Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Jak stać się "dobrym" chrześcijaninem...
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 81

Jak stać się "dobrym" chrześcijaninem w dwudziestu prostych krokach. 1. Wyznaj wszystkim swoim przyjaciołom, kolegom i przywódcom kościelnym, że kochasz Jezusa i chcesz stać się Jego niewolnikiem i że poświęcisz Mu swoje życie. Nie ma znaczenia, czy w to wierzysz czy nie. Po prostu mówienie tego zmieni ciebie na styl chrześcijański. 2. Wstąp do kościoła, ochrzcij się i przypisz swoje zainteresowanie religią kapłanowi lub księdzu. Wpatruj się, pełen czci, w jego oczy gdy on będzie wypowiadać swoje dogmaty o naturze boga. Wzdychanie co jakiś czas, lub ocieranie łez zagwarantuje ci twoje oddanie. Jeżeli wstąpisz do kościoła reformowanego, upadnij na podłogę, potrząsaj ciałem, podnieś obie ręce i krzycz: Jeee-zuuu ! NIGDY nie poruszaj przy twoim księdzu tematu wykorzystywania seksualnego, bez względu na to ile chłopców lub dziewcząt mógł on skłonić do seksu. 3. W każdą niedzielę wkładaj dużą sumę PIENIĘDZY do kościelnego koszyka na PIENIĄDZE. Zrób to tak, żeby każdy z obecnych widział jak dajesz PIENIĄDZE. 4. Gdy rozmawisz ze swoim księdzem i religijnymi przyjaciółmi, od czasu do czasu porównaj to co oni powiedzieli z tym co powiedział Jezus. To zrobi na nich wrażenie i będą ciebie bardziej podziwiać. 5. Czytaj biblię, ale ignoruj okrucieństwa i koncentruj się tylko na tym co wydaje ci się "dobre". Na przykład opuszczaj te części, gdzie bóg zabija pierworodnych, kobiety w ciąży itp. a zwracaj uwagę tylko na takie wersty jak "bóg jest miłością". To tak jak branie cukru razem z gorzkim lekarstwem, ale wyda się to dobre a właśnie to się liczy. 6. Naucz się kilku podstawowych słów hebrajskich i gdy tylko uczestniczysz w dyskusji religijnej, wspominaj je w kontekście ich oryginalnego znaczenia i w porównaniu z ich polską wersją. To zrobi wrażenie na innych, że znasz biblię, nawet jeśli nie masz zielonego pojęcia o teologii. 7. Ufaj wierze i wierz w przesądy biblijne, nie zwracając uwagę na to, jak głupie mogą się wydawać. Tak, nawet w te części które mówią o mówiącym ośle, jednorożcu i spacerze po wodzie. Nawet jeśli uważasz te rzeczy za nieprawdziwe, udawaj że w nie wierzysz. Nikt nie dostrzeże różnicy. 8. Porzuć całkowicie rozum i krytyczne myślenie. To jest konieczne. Nie możesz być dobrym chrześcijaninem, jeśli kwestionujesz biblię kierując się rozumem lub sceptycyzmem. 9. Uśmiechaj się dużo do każdego którego widzisz. Mów im, że ich kochasz, nawet jeśli jesteś przesiąknięty nienawiścią do nich. Musisz udawać za wszelką cenę, że kochasz swoich najgorszych wrogów, nawet jeśli to ich w końcu wykończy. 10. Próbuj nawrócić swoich niewierzących przyjaciół. Zrób z siebie głupca na punkcie doprowadzenia ich do wściekłości. Pamiętaj, żebyś ciągle się uśmiechał i mów jak bardzo ich kochasz. To wzmoże ich gniew a ciebie sprawi w pełni usatysfakcjonowanym. Jeśli oni się upierają, twierdź że są w zmowie z szatanem i tylko wiara w Jezusa może ich uwolnić (pamietaj żebyś ciągle się uśmiechał). 11. Jeśli ktoś pokaże rozsądne argumenty przeciw chrześcijaństwu, po prostu zaprzeczaj. Powiedz, że ich kuszenie tylko wzmaga twoją wiarę. Nigdy nie przyznawaj im racji. 12. Jeśli twoi przeciwnicy zacytują werset z biblii, który zaprzecza twojemu zdaniu, powiedz po prostu, że go wyrwali z kontekstu. Taktyka "wyrwane z kontekstu" wyciągnie cię z wielu trudnych sytuacji i sprawi że będzie się wydawać, że faktycznie rozumiesz kontekst właściwie, gdy faktycznie nie rozumiesz. 13. Módl się. Koniecznie módl się nie tylko w kościele ale w parkach publicznych, szkołach, bibliotekach i gdy odwiedzasz przyjaciół i krewnych. Modlenie się na głos jest pewnym sposobem by przekonać innych o swoim chrześcijaństwie. 14. Reklamuj się ze swoim chrześcijaństwem. Przykłady: noś symbole religijne takie jak krzyż; zawsze miej pod ręką biblię; umieść znak ryby na swoim samochodzie; umiesc dzieciątko Jezus na trawniku przed domem; plastikowego Jezusa w samochodzie. Często się żegnaj. 15. Noś konserwatywne ubrania. Dla najlepszego efektu: mężczyźni powinni nosić białe koszule i ciemne spodnie. Marynarki powinny być błękitne. Kobiety powinny nosić długie sukienki i woalki. Uczesanie powinno być proste. Starsze panie powinny farbować włosy na błękitno. NIGDY nie próbuj wyglądać seksownie. Kobiety nigdy nie powinny pokazywać piersi. Mężczyźni nie powinni nigdy pokazywać genitalii. 16. Zawrzyj związek małżeński i wychowaj rodzinę. Im większa tym lepsza. Jeśli jesteś niepłodny, zaadoptuj. Ucz wartości rodzinnych. Jeśli oszukujesz małżonka nigdy nie wyjaw mu tego. Nigdy nie bierz rozwodu, niezależne od tego jak źle się oboje czujecie. 17. W czasie odbywania stosunku seksualnego, daj znać, że robisz to dla Chrystusa (nie mam na myśli wykrzykiwania imienia "Jezus" w czasie odczuwania podniecenia). Myśl o Jezusie gdy dojdziesz do orgazmu. Po stosunku, zamiast zapalić papierosa, dyskutuj prace dziewiczego Jezusa. 18. Jeśli jakakolwiek siła zagraża twojemu chrześcijaństwu, zrób tak, żeby twoja pozycja polityczna skierowała się ku zniszczeniu tego zagrożenia (zawsze poprzez miłość, oczywiście). Jeśli zagrożenie pochodzi z innego kraju, popieraj wojsko, żeby zwalczyło wroga (oczywiście zawsze poprzez miłość). Jeśli zagrożenie pochodzi z twojego własnego kraju, popieraj propozycje zmiany konstytucji, tak, by twoja chrześcijańska pozycja dominowała, albo łam konstytucję. 19. Jeśli szczęśliwym trafem dojdziesz do władzy, użyj swoich przekonań religijnych dla kierowania się swoimi działaniami. Nie ma znaczenia ilu wrogów zabijesz czy też kto straci wolność, o ile twój osąd jest oparty na biblii, staniesz się chrześcijaninem historii. 20. Najważniejsze ze wszystkiego: Rozdaj wszystkie swoje rzeczy. Biblia mówi żebyś dał wszystko co masz każdemu, kto o to prosi (Łukasz 6:30). Czy mogę zaproponować na przykład, żebyś dał mnie wszystkie swoje pieniądze? Oficjalnie proszę żebyś dał mi WSZYSTKIE swoje PIENIĄDZE. Ostrzeżenie: Jeśli tego nie zrobisz, nie posłuchasz bezpośredniego polecenia Jezusa. Jeśli jednak posłuchasz jego polecenia, to ci zapewni chrześcijańską pozycję i zdobędziesz mój największy szacunek i respekt. Jeśli zrobisz tak jak tu zostało wymienione (szczególnie punkt 20), to zostaniesz prawdziwym chrześcijaninem. Poprzez cale lata, ba ! CALE WIEKI ! BA ! TYSIACLECIA !!! tak wlasnie czynil(y) kosciol(y). Tak pomiedzy nami, abys byl dobrym chrzescjaninem, wystarczy, ze co miesiac dokonasz naleznej wplaty (10%) dziesieciny twych przychodow na moje konto - chociaz zdajemy sobie sprawe, ze powinienes oddac mi WSZYSTKO ! Moge zapewnic Cie, ze bedziesz dobrym czlowiekiem i doskonalym chrzescjaninem, jesli mi oddasz polowe tego co posiadasz i dokonasz regularnych wplat, kazdego miesiaca.

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Wendolu :-) Moja postawa ewoluuje ciągle, co nie znaczy że zmienia się diametralnie - w zasadzie moja wiara od wielu wielu lat nie zmieniła się wogóle. Chcę żebyś mi pomógł??? :D Tzn?
wendol:
W Kościele nie ma demokracji, papież jest nieomylny.
Wendolu po prostu brakuje Ci elementarnej wiedzy historycznej na temat Kościoła. Więc go nie krytykuj. Tak bardzo szybko i ogólnie: kocyliaryzm do XIX wieku i nieomylność papieży tylko wtedy gdy mówią o sprawach wiary i na dodatek ex cathedra - co w historii kościoła wydarzyło się zgadnij ile razy? :-) Albo może poszukaj ile... W kościele nie brakuje demokracji. Ani nie mozesz Ty oceniać czy "zszedł z drogi z prawdziwej nauki". A skoro o coś takiegoo go posądzasz to napisz mi kto ma prawo do stawiania takich oskarżeń. Piszesz pięknie o doskonałej wspólnej wierze. Ale: jak ją wprowadzić? Myślisz ze to jest banalnie proste? I w czym wiara katolicka jest zła, ze ona nią być nie może? Wiara ma to do siebie, e wyklucza pewność - a w takiej sytuacji ciężko o zgodę świata...
wendol:
Wiara katolicka tego nie zapewnia, chociażby dlatego, że ludzie nie czują się współodpowiedzialni za "firmę" (świat), nie są częścią "szefa", a "szef" jest jakiś dziwny (trudno go rozgryźć)
No cóż... właśnie wiara katolicka wprowadziłą pojęcie współodpowiedzialności za losy świata i to już w wiekach średnich. Każdy z ludzi jest powołany do świętości i stworzony przez Boga. Boga trudno rozgryźć? W jakim sensie? Zauważ, zę jeśli popatrzymy na Boga przez nasz pryzmat ludzki to Go tylko wykrzywimy. Wiara Katolicka, o czym możesz nie wiedzieć, stawia człowieka nie w stosunku poddaństwa wobec Boga ale równej współpracy. Bóg nie jest szefem a partnerem, przyjacielem i ojcem - nieskończenie doskonałym. Każdy Katolik powinien przejawiać własną inicjatywę. Co do pytań:
wendol:
To kwestia zarówno wiedzy, wiary, jak i logiki.
No to teraz zadaję szczegółowe: pytam o wiedzę i logikę, bo wiara to po prostu wybór. Czyli że cząstki Boga doświadczają się na Ziemi, będącej poligonem dla Boga. Idąc dalej: co zawiera w sobie słowo Bóg: nieskończoność, niokreśloność - twierdzisz, że Bóg jest wszystkim i we wszystkim - także w uczuciach? Uważaj jak odpowiesz na to pytanie: Jeśli powiesz nie: to zaprzeczysz swoim twierdzeniom o tym że Bóg jest powszechny ( wszystko w jednym, jedno we wszystkim ) Jeśli powiesz tak: to wyniknie prosty błąd dostrzeżony już przez św. Tomasza: czyli Bóg będący wszystkim zawiera też w sobie przymoit wszechwiedzy ergo nie musi się wzbogacać przez jakieś cząstki, tym bardziej że zna dokładnie co one robiły i będą robiły. Pax :-)

Z pewnością ma znaczenie kupno złotej tuniki za ponad pięć tysięcy, jedynie sens jest mi jeszcze nie pojęty. http://www.liturgiczny.pl/index.php?cat_id=10 Idąc tym tropem rozumiem że caritas czy czerwony krzyż to jedno a złote bazyliki to drugie. Stąd wiemy że ta sama materia pokrywająca złote ornamenty na ścianie znaczy tyle co życie dzieci nie zdolnych do zdobycia ratujących im życie szczepionek. Nie wiem też co oznacza specjalne traktowanie KrK (w przeciwieństwie od innych świątyń) przez władze świeckie w postaci darowizn tym samym łamiąc konstytucję. Rozumiem że sprawa ma się tak samo jak w krajach islamskich, dlatego aparatowi władzy na wszelki wypadek lepiej nagiąć nieco prawo dzielące na równych i równiejszych. Bracie, rozumiem że mogłeś poczuć się urażony w sferze postrzegania rzeczywistości. Tym razem zmienię formę dialogu na bardziej strawną. Ty wykrzeszesz trochę swojej 'niebiańskiej cierpliwości' a ja rozsądku na potrzeby wspólnej komunikacji. Rzeczywiście, święcicie świętych ascetów jak choćby matkę Teresę. Ale sami ograniczacie formę własnej wiary do wyraźnie zarysowanego kontrastu. Jeżeli wierząca babcia nie zamierza umacniać wiary niemalże 'męczeńską pracą' jako wolontariusz woli przyjść na mszę przynajmniej raz w tygodniu i szarpnąć się na te paręnaście złotych na tacę. Choć ma wiele alternatyw to któż jest godzien jej małej emerytury niż ksiądz proboszcz z naszej małej parafii? tzw.'tacę' już znamy, a ja widziałem już konta bankowe, kantorki, koperty i inne formy oddawania korzyści majątkowych. Zresztą szkoda oddawać pieniążki wolontariuszom z puszkami. Chociaż walka z chorobami serca to szczytny cel tyle się mówi o oszustach, dla pewności lepiej nie dawać. W dodatku nie mają własnego kantorka (złotych ornatów, świątyni, rangi kultu... ekhem), i chodzą tak jak żebracy (nosz sam kuna nie wiem kto ważniejszy, pełna konsternacja). Wszystko było by w porządku tylko kapłani nie stosują się do życia w świętości i nie upłynniają tego co dostaną oddając potrzebującym. To właśnie pokusa przed którą tak przestrzegają toczy ich od środka przez 2000 tys. lat. Nawoływanie wiernych do ascezy i pomniejszaniu dóbr własnych na ziemi będą mieć bezpośredni wydźwięk... po życiu. Wszystko, wszystkim ale 60-70 lat tylko jednego życia dla ogółu społeczeństwa niczego nie zmienia ani nie uczy. Poruszanie się poprzez wąskim korytarzu pełnym sprzeczności (to zapewne ten trud wiary świadczący o jej wartości) uczy powtarzać gesty, unosić kielichy, jeść pszenne płatki i podporządkowaniu wobec istoty 'Boga' która widnieje jedynie na ustach kleru który określa metodologię czczenia jego... wielkości. Dla mnie najwyższą ofiarą którą powinni kierować się przede wszystkim Ci którzy głoszą jest dzielenie się z innymi i pomoc. Do kościoła nie przychodzi się po radę czy wymianę światopoglądową lecz po konkretny produkt, co zauważyłem przyświeca kapłanom którzy podważają inną formę samej rozmowy nad istotą bytu. Świadczy to o bardzo poważnym problemie bo oznaką miłości do bliźniego jest przede wszystkim akceptacja. Celowo przekręcona na wybaczanie bliźniemu co skazuje łamiącego przykazania (forma segregacji prawnej) na gorszego moralnie czyli opluwające oblicze Boga i wiernych którzy muszą danej formy ideowej bronić. 'Diabeł' tkwi w takich właśnie niepozornych szczegółach które mogą prowadzić do patologi kierując wiernych w stronę agresji lub nawet zbrodni. Moim zdaniem forma nauczania KrK prowadzi do niebezpiecznych patologi moralnych, zapełniając jakość wiary ilością słów które można interpretować na tysiące sposobów. Zwróćmy uwagę na jeden istotny szczegół. Dla Ciebie bracie potrzebą 'tajemnicy wiary' jest wybór do bycia kontrolowanym, prowadzonym przez dobrego pasterza jak to mówicie. Z tym że dobrym pasterzem jest osoba postępująca z wolą Boga (stosująca się do schematów i hierarchii panującej w kościele). Stąd narodzili się 'nie zrzeszeni' głosiciele 'słowa Bożego' nadając kontrast wartości zawodowi kapłana. Przenoszą oni 'głoszenie' do różnych sektorów życia publicznego. Nazywa się to również 'pomysłem na kapłaństwo' gdzie istota umacniania wiary odpowiada gestom i zabawie w rytmie hip-hop'u, folku, rock'n'roll'a, wyścigach w workach, po wywodzące się z szamanizmu potrząsanie ciałem energiczne 'chwalenie wielkości Pana' w transie. Do czego pije? no Pan dobrze wie że jest wielki i oczekuje tego samego od nas. Starczy już tej ułudy kto wielki a kto nie, stań na wysokości zadania. Czy wielkość człowieka poprzez czystość moralną w oczach 'Boga' można zamknąć w ramach religii czy nacji? Nie. KrK ma pośród swych świętych żydów i muzułmanów lecz nauczają że to ich forma wiary jest najbliżej 'Boga'. Czysta hipokryzja. Podkreślone są te same cele które przyświecają jako 'dobry przykład' natomiast częstym zjawiskiem jest nabieranie wody w usta na wieść o elementach pomniejszających jakość propagandową. To właśnie ten dramat gdzie zwyczajnie zapanował deficyt na 'autorytety'. Dramat w samej genezie zaspokajania się poprzez wysuwanie z szeregu osoby którym należy składać pokłony. Ta właśnie kruchość umysłu ludzi słabych zezwala na rozpasanie ego czując się jednym we wspólnocie której cele są realizowane właśnie na ziemi. Oddając się błogiemu budowaniu 'domków z kart' poprzez wyuczone, mechaniczne (bo tak trzeba vel tajemnica wiary) gesty, słowa, nawyki a nawet formę dialogu w zależności od wartości rangi głoszącego. Tak stąpając po tym plugawym, nieżądnym świecie, poligonie na którym trzeba być kontrolowanym by nie popaść w cugle 'złych wartości'. To nie Bóg gromadzi złote ornaty, kielichy, suknie, ikony i inne insygnia dostatku. W średniowiecznemu miało to za zadanie pokazać majestat 'Boga' choć to nie on się bogacił. Zresztą cóż mu po 'prezentach' które elita trzymała pod kluczem kiedy nawołuje (przez usta kleru) do ofiary na ołtarzu wiary? W zasadzie wszytko się zgadza, wierni kupują poczucie bycia w wspólnocie bo nie mają nic innego do zaoferowania niż własne przekonanie o słuszności podjętej decyzji. No właśnie bracie kto ma jak mówią Twoi przełożeni 'Jezusa w sercu' nie potrzebuje cotygodniowej przypominajki w suto zakrapianej złotem ramie. Wiem że jestem dla Ciebie zjawiskiem nie pojętym całkowicie dyskredytując wartość bogactw materialnych niż zwyczajnie wiązać je z duchowością, miejscem kultem. Nie szukam miejsca kultu, sami głosicie że Bóg jest wszędzie i w nas samych z czym się zgodzę. Dla mnie świątynia istnieje tylko wewnątrz nas Bracie tam też należy odnaleźć klucz do 'tajemnicy wiary' by zastąpić ją wiedzą. Miast rodzącej się frustracji w niewiedzy pojawia się radość. Nie umacniając wiary w 'tajemnicę' lecz zwyczajnie odsłaniając ją. To jak wykorzystujemy swoją wiedzę i umiejętności zależy od mądrości o której mówię. Nie potrzebuję książeczki modlitewnej, miast tego wolę udzielić komuś pomocy nawet najmniejszej. Radzę spróbować Bracie, poświęcając cenne minuty spędzonych godzin w kościelnej ławie i postrzegać 'Boży plan' w realizowaniu go najskuteczniej czyli pracy poprzez czyny niż próbę 'przebłagania' wyższej instancji. By eksplorować dotąd nie znane obszary duchowości, potrzeba odwagi otwartości, światłości umysłu natchnionej nie poprzez co jedną prozaiczną etykietkę 'Bóg'. Dla mnie jako małego dziecka (miałem może 10 lat) Bóg katolicki miał bardzo prostą, wyraźnie zaznaczoną biegunowość. Ja polak, katolik, patriota należę do wspólnoty nie mając pojęcia czemu dlatego : Wybór - katolicyzm, podporządkowanie - nagroda, negacja - potępienie, strach - gorliwa wiara. Nawet 'mało rozgarnięty' obywatel nie ważne ile by miał lat jest w stanie to pojąć. I jestem pewien że z takim właśnie nastawieniem kler 'wyszedł do ludu'. Podobnie jest ze świętością bo przypadki kompletnie odosobnione, niemal marginalne odosobnienie w ubóstwie. Bracie, bogactwa, złote pierścienie, kielichy i inne bibeloty, nie wspominając już o gigantycznych majątkach nie zbliżą do 'Boga', nie umacniają też wiary. Mogą jedynie zmienić postrzeganie kleru przez ludzi, ale cel takiego właśnie postępowania dla mnie nie ma najmniejszego uzasadnienia by pokazać że garstka święci kolorową materię i wykonuje pewne gesty. Gdyby kościół pokazał oblicze największej ofiary miłości jakim jest głoszone przez ewangelię heroiczne poświęcenie dla dobra potrzebującego oddał by swoje majątki bez cienia strachu o wydatki. Przecież ludzie właśnie utrzymują ten całkowicie autonomiczny organ własnościowy który jest 'dla wszystkich'. Niczym wielka dyskotekowa kula, jeżeli ktoś preferuje ten rodzaj rozrywki wybierze się tam popatrzy sobie jak fajnie świeci i nic poza tym. Nie możemy tu mówić o kontakcie cielesnym, bo przecież skupiamy się na materii ducha który pozostaje w 'tajemnicy wiary'. Która znana jest jedynie różnym obliczom tego samego boga niczym trój głowy cerber. A w razie pomocy stoją zawsze w gotowości zastępy 'pasterzy' kierowników na folwarku 'Boga'. Którzy na wszelki wypadek są i będą obdarowywani nie odmawiając sobie złotych biskupich czy kardynałowych pałaców że o watykanie nie wspomnę. Mogę delikatnie Ci uświadomić że zasiadłeś za kierownicą autobusu jadąc na śmierć z zawrotną prędkością nie hamując na zakrętach. Nie przestrzegając przepisów drogowych które ignorujesz i znaków których nie rozpoznajesz. Nie zamierzam Cię straszyć ani tym bardziej potępiać, zrobisz z tą wiedzą co zechcesz. Ja wiem jedynie z własnego doświadczenia że zderzenie z prawdą bywa bolesne kiedy musimy rozbić skorupę wąskiego postrzegania najwyższego bytu metodologią wprost ze starożytności. Prawdą tak odmienną od tej którą w sferze świeckiej czy duchowej wbija litanie bezsensownych rytuałów realizując program danego dnia. Obraz poznania istoty duchowości jest skutecznie przysłonięty ułudnymi przesłankami. Wiedza i wiara, przede wszystkim ta duchowa powinny zbiegać się nie wyszczególniając wartości jednej nad drugą. W pewnym momencie wiarę zastępuje wiedza którą można zdobywać na wiele sposobów i pojawienie się każdej ma swój konkretny cel, dając wybór by poznać istotę swej nauki. Katolicyzm wiąże taką formę duchowości z czarami i gusłami które pochodzą od złego ducha czy diabła ponieważ 'tajemnica wiary' ma pozostać nie ujawniona. Dziwi mnie to bo wskazanie jej wiąże się z odsłonięciem kuszącej lecz bardzo niebezpiecznej prawdy której nie powinno się zgłębiać bo można się od tego połamać i skazać na wieczne potępienie. Odpowiedz mi bracie. Czemu Bóg miłości i pokoju śmie mówić o okrutnej karze i cierpieniu gdy cząstki jego samego będą próbować zgłębiać jego istotę? Analogicznie to co uznaję za założony plan naszej roli na ziemi, jako owe cząstki (istota Boga) poznawać rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy. Można obyć się bez nauczycieli, ale powinniśmy wymieniać między sobą informację. Kapłani pouczają i klasyfikują definicję schematów których należy przestrzegać by postrzeganie istoty Boga pozostawało nie zmienne czyli odgórnie pre definiowane. Klasyfikują, definiują określają normy i wartości absolutnie nie podważalne i duszą się we własnym sosie ignorancji. Definiowanie granic w postrzeganiu najwyższej istoty bytu jest absurdem i zbrodnią wobec rzeszy wiernych, definiując zamkniętą i zwyczajnie przestarzałą sferę wiary. Cóż po tradycji kiedy KrK ciągle ulega zmianom w postrzeganiu w zależności od przemian geopolitycznych(z watykanem łącznie)? Niektórzy mówią że kościół potrzebuje reformy a jak dla mnie ciągle jest 'reformowany'. A konkretnie kształtowany wizerunek 'Boga' jakiego należy postrzegać w zależności na czyich ustach się pojawia. Na ten przykład JP2 za swego pontyfikatu rzekł by nie bać się piekła bo ma ono znaczenie symboliczne tymczasem Ratzinger stwierdził że istnieje ono jak najbardziej i należy się go bać. Powiedzmy sobie jedno i to wyraźnie, dla mnie wielkim okrucieństwem jest twierdzenie iż wszechmocny wykazuje się absurdalnie podkreśloną tyranią. A wszystko po to by wskazać czym się kończy odejście od niego w ciągu jednego krótkiego życia. Dla mnie to taka zupka instant gdzie trzeba się szybko określić i trwać, wykonując te same puste gesty o danej porze roku.

Wiara katolicka daje prosty przepis - jedzcie wszyscy tą samą zupkę instant, a będzie dobrze (będziecie "zbawieni"). To jest genialnie proste. Chyba zostanę katolikiem i moje życie stanie się proste i klarowne ;))
Brat:
W kościele nie brakuje demokracji.
A ile lat trwa kadencja papieża? :)
Brat:
Ani nie mozesz Ty oceniać czy "zszedł z drogi z prawdziwej nauki". A skoro o coś takiegoo go posądzasz to napisz mi kto ma prawo do stawiania takich oskarżeń.
A gdzie ja coś takiego napisałem? Pisałem o ryzyku (pracę dyplomową też), gdy instytucja nie jest demokratyczna. Księgi kościelne też czytasz tak nieuważnie? O oskarżeniach mówisz? Ja powiem, że prawo, a nawet obowiązek krytyki ma każdy, by wskazać i pomóc w wyeliminowaniu ewentualnych błędów i wypaczeń - by instytucja stawała się coraz doskonalsza. A swoją drogą, to katolicyzm bardzo mi przypomina komunizm.
Brat:
Wiara Katolicka, o czym możesz nie wiedzieć, stawia człowieka nie w stosunku poddaństwa wobec Boga ale równej współpracy. Bóg nie jest szefem a partnerem, przyjacielem i ojcem - nieskończenie doskonałym. Każdy Katolik powinien przejawiać własną inicjatywę.
No to szkoda, że spora część katolików wyraźnie o tym nie wie. Praktyka kościelna daje niestety inny obraz Boga. Jeśli chodzi o pytania, to odpowiem słowami słynnego filozofa Shreka: "Ogry są jak cebula - wielowarstwowe". Zależy, czy rozmawiamy tu o Absolucie, czy o lokalnych Logosach. Bardzo szczegółowe pytania o istotę Boga i próby odpowiedzi znajdziesz tu: http://www.cudownyportal.pl/user.php?user_id=ostoj W "Rozmowach z Bogiem" jest wyraźnie powiedziane, że człowiek ma CAŁKOWICIE wolną wolę. A w pana tekście jest napisane, że człowiek ma tylko ILUZJĘ wolnej woli. Jeśli w obu tekstach przemawia ten sam Bóg, to chyba niemożliwe, żeby dawał sprzeczne informacje. Bardzo ciekawe pytanie, zmagałem się z nim dość długo. Żeby jeszcze podkreślić "złożoność" :-) problemu powiem coś, co usłyszałem: człowiek ma całkowicie wolną wolę i wolna wola jest iluzją - i OBA te stwierdzenia są JEDNOCZEŚNIE prawdziwe. Zagadkowe prawda? Rozwiązanie jest następujące: Wszechświat został tak pomyślany i stworzony, aby "ludzie" myśleli o sobie, że są samodzielnymi jednostkami - ODRĘBNYMI od Stwórcy - i wszystko, co postrzegamy wokół, zdaje się potwierdzać tę "prawdę". Ale to wszystko po prostu zostało tak od początku zaplanowane! Tak, aby stworzyć "pełną wolność i całkowitą wolną wolę"! Jeśli zastanowi się Pan dalej nad tym, czym jest wolna wola, nie w kategoriach ogólnych ("wolność dokonywania swobodnych wyborów"), ale w szczegółowych - w sytuacji wyboru konkretnej opcji z kilku dostępnych, to widzimy, że: 1. istnieje swoboda wyboru jedynie z MOŻLIWYCH opcji (np. mogę pojechać do Warszawy lub Gdańska, ale nie mogę pojechać na Marsa); 2. istnieje swoboda wyboru którejkolwiek z możliwych opcji - tutaj siedzi istota "iluzji" - to, co zostało zaplanowane miliony lat temu, dziś się realizuje - wybieramy to, co mamy właśnie wybrać, ponieważ SAM PROCES WYBORU JEST RÓWNIEŻ ZAPLANOWANY, OD POCZĄTKU DO KOŃCA, i jest elementem doskonałego planu, który realizuje się jako Wszechświat. Jeśli przyjmiemy, że istnieje tylko JEDEN Z NAS, i każdy jest właśnie TYM, to widzimy, że wymyśliliśmy PLAN, który teraz realizujemy jako Wszechświat. Stąd wolna wola przypisana jednostce (a jednostka ze swoją odrębnością jest właśnie iluzją, która myśli i działa tak, jak zaplanowano wcześniej) oraz całkowity brak wolnej woli - ponieważ istnieje tylko JEDNA WOLA, ponieważ istnieje tylko JEDNA ISTOTA. Wszystko zależy, z którego punktu Pan patrzy, bo nie można patrzeć z obu. :-) Jeśli z punktu widzenia człowieka jako pojedynczej istoty związanej z ciałem, to mamy całkowicie wolną wolę (swobodę wyboru), jeśli z punktu Boskości - wtedy widzi Pan, że swoboda wyboru jest pozorem, iluzją, ponieważ "jednostki", które są częścią Boskości, wybierają to, co mają wybrać, i myślą zewnętrznie to, co maja myśleć - że mają wolną wolę i są oddzielone. :-) To oddzielenie od Boga i ich swoboda jest jednak pozorem. Po prostu Ktoś wymyślił taki plan. Jego częścią są także wszystkie "procesy decyzyjne" jednostek, analiza dostępnych możliwości albo wybór według kaprysu, czy przez rzuty monetą. Podsumowując: • "jednostki" maja całkowitą swobodę wyboru; • swoboda wyboru jest zaplanowana wcześniej i podobnie wszelkie formy procesów decyzyjnych, a więc wolnej woli nie ma - jest iluzją. Oba zdania są prawdziwe - ale odnoszą się do różnych światów i zależą od tego, czy patrzy pan ludzkimi, czy Boskimi oczami. Co jest prawdą zależy od Pańskiego wyboru. :-) Widzi Pan, że Bóg nigdy tego świata nie opuścił? Żyjemy Nim, oddychamy Nim, negujemy Go przy pomocy Jego Samego i tak samo poszukujemy Go. Jego Miłość jest z nami stale, a nawet więcej - jest nami. Mam nadzieję, że trochę to wyjaśniłem. Materiał zawarty w tej części jest prezentem dla Ciebie czytelniku. Możesz go według własnego uznania przesyłać komu zechcesz. Autor zgadza się na jego swobodną dystrybucję w formie elektronicznej oraz umieszczanie w serwisach www, prosi jednak aby w wypadku chęci druku fragmentów w magazynach ezoterycznych offline poinformować go o tym na e-mail podany powyżej. Zgoda na publikację jest formalnością i autor nie wymaga z tego tytułu honorarium w żadnej formie, prosi jedynie o poinformowanie go o takim zamiarze. Z miłością i głębokim oddaniem Bogu, którego Miłość nie zna granic, a który mieszka w sercu każdego z nas.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Liszaj - większego znaczenia kupno ornatów nie ma. Idąc tym tropem Ty też przestań się ubierać, bo ubrania są drogie. Zazwyczaj ornaty są haftowane przez iostry zakonne z zakonów o ciężkich regułach i pieniądze z takich ornatów idą na ich utrzymanie. Trochę bezsensowny byłby to zarzut ( o ile był to zarzut ).
Liszaj:
Nie wiem też co oznacza specjalne traktowanie KrK (w przeciwieństwie od innych świątyń) przez władze świeckie w postaci darowizn tym samym łamiąc konstytucję.
Darowizn? Jakich darowizn? Idąc tym tropem dojdziemy do majątków kościelnyc, któe zostały wywłaszczone przez państwo - i co kościół ma się starać o ich zwrot? Liszaju piszesz byle pisać, a zapominasz o tym, ze kij ma zawsze dwa końce.
Liszaj:
Wszystko było by w porządku tylko kapłani nie stosują się do życia w świętości i nie upłynniają tego co dostaną oddając potrzebującym.
No to w przypadku kapłanów których ja znam - wszystko jest w porządku. Nie wiem jakich ty znasz, ale sądzę że niewiele odbiegają od tych, których znam ja. Choć oczywiście nie przeczę że i wśród kleru zdarzają się ludzie chciwi i pazerni - natomiast stanowczo sprzeciwiam się przerzucaniu takiego obrazu na cały kościół - bo promil księży jest takich jak Ty to opisujesz.
Liszaj:
która widnieje jedynie na ustach kleru który określa metodologię czczenia jego... wielkości.
I znów Liszaju patrzysz zupełnie błędnymi oczami na Kościół i na naukę Kościoła - nie wiem czy z lenistwa, czy z wrodzonej niechęci czy z innych powodów nie chcesz poznać prawdziwej nauki kościoła, a opierasz się na swoich własnych przypuszczeniach i domniemaniach. Trochę to jest bez sensu. To jakbyś chciał poznać zasady funkcjonowania Polski nie znając Konstytucji a opierając się tylko na Wiadomościach oglądanych nawet nie raz dziennie a raz na jakiś czas... sam musisz przyznać, że to większego sensu nie ma.
Liszaj:
Do kościoła nie przychodzi się po radę czy wymianę światopoglądową lecz po konkretny produkt, co zauważyłem przyświeca kapłanom którzy podważają inną formę samej rozmowy nad istotą bytu. Świadczy to o bardzo poważnym problemie bo oznaką miłości do bliźniego jest przede wszystkim akceptacja. Celowo przekręcona na wybaczanie bliźniemu co skazuje łamiącego przykazania (forma segregacji prawnej) na gorszego moralnie czyli opluwające oblicze Boga i wiernych którzy muszą danej formy ideowej bronić.
I znów kolejne bzdury. Do Kościoła przychodzi się po radę, pomoc i z chęci spotkania z Bytem Doskonałym, lepszego Jego poznania. Oznaką miłości akceptacja? Owszem, ale nie przede wszystkim. Definicja Miłości zawiera w sobie cały szereg elementów, o ktróych kościół naucza. O akceptacji mówi również. Co nie oznacza bezgranicznego liberalizmu i zgody na zło - bo to jest już wykrzywienie akceptacji i wolności. Papieze od Leona XIII zwracali już na to uwagę.
Liszaj:
wierni kupują poczucie bycia w wspólnocie
Nie dzieje się tak. Wierni należą do wspólnoty nie przez "kupowanie Mszy" ale przez uczestnictwo w dziele Zbawczym Jezusa - przez modlitwę, chrzest, spowiedź, komunię i inne sakramenty. A tego kupować nie trzeba.
Liszaj:
Czy wielkość człowieka poprzez czystość moralną w oczach 'Boga' można zamknąć w ramach religii czy nacji? Nie.
Nie pisz kategorycznie nie. Co rozumiesz poprzez wielkość człowieka i co rozumiesz poprzez czystość moralną? Jeśli zaś przyjmiemy definicję Boga jako "wszystkiego dobrego co nas otacza" to owszem - można zamknąć w niej wszystko co nas otacza włącznei z czystością moralną cokolwiek pod nią dobrego się kryje.
Liszaj:
To właśnie ten dramat gdzie zwyczajnie zapanował deficyt na 'autorytety'. Dramat w samej genezie zaspokajania się poprzez wysuwanie z szeregu osoby którym należy składać pokłony.
Zapomianasz Liszaju tylko o jednym - autorytety to bynajmniej nie tylko ludzie święci. Że jest ich brak - to też nie prawda - mamy ich aż nadmiar - po prostu ludzie nie chcą ich dostrzegać i podobnie ( jak przypuszczam ) do Ciebie uznają jedynie samych siebie za autorytet co w konsekwencji prowadzi do zupełnej pustki wynikającej z tego, że człowiek to zoon politicon albo animal socialis.
Liszaj:
By eksplorować dotąd nie znane obszary duchowości, potrzeba odwagi otwartości, światłości umysłu natchnionej nie poprzez co jedną prozaiczną etykietkę 'Bóg'.
Prozaiczną? Prozaiczne to są sposoby poszukiwania Boga w oparciu o siebie samego. Prozaiczne i żałosne, bo człowiek jakkolwiek zdolny do poznania to niestety sam nie jest w stanie ogarnąć wszechświata jako jednostka - opiero "zbiorowy" umysł ludzkości, idea nadrzędna potrafi to wszystko ogarnąć. Chyba, zę uważasz inaczej - że Ty potrafisz stanąć onad światem i stać się "Bogiem" - to się nazywa powszechnie pychą i zgubiło już niejednego człeka.
Liszaj:
Gdyby kościół pokazał oblicze największej ofiary miłości jakim jest głoszone przez ewangelię heroiczne poświęcenie dla dobra potrzebującego oddał by swoje majątki bez cienia strachu o wydatki.
Tu wreszcie podnosisz bardzo dobry i sensowny argument. Faktycznie kościół głosi o heroicznym poświeceniu jako cnocie największej. Jednakże z drugiej strony nauka społeczna kościoła idzie w tym kierunku, aby uznać bogactwo dobrze pożytkowane za formę dopuszczalną i dobrą o ile pożytkowanie dóbr doczesnych jest połączona z pomocą dla innych. I tak - jak tutaj interpretować słowa Jezusa o wielbłądzie i uchu igielnym. Otóż już za czasów Jezusa wiedziano, że przez ucho igielne wielbłąd może się przecisnąć ale z trudem ( dla jasności przypominam, że ucho igielne to wąskie przejście pomiędzy dwiema skałami ). Z tej perspektywy słowa Jezusa móią o dwóch drogach zbawienia: heroicznej - świętej - rozdaniu bogactwa. I drodze zwykłej - gdzie bogactwo można pożytkować dla dobra ogółu. Bezcelowe w tym miesjcu wydają się dalsze wywody i dyskusje o tym jaką drogę wybrał kościół, bo argumenty za i przeciw znajdą się po jednej i po drugiej stronie. W moim odczuciu dodam, że Kościół dobrze pożytkuje dobra doczesne.
Liszaj:
Czemu Bóg miłości i pokoju śmie mówić o okrutnej karze i cierpieniu gdy cząstki jego samego będą próbować zgłębiać jego istotę?
My nie jesteśmy cząstkami Boga a jego dziećmi. Odpowiedź doktrynalna jest oczywista: Bóg jest sędzią sprawiedliwym wynagradzającym za zło i karzącymz a grzechy co jest jedną z oznak Miłości - sprawiedliwość. Z drugiej strony wielu ludzi ( w tym ja ) skłania się ku tezie apokatstazy, która obecdnie nie ejst już potępiana przez Kościół. Aczkolwiek to jest materia bardzo trudna i wcale nie oczywista.
Liszaj:
Można obyć się bez nauczycieli, ale powinniśmy wymieniać między sobą informację.
Nie można obyć się bez nauczycieli. Jak chciałbyś by 7-letnie dzieci zbierały się w klasie wskzole i wymianiały ze sobą informacje? Zupełny i całkowity abstrakcyjny bezsens. A nas ludzi można przyrównać do 7-letnich dzieci w kwestiach wiary. Największe umysły od wieków myślą wszyscy nad tym samym rozwijając i pogłębiając naukę. Twoim tokiem myslenia zatrzymalibyśmy się w erze jaskiniowej.
Liszaj:
Definiowanie granic w postrzeganiu najwyższej istoty bytu jest absurdem i zbrodnią wobec rzeszy wiernych, definiując zamkniętą i zwyczajnie przestarzałą sferę wiary.
A kto zdefiniował Ci granice w postrzeganiu Boga bo nie bardzo rozumiem?
Liszaj:
Powiedzmy sobie jedno i to wyraźnie, dla mnie wielkim okrucieństwem jest twierdzenie iż wszechmocny wykazuje się absurdalnie podkreśloną tyranią. A wszystko po to by wskazać czym się kończy odejście od niego w ciągu jednego krótkiego życia.
Mylisz podstawowe pojęcia - to nie Bóg okazuje się tyranem, ale człowiek głupcem. Gdyby człowiek słuchał Bożych przykazań co by było? Raj na Ziemi. Ale nie - człowiek stwierdza, ze przecież on lepiej wie od Boga co może a czego nie może - czym szkodzi a czym nie szkodzi. I zaczyna się zwariowana karuzela pychy i głupoty, która w konsekwencji prowadzi tylko do zła. Bóg nie jest tyranem - wręcz przeciwnie - jest Ojcem, przyjacielem, który chce nam pomagać. Co jednak nie znaczy, że gdy Jego dzieci są złe to On ich nie ukarze - piszę tutaj o karze doczesnej. O wiecznej już pisałem wcześniej.
wendol:
Wiara katolicka daje prosty przepis - jedzcie wszyscy tą samą zupkę instant, a będzie dobrze (będziecie "zbawieni").
Bezsens. Wiara Katolicka wręcz zabrania takiego do nieh podchodzenia. Wszyscy Katolicy ( możliwe, ze i Wy jeśli jesteście ochrzczeni ) mają udział w powszechnym kapłaństwie, wszyscy wpływają na kształt współczesności.
wendol:
A ile lat trwa kadencja papieża? :)
Jest dożywotnia, chyba, że papież zrezygnuje ze swej funkcji. I owszem jest to demokracja w pewnym sensie... Pisałeś że instytucja totalitarna ( vel Kościół ) może łatwo zejść "z drogi prawdziwej nauki". Więc pytam czy Kościół tak uczynił i na jakiej podstawie masz prawo go osądzać?
wendol:
No to szkoda, że spora część katolików wyraźnie o tym nie wie. Praktyka kościelna daje niestety inny obraz Boga.
A jaki Ty masz kontakt z praktyką kościelną? Alboz katolikami? Bo coś mi się zdaje że to forum to chyba Twój jedyny kontakt z Katolikami - gdzie rozmawiasz w ten sposób o Bogu. Otóż zapewnić Cię mogę, że wszyscy Katolicy, którzy są mi znani nie traktują Boga jako tyrana, ale jako przyjaciela. No cóż Wendolu... przyznam, ze nie takiej odpowiedzi na moje pytania oczekiwałem oczekiwałem... jakkolwiek sznauję Shreka jako filozofa, to jednak nijak nie wiem co on ma do naszej dyskusji :-) Rozważania nad iluzorycznością wolnej woli są może i ciekawe, ale czy jakoś połączone z tematem? Może więc jeszcze raz powtórzę moje pytania:-) Pytam o wiedzę i logikę jaką posiadasz na temat Boga. Pytam o związek "uczącego się Boga" z Bogiem "wszechwiedzącym". I czy nie dostrzegasz tutaj pewnej dysharmonii? Pax :-)

Czytasz Bracie po łebkach i zbyt szybko odpowiadasz. Daj sobie trochę czasu, przeczytaj to i owo, przemyśl pewne sprawy, bo ja Ci na wszystko nie odpowiem, a gdy na coś odpowiadam, to Ty nie rozumiesz i zadajesz pytania, na które już odpowiedziałem. Piękne jest to, że każdy sam musi pewne sprawy zrozumieć, a ubranie tego w słowa bywa bardzo trudne. Musisz Bracie więcej czuć, a nie opierać się na prostych przepisach i zupkach instant. Myślisz jednowątkowo i jednowymiarowo, zamiast wielowątkowo i wielowymiarowo. Jakoś łatwiej mi się rozmawia z kobietami, bo one więcej czują, a mniej niż mężczyźni opierają się na racjonalnym rozumowaniu, które bywa zawodne i nie potrafi odpowiedzieć na wszystkie pytania. W tym sensie bycie typowym mężczyzną to upośledzenie. Kościół wiedział co robi dyskryminując kobiety, ale one podnoszą głowę i upadek wszelkich religii patriarchalnych jest bliski. I podstawowy Twój błąd - Bóg nie jest ojcem, ale matką i ojcem jednocześnie, chociaż ja w momencie zbliżenia do Źródła odczuwałem ekstazę jakby erotyczną, ale o wiele silniejszą.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Wendolu powiem tak: kręcisz i wykręcasz się :-) A wiesz czemu? Bo dokładnie identycznie to samo mogę napisać ja i każdy inny. Podejmij polemikę albo powiedz po prostu - wierzę i nie umiem tego ani udowodnić ani nawet wyjaśnić. Wendolu uczucie uczuciem, ale logika jeszcze nikomu nie zaszkodziła - porównanie do zupek instant można i odnieść do Ciebie: nie obchodzi Cię co gotujesz, tak na prawdę nie znasz żadnego ze składników zupy a jesz ją nawet nie wiedząc, ze to jest zupa instant z proszku... Nie dyskutujmy więc o rzeczach nieistotnych, ale przejdźmy do konkretów. Wendolu odnoszę wrażenie, że Ty sam nie wiesz w co wierzysz i nie potrafisz tego zwerbalizować - zasłaniając się zaś uczuciami maskujesz braki w teorii Twojej wiary. Bóg jest owszem bezosobowy, ale zauważ że w języku polskim słowo "Bóg" jest rodzaju męskiego. Nie zapominam jednak o tym, że Bóg jest ponad płciami. Wczytałęm się kilka razy w Twoją wypowiedź ale nie znalazłem odpowiedzi na dwa moje pytania... a może ich nie doczytałeś? Miłych snów! Pax :-)

A jednak przeczytaj co Ci napisałem i co Ci poleciłem :P Literki znasz, słowa niby też, ale jakoś nie rozumiesz zdań. I co ja Ci na to poradzę? Chyba jednak nie czytaj, bo i tak Ci się w główce wymiesza. Idź do kościoła - tam Ci dokładnie i wielokrotnie to samo powiedzą. Ty powtórzysz i zajarzysz, ale dopiero po latach chodzenia do kościoła. Zapomniałem, że z katolikami trzeba łopatologicznie, ale to bez sensu, bo to ich nie nauczy samodzielnego myślenia. Szukaj, a znajdziesz. A może jakaś kobieta z nami porozmawia? Bo my samce jesteśmy dobrzy w wymyślaniu sobie jakichś prostych, ściśle skodyfikowanych religii, a później wyciągamy łopatki, okopujemy się i kłócimy kto ma ładniejsze foremki do stawiania babek z piasku.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Liszaj:
Dla mnie to taka zupka instant gdzie trzeba się szybko określić i trwać, wykonując te same puste gesty o danej porze roku.
Wendol:
Wiara katolicka daje prosty przepis - jedzcie wszyscy tą samą zupkę instant, a będzie dobrze (będziecie 'zbawieni').
Dopiero jak Brat zacytował Ciebie, odkryłem że doszliśmy do tego samego wniosku, lol.

Tak... łopatologicznie... A co byś mi powiedział, gdybym na pytanie: opisz mi Twojego Boga, odpowiedział - przeczytaj Katechizm kościoła Katolickiego, Biblię i komentarze do niej a zrozumiesz... Więc zastosuj łopatologię, a naukę myślenia zostaw innym... Łopatologia :-) widzisz - zadałem dwa proste pytania a Ty piszesz, że na nie odpowiedziałeś - no to zadam trzecie pytanie: w jaki sposób? Zrozumiały tylko dla Ciebie? Takie odpowiedzi są bez sensu: Gdyby dzieciom w szkole w pierwszej klasie tłumaczyło się poezje Norwida to wyszłoby na to samo co tutaj - na nic. I dlatego uszanuj że ja łopatologicznie staram Ci się wyjaśnić zasady swojej wiary i oczekuję tego samego. Aby budować trzeba mieć fundamenty, a tych nie wzniesiesz ideami, ale tylko łopatą. :-) Szukam i codziennie znajduję :-) A Ty? Znalazłeś już raz i ostatecznie?

W sumie, fajnie jest być chrześcijaninem.Zycie staje sie wtedy prostsze .

wyckret:
W sumie, fajnie jest być chrześcijaninem.Zycie staje sie wtedy prostsze .
Dla niektórych chrześcijaństwo to też zbyt rozległe pojęcie i aby się w tym nie pogubić, wolą ściślej określone kanony wiary, jak np. katolicyzm.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Doczekam się odpowiedzi na moje pytania? Wiadomo są to pytania abstrakcyjne, jak i materia o której mówimy - dlatego zauważ nie wymagam od Ciebie dowodu na to, że istnieje to o czym mówisz. Pytam o sprzeczności występujące w fundamencie Twojego systemu wierzeń. Przypominam: J Jak się ma wszechwiedza Boga do Jego pierwiastków, które się rzekomo uczą? Skąd posiadasz wiedzę i logikę na temat Boga? I na czym sie ona opiera. Prostsze? :-) Owszem życie jest prostsze kiedy opiera się je na zasadzie Miłości Boga i bliźniego.

A teraz zwłaszcza dla Brata. Rano przypomniało mi się (jednak sen dobrze robi) coś oczywistego, na co wpadłem już dawno. Nie istnieje kres doskonałości, nie ma ona granic, końcowego etapu rozwoju. Doskonałość może się realizować i doświadczać na nieskończoną ilość sposobów, poprzez nowe światy i Wszechświaty. W ogóle "doskonałość" to bezsensowne słowo, można mówić co najwyżej o "doskonałości" względnej. Poczytaj Bracie trochę o Absolucie i Logosach, o ewolucji dusz, o tym jak tworzą one własne światy. Ale uważaj, bo możesz liznąć nieskończoności i doznać zawrotu głowy. Szukaj, a znajdziesz. Niezły jest "Przewodnik po materiale RA", ale to też tylko część, warto dodać do tego coś Plejadian, Wingmakersów, Waldemara Witkowskiego i wiele, wiele innych źródeł, ale jeszcze lepiej pomedytować, połączyć się ze Źródłem i poszukać odpowiedzi "w sobie". Nie mam jakiejś "Biblii", czy prostego wyznania wiary. Po pierwsze nie jest mi coś takiego potrzebne, a po drugie, nie istnieje coś takiego, co by wszystko tłumaczyło.
Brat:
:-) Szukam i codziennie znajduję :-) A Ty? Znalazłeś już raz i ostatecznie?
Ja też znajduję, ale ostatecznie nie znajdę nigdy, bo nauka, doświadczanie i dążenie do "doskonałości" trwa wiecznie. Nigdy się nie zadowolę tym, co osiągnąłem i nie spocznę "na laurach".

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Pisanie trochę mi zajęło, a Ty Bracie też coś w międzyczasie napisałeś :)
Brat:
Prostsze? :-) Owszem życie jest prostsze kiedy opiera się je na zasadzie Miłości Boga i bliźniego.
Wspaniałe motto! :) Dobrze jeszcze wiedzieć, że to, co nas spotyka jest zawsze dla nas dobre (dla zdobywania doświadczeń, dla naszego rozwoju). Bóg (sieć istnienia) chce dla nas zawsze jak najlepiej, ale my często nie wiemy, że to, co nas spotyka, jest dla nas dobre. Okazuje się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W analizowaniu tego typu doświadczeń potrzebna jest dobra pamięć, obejmująca duży okres czasu i spostrzegawczość obserwatora. Nauczmy się patrzeć tak, by pamiętać kolor traw i każdy szczegół tej podróży. Pozdro Bracie! http://img460.imageshack.us/img460/715/pub6li.gif ... i Pax, i Lux Perpetua :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Doskonałość ma wbrew pozorom sens. Doskonałość to absolut, ideał, piękno - wszystko składa się na doskonałość. Bóg zaś jest wszystki i we wszystkim i dlatego jest doskonały. Jest też w wiedzy, któej zdobywać przez swoje własne cząstki nie musi. Jest w doświadczeniu, którego idee przewidział zanim powstał wszechświat.
wendol:
Ja też znajduję, ale ostatecznie nie znajdę nigdy, bo nauka, doświadczanie i dążenie do "doskonałości" trwa wiecznie.
Otóż wg mnie znajdziesz - po śmierci. Odpowiedź na pytanie o Boga jest w nas. Ale ta odpowiedź nie może wypływać z nas, ale musi wypływać od Boga - inaczej stworzymy sobie własną quasi-plątaninę niewiadomo-czego, wykrzywionego pseudoboga, który tak na prawdę nie będzie prawdziwy, ale będzie odpowiadał tylko naszym własnym mniemaniom - takiego boga własnej pychy. I zamiast opierać się na zewnętrznym poznaniu różnych sił, lepiej jest oprzeć się na Miłości Boga, którą on nam daje w swoim objawieniu i do której w swojej nieskończonej mądrości nas kieruje. Nie Ty wybrałeś, ze zostaniesz np ochrzczony - zdecydował o tym już u poczatków Bóg. I to Bóg wybrał dla Ciebie drogę - ale nie złożoną z własnych pseudonauk, ale złożoną z Miłości i opartą na zaufaniu do Jego wszechmocy. Ale jest to materia trudna ex definitione, bo filozoficzna :-) I też zgadzam się z tym, że nie ma tego złego co by w perspektywie nie wyszło na dobre. A wszystko co nas otacza jest nieskończenie piękne - ale niestety nasz świat coraz bardziej wypacza to piękno i tworzy ludzi-maszyny zorientowanych jedynie na seks, pieniądze i wszelkie inne przyjemności, zapominając o kawałku kwiatka czy skrawku nieba, w których dostrzeżeniu jest prawdziwe piękno :-) W wielu punktach zauważ filzoofia Twoja pokrywa się z chrześcijańską. Cóż więc się nie pokrywa? Chyba odpowiedziałem dostatecznie dobrze w akapicie trzecim. Na lux perpetua to chyba jeszcze za wcześnie... oby! Pax vobiscum :-) To jest to czego nam potrzeba!

Brat:
Otóż wg mnie znajdziesz - po śmierci.
Po śmierci też nie znajdę (trafię do wymiaru adekwatnego i dowiem się tyle, na ile pozwoli mój poziom percepcji i to, co będzie mi pomocne na dalszej drodze rozwoju - ani mniej, ani więcej), a jedno życie ludzkie to za mało, by doświadczyć "pełnego spektrum". "Tak, jak śmierć nie jest końcem, tak i narodziny nie stanowią początku. Jesteśmy wieczni, bo Życie, jako fenomen Jedności w Wielości i Wielości w Jedności, jest wieczne i tylko od nas samych zależy, jakie w nim pełnić będziemy jeszcze role."
Brat:
Nie Ty wybrałeś, ze zostaniesz np ochrzczony - zdecydował o tym już u poczatków Bóg. I to Bóg wybrał dla Ciebie drogę - ale nie złożoną z własnych pseudonauk, ale złożoną z Miłości i opartą na zaufaniu do Jego wszechmocy.
Zaufanie do "Jego" wszechmocy to mam, ale chrzest nie ma tu nic do rzeczy. Jezus to dopiero świadomie wybrał, bo nie ochrzcili go zaraz po urodzeniu. Zauważ, że część tej wiary i zwyczajów już zastał. Oczywiście, że można stwierdzić, że Bóg wybrał wszystko dla nas, ale kto może spojrzeć na wszystko z punktu widzenia Boga? Jesteśmy jak aktorzy w teatrze, którzy zapomnieli, że są tylko aktorami, a to jest sztuka, której scenariusz napisał ktoś inny. Nie przeszkadza nam to w żaden sposób w ekscytacji tą "grą". Polecam tu film "Bohater ostatniej akcji" z Arnoldem Schwarzeneggerem. I pamiętaj, że Bóg też ma różne "warstwy" i "elementy". To wszystko nie jest takie "płaskie" i proste, i nie próbuj spoglądać na to oczami Absolutu, bo jeszcze daleka droga przed Tobą, aby osiągnąć tą warstwę świadomości i roztopić się w tym bezmiarze.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

A wiesz co Bracie? Kiedyś słuchałem wywiadu z księdzem, który posługiwał się cytatami z tych "Pierwszych kroków ku miłości" :) Ale jeśli chodzi o channelingi, to tak ogólnie powiem, że: "Co do wartości czanelingów, trzeba sobie zdawać sprawę, że przede wszystkim należałoby traktować je w sposób krytyczny, a nie przyjmować "na wiarę". Może być przecież tak, że część z nich, jeśli nie wszystkie, zawierają informacje uproszczone, zmanipulowane, a nawet nieprawdziwe. Własny krytycyzm, spora doza przytomności i wyczucia mogą być bardzo przydatne w studiowaniu prezentowanych treści. Chodzi o to, aby były one inspirujące, a nie zniewalające. Inspiracja może dotyczyć własnych poszukiwań prawdy i sensu życia, zrozumienia, co się kryje za zachodzącymi w przeszłości oraz obecnie na Ziemi i we wszechświecie wydarzeniami i zmianami. W studiowaniu treści czanelingów pomocne być może zwrócenie uwagi na ich "energetykę", jakie uczucia i emocje wzbudzają, poza stroną treściową swojego przekazu. Czy chcą nas przestraszyć, epatując wręcz brutalnością i szokując, czy może konsekwentnie budują pozytywny obraz kondycji ludzkiej, nie unikając jednak prezentacji nawet bardzo trudnych do zaakceptowania faktów. Może np. okazać się, że sprawa przepowiedni jest mniej ważna, niż prezentowane nowe idee lub właśnie wskazywanie na niedostrzegane dotychczas aspekty znanych spraw... Tak więc o znaczeniu danego czanelingu może wypowiedzieć się ostatecznie jego odbiorca, Czytelnik. Na ile dla niego zetknięcie się z danym czanelingiem było konstruktywnym doświadczeniem."

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

wendol:
Po śmierci też nie znajdę
Skąd ta pewność i wiedza? Bo jeśli z własnych przemyśleń i rozważań, to wybacz, ale jest niewiarygodna.
wendol:
Zaufanie do "Jego" wszechmocy to mam, ale chrzest nie ma tu nic do rzeczy
A właśnie, że ma. Spróbuj obecnie teraz odrzucić litery, których nauczycielka nauczyła Cię w szkole podstawowej, zapomnij o liczbach i zacznij tworzyć cały system wszechświata od nowa. Możesz to zrobić - ale zamiast rozwoju uwstecznisz zupełnie siebie. Podobnie jest z wiarą, którą mamy od Boga.
wendol:
To wszystko nie jest takie "płaskie" i proste, i nie próbuj spoglądać na to oczami Absolutu, bo jeszcze daleka droga przed Tobą, aby osiągnąć tą warstwę świadomości i roztopić się w tym bezmiarze.
Wedle mojej wiary pomiędzy Ziemią a niebem istnieje pewien element kontynuacji. Na pewno nie jest to jakieś "bezosobowe rozpływanie się". Absolut vel Bóg jest niepojęty i nie ma warstw - On jest i tyle, a jakiekolwiek Jego bliższe określanie bez odniesienia się do tego co sam chciał nam o sobie powiedzieć można porónać do opisywania cywilizacji ludzkiej przez rybę pływającą w morzu... To o czym piszesz to kwestia wiary - takiej samej jak moja. Pytanie więc sprowadza się do tego dlaczego taką wiarę wybrałeś i skąd masz pewność, że tego chce od Ciebie Bóg? I że to nie Twoja własna pycha podpowiada Ci rozwiązania najprostsze, wymagające najmniej wysiłku przy ich wprowadzaniu i jeszcze mniej przy zrozumieniu? Zarzucacie Kaatolikom, ze poddają się władzy zewnętrznej - co jest błędne. Katolicy kochają Boga i są poddani tylko Jego władzy. Natomiast w prawdziwą niewolę własnych złudzeń poddajecie się Wy. Pax :-)

Brat:
Pytanie więc sprowadza się do tego dlaczego taką wiarę wybrałeś i skąd masz pewność, że tego chce od Ciebie Bóg? I że to nie Twoja własna pycha podpowiada Ci rozwiązania najprostsze, wymagające najmniej wysiłku przy ich wprowadzaniu i jeszcze mniej przy zrozumieniu?
Brat:
Natomiast w prawdziwą niewolę własnych złudzeń poddajecie się Wy.
I tak dalej... http://img383.imageshack.us/img383/3316/sick4te.gif Coś taki zasadniczy? W ludziach niewierzących jest czasem więcej szczerości, dobroci, a ich poziom etyczny jest nieraz większy niż tych, którzy się manifestacyjnie deklarują jako wierzący Tadeusz Pieronek Biskup, rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie Jak ludzie wyobrażają sobie Boga?

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Zasadniczy? Nie jestem zasadniczy a dążę do prawdy. Piękny opis Boga w linku. Teraz odpowiedz na jedno pytanie: Ty wiesz to co napisałeś o Bogu czy wierzysz w to? Te slowa nie tylko wypowiadał bp Pieronek. I one są prawdziwe...
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 81
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.