Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Sztandary Normalności
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 459

Zadmijcie w rogi! Uderzcie w bębny! Czas to nadchodzi wrogi i posępny! Oto na ziemię zstępujš złe moce! Oto to plemię i ja tu też kroczę! Oto odkryło się: skarb przewspaniały: Gdy mnie nie było - cuda wcišż trwały! :-) Widzę, że nadal zażarcie dyskutujecie na tym forum :-) I nadal większy sens z tego nie wynika :-) Ale ale nie zapominajcie, że jesteœmy tylko ludŸmi, którzy niewiele wiedzš, a jeszcze mniej z tego co wiemy jest prawdš! Pokora to lekarstwo na zło tego œwiata :-) Taka dygresja w zawirowaniu :-) Byliœcie głosować? Pax vobiscum :-)

Gdybyś czytał coś sensownego, to byś już dawno rozszerzył swój horyzont. A tak powtarzasz w kółko to samo. Czy Ty się rozwijasz? Czy rozmowa z Tobą ma sens? Czy Ty chcesz się czegoś dowiedzieć? Co czytasz?

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Brat:
Więc lepiej nie przekonuj do swojej wiary innych ludzi :-)
Do "mojej wiary" nie trzeba nikogo przekonywać, ani ogniem i mieczem, ani "autorytetem" urzędów kościelnych - do "mojej wiary" ludzie dochodzą sami, gdy tylko zaczynają myśleć, medytować itp. Każdy ma to w sobie i sam, niezależnie od innych może do tego dojść. I fajnie, że nauka wreszcie zaczyna to potwierdzać. Ludziom dojrzałym nie jest potrzebna władza, hierarchia, grupa wyznaniowa, ksiądz, czy inny guru. Może kiedyś do tego dojrzejesz i zrozumiesz pewne sprawy. Jak będziesz szukał wśród ludzi dojrzałych duchowo struktur typu kościelnego, to ich nie znajdziesz.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
samo. Czy Ty się rozwijasz? Czy rozmowa z Tobą ma sens? Czy Ty chcesz się czegoś dowiedzieć? Co czytasz?
:-) Każdy się rozwija więc ja też. Zawsze rozmowa ma sens więc ze mną pewnie też. Każdy człowiek szuka nowej wiedzy i ja nie jestem wyjątkiem. A co czytam to pytanie raczej na oddzielny temat :-) Czytam wiele opracowań związanych z moją pracą, ciągle się uczę, czytam prasę i bardzo lubię wracać do literatury ( szczególnie polskiego pozytywizmu i romantyzmu ). Do tego czytam wiele z Internetu, korzystam regularnie z różnych księgarnii :-) Z dawna pozostało mi zainteresowanie zjawiskami niewytłumaczalnymi ( którego pośrendim efektem jest nadal to że jestem na tym forum ) i z tej dziedziny czytam różne opracowania. Czytam też te pozycje, któe polecają mi znajomi ludzie, lub które "gdzieś znalazłem" i wydały mi się interesujące. I tak uważam, że to zdecydowanie za mało...
wendol:
Do "mojej wiary" nie trzeba nikogo przekonywać, ani ogniem i mieczem, ani "autorytetem" urzędów kościelnych - do "mojej wiary" ludzie dochodzą sami, gdy tylko zaczynają myśleć, medytować itp. Każdy ma to w sobie i sam, niezależnie od innych może do tego dojść. I fajnie, że nauka wreszcie zaczyna to potwierdzać.
Nie trzeba przekonywac? :D To po co to robisz? Dziwne, że tak niewielu wyznawców ma Twoja wiara do której ludzie dochodzą sami. Powinna mieć ich znacznie więcej w moim odczuciu bo taka postawa daje wspaniały komfort życiowy i przekonanie o własnej wartości. W ten sposóbc człowiek njłatwiej zaspokaja swoje wewnętrzne potrzeby i staje się stwórcą własnego ładu i porządku. Pół biedy dopóki ten ład i porządek jest faktycznie "ładem" w rozumieniu współćzesnej filozofii. Gorzej kiedy do głosu zaczynają dochodzić różne inne dewiacyjne odmiany "ładu" usprawiedliwiające się w ten sam sposób, co Twoja wiara. Ale Twoja wiara też ma struktury! Sam o nich piszesz choć moze nawet tego nie widzisz: dzielisz ludzi na "dojrzałych duchowo" i "niedojrzałych duchowo" - zapewne jest bardzo wiele stadiów pośrednich :-) No i? Ci niedojrzali duchowo powinni oczywiście słuchać tych dojrzałych aby osiągnąć oświecenie :-) A jak już wysłuchają dojrzałych to zapewne znajdą się jeszcze inni - dojrzalsi :-) Natomiast radosnym szczytem jest stwierdzenie że nauka zaczyna to wszystko potwierdzać :-)Wiara ma niewiele wspólnego z wiedzą. Wiedza nigdy nie zapełni wszystkich luk wiary. Wiedza i wiara są sobie nawzajem potrzebne. Pax :-)

A choćbyś Ziemię całą przemierzył i na wyżyny się wzbił drugiego nie znajdziesz I gdybyś życie przeżył, a z milionem te same sny śnił co tak samo Niebo pojmuje Nie znajdziesz.

Trochę z sensem mówisz, ale też sporo bzdur wygadujesz Bracie :) Jednak nie zrozumiałeś i chyba nie zrozumiesz..., bo widzisz - do tego trzeba dojść samemu :) Czytanie ze zrozumieniem (włączenie myślenia) pomaga, ułatwia sprawę. Są tacy, co bez czytania sami dochodzą do pewnych rzeczy, ale są i tacy, którym nawet stosy książek nie pomogą. Rozumiem, że swoją "siłę" czerpiesz ze statystycznej liczby członków :D To powinieneś wiedzieć, że nawet tzw. "wierzący" katolicy wierzą w różne rzeczy i w wielu kwestiach nie zgadzają się z wykładnią Kościoła. A tzw. ateiści też potrafią wierzyć w różne rzeczy, ale nie wyznają żadnej religii. Czy mało jest takich ludzi? Zdziwiłbyś się jak wielu jest takich, gdybyś chociaż przynajmniej szczerze, otwarcie z ludźmi porozmawiał. Oj bardzo wielu ich jest i z każdym dniem przybywa. Każdego dnia ludzie odchodzą od Kościoła i zbliżają się do Boga :)
Brat:
taka postawa daje wspaniały komfort życiowy i przekonanie o własnej wartości
To źle? A może Ty nie lubisz mieć komfortu i poczucia wartości człowieka? Twoja wiara Ci na to nie pozwala? A wiesz co w "mojej wierze" daje największy komfort życiowy? - Kwestia reinkarnacji - że będę musiał po raz kolejny się tu "męczyć" :) Pomyśl czasami, zanim zaczniesz gadać o wygodnej wierze. I znowu Ci polecam to, co na 19 stronie tego wątku. Tym razem przeczytaj, bo wypowiadasz się na temat, o którym nie masz pojęcia. Później możesz sobie czytać obszerniejsze dzieła, ale zacznij od tego: http://www.nautilus.org.pl/10pktow.gif I na koniec zacytuję ostatni komentarz (niejakiego "noname"), który idealnie pasuje do tego wątku o "sztandarach normalności" :) "10 punktów" to strzał w 10 :) Identyfikuję się z treścią tego tekstu na podstawie własnych przeżyć, doświadczeń, zdobytej wiedzy. Uważam, że życie bez sensu i na darmo - jak zdecydowanej większości - jest nudne, jałowe i bezcelowe. Takie życie to tylko strata czasu i może dzięki temu tekstowi ktoś zrozumie i sam zacznie rozważać o co tu tak naprawdę w tym wszystkim chodzi; i o to chodzi :) Nikt lepiej niczego za Ciebie nie zrozumie jak Ty sam osobiście! Szczególnie dziękuję za 10 punktów oraz całokształt działalności zupełnie... normalnej ;) całej załogi FN !!!

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Widzisz Wendolu poruszasz te problemy, o których już tyle mówiłem... i co? I nic :-) Ale się nie poddaję.
wendol:
Rozumiem, że swoją "siłę" czerpiesz ze statystycznej liczby członków :D
Nie - liczba wierzących świadczy tylko i wyłącznie o liczbie wierzących. Podobnie spadek liczby wierzących czy ich wzrost świadczy tylko i wyłącznie o spadku lub wzroście.
wendol:
nawet tzw. "wierzący" katolicy wierzą w różne rzeczy i w wielu kwestiach nie zgadzają się z wykładnią Kościoła.
Oczywiście że tak. Cóż w tym dziwnego? W kościele trwa ciągle i nieustannie dyskusja nad różnymi rzeczami - częściowo nad dogmatami, również nad liturgią czy przepisami prawa kanonicznego. "Wykładnia kościoła" - bardzo sztuczne pojęcie, bo nie ma czegoś takiego. Co przez nią rozumiesz? To że wewnątrzkościoła ścierają się różne poglądy to chyba oznaka rozwoju :-)
wendol:
A tzw. ateiści też potrafią wierzyć w różne rzeczy, ale nie wyznają żadnej religii.
Słusznie! Tylko dlaczego mówią że nie wierzą? Albo nie rozumieją do końca słowa "ateizm" ( wersja pesymistyczna ) albo świadomie używają go nadając mu nieco inne znaczenie - dla własnej, subiektywnej wygody.
wendol:
Czy mało jest takich ludzi? Zdziwiłbyś się jak wielu jest takich, gdybyś chociaż przynajmniej szczerze, otwarcie z ludźmi porozmawiał.
Nigdy nie twierdziłem, ze jest ich mało. Co najwyżej, że są w mniejszości. Ehh ale ich liczba ciągle się zmienia i w moim odczuciu rośnie. Nie zakłądaj, że z ldźmi nie rozmawiam. W moim środowisku, w rodzinie też jest wiele osób, które nie są wierzące, albo co gorsze - są wierzące od święta...
wendol:
To źle? A może Ty nie lubisz mieć komfortu i poczucia wartości człowieka? Twoja wiara Ci na to nie pozwala?
Przede wszystkim moja wiara pozwala mi na wszystko :-) Natomiast złe jest obniżanie standardów moralnych. Moralność jest dla mnie rzeczą stałą ( podobnie jak dobro czy Miłość ) i jako taka nie może zostać zmieniona przez widzimisię człowieka - pełnego egotyzmu. Człowiek odchodzi od religii bo: jest mu łatwiej żyć bez ograniczeń czy wyrzutów sumienia, przestają działaś hamulce religijne, słabną hamulce społeczne i moralne, podobnie dzieje się z więziami międzyludzkimi.
wendol:
Uważam, że życie bez sensu i na darmo - jak zdecydowanej większości - jest nudne, jałowe i bezcelowe.
Tak właśnie! Ludzie odchodzą od wiary, więc szukają środków zastępczych a nasza cywilizacja daje ich bardzo wiele - w postaci innych rodzajów wiary - prostszych, łatwiejszych, nowszych ale czy przez to lepszych? Twoja wiara jest Twoją wiarą i nie masz na nią dowodów. 10 punktów jakoś mnie nie przekonuje, choć częściowo są one oczywiście sensowne i filozoficznie adekwatne. Chyba założę nowy temat, do któego natchnęła mnie rozmowa tutaj :-) Pax :-)

Brat:
Słusznie! Tylko dlaczego mówią że nie wierzą? Albo nie rozumieją do końca słowa "ateizm" ( wersja pesymistyczna ) albo świadomie używają go nadając mu nieco inne znaczenie - dla własnej, subiektywnej wygody.
A jak się nazywają ludzie, którzy wierzą w jakąś formę Boga, ale nie wyznają żadnej religii? I czy wszystko należy nazwać, zaszufladkować i przyczepić jakąś etykietkę?
rosomak:
A choćbyś Ziemię całą przemierzył i na wyżyny się wzbił drugiego nie znajdziesz I gdybyś życie przeżył,a z milionem te same sny śnił co tak samo Niebo pojmuje Nie znajdziesz.
Każdy człowiek jest inny i jedyny - jest przejawem bogactwa i różnorodności Stworzenia - i to jest piękne - nieskończoność Kreacji.
Brat:
Człowiek odchodzi od religii bo: jest mu łatwiej żyć bez ograniczeń czy wyrzutów sumienia, przestają działaś hamulce religijne, słabną hamulce społeczne i moralne, podobnie dzieje się z więziami międzyludzkimi.
"W ludziach niewierzących jest czasem więcej szczerości, dobroci, a ich poziom etyczny jest nieraz większy niż tych, którzy się manifestacyjnie deklarują jako wierzący." Tadeusz Pieronek Biskup, rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego - do tego nie jest potrzebna żadna religia, a jedynie miłość do siebie i całego rodzaju ludzkiego. Kościół raczej czegoś takiego nie uczy - nie rozwija wrażliwości w ludziach, a wręcz przeciwnie - opowiada o "Bogu" okrutniku, a później ludzie myślą, że takie czyny są dozwolone - łącznie z zabijaniem w imię "Boga" w przeszłości.
wendol:
A tak w ogóle, to człowiek na odpowiednim poziomie rozwoju duchowego posiada rozwiniętą empatię i sam z siebie czuje zasady, które inni muszą wkuwać na pamięć. Myślenie ma kolosalną przyszłość Bracie - powinieneś starać się wszystko zrozumieć i znaleźć to w sobie, a nie brać na wiarę, bo ludzie w różnych okolicznościach mogą wiarę stracić i zapomnieć o zewnętrznych naukach, gdy nie wypływa to wszystko z ich wnętrza - i wtedy są zdolni do największych zbrodni. To uświadamia dlaczego Kościół mimo 2000 lat działalności ma tak marne wyniki w kształtowaniu moralności ludzi - bo nie uczy ich samodzielnego myślenia, nie tłumaczy mechanizmów, nie propaguje psychoanalizy - z psychologii dwója. A jednocześnie zawłaszcza sobie monopol na moralność. Ludzie, których kształtuje Kościół, są w pewnych sprawach bardzo ułomni.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
A jak się nazywają ludzie, którzy wierzą w jakąś formę Boga, ale nie wyznają żadnej religii? I czy wszystko należy nazwać, zaszufladkować i przyczepić jakąś etykietkę?
Nazywają się tak jak sami się nazwą. Ateizm zaś jest nazwą zawierającą w sobie już pojęcie. Podobnie jak malina, truskawka, jabłko czy chleb. Kiedy mówisz "ateista" nie masz na myśli człowieka radośnie wierzącego w Boga, tylko odrzucającego istnienie Siły Wyższej. Nie chodzi o szufladkowanie, tylko o nazywanie rzeczy po imieniu i rozumienie ich znaczenia.
wendol:
Każdy człowiek jest inny i jedyny - jest przejawem bogactwa i różnorodności Stworzenia - i to jest piękne - nieskończoność Kreacji.
Słusznie :-) Co nei wyklucza totalnego niezrozumienia dla pewnych idei, czy przeinaczania ich dla własnych potrzeb i wygód. Biskup ma chyba rację. Z jednej strony na szczęście, a z drugiej niestety.
wendol:
Kościół raczej czegoś takiego nie uczy - nie rozwija wrażliwości w ludziach, a wręcz przeciwnie - opowiada o "Bogu" okrutniku, a później ludzie myślą, że takie czyny są dozwolone - łącznie z zabijaniem w imię "Boga" w przeszłości.
Mylisz się :-) Bóg-okrutnik to przeszłość średniowieczna. Współcześnie akcent został już dawno presunięty na Miłość Boga. Dawniej ( czytaj w średniowieczu ) było to wypaczane po części przez państwo a po części przez sam kler.
wendol:
Myślenie ma kolosalną przyszłość Bracie - powinieneś starać się wszystko zrozumieć i znaleźć to w sobie, a nie brać na wiarę, bo ludzie w różnych okolicznościach mogą wiarę stracić i zapomnieć o zewnętrznych naukach, gdy nie wypływa to wszystko z ich wnętrza
Problem polega na tym, że i Ty i ja bierzemy cały system aksjomatów "na wiarę". Ja temu nie zaprzeczam - wierzę w wiele rzeczy ( co absolutnie nie wyklucza uczuć z tym związanych ). A Ty co? Nie wierzysz lecz jesteś pewny? Nie wierzysz lecz myślisz? Każdy z nas myśli i nie jest to obiektywnym kryterium prawdy.
wendol:
To uświadamia dlaczego Kościół mimo 2000 lat działalności ma tak marne wyniki w kształtowaniu moralności ludzi - bo nie uczy ich samodzielnego myślenia, nie tłumaczy mechanizmów, nie propaguje psychoanalizy - z psychologii dwója.
Ciężko było propagować psychoanalizę w V, X, XV czy nawet XIX wieku. Na szczęście to się zmienia i rozwija :-) Pax :-)

Pax :) Ładnie mówisz o teorii, oby to stało się też praktyką szeroko obowiązującą. Jak Kościół się nie zreformuje, to przepadnie prędzej czy później. Zresztą jak się zreformuje, to też przestanie istnieć w obecnej formie, ale jakąś niszę "rynkową" sobie znajdzie. Czasy feudalizmu i narzucania swojej woli już minęły, ale nie do wszystkich hierarchów kościelnych to dotarło. Świat się zmienia coraz szybciej, Kościół nie nadąża i ludzie odchodzą szukając własnej drogi. Są też tacy, co nie darują Kościołowi przeszłości, a także współczesnego wynoszenia na ołtarze zbrodniarzy.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Czas pokaże co się stanie z Kościołem i ciężko jest cokolwiek przewidywać. Kościół zmienia się ciągle i stale, ale jest pewna granica, której nie przekroczy i dlatego nigdy nie zniknie ani nie "znajdzie sobie niszy" a będzie nadal trwał. Tak czy siak za naszego życia Wendolu nie przewiduję żebyśmy mogli to empirycznie sprawdzić. Pax :-)

Jest wicie rozumicie pewien trynd - tendencja widoczna nawet w Polsce. Istnieje ścisła korelacja między zamożnością i poziomem wykształcenia, miejscem zamieszkania (wielkością miejscowości), wiekiem, a religijnością. Przy poprawie warunków życia i zadowolenia z niego ludzie odchodzą od religii. Upadek Kościoła to nie taka nierealna sprawa (tym bardziej, że mówią o tym przepowiednie). Kościół w coraz mniejszym stopniu kontroluje informację, media docierają do coraz większej liczby ludzi, jest coraz mniej tematów tabu. Kościół co prawda zabezpieczył się ochroną "WC", ale ze względu na ogólną tendencję przestaje to działać - zbyt dużo ludzi trzeba by karać. Myślę, że wobec ujawnienia pewnych informacji na szeroką skalę Kościół - to imperium fałszu, obłudy i oszustwa runie jak domek z kart. Na razie jeszcze pewnych tematów się nie rusza, bo tabu obowiązuje - zwłaszcza w Polsce, ale kropla drąży skałę, a później tamy runą. Tak więc Bracie pytanie jest nie "czy", ale "kiedy". Proces odchodzenia ludzi od Kościoła przyspiesza, więc myślę, że znaczny spadek wpływów Kościoła nastąpi szybciej, niż się spodziewasz. Przy procesach globalizacyjnych Kościół nie ma szans przynajmniej w tzw. cywilizowanych krajach. W biednych krajach Ameryki Południowej może jeszcze liczyć na wiernych, ale ich stopa życiowa też się podnosi.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Ale widzisz wendol wraz ze wzrostem poziomu życia wrasta poziom skłonności konfabulcyjnej ;) To idzie równolegle ;) Pozdrawiam Igor

Niech Moc Będzie z Tobą

Ale idzie to przeważnie w innym kierunku niż duchowość religijna. Jak to było z piramidą potrzeb Masłowa? Religie docierają raczej do prostych ludzi i tych, co się nad tym nie zastanawiają - nie znają niczego innego. Co by nie mówić, to statystyka jasno pokazuje pewne zależności. Wolę "konfabulować" poza Kościołem, a nawet poza wszelkimi religiami. Jest już poważna, rzekłbym nawet coraz bardziej naukowa alternatywa, która tłumaczy kwestie duchowe w bardziej racjonalny sposób niż religie, które właściwie niczego nie tłumaczą i nie udowadniają każąc wierzyć w dogmaty i strasząc nawet by się nad tym nie zastanawiać, bo zwątpienie, czy niewiara to grzech i "zbawieni" będą tylko wierzący. Gnoza, czy antropozofia to coś dla ludzi bardziej inteligentnych.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
Przy procesach globalizacyjnych Kościół nie ma szans przynajmniej w tzw. cywilizowanych krajach. W biednych krajach Ameryki Południowej może jeszcze liczyć na wiernych, ale ich stopa życiowa też się podnosi.
- Cos mi sie zdaje Darku, ze niedoczytałes (najprawdopodobniej) informacji na tematy Am.Południowej. Wiekszosc krajów Am. Łac. to sa kraje CALKOWICIE LAICKIE !!! Laicyzm to koncepcja rozdziału Państwa od Kościoła i braku wpływów religijnych na sprawy państwowe; ma na celu zapewnienie niezależności religijnej oraz swobody praktyk religijnych. Laickość gwarantuje prawo do swobodnego wyznawania religii i wszystkie wyznania traktuje jako równe. Nie zapewnia jednak specjalnego statusu dla religii: religie powinny podlegać takim samym prawom jak inne sfery życia i nie stać ponad prawem. Ponadto KATOLICYZM, to w wiekszosci krajow Am. Poł. siega najwyzej [przypadek Urugwaju] 60% ogolnego stanu zamieszkania. Wśród wierzących przeważają katolicy stanowiący 59,5% społeczeństwa kraju. Pozostali chrześcijanie to głównie anglikanie i unitarianie (3,4%). Ponadto występują żydzi (1,7%), a także buddyści oraz muzułmanie. Sporą grupą, bo 35% są bezwyznaniowcy. Zrodlo: WIKIPEDIA KK - w zasadzie już runął ! A w Polsce niestety spostrzezemy to jak juz całkiem pył opadnie i ucichnie grzmot. pozdro

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

wendol:
Tak więc Bracie pytanie jest nie "czy", ale "kiedy".
Uwierz mi na słowo - nigdy :-) Być może liczba wierzących będzie nadal spadać, ale w pewnym okresie ustabilizuje się. Zauważ, ze zarówno wśród biedoty jak i wśród bogatych i wykształconych są jednostki, któe mocno wierzą albo nie wierzą. Pluralizm - on kościołowi nie zagraża. Bardziej bałbym się oddolnych tendencji globalizacyjnych w postaci zrywania więzi międzyludzkich, co w konsekwencji może prowadzić do dewastacji rodziny jako instytucji ( dziś już na zachodzie rodzina jest "coraz mniej modna" niestety ). Rodzina jest kościołem domowym - nie może być kościoła bez rodziny. Ale to tylko takie dywagacje :-) Pożyjemy zobaczymy. Na razie nic nie wróży upadku kościoła. Chociaż swoją drogą ciekawy jestem bardzo jak rozwinie się "poziom" religijności w zglobalizowanym świecie. Głębokie niezrozumienie dla religii również jest zagrożeniem. A to niezrozumienie widać także i u Was. Ciekawi mnie przyczyna takiego niezrozumienia. Może błędy wychowawcze katechetów, na pewno też wpływ rodzin i środowisk. Ale jest to problem wart głębszych studiów. Nie wieszczcie tak upadku Kościoła, bo nie życzę Wam rozczarowań :-) Pax :-)

Brat:
Może błędy wychowawcze katechetów
Normalnie szok - Ty jesteś strasznym fanatykiem religijnym. Co mnie jacyś katecheci obchodzą? I oczywiście nie zauważasz, że coraz więcej ludzi znajduje duchowość poza Kościołem. Dla mnie Kościół jest pusty, martwy, nie rozwija się, zatrzymał się na dogmatach i poszedł w materializm w stylu faryzejskim. Może kiedyś się obudzisz (oby nie z ręką w nocniku) i zaczniesz poszukiwać. No cóż - w sumie nie każdy musi, tylko nie próbuj zamykać innych w okowach dogmatyzmu kościelnego, czy w salach katechetycznym z katechetami - oni własnych błędów nie popełniają, po prostu ten system jest kiepski i nielogiczny, a ludzie (w tym młodzi) jednak myślą.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Brat:
A to niezrozumienie widać także i u Was
wendol:
Normalnie szok - Ty jesteś strasznym fanatykiem religijnym. Co mnie jacyś katecheci obchodzą?
No własnie :-) Dziękuję za zailustrowanie mi mojego twierdzenia przykładem :-) Choć widać jest w tym i moja wina :-) Co zresztą potwierdza tylko zdanie o "katechetach":D. Tzn wyraziłem się nieściśle: katecheci w moim rozumieniu to nie są księża uczący w szkole :D Tylko ogólnie i kler mający wpływ na społeczność w której żyją - jako spowiednicy, powiernicy, przyjaciele, kaznodzieje, uczestnicy życia lokalnego itp. Także chodzi mi o zakonników, zakonnice i ludzi swieckich kształtujących obraz kościoła zarówno w mediach jak i w społecznościach lokalnych czy społeczeństwie jako całości. W tym rozumieniu katechetą będzie zarówno papież, jak i Marysia mówiąca koledze że wierzy w Pana Jezusa.
wendol:
I oczywiście nie zauważasz, że coraz więcej ludzi znajduje duchowość poza Kościołem
:-) A dlaczego myślisz że nie zauważam?
wendol:
Dla mnie Kościół jest pusty, martwy, nie rozwija się, zatrzymał się na dogmatach i poszedł w materializm w stylu faryzejskim.
No właśnie o tym m.in. piszę :-) Masz spaczony obraz kościoła. I szukając przyczyn tego stanu odwołuję się do szeroko rozumianego społecznego odbioru kościoła ( "katecheci" w znacznym uproszczeniu to właśnie ludzie za ten obraz odpowiedzialni )
wendol:
Może kiedyś się obudzisz (oby nie z ręką w nocniku) i zaczniesz poszukiwać.
A kto Ci powiedział że nie poszukuję? Każdy z nas czegoś poszukuje ciągle :-)
wendol:
No cóż - w sumie nie każdy musi, tylko nie próbuj zamykać innych w okowach dogmatyzmu kościelnego
A kogóż tam zamykam? :-) Ten dogamtyzm u Ciebie to jakaś obsesja. Spokojnie, mogę Cię zapewnić, że dogmaty wcale nie są wcale takie straszne :-) I jest ich wbrew pozorom mało. Ty wogóle wiesz co to dogmat? Pax vobiscum :-)

To coś, co powoduje, że się nie zmienisz - taki znak stop, który jest dla Ciebie święty. Żona mi tłumaczyła, że z fanatykiem religijnym się nie dogadam, a ja jej nie wierzyłem, bo nie miałem z takimi do czynienia - ona za to w swojej wiosce miała takich na widoku całe mnóstwo. Gadasz czasem jakieś idealistyczne formułki na temat religii, jakbyś był zakonnikiem. Komunizm też ponoć był idealny :) I po co Ci w ogóle Kościół? Ty jednak najwyraźniej nie zaglądasz do linków, które Ci polecam, i albo masz sklerozę, albo udajesz, że masz. I nie pisz po raz kolejny, że poszukujesz, że się rozwijasz - założyłeś sobie ramy, w obrębie których poszukiwanie jest dla Ciebie dozwolone. W Biblii wszystkiego nie znajdziesz, a tyle w niej sprzeczności, że dla takich jak Ty będzie to źródło rozważań do końca życia :) Zajrzyj tu: http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=94851&p=12

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Dostrzeż w sobie pewne błędy, bo piszesz o ślepocie, która jest niestety i Twoim udziałem.
wendol:
To coś, co powoduje, że się nie zmienisz - taki znak stop, który jest dla Ciebie święty
Dogmat? Ja pytam o definicję, o jakiś przykład? Zapewne go nie znasz, tylko jak ognia boisz się samego tego słowa, które jest dla Ciebie kluczem. Era dogmatów w Kościele minęła. Pora się obudzić :-) Możesz podać jakiś przykład znaku stop, który jest dla mnie święty? Nie jestem fanatykiem religijnym :-) Na tej samej zasadzie Ty jesteś fanatykiem antyreligijnym. Ależ wcale religia nie jest idealna i doskonała... też o tym pisałem, ale skleroza jest widać nie tylko moim udziałem. Po co mi kościół? Zależy o co Ci chodzi: kościół jako budynek - w zasadzie niepotrzebny, ma funkcję czysto techniczną. Kościół jako wspólnota - też mógłbym bez niej żyć, ale nei rozumiem co jest w nim złego?
wendol:
I nie pisz po raz kolejny, że poszukujesz, że się rozwijasz - założyłeś sobie ramy, w obrębie których poszukiwanie jest dla Ciebie dozwolone
A Ty założyłeś sobie ramy w obrębie których masz spaczony obraz świata i za nic w świecie nie potrafisz spojrzeć i zobaczyć, ze poza tymi ramami jest wielki i ogromny świat pełen skarbów "o których się filozofom nie śniło".
wendol:
W Biblii wszystkiego nie znajdziesz, a tyle w niej sprzeczności, że dla takich jak Ty będzie to źródło rozważań do końca życia :)
Znasz jakąś? A czy gdzieś napisałem, że trzeba poszukiwać tylko w Biblii? Sam zarzucałeś kościołowi że przestał czerpać ze źródeł :D Masz sklerozę czy świadomie udajesz że nie pamiętasz? Jeśli chcemy znaleźć płaszczyznę wspólnej dyskusji ( rozmowy ) na tematy wiary ( a chcemy? ) chyba musimy jednak zmienić nieco podejście. Zajrzę :-) Pax :-)

Brat:
Jeśli chcemy znaleźć płaszczyznę wspólnej dyskusji ( rozmowy ) na tematy wiary ( a chcemy? ) chyba musimy jednak zmienić nieco podejście.
Pozwólcie że wtrące się jako postronny obserwator. Płaszczyznę do dyskusji to macie od samego początku, tyle że na porozumienie szans nie ma. Obaj jestescie uparci a przy tym ugruntowani własnym wyobrażeniem świata. Może gdybyscie spotkali się w realu doszlibyście do jakiegoś konsensusu;)- Ale tu, na forum, gdzie każdy z was chce żeby wyszło na jego- marnie to widzę. Pozdr.
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 459
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.