvee. Amerykanin z wysokości 3 km skanował drogę w podczerwieni. Było spokojnie, aż dostrzegł lekko świecący krąg. To mogła być mina pułapka. Bojownicy często układają je pod nawierzchnią drogi, wcześniej roztapiając asfalt oponą polaną benzyną. Takie miejsce można wykryć w podczerwieni. Bryant - fan "Władcy pierścieni", nazywa je "Okiem Saurona". Operatorzy próbowali ostrzec konwój. Bezskutecznie, bo żołnierze aktywowali jammery. To urządzenia, które zakłócają fale radiowe i mają zapobiec zdalnemu odpaleniu bomby. "Gorączkowo pisaliśmy wiadomości na czacie, przez który komunikujemy się z przełożonymi. Mijały minuty, a konwój jechał dalej" - opowiada Bryant. Pierwszy humvee przejechał nad "Okiem Saurona". Nic się nie stało. "Już myślałem, że się pomyliłem, gdy bomba wybuchała pod drugim samochodem. W słuchawkach usłyszałem spanikowanego żołnierza: Co się, kurwa, stało?! - krzyczał. Widziałem spalonego humvee i ludzi starających się wyciągnąć żołnierzy. Dwóch zginęło. Trzech było ciężko rannych" - opowiada. "Do końca nocy siedziałem w fotelu zdrętwiały. A potem po prostu poszedłem do domu. Nikt z nami nie rozmawiał o tym, co się stało. Nikt nie pytał, jak się z tym czujemy. Była niepisana umowa, że nie gadamy o swoich doświadczeniach" - dodaje. Etyka robotów. Robot nie może krzywdzić ludzi Bryant opowiada, że pracował sześć dni tygodniowo na 12-godzinnych zmianach. A czasem dłużej, bo załadowany Predator może spędzić w powietrzu 18 godzin, a od operatorów wymaga się, by byli tak wytrzymali jak maszyny. Do tego częsta praca nocami i - jak przekonuje - cztery pierwsze lata bez urlopu. "Wzywano nas, jeśli gdzieś dochodziło do wymiany ognia. W ciągu kilku minut byliśmy na miejscu z naszym śmiercionośnym ładunkiem. Ale zazwyczaj robiliśmy coś innego, w kółko. Wpatrywaliśmy się w dachy, dziedzińce i drogi. Śledziliśmy ludzi po drugiej stronie świata. Jak piją herbatę z przyjaciółmi, bawią się z dziećmi. Raz ktoś na dachu kochał się z kobietą. Inny poszedł się załatwić na polu. W podczerwieni gówno świeciło na biało" - opowiada. Razem z pilotem szukali sposobów, aby zabić czas. Jedli fast foody, cerowali mundury, zmieniali się, aby uciąć sobie krótką drzemkę. Bryant do perfekcji opanował sztukę czytania i oglądania monitorów jednocześnie. Zerkał na ekrany co dwie minuty i wracał do wertowania kartek. Tak przeczytał "Grę Endera" Orsona Scotta Carda, o dzieciach, które myśląc, że grają w grę, biorą udział w prawdziwej wonie. Oraz "Zabawę w berka" Isaaca Asimova, gdzie opisano trzy prawa robotów. Pierwsze prawo mówi: Robot nie może skrzywdzić człowieka ani przez zaniechanie dopuścić, aby doznał krzywdy. Bryant rozważał, jak te prawa mają się do dronów. Sam podczas pierwszych dziewięciu miesięcy służby oddał pięć strzałów. Nie możemy strzelić do dziecka. To nie dziecko, to pies Drugi strzał był jeszcze trudniejszy niż pierwszy. Śledził wtedy wysoko postawionego bojownika - być może dowódcę talibów lub Al-Kaidy. Bryant nie wie, bo nie podawano mu szczegółów. Przez kilka godzin obserwował afgańskie gospodarstwo. Zgodnie z rozkazem oznaczył dom laserem, gdy jakaś postać przebiegła przez podwórze i wbiegła do budynku. "Wyglądała jak małe dziecko. Zamurowało mnie i zapytałem pilota, czy widział to samo. Skontaktowaliśmy się z obserwatorem wywiadu, który zawsze obserwował strzał. - To pies - odpisał obserwator". Bryant jest pewien, że to nie był pies. Już po odpaleniu rakiet razem z pilotem wielokrotnie odtwarzali nagranie z kamer. Jak mówi, gdyby spostrzegł postać wcześniej, mógłby skierować laser gdzie indziej. Nie dbał o to, czy zmarnuje wart 95 tys. dolarów pocisk. "Pilot był typem człowieka, który nie dyskutuje z poleceniami. A jeśli obserwator uznał, że nic się nie stało, to nic się nie stało. W raporcie napisał, że budynek został zniszczony, a wysoko postanowiony cel - wyeliminowany. Raport nie wspomina ani o psie, ani o jakiejkolwiek innej żywej istocie" - mówi kapral. Jak opowiada, na początku miał poczucie misji. Wierzył, że likwiduje "złych ludzi". Na własne oczy widział dowódcę Al-Kaidy, który wyciągnął z bagażnika dwie spętane dziewczyny, zastrzelił je na ruchliwej ulicy i odjechał. Gdy sam strzelał, musiał jeszcze przez kilka godzin obserwować, co dzieje się na miejscu strzału. Oglądał, jak ludzie gromadzą się wokół zabitych i zabierają ciała na cmentarz. "Na początku wydawało mi się, że drony ratują ludzi, ograniczając cierpienia wojny. Potem zobojętniałem. Czułem, jak przechodzę na tryb zombi" - dodaje. Miałem wrażenie, że jakiś głos mówi w mojej głowie W 2008 roku Bryant został przeniesiony do bazy w Nowym Meksyku. Przez trzy lata śledził stamtąd "cele wysokiej wartości". Jego eskadra ścigała m.in. Anwara al-Awlakiego - lidera Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego i jednego z najbardziej poszukiwanych terrorystów. Zginął w 2011 roku zabity przez drona CIA. Bryant twierdzi, to on razem z kolegami go namierzyli. "Jedziemy po najlepszych kolesiów - mówili nam, pokazując prezentacje. Wreszcie tłumaczyli, kim są ci ludzie i dlaczego ich ścigamy. Podobało mi się to, co robię. Po trzech latach działałem jak w transie. Spoglądałem na tablicę ze zdjęciami celów i mówiłem: - Który z was dzisiaj umrze, skurwysyny? Miałem wrażenie, że jakiś głos mówi w mojej głowie. Jakieś moje mroczne alter ego. Czułem, że muszę stamtąd uciec" - opowiada. Wiosną 2011 roku, po prawie sześciu latach latania dronem i 6 tys. wylatanych godzin, starszy kapral Bryant zwrócił 109 tys. dolarów premii, którą dostał za kontynuację służby, i odszedł z wojska. Gdy odchodził, dostał od przełożonych "kartę osiągnięć" swojego oddziału. "Taki dyplom ze statystykami: ilu wrogów zabiliśmy, ilu było ważnych. Zaczęło mnie mdlić na widok tych liczb" - opowiada. "Liczba wrogów zabitych w akcji: 1626". Bryant nie pociągał za spust we wszystkich przypadkach, nie zawsze to on brał na cel ofiary. Ale latał w większości misji. I czuje się odpowiedzialny za wszystkich zabitych. Po odejściu z wojska pił na umór "Po pierwszym strzale trudno mi było z kimkolwiek rozmawiać przez kilka tygodni. Nie miałem pojęcia, jakie to straszne uczucie kogoś zabić. Jeszcze gorsze było oglądanie, jak ten mężczyzna się wykrwawia. Wracałem do domu samochodem i płakałem" - wspomina. Inni operatorzy reagowali różnie. Jeden po powrocie do domu z miejsca wypił butelkę whiskey. Kobieta, która kierowała dronem, po swoim pierwszym strzale oświadczyła, że już nigdy więcej nie użyje broni, nawet pod groźbą sądu wojennego. Wielu męczyły koszmary. Bryant miał dziwaczne sny, w których postacie z jego ulubionej gry "World of Warcraft" występowały w podczerwieni. Po odejściu z wojska pił na umór, włóczył się po barach albo zaszywał się w domu na kilka tygodni. Jak wspomina jego matka, nocą siedział przy stole, patrząc na pistolet, a nad ranem tego nie pamiętał. Przerażona oddała broń syna znajomym. "Czułam, jak go tracimy" - opowiada LanAnn Bryant "GQ". Wreszcie żołnierz za namową znajomego weterana z Wietnamu poszedł do terapeuty. Jak opowiada, po kilku sesjach zupełnie się rozkleił. "Czułem, jak coś gruchocze moją duszę, nie miałem pojęcia, że takie uczucie istnieje. Nie byłem gotowy tak żyć" - opowiada. Terapeutka zdiagnozowała u niego zespół stresu pourazowego (PTSD). Przez dziesięciolecia uważano, że to zaburzenie lękowe, które dopada żołnierzy, jest skutkiem śmiertelnego przerażenia. Dopiero od niedawna psycholodzy dochodzą do wniosku, że powodem mogą być także "szkody natury moralnej". Wirtualny asystent pomoże pozbyć się poczucia winy W 2011 roku psycholodzy armii USA przebadali 600 operatorów dronów. 42 proc. zgłosiło, że żyje w umiarkowanym lub wysokim stresie. 20 proc. skarżyło się na wyczerpanie emocjonalne lub wypalenie zawodowe. Autorzy badania orzekli, że przyczyną tak fatalnych wyników po części może być "konflikt egzystencjalny", który przeżywają operatorzy. W odpowiedzi wojskowi naukowcy zaproponowali stworzenie wirtualnego asystenta, z którym piloci i obserwatorzy będą mogli rozmawiać podczas misji. Rozmowa miała im pomóc pozbyć się poczucia winy. Po dwóch latach leczenia Bryantowi przeszły koszmary w podczerwieni. Pracuje w szkole ratownictwa medycznego. Zaplanował, że teraz będzie ratował ludzi. "Samoloty bezzałogowe cały czas krążą po niebie Pakistanu, Jemenu i Afganistanu. Pomimo zapewnień prezydenta Baracka Obamy, że wojsko ograniczy ich użycie. Według ostatnich badań 61 proc. Amerykanów popiera stosowanie dronów, jeśli dzięki nim nie trzeba narażać życia żołnierzy. Być może jest jeszcze zbyt wcześnie, aby zrozumieć, jakie konsekwencje natury etycznej wiążą się z ich stosowaniem" - pisze "GQ". Spowiedź wojownika dronów - tekst magazynu "GQ" http://wyborcza.pl/1,75477,14993587,Spowiedz_operatora_dronow___Zabilem_1_6_tys__ludzi.html#MT

Wysoki poziom tekstu... Dobre, mocne, wartościowe, pouczające... Ale "prawa robotów" (też czytałem Asimova) nijak się mają do tego. Będą się miały, jak wprowadzą jednostki (latające, naziemne, wodne) autonomiczne - wtedy już nie będzie PTSD :/ Choć nawet wtedy "prawa robotów" nie będą miały tu nic do rzeczy, bo to i tak będą automaty bez świadomości. Moim zdaniem tzw. sztuczna inteligencja (oparta na nieorganicznych procesorach) nigdy nie osiągnie świadomości typu ludzkiego. "Nigdy nie mów nigdy" :) Może... kwantowe... Ale to naprawdę odległa przyszłość. Co prawda już dzisiaj komputerowe sieci neuronowe uzyskują coś w rodzaju inteligencji - same się uczą rozwiązywać określone problemy i podejmować decyzje na zasadzie zdobywania doświadczenia i porównywania podobnych kwestii, ale do "prawdziwej inteligencji" i tym bardziej świadomości droga jest jeszcze bbaaardzo... daleka. Jak by połączyli wszystkie komputery na Ziemi odpowiednio szybkimi łączami i odpowiednie oprogramowanie by na tym chodziło, to może... by coś się zaczęło wylęgać :) A może już coś kombinują w tym kierunku? :) http://www.chip.pl/news/wydarzenia/nauka-i-technika/2012/06/google-stworzyl-skynet-ludzkosc-w-poplochu-szykuje-bron-przeciw-terminatorom http://pl.wikipedia.org/wiki/Grid_(system) Gośka - Ty tego nie czytaj, bo będziesz miała następnego "HAARP-a" :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.hotmoney.pl/Zbieraja-na-chorego-chlopca-Nie-uwierzysz-ile-on-z-tego-ma-a32608

http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/bojki-rozboje-gwalty-to-tutaj-policja-ma-najwiecej-pracy/sf4g5 Jeśli tak się odnoszą do Policji, to łatwo się domyślić, jak odnoszą się do innych. Wracałem niedawno późną nocą przez samo Centrum i jakichś dwóch gości mnie zaczepiło. Coś tam, że "ciota" jestem (bo ładnie wyglądam i spokojny, pozytywnie nastawiony jestem, a tego "zło" nie lubi), po czym gostek zaczął jakieś ryki w stylu goryla z siebie wydawać i machać łapami w moim kierunku. Straszył mnie i chyba chciał sprowokować, by mieć powód do ataku, ale go olałem - tylko popatrzyłem z dezaprobatą. Noszę gaz pieprzowy "Walthera" (polecany przez najlepszych "hodowców" :)) przy sobie w kamizelce taktycznej firmy 5.11 - wygląda niepozornie, jak "dziadkowe" kamizelki, ale używają jej ochroniarze na całym świecie i agenci FBI. Konstrukcję ma taką, że można w niej nosić nawet pistolet maszynowy i go nie widać, i nie czuć - ma odpowiednie wzmocnienia nośne i maty, aby żelastwo nie uwierało :) Na szkoleniach noszę w niej 9,7″ tablet i "nikt" nie wie, że go mam przy sobie :) Raz tego gazu użyłem. Wracam z pracy, mijam na chodniku dwóch pijanych gości. Wyczułem, że "coś jest nie tak" i podświadomie wykonałem lekki gest głową i ramionami podczas mijania w celu prowokacji. Gostek od razu z łapami na mnie poleciał. Odskoczyłem, wyciągnąłem rękę w geście obronnym, by go trzymać na dystans i zapytałem, czy mu gorzej - "gorzej Ci?". A on dalej z łapami do mnie, więc wyjąłem gaz i krótko psiknąłem. Złapał się za twarz, kolega wziął go "pod rękę" i sobie poszli. Dochodzę do Biedronki, a pod sklepem stoi ochroniarz z kasjerką i płaczliwym tonem jej tłumaczy, że wzięli piwo nie płacąc, on im zwrócił uwagę i dostał w szczękę. Podszedłem i powiedziałem, że właśnie dostał za swoje gazem ode mnie. Więcej tego ochroniarza nie zobaczyłem. Później był taki, co chodził w kamizelce taktycznej z różnymi gadżetami i opowiadał jak to klientowi wykręcił ręce, skuł i rzucił na glebę. Też długo nie popracował :))

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Hałasujący po nocy pod blokiem element już kilka razy "przepłoszyłem"... latarką :) Nie laserem, bo tym można przez nieuwagę krzywdę zrobić (oczy), tylko mocną latarką ich "otrzeźwiłem". Co prawda coś tam brzydko krzyczeli, zapraszali na dół, mówili że wiedzą gdzie mieszkam, liczyli piętra (pomylili się o jedno) i mówili, że "mogę stracić szybkę", ale sobie poszli. Jak się sytuacja powtarzała, to wreszcie dwa razy zadzwoniłem na Straż Miejską (wcześniej ich ostrzegałem). Panowie Strażnicy grzecznie ich pouczyli, że zakłócają ciszę nocną i wszyscy rozeszli się w pokoju :) Tego lata był już spokój :) Kiedyś zapobiegłem bójce dwóch grup "dresiarzy". Podszedłem we "fleku" Alpha Industries - to u nich jak mundur generała :) i dowiedziałem się, że chcą dołożyć grupie stojącej po drugiej stronie ulicy. Pogadałem, wytłumaczyłem, że to nie ma sensu i odpuścili, po czym jakiś "ważny grupowy" powiedział mi, że to był rzeczywiście głupi pomysł.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Smartfony z gazem i z paralizatorem Czy smartfon może chronić przed bandytami? Okazuje się, że tak. I to nie za sprawą specjalnych aplikacji, a dzięki wynalazkowi pewnej amerykańskiej firmy, która opracowała nakładkę zawierającą paralizator i gaz pieprzowy. Specjalne nakładki na smartfony amerykańskiej firmy Yellow Jacket zdobywają w Stanach Zjednoczonych coraz większą popularność. A to za sprawą wbudowanego paralizatora o napięciu 650 tys. woltów, oślepiającego światła lub gazu pieprzowego. Urządzenie posiada także specjalny bezpiecznik, który nie pozwala, by użytkownik sam uległ porażeniu. Co więcej, dzięki wmontowanej w nakładkę baterii, smartfon może działać do 20 godzin dłużej. Jego koszt to ok. 139 dolarów. Telefon w samoobronie Nakładka jest odpowiedzią na wzrost napadów i kradzieży. - Do stworzenia nakładki skłoniła nas rosnąca potrzeba poczucia bezpieczeństwa Amerykanów - przyznał Sean Simone, jeden z założycieli firmy i współautor wynalazku. - Połączyliśmy urządzenia do samoobrony z technologią, którą miliony Amerykanów noszą przy sobie cały czas - dodał. Firma planuje opracować także nakładki na służbowe smartfony urzędników. Autor: rf/jk / Źródło: Enex, dailymail.co.uk http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/smartfon-w-samoobronie-pryska-gazem-i-razi-pradem,373116.html ____

http://www.youtube.com/watch?v=seLuy-S5mXY Amerykanin pokazuje dziwne zdjęcia domniemuje że dotyczą 2016 roku

http://www.youtube.com/watch?v=WNoHhPyycr0 Kabaret pokazuje ciężką pracę konsultanta telefonicznego. Domniemuję (domniemywam), że wszystkim się spodoba :D

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.