Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Dojenie owieczek przez Kościół Katolicki. Przesądy KK
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 1666
Poprzednia strona | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | .. | 83 | 84 | Następna strona

Rozpoczęło się to od momentu, w którym podałem opracowania dotyczące przesądów w Kościele Katolickim http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=2186&p=2 Właśnie dostrzegłem, że nie dopowiedziałem Bratu na ostatni post, który w tamtym wątku zamieścił. Czynię to obecnie:
Brat:
Masz w pewnym sensie rację Old. Też mnie to złości jeśli chodzi o Kościół. Z drugiej strony dostrzegam również pozytywne dzieła Kościoła i nie patrze jedynie na "przepych na plebaniach". Mam nadzieję że i Ty czynisz pdobnie.
Żeby to jedynie chodziło o przepych na plebaniach... Ok. - Wypisz proszę to co wg Ciebie pozytywne w Kościele, a ja pozwolę sobie do tego wszystkiego ustosunkować.
Brat:
Kościół to plebanie dopiero na drugim miejscu. Na pierwszym miejscu w kościele są ludzie, a oni nieraz wspanialsi potrafią być od "pereł" :D ;)
Tiaaa. Tym wspanialsi im więcej na tacę wrzucą. Tym wspanialsi im bardziej nieświadomi, im mniej poinformowani, im bardziej cierpliwi. Wtedy można doić i doić... Jestem ciekaw dlaczego Ty wciąż tkwisz w tej instytucji? Pozdrawiam

Brat:
A ludzie tworzą kościół.
Kościół to instytucja hierarchiczna, to struktury, to obce państwo watykańskie.
Brat:
Faryzeuszy? Kogo?
Mam na myśli Kościół Katolicki.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Pytam o konkrety. W czym podobni są faryzeusze do KK? Może po prostu nie wiesz kim byli faryzeusza i czym się zajmowali? Kościół to struktura hierarchiczna i cóż z tego?

Mają dogmaty, święte księgi i wierzą w nie bezkrytycznie - nie można ich podważać, ani na drodze nowych odkryć, ani na drodze logicznego myślenia. Działo się to w Italii. Młoda para prosiła proboszcza o pozwolenie, aby po ślubie na placu przykościelnym zorganizować małe przyjęcie dla wszystkich uczestników uroczystości. Proboszcz się zgodził, ale akurat w tym czasie rozpadało się. Młodzi pomyśleli, że można by to przyjęcie przenieść do kościoła. Pleban nie był zbyt szczęśliwy z takiego obrotu sprawy, ale po zapewnieniu Pana Młodego, że zjedzą tylko jakieś przekąski, zaśpiewają jakąś pieśń, napiją się łyk wina i pójdą do domu - przystał na to, choć z ciężkim sercem. Ale - jak to nie tylko u Włochów bywa - po paru kieliszkach wina święto dopiero nabrało rumieńców i po godzinie nikt nie myślał opuszczać kościoła. Proboszcz zdenerwowany wpadł do zakrystii, gdzie akurat wikariusz szukał jakichś ksiąg. - Czemu się ksiądz tak denerwuje? - zapytał niewinnie wikary. - Jak to czemu? Oni się tak głośno zachowują, a to przecież dom Boży - odpowiedział proboszcz. - Ale ci ludzie nie mają innego miejsca - tłumaczył młody ksiądz. - Wiem, ale muszą robić tyle hałasu? - atakował pleban. - Nie zapominajmy, że Jezus też kiedyś był na weselu - argumentował wikariusz podstępnie sięgając do Pisma Świętego. - To też wiem, i nie trzeba mi tego przypominać; tylko że tam nie było Najświętszego Sakramentu - odpalił pewny siebie rządca parafii.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

alkazam:
Po 1 oldspiryt ty masz chyba jakes kopleksy albo wyzuty sumenia jesli odpisujesz bratu po 4 latach LOL
Po 1 -nie czterech, a po niecałych dwóch latach. Po 2 - nie chodzi o kompleksy, czy wyrzuty sumienia :) Nie zaglądałem do tego tematu przez taki właśnie okres czasu, a nie pozostawiam tekstów bez odpowiedzi.
alkazam:
Po 2 odnioslem wrazenie ze zrobliscie malą nagoke na chszescijan
Nie o to chodzi. Tak się złożyło, że przytoczyłem odpowiedzi w tematach, które dotyczyły chrześcijaństwa, bo tylko te tematy pozostawiłem prawie dwa lata temu bez odpowiedzi.
alkazam:
A teraz pomyscie sobe co by bylo gdy by w polsce niebylo wyznaia zymsko-katolickego,
Uważam, że byłoby dużo lepiej niż jest obecnie.
alkazam:
np byli bysmy wyznania z dalekiego wschodu gdzie za popelnienie grzechu brata kaze sie siotre na grupowy gwalt..
Dlaczego od razu takiego wyznania?
alkazam:
Albo gdy by polacy byli budystami to pewnie juz by polski nie bylo :P
A to niby dlaczego?
alkazam:
a tak to wlaczylsmy w imie boga i zyjemy w takim panstwie jaki jest teraz xD
Też mi osiągnięcie. Tez mi pozytywna wartość - "walka w imię Boga". Wprowadzanie chrześcijaństwa ogniem i mieczem...
alkazam:
Moral na koniec 'nie jest dobrze ale mogo byc gorzej' :)
Nie jest dobrze, inni mają gorzej, a my gorzej od innych :)mogłoby być lepiej, np. tak jak w Szwecji... Pozdrawiam

Brat:
Nie dostrzegasz pozytywów w kościele, że chcesz abym je wypisywał? Wykaż się zmysłem obserwacyjnym i sam napisz. A ja napiszę co mi się nie podoba, OK? A później na wzajem się uzupełnimy - co Ty na to?
Nie zabieraj moich pomysłów. Pisałem już niejednokrotnie, że pozytywy w Kościele istnieją. To celowe - aby utrzymać w długim trwaniu jakąkolwiek instytucję negatywną, należy tworzyć odpowiednie zasłony dymne, którymi w tym wypadku są te pozytywy wystepujące w KRzK.

Wendolu jakie znasz dogmaty katolickie? I kto zabrania Ci badania nad nimi? Doprawdy ta hostoria podważa moją wiarę w dogmaty... ... ... co chciałeś przez nią wykazać? Old... Taaak... "dobre" zasłony dymne. Brawo! Jakie to proste :/ No to może napisz jednak negawtywy i ogranicz się proszę do 10 najgorszych wg Ciebie - takich, które SZKODZĄ PRZECIĘTNEMU KOWALSKIEMU W ŻYCIU, utrudniają je, czynią niemożliwym lub uciążliwym. A ja przemilczę "dobre zasłony dymne", bo to są właśnie zasłony dymne, które tylko otumaniają motłoch... więc lepiej je wogóle od razu na wstępie pominąć :/ :/ :/ Hiperobiektywna postawa... a ktoś mi zarzucał brak obiektywizmu? PS: Tylko mnie nie zapytaj gdzie napisałeś, że "otumaniają motłoch" bo tak zrozumiałem twoją wypowiedź... zasłony dymne zazwyczaj otumaniają, a motłoch to dobre słowo...

Brat:
Old... Taaak... "dobre" zasłony dymne. Brawo! Jakie to proste :/ No to może napisz jednak negawtywy i ogranicz się proszę do 10 najgorszych wg Ciebie - takich, które SZKODZĄ PRZECIĘTNEMU KOWALSKIEMU W ŻYCIU, utrudniają je, czynią niemożliwym lub uciążliwym.
Poruszałem te kwestie na tym forum. Ale niech Ci będzie: 1.Nacisk na "edukację" (czyt. indoktrynację) religijną już od wieku przedszkolnego. 2.Wywyższanie negatywnej wartości jaką jest cierpienie do roli zbawczej. 3.Zmuszanie tych, którzy zdecydowali się wstąpić w struktury KRzK na zasadach bliższego naśladowania Jezusa (kapłani)do silnej ingerencji w człowieczą naturę (celibat), co prowadzi do seksualnych dewiacji i homoseksualizmu (pod względem pedofilii środowisko księży katolickich jest grupą szczególną). 4.Wyciszanie i izolowanie ofiar pedofilii księży prze katolickich hierarchów. 5. Ukrywanie pedofilii wśród księży i jej lekceważenie. Chronienie księży pedofilów przez władze koscioła (świat aktywności seksualnej, łącznie z praktykami z nieletnimi, znany był hierarchii katolickiej, a choć uważany za niefortunny i moralnie niewłaściwy akceptowany był jednak, mimo wszystko - niczym nieunikniony i łatwo wybaczalny błąd niektórych księży). 6. Hipokryzja uwidaczniająca się w bogactwie materialnym KK, która przedkładana jest nad bogactwo moralne co stoi w jawnej sprzeczności z nauką Jezusa. 7. Kupczenie sakramentami i posługami (chrzty, pogrzeby, śluby, itd.) 8. Negatywny wpływ na przebieg wydarzeń historycznych poprzez krzewienie chrześcijaństwa za pomocą ognia i miecza. Działalność inkwizycji. 9. Praktyka spowiedzi jako odrażająca i demoralizująca, ponieważ sugeruje się wiernym, iż niekorzystanie z tego "sakramentu pokuty" może być przyczyną utraty zbawienia. Poniżeniem i podłością można nazwać pomysł zastraszania ludzi w wyniku czego niejako zmusza się ich do wyrzucania z siebie spraw najintymniejszych. Ktoś, kto wielokrotnie poniżał się tą praktyką będzie miał trudności z odzyskaniem poczucia własnej wartości i godności. Spowiedź może być także przyczyną podświadomego przyzwalania sobie na popełnianie wciąż tych samych błędów, ponieważ i tak w wyniku tej praktyki "można" na powrót "otrzymać czystą kartę". 10. Przykładanie rąk do okradania ludzi nie mających niczego wspólnego z KRzK, poprzez bierną postawę wobec takich aktów. Przykład: wszyscy płacący podatki w Polsce, obojętnie czy to ateiści, czy protestanci lub świadkowie Jehowy płacą na kościół katolicki (utrzymanie szkolnych katechetów, dotacje na pokrycie składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i chorobowe księżom. Utrzymanie kościołów; udzielanie duchownym pomocy materialnej i lekarskiej oraz organizowanie dla nich domów wypoczynkowych; objęcie duchownych ubezpieczeniem chorobowym; specjalne zaopatrzenie emerytalne społecznie zasłużonych duchownych; wykonywanie działalności charytatywno-opiekuńczej.
Brat:
A ja przemilczę "dobre zasłony dymne", bo to są właśnie zasłony dymne, które tylko otumaniają motłoch... więc lepiej je wogóle od razu na wstępie pominąć :/ :/ :/ Hiperobiektywna postawa... a ktoś mi zarzucał brak obiektywizmu?
Miotasz się Bracie i wijesz. Kto chce pomijać pozytywyw w KK? Dyskutujesz sam z sobą. Mówiłem przecież byś wypisał pozytywy w KK. To już nie tylko brak obiekywizmu z Twojej strony, ale także matactwo.
Brat:
PS:Tylko mnie nie zapytaj gdzie napisałeś, że "otumaniają motłoch" bo tak zrozumiałem twoją wypowiedź... zasłony dymne zazwyczaj otumaniają, a motłoch to dobre słowo...
Nie otumaniają, a przyciągają i często zasłaniają prawdę o tej instytucji. Dlaczego motłoch to dobre słowo? Ci, którzy nie weryfikują, nie analizują, nie zestawiają i nie porównują - od zaraz muszą być motłochem? A naiwni to też motłoch? pozdrawiam

Brat:
Wendolu jakie znasz dogmaty katolickie? I kto zabrania Ci badania nad nimi?
Chodzi o to, że nawet gdyby coś odkryto, ale niezgodnego z "nauką" Kościoła, to przez Kościół zostałoby to odrzucone jako niezgodne z dogmatami. Religia opiera się na dogmatach i jako taka jest niereformowalna - co najwyżej będzie traciła wyznawców i poparcie, aż przestanie się właściwie liczyć - coś jak typowa partia polityczna, ale partie polityczne są dużo bardziej elastyczne - religia elastyczna być nie może, bo cały jej sens opiera się na dogmatach.
Brat:
Doprawdy ta hostoria podważa moją wiarę w dogmaty... ... ... co chciałeś przez nią wykazać?
To, że Kościół odszedł od nauk Jezusa i poszedł z powrotem w stronę "faryzejską". Jezus był żywy (i nadal jest w sercach ludzi), a Kościół już umarł, skostniał i się nie rozwija. A najbardziej mi się nie podoba, że Kościół kpi sobie z nauk Jezusa. Kościołowi brakuje duchowości - jest pusty, poszedł w stronę materializmu. Tego trupa już nie da się reanimować - musi narodzić się coś nowego. Kiedyś w Kościele usiadłem w pierwszej ławce i trochę zbyt mocno się skupiłem. Księża zaczęli jakieś dziwne rzeczy mówić, że wybudują drugi Watykan w Polsce, że będą chodzić po całej Ziemi i na nowo głosić słowo boże. Spojrzałem na Jezusa na krzyżu i... bólu nie poczułem, tylko ogromne pragnienie, Słońce niemiłosiernie prażyło... zapłakałem. Ksiądz powiedział, że spadnie deszcz na spękaną ziemię (tego lata bardzo długo deszcz nie padał). Poszedłem na zakrystię, ale ksiądz zrobił ze sznura coś w rodzaju pętli na szubienicę i powiedział do mnie przestraszonym głosem: "Kim jesteś?! No gadaj! Kim jesteś?!" Odpowiedziałem, że człowiekiem. Poszedłem do domu, gdy wychodziłem z kościoła, to na niebie nie było ani jednej chmurki, gdy szedłem, to chmury zaczęły się pojawiać na niebie, gdy byłem pod domem (po 15 minutach), to zaczął padać deszcz, który wkrótce przekształcił się w wielką ulewę i burzę - od razu usnąłem.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Miały szkodzić przeciętnemu Kowalskiemu... ... ... te 10 okropnych wad... a te które podałeś wydaje mi się nie szkodzą :D 1. Nie musisz posyłać dzieci na religię - wolny wybór rodziców. Etyki też nie będziesz dzieci uczył, bo jest ona sprzeczna z Twoimi zasadami? 2. Cierpienie... miało przeszkadzać przeciętnemu Kowalskiemu... a to Jezus cierpiał, nie Kowalski... 3. A co Kowalski ma do kapłanó żyjących w celibacie?! To ich wybór!!! Komu to przeszkadza co oni robią?! Homoseksualizm jest rzeczą szczególną i niestety wśród duchownych też się zdarza. Czy to przeszkadza Kowalskiemu i rzutuje na wszystkich kapłanów? 4 i 5. A słysząłeś Ty ostatnio o jakimś przypadku pedofilii spoza kręgu księży? Ukrywanie? Kogo? Kto? Skoro znasz takie przypadki donieś na Policję. Poza tym w jaki sosób przeszkadza to Panu Kowalskiemu? 6. O to to! Temat zaiste ciekawy i pierwszy sensowny punkt! Zapominasz jednakże ( naiwność i lenistwo niechętnych kościołowi? ) o pozytywnych stronach działalności Kościoła i o ludziach, którym ze swojego bogactwa Kościół pomógł. Poza tym to Kowalski łoży na kościół bądź nie - wedle upodobania. Jak więc może mu to przeszkadzać? 7. Kupcznie? A prosiłeś kiedyś księdza o sakrament "bez zwyczajowego datku"? Odmówił? Jeśli tak to podlega kościelnym karom. Uważasz, że księża zawsze odmawiają udzielania sakramentów bez "opłaty"? Nie za daleko wyciągasz wnioski? 8. Historia przeszkadza Kowalskiemu? A to ciekawa koncepcja. Rozwiń ją proszę. 9. Ciekawe spojrzenie na problem. A jeśli Kowalski patrzy inaczej: wyspowiada się, jest mu lżej i lepiej, stara się poprawić, zaczyna zmieniać swoje życie i żyje według ewnagelicznych zasad? Co wtedy? I w czym przeszkadza Kowalskiemu to, że inni się spowiadają? Mamy chyba wolność - on nie musi. Zaś sama doktryna katolicka zna pojęcia żalu doskonałego i miłosierdzia. I prędzej to wpaja "owieczkom" niż karę wieczną. 10. Na końcu - a faktycznie najmocniejszy z argumentów jak dla mnie. Ale mamy wolność - możemy zmienić władze ( co nawiasem mówiąc baaardzo by się nam przydało ) i one zmienią to prawo. Jednakże nie zapominajmy o woli większości :-) A badań na ten temat chyba nie posiadasz? Mogę wpypisać pozytywy kościołą :D Zaś matactwem są Twoje słowa o jego negatywach i o "mydleniu oczu", któe z góry sugerują, ze wielka praca jaką wkłada kościół w kształtowanie naszej rzeczywistości za poparciem i wspomożeniem swoich wiernych jest "mydleniem oczu"! Wendolu a na czym opiera się wiara? Religia ma w sobie wpisane dogmaty... każda. A zapytałem konkretnie jakie dogmaty zostały obalone przez naukę? Taaak... sugerujesz więc, że kto inny pozostał przy naukach Jezusa skoro kościół odszedł. Kto więc i na czym opiera swą wiedzę? Pax vobiscum:-) I kolorowych snów!

Brat:
Taaak... sugerujesz więc, że kto inny pozostał przy naukach Jezusa skoro kościół odszedł. Kto więc i na czym opiera swą wiedzę?
Czyli znasz tylko oficjalną naukę Kościoła i tylko Kościoła. Zamieszczałem tu sporo linków na ten temat. Nie czytasz, olewasz - w którymś z bieżących tematów napisałem już coś na ten temat. Niby Bracie bardzo ożywiasz to forum, ale to chyba tylko dlatego, że można z Tobą rozmawiać ciągle o tym samym - Ty i tak nie czytasz, i tak w kółko. Nudzisz mnie już Bracie.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

A oto, co znalazłem w "Wielkiej encyklopedii trolli internetowych": WIELKI ZNAWCA - zawsze wie najlepiej niezależnie od tematu. Jednak jego wiedza nie wspomoże forum, bo jej po prostu nie ma. WIELKI ZNAWCA będzie używał wielkich słów, naukowych terminów i czasem nawet... ekhm... łaciny, żeby tylko wydawać się kompetentnym. GŁUCHY JAK KAMIEŃ - jeden z naprawdę niepokonanych bojowników, ponieważ nic nie potrafi przebić jego zbroi ignorancji. Jego strategia wojenna jest bardzo prosta - odrzucić wszelkie argumenty, które mu nie odpowiadają. W początkowej fazie walki GJK ma wielu przeciwników, jednak ci w miarę upływu czasu męczą się lub tracą zainteresowanie tematem i zaczynają go ignorować.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Brat:
Miały szkodzić przeciętnemu Kowalskiemu... ... ... te 10 okropnych wad... a te które podałeś wydaje mi się nie szkodzą :D
No właśnie - wydaje Ci się. Otóż szkodzą przeciętnemu Kowalskiemu.
Brat:
1. Nie musisz posyłać dzieci na religię - wolny wybór rodziców. Etyki też nie będziesz dzieci uczył, bo jest ona sprzeczna z Twoimi zasadami?
Chwila, chwila - mówie o naciskach. Tak się składa, ze przeciętny Kowalski o odmiennych poglądach niż zdecydowana większosć w tym kraju (katolicy)nie posyłając swych dzieci na lekcje religii - skazuje je tym samym na ostracyzm w środowisku szkolnym. Dzieci izolują 'odmieńców', tak działa ich psychika. Zdarza się też, że dzieci te są również napiętnowywane przez nauczycieli - także katechetów. Tak więc gdy rodzic orientuje się w sytuacji, nawet gdy jest ateistą - zpaisze dziecko na religię. Taka jest presja środowiska. Główną odpowiedzilanoscią za ten stan rzeczy należy obciązyć Kościół, który zabiegał o wprowadzenie religii do szkół. Ale nie tylko o to chodzi. Wiekszość rodziców indoktrynowana była za pomocą 'nauki' Kościoła - także od dziecka - obecnie siłą rzeczy nie dostrzegają niczego złego w tym, by ich dzieci także poddane były indoktrynacji już w wieku przedszkolnym. Tym samym powielane są wciąż błędy. Dzieci powinny conajwyżej mieć zajęcia z etyki, a w gimnazjum poszerzony program z historii o elementy religioznawstwa plus osobne zajęcia z etyki. W wieku lat 17, 18 (w szkole średniej) - powinny mieć możliwość wyboru religii (jeśli mieliby taką potrzebę), na temat której chcieliby pogłębić swą wiedzę. Np. określona grupa młodzieży wybiera katolicyzm - organizowane są więc zajęcia przez księży, które odbywać się powinny w salkach katechetycznych przy kościołach. Dorośli wierni - powinni utrzymywać finansowo katechetów - jak również przygotowywanie i utrzymywanie pomieszczeń (remonty, itd.). Podobnie sprawa powinna przebiegać w przypadku innych wyznań. Obecny system rodzi izolowanie, wywyższanie się jednych nad drugimi, a przede wszystkim kradzież środków finansowych tym, którzy nie wyznają katolicyzmu (bo także i z ich pieniędzy finansuje się Kościół Katolicki w Polsce)
Brat:
2. Cierpienie... miało przeszkadzać przeciętnemu Kowalskiemu... a to Jezus cierpiał, nie Kowalski...
Przeciętny Kowlaski także cierpi i zamiast robić wszystko by cierpienia było jak najmniej - Kościół uczy, że cierpienie uszlachetnia, zbawia, można jego nadmiar ofiarować za innych - co jest szczególnie miłe Bogu. Sytuowanie cierpienia w taki sposób wpływa na jego nadmierną akceptację i usypia potrzebę podejmowania odpowiednich działań profilaktycznych, a także w skrajnych przypadkach doprowadza do przekonania, że cierpienia wręcz należy szukać i cieszyć się, że się cierpi. To już jest patologia i Kościół szczególnie kocha tego typu dewiacje.
Brat:
3. A co Kowalski ma do kapłanó żyjących w celibacie?! To ich wybór!!! Komu to przeszkadza co oni robią?! Homoseksualizm jest rzeczą szczególną i niestety wśród duchownych też się zdarza. Czy to przeszkadza Kowalskiemu i rzutuje na wszystkich kapłanów?
Przeciętny Kowalski to także niedoszły ksiądz o czym zdajesz się zapominać. Zindoktrynowany od dziecka pseudo-nauką katolicką, 'święcie' wierzący w przekazane mu informacje ('uroda'wieku młodzieńczego) - wstępuje np. do seminarium i tam wprowadzany jest w arkana homoseksualnych praktyk. Albo jest ofiarą, albo staje się homoseksualistą jeśli miał co do tego skłonności. Pewnie wiesz, że grupa katolickich księży wybija się ponad przeciętną jeśli o takie preferencje chodzi. W ogóle nie odniosłeś się do pedofilii, która często wśród księży występuje i prawdopodobnie to właśnie celibat może być jedną z głównych przyczyn powstania tego zboczenia w szerokiej skali wśród duchowieństwa. Nie muszę chyba Ci tłumaczyc jaki to ma wpływ na przeciętnego Kowalskiego. Ponaddto szeregowi księża to także będą przysłowiowi Kowalscy i chcąc spełnić swe pragnienia odnośnie życia duchowego w obrządku katolickim - chcąc nie chcąc będą musieli mierzyć się z tym chorym, watykańskim prawem, któremu na imię celibat. Jest on silną ingerencją w ludzką naturę - szkodzi więc przeciętnemu Kowalskiemu (księża), a także innym o czym powyżej pisałem.
Brat:
4 i 5. A słysząłeś Ty ostatnio o jakimś przypadku pedofilii spoza kręgu księży?
Próbujesz pdbiegać od tematu by zaciemnić meritum. Przypomnę - rozmawiamy o ciemnych stronach KRzK.
Brat:
Ukrywanie? Kogo? Kto? Skoro znasz takie przypadki donieś na Policję. Poza tym w jaki sosób przeszkadza to Panu Kowalskiemu?
W JAKI SPOSÓB??!!!! Powiem wprost - albo jesteś ciemny, albo celowo rżniesz głupa by kogoś zirytować. Szczerze powiem - gdybym był ojcem dziecka zgwałconego przez księdza i przeczytałbym: 'w jaki sposób przeszkadza to panu Kowalskiemu'. Nie wiem, ale chyba zacząłbym Cię szukać. Przeciętnemu Kowalskiemu ma nie przeszkadzać np fakt, że w latach 1950-2002 tylko w sądach amerykańskich o napastowanie seksualne dzieci oskarżono 4 392 księży. Wśród 10 667 procesujących się ofiar większość stanowili chłopcy, którzy w chwili popełnienia wobec nich przestępstwa mieli 11-14 lat. Najczęściej ministranci.(Opublikowanie raportu John Jay College na temat molestowania nieletnich w Kościele Katolickim: http://www.nccbuscc.org/nrb/johnjaystudy/ 'Ukrywanie?Kogo? Kto?(...)zgłoś na policję'?? Bracie, Ty albo jesteś nieświadomy, albo rzeczywiście uważasz, że masz do czynienia z głupcami. Polecam Ci obejrzenie filmu dokumentalnego na temat problemu z seksualnym molestowaniem nieletnich w Kościele katolickim pt. 'Holy Water-Gate:The Sex Abuse Crisis in the Catholic Church'(Producent, Scenarzysta, Reżyser i Narrator: Mary Healy-Conlon, Nakręcony przy współpracy: SBS-TV, Australia; CBC Network, Canada; RTSI Televisione Svizerre, Szwajcaria). Film ten to próba podsumowania historii ukrywania problemu z pedofilią wśród księży w USA przez hierarchię kościelną. Pełny tekst zamieściłem tutaj: http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=98520 Kolejna sprawa: Pewien irlandzki mnich z zakonu norbertanów nazwiskiem Brendan Smyth zasłynął tym, że w ciągu pięćdziesięcioletniej (1945-1994) posługi w Dublinie, Belfaście i kilku miastach amerykańskich zgwałcił ok. 400 dzieci. Ojczulek miał niezłe chody u zwierzchników w swoim zakonie, którzy zresztą o jego słabości wiedzieli już w latach 40-tych, niemniej solidarnie trzymali buzie na kłódki. Ba, czasami nawet pomagali: gdy w parafii, w której zakonnik aktualnie 'uczył', wszystkie dostępne młode duszyczki były już zaliczone, przenosili delikwenta w nowe miejsce, gdzie mógł sobie używać do woli, a poprzednim ofiarom i ich rodzinom sobie znanymi sposobami zamykali usta. Aresztowanie rozrywkowego norbertanina w 1994 i jego kolejne sprawy sądowe (w 1994 skazano go za 17 gwałtów w Belfaście, w 1997 za 74 gwałty w Dublinie, końca innych procesów już nie dożył) wywołały niemały kryzys w katolickiej Irlandii; dość powiedzieć, że zaowocowały lawiną ujawnień kolejnych ofiar chuci duchowieństwa, upadkiem prawicowego rządu i spadkiem o niemal 20 procent frekwencji na niedzielnych mszach. http://www.rte.ie/tv/scannal/BrendanSmyth.html Następna: Amerykański, pedofil-rekordzista, John J. Geoghan, przez 30 lat posługi kapłańskiej 'zaliczył' przynajmniej 130 dzieciaków. Jego także uczynni zwierzchnicy po każdej większej wpadce przenosili do innej parafii, a sprawie ukręcali łeb. Ojciec John wpadł, gdy zaczął się dobierać do chłopców na przyparafialnym basenie. Bostońska archidiecezja do dziś negocjuje odszkodowanie, jakie wypłaci ofiarom Geoghana (ostatnio mówi się o 65 milionach dolarów). http://archives.cnn.com/2002/LAW/01/18/priest.verdict/index.html Ponownie: W październiku 2005 zakończyło się w Irlandii rządowe dochodzenie w sprawie molestowania dzieci w malutkiej wiejskiej diecezji Ferns. W stan oskarżenia postawiono 21 duchownych, którym zarzucono ponad 100 gwałtów na dzieciach płci obojga. Trzeba przyznać, że duszpasterze zadziwiali pomysłowością - np. w kościele parafialnym w Monageer urządzili sobie burdel, w którym nastoletnie dziewczynki gwałcili na ołtarzu. ]Biskup, jak zwykle, o wszystkim wiedział, ale poprzestawał na delikatnych napomnieniach. http://www.guardian.co.uk/crime/article/0,2763,1600647,00.html A tutaj o Twym kolejnym kochanym (?) papieżu: W 2005 nowo wybrany papież Benedykt XVI zwrócił się do prezydenta Busha z prośbą o list żelazny na czas potencjalnej pielgrzymki do USA (planowanej na maj 2007), który by go, jako głowę państwa, uchronił od aresztowania, gdy tylko postawi stopę na amerykańskiej ziemi. ( http://prorev.com/2005/08/pope-seeks-immunity-from-charges-he.htm )Papież ma bowiem w Teksasie zaoczny proces o tajny list, który w roku 2001, jeszcze jako kardynał Ratzinger, wysłał do amerykańskich hierarchów. Zakazywał w nim władzom duchownym informowania władz świeckich o wynikach śledztw w sprawie pedofilii księży w przypadkach, w których nie upłynęło 10 lat od chwili, gdy ofiara osiągnęła pełnoletność. W USA namawianie do krycia przestępcy to nie przelewki; nic dziwnego, że Ojciec Święty chciał mieć pewność, iż po przybyciu do Ojczyzny Wolności nie trafi za kratki. http://observer.guardian.co.uk/international/story/0,6903,1469055,00.html Joseph R. ze swymi nakazami trzymania przez księży buzi na kłódkę wcale nie był pierwszy: w 1962 w Watykanie wydano dokument Instructio de modo procedendi in causis de crimine sollicitationis http://www.maurizioturco.it/vaticano/doc_1962/doc_1962_latino.pdf - w którym dla duchownych, którzy upubliczniliby przypadki molestowania seksualnego przez innych duchownych, przewidywano karę ekskomuniki. Instrukcję odkryto przypadkiem w roku 2003. (Dokument w przekładzie na j.angielski: http://www.multiline.com.au/%7Ejohnm/ethics/crimineextracts.htm Najświeższy temat z naszego podwórka: W ubiegłym roku podczas Kongresu Dzieci Misyjnych w Pułtusku przyłapano jednego z duchownych (spoza Pułtuska), zaprzyjaźnionego z dyrektorem Caritasu, na molestowaniu nieletnich. - Abp Wielgus był o tych sprawach informowany, ale też niewiele zrobił - mówi nam jeden z duchownych diecezji płockiej. Dowody przedstawione przez policję postawiły jednak kurię pod ścianą i ostatecznie ks. Jarosław N. został suspensowany. http://wiadomosci.onet.pl/1496233,11,item.html
Brat:
6. O to to! Temat zaiste ciekawy i pierwszy sensowny punkt!
Wszystkie są sensowne, z tym, że Ty poprzez katolicki beton, który zalewa Ci oczy - tego nie zauważasz.
Brat:
Zapominasz jednakże ( naiwność i lenistwo niechętnych kościołowi? ) o pozytywnych stronach działalności Kościoła i o ludziach, którym ze swojego bogactwa Kościół pomógł.
Masz mnie za durnia? Nie ględź o naiwności i lenistwie, bo to właśnie Ty stwierdziłeś, że nie będziesz pisał o pozytywnych stronach KK gdy Ci to zaproponowałem. Powiedziałeś bym ja wypisał w 10 punktach najciemniejsze strony KK. Mówisz o boactwie z którego Kościół pomógł - podaj przykład. O jakie bogactwo chodzi, rzędu jakiej wartości?
Brat:
Poza tym to Kowalski łoży na kościół bądź nie - wedle upodobania. Jak więc może mu to przeszkadzać?
Niestety nie wedle upodobania. Pisałem już o tym. W Polsce wszystkim bez wyjątku, którzy płacą podatki - potrąca się na Kościół Katolicki.
Brat:
7.Kupcznie? A prosiłeś kiedyś księdza o sakrament "bez zwyczajowego datku"? Odmówił? Jeśli tak to podlega kościelnym karom. Uważasz, że księża zawsze odmawiają udzielania sakramentów bez "opłaty"? Nie za daleko wyciągasz wnioski?
Nigdzie nie napisałem, że zawsze więc nie pierdziel mi tu o zbyt daleko wysuwanych wnioskach. Kupczą i tyle. Najczęściej ludzie nie proszą o udzialnie posług bez datku. Niektórzy się wstydzą, niektórzy uważają, że tak być powinno skoro zawsze tak było i nawet się nad tym nie zastanawiają. Niektórzy dają "dla swiętego spokoju". Znam takich, którzy poprosili o zwolnienie z opłaty - niektórym sie udało, a inni napotkali na niechęć i wręcz wrogość. Niestety - zdecydowana większość Twoich katolickich, przeciętnych Kowalskich współziomków nie zna prawa Kościelnego, a Ci, którzy je znają - to albo brakuje im asertywności, albo akceptują odmowę.
Brat:
8. Historia przeszkadza Kowalskiemu? A to ciekawa koncepcja. Rozwiń ją proszę.
Na mnustwo sposobów przeszkadza. Kościół ma ofiary na sumieniu. Wyobraź sobie ilu wartościowych ludzi mogło nie narodzić się i nie spłodzić lub urodzić kolejnych - i tak aż do dzisiaj - ludzi, którzy mogliby piastować najwyższe stanowiska w kręgach władzy i wreszcie zrozumieć, że to jest posługa dla społeczeństwa. Ilu niedoszłych naukowców, artystów - itd., itd. Druga strona to inne układy społeczne, państwowe, gospodarcze, ekonomiczne. Na to wszystko Kościół na przestrzeni dziejów swego trwania - miał wpływ często negatywny, czego konsekwencje muszą uderzać w nas - wspólczesnych, a najbardziej właśnie w przeciętnych Kowalskich, którzy dzięki wpływowi na historię musi obecnie płacić obligatoryjnie na KK (ateiści, innowiercy, itd.).
Brat:
9. Ciekawe spojrzenie na problem. A jeśli Kowalski patrzy inaczej: wyspowiada się, jest mu lżej i lepiej, stara się poprawić, zaczyna zmieniać swoje życie i żyje według ewnagelicznych zasad? Co wtedy?
Sytuacja w naszym kraju dobitnie potwierdza, że znikomy odsetek katolików tak postępuje. Mnustwo afer rożnego rodzaju, kradzieże, zawiść, nie dbanie o siebie (statystyki chorób - zajmujemy czołowe miejsca w Europie jeśli chodzi o zapadalność jak również jesteśmy w ścisłej światowej czołówce, jeżeli chodzi o spożywanie największej ilości leków.
Brat:
I w czym przeszkadza Kowalskiemu to, że inni się spowiadają? Mamy chyba wolność - on nie musi. Zaś sama doktryna katolicka zna pojęcia żalu doskonałego i miłosierdzia. I prędzej to wpaja "owieczkom" niż karę wieczną.
Ty uważasz chyba przeciętnego Kowalskiego za kogoś, kto jest wyposażony w bogatą wiedzę, jest w pełni świadomy - nic i nikt na niego nie oddziaływuje. Nie pisałem, że ludziom nie spowiadającym sie przeszkadzają ludzie spowiadający się. Mówiłem tylko o spowiadających sie i o Iimplikacjach tej praktyki. Niespowiadającym sie także spowiedź szkodzi. W jaki sposób? Chociażby w taki: wyobraź sobie, żejesteś ateistą, a masz małżonkę, która jest zagorzałą katoliczką i biega do spowiedzi co kilka dni, a Ty chcesz z nią wtedy być, cieszyć się nią. Podobnie jej dzieci. To rodzi frustrację, napięcia. Dodatkowo, jak już pisałem - chodzi o negawtywny wpływ samej spowiedzi na spowiadającego się. Spowiadający się będzie odziaływał na innych tymi swoimi problemami, które zaaplikował sobie dzięki spowiedzi.
Brat:
10. Na końcu - a faktycznie najmocniejszy z argumentów jak dla mnie. Ale mamy wolność - możemy zmienić władze ( co nawiasem mówiąc baaardzo by się nam przydało ) i one zmienią to prawo. Jednakże nie zapominajmy o woli większości :-)
Jedzmy więc gówno - bo miliardy much nie mogą się mylić.
Brat:
A badań na ten temat chyba nie posiadasz?
Jest dostęp do tych informacji. Np. tutaj: http://www.senat.gov.pl/K5/DOK/dr/750/771.htm http://www.senat.gov.pl/k5/KOM/kpsz/2005/214psz.htm
Brat:
Zaś matactwem są Twoje słowa o jego negatywach i o "mydleniu oczu", któe z góry sugerują, ze wielka praca jaką wkłada kościół w kształtowanie naszej rzeczywistości za poparciem i wspomożeniem swoich wiernych jest "mydleniem oczu"!
Toż to dopiero tania, kościelna propaganda rodem z Radia Maryja. Wielka praca jaką wkłada kościół w kształtowanie naszej rzeczywistości za poparciem i wspomożeniem swoich wiernych nakierowana jest przede wszystkim na materialne zyski poprzez ogłupianie, oszukiwanie i promowanie negatywnych wartości o których powyżej. Pozrawiam

Czasem nawiedzam księży i im podobne rzeczy mówię, ale mniej szczegółowo i w ich tonie (taki charakterystyczny kościelny akcent), spokojnie, z uśmiechem na ustach. Są wtedy strasznie zmieszani, a jednemu nawet zaczęły drgać mięśnie na szczęce w jakimś nerwowym tiku. Lubię czasem z nimi pogadać, ale oni ze mną nie. Chociaż jeden ksiądz zaczął mi się dosłownie spowiadać, ale tłumaczył, że oni muszą tak robić, bo im ich władze to nakazują. Amen.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

to niech posuna sie do buntu jak te siostrunie..

http://s2.bitefight.pl/c.php?uid=96178 - daj sie ugrysc [b]widze ze duzo ma nicka z przedrostkiem dark, to ja bede miala darkshit

Wendolu - jeśli Cię nudzę to nie rozmawiaj ze mną. Ostatnio nie mam niestety czasu zaglądać na to forum :-) Ale dzisiaj chwilkę znalazłem. Znam naukę nie tylko Kościoła, ale Twoja postawa sugeruje, że negujesz tą naukę tylko i wyłącznie dla jej zanegowania a bez żadnych racjonalnych przyczyn czy celów. Już bodajże Arystoteles zwracał uwagę na błędność takiego rozumowania. Co więc negujesz? Naukę społeczną? Działalność? Liturgię? Wendolu co do definicji to Ciebie sklasyfikowałbym zarówno jako wielkiego znawcę jak i głuchego jak kamień :D Ciekawy paradoks :D Old: 1. Jaki ostracyzm? Znasz środowisko szkolne na tyle dobrze aby to zauważać? JA środowisko szkolne skądinąd znam i żadnego ostracyzmu nie zaobserwowałem... nie przypominam też sobie aby za lat moich szkolnych taki ostracyzm występował. Choć przyznam, ze przy obecnym Ministrze Edukacji... ;-) Konkretnie jaki przykład ostracyzmu masz na myśli? I czy wyczerpałeś wszelką możliwość obrony zainteresowanego aby sądu skorupkowego uniknąć? Przypominam ze istnieje taka instytucja jak Rada Rodziców, Kurator itd. Taka postawa świadczyć moze chyba tylko o zupełnym braku zainteresowania rozwiązania problemu o ile takowy występuję, a z mojego doświadczenia ( być może mylnego ) takiego problemu nie ma i jest on sztucznie tworzony - w tym wyadku przez Ciebie. Nie ma żadnych nacisków. A nei możesz winić społeczeństwa, ze w większości jest katolickie - jak Ci to tak strasznie przeszkadza to zrezknij się obywatelstwa. Nie wolno pojmować wolności jako nieskrępowanego szaleństwa - wolność w znaczeniu pozytywnym powinna być możliwością realizacji swojego społecznego "ja" - a taka wolność w Polsce występuje dostatecznie szeroko :-) Rozpisałem się... teraz postaram się już pisać krócej :-) 2. Piszesz: "Przeciętny Kowlaski także cierpi i zamiast robić wszystko by cierpienia było jak najmniej - Kościół uczy, że cierpienie uszlachetnia, zbawia, można jego nadmiar ofiarować za innych" Wybiórczo tratujesz naukę Kościoła. Popatrz na nią jako na całokształt: cierpienie jest nieodłącznym elementem życia na Ziemi i nie ma co udawać, że go nie ma. I Kościół wcale nie uczy, że nasze cieprienie zbawia :/ Zbawia Jezus i tylko On. ościół uczy też by "wszystko robić by cierpienia było jak najmniej"... może zapoznaj się lepiej z naucaniem kościoła zanim zaczniesz je krytykować? 3. Nie pisz o "pseudo-nauce" katolickiej, bo nie dość, ze jej nie znasz to obrażasz jeszcze jej przedstawicieli. Ilu znasz niedosżłych księży, którzy byli wykorzystani seksualnie w seminariach? Bo problem musi być duży, skoro ma przeszkadzać przeciętnemu Kowalskiemu. Chyba, że zazwyczaj kowalscy bywają klerykami... powagi człowiecze! Nie zmieniaj znaczenia słowa "przeciętny człowiek" bo tak wygodnie Ci jest pisać! Nie zapominaj też, ze jeśli w Polsce mamy największą "ilość" Katolików to z reguły też wśród nich będzie najwięcej przestępstw :/ 4 i 5 -> O ciemnych stronach Kościoła? Dobre :/ Porozmawiajmy moze jeszcze o ciemnych stronach tych, któzy oglądali Kubusia Puchatka jak byli mali :/ Masz najdrobniejsze pojęcie o tym o czym chcesz "rozmawiać"? Na razie gwoli kompromisu napisze, ze obydwaj bełkoczemy i żaden z nas nie zgodzi się z argumentacją drugiej strony, bo każdy z nas wychodzi z innego podłoża filozoficznego. Dla mnie jest oczywistym, zę Kościół ma swoje "ciemne karty" - dla Ciebie nie. Dla mnie jest oczywiste, że Kościół się do nich przyznaje - Ty uważasz to za mit. Dla mnie w końcu nauka chrześcijańska jest w pewien sposób znana - Ty nie wykazujesz elementarcnej wiedzy na temat nauczania społcznego, moralnego, doktrynalnego Kościoła a chcesz dyskutować? A gdzie jest płaszczyzna porozumienia? Ty wiesz, a ja zakładam, że piszesz o faktach - o tym co Ci się nie podoba, lub co zostało złego odkryte w Kościele... ale nie idziesz w drugą stronę co jest właśnei błędem tej dyskusji: nie zakładasz, że w Kościele obok kart brudnych są karty czyste i to te drugie przeważają w stosunku 1000 do 1. Niektóe przypadki o któych piszesz są mi skądinąd znane. Są smutne i prawdziwe i nie mam zamiaru im zaprzeczać, bo osobiście ich nie badałem. Jedyne czemu zaprzeczyć mogę to "znajomość hierarchów kościelnych" - a niby jak oni mieliby się dowiedzieć przed władzami o takich zachowaniach? Problem istnieje - trzeba go rozwiązać, a winnych ukarać. Bynajmniej winny nie jest Kościół jako całość o czym zdajesz się zapominać. 6. Nikogo nie mam za durnia. Popatrz na Kościół jako na całokształt i potem oceniaj co on z tym bogactwem robi... w jaki sposób je wykorzystuje. Potem krytykuj jeśli zdołasz :/ Patrzysz jak zaślepiony głupiec albo jak osioł za marchewką na kijku. Widzisz tylko jedno i koniec. A gdy woźnica nagle chce skręcić wodze Ty to ignorujesz bo marchewke masz przed nosem a rozglądnięcie się i popatrzenie dookoła widać sprawiają Ci problem :/ 7. Piszesz: "Kupczą i tyle" - idealne podsumowanie mojego powyższego wywodu :-) Sam bym tego lepiej nie wymyślił. Otóż odpisałbym: "Nie kupczą - i tyle" Ale napiszę inaczej: kiedy otóż "kupczenie" Ci przeszkodziło w sakramencie? Bo tu jest sedno problemu! Kapłan nigdy nie powinien odmawiać sakramentu i jeśli odmówił chcąc wziąć za to pieniądze to podlega kościelnym karom :/ Opisz konkretny przypadek jeśli zdołasz :-) 8. No słusznie - wyobrażam sobie i oddaję szacunek. A teraz Ty wyobraź sobie ilu wartościowych ludzi współcześnie mogłoby się urodzić gdyby nie aborcja :/ wyobraź sobie historycznie - grozę wojen do których kościół nie przyłożył ręki. Zsumuj te kalkulacje a jeśli pozostała w Tobie choć krztyna obiektywizmu niezaślepionego krytyką to wynik wyjdzie jednoznaczny. 9. Brawo! "Sytuacja w naszym kraju dobitnie potwierdza" - odrzekł prorok... człowieku obudź się! Piszemy o spowiedzi a nie o sytuacji w naszym kraju. Spowiedź miała być złą rzeczą a Ty tutaj zaczynasz "schodzić z tematu" co pewnie i mnie się zdarza :-) 10. A teraz pomyśl przez chwilę ilu jest takich, któzy zgadzają się z obą, a ilu jest takich którzy myślą inaczej. Zsumuj sobie znów wszystko, uświadom sobie, ze żyjemy w demokracji i przestań gadać jak idiota o muchach :/ To co? Tobie pdobni sa jak krety starając się podkopać korzenie :/ To ze jest tych kretów 10 oznacza, że mają rację? Linki z badaniami niestety nie działają :-) Propaganda? Owszem w stylu typwam dla ojca R. :-) A zrobiona celowo :-) Ty zachowujesz się identycznie. Odrzucasz wszystko co dobre starając się usilnie pokazać złe, które oczywista sprawa jest. Z tym, zę głosisz propagandę sugerującą tylko jednostronny obraz rzeczywostości. Znasz takie ładne słowo jak pluralizm? Otóż wyjaśnię po krótce: możesz sobie wierzyć w co chcesz - np w jedzenie kup przez muchy skoro jak twierdzisz są ich miliardy i to własnie robią. I wara reszcie świata od tego w co Ty sobie wierzysz. Ale z drugiej strony: reszta świata może sobie wierzyć w to co jej się podoba, a Tobie wcale nie musi. Pluralizm jak ktoś kiedyś trafnie zauważył można scharakteryzować tylko OBIEKTYWIZMEM. I właśnie tego ostatniego Ci brakuje. Przepraszam za przydługi i z pewnością przynudnawy niekiedy tekst :-) Podsumowując raz jeszcze rzekome i prawdziwe wady mają przeszkadzać społeczeństwu, a nie Tobie. chyba, ze utożsamiasz się z ideą społęczeństwa co by mnie nie zdziwiło. Słuszne postulaty oczyszczenia KK z szamba jakim jest pedofilia itp sprawy są jak najbardziej na miejscu, z zastrzezeniem OBIEKTYWNYM faktu, ze stanowią one zdecydowaną mniejszość i z dodaniem ze Kościół walczy z takimi aspołecznymi zachowaniami NIE TYLKO w swoich szeregach ale na sklaę globalną czego nikt inny już nie czyni. Jeśli nadal się nie zgodzisz to może raz jeszcze ja zajmę stanowisko wobec Twoich punktów nieco jaśniej tłumacząc stanowisko moje... ale to może następnym razem. Pax vobiscum:-) PS. Nie wiem niestety kiedy znów się pojawię więc nie musisz odpowiadać natychmiast ;-) I przepraszam za nie skomentowanie innych tematów, ale idę spać! Miłego dnia! :-)

O CZYM 90% KATOLIKÓW NIE WIE Wersja II - poprawiona merytorycznie i rozbudowana "Po czynach ich - poznasz ich" Jezus Chrystus 120 r. - Pierwsze wzmianki o używaniu wody święconej do "wypędzania duchów" nieczystych. 156 (lub 167) r. - Po męczeńskiej śmierci biskupa Polikarpa i jedenastu wiernych z kościoła w Smyrnie (Turcja) zainicjowano praktykę czczenia zmarłych "świętych" i ich relikwii. II w. - Święty Klemens z Aleksandrii pisał: "Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą". II w. - Pod koniec II wieku wyznawcy chrystianizmu zaczynają głosić nauki o dziewictwie Maryi. Wcześniej nikt tego nie twierdził. 200 r. - Ustanowiono "stan duchowny" przez wprowadzenie ordynacji. Chrześcijanie zostali podzieleni na duchownych i laików - przedtem wszyscy byli na równi, jednocześnie będąc braćmi i kapłanami przed Bogiem. 312 r. - Bitwa pod mostem mulwijskim, w której Konstantyn zwyciężył i zabił Maksencjusza. Z powodu wizji sennej, którą ujrzał przed bitwą Konstanty (miał wygrać dzięki symbolowi krzyża), rok później wydał edykt zrówujący religię chrześcijańską z religiami pogańskimi. Odtąd, z roku na rok, dzięki prochrześcijańskim nastawieniom Konstantyna, pozycja chrześcijaństwa będzie się umacniać, a inne religie będą wypierane. Polityka ta w ostateczności doprowadziła do prześladowania i mordowania niechrześcijan przez fanatyków religijnych. Prześladowani stali się prześladowcami. 314 r. - Uchwalono ekskomunikę dla dezerterów. Dotąd Kościół zabraniał zabijania w obronie koniecznej. 321 r. - Cesarz Konstantyn nakazuje oficjalnie święcić niedziele zamiast dotychczasowej soboty. Dekret Konstantyna brzmi następująco: "Czcigodny dzień Słońca winien być wolny od rozpraw sądowych i od wszelkich zajęć ludności miejskiej; natomiast mieszkańcy wsi mogą w tym dniu swobodnie uprawiać rolę" (Codex Justinianus, III, 12). 325 r. - Sobór nicejski. W wyniku głosowania 250 biskupów sprowokowanego naukami Arrio, księdza heretyka z Aleksandrii, który głosił że Jezus nie jest Bogiem, tylko bóstwem niższej klasy, 248 biskupów głosowało za uznaniem, że "Syn Boga został zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu czyli, że Bóg Syn jest tak samo Bogiem, jak Bóg Ojciec i że Bóg jest jeden, ale w różnych Osobach". 360 r. - Wprowadzenie zwyczaju czczenia aniołów. 364 r. - Na synodzie w Laodycei Kościół zabronił świętowania soboty. W Kanonie XXIX tegoż Soboru widnieje następujący zapis: "Chrześcijanie nie powinni judaizować i próżnować w sobotę, ale powinni pracować w tym dniu; powinni szczególnie uczcić Dzień Pański będąc chrześcijanami, i jeśli to możliwe, nie pracować w tym dniu. Jeśli jednak będą judaizować w tym dniu zostaną odłączeni od Chrystusa" (C. J. Hefele, History of the Councils of the Church). 382 r. - Synod w Rzymie zwołany przez Damazego ustanawia zwierzchnictwo Kościoła rzymskiego nad pozostałymi. Uchwała głosi: "Choć kościoły katolickie rozsiane na ziemi są jedną komnatą ślubną Chrystusa, święty kościół rzymski jednak został wywyższony ponad wszystkie kościoły nie uchwałami żadnych synodów, lecz otrzymał prymat słowami Pana i Zbawiciela naszego". Dotąd nie istniał jeden, wielki Kościół katolicki, tylko wiele pomniejszych i nieraz konkurujących ze sobą. 385 r. - Po raz pierwszy katoliccy biskupi polecili ściąć innych chrześcijan z powodów wyznaniowych. Miało to miejsce w Trewirze. 390 i 393 r. - Synody w Hipponie i Kartaginie ratyfikują kanon "Pisma Świętego". IV w. - Pierwsza uroczystość Wszystkich Świętych Męczenników zainicjowana przez kościół w Antiochii. IV w. - Początek okresu mordowania pogan i plądrowania ich świątyń przez chrześcijan podjudzanych przez biskupów, opatów i mnichów. W 347 r. Ojciec Kościoła Firmicus Maternus zachęca władców: "Niechaj ogień mennicy albo płomień pieca hutniczego roztopi posągi owych bożków, obróćcie wszystkie dary wotywne na swój pożytek i przejmijcie je na własność. Po zniszczeniu świątyń zostaniecie przez Boga wywyższeni". 431 r. - Sobór w Efezie przyjmuje zasadę wiary w boską naturę Jezusa i uznaje Marię za "Bożą Rodzicielkę". 449 r. - Leon I wprowadza prymat biskupa Rzymu nad innymi biskupami i tym samym staje się pierwszym papieżem w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Dotąd istniało wiele rozproszonych tez o prymacie, a każdy biskup większego miasta nazywany był papieżem, czyli "papa". V w. - W połowie V wieku dzień 15 sierpnia staje się świętem M.B., a cesarz Maurycjusz ustanawia ten dzień świętem dla całego Cesarstwa. 539 r. - Ustanowiono władzę papieży oraz ofiarę mszy świętej. VI w. - Za sprawą mnichów irlandzkich spowiedź "na ucho" rozprzestrzenia się w całej Europie. Do tego czasu spowiedź na ogół odbywano publicznie i to bardzo rzadko w ciągu całego życia. VI w. - Na mocy cesarskiego dekretu, wszyscy poganie zostali uznani za ludzi bez majątku i praw: "iżby ograbieni z mienia, popadli w nędzę". 600 r. - Wprowadzenie "godzinki" do M.B. oraz łacinę do liturgii. 638 r. - Szósty sobór w Toledo nakazuje przymusowe ochrzczenie wszystkich Żydów zamieszkałych w Hiszpanii. 694 r. - Siedemnasty sobór toledański uznaje wszystkich Żydów za niewolników. Ich kapitały ulegają konfiskacie, zostają im też odebrane dzieci od siódmego roku życia wzwyż. 715 r. - Wprowadzono modlitwy do świętych. 726 r. - W Rzymie zaczęto czcić obrazy. 783 r. - Nastał zwyczaj całowania nóg papieża. 835 r. - Papież Jan XI ustanawia osobne święto ku czci Wszystkich Świętych, wyznaczając na dzień im poświęcony 1 listopada. X w. - Odo z Cluny głosi: "Obejmować kobietę to tak, jak obejmować wór gnoju..." 993 r. - Papież Leon III zaczął kanonizować zmarłych. 1015 r. - Wprowadzono przymusowy celibat dla duchownych, aby rozwiązać problem przejmowania spadków przez ich rodziny. Dotąd duchowni mieli żony i dzieci. 1054 r. - Michał Ceruliusz, patriarcha kościoła wschodniego i Leon IX (pośrednio) obrzucili się nawzajem klątwami. 1077 r. - Papież Grzegorz VII ustanowił formalną "klątwę", czyli wyklęcie przez instytucję Kościoła (nie mylić ze zwykłą klątwą). 1095 r. - Papież Urban II krytykuje prześladowania pielgrzymów przez Turków. W efekcie rycerze Europy i prości ludzie ruszyli na Jerozolimę. Zainicjował w ten sposób pierwszą wyprawę krzyżową. 1099 r. - Masakra Muzułmanów i Żydów w Jerozolimie (w tym ok. 70 000 Saracenów). Kronikarz Rajmund d'Aguilers pisał: "Na ulicach leżały sterty głów, rąk i stóp. Jedni zginęli od strzał lub zrzucono ich z wież; inni torturowani przez kilka dni zostali w końcu żywcem spaleni. To był prawdziwy, zdumiewający wyrok Boga nakazujący, aby miejsce to wypełnione było krwią niewiernych" ("Historia Francorum qui ceperunt Jeruzalem"). XII w. - Uczony i filozof, święty Tomasz z Akwinu głosił, że zwierzęta nie mają życia po śmierci ani wrodzonych praw, oraz że "przez nieodwołalny nakaz Stwórcy ich życie i śmierć należą do nas". 1140 r. - Ułożono i przyjęto listę 7 sakramentów świętych. Do tego czasu udzielano sakramentów w sposób nieuporządkowany (np. słowiańscy księża za jeden z sakramentów uznawali postrzyżyny!). 1204 r. - Zaczęła działać Święta Inkwizycja. Słudzy Kościoła zamęczyli lub spalili żywcem setki tysięcy ludzi. 1202-1204 r. - IV krucjata zainicjowana przez Innocentego III, by wesprzeć krzyżowców w Palestynie. Na skutek polityki Henryka Dandolo, żołnierze Chrystusa zwrócili się przeciwko Bizancjum i zdobyli Konstantynopol, z zaciekłością grabiąc i wyrzynając mieszkańców. Na koniec spalili miasto. Zrabowano niesłychane ilości złota i srebra a skala przemocy przekroczyła wszelkie ówczesne normy wojenne. Na zdobytym terenie utworzono efemeryczne państewko nazwane Cesarstwem Łacińskim. Przypieczętowało to rozłam między chrześcijaństwem wschodnim a zachodnim. 1208 r. - Innocenty III zaoferował każdemu, kto chwyci za broń, oprócz prolongaty spłat i boskiego zbawienia, również ziemię i majątek heretyków oraz ich sprzymierzeńców. Rozpoczęła się krucjata, której celem było wymordowanie Katarów. Szacuje się, iż krucjata pochłonęła milion istnień ludzkich, nie tylko Katarów, ale dotknęła większą część populacji południowej Francji. 1229 r. - Z powodu potajemnych zebrań wiernych dla czytania Biblii i interpretowania jej w sposób godzący w nauczanie i praktykę kościelną, papież Grzegorz IX zakazał czytania "Biblii" pod sankcją kar inkwizycyjnych. 1231 r. - Nakaz papieski zalecał palenie heretyków na stosie. Pod względem technicznym pozwalało to uniknąć rozpryskiwania się krwi. 1234 r. - Papież Grzegorz IX nakłania do krucjaty przeciw chłopom ze Steding, którzy odmawiają arcybiskupowi Bremy nadmiernej daniny. Pięć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci ginie z rąk krzyżowców, a zagrody owych chłopów zajmują osadnicy obdarzeni nimi przez Kościół. 1244 r. - Na soborze w Narbonne zdecydowano, aby przy skazywaniu heretyków nikogo nie oszczędzano. Ani mężów ze względu na ich żony, ani żon ze względu na męża, ani też rodziców ze względu na dzieci. "Wyrok nie powinien być łagodzony ze względu na chorobę czy podeszły wiek. Każdy wyrok powinien obejmować biczowanie". 1252 r. - W bulli "Ad extripanda" papież Innocenty IV przyrównał wszystkich chrześcijan-niekatolików do zbójców i zobowiązał władców do tego, by winnych heretyków zabijano w ciągu pięciu dni. 1263 r. - Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedną postacią. 1264 r. - Ustanowiono uroczystość Bożego Ciała. 1275 r. - Pojawiły się dyskusje na temat płacenia daniny. W odpowiedzi papież ekskomunikował całe miasto - Florencję. XIV w. - Wybucha epidemia czarnej śmierci. Kościół wyjaśniał, że winę za ten stan rzeczy ponoszą Żydzi, zachęcając przy tym do napaści na nich. 1311 r. - Papież Klemens V jako pierwszy ukoronował się potrójną koroną władcy. 1313 r. - Sobór w Zamorze ponownie zarządza zniewolenie Żydów i pod groźbą ekskomuniki żąda wykonania postanowienia przez władze świeckie. Antysemickie dekrety kościelne będą pojawiać się aż do XIX w. 1349 r. - W ponad 350 niemieckich miastach i wsiach giną niemalże wszyscy Żydzi, na ogół paleni żywcem. W ciągu jednego roku chrześcijanie wymordowali więcej Żydów niż niegdyś, w ciągu dwustu lat prześladowań, poganie wymordowali chrześcijan. To tylko jeden z wielu epizodów pogromów Żydów, gdyż podobne zdarzenia miały miejsce przez cały okres panowania chrześcijaństwa. 1377 r. - Robert z Genewy wynajął bandę najemników, którzy po zdobyciu Bolonii ruszyli na Cessnę. Przez trzy dni i noce, począwszy od 3 lutego 1377 roku, przy zamkniętych bramach miasta, żołnierze dokonali rzezi jego mieszkańców. W 1378 roku, Robert z Genewy został papieżem i przyjął imię Klemensa VII. W tym samym roku papieżem Urbanem VI został Bartolomeo Prignano i Kościół miał dwóch zwalczających się papieży. Klemensa VII uznano później za antypapieża. 1450-1750 r. - Okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zamęczono setki tysięcy kobiet posądzanych o czary. 1484 r. - Papież Innocenty VIII oficjalnie nakazał palenie na stosach kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez trwający setki lat okres polowań na czarownice. 1492 r. - Kolumb odkrył Amerykę. Inkwizycja szybko postępuje śladami odkrywców. Tubylców, którzy nie chcieli nawrócić się na wiarę chrześcijańską mordowano. Gdy była taka sposobność, przed zabiciem oporni Indianie byli przymusowo chrzczeni. 1493 r. - Bulla papieska uprawomocniła deklarację wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Południowej, które odmówiły przyjęcia chrześcijaństwa. W praktyce kobiety i mężczyzn szczuto psami karmionymi ludzkim mięsem i ćwiartowanymi żywcem indiańskimi niemowlętami. Wbijano ciężarne kobiety na pale, przywiązywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem. Mordowano, gwałcono, ucinano ręce, nosy, wargi, piersi. Gdy katoliccy "misjonarze" zawitali do Meksyku, żyło tam około 11 milionów Indian, a po stu latach już tylko półtora miliona. Szacuje się, że w ciągu 150 lat zabito co najmniej 30 milionów Indian. XV i XVI w. - Na soborze Florenckim i Trydenckim wprowadzono dogmat o czyścu. Kwitnie praktyka sprzedaży odpustów od kar czyśćcowych. 1542 r. - Papież Paweł III wzmacnia pozycję Inkwizycji. Inkwizycja otrzymuje nad całym katolickim terytorium taką samą władzę, jaką wcześniej cieszyła się w Hiszpanii. 1545-1563 r. - Na Soborze Trydenckim ogłoszono, że prawdę religijną wyraża w równym stopniu Biblia, co tradycja, a jedyne i wyłączne prawo interpretacji Pisma Świętego spoczywa w rękach Kościoła. Uznano, że sakramenty są niezbędne do uzyskania zbawienia. Utworzono indeks ksiąg zakazanych, który przez 400 lat będzie krępować wolność myśli, sumienia i naukę. 1568 r. - Hiszpański trybunał inkwizycji wydaje nakaz śmierci na trzy miliony Niderlandczyków, którzy - jak brzmi hasło wypisane na kapeluszach "gezów" - wolą być "raczej Turkami niż papistami". 1572 r. - We Francji 24 sierpnia w masakrze znanej pod nazwą Dnia Świętego Bartłomieja zamordowano 10 000 protestantów. Papież Grzegorz XIII napisał potem do króla Francji Karola IX: "Cieszymy się razem z tobą, że z Boską pomocą uwolniłeś świat od tych podłych heretyków". 1584 r. - Papież Grzegorz XIII w bulii "In coena Domini" zrównuje protestantów na równi z piratami i zbrodniarzami. 1585-1590 r. - Krótka kadencja Sykstusa V zaowocowała zakazem wstępu do watykańskich archiwów dla świeckich uczonych. Na rozkaz papieża wyryto przed wejściem napis: "Kto tutaj wejdzie, będzie natychmiast ekskomunikowany". 1 czerwca 1846 r. zakaz ten zostanie rozszerzony nawet na kardynałów, a wstęp będzie możliwy tylko za specjalną zgodą papieża. 1600 r. - 17 lutego spalono na stosie Giordano Bruno, który głosił że wszechświat jest nieskończony i jednorodny (z czego wynikał pogląd, że ludzie nie są jedynymi inteligentnymi istotami w kosmosie). Religię uznawał za uproszczoną wersję filozofii a liturgię za wynik zabobonu. Kościół skazał go za herezję doketyzmu. 1615 r. - Trybunał inkwizycyjny zabrania głoszenia teorii heliocentrycznej. 1633 r. - Trybunał inkwizycyjny skazuje 70-letniego Galileusza za to, iż głosił zasady heliocentryzmu nie potrafiąc ich udowodnić. Gdyby nie zawarta z Inkwizycją ugoda polegająca na publicznym wyrecytowaniu formuły odwołującej i przeklinającej swoje "błędy", zostałby skazany na stos. Galileusz do końca życia znajdował się pod nadzorem Inkwizycji. 1648 r. - Na fali antysemityzmu, wymordowano w Polsce ok. 200 000 Żydów. 1650 r. - W Nowej Anglii prawnie zakazano noszenia ubrań z "krótkimi rękawami, gdyż mogłyby zostać odsłonięte nagie ramiona". Chrześcijanie zaczęli uważać, że wszystko, co zwraca uwagę na świat fizyczny jest bezbożne. 1789 r. - Papież Grzegorz XVI gani wolność sumienia jako "szaleństwo", "zaraźliwy błąd" i wypowiada się przeciwko wolności handlu książkami. 1836 r. - Grzegorz XVI w nowym wydaniu indeksu ksiąg zakazanych uzależnia czytanie Biblii w językach narodowych od zgody Inkwizycji. Zakaz obowiązywał do 1897 r. 1846 r. - 1 czerwca wydano zakaz wstępu do watykańskiego archiwum nawet kardynałom, bez specjalnego zezwolenia papieża. 1852 r. - Wprowadzono nabożeństwo majowe do N.M.P. 1854 r. - Wprowadzono dogmat o tzw. Niepokalanym Poczęciu N.M.P. 1855 r. - Sprzeciw Kościoła wobec Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Kościół głosił: "Wolność to bluźnierstwo, wolność to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolność to mówienie kłamstw w imię Boga". Wcześniej, do Kongresu Stanów Zjednoczonych, Kościół wniósł projekt ustawy zabraniającej wydobywania z łona ziemi ropy naftowej, którą Bóg tam umieścił, aby czarci w piekle mieli czym pod kotłami palić. 1870 r. - Wprowadzono dogmat o nieomylności papieża. 1897 r. - Papież Leon XIII dopisuje "Biblię" do "Indeksu ksišg zakazanych"!!! początek XX w. - Papież Leon XIII uzasadnia karę śmierci: "Kara śmierci jest niezbędnym i skutecznym środkiem dla osiągnięcia celu Kościoła, gdy buntownicy wystąpią przeciw niemu i naruszą jedność duchową". początek XX w. - Pius X oświadczył dosłownie: "Religia żydowska była podstawą naszej religii, została jednak zastąpiona nauką Chrystusa i nie możemy uznać dalszej racji istnienia tamtej". 1910 r. - 1 września Pius X nakazał katolickim duchownym składać "Przysięgę modernistyczną", która każe wierzyć, że "Kościół (...) został bezpośrednio i wprost założony przez (...) Chrystusa", oraz nakazuje potępiać "tych, którzy twierdzą, że Wiara, przez Kościół podana, może stać w sprzeczności z historią" oraz "sposób rozumienia i wykładania Pisma św., który, pomijając tradycję Kościoła, analogię Wiary i wskazówki Stolicy Apostolskiej, polega na pomysłach racjonalistycznych". Przysięga miała zapobiec "zamętowi w umysłach wiernych co do istoty dogmatów" wynikającego z postępującej edukacji społeczeństwa. Przysięgę zniesiono w 1967 r. 1917 r. - Heretycy mogą odetchnąć ulgą. Po prawie 700 latach nowy "Codex Juris Canonici" znosi tortury! Duży wpływ na decyzję miało powstanie komunizmu w Rosji, którego Kościół się przestraszył. 1939 r. - Papież Pius XII w liście do hierarchii kościelnej USA dopatruje się przyczyny "dzisiejszych nieszczęść" nie w faszyzmie, lecz m.in. w krótkich spódnicach pań. Poparcie Piusa XII dla hitlerowskiej napaści na Polskę znalazło swój wyraz w encyklice z 20 października 1939 r. Papież uznał ją za "walkę interesów o sprawiedliwy podział bogactw, którymi Bóg obdarzył ludzkość." 1941 r. - Tuż po agresji III Rzeszy na ZSRR z watykańskich drukarni wysłano do sztabu wojsk niemieckich duże transporty ukraińskich i rosyjskich modlitewników. Watykan podbite obszary ZSRR podporządkował nuncjaturze berlińskiej oficjalnie akceptując zagarnięcie tych ziem przez Hitlera. 1941 r. - Watykan akceptuje antysemickie poczynania rządu Vichy i wyraża zgodę na uchwalenie tzw. "Statutu Żydów". Wyrażono nadzieję, że nie ograniczy on prerogatyw Kościoła. 1945 r. - Pius XII w orędziu wigilijnym staje w obronie głównych oskarżonych o zbrodnie przeciwko ludzkości. Kuria rzymska interweniuje w sprawie ułaskawienia 200 zbrodniarzy hitlerowskich, w tym m.in. katów polskiego narodu, Franka i Greisera. To niewielki epizod w szeroko zakrojonej akcji ratowania hitlerowców przed odpowiedzialnością karną. 1946 r. - Studenci wydziału prawa Uniwersytetu w Cardiff, rozważają, czy Pius XII powinien zasiąść na ławie oskarżonych przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze za całokształt prohitlerowskiej polityki Watykanu w okresie 2. wojny światowej. 1950 r. - W petycji do Watykanu, Katolicy proszą o dogmatyzację fizycznego wniebowzięcia Maryi. W odpowiedzi Watykan uchwala dogmat o wniebowzięciu N.M.P., choć w Ewangeliach nie ma o tym słowa. 1954 r. - Pius XII poucza: "To, co nie jest zgodnie z prawdą czy z normą obyczajową nie ma prawa istnieć". Chodzi oczywiście o prawdy i moralność zgodne z nauczaniem Kościoła. 1966 r. - Watykan znosi indeks ksiąg zakazanych, bo nie spełnia już zadania i naraża Kościół na ostrą krytykę. 1975 r. - Papież Paweł VI wyjaśnia w liście do arcybiskupa Coggana, że kobieta ma zakazany wstęp do stanu duchownego, ponieważ "wykluczenie kobiet z kapłaństwa jest zgodne z zamysłem Boga wobec swego Kościoła", choć specjalnie powołana Papieska Komisja Biblijna (składająca się z wybitnych biblistów) orzekła wcześniej, że nie ma przeciwskazań. Zdanie papieża nadal jest ważniejsze od wniosków wypływających z lektury Biblii. Pawła VI poparł Jan Paweł II. 1980 r. - Beatyfikacja jezuity José de Anchieta, który twierdził: "Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje". Podczas beatyfikacji masowego mordercy Indian, papież Jan Paweł II nazwał go apostołem Brazylii, wzorem dla całej generacji misjonarzy i siebie samego. Nie pierwszy to przypadek wyniesienia zbrodniarza na ołtarze. 1992 r. - Papież Jan Paweł II ogłasza, że potępianie Galileusza za głoszenie heliocentrycznego poglądu, iż Ziemia krąży wokół Słońca (a nie na odwrót), było błędem. Rehabilitacja Galileusza trwała 359 lat. 1993 r. - Watykan uznaje istnienie państwa Izrael. 2000 r. - 13 marca Kościół przyznaje, że w ciągu wieków popełnił wiele grzechów w dziedzinie praw człowieka i wolności religijnej. O przebaczenie proszeni są m.in. Żydzi, kobiety i ludy tubylcze. Za przebaczeniem nie idą żadne czyny, które mogłyby naprawić lub upamiętnić wyrządzone krzywdy, ale za to wizerunek Kościoła poprawia się w oczach wiernych. 2006 r. - 2 lipca przewodniczący Papieskiej Rady do Spraw Rodziny kardynał Alfonso Lopez Trujillo mówi w wywiadzie dla dziennika "Il Tempo", że aborcja "to zbrodnia bardziej przerażająca niż wszystkie wojny światowe". Czyli, że usuwanie nieświadomych istnienia embrionów lub zapłodnionej komórki jajowej jest gorsze niż mordowanie świadomych dzieci przez żołnierzy i w obozach zagłady. Cytaty: "Kościół Rzymski nigdy nie pobłądził i po wszystkie czasy w żaden błąd nie popadnie". "Dictatus Papae" papieża Grzegorza VII (1073-1086). "Używajmy papiestwa teraz, gdy Bóg nam go dał". "Patrzcie, co bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła". Papież Leon X. "Kościół Rzymskokatolicki przelał więcej niewinnej krwi, niż jakakolwiek inna instytucja". W. E. H. Lecky. "Wszystko, co sprzyja osobistej godności człowieka, co podtrzymuje równouprawnienie obywateli, wszystko to powołał do życia, otaczał troską i zawsze chronił Kościół katolicki". Papież Leon III. Źródło: maryja.org Poprawki merytoryczne i rozbudowa: Redakcja "Własnowiercy" Od redakcji: Z powodu drobnych błędów merytorycznych dostrzeżonych w oryginalnym tekście, redakcja "Własnowiercy" na bieżąco usuwa je lub poprawia. Na dzień dzisiejszy tekst skorygowano o listy czytelników i następujące źródła: 1. "Eliksir i kamień", książka Michaela Baigenta i Richarda Leigha 2. www.hoping.org.pl/pytania/pytania11.html 3. zapytaj.wiara.pl/ index.php?grupa=6&cr=0&kolej=0&art=1148737527&dzi=1123365535&katg= 4. www.davinciodkodowany.pl/index.php?akcja=art_zobacz&art_id=65 5. www.davinciodkodowany.pl/index.php?akcja=art_zobacz&art_id=72 6. www.trinitarians.info/load.php?obronawiaryID=198 7. www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/sobory/dokumenty1soborow_02.html 8. www.trinitarians.info/load.php?obronawiaryID=197 9. pl.wikipedia.org/wiki/Wyprawy_krzyżowe 10. encyklopedia.pwn.pl/35548_1.html 11. encyklopedia.pwn.pl/77803_1.html 12. forum.chrzescijanin.pl/ viewtopic.php?t=64&view=next&sid=a1b67f1584883f2cf8f539a0e7787144 13. www.grekat.stalwol.pl/prymat.html 14. encyklopedia.pwn.pl/19072_1.html 15. wiadomosci.onet.pl/jp2/5169,2963,1134057,text.html 16. pl.wikipedia.org/wiki/Galileusz 17. portalwiedzy.onet.pl/3412,haslo.html 18. www.mateusz.pl/wdrodze/nr366/02-wdr.htm 19. rumburak.website.pl 20. www.racjonalista.pl/kk.php/s,2753 21. wiadomosci.onet.pl/1349575,12,item.html http://finix.webd.pl/wlasnowierca/katolicyzm.htm

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

HISTORIA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO - CZ. 1 "Przez osiemnaście wieków płynie rzeka krwi, a na jej brzegach mieszka chrześcijaństwo". (Ludwig Boerne, niemiecki filozof i pisarz, 1786-1837) Przez półtora tysiąclecia chrześcijaństwo kształtowało Europejczyków, pokolenie za pokoleniem, rządzących i rządzonych, kapłanów i ludzi świeckich, nauczycieli i uczniów. Chrześcijaństwo przenikało wszędzie, wszystko determinowało, miało wpływ na życie prywatne, publiczne, na rodzinę, małżeństwo, miłość, kształcenie, gospodarkę, prawodawstwo i państwo. A jednak jeszcze w XX wieku chrześcijańskie narody toczyły największe w dziejach wojny, w których zginęło więcej ludzi niż kiedykolwiek przedtem. Jak to było możliwe? Jak te narody osiągały dojrzałość? Jak wychowywano owych ludzi? Jak rządzono nimi? Najlepszej odpowiedzi na te pytania udziela przeszłość Kościoła. Kościół bowiem wpływał dłużej i przemożniej na mieszkańców Europy, dłużej determinował ich losy niż wszelkie królestwa, dynastie, ustroje społeczne, a był to wpływ pod każdym względem wysoce negatywny, tak też oceniany zgodnie - czego nie należałoby lekceważyć - przez myślicieli całkowicie odmiennych od siebie: Goethego, Nietzschego, Marksa, Kierkegaarda, gdy tymczasem historycy, z nielicznymi wyjątkami, nadal go nie dostrzegają, a w najlepszym razie ów wpływ bagatelizują. A przecież właśnie to jest istotne. Niech wykaże to zaprezentowana tu zwięzła prehistoria dwudziestowiecznego barbarzyństwa: jedynie zarysowana i być może jednostronna, ale w tym tylko, że dalej będzie wciąż mowa o regule, nie zaś o wyjątkach. Naświetlam bowiem wyłącznie decydujące, przesądzające o orientacjach politycznych oddziaływanie miarodajnego chrześcijaństwa reprezentowanego przez Kościół powszechny, a ignoranci, pochlebcy, najrozmaitsi piewcy religijnej idylli zechcą je na pewno poddać w wątpliwość. Ustawiczne podżeganie do wojen Dla najdawniejszych chrześcijan służba frontowa była nie do pomyślenia. Nigdzie w ich piśmiennictwie z pierwszych stuleci nie ma zgody na to. Co więcej, wszyscy Ojcowie Kościoła zakazywali zabijania w obronie koniecznej - i oto w 313 roku cesarz Konstantyn obdarzył chrześcijan pełną swobodą praktyk religijnych, po czym - w 314 roku - uchwalono ekskomunikę dla dezerterów. Kto porzucał broń, narażał się na wykluczenie z Kościoła. Przedtem wykluczano tych, którzy broni nie porzucali. Dawnych pacyfistów zastąpili więc kapelani polowi, a zabijanych chrześcijan uchylających się od udziału w wojnie - zabijający chrześcijańscy wojownicy. Sprzyjający armii Kościół wykreślił spiesznie wszystkich żołnierzy-męczenników ze swych kalendarzy i odtąd wspierał władców dopuszczających się masowych mordów, a nawet niebawem sam ich zaczął do takich mordów nakłaniać - i czyni to po dziś dzień. Papież Stefan II, w worku pokutnym i z głową posypaną popiołem, wyżebrał od króla Franków Pepina wojnę przeciw Longobardom, z którymi Frankowie żyli przedtem w najlepszej zgodzie. Gigantyczne klerykalne fałszerstwo (wyznane po jedenastu wiekach) oraz dwie krwawe kampanie doprowadzają do założenia Państwa Kościelnego, które było uznawane i powiększane przez kolejnych władców frankijskich i saskich. Ale i papieże zaczęli niezadługo pokazywać się w hełmach, zbrojach, z mieczami. Mieli własne wojska lądowe, marynarkę wojenną, fabrykę broni. Walczyli o każde hrabstwo, każdy zamek, każdą twierdzę. Zagrabiali całe księstwa. Wszędzie werbowali żołdaków i dokonywali rzezi na własnych ziomkach. Leon IX zignorował w 1053 roku uchwały pokojowe z Cluny, zignorował wydany przez siebie zakaz służby wojskowej duchownych, zignorował obiecaną mu przez chrześcijańskich Normanów przysięgę na wierność oraz wasalne uzależnienie i rozpoczął wojnę przeciw nim. Kluniacki teolog Hildebrand - jako Grzegorz VII (jego ulubiona dewiza: "Niech będzie przeklęty ten, kto nie chce miecza umaczać we krwi!") - wezwał cały świat do stworzenia armii, którą chciał poprowadzić w roli "wodza i biskupa". Grzegorz IX zwrócił się zbrojnie przeciwko powracającemu jako zwycięzca z krucjaty cesarzowi Fryderykowi II. Urban VI, który między innymi rękoma byłego pirata mianowanego generałem zakonu joannitów - nakazał zamordowanie po straszliwych torturach biskupa Akwilei oraz egzekucję pięciu kardynałów, wziął ze swymi żołdakami udział w sycylijskiej wojnie sukcesyjnej. Pius V i Sykstus V stoczyli wielkie bitwy morskie: pierwszy pod Lepanto przeciw Turkom, drugi na kanale La Manche przeciwko Anglikom. Juliusz II (jego dewiza; "Jeśli nie pomogą klucze Piotrowe, to niechaj pomoże jego miecz!") prowadził wojny niemalże w każdym roku swojego pontyfikatu, i to tak skutecznie, że cesarz Maksymilian rozważał, czy nie zostać papieżem. Paweł IV wyznał w połowie XVI wieku, że ma ręce "po łokieć unurzane we krwi", był jednak takim moralistą, iż kazał zamalować "nieprzyzwoite" fragmenty "Sądu ostatecznego" Michała Anioła. Jeszcze nieco ponad sto lat temu (w wieku XIX) Pius IX werbował żołnierzy. I jeszcze w latach czterdziestych, dwudziestego wieku, mogliby papieże powtórzyć słowa Pawła IV, mając więcej podstaw po temu - chociaż i oni bardzo dbali o moralność; na przykład Pius XII, który w wystosowanym pod koniec 1939 roku liście do hierarchii kościelnej USA dopatrzył się przyczyny "dzisiejszych nieszczęść" bynajmniej nie w faszyzmie, który właśnie pogrążył świat w największej wojnie w dziejach ludzkości, lecz między innymi w krótkich spódnicach pań. Nie jest to kuriozalny epizod historii Kościoła, raczej fakt świadczący o istniejącej również dzisiaj moralności - jeśli nie brać pod uwagę owych stuleci, w których niejeden klasztor żeński był częściej odwiedzany niż burdele, a wszyscy duchowni - od szczytów hierarchii po wiejskiego proboszcza - mieli konkubiny. Co zaś czynili papieże, to powtarzali biskupi, opaci. Byli oni synami, braćmi, kuzynami świeckich przedstawicieli szlachty, nie mniej pazernymi i żądnymi władzy niż ta ostatnia, zapewne też równie znienawidzonymi, o czym świadczą częste w średniowieczu morderstwa spotykające biskupów i opatów, wojny przeciw klechom i polowania na nich, a także niezliczone dokumenty literackie. W dawnym państwie niemieckim duchowni bywali ministrami, podskarbimi, dowódcami królewskich wojsk. Za czasów cesarza Ottona II Kościół wystawił dwukrotnie więcej rycerzy niż wszyscy książęta świeccy. I na Północy, i na Południu kardynałowie i biskupi dowodzili całymi armiami. Niektórzy wyżsi duchowni dokonywali własnoręcznie krwawej zemsty. Nie było też takiej diecezji, w której choćby jeden z biskupów nie toczyłby długoletniej wojny lokalnej. Często nie oszczędzali ani kobiet, ani dziewcząt, zabijali starców i dzieci, czasami nawet ręka w rękę z "kacerzami" (heretykami), jak w wypadku arcybiskupa Kolonii Dietricha von Moers. Wykłuwali wrogom oczy, tak jak to uczynił w 1368 roku opat klasztoru w Reichenau z każdym obywatelem Konstancji, który wpadł mu w ręce. Posyłali na tamten świat wszystkich jeńców, jak tego w 1379 roku dopuścił się biskup Osnabrück Dietrich. Zmuszali powstańców do błagania na klęczkach o litość, a potem jednak kazali ich masowo zabijać, tak jak to uczynił w roku 1415 biskup Liege, Johann von Wittelsbach. "Z kleszym stanem bywało tak, iż gdy słyszano o czymś złym czy o jakiejś wojnie i pytano, kto by owo sprawił, to pokazywało się, że biskup, klecha". Biskupi sprzymierzali się z królami przeciw książętom, walczyli u boku książąt przeciw królom, u boku papieża przeciwko cesarzowi, u boku cesarza przeciw papieżowi, po stronie jednego papieża przeciwko innemu (aż sto siedemdziesiąt jeden lat !), po stronie duchownych duszpasterzy przeciw duchownym z zakonów, ale i przeciw innym duszpasterzom - biskup Dietrich z Osnabrück przeciw biskupowi Gerardowi z Minden; biskup Eryk z Osnabrück przeciw biskupowi Henrykowi z Münster itd. - na polu bitwy, na ulicy, we wnętrzu świątyni, sztyletem, trucizną, na wszelkie sposoby... Przez całe wieki kler propagował też świętą wojnę, do której Urban II jeszcze w roku 1095 - właściwie rzecz oceniając - nakłaniał zbójców. Papież zapewniał odpuszczenie grzechów, obfity łup, krainę mlekiem i miodem płynącą i krzyczał: "To nakazuje Chrystus!" I wyruszyli z krzyżami na odzieniu i na sztandarach. Już nad Renem i nad Dunajem wymordowali tysiące Żydów. Potem dopuszczali się gwałtów i mordów na chrześcijańskich Węgrach. Podczas zwycięskiego ataku na Jerozolimę, latem 1099 roku w piątek, w godzinie ukrzyżowania, o czym donoszą urzeczeni tym kronikarze - zmasakrowali blisko siedemdziesiąt tysięcy Saracenów... Zabijali, bo, jak pisze arcybiskup Wilhelm z Tyru, postanowili grabić zawsze i wszędzie, "każdego mieszkańca miasta". Ociekali krwią i u wejścia do każdego "oczyszczonego" domu wieszali, na znak przejęcia na własność, swoje tarcze - jest to jedno z najstarszych świadectw używania tarcz herbowych jako dowodów tożsamości. W świątyni urządzili taką jatkę, że - jak pisze ksiądz Rajmund z Agiles - "za sprawą cudownego, sprawiedliwego zrządzenia bożego aż po kolana, a nawet aż po końskie siodła, nurzali się we krwi". A następnie, co odnotował autor Gesta Francorum, świadek naoczny, "szczęśliwi, z radości roniąc łzy, poszli nasi oddać cześć grobowi Zbawiciela". Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować tego chrześcijaństwa. Tabula rasa! Wojna totalna. Ich ideał od średniowiecza po faszystowskie krucjaty w Abisynii, Hiszpanii, Chorwacji, Rosji. Aż po masowe mordowanie w Wietnamie z udziałem kardynała Spellmana. Aż po moralno-teologiczne placet cieszącego się zaufaniem Pacellego (papieża - Piusa XII) - niemieckiego jezuity Gundlacha dla masowej zagłady poprzez wojnę atomową. Aż po "odwagę" jezuity Hirschmanna "przyzwolenia na ofiarę zbrojeń atomowych w obecnej sytuacji, mimo perspektywy utraty życia przez miliony ludzi", co - według niego - jest bliskie "postawy świętego Franciszka" oraz "ducha teologii krzyża". Aż po książkę Die sittliche Ordnung der Völkergemeinschaft (Ład moralny społeczności międzynarodowej), w której spora grupa teologów katolickich pochwala "stworzenie zapasu broni jądrowej" i bagatelizuje masową śmierć niewinnych ofiar jako dopuszczalne "działanie uboczne", co - według nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Muencha, który okazywał już swą sympatię hitlerowcom, "stanowi odpowiedź zgodną z zaleceniami ojca świętego". "Wyznawca nihilizmu i wyznawca chrystianizmu - te określenia się rymują, ale ich obu łączy więcej [...]". Krucjaty stały się wkrótce dla świata katolickiego jedną wielką klęską. Całe armie znikały niemalże bez śladu, zniknęło nawet pięćdziesiąt tysięcy dzieci; potem już tylko Hitler i Chomeini posyłał dzieci na wojnę. Umocnił się natomiast islam i to był najtrwalszy efekt wypraw krzyżowych. Muzułmanie bywali zresztą nierzadko skorzy do rokowań i kompromisów. Po odzyskaniu przez nich w roku 1187 Jerozolimy nawet chrześcijańscy kronikarze przyznawali, że sułtan Saladyn okazał się wspaniałomyślny, ludzki. Islamska obyczajność zrobiła zresztą niebawem pozytywniejsze wrażenie na wielu krzyżowcach niż obyczaje ich własnych dowódców. Ale papieże nie ustawali w nakłanianiu do nowych krucjat. Była to myśl przewodnia całej ich polityki zewnętrznej, nie "tylko" w XII i XIII wieku, lecz aż po schyłek średniowiecza. Eugeniusz III, Innocenty III, Grzegorz IX, Klemens VI, Urban V, Klemens VII - który podczas wyprawy krzyżowej do Tunisu już wypróbował proch strzelecki, co stanowi jeden z najwcześniejszych wypadków użycia go w dziejach świata - oraz Benedykt XIII, Bonifacy IX i Eugeniusz IV niezmordowanie propagowali świętą wojnę, w której - jak wiadomo - coraz bardziej liczyły się aspekty polityczne, militarne, gospodarcze; "wyższe stadium piractwa - mówi Nietzsche - i nic więcej"! Jeszcze pod koniec XV wieku Pius II żądał od wszystkich europejskich monarchów powszechnej krucjaty. A przekonanie Piusa, iż "państwa trwają dzięki broni, nie dzięki prawom", podzielała bez wątpienia większość papieży, którzy przecież zawsze pozwalali na to, żeby wierni wykrwawiali się właśnie dla dobra państw, choćby istniały tam okrutne, zbrodnicze reżimy. Podczas gdy wierni giną jako ofiary coraz straszliwszych rzezi, papieże pozostają przy życiu. To nazywa się dziejami zbawienia! Ach, "jakież to wspaniałe przykłady niezłomnej wierności wobec monarchów, które nie mogły nie wyniknąć z przestrzegania świętych zasad religii chrześcijańskiej". Tak zachwyca się Grzegorz XVI, właśnie ten, który-wyraziwszy to, co ojcom świętym leży na sercach od 1789 roku - gani wolność sumienia jako "szaleństwo", jako "zaraźliwy błąd", który zjadliwie wypowiada się przeciw wolności handlu książkami, "zasługującej na ciągłe potępianie i odrazę", który jeszcze w wydanym w 1836 roku Indeksie ksiąg zakazanych uzależnia czytanie Biblii w językach narodowych od zgody rzymskiej inkwizycji. To rozporządzenie odwołał definitywnie dopiero Leon XIII w 1897 roku. "Duchowieństwo - pisze Schiller (dla chrześcijaństwa, tego "szaleństwa, które skorumpowało świat", mający równie mało estymy, jak Goethe, któremu "nauki Chrystusowe" nie wydawały się "nigdzie bardziej poniewierane niż w Kościele chrześcijańskim", któremu protestantyzm jawił się jako "stek bredni", a katolicyzm przypominał teatr, karnawał, "hokus-pokus") - było od niepamiętnych czasów podporą władzy królewskiej i musiało nią być. Złote czasy duchowieństwa i królów przypadały zawsze na czas zniewolenia umysłów - i duchowni, i monarchowie zbierali żniwo głupoty i nonsensu". Mordowanie inaczej myślących Przed Stalinem i Hitlerem nikt w Europie nie gardził tak bezwstydnie ludzkim życiem, nie pomiatał nim tak, jak czynił to chrześcijański Kościół, powołując się wręcz, co jest szczytem cynicznej przewrotności, na "wolę bożą". Świadczy o tym także rozprawienie się z pogaństwem. Początkowo odnoszono się wprawdzie do pogan, jako do znikomej mniejszości, z wyraźną rezerwą, czasem tylko polemizowano z nimi, a co więcej: z anielską słodyczą w głosie opowiadano się za wolnością religijną. Ale poczucie większej siły każe - na przełomie II i III wieku - działać bardziej stanowczo, atakować całą mocą własnych słów. Deprecjonuje się, choć bynajmniej nie jednomyślnie, tradycyjną kulturę, filozofię, z której czerpie się korzyść, jeszcze gwałtowniej atakuje się widowiska i oczywiście najokrutniej szydzi się z pogańskiej religii, z kultu dla kosmosu, z deifikacji wody, ognia, gleby, nie mówiąc o uznawaniu zwierząt za święte. I ledwo się przełom dokonał - komentuje to teolog von Campenhausen - "dawna kościelna ideologia męczeństwa i prześladowania zniknęła bez śladu, przemieniając się prawie że we własne przeciwieństwo". Już za czasów pierwszego chrześcijańskiego cesarza proklamowana w 313 roku koegzystencja i stanowiąca zasadę wolność wyznania, ustępują miejsca uciskowi. Już i Konstantyn zabrania stawiać nowe posągi bóstw, zabrania kultu dla istniejących, radzenia się wyroczni oraz wszelkich nabożeństw pogańskich. Już Konstantyn każe zamykać, ograbiać, demolować, burzyć świątynie, na przykład sanktuarium Eskulapa w Egeis, świątynię Afrodyty na Golgocie, Afakę w Libanie, Heliopolis. Jego syn, arianin Konstancjusz przeciwstawia się jeszcze radykalniej "zabobonowi", "bezsensowi ofiar". Jest pierwszym z cesarzy chrześcijańskich, który wyznacza karę śmierci za uprawianie pogańskiego kultu i zarządza konfiskatę mienia skazanych. Dochodzi już wówczas do ataków na świątynie, tortur, terroru sądowniczego. A katolicki cesarz Teodozjusz I zwalcza pogaństwo nie tylko mnóstwem surowych przepisów prawnych, lecz i prowadzoną zaciekle wojną. Krótko mówiąc, już w IV, a jeszcze wyraźniej w V wieku, Kościół idzie ku triumfowi krzyża po zgliszczach i trupach. W Aleksandrii, ariański biskup-autokrata Jerzy nakazuje atak na świątynię Mitrasa, obrazoburstwo, plądrowanie sanktuariów. Jego następca, katolicki patriarcha Teofil własnoręcznie niszczy toporem słynny posąg Serapisa i poleca, by w sąsiednim ośrodku handlu, mieście Kanopos, zrównano wszystkie świątynie z ziemią. Jego z kolei bratanek i następca, Ojciec Kościoła święty Cyryl, wielki adorator Maryi, który uciekając się do przekupywania ogromnymi sumami, przeforsowuje dogmat o Bogurodzicy, poleca w 415 roku napad na znaną i czczoną w całym ówczesnym świecie kobietę-filozofa Hypatię, zakończony sprowadzeniem jej do jednego z kościołów, rozebraniem do naga i dosłownie rozerwaniem na strzępy kawałkami szkła. Wyznawców dawnej wiary zwalcza też fanatycznie patriarcha Jan Chryzostom, inny Ojciec Kościoła. W budzących podziw mowach, dzięki którym stanie się patronem kaznodziejów, nie tylko lży pogan, lecz również nakłania do zburzenia wielu fenickich świątyń. Szczególnie w prowincjach wschodnich, gdzie chrześcijanie byli początkowo najliczniejsi, już pod koniec IV wieku niszczono coraz więcej świątyń, a podjudzane tłumy nierzadko masakrowały pogan. Nieomal zawsze działo się to pod przewodem biskupów czy opatów, przy czym najaktywniejsi byli mnisi, "świńskie czarne habity", jak nazywali ich Grecy, wyglądali bowiem jak ludzie, lecz żyli jak świnie. Atakują oni świątynie - twierdził Libaniusz w napisanej w 389 roku, adresowanej do cesarza rozprawie Pro templis - "obładowani drewnem albo uzbrojeni w kamienie i miecze, czasem nawet bez tego, tylko z siłą rąk i nóg. Potem, tak jakby chodziło o dobro bezpańskie, zrywają dachy, burzą mury, roztrzaskują wizerunki bóstw, rozbijają ołtarze. Kapłanom pozostaje tylko wybór między milczeniem a śmiercią. Po zniszczeniu pierwszej świątyni spieszą ku drugiej i trzeciej, i gromadzą łupy, drwiąc z prawa". Jednym z najgorzej osławionych niszczycieli świątyń był Szenute (= syn Boga), przeor "Białego Klasztoru" w Tebaidzie, klasztoru męsko-żeńskiego, mieszczącego w pewnych okresach bez mała dwa tysiące dwustu braci oraz tysiąc osiemset sióstr zakonnych. Jako "wielki opat", "prorok", "apostoł" nie cofał się ani przed oszustwem, ani przed własnoręcznym zabijaniem, morderstwami. Na czele wystarczająco wygłodzonych hord wdzierał się do świątyń, rabował, dewastował i wyrzucał "obrazy bożków" do Nilu. Wszystko, co cenne, co nadawało się do spieniężenia, zabierał ze sobą. Zdarzało się - tak było w Achminie - że ograbiał całe miasto, po czym je podpalał, a mieszkańców okrutnie masakrował. Nie ustawano w wymuszaniu okupów za ocalenie świątyń od podpalenia, w przemienianiu ich w świątynie chrześcijańskie, niszczono unikatowe dzieła sztuki, urządzano szydercze procesje, pogańskich kapłanów spotykała śmierć i wreszcie - w VI wieku - wszyscy poganie zostali uznani za ludzi bez majątku i bez praw, "iżby - jak głosi dekret chrześcijańskiego cesarza - ograbieni z mienia, popadli w nędzę". Ale dwudziestowieczny katolicki teolog Jean Daniélou stwierdza: "Kościół zawsze podkreślał swój szacunek dla wartości religijnych świata pogańskiego". W rzeczywistości żaden kościelny autorytet nie wystąpił przeciw owej eksterminacji. Przeciwnie: zachęcano do niej, z pozorną dbałością o interes państwa apelowano do władców: "Najświętsi cesarze, zabierajcie, zabierajcie bez skrupułów świątynne ozdoby" - judzi już około roku 347 Ojciec Kościoła Firmicus Maternus. "Niechaj ogień mennicy albo płomień pieca hutniczego roztopi posągi owych bożków, obróćcie wszystkie dary wotywne na swój pożytek i przejmijcie je na własność. Po zniszczeniu świątyń zostaniecie przez Boga wywyższeni". Ten sycylijski renegat spośród senatorów zaleca chrześcijańskim monarchom "najsurowsze prawa", stosowanie "ognia i żelaza", prześladowanie "na wszelkie sposoby", "iżby nie zachowała się nawet najmniejsza część tego diabelskiego nasienia [...], by nie zachował się żaden ślad po owym pogańskim plemieniu". I Augustyn był wśród tych doctores Ecclesiae (ojców kościoła), którzy występowali przeciw poganom - przeciwstawiał się "najrozmaitszym monstrualnym bożkom", "bluźnierczym kultom", "bałwochwalczemu motłochowi", mówił o "zarazie" i "zbrodni". Zapalał się, szydził, wciąż na nowo podsycał furię niszczycieli, w swoim magnum opus pod tytułem O państwie bożym przedstawia politeizm jako przyczynę wszystkich okropności, wszystkich mala, bella, discordiae w dziejach Rzymu, nie cofa się nawet przed świadomym przeinaczaniem, mówiąc o poganach, pozwala sobie wręcz na stosowanie "wszelkich środków" aż po "fałszowanie cytatów" (Andresen). Owe pogromy przebiegały więc nieporównywalnie bardziej krwawo i okrutniej niż jakiekolwiek wcześniejsze prześladowania chrześcijan. Tabula rasa! Totalna "czystka", Usunięcie wszystkich elementów szkodzących społeczeństwu. "To, co nie jest zgodnie z prawdą czy z normą obyczajową - poucza jeszcze w 1954 roku papież Pius XII - nie ma prawa istnieć". Dlatego też likwidacja pogaństwa temu Kościołowi nie wystarczyła. Z początku zwracano się przeciw niekatolikom. Zakazywano im nabożeństw, niszczono piśmiennictwo, grabiono kościoły, rabowano mienie i skazywano ich na banicję. Ale już w 385 roku, w Trewirze, katoliccy biskupi polecili po raz pierwszy ściąć innych chrześcijan z powodów wyznaniowych. Od Augustyna, prekursora łowców kacerzy (heretyków), wiedzie prosta linia ku inkwizycji, ta zaś już w epoce Karolingów zainicjowała tworzenie specjalnych sądów biskupich i stopniowo doprowadziła do prześladowania sekt, z premedytacją rozpętała terror, który w ciągu następnych stuleci pozbawił życia niezliczone masy ludzi i który odnowił się w czasach faszystowskich, kiedy to nawet uczniowie Franciszka z Asyżu stali się ludobójcami, prowodyrami strasznych pogromów, komendantami obozów koncentracyjnych. (patrz artykuł: Pavelić - katolicki nazizm) Kulminacją zbrodni inkwizycji było wycinanie języków, duszenie, palenie na stosie, uprawomocnione najpierw - w 1194 roku - w Hiszpanii, a następnie we Włoszech, Niemczech, Francji i wreszcie także w Anglii. W bulli Ad extripanda z 1252 roku papież Innocenty IV przyrównał wszystkich chrześcijan-niekatolików do zbójców i zobowiązał władców do tego, by winnych heretyków zabijano w ciągu pięciu dni. Dominikanie, uczniowie Tomasza z Akwinu, oficjalnego filozofa tego Kościoła, który sam domagał się wykluczenia "ludzi dotkniętych zarazą" ze społeczeństwa, zaczęli tresować psy do polowań na kacerzy i przez pół tysiąclecia przewodzili inkwizycji. I oto zaczęły się tortury, oblewanie wodą święconą, układanie na specjalnych ławach, sadzanie na huśtawce, na rozżarzonych węglach, zakładanie butów hiszpańskich. Robiono znak krzyża i robiono miazgę z ludzi. Gdy zbierał się trybunał, odwoływał się do Ducha Świętego, po czym zezwalał na wszelkie oszustwa. "Dla dobra sprawy - skomentował zbiór zeznań, przez szesnaście dni coraz okrutniej torturowanego Savonaroli, jeden z jego sędziów - to i owo pominięto, to i owo dodano". Podobnie fałszowano protokoły zeznań świadków obrony. Każdy katolik był zobowiązany składaną przez siebie przysięgą do prześladowania heretyków i musiał tę przysięgę powtarzać co dwa lata, rodzice musieli denuncjować dzieci, te zaś swoich rodziców, mężowie denuncjowali żony, a te ostatnie - swoich mężów. Tak rozpoczęły się donosicielstwo, działalność konfidentów, szpiegowanie i zastraszanie, co później bardzo rozwinęły nowoczesne państwa policyjne, tak rozpoczęło się na wielką skalę wymuszanie pozornej uległości i zarazem owo niepowtarzalne, ohydne połączenie strusiej polityki z obłudą, charakterystyczne odtąd dla mentalności narodów chrześcijańskich. Jakże tolerancyjne były - w porównaniu z nimi - kulty pogańskie! Jakże wspaniałomyślni bywali często sami Rzymianie wobec chrześcijan, którym po dziś dzień zdarza się w groteskowy sposób wyolbrzymiać zaciekłość doznanych prześladowań. Reskrypt Trajana z roku 112, który przesądza o stosunku do chrześcijan przez następnych sto kilkadziesiąt lat, nie zezwala na śledzenie ich ani też na anonimowe donosy. "Albowiem byłby to zły przykład, niegodny naszej epoki". "Nie chcę - dekretuje później cesarz Hadrian - by dręczono niewinnych, i trzeba uniemożliwić oszczercom bezkarne uprawianie ich haniebnego procederu". A tysiąc lat później: jakiż postęp w obyczajowości czasów chrześcijańskich! Przy tropieniu "kacerzy" dopuszczalne jest wszelkie oszustwo. Ludzie są wszędzie podjudzani do polowań na heretyków, otwarcie zaszczepia się okrucieństwo. Dużo płaci się za miejsca w oknach z widokiem na stos, a wiernym, którzy zgromadzą drewno, zapewnia się odpust zupełny. Urządzane są imponujące autodafe, stanowiące okazje do masowego mordowania ludzi - czasem na oczach dwustu tysięcy widzów. Na ostatnią drogę zakłada się skazanym nawet czapki błazeńskie, przytyka im się do ciała rozżarzone obcęgi, niekiedy ucina się im prawą rękę, a potem słychać śpiew, podczas gdy ofiary - zależnie od kierunku wiatru - już to się duszą, już to z wolna się palą: "Chwalimy Cię, wielki Boże". "Budujący przykład społecznej doskonałości" - tak chwali jeszcze w 1853 roku inkwizycję wydawane przez jezuitów watykańskie czasopismo. Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować chrześcijaństwa. Zdarzało się, że umierające kobiety zabierano w łóżkach na miejsce egzekucji i tam wrzucano je w ogień. Sam wielki inkwizytor, Torquemada, osobiście posłał w Hiszpanii dziesięć tysięcy dwieście dwadzieścia osób na stos oraz dziewięćdziesiąt siedem tysięcy trzysta siedemdziesiąt jeden osób na galery. I jeszcze w połowie XX wieku chrześcijanie torturują we frankistowskiej Hiszpanii, w Korei, Algierii, Grecji, Wietnamie i w więzieniach Republiki Federalnej Niemiec. W hitlerowskich Niemczech zostaje przywrócona straszliwa kara odpowiedzialności rodzinnej - papież Grzegorz IX ekskomunikował aż do siódmego pokolenia, a papież Urban II nie uważał za morderstwo zabicia osoby ekskomunikowanej, "gwoli przysłużenia się Kościołowi - naszej matce". Nie wszystkich heretyków palono. Skruszonym okazywano łaskę. Bito ich w niedziele podczas mszy, raz w miesiącu w każdym domu, gdzie spotykali się z podobnymi sobie, oraz w czasie procesji, na każdej stacji. Czasem pędzono ich też nago po ulicach, po czym byli biczowani przy ołtarzach i nawet legaci papiescy nie uważali udziału w tym za uwłaczający im. Inni skruszeni trafiali pod "mur". Skazywano ich na murus largus, dosyć łagodne ograniczenie wolności, albo na murus strictus, co oznaczało dożywotnie przykucie rąk i nóg do ściany pozbawionej okien celi, zgodnie z nakazem papieża, jak najmniejszej i jak najciemniejszej, a więc karę nie stosowaną nawet za Hitlera. Jeszcze straszniejszy był murus strictissimus, o którym protokoły inkwizycji jednak milczą. Znani nam są katolicy, którzy w XIII wieku zaświadczali swoją prawowierność następującą przysięgą: "Nie jestem kacerzem, bo mam żonę i śpię z nią, mam dzieci i jem mięso, kłamię, przeklinam i jestem wierzącym chrześcijaninem, tak mi dopomóż Bóg!" Zmarłych, których "herezja" wychodziła na jaw dopiero po ich śmierci, trzeba było ekshumować i traktować tak, jak gdyby jeszcze żyli. Niesławnym wczesnym przykładem na to jest postępowanie z papieżem Formozusem. Stefan VI kazał go w 897 roku wykopać, wydał nań wyrok i pozbawił go dwóch palców prawej ręki. Sergiusz III zarządził w 905 roku ponowną ekshumację zwłok Formozusa, polecił przyodziać je w szaty papieskie, posadzić na tronie, po czym - skazawszy go jeszcze raz - kazał odrąbać mu kolejne trzy pąlce oraz głowę. Gdy zadźgano Zwingliego, został poćwiartowany i spalony, a dla zbezczeszczenia jego prochów dorzucono do ognia świńskie łajno. Pod stosem Husa umieszczono natomiast potajemnie zgniłego muła, żeby zademonstrować ludowi odór diabła. Ale sporadyczne akcje przeciw "kacerzom" nie zadowalały papieży. Pogrążyli oni całą Europę w wojnie. Na południe i na północ wysyłali krucjaty. To, co nie było katolickie, musiało zniknąć, i tak samo działo się jeszcze w XX wieku w klerykalno-faszystowskiej Hiszpanii oraz w Chorwacji. Pierwsza krucjata przeciwko chrześcijanom odbywała się od 1209 roku i dotknęła albigensów, "zakałę i hańbę rodu ludzkiego", jak pisał jeszcze w XIX wieku papież Grzegorz XVI, albigensów, którzy ewidentnie i w takiej mierze nawiązywali do pierwotnego chrześcijaństwa, że nawet doktor Kościoła Bernard z Clairvaux mówił o nich: "Nie ma pewno bardziej chrześcijańskich kazań niż wygłaszane przez nich, czyste były też ich obyczaje". A tymczasem Innocenty III wezwał, w niecałe dwa miesiące po intronizacji, cały świat chrześcijański do palenia "kacerzy", którzy by się nie wyrzekli swojej wiary. Szlachcie północnofrancuskiej obiecał posiadłości, królowi Francji (który wyraził swoje wątpliwości co do krucjaty!) panowanie nad krainą zamieszkiwaną przez albigensów, a wszystkim katolickim krzyżowcom, nawet najgorszym grzesznikom, wieczną szczęśliwość w raju. Wyprawy krzyżowe - czy na pewno Bóg tego chciał? Po owym wezwaniu chwycili za krzyże władcy duchowni i świeccy, całe hufce rycerzy, włóczęgów, tysiące łupieżców zwłok, najemni żołdacy, ladacznice z przewoźnych świątyń Wenery. Z pieśnią Przyjdź Duchu Święty atakowali miasta, wyrzynali mieszkańców, i "heretyków", i katolików, jak popadło. Wyrzynali trzymających monstrancje kapłanów przy ołtarzach, wyrzynali niemowlęta i starców: w samym tylko Beziers - dwadzieścia tysięcy ludzi. Już wówczas matki tuliły dzieci do piersi, by nie widziały wrzucania w ogień, tak jak to było później w komorach gazowych Auschwitz. Ale że jeszcze po dwudziestu latach tej rzezi jacyś albigensi się uchowali, Kościół płacił dwie marki srebrem jako premię za każdego żywego lub martwego "kacerza", dostarczonego już po zawarciu pokoju. Krucjaty i wojny religijne szaleją odtąd w Europie przez całe stulecia. Kontynuowane jest również nawracanie pogan na Wschodzie, zainicjowane już w 782 roku nakazaną przez Karola "Wielkiego" egzekucją czterech i pół tysiąca Sasów. W roku 1147 odbywa się krucjata na ziemie Wenetów. Hasło: "Kto nie zechce się ochrzcić, niech zginie". U schyłku średniowiecza rycerze w habitach wymordowują na Wschodzie mieszkańców całych regionów. I w końcu katolicy staczają dziewięć bitew między sobą, bo papież żąda dla siebie - jako "dziedzictwa Matki Boskiej" czegoś, co rycerze też chcą sobie zatrzymać. W połowie XV wieku ofiarą trwającej wojny prowadzonej przez Zakon Krzyżacki w Polsce padło tysiąc dziewiętnaście kościołów i siedemnaście tysięcy dziewięćset osiemdziesiąt siedem wsi. Pięćset lat później "europejska krucjata" (jak określa ją katolicki kapelan polowy Wehrmachtu), kampania rosyjska Hitlera, której postępy odnotowują "z satysfakcją" wszyscy biskupi niemiecko-austriaccy i którą papież Pius XII pochwala jako "obronę podstaw cywilizacji chrześcijańskiej", otóż ta "krucjata" pociąga za sobą zniszczenie ponad tysiąca siedmiuset miast i siedemdziesięciu tysięcy wsi i pozbawia dwadzieścia pięć milionów ludzi dachu nad głową, nie mówiąc już o zabitych. O dalszych perspektywach pisze katolik Friedrich Heer: "Planowanie, obmyślanie, przygotowywanie nowej wojny przez chrześcijański Kościół - chcący odegrać rolę wspólnika w tej zbrodni - jest prostą kontynuacją poparcia dla wojny prowadzonej przez Hitlera, udzielonego przez przywódców obu głównych Kościołów". Sześćset lat prześladuje się waldensów - tylko dlatego, że poważniej traktują Biblię. W roku 1234 papież Grzegorz IX nakłania do krucjaty przeciw chłopom ze Steding, którzy odmawiają arcybiskupowi Bremy nadmiernej daniny. Pięć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci ginie z rąk krzyżowców, a zagrody owych chłopów zajmują osadnicy obdarzeni nimi przez Kościół. Na początku XV wieku Marcin V i Eugeniusz IV propagują krucjaty przeciw husytom, podczas których dochodzi do strasznych wyczynów obu stron: katolikom rzeźbi się na czołach krzyże, a husytom - kielichy; kapłanów piecze się w beczkach pełnych smoły albo zasztyletowuje się ich przy ołtarzach. Dokonywane rzezie wyludniają całe miasta, setki wiosek płoną, już wtedy zostaje wypróbowana taktyka spalonej ziemi. Ale jeszcze po drugiej wojnie światowej zostajemy pouczeni przez protestanckiego teologa Thielickego: "Chrześcijanie, którzy swą służbę frontową odbywają pod okiem Boga, zawsze pojmowali rzemiosło wojenne jako wykonywane w imię miłości [!]". A jego kolega Künneth oświadcza w trzynaście lat po Hiroszimie: "Nawet bomby atomowe mogą służyć okazywaniu miłości bliźnim". Żaden artysta kabaretowy... W 1538 roku Paweł III wzywa do krucjaty przeciw odszczepieńczej Anglii, której "kacerzy" chciałby przemienić w niewolników - wszystkich razem i każdego z osobna. W roku 1568 hiszpański trybunał inkwizycji postanawia likwidację trzech milionów Niderlandczyków, którzy - jak brzmi hasło wypisane na kapeluszach "gezów" - wolą być "raczej Turkami niż papistami". Gdy książę Alba ma już za sobą wymordowanie wielu tysięcy ludzi, papież przesyła mu dla podtrzymania ducha poświęconą szpadę i od tej chwili rozpoczyna się wyludnianie całych miast, nie oszczędzające nawet jednego dziecka, a towarzyszą temu wymyślne okrucieństwa, na przykład dławienie córek krwią ich ojców. We Francji dochodzi, w 1573 roku, okrzyk bojowy: "Niech Żyje msza! Zabijajcie, zabijajcie!". W ciągu jednej nocy do zmasakrowania dwudziestu tysięcy hugenotów. "wyplenienia" ich - żądał Pius V; Grzegorz XIII zaś urządza z uciechy publiczne festyny i każe wybić okolicznościowy medal z wizerunkiem anioła, który zabija hugenota, na awersie i własną podobizną na odwrocie. Potem, po roku 1685, opuszcza Francję dwieście tysięcy hugenotów. Masowe przesiedlenia, banicje, emigracje obserwowane w XX wieku mają swoje wielkie precedensy już w średniowieczu, kiedy to w różne strony świata uciekają waldensi, humaniści, luteranie, erazmianie, baptyści, socynianie, antytrynitarze itd. W roku 1584 papież Grzegorz XIII stawia w bulii In coena Domini protestantów na równi z piratami i zbrodniarzami. A gdy po toczonej przez trzydzieści lat XVII wieku wojnie religijnej, która pochłonęła od czterdziestu do siedemdziesięciu procent ludności krajów zaangażowanych w nią, całkowicie wyczerpane strony walczące zawierają traktat westfalski, z oficjalnym protestem występuje papież Innocenty X. http://finix.webd.pl/wlasnowierca/zbrodnie1.htm

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

HISTORIA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO - CZ. 2 Prześladowania i eksterminacja Pokrótce tylko wspomnimy tu o krwawej działalności misyjnej Kościołów chrześcijańskich poza Europą: w Indiach, Afryce, Ameryce, gdzie eksterminacja spotkała wiele milionów ludzi, na Kubie, gdzie objęła wszystkich mieszkańców, a wszystko to działo się oczywiście również - jak szydzi Schopenhauer - "in maiorem Dei gloriam i gwoli ewangelizacji, a ponadto dlatego, że kto nie był chrześcijaninem, tego nie uważano za człowieka". Teoretycznie chrześcijaństwo jest najbardziej pokojową, ale w praktyce najkrwawszą religią w dziejach świata. Uczciwi badacze podkreślali to niejednokrotnie. Angielski historyk William E. H. Lecky nie uważa bynajmniej za przesadne stwierdzenia, iż "Kościół zadał ludziom więcej niezasłużonych cierpień niż jakakolwiek inna religia". A niemiecki teolog Bruno Bauer przyznaje: "Żadna religia nie pochłonęła tylu ofiar w ludziach, i tak haniebnie ich wymordowując, jak ta, która szczyci się przezwyciężeniem śmierci na zawsze". Oni toczyli wojny i nakłaniali innych do prowadzenia wojen, które im właśnie służyły. Rozprawili się z pogaństwem. Stworzyli inkwizycję. Wywoływali krucjaty przeciw Turkom i chrześcijanom. Ale tego im nigdy nie wystarczało. Od wieku XIII do XIX chrześcijański Kościół palił czarownice - podczas gdy w starożytnej Babilonii palono tylko ich wizerunki. Charakteryzująca nawet najsławniejszych katolików nader prymitywna, obsesyjna wiara w zjawy (Augustyn wierzy mocno w faunów napastujących kobiety; Tomasz z Akwinu - w demony wpływające na pogodę; papież Grzegorz I - uczczony przydomkiem Wielkiego i rzadkim tytułem doctor Ecclesiae, przyznanym prócz niego jednemu tylko papieżowi, przez z górą pięćset lat źródło chrześcijańskiej inspiracji i "nauki" - wypełnia cztery książki stekiem nonsensów, od których włos się jeży, na przykład doniesieniem o zakonnicy, która nieopatrznie połyka szatana siedzącego na liściu sałaty itp.; wszystko najzupełniej serio!), owa nader prymitywna wiara w zjawy, groteskowa psychoza strachu przed diabłem, tłumiony popęd seksualny i bezgraniczna żądza wzbogacania się sprowadziły na miliony ludzi, zwłaszcza na kobiety, śmierć w strasznych męczarniach. Papieże Grzegorz IX, Aleksander VI, Leon X, Juliusz II, Hadrian VI i wielu innych wierzyli w istnienie czarownic, w istnienie mężczyzn i kobiet, którzy - jak to formułuje Innocenty VIII w swojej bulli O czarownicach, "obcują cieleśnie z nocnymi duchami", czyniąc tym wielką szkodę ziemi, ludziom i zwierzętom. Tak więc prócz pogan, Turków i "kacerzy" polowano już też na czarownice i wyznaczano nagrody za schwytane kobiety - w katolickim Offenburgu, na przykład, dwa szylingi za sztukę - podczas gdy trzy tysiące lat wcześniej babiloński władca Hammurabi grozi w §2. (najstarszego kodeksu świata) każdemu, kto fałszywie oskarży kogoś o uprawianie czarów, śmiercią i konfiskatą mienia. W czasach nowożytnych ofiary oskarżeń poddawano bezlitosnym torturom, zmuszano dzieci i matki do wzajemnych denuncjacji, wymuszano torturami kłamliwe zeznania i nazwiska kolejnych ofiar, z których potem, również torturami, wydobywano następne nazwiska. W podziemnych lochach przywiązywano owe nieszczęsne kobiety do drewnianych krzyży, przykuwano je od zewnątrz do murów, narażano je na ataki szczurów, na wszelką pogodę, a ponadto znęcano się nawet nad dziećmi, często bliskimi śmierci po oćwiczeniu przez duchownych i oprawców. Były one na łańcuchach wywieszane z wież na zewnątrz, głodzone, pozwalano, by zamarzły, a potem smażono je na ogniu. Jedno z haseł towarzyszących rozprawianiu się z czarownicami brzmiało: "Będziesz torturowana, dopóki twoje ciało nie zacznie przepuszczać promieni słonecznych". Wsłuchajmy się w krzyki tych nieszczęsnych ludzi! Wczytajmy się w to, co niektórzy pisali z więzień, żony do mężów, ojcowie i matki do dzieci: zapewnienia o własnej niewinności, słowa pożegnania na zawsze. Trzeba to poznać, by zrozumieć, że diabeł jest chrześcijaninem, a chrześcijanin często diabłem, albo inaczej: że - jak mówi Kierkegaard - chrześcijaństwo to "wynalazek szatana". Zaraza wśród bydła, w archidiecezji salzburskiej, doprowadziła w 1678 roku do śmierci dziewięćdziesięciu siedmiu kobiet na stosie. Biskup Bambergu, Fuchs von Dornheim, wymordował około roku 1630 blisko sześćset osób płci obojga, które oskarżono o czary, oraz wszystkich pięciu burmistrzów miasta. Jego kuzyn, arcypasterz Würzburga - Adolf von Ehrenberg, posłał na stos około tysiąca dwustu czarownic i magów, po czym zarządził odprawianie mszy świętych za ich dusze. Arcybiskup Trewiru- Jan, zlikwidował w 1585 roku tyle czarownic, że w dwóch wioskach ocalały tylko dwie kobiety. "Niechybnie zginie całe miasto" - skarży się w połowie XVII wieku pewien ksiądz z Bonn, gdzie pod naciskiem arcybiskupa Kolonii, bawarskiego księcia krwi Ferdynanda palono nawet trzyletnie dzieci za rzekome obcowanie z diabłami. Jak pisze się w chrześcijańskich kronikach, wszędzie "sprzątano" i "usuwano brud", pozbywając się owych kobiet. "Jako że ze starymi nieomal się uporaliśmy i zostały one na nasze polecenie pozbawione życia - informuje landgraf Jerzy z Darmstadt w roku 1582 swojego przedstawiciela w augsbruskim Reichstagu - teraz zabierzemy się do młodych [...]". W ogień wrzucano stuletnie kobiety, roczne dzieci, kalekich i ślepych, śmiertelnie chorych, kobiety ciężarne, całe klasy szkolne, nawet duchownych i zakonnice. Szkody czynione w poszczególnych krajach były większe niż na skutek wojen. A każdy, kto przeciwstawiał się temu szaleństwu, jako uznawany za "protektora czarownic", najczęściej sam służył za "opał" (że użyjemy tu określenia z czasów hitlerowskich, zilustrowanego przez długą praktykę Kościoła). Bo przecież w archidiecezji bamberskiej i w diecezji wrocławskiej istniały już piece krematoryjne dla czarownic! Po uśmierceniu owych nieszczęśników kler zagrabiał ich mienie i nierzadko był to prawdziwy powód wszczynania procesów o kacerstwo i czary. Jeden z mogunckich dziekanów zarządził spalenie ponad trzystu osób z dwóch wsi po to tylko, by móc przyłączyć ich ziemie do swoich. Pewien skryba w Fuldzie, którego przełożony, opat, był znanym łowcą czarownic, groził zwłaszcza bogatym i pysznił się tym, że w ciągu dziewiętnastu lat trafiło na stos siedemset osób płci obojga. Każdy z licznych wyroków wydanych w diecezji augsburskiej kończył się formułą: "Ich majątek przepada na rzecz fiskusa Jego Książęcej Wysokości, przewielebnego Marquarda, biskupa w Augsburgu i proboszcza katedry w Bambergu". Cesarz Ferdynand II przestrzegał biskupa Bambergu: "Co się jednak tyczy niegodnej zaiste konfiskaty, My nie możemy już bynajmniej pod żadnym pozorem pozwolić Wam na takie poczynania". Skropione krwią pieniądze inkasowali też inkwizytorzy i spowiednicy. Kata czarownic, Geifßa - który działając w Wetteru, nie tylko wspominał w swoich rachunkach o pokryciu kosztów "gorzałki wypitej tam w ciągu dwóch dni polowania na czarownice przez członków komisji", ale również zabierał dla siebie jedną trzecią mienia ofiary - uratowała przed gniewem ludu jedynie ucieczka; lecz gdy zwolniono go ze służby, zażądał dalszego wypłacania poborów, postępując bardzo podobnie, jak wielu sędziów hitlerowskich w Republice Federalnej. Najszybszy i najłatwiejszy sposób wzbogacenia się - mawiano - to palenie czarownic. Często ustawało ono, gdy znikała perspektywa obłowienia się. Reformacja nie zahamowała tego szaleństwa. Wręcz przeciwnie. Tak jak zwolennicy reformacji w Holandii w barbarzyński sposób zdziesiątkowali katolików, tak jak plądrowali, burzyli ich kościoły i klasztory, wrzucali w ogień krucyfiksy, wizerunki świętych oraz księży i zakonników, tak jak w 1527 roku w Rzymie luterańscy lancknechci uśmiercili tysiące papistów i nawet w bazylice Świętego Piotra zmasakrowali dwieście osób, po czym pod groźbą palenia domów wymuszając ogromne okupy albo - jak uważają sami luteranie - "dzięki łasce bożej wzbogacili się tak, że niepodobna tego opisać", tak zabijali teraz również czarownice. Luter, który wszędzie widział szatana, zgadzał się na spopielenie "diabelskich ladacznic" równie łatwo jak papież albo powtórzmy jego określenie - jak ta "papieska świnia", której zresztą także chciał - podobnie jak całej Kurii - wyrwać język przez gardło na zewnątrz, a potem wszystkich tych dostojników według starszeństwa w takim stanie przygwoździć do szubienicy. Kalwin zaś, który swoich krytyków z zapałem uspokajał torturami i mieczem, a ponadto posłał na stos Serveta, chętnie przyznawał genewskiej radzie miejskiej wielkie zasługi w łowieniu czarownic i zwracał uwagę na to, że "jest takich jeszcze wiele", domagając się, by "wypleniono [...] tę rasę". Na wielu ziemiach zamieszkanych przez protestantów zabijano w istocie więcej czarownic niż na ziemiach katolickich. W Brunszwiku, w okolicy Wolfenbüttel, gdzie pod koniec XVI wieku palono często nawet dziesięć kobiet dziennie, słupy, przy których stawały one trafiając na stos, wyglądały jak zwęglony las. Prześladowania osiągnęły punkt kulminacyjny dopiero po okresie reformacji. Jeszcze w XVII wieku ich ofiarą padło w Europie przypuszczalnie około miliona ludzi, głównie kobiet. I nawet u schyłku XVIII wieku ewangelicki biskup Troilus, ze szwedzkiej diecezji Dalarna, wyraził głębokie zatroskanie "naszą epoką obojętności i wolnomyślności", w której nie chciano już palić kobiet oskarżonych o czary. W całych dziejach świata chrześcijańskiego kobieta była w ogóle źle traktowana, co też stało w sprzeczności z postawą Jezusa. Rozpoczął to Paweł, stawiający mężczyznę znacznie wyżej niż kobietę, a prócz Pawła również inni Dawni teologowie, wypaczając nauczanie apostoła Pawła, racjonalnie nawołującego do podporządkowania, w duchu miłości i partnerstwa - dopatrywali się w kobiecie tylko istoty niższego rzędu, uosobienia cielesności, istoty uwodzącej mężczyznę, po prostu Ewy i grzesznicy, którą najchętniej ostrzyżono by do gołej skóry, co zaleca święty Hieronim, której czasem zabrania się nawet śpiewu w kościele, a często i wchodzenia doń i przyjmowania komunii w czasie menstruacji, i to pod groźbą surowych kar. Kontynuatorem tej postawy okazuje się Luter i znajduje ona swoje odzwierciedlenie w wielu dyskryminujących przepisach prawnych - aż po XX wiek. Parlament niemiecki odrzuca projekt ustawy o prawie głosu dla kobiet jeszcze w sierpniu 1918 roku. We Francji kobiety uzyskują czynne i bierne prawo wyborcze dopiero w roku 1955. A w kraju pochodzenia papieża istniało i po tej dacie dwojakie ustawodawstwo dotyczące jednej i drugiej płci, a mianowicie zdrada męża - jak jeszcze niedawno uznał Sąd Najwyższy Włoch, powołując się na stare prawo, w rażącej sprzeczności z konstytucją - nie była nawet wykroczeniem, natomiast zdrada kobiety uchodziła za przestępstwo. Programowy antysemityzm Kościoła Kościołowi nie wystarczało jednak także nabożne polowanie na pogan, muzułmanów, "kacerzy", czarownice - dołączono do nich Żydów. Co prawda wszystko w chrześcijaństwie, co nie pochodziło od pogan, było żydowskie, od Starego Testamentu począwszy, poprzez zastępy aniołów, praojców, proroków, Modlitwę Pańską, aż po całą liturgię słowa. Ale właśnie dlatego, że Żydzi nie potrafili pojąć rzekomo chrześcijańskiego charakteru swojej wiary, dlatego że pozostawali "uparci", w ciągu dwóch tysiącleci - płonął ogień nienawiści do Żydów. I ta nienawiść wciąż przybierała na sile. Już w II wieku, najwybitniejszy podówczas apologeta Kościoła powszechnego, święty Justyn uznaje Żydów nie tylko za winnych zła, jakie sami wyrządzają, "ale i tego, które wyrządzają wszyscy inni ludzie" - czego nie zdołał przelicytować nawet Streicher. Doktor Kościoła, Efraim - "cytra Ducha Świętego" - lży naród żydowski jako ludzi o naturach niewolników, szaleńców, sług szatana, morderców; ich przywódcy są nazywani zbrodniarzami, a sędziowie niegodziwcami; "oni są dziewięćdziesiąt dziewięć razy gorsi niż nie-Żydzi". Doktor Kościoła Jan Chryzostom uważa Żydów za "nie lepszych niż świnie i barany", a o synagodze mówi: "Choćby ją nazwać domem publicznym, miejscem rozpusty, przybytkiem diabła, twierdzą szatana, zgubą duszy, otchłanią pełną wszelkiego zła albo jakkolwiek inaczej, to nie powie się jednak wszystkiego, na co synagoga zasługuje". Nie ma więc nic dziwnego w tym, że już w IV wieku dymią żydowskie bożnice, że również rzymscy chrześcijanie podpalają już wówczas jedną synagogę, a inną każe zburzyć biskup Dertony Innocenty, że nawet święty doktor Kościoła biskup Ambroży deklaruje żarliwą solidarność z podpalaczami z Kallinikon i utrzymuje, iż spopieliłby także synagogę mediolańską, gdyby nie zniszczyło jej uderzenie pioruna. Nic dziwnego, że w V wieku staje w płomieniach następna rzymska synagoga; że patriarcha Aleksandrii Cyryl, również święty i doktor Kościoła, konfiskuje wszystkie synagogi Egiptu i że pod jego przewodem, co prawda bez żadnej podstawy prawnej, synagoga w jego mieście rezydencjonalnym staje się obiektem szturmu ogromnego tłumu i ulega zniszczeniu, majątek Żydów zostaje rozgrabiony, a oni sami, obarczeni żonami i dziećmi, lecz wyzuci ze wszystkiego i głodni, muszą opuścić miasto; było ich ponoć z górą sto tysięcy, a możliwe, że i dwieście, i tak przedstawiało się to pierwsze "ostateczne rozwiązanie" Endlösung. Już u schyłku starożytności uchwala się na dziesiątkach synodów kolejne surowe restrykcje antysemickie, aż wreszcie w 638 roku szósty sobór w Toledo nakazuje przymusowe ochrzczenie wszystkich Żydów; zamieszkałych w Hiszpanii. Natomiast siedemnasty sobór toledański roku 694 uznaje wszystkich Żydów za niewolników. Ich kapitały ulegają konfiskacie, zostają im też odebrane dzieci od siódmego roku życia wzwyż. Zdarzało się oczywiście i tak, że władcy świeccy i duchowni ochraniali Żydów, ale na ogół tylko z motywów ekonomicznych albo politycznych; kazali sobie za to słono płacić, a ponadto często żądali zmiany wiary. Kiedy Ojcowie Kościoła występujący u schyłku starożytności wprowadzili pojęcie żydowskiego zniewolenia, servitus Judeorum, listy żelazne cesarzy i królów z czasów ostatnich Karolingów ustanawiały coraz większą zależność Żydów, najpierw w zachodniej Francji, a potem w Anglii, gdzie w XII wieku zadekretowano: "Żydzi i wszystkie rzeczy, jakie posiadają, należą do króla". W Niemczech byli odpowiednio własnością "komory" cesarza, który uważał siebie za właściciela żydowskiego mienia, a przynajmniej miał do niego stałe prawo hipoteczne i odstępował to prawo episkopatowi, szlachcie, miastom, przez co sytuacja Żydów destabilizowała się coraz bardziej, biskupi pochwalali stosowanie przemocy wobec Żydów i zapewniali im ochronę tylko w wypadku ochrzczenia się, choćby ci ludzie zdychali na ich oczach. Od 1103 roku ochrona królewska została przyznana wszystkim Żydom - z niewielkim pożytkiem dla nich - na sto dwadzieścia, sto trzydzieści lat, a ustanowił to Henryk IV, którego panowanie zapoczątkował spór z papiestwem o inwestyturę. Za ową ochronę Żydzi musieli co rok płacić wysokie podatki, co więcej, za "łaskę" ocalenia od stosu przychodziło im wyzbywać się jednej trzeciej majątku przy okazji wyboru każdego kolejnego króla Rzymu oraz koronacji każdego cesarza rzymskiego. Byli co prawda chronieni ponadto bullami protekcyjnymi niejednego papieża: Aleksandra III w końcu XII wieku, Grzegorza IX w roku 1237, Innocentego IV w roku 1247, ale ten ostatni już w 1244 roku kazał spalić Talmud. W innych jednak bullach - z roku 1279, 1577, 1584 itd. - papieże regularnie zmuszali Żydów do słuchania ściśle kontrolowanych kazań nawracających, przy czym byli oni bici laskami, żeby nie zasypiali. "Złe traktowanie Żydów uważa się za dzieło miłe Bogu" - donosi w XII wieku Abelard. "Gdy chcą udać się do następnej miejscowości, muszą wysokimi sumami zapewniać sobie ochronę ze strony Kościołów chrześcijańskich, które w istocie pragną ich śmierci, by przywłaszczyć sobie spuściznę. Ziemi uprawnej ani winnic Żydzi posiadać nie mogą, bo nie ma komu gwarantować ich mienia. Jako źródło zysku pozostaje im więc tylko lichwa, a to z kolei naraża ich na nienawiść chrześcijan". W 1179 roku trzeci sobór laterański dekretuje, że "chrześcijanie, którzy ważyli się współżyć z Żydami, podlegają ekskomunice". Innocenty III nazywa ich w roku 1205 "wyklętymi przez Boga niewolnikami" i pisze do hrabiego Tuluzy, którego obłożył ekskomuniką: "Na pohańbienie chrześcijaństwa obdarzasz Żydów urzędami [...]. Nasz Pan zmiażdży Cię!", a ponadto pragnie widzieć ich w wiecznej niewoli. Sobór w Zamorze w roku 1313 ponownie zarządza zniewolenie ich i pod groźbą ekskomuniki żąda wykonania tego postanowienia przez władze świeckie. Krótko mówiąc, antysemickie dekrety kościelne pojawiają się aż do wieku XIX. Jeszcze Leon XII, intronizowany w 1823 roku (papież tak moralny, że zakazuje walca jako tańca nieprzyzwoitego), tworzy nowe getta i poddaje ich mieszkańców inkwizycji. Nic dziwnego, że stale podjudzany chrześcijański motłoch zaczął również likwidować Żydów. Byli oni kamienowani, topieni, łamani kołem, wieszani, rąbani na kawałki, paleni żywcem i grzebani żywcem. Na postronkach i za włosy zaciągano ich do chrzcielnicy i czynny udział w tym przymusowym chrzczeniu brał wyższy kler, który ciągle domagał się coraz zacieklejszych prześladowań. Pierwsze rzezie Żydów na większą skalę były następstwami krucjat. Wyprawy krzyżowe finansowano w znacznym stopniu, pożyczonymi lub zagrabionymi żydowskimi pieniędzmi, tak więc zabijanie Żydów uwalniało od zwrotu kapitału z procentami. Pierwszy taki wypadek to ograbienie przez krzyżowców w 1096 roku gminy żydowskiej w Rouen, po czym spalono domy i wymordowano ludność żydowską miasta. To samo spotkało Żydów nadreńskich w Kolonii, Wormacji, Trewirze, gdzie biskup Egilbert uratował tylko tych, którzy się ochrzcili, a pozostałych zamordowano. W Moguncji arcybiskup Ruthard obiecał Żydom ochronę w zamian za wysoką sumę, a potem jednak kazał ich zlikwidować - od siedmiuset do tysiąca dwustu osób. Podobny los zgotowano im w Ratyzbonie, Pradze i innych miastach. Podczas szturmu na Jerozolimę 15 lipca 1099 roku, kiedy to krzyżowcy nurzali się we krwi po kolana i po siodła koni, zapędzono ludność żydowską do synagog i tam spalono żywcem. W czasie tak zwanej drugiej i trzeciej krucjaty również doszło do prześladowania Żydów, do czego we Francji zachęcał opat Cluny Piotr, wielce czcigodny i święty, w Niemczech natomiast inicjatorem działań terrorystycznych był brat zakonny Rudolf. W Anglii rzezie rozpoczęły się podczas trzeciej krucjaty lat 1189/1190; jak się twierdzi, tamtejsze gminy żydowskie nigdy nie przezwyciężyły w pełni skutków owych rzezi. W wieku XIII i XIV wybuchy antysemickiej nienawiści, które wstrząsnęły całą Europą, były inicjowane przede wszystkim przez sobory laterańskie. Czwarty z nich, który obradował za czasów Innocentego III, najpotężniejszego papieża w całych dziejach - "Żyd - napisał on w 1205 roku do biskupa Paryża - jest jak ogień w łonie, jak mysz w worku, jak żmija u szyi" - otóż ten sobór potwierdził, powołując się na Augustyna, tezę o wiecznym podporządkowaniu, zniewoleniu Żydów i wydał szereg antysemickich dekretów. I tak zakazano Żydom sprawowania funkcji publicznych, co rok w okresie Wielkiejnocy musieli płacić specjalny podatek i pozostawać w domach, mając zamknięte sklepy. Nie wolno im było współżyć z chrześcijanami, a ponadto musieli nosić zarówno określoną odzież lub znaki rozpoznawcze, jak też wysokie stożkowate kapelusze, tak zwane kapelusze żydowskie (wierzono, że owe kapelusze są dlatego wysokie, bo zakrywają rogi), później zaś żółty pierścień; stąd wzięła się hitlerowska gwiazda dla Żydów. Surowo zakazane były stosunki płciowe między Żydami a chrześcijanami. Taka kopulacja, potem tępiona przez nazistów, uchodziła za zbrodnię przeciw chrześcijaństwu, zaparcie się wiary, czasem też objaw zezwierzęcenia. Prawo miejskie Moguncji karało to ucięciem członka i pozbawieniem jednego oka, prawo jihlavskie - pogrzebaniem za życia, praskie - wbiciem na pal i konfiskatą mienia, augsburskie prawo miejskie oraz Zwierciadło szwabskie - spaleniem ułożonych warstwowo "winnych". W 1235 roku zabito w Fuldzie trzydzieści cztery osoby, mężczyzn i kobiety, ponieważ dwoje spośród tych Żydów zamordowało jakoby piątkę chrześcijańskich dzieci, co później zwołana cesarska komisja uznała za oskarżenie całkowicie bezpodstawne. W latach 1257 i 1267 wymordowano członków gmin żydowskich w Londynie, Canterbury, Northampton, Lincoln, Cambridge i innych miastach. W roku 1281 wtrącono do więzień wszystkich Żydów Kastylii i wymuszono na nich horrendalne kontrybucje: metoda stosowana równie chętnie jak banicja, jeśli biskup albo władca świecki zapragnął większych pieniędzy. Z Francji wypędzano Żydów pięciokrotnie między rokiem 1182 a 1322, za każdym razem ograbiając ich i ponawiając wypędzenie. W 1290 roku pogrom dokonany w Czechach pozbawił życia około dziesięciu tysięcy Żydów. We Frankonii, Bawarii oraz Austrii doszło, jak się utrzymuje, w 1298 roku, po oskarżeniu o mord rytualny, do eksterminacji stu czterdziestu sześciu gmin żydowskich, przy czym pierwszą większą gminą, którą spotkały prześladowania, była wspólnota würzburska: dziewięćset ofiar. W katolickim Bambergu zginęło wówczas około stu trzydziestu pięciu Żydów, w katolickiej Norymberdze - sześćset dwadzieścia osiem osób: mężczyzn, kobiet i dzieci. W roku 1328 następuje niemal całkowita likwidacja gmin żydowskich w Królestwie Nawarry. W 1337 roku z Deggendorfu rozprzestrzenia się na Bawarię, Czechy, Morawy i Austrię fala mordów, która obejmuje pięćdziesiąt jeden miejscowości. W roku 1348 zostają na jednej z wysp reńskich spaleni Żydzi bazylejscy, strasburscy zaś - na cmentarzu. W 1349 roku w ponad trzystu pięćdziesięciu niemieckich miastach i wsiach giną niemalże wszyscy Żydzi, na ogół paleni żywcem. W tym jednym roku chrześcijanie wymordowali o wiele więcej Żydów niż niegdyś, w ciągu dwustu lat prześladowań, poganie zdążyli wymordować chrześcijan! Wielu Żydów mogłoby ocaleć dzięki ochrzczeniu się, ale prawie zawsze przedkładali męczeńską śmierć nad życie w katolicyzmie. W Moguncji katolicy zlikwidowali podówczas największą gminę żydowską Niemiec: sześć tysięcy osób. Po wymordowaniu Żydów norymberskich następuje konfiskata ich domów i mienia, z czego biskup Bambergu inkasuje osiemset guldenów. W samym Bambergu część Żydów wybito, a inni z rozpaczy dokonywali samospalenia z całym majątkiem. Wszystkie niemalże domy ofiar przypadają bamberskiemu biskupowi Fryderykowi, a synagoga zostaje zamieniona w kaplicę ku czci Maryi. W Würzburgu następuje zbiorowe samospalenie w domach całej ludności żydowskiej. W Hiszpanii wielkie rzezie rozpoczynają się w XIV wieku straszliwymi krwawymi orgiami w Geronie i Barcelonie. W Sewilli likwiduje się w 1391 roku, pod przewodem arcybiskupa koadiutora Martineza, cztery tysiące Żydów, a bez mała dwadzieścia pięć tysięcy zostaje sprzedanych w niewolę. Potem pogromy objęły liczne inne miasta, wszystkie dzielnice żydowskie zamieniły się w zgliszcza, a ich mieszkańcy zostali poćwiartowani bądź wypędzeni. Wydana 1 listopada 1478 roku bulla papieża Sykstusa IV upoważnia monarchów hiszpańskich do ustanowienia trybunału inkwizycyjnego, który 17 września 1480 roku otrzymuje polecenie rozpoczęcia "pracy" w Sewilli. Potem całkiem otwarcie odbywają się istne festyny ludowe z okazji palenia na stosach. Jeszcze Za pontyfikatu Sykstusa inkwizycja pali w Toledo, w ciągu trzech dni, dwa tysiące czterystu marranów - tak nazywano przechrzczonych Żydów, a słowo to oznacza świnię. W krótkim czasie egzekucje objęły, jak się oblicza, blisko trzydzieści tysięcy osób. W roku 1389 ginie w Pradze jednego tylko dnia trzy tysiące Żydów, w roku 1420 w Austrii - tysiąc trzystu Żydów, w 1453 roku na Śląsku, w następstwie agitacji generała kapucynów Jana Kapistrana - zaciekłego antysemity, orędownika krucjat, inkwizytora i świętego Kościoła katolickiego, który czci go po dziś dzień 28 marca - wybito wszystkich Żydów, a w 1648 roku w Polsce - około dwustu tysięcy Żydów (z czego 100 tys. wymordował Chmielnicki). Takich danych liczbowych można by podać więcej. Reformacja nie zmieniała ani na jotę chrześcijańskiego antysemityzmu. Wręcz przeciwnie. Po wczesnym okresie filosemityzmu, kiedy to urzeczeni Lutrem Żydzi rozgłaszali, iż nastał czas pojawienia się Mesjasza, ów reformator zalecał w zjadliwych pamfletach "surowe miłosierdzie" i ze swadą powtarzał gwoli przekonania wyznawców prawie wszystkie kłamstwa i straszliwe opowieści katolików, między innymi posądzenie o zatruwanie studni i o mordy rytualne. Utożsamiał Żydów ze świniami, uznawał ich za "gorszych niż prosięta", żądał dla nich kary śmierci za odprawianie nabożeństw, domagał się zakazu publikacji, zniszczenia domów, spalenia szkół i bożnic, "iżby nikt nigdy nie zobaczył pozostałego po nich kamienia czy popiołu. I niechaj to się dzieje na chwałę Pana naszego i chrześcijaństwa, by Bóg widział, że jesteśmy chrześcijanami". Jeszcze na krótko przed swoją śmiercią namawiał Luter władców niemieckich do wypędzenia Żydów. Ale z większości dużych miast wypędzono ich już wcześniej. Kontrreformacja, zapoczątkowana w 1540 roku utworzeniem zakonu jezuitów - żądali oni od każdego kandydata udowodnienia braku koligacji żydowskich najpierw do piątego, potem zaś do trzeciego pokolenia wstecz - ze szczególnym fanatyzmem tępiła Żydów. Paweł IV, który - jeszcze jako kardynał Caraffa był świadkiem zarządzonego przez siebie w 1553 roku spalenia na rzymskim Campo dei Fiori wszystkich znalezionych w mieście egzemplarzy Talmudu (na tym samym placu spalony został kilkadziesiąt lat później jeden z największych geniuszów czasów nowożytnych Giordano Bruno), w roli papieża restytuował wiele średniowiecznych dekretów antysemickich, narzucił Żydom noszenie żółtych kapeluszy, zakazał im posiadania ziemi i pełnienia urzędów, uniemożliwił im wykonywanie wszelkich profesji akademickich - te rozporządzenia zachowały się we Włoszech, prawie bez wyjątków, aż po wiek XIX - i kazał spalić publicznie dwudziestu czterech mężczyzn oraz jedną kobietę spośród marranów. Gdy wielu marranów po odkryciu Ameryki przeniosło się pospiesznie do "Nowego Świata", Stary Świat dopadł ich tam niebawem, urządzając okrutne autodafe - to słowo, pochodzące od łacińskiego actus fidei, oznacza "akt wiary". We Francji los Żydów uległ poprawie dzięki rewolucji, w większości miast niemieckich zaś, ale nie w Bawarii, dzięki wydarzeniom roku 1848. Natomiast w Rosji, gdzie w XIX wieku żyły dwie trzecie Żydów całego świata, przy czym w znacznej liczbie byli to potomkowie ludzi, którzy w średniowieczu salwowali się ucieczką przed krzyżowcami i innymi pobożnymi chrześcijanami, otóż w Rosji dochodzi do pogromów wynikłych z kaznodziejstwa, postawy wrogości i jawnego szczucia ze strony kleru prawosławnego. Nie był to przypadek, iż owe ekscesy zaczęły się na Wielkanoc 1881 roku, a w następnych latach zabijano, wypędzano, na przykład w roku 1903 usunięto Żydów z dwustu osiemdziesięciu czterech rosyjskich miast i zapowiedzią akcji stało się bicie kościelnych dzwonów, czasem też na czele ludu stawał pop ze sztandarem ukazującym Chrystusa ukrzyżowanego: przy aprobacie rządu wymordowano pięćdziesiąt tysięcy ludzi. I na Zachodzie antysemityzm trwa, nadal dochodzi do oskarżeń o mordy rytualne, tortur, ofiar krwi. W Państwie Kościelnym zostaje ze wszystkimi szczegółami odtworzony system gett. W Niemczech powstaje pod koniec XIX wieku protestancki związek antysemicki na czele z kapelanem nadwornym Adolfem Stoeckerem z Berlina; jako gadzinówki antysemickie funkcjonują przede wszystkim protestancka "Kreuzzeitung" i katolicka "Germania", której głównym udziałowcem jest w 1924 roku późniejszy zastępca Hitlera i szambelan papieski Franz von Papen. Na wzór niemiecki powstaje również w Austrii Partia Antysemicka, której przywódcy książę Liechtenstein i Karl Lueger otrzymują przed wyborami placet papieża. Lueger był potem długoletnim burmistrzem Wiednia, antysemityzm zaś stał się jedynym niezmiennym punktem programu austriackiej Partii Chrześcijańsko-Społecznej, a "bezpośrednią negatywną pochodną" (według katolika F W Foerstera, autora jednej z publikacji katolickiego wydawnictwa Herder Verlag): Adolf Hitler. Przyjmując 26 kwietnia 1933 roku w Berlinie biskupa Berninga oraz wikariusza generalnego, księdza prałata Steinmanna, powiedział on, "w pełni przekonany o wielkiej potędze i głębokim sensie religii chrześcijańskiej": "Atakowano mnie za sposób rozwiązywania kwestii żydowskiej, Kościół katolicki uważał Żydów przez tysiąc pięćset lat za szkodliwych, umieszczał ich w gettach itd., bo rozumiano, jacy są Żydzi (...]. Ja nawiązuję do tego, co robiono przez tysiąc pięćset lat [...], widzę w przedstawicielach tej rasy ludzi szkodzących państwu i Kościołowi, i możliwe, że największą przysługę wyświadczę chrześcijaństwu". Owi duchowni nie zaprotestowali ani jednym słowem. A przecież w tym samym miesiącu redaktor teologiczny miesięcznika "Seele" skarżył się w liście do arcybiskupa Monachium, kardynała Faulhabera, "że w tych czasach rozniecania skrajnej nienawiści do - zapewne w ponad dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach niewinnych - obywateli żydowskich, jak widzę, żadne pismo katolickie nie miało odwagi głosić katolickiej nauki katechetycznej, iż nie wolno nienawidzić ani też prześladować innych ludzi - a już najmniej ze względu na ich rasę". Faulhaber zareplikował z zażenowaniem, rozdrażnieniem, ironią i wyjaśnił, że każdy chrześcijanin musi występować przeciw prześladowaniu Żydów; natomiast "najwyższe władze Kościoła" mają do czynienia z "o wiele ważniejszymi aktualnymi sprawami" i nie uważają za stosowne "dać rządowi pretekst do przeorientowania nagonki - z Żydów na jezuitów". Ale Kościół katolicki niejednokrotnie w przeszłości inicjował i popierał nagonkę na Żydów. Jeszcze w XX wieku Pius X oświadczył dosłownie: "Religia żydowska była podstawą naszej religii; została jednak zastąpiona nauką Chrystusa i nie możemy uznać dalszej racji istnienia tamtej". Dlatego też papież, którego Pontyfikat przypadł na lata drugiej wojny światowej, Pius XII, sprzeciwiał się stanowczo utworzeniu państwa izraelskiego. Gdy zaś powstało, "wciąż" nalegał na "umiędzynarodowienie Jerozolimy i miejsc świętych w całej Palestynie. Watykan nigdy nie uznał państwa Izrael i z tego właśnie powodu nie utrzymuje z nim stosunków dyplomatycznych" (Günter Stemberger). [Watykan uznał państwo Izrael dopiero w 1993 roku - Rumburak] W czasach hitlerowskich Kościół często wygrywał dla siebie antysemityzm i narodowosocjalistyczną teorię ras. [zobacz artykuł w uStroniu, pt. "Hitler a Papiestwo"] I tak w opatrzonej kościelnym imprimatur książce katolickiego teologa Johannesa Petem Junglasa z roku 1935 pod tytułem Christus und der deutsche Mensch (Chrystus a naród niemiecki) cały jeden rozdział omawia naukowo, politycznie i światopoglądowo temat: "chrześcijaństwo a rasa". W wywodzie naukowym czytamy: "Kościół nie ma nic do zarzucenia temu nowemu rozumieniu kwestii. Bo Kościół błogosławi wszelkie dążenie do prawdy. Musi on więc przyjąć z uznaniem tę nową naukę [...]". Wywód polityczny wręcz piętnuje - "ze zrozumieniem" fakt, że "w warunkach dotkliwego kryzysu gospodarczego tyle dziedzicznie zdrowych ludzi pozostaje w stanie bezżennym i bezdzietnym bądź ma niewiele dzieci, gdy tymczasem ludzie dotknięci chorobami dziedzicznymi rozmnażają się bez skrupułów i obarczają naród osobami niepełnowartościowymi pod względem duchowym i cielesnym". Trzeci wywód, światopoglądowy, poucza nas jak następuje: "Rasa żydowska istotnie od zarania dziejów odnosiła się z największą wrogością do chrześcijaństwa. W dzisiejszej ewangelii sam Zbawiciel [!] zapowiada odtrącenie plemienia Izraela [...], Zbawiciel mówi: ŤDzieci tego królestwa zostaną wrzucone w najciemniejszą otchłań, będzie słychać płacz i zgrzytanie zębówť". Chrześcijański Kościół jest tu gloryfikowany jako "Kościół ludów pogańskich". "Wszystkie wartości rasy potwierdzają się i wzmagają", ale "według tego, co zaświadcza teoria ras, najszlachetniejszymi przedstawicielami rasy nordyckiej w dotychczasowych dziejach świata byli średniowieczni rycerze epoki Hohenstaufów", przy czym oczywiście "właśnie rycerstwo ukształtowało się pod wpływem chrześcijańskiego Kościoła". Zbiór kazań Lebendige Predigt (Kazania żywe), wydany z kościelnym imprimatur w 1936 roku, proponuje na niedziele wielkopostne homilię O wyższości rasowych chrześcijan, a w niej fragment opatrzony podtytułem Krew Chrystusa przeważyła nad religijnością Żydów. Po wysunięciu na plan pierwszy "rasowości", "rasowych chrześcijan" oraz "najautentyczniejszych rasowych chrześcijan", świętych, następuje podsumowanie: "[...] religia żydowska musiała zostać przezwyciężona. Chrystus może sobie przypisać dokonanie tego nadludzkiego dzieła [...]. Kto żyje we krwi Chrystusa, ten przezwycięża w sobie stopniowo ducha i formy zewnętrzne religii żydowskiej". Jeszcze w 1941 roku jezuita Peter Browe dokumentuje obszernie na łamach "Archiv fur katholisches Kirchenrecht" sytuację Żydów ochrzczonych oraz ich dzieci z punktu widzenia prawa kanonicznego, przy czym wciąż jest mowa o "potomstwie Żydów". Ani w starożytności, ani w szczytowym okresie średniowiecza nie istniała co prawda dyskryminacja tych konwertytów de facto czy de iure, ale jednak pleniąca się wszędzie, zwłaszcza w Hiszpanii i Portugalii, pogarda dla Żydów dotyczyła również "nowych chrześcijan". Na przełomie XV i XVI wieku zaczęło się usuwanie takich "potomków Żydów" z większości zakonów rycerskich, na przykład z zakonu alkantarskiego, z zakonu świętego Jakuba od Miecza, a poza Półwyspem Iberyjskim z rycerskiego zakonu joannitów oraz zakonu rycerzy świętego Stefana. Ale i inne zgromadzenia zakonne występowały po okresie średniowiecza przeciw chrześcijanom krwi żydowskiej, na przykład kanonicy regularni, trynitarze, mercedarianie, karmelici, benedyktyni, cystersi, eremici świętego Hieronima, franciszkanie, teatyni, dominikanie szczególnie po to, "by móc usłużyć inkwizycji"; ewidentnie chodziło o nieskazitelną czystość rasową inkwizytorów. Założyciel zakonu jezuitów był co prawda niechętny przyjmowaniu "potomków Żydów", ale dwa razy stwierdził, że uważa pochodzenie od Żydów za wielką łaskę Pana, bo "czyż spokrewnienie z naszym Panem i Najświętszą Marią Panną nie miałoby być wielką łaską?". Niebawem jednak, już w roku 1592, przełożeni jezuitów na Półwyspie Pirenejskim zaczęli odtrącać ludzi "których ród nie jest rasowo czysty [...]; musimy bowiem oczyścić z nich społeczeństwo, bo są tylko ciężarem, przynoszą szkody i wielu poważnym kręgom, zwłaszcza Świętemu Oficjum, sprawiają kłopoty". W rok później, w 1593 roku, zwołana do Rzymu piąta kongregacja generalna rozciągnęła ów zakaz niemalże jednogłośnie na całe Towarzystwo Jezusowe, przy czym nawet generał zakonu nie mógł w żadnym przypadku udzielić dyspensy. Bo przecież generałowie jezuitów niejednokrotnie postanawiali, że kandydaci, których żydowskie pochodzenie było znane, nie mogą zostać przyjęci, "choćby ich antenaci byli dobrymi chrześcijanami do szesnastego pokolenia i jeszcze dawniej" i "choćby ród wydał dwóch kardynałów". Jezuita Browe kończy w roku 1941 swoją rozprawę jak następuje: "Według prawa powszechnego, jakie dzisiaj obowiązuje, ta przeszkoda wynikająca z krwi już nie istnieje; jedynie dla neofitów pozostaje aktualny, zgodnie z §6. artykułu 987., okres próby, żądany przez sobór nicejski. Mimo to zapewne i dziś ludzie pochodzący od Żydów, których rodowód jest znany, nie zostaliby w wielu krajach tak łatwo wyświęceni na księży ani nie doczekaliby się wyższych dostojeństw, jak inni kandydaci, których rodzice i wcześniejsi przodkowie byli bez wyjątku chrześcijanami". Kościół ewangelicki Niemiec, który już w roku 1933 stworzył antysemicki paragraf dotyczący pochodzenia aryjskiego, ogłosił 17 grudnia 1941 roku następujący komunikat na temat stanowiska Kościoła wobec ewangelickich Żydów (podpisany przez biskupów bądź prezesów Kościołów krajowych Saksonii, Hesji, Meklemburgii, Szlezwika-Holsztynu, Anhaltu, Turyngii oraz przez prezesa ewangelicko-luterańskiego Kościoła Lubeki): "Narodowosocjalistyczne kierownictwo państwa dowiodło niezbicie za pomocą licznych dokumentów, że ta wojna o zasięgu światowym została wywołana przez Żydów. Dlatego też podjęło ono skierowane przeciw Żydom decyzje wewnętrzno- i zewnętrznopolityczne, niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa Niemcom. Jako elementy niemieckiej wspólnoty narodowej, niżej podpisane niemieckie ewangelickie Kościoły krajowe oraz ich przywódcy znajdują się na froncie tej historycznej walki obronnej, która m.in. uczyniła niezbędnym zarządzenie policji Rzeszy dotyczące znaków rozpoznawczych dla Żydów jako naturalnych wrogów całego świata i Rzeszy, podobnie jak już doktor Marcin Luter [!] wysunął, nauczony doświadczeniem, żądanie, by podjęto jak najsurowsze kroki przeciw Żydom i skazano ich na banicję z krajów niemieckich. Od dnia ukrzyżowania Chrystusa aż po dzień dzisiejszy Żydzi zwalczali chrześcijaństwo bądź też wykorzystywali je lub wypaczali dla osiągnięcia swoich egoistycznych celów. Chrzest nie zmienia niczego w rasowej odrębności Żydów, ich przynależności narodowej i egzystencji biologicznej. Niemiecki Kościół ewangelicki musi dbać o życie religijne niemieckich współobywateli i sprzyjać mu. Chrześcijanie rasy żydowskiej nie znajdą dla siebie miejsca w tym Kościele ani żadnych praw Niżej podpisane niemieckie Kościoły ewangelickie oraz ich kierownictwa zniosły dlatego wszelką wspólnotę z Żydochrześcijanami. Kościoły te nie będą tolerować żadnego wpływu ducha żydowskiego na niemieckie życie religijne i kościelne". I stąd wiedzie prosta droga do komór gazowych Auschwitz, utorowana tysiącami traktatów, kazań, listów papieskich, postanowień soborowych. Biskupi i święci chrześcijańscy już w czasach antycznych masowo konfiskowali lub palili synagogi, już wówczas pisali, że ojcem Żyda jest diabeł, co powraca u Streichera, już w IX wieku antycypowali dosłownie nazistowski slogan: "Nie kupujcie u Żydów!", w wiekach średnich stworzyli precedens hitlerowskiej gwiazdy dla Żydów i uznali odpowiednie zarządzenie soborowe za część prawa kanonicznego. Już oni wyjmowali Żydów spod prawa, ograbiali ich, umieszczali w gettach, przepędzali z niezliczonych społeczności i krajów i setki tysięcy tych ludzi zmasakrowali.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

HISTORIA KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO - CZ. 3 Wyzyskiwanie i bogacenie się Kościół zwalczał i eksploatował wszystkich, w niemałym stopniu również własne owieczki, co niech zostanie w proponowanych teraz rozważaniach o dziejach społeczeństw przedstawione nieco szczegółowiej choćby dlatego, że wielka chęć wzbogacania się, widoczna u wyższego duchowieństwa, czyni nieuchronnym jego sprzymierzanie się z państwami oraz obligatoryjne sankcjonowania masowej zagłady - od Konstantyna po Wietnam. Gdy Kościół stanął po stronie bogatych, to chwycił także za ich miecz po czym szybko obrastał w dostatek... Biblijny Jezus pojawił się co prawda jako przyjaciel pariasów i ludzi wyzutych z praw, poborców ceł i grzeszników, kalek, ludzi napiętnowanych. Chwalił biednych i groził bogatym. Żądał rezygnacji z wszelkiego majątku. Potępiał "niesprawiedliwą mamonę", "ułudę bogactwa", a jego "dobra nowina" dla ujarzmionych zapewne przyspieszyła działania misji chrześcijańskich, zapewne przyciągała niewolników, wyzwoleńców, robotników, drobnych rzemieślników, wygnanych chłopów, z których w większości składała się najdawniejsza wspólnota chrześcijańska. Zniewoleni przez rzymski kapitalizm agrarny i dyktatury cezarów, ci ludzie tęsknili od pokoleń do wybawienia z nędzy i dostrzegali w chrześcijaństwie nie tylko idealną religię, ale i spełnienie proletariackich nadziei, wyzwolenie z niedostatku. Ale później kler nie zamierzał bynajmniej zmieniać struktur społecznych. Podczas gdy nauka Chrystusa była wręcz ekstremalnie rewolucyjna, Kościół stawał się potęgą na wskroś konserwatywną, tłumił kompromisami i relatywizacją ewangeliczny radyka1izm, całkowicie odżegnał się od tradycji pierwotnego chrześcijaństwa, natomiast przejął antyczny ustrój gospodarczy ze wszystkimi jego elementami. Najjaskrawiej wykazuje to utrzymywanie przez Kościół niewolnictwa. Niewolnicy powinni "na chwałę Boga jeszcze gorliwiej wykonywać pracę niewolniczą"! - tego żąda w II wieku biskup Ignacy. Doktor Kościoła Ambroży nazywa, zaś, niewolnictwo "darem Boga". A inny doktor Kościoła, Augustyn, już bez zastrzeżeń stoi po stronie bogatych i propaguje ideał "pracowitości w biedzie" - pozostać biednym i dużo pracować to jedna z najistotniejszych rad, jakich udziela biednym; otóż Augustyn z jednej strony pociesza (jak mutatis mutandis wszystkie encykliki społeczne ostatnich stu lat) niewolników stwierdzeniem, że ich los to przejaw woli Boga, a z drugiej strony uświadamia właścicielom niewolników korzyści płynące dla nich z takiego uzależnienia. Równouprawnienie religijne niewolników, przyznane im już wcześniej w kulcie Dionizosa, ustaje jednak niebawem, w roku 257, w chrześcijaństwie, z chwilą gdy papież Stefan I zabrania im ubiegania się o godność kapłańską. "Podły niewolnik nie jest przecież godzien takiego zaszczytu" - pisze w 443 roku doktor Kościoła, papież Leon I "Wielki". Otóż to - w czasach pogańskich, przede wszystkim dzięki stoickiej doktrynie równości ludzi, nastąpiła wreszcie pewna poprawa losu niewolników, ale w IV wieku Kościół znowu pogorszył ich status prawny. I nie tylko przodował w liczebności posiadanych niewolników, lecz również - co nie istniało nigdzie indziej - uniemożliwiał ich wyzwolenie. Jako "dobro kościelne" byli oni niezbywalni. Mało tego. W każdym kolejnym stuleciu zwiększało się zniewolenie i niewolnictwo utrzymało się za sprawą Kościoła przez całe średniowiecze. Tomasz z Akwinu jednoznacznie je usprawiedliwiał, Egidiusz Rzymianin zaś wysławiał je wręcz jako "instytucję chrześcijańską". U schyłku średniowiecza ta chrześcijańska instytucja nawet rozwinęła się w Europie Południowej. Spośród wielkich miast zachodnioeuropejskich najdłużej zachował ją - konsekwentnie papieski Rzym. Niesłuszne to, ale zrozumiałe, jeśli się pomyśli o ogromnym majątku Kościoła, choć przecież groteskowe, gdy wspomnimy Jezusa i "komunizm miłości" głoszony przez apostołów, do którego nawiązują nie tylko liczne sekty chrześcijańskie, lecz również wielu Ojców i doktorów Kościoła, jak Jan Chryzostom, żądający niejednokrotnie wspólnoty dóbr zamiast własności prywatnej i nakazujący, by wszystko "posiadano na sposób komunistyczny". Albo doctor Ecclesiae Bazyli, jeden z najlepszych chrześcijan wszechczasów, który cały swój majątek oddaje biednym, a potem dołącza do tego ogromne dziedzictwo i wreszcie przekazuje ludziom będącym w potrzebie większość dochodu z bardzo bogatej diecezji; chrześcijanin, który innych chrześcijan posiadających cokolwiek stawia na równi ze zbójcami. Ale gdy ci doktorzy Kościoła jeszcze radykalnie krytykowali kapitalistyczny ustrój gospodarczy, domagali się jego likwidacji od podstaw i głosili jako główną naukę chrześcijańską: "komunizm miłości" pierwotnej gminy - zdążyła się już ukształtować sytuacja najbezwzględniejszej eksploatacji w całych dziejach ludzkości. I była to też eksploatacja najbardziej bezwstydna. Już za czasów pierwszych cesarzy chrześcijańskich majątek Kościoła znacznie się powiększył. W VI wieku pobiera się kościelną dziesięcinę, zawarowaną prawnie za Karola "Wielkiego" i ściąganą aż do XIX wieku. W VIII wieku oszustwem i wojnami zostaje uzyskane Państwo Kościelne. I w średniowieczu co najmniej jedna trzecia całej ziemi uprawnej w Europie znajduje się w rękach duchowieństwa, a pracują na niej niewolni chłopi. Kuria przechodzi wcześniej niż większość dworów monarszych od gospodarki naturalnej do pieniężnej i rychło, dzięki nawiązaniu ścisłych kontaktów z nowo powstającymi bankami, staje się jedną z największych potęg finansowych świata. Inkasuje, co jej się należy, uciekając się do ekskomuniki albo interdyktu, czasem też egzekwuje należności od opornych dłużników przy pomocy władców, z którymi proporcjonalnie dzieli się przychodem. W podziemiach zamku papieskiego w Awinionie, "najohydniejszym i najbrudniejszym mieście, jakie zdarzyło mi się poznać" - jak pisze Petrarca, gromadzone są skarby ze wszystkich stron świata. Alvarez Pelajo, szczerze dochowujący papieżom wierności dostojnik Kurii, opowiada, że ilekroć przybywał na pokoje papieskie, zawsze zastawał duchownych przy liczeniu pieniędzy. Już około roku 1000 wypomina biskup Orleanu tę "hańbę", że w Kurii prawie wszystko jest do kupienia i wyroki wymierza się według wagi złota. W wieku XIII skarży się biskup Jakub z Vitry: "Wszystko dotyczy tylko spraw przyziemnych i doczesnych, królów i królestw, procesów i sporów. Rzadko kiedy pozwalano na rozmowę o sprawach duchowych". Pod koniec XV wieku wykrzykuje we Florencji Savonarola: "Oni handlują beneficjami i nawet sprzedają krew Chrystusa". A w połowie XX wieku francuski ksiądz-robotnik Henri Perrin dziwi się, "jak niewielką wagę przywiązywały w przeszłości środowiska chrześcijańskie do problemu losu robotników. Z roku na rok nic prócz nabożnych słów" - co potwierdzają dobitnie papieskie "encykliki społeczne": Rerum novarum (1891), Quadragesimo anno (1931) oraz łagodniejsza tylko w tonie, ale merytorycznie prezentująca to samo, Mater et magistra (1961). Ale równocześnie papież Pius XII (który pisze ponadto o robotniku i przedsiębiorcy co następuje: "Tworzą oni coś wspólną pracą. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że jedzą przy tym samym stole. Bo przecież żyją z ogólnego dochodu gospodarki swego kraju".) stwierdza: "Kościół Chrystusowy idzie drogą wyznaczoną mu przez boskiego Zbawiciela [...]. Nie wtrąca się do spraw czysto politycznych i gospodarczych". Mniejsza o to, że należące do Kościoła ziemie, w sumie kilka milionów hektarów, w niektórych krajach stanowią prawie dwadzieścia procent wszystkich pól i jeszcze dziś jest to największa posiadłość w świecie chrześcijańskim; że Kościół posiada kilka najbardziej wpływowych rzymskich banków oraz udziały w przerażająco wielu spośród najpotężniejszych zakładów przemysłowych w Ameryce Północnej i Południowej; że niektóre z nich są nawet prawie wyłączną własnością Kościoła, jak czołowe włoskie towarzystwo lotnicze Alitalia, jak zakłady samochodowe Fiat (gdy tymczasem rokrocznie umierają z głodu miliony ludzi i tylko w Ameryce Południowej, gdzie żyje trzydzieści trzy procent wszystkich katolików, trzydzieści procent ludzi to bezdomni) - również trzej bratankowie Piusa XII są wysokimi dostojnikami watykańskimi, prezesują liczącym się bankom, firmom monopolistycznym, i gromadzą, w mało którym wielkim skandalu finansowym we Włoszech nie umoczywszy palców, majątek rzędu stu dwudziestu milionów marek. A sam papież Pius XII, którego beatyfikacja jest już bliska, pozostawia w spadku mienie osobiste wartości osiemdziesięciu milionów marek, w złocie i walucie. Zaiste: wśród wszystkich dziwnych świętych Kościoła katolickiego - a są w tym gronie znani fałszerze dokumentów, jak doktor Kościoła Atanazy ("doktor Kościoła" to największe wyróżnienie dla katolika; spośród dwustu sześćdziesięciu papieży tylko dwóch otrzymało ten tytuł); znani specjaliści od przekupywania, jak doktor Kościoła Cryl Aleksandryjski, znani złodzieje i podpalacze, jak Marcin z Tours, patron Francuzów - wśród wszystkich dziwnych świętych Ecclesiae Catholicea Eugenio Pacelli byłby jednym z najdziwniejszych, gdyby został kanonizowany. I nie tylko ze względu na słowa Łukasza (12,33 albo 14,33) bądź Jana Chryzostoma, doktora Kościoła: "Bez niesprawiedliwości nie sposób się wzbogacić" oraz "Człowiek godny czci nie może, nie może być bogaty". Papieże przemieniali w pieniądze prawie wszystko, dając w każdym stuleciu przykład wielkiej korupcji i demoralizacji. Mimo zakazu sprzedawali każdą nominację na biskupa, każdą godność opata, każde probostwo katedralne. Co więcej, sprzedawali już samą możliwość ubiegania się o to, czasem nawet kilku chętnym jednocześnie, przy czym opłata rosła proporcjonalnie do prawdopodobieństwa uzyskania tego, o co chodziło. Sprzedawali każdą bullę, każdą łaskę, wszelkie dokumenty, wszelkie decyzje. Sprzedawali najświętsze relikwie i jeszcze w czasach antycznych zaczęli rozprowadzać je masowo, na przykład już w IV wieku produkowano w Rzymie relikwie będące replikami całunu. Kościół zamkowy w Wittenberdze posiadał około roku 1510 aż pięć tysięcy pięćset relikwii. A po dziewiętnastu sprawdzonych świętych pozostaje po dziś dzień w kościołach i klasztorach sto dwadzieścia jeden głów, sto trzydzieści sześć torsów oraz zadziwiająca obfitość innych części ciała. "Napletek Chrystusa - pisze Alfonso de Valdes - widziałem osobiście w Rzymie, Burgos i Antwerpii" ponoć występuje on jeszcze w czternastu innych miejscowościach - "w samej tylko Francji znajduje się pięćset zębów Dzieciątka Jezus. Mleko Matki Boskiej, pióra Ducha Świętego przechowuje się w wielu miejscach". Tak oto z górą tysiąc lat ogłupiali oni ludzi. Nic dziwnego, że i w XX wieku ludzie są podatni na wszelkie ideologiczne szalbierstwo! Nic też dziwnego, że hierarchia kościelna, już od czasów apostołów i zacieklej niż hitlerowcy, zakazywała wszelkich pism krytycznych, paliła taką literaturę, przez pół tysiąclecia zabraniała nawet ludziom świeckim lektury księgi nad księgami, zwłaszcza poszczególnych Ewangelii, i to "z całą mocą", jak pisano jeszcze w XVI wieku, gdy za pontyfikatu Juliusza III w mieście biskupim Würzburgu skracano o głowę chłopów, którzy czytali Biblię; hitlerowcy nie musieli tego stosować w wypadku Mein Kampf, bo i ta książka zawierała tylko opis czynów faktycznie przez nich Popełnianych. Papieże inkasowali czynsz dzierżawny i świętopietrze z ziem im podległych, z podporządkowanych im bezpośrednio kościołów, klasztorów, miast, ze wszystkich krajów objętych obowiązkiem daninyy. Inkasowali cały majątek wszystkich "kacerzy" skazanych w Państwie Kościelnym i od każdego kościoła na świecie dziesiątą część jego dochodów, a od niejednego nawet znacznie więcej. Inkasowali dochody biskupów zawieszonych w czynnościach oraz mienie duchownych zmarłych bez sporządzenia testamentu. Inkasowali pieniądze za przyznanie i potwierdzenie prawowitości władzy królewskiej, za obowiązkowe wizyty książąt Kościoła ad limina apostolorum, za uchylenie niepożądanych wizytacji. Inkasowali ogromne łapówki, na wielką skalę handlowali odpustami, coraz częściej ogłaszali lukratywne lata jubileuszowe, kiedy to zdarzało się, że pieniądze zgrabiano z ołtarzy. Stale zwiększali podatki i wymyślali coraz to inne, jeden tylko papież Urban VIII aż dziesięć. Wymyślali dziesięciny od wypraw krzyżowych, które nigdy się nie odbyły, i tymi pieniędzmi finansowali, cokolwiek zechcieli - Jan XXII, jeden z największych w dziejach świata geniuszów w obracaniu pieniędzmi, sfinansował w ten sposób swoją wojnę z Ludwikiem Bawarskim; Grzegorz IX długoletnią wojnę z Fryderykiem II, na którego państwo ten papież dokonał wręcz inwazji, gdy cesarz odbywał krucjatę. Bonifacy IX anulował w 1402 roku wszystkie wnioski o beneficja, by móc każdego, kto już coś zapłacił, zaszantażować po raz drugi. Papież Sabinian gromadził zboże, i w 605 roku, gdy panował głód, sprzedawał je po lichwiarskiej cenie. Papież Sykstus IV, niegdyś franciszkanin, który współżył fizycznie ze swoja siostrą i z własnymi dziećmi, zakładał w Rzymie domy publiczne, wydzierżawiał je kardynałom i, co więcej, obłożył specjalnym podatkiem ladacznice. A Benedykt IX sprzedał - kiedy już wyzbył się wszystkiego - Grzegorzowi VI godność papieską w zamian za dożywotnią rentę. Skoro wielu papieży, tak jak większość potentatów, wydawało duże sumy na reprezentację, luksus, metresy, bratanków, synów, córki, skoro dzięki łupieżczym wyprawom wojennym, lichwiarskim zyskom, kłamstwom handlarzy odpustami, wznosili kościoły, które świat podziwia jeszcze dzisiaj; skoro Eugeniusz IV nabył koronę wartości dwóch milionów franków; skoro Leon X (jego motto: "Niechaj nasz pontyfikat będzie radosny!") trwonił miesięcznie od dziesięciu do dwunastu tysięcy dukatów na jadło; skoro Mikołaj III rozdawał swym krewnym jedno księstwo po drugim i skoro jeszcze w ciągu siedemdziesięciu pięciu lat XVII wieku "namiestnicy" przeszastali ogromną sumę bez mała siedemnastu milionów złotych skudów - oznacza to, że pieniądze stawały się w ich rozumieniu coraz ważniejszym środkiem sprawowania władzy, najważniejszym instrumentem rządzenia aż po dzień dzisiejszy, kiedy wygląda na to, że nie chcą oni już ewangelizować, lecz kupić cały świat, co miałoby zresztą większe szanse powodzenia (jeśli zważymy, że nawet w Rzymie aż siedemdziesiąt procent ludności umiera bez ostatniego sakramentu). Grzegorz IX polecił - już w XIV wieku - by Kościoły poszczególnych krajów zasilały bezpośrednio papieską kasę wojenną, a jego następcy zbroili się na coraz większą skalę. Bo nawet gdy utrzymywali trójkę nieślubnych dzieci oraz dwudziestu nepotów,jak Pius IV, to nie zapominali o subwencjonowaniu wojenreligijnych przeciw hugenotom i Turkom. I jeśli nawet, mimo olbrzymich dochodów, zastawiali swoje korony, tapety Rafaela, serwisyi zostawiali po sobie milionowe długi, jak w wypadku LeonaX, to już kolejni papieże gromadzili nowe skarby, na przykład - znowu mimo wielkiego marnotrawstwa osobistego - Paweł III zgórą siedemset tysięcy dukatów, która to suma zniknęła po jego śmierci tak szybko, że to, co zostało, starczyło tylko na żołd dla gwardii potrzebnej na następne konklawe. Dość. Ta gospodarka pieniężna, trwająca sporo ponad tysiąc lat i naśladowana przez biskupów, opatów, świeckich możnowładców, była i jest oczywiście prowadzona kosztem ludu, najwcześniej włoskiego, który przez całe średniowiecze był wyzyskiwany najbardziej i ze wszystkich stron, ale szczególnie przez kler. "Śmierć klechomi mnichom! - krzyczano w Perugii. "Śmierć Kościołowi!" - to w Bolonii. "Precz z papieżem!" - a to w Neapolu. Florentyńczycy szturmowali siedzibę inkwizycji i karmili psy księżym mięsem. Rzym stał się najbardziej buntowniczym i najbardziej eksploatowanym miastem w świece zachodnim. Głód, despotyczne rządy, rewolty powtarzają się bez końca. W roku 1585, gdy rozpoczął się pontyfikat Sykstusa V, toczyło się ponoć po ulicach Rzymu więcej głów niż trafiło melonów na targ. Rygorystyczne ustawy wyjątkowe i akcje polityczne to odpowiedź papieża na rewolucję francuską, którą Kant powitał łzami radości. "[...] wolne Włochy!" - woła jeszcze lord Byron. "Czegoś takiego nie było od czasów Augusta". W 1849 roku stu trzydziestu sześciu spośród stu czterdziestu jeden włoskich delegatów głosuje za pozbawieniem papieża suwerennej władzy nad Państwem Kościelnym. Nie mogą go już uratować zmobilizowane przeciw rodakom, sprowadzone z połowy Europy wojska. W roku 1870 papiestwo popada w "niewolę watykańską", z której wyzwalają je dopiero faszyści. Główny ciężar ery arystokratyczno-hierarchicznej spoczywał jednak, również przez dłuższy okres epoki nowożytnej, nie na mieszczanach, lecz na chłopach czy raczej niewolnikach rolnych. Nieliczne wolne chłopstwo zniknęło bowiem wkrótce całkowicie na skutek rozpowszechnienia się prawa rzymskiego w Europie - zostało wchłonięte przez latyfundia świeckie bądź kościelne. Postęp cywilizacji chrześcijańskiej pociągał za sobą coraz większy ucisk chłopów, najpierw przemienionych w ludzi przypisanych do ziemi, a później w odrabiających pańszczyznę. Mogli być razem z ziemią dziedziczeni, sprzedawani, wymieniani, darowani i dla swoich panów znaczyli często mniej niż bydło. Wielki mistrz zakonu krzyżackiego Siegfried von Feuchtwangen zwykł, około roku 1300, mawiać, że nie smakuje mu ani jeden kęs, jeśli przedtem nie każe powiesić kilku chłopów. W świecie zachodnim powstania chłopskie rozpleniły się tak, że historycy wolą ich nie dostrzegać aż do wieku dwudziestego. W roku 997 burzą się chłopi Normandii, w 1008 roku chłopi bretońscy. We Fryzji, Holandii, Francji bunty chłopskie powtarzają się w ciągu całego XI wieku. Jeden niewolnik rolny kosztował wówczas we Francji trzydzieści osiem, a koń - sto sous. Francuska wojna chłopska rozpoczyna się w roku 1358, szlachta doprowadza do egzekucji dwudziestu tysięcy osób, ale zamieszki nie ustają przez następnych pięćset lat. W Anglii król Ryszard II tłumi krwawo wielkie powstanie chłopów, które wybuchło w 1381 roku. W roku 1437 buntują się chłopi siedmiogrodzcy. W 1514 roku szczególnie liczne i okrutne egzekucje kładą kres groźnemu powstaniu chłopów węgierskich. A w Rumunii bunty uciśnionych zdarzają się jeszcze w XIX i XX wieku. W Niemczech niepokoje zaczynają się na długo przed wojną chłopską i prowodyrzy są wszędzie paleni, wieszani, ścinani, ćwiartowani. W roku 1460 przeciwstawiają się opatowi chłopi z Kempten. W 1476 roku szesnaście tysięcy chłopów manifestuje nocą przy blasku pochodni pod zamkiem biskupa Würzburga, który każe do nich strzelać z ustawionych na wałach dział. W 1490 roku chłopi augsburscy zwracają się przeciw biskupowi Fryderykowi z rodu Hohenzollernów. W roku 1493 zostaje zawiązany alzacki Bundschuh; ich hasło brzmiało: "Ruszajcie, cóż to za żywot? Przez klechów i szlachtę nie ma dla nas życia". Duchowni i szlachta, tron i ołtarz - za ich sprawą całe narody były przez tysiąc lat otaczane pogardą, uciskane, wyzyskiwane. Każdy mógł budować na tyranii tamtego drugiego. I chociaż często występowali przeciw sobie nawzajem, z socjologicznego punktu widzenia stanowili jedność, w układzie społecznym trzymali się razem, byli klasą zorientowaną na władzę i zysk, żyjącą z potu i krwi innych ludzi, zdemoralizowaną mniejszością, jak pisze ze Strasburga o władcach swoich czasów Büchner, mniejszością, która "przemienia masy obywateli w harujące bydło". Niemiecka wojna chłopska wybuchła nieprzypadkowo na południowym zachodzie kraju, gdzie austriacki arcyksiążę Ferdynard i biskup Konstancji, wspólnie prześladowali "kacerzy" w sposób szczególnie barbarzyński. I tak jak wielu innym mającym podłoże socjalne powstaniom chrześcijan przyświecały rewolucyjne idee wczesnego chrześcijaństwa - na przykład powstaniu chłopów angielskich, którym przewodzili księża pozostający pod wpływem nauk Wiklefa; niektórym rewoltom proletariatu włoskiego albo husyckiej infiltracji na Węgrzech, w Polsce, Niemczech, Belgii oraz Francji - tak przyświecały one też niemieckiej wojnie chłopskiej, we Frankonii i w Tyrolu skierowanej przede wszystkim przeciw wyższemu duchowieństwu. Chłopi walczyli jako "bractwo ewangeliczne", jako "wojsko chrześcijańskie i ewangeliczne", na ich sztandarach były wizerunki Ukrzyżowanego i imię Jezusa. Ich manifest, napisany przez spalonego w 1528 roku w Wiedniu byłego kaznodzieję katedralnego z Ratyzbony Balthasara Hubmaiera, profesora i prorektora jednego z uniwersytetów, uzasadniał wszystkie skargi natury ekonomicznej powołując się na Biblię i w artykule dwunastym deklarował nie wysuwanie żądań niezgodnych ze słowem bożym. Zdarzali się władcy, którzy byli nastawieni pokojowo, skłonni do rokowań, którzy długo się wzdragali naruszyć to, co uzgodnili z chłopami, jak na przykład władca Palatynatu, książę-elektor Ludwik, którzy nawet uważali bunt za sprawiedliwą karę bożą i chcieli go "uśmierzyć po dobroci", tak jak książę-elektor Fryderyk Mądry i jego brat, książę Jan. Ale biskupi oraz znów Marcin Luter - bo, jak mówi Paracelsus, "czyż jest ktoś mniej miłosierny dla biednych niż duchowieństwo?" - nie ustawali w perswadowaniu, zachęcali, powtórzmy za reformatorem, "do rychłego chwycenia za miecz", do atakowania z "czystym sumieniem" (które kler pozostawia mordercom zabijającym podczas wszelkich wojen), do zasłużenia sobie "na niebo przelaną krwią" (to też jeden z ulubionych chrześcijańskich wątków), zachęcali, żeby "dławić, dźgać, po kryjomu i otwarcie, co komu będzie zręczniej zrobić, tak jak trzeba zabić wściekłego psa". "Dźgaj, bij, duś, kto może" - szczuje Luter kiedy indziej, prawie że bardziej papieski w tym niż papież - "a jeśli wówczas zginiesz, to dobrze; lepszej śmierci nie dostąpiłbyś nigdy, bo tak umarłbyś posłuszny słowu bożemu". Tak oto chrześcijańska szlachta rozprawiała się z chłopami, tysiące ich zabijając ciosami skierowanymi w dół z wysokości końskiego grzbietu, wciąż oszukiwała ich, pozwalała, by się dobrowolnie rozbrajali, po czym dokonywała na nich rzezi; tylko pod Zabern zginęło osiemnaście tysięcy chłopów. Chłopi byli oślepiani, wieszano ich, ścinano, wbijano na pal, byli ćwiartowani, rozrywani przez konie, paleni żywcem. Gdy się zdarzyło, że mogli sobie posmarować buty hrabiowskim tłuszczem, gdy masowo grabili, przetrzebiali zamki i klasztory - "Dość długo wnosiliśmy, teraz możemy chociaż raz wynieść". - to jednak lała się prawie wyłącznie ich krew. Nawet Luter uznał w końcu uciskanie chłopów za "okropne" i "godne pożałowania". "Ale co robić? Tak trzeba i Bóg też tego pragnie". "Bóg tego chce!" - tak krzyczeli już papieże przy okazji krucjat. I nadal się tak krzyczy. Jeszcze nawet hitlerowski atak na Rosję był przedstawiany przez cały episkopat niemiecki jako "święta wola Boga". A protestancki biskup Lilje wołał jednocześnie: "Z Bogiem! Tę ofiarę można ponieść tylko w imię boże". Im więcej mordują, tym głośniej powołują się na Boga. "Niechaj was to tak nie smuci", pociesza reformator szlachtę i zachęca: "Osioł chce być bity, a gmin rządzony przemocą" - oto chrześcijańska recepta na rządzenie, stosowana od dwóch tysięcy lat. I wojna jest Lutrowi tak samo potrzebna, jak Tomaszowi czy Augustynowi, który szydzi z cyniczną beztroską człowieka raczej nie zagrożonego: "Cóż powiedzieć przeciw wojnie? Chyba tylko to, że giną na niej ludzie, którzy przecież muszą kiedyś umrzeć". Od tych diabłów przejmuje Luter teorię "wojny sprawiedliwej", dziś możliwą już tylko jako numer kabaretowy (albo teologia moralna) i poucza: "Na takiej wojnie chrześcijańską jest rzeczą i dziełem miłości, jeśli się wrogów bez skrupułów dusi, ograbia, podpala, i jeśli czyni się wszelkie szkody służące pokonaniu ich. A gdyby się miało wydawać, że duszenie i grabież to nie dzieło miłości, i gdyby jakiś prostak [!] pomyślał, że to nie po chrześcijańsku i chrześcijaninowi tak czynić się nie godzi: zapewniam, że to też jest dziełem miłości". Dlatego właśnie Luter zaleca i nakazuje chrześcijanom wyruszającym do boju, by nie zwlekali długo, by odmówili Wierzę w Boga i Ojcze nasz i "tego niech wystarczy [...], a potem dobądź broni i bij w imię boże". Podobnie jak Kościół papieski, Luter pozostawił biednych samym sobie, zdradził sprawę chłopów pańszczyźnianych, uczynił z reformacji ruch znowu korzystny tylko dla władców, nowe narzędzie despotyzmu, stąd też już Thomas Münzer protestuje gorąco przeciw tej "cichej wodzie", temu "żyjącemu w dostatku cielsku", tej wittenberskiej "tucznej świni", i ma całkowitą rację, kiedy pisze: "Prawdziwe złodziejstwo uprawiają nasi książęta i magnaci, którzy przywłaszczają sobie wszelkie stworzenie, ryby w wodzie, ptaki w powietrzu, rośliny na ziemi, wszystko to musi należeć do nich. A biednym mówią: ŤBóg przykazał, żebyś nie kradłť. Oni sami pastwią się nad wszelkimi istotami żyjącymi i zabierają je dla siebie; ale jeśli biedak ukradnie byle rzecz, to zostaje skazany. Temu fałszywy doktor przyklaskuje i mówi Ťamenť". Po stronie papieskiej nie dopatrzył się Luter tak naprawdę "niczego, co by służyło chrześcijaństwu", widział "tylko sprawy pieniężne i spory". "Na to byłoby stać byle rozbójnika". A potem zaczęła się reformacja z grabieniem na wielką skalę dóbr Kościoła katolickiego przez luterańskich książąt, "niemieckie królewiątka", jak drwiąco nazywa ich Theodor Lessing, przez książąt, którzy byli gotowi "przyłączyć się do tego nowego ruchu aż do granic własnej korzyści". I przytoczmy jeszcze wyznania zawarte w broszurze zapowiadającej zjazd ewangelików niemieckich w Stuttgarcie w roku 1952: "Nie jest zadaniem ewangelii w jakikolwiek sposób zmieniać istniejącą sytuację". Klęska wojny chłopskiej, nad którą potem wciąż ubolewano - a czynił to jeszcze Alexander von Humboldt na zamku poczdamskim, tuż obok apartamentów króla, z którym codziennie rozmawiał - należy do tych przekleństw niemieckiej historii, które okazały się szczególnie brzemienne w skutki. Południowoniemieccy chłopi pozostali w pańszczyźnie, a północnoniemieccy, według prawa uznani za wolnych, na powrót popadli w nią i odtąd wszyscy są nękani jeszcze brutalniej - aż do początku XIX wieku. Wojewoda sandomierski chce w 1586 roku, by terroryzowani przez szlachtę chłopi inflanccy zostali zrównani "przynajmniej z polskimi chłopami pańszczyźnianymi". A zgromadzenie stanów frankowskich zastanawia się w roku 1583, gdy znowu trzeba zapłacić "podatek turecki", czy "nie byłoby łatwiej żyć pod rządami Turków". I faktycznie - Turcy zaoferowali węgierskim chłopom wolność, w zamian za co ci ostatni chętnie wyrzekli się chrześcijaństwa. Na Śląsku, w Saksonii, w Prusach dochodzi około roku 1790 do rozruchów chłopskich. Hrabia Mirabeau opowiada o niewolnej egzystencji północnoniemieckich robotników rolnych: dziewiętnastogodzinny dzień pracy w lecie i w zimie. Baron vom Stein, który dobrze zna "tych łajdaków, niemieckich władców", obserwuje w 1802 roku w Meklemburgii pewnego szlachcica, który traktuje swoich chłopów jak bydło. W roku 1812 Friedrich List patrzy nad Renem, Neckarem i Menem na chłopów pracujących zamiast koni i wołów, "ale bez pożywnej strawy tych zwierząt pociągowych". Najbiedniejsi mieszkańcy Holsztynu koczują razem z chorymi i niemowlętami pod gołym niebem albo żyją w oborach. Gdyby jednak nie opłacili podatków, to groziła im licytacja i pozbawienie dobytku. Jeszcze w Zgromadzeniu Narodowym 1848 roku wśród sześciuset deputowanych znalazł się tylko jeden chłop. W Anglii, gdzie aż do XVIII wieku miewa się niewolników, gdzie aż po XI wiek rządzi kilkaset rodów feudalnych, gdzie do 1832 roku spośród piętnastu milionów mieszkańców prawo wyborcze posiada czterysta tysięcy i gdzie jeszcze za czasów Schopenhauera "dwie trzecie narodu nie umieją czytać", kler i wielcy posiadacze ziemscy odnoszą się do chłopów gorzej niż do wszelkiej trzody. Jeszcze w końcu XIX wieku chłop jada o połowę mniej, a pracuje dwa razy więcej niż więźniowie w angielskich zakładach karnych. "W rachunkach arendarza równa się on zeru" - odnotowuje w roku 1865 pewien oficjalny raport. "Nie obawia się o przyszłość, bo niczym nie dysponuje prócz tego, co jest bezwzględnie konieczne do życia. Cokolwiek by się działo, dla niego nie ma ani szczęścia, ani nieszczęścia". Prasa liberalna szydzi bezlitośnie ze szlachty i państwowego Kościoła anglikańskiego (High Church) w związku z wysyłaniem do dalekich krajów "misji dla poprawy obyczajności dzikich ludzi znad Południowego Pacyfiku". "Odważę się teraz zapewnić - kończy swój artykuł pewien korespondent ŤMorning Chronicleť - że położenie tych ludzi, ich bieda, ich nienawiść do Kościoła, ich zewnętrzna uległość i wewnętrzne rozżalenie na dostojników kościelnych, stanowią regułę we wszystkich wiejskich gminach w Anglii, a odmienne okoliczności są wyjątkowe". Pomagały tylko niektóre sekty chrześcijańskie. Ale Kościół oficjalny - jak pisał Marks - wybaczyłby "raczej podważenie trzydziestu ośmiu spośród trzydziestu dziewięciu artykułów wiary niż zamach na jedną trzydziestą dziewiątą jego dochodów". Obłuda i polityka Europa obchodziła się nie lepiej z robotnikami przemysłowymi, o czym świadczy przede wszystkim sytuacja w kraju pochodzenia wielkiego przemysłu. Jeszcze w połowie XIX wieku niejeden "wolny Anglik" stanowi tańsze zwierzę robocze niż starożytny niewolnik. Ci ludzie, półnadzy, mieszkają w nieprawdopodobnych wręcz norach na zgniłej słomie i żywią się zepsutym jedzeniem. Wszędzie brud, nieczystości, wilgoć, umierające dzieci, chorzy i kalecy, suchoty, tyfus, ślepota. Podczas gdy zyski fabrykantów urastają do gigantycznych sum, nędza robotników jest coraz straszliwsza, a w 1834 roku ustawa o biedocie z roku 1601 zostaje zastąpiona inną, w której nie przewiduje się już pomocy socjalnej. Już William Blake, który uznaje za winnych Kościół i państwo, słyszy dobiegający od kominów i z ulic krzyk nękanych istot. W 1866 roku mieszka tam dwieście tysięcy ludzi, "których nędzne położenie - jak czytamy w obszernym raporcie Juliana Huntera o zdrowotności - przekracza wszystko co kiedykolwiek widziano w Anglii". Torysowska gazeta "Standard" upomina w 1867 roku: "Przypomnijmy sobie, jak cierpi ta ludność. Umiera ona z głodu. I to jest fakt: oczywisty, straszny. Tych ludzi jest czterdzieści tysięcy [...].Na naszych oczach w jednej dzielnicy tej cudownej metropolii tuż obok miejsc największej w dziejach świata akumulacji bogactwa, tuż obok umiera bezradnie czterdzieści tysięcy ludzi". Na nic zdaje się poszukiwanie pracy i żebranina, bo "miejscowe ośrodki zobowiązane do wspierania biednych same się spauperyzowały na skutek żądań parafii". W 1840 roku średni czas życia robotnika w Liverpoolu wynosi piętnaście lat. W Manchesterze pięćdziesiąt siedem procent dzieci robotniczych umiera przed piątym rokiem życia. Dziewięcio-, dziesięciolatki nierzadko harują bez przerwy po dwadzieścia cztery, po trzydzieści sześć godzin. Pędzi się ich nocą do fabryk i pejczami zmusza się ich do zachowania przytomności umysłu. Jeszcze w 1860 roku zdarzają się listy otwarte domagające się ograniczenia czasu pracy do osiemnastu godzin. Dzieci w wieku trzech, czterech lat, zatrudnione przy wyrobie koronek, stoją na krzesłach. W zakładach wikliniarskich miewają często mniej miejsca niż pies w swojej budzie. Marks nazywa to "przemianą dziecięcej krwi w kapitał". W kopalniach cztero- i pięcioletnie dzieci, razem z mężczyznami i kobietami, półnagie albo całkiem nagie, na łańcuchach, czołgają się przez o wiele za wąskie chodniki. Kto się skarży, ten zostaje zwolniony i jako "napiętnowany" nie dostaje pracy nigdzie indziej. Zmarłych wyrzuca się do rowów przydrożnych i grzebie w jamach, w bagnie. "Wykształcenie" tych ludzi jest prawie żadne; dostępują jedynie nauki religii. W Irlandii umiera w 1848 roku z głodu ponad milion ludzi. Dwa miliony emigrują. Na Śląsku, gdzie katolicy i protestanci są podjudzani przeciw sobie nawzajem, tkacze popadają w coraz gorszą nędzę, mimo bardzo ciężkiej pracy. Byliby szczęśliwi - zapewnia w 1844 roku Wilhelm Wolff - gdyby mogli uszczknąć coś dla siebie z obfitej porcji ziemniaków, którą dostają tuczniki ich chlebodawców. I mieszkają w lokalach, w porównaniu z którymi "obora w majątku ordynata musi uchodzić za wytworny apartament". Chrześcijański rząd nakazuje stłumienie buntu. W Kolonii jedna trzecia ludności trudni się około roku 1800 żebraniną. W Bawarii doliczono się pod koniec lat trzydziestych stu czterdziestu pięciu tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu trzech żebraków, między innymi dwudziestu czterech tysięcy dziewięciuset sześćdziesięciorga dzieci. Prusy zakazują wszystkim wykładowcom uniwersyteckim (zresztą tradycyjnie prawomyślnym) prowadzenia dyskusji politycznych. W latach czterdziestych emigruje z Niemiec rocznie sto tysięcy, a po roku 1849 dwieście pięćdziesiąt tysięcy ludzi. We Francji w roku 1801 Napoleon I zawiera konkordat. Bo przecież nie zna nikogo, kto by rozumiał innych "tak dobrze, jak rozumieją się księża i żołnierze". Jest też świadomy tego, że kiedy ma się dobre stosunki z papieżem, to "jeszcze dziś posiada się władzę nad sumieniami stu milionów ludzi"; zacytował to potem Mussolini, gdy zawierał układy laterańskie. W roku 1808 Napoleon czyni podstawą całego kształcenia, po pierwsze, nakazy religii katolickiej, po drugie zaś, wiernopoddańczy stosunek do cesarza - to zawsze były główne przyczyny nieszczęść narodów europejskich. Około roku 1830 dwie trzecie Francuzów nie jadają mięsa. W fabrykach marnieją mężczyźni, kobiety, dzieci, harując za psie pieniądze od piątej rano do ósmej, dziewiątej wieczór. Średni wiek robotników francuskich wynosi dwadzieścia jeden lat. W roku 1848 tysiące z nich giną w Paryżu. W Berlinie dochodzi do zamieszek na ulicach. W Badenii, w Poznańskiem i w Pradze zostają stłumione powstania. W Rzymie panuje sytuacja zmuszająca papieża do ucieczki, a jego minister hrabia Rossi pada ofiarą morderstwa. Po zażartych walkach reakcjoniści odzyskują dla siebie Wiedeń. Giną mężczyźni, kobiety, dzieci. Friedrich Hebbel, świadek naoczny, nie omieszkał opowiedzieć swoich wrażeń księciu Schwarzenbergowi: "[...] w ustach zwłok mężczyzn tkwiły niczym cygara członki tych ludzi; to już jest coś, niewątpię, że ten fakt zachowa się w historii". Uciśnieni wszędzie się buntują i wszędzie strzela się do nich, są wtrącani do więzień, zmuszani do emigracji. W całej Europie oparcie dla religii stanowi policja i aż po XX wiek pozostaje ograniczona do możliwego minimum liczba uprawnionych do udziału w wyborach. Wiktor Hugo, niegdyś ultrarojalista i chrześcijanin, woła 8 kwietnia1850 roku w Zgromadzeniu Narodowym, gdzie przewagę mają katolicy: "Powstańcie wreszcie, katolicy, księża, biskupi, duchowni, wy, którzy siedzicie w tym Zgromadzeniu Narodowymi których widzę wśród nas! Powstańcie! Taka jest wasza rola! Cóż robicie na tych ławach?" Jedyna reakcja: śmiech. W1851 roku zostają na rozkaz Napoleona III krwawo stłumione kolejne próby powstańcze. "Ma się za sobą Kościół, armię i banki!" - oto komentarz Wiktora Hugo, wymieniający wszystko, co i dziś jeszcze rządzi światem. W 1871 roku zostaje krwawo zlikwidowane następne powstanie - Komuny Paryskiej. W odwecie za rozstrzelanie sześćdziesięciu czterech zakładników rząd morduje sześć tysięcy komunardów. Już w połowie XIX wieku reakcjoniści wszystkich zainteresowanych państw pragną likwidacji europejskiego proletariatu w wielkiej wojnie. Zabiegają o to gorączkowo na początku XX wieku. Niebawem pojawia się Chrystus niemiecki, rosyjski, francuski - jeszcze przed 1914 rokiem niemiecki nieprzyjaciel ma po swojej stronie dwadzieścia siedem tysięcy dział Kruppa, natomiast wszystkie patenty I. G. Farben na gazy trujące zostają sprzedane francuskiemu koncernowi chemicznemu. Co więcej, gdy niemieccy żołnierze umierają z hymnem na ustach, firma Thyssena, który później finansował Hitlera, dostarcza tarcze ochronne dla piechoty, prawie o połowę taniej do Francji niż na potrzeby armii niemieckiej. W ciągu jednego tylko półrocza 1916 roku niemiecki trust stalowy przekazuje trzydzieści siedem milionów cetnarów stali i żelaza do Francji. A Krupp otrzymuje zaraz po zakończeniu wojny sto dwadzieścia trzy miliony marek w złocie za sprzedany przed wojną do Anglii - za wiedzą niemieckiego Ministerstwa Wojny i z udziałami w zysku od każdego granatu! - patent KPz 96/04 na zapalniki do granatów, dzięki czemu firma kwitnie po dziś dzień. A kler spieszy z miejsca na miejsce na tyłach wszystkich frontów po tysiąckroć pochwala masowe wybijanie się jako "przejaw religijnego uduchowienia", "odrodzenie religijne, moralne i społeczne", "krucjatę", "świętą wojnę", "służbę Bogu", "nakaz naszego Boga", "wolę bożą" itd. Od "Tego chce Bóg!" z czasów wojen krzyżowych oraz "Tego pragnie też Bóg!" z okresu wojny chłopskiej, poprzez "wolę bożą" podczas pierwszej wojny światowej aż do "świętej woli Boga" w czasie drugiej wojny światowej. Kto nie brzydzi się tym chrześcijaństwem, ten sam jest takim chrześcijaninem. I podczas gdy nad ogłupionymi, sprzedanymi głowami wiernych zderzają się ze sobą bezwstydne frazesy biskupie, jezuickie i protestanckie, zawarte w mnóstwie kazań i obficie przenoszone na papier, za zabicie jednego tylko żołnierza inkasuje się ogromną sumę stu tysięcy marek, z czego przemysł zbrojeniowy dostaje każdorazowo sześćdziesiąt tysięcy - czysty zysk. Dwanaście milionów poległych. A więc wybuchła ta wojna. Wreszcie. "Wojnę przygotowywano solidnie i poważnie od lat. Przez całe lata armia pozostawała w nieustającej gotowości do walki. Ale jednym z najważniejszych kroków przygotowawczych był Kongres Eucharystyczny w Wiedniu". To stwierdza w 1916 roku ktoś na pewno dobrze poinformowany, austriacki biskup sufragan Waitz, który później, w 1938 roku, już jako książę arcybiskup, razem z kardynałem Innitzerem z Wiednia chwali wkroczenie Wehrmachtu do Austrii, widząc w tym spełnienie "tysiącletniej tęsknoty naszego narodu" [zobacz artykuł w uStroniu, pt. "Hitler a Papiestwo"]. W tym samym roku odbywa się Kongres Eucharystyczny w Budapeszcie, podobnie jak tamten w 1912 roku w Wiedniu, zapowiadający coś. Adherent faszystów Eugenio Pacelli wskazuje przy tej okazji, jako legat papieski, na "niebezpieczeństwo bolszewizmu". W rok później wybucha druga wojna światowa, dwadzieścia pięć tysięcy poległych każdego dnia, dzienne obroty: dwa miliardy marek. W 1960 roku, w jednym z okresów nasilenia zimnej wojny, obraduje Kongres Eucharystyczny w Monachium. Cieszący się zaufaniem Pacellego (Piusa XII), kardynał Spellman, jeden z najaktywniejszych reakcjonistów świata, prorokuje nadejście czasów, w których obecni władcy komunistyczni zostaną zmieceni, leci helikopterem nad żelazną kurtyną i odprawia dla wojska mszę pontyfikalną "wśród huku dział", nie zapominając o nazwaniu żołnierzy swoimi "drogimi przyjaciółmi". (Księża i żołnierze... - wiedział to Napoleon, wiedział to już nawet Konstantyn). A katolicki federalny minister obrony Strauß, który pragnie, by "okólniki papieskie stały się podstawą niemieckiego ustawodawstwa", wyznaje otwarcie: "Jesteśmy po to żołnierzami [...] by władza przeszła z rąk ateistów z powrotem w ręce chrześcijan". Już średniowieczni krzyżowcy śpiewali o chęci ruszenia na Wschód (Nach Ostland woll'n wir reiten...). I papiestwo miało w każdym kolejnym stuleciu nadzieję - powtórzmy to za katolikiem de Maistre'em - na przejęcie w spadku rozkładającego się trupa Kościoła wschodniego. Ten tak upragniony cel wydaje się znowu bliski podczas pierwszej wojny światowej, gdy państwa centralne, popierane przez Watykan, chcą zdobyć tereny dla osadnictwa na Wschodzie, na ziemiach polskich, na Ukrainie i nad Bałtykiem. W czasie drugiej wojny światowej wywołuje entuzjazm kampania rosyjska antyklerykalnych hitlerowców. I te miliony Niemców, którym się wydaje, że giną za ojczyznę, zdychają tylko za największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości. Krótko mówiąc: po tym systematycznym chrześcijańskim wychowaniu dla fizycznego i duchownego barbarzyństwa, kontynuowanym przez półtora tysiąclecia, nie mogło wcale nastąpić nic innego niż to, co nastąpiło. Papież Leon XIII nie zawahał się co prawda stwierdzić w swojej encyklice Immortale Dei z roku 1885: "Wszystko, co sprzyja osobistej godności człowieka, co podtrzymuje równouprawnienie obywateli, wszystko to powołał do życia, otaczał troską i zawsze chronił Kościół katolicki". Prawdziwe jest jednak twierdzenie przeciwne. Prawda jest taka, że wszystkie udogodnienia socjalne czasów nowożytnych zostały stworzone nie przez Kościół, lecz przeciw niemu. Że ludzkość zawdzięcza prawie wszystkie bardziej humanistyczne formy i reguły współżycia świadomym swojej odpowiedzialności czynnikom pozakościelnym. Że Kościół, jak pisze nie wróg chrześcijaństwa, lecz wybitny teolog protestancki, Martin Dibelius, zawsze stanowił "straż przyboczną despotyzmu i kapitalizmu". "Dlatego też wszyscy, którzy pragnęli poprawy warunków życia na tym świecie, musieli - jak wyznaje ten chrześcijański uczony - walczyć przeciw chrześcijaństwu". I tak dzieje się jeszcze dzisiaj.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

CZY RELIGIA WNIOSŁA POŻYTECZNY WKŁAD DO CYWILIZACJI? Mój pogląd odnośnie religii jest taki jak Lukrecjusza. Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęścia rodzaju ludzkiego. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że ona wniosła pewien wkład do cywilizacji. Ona pomogła we wczesnych czasach ustalić kalendarz i spowodowała, że kapłani egipscy tak starannie rejestrowali zaćmienia, że byli w stanie je przewidywać. Te dwie zasługi jestem gotów uznać, ale nie wiem nic o żadnych innych. Słowo religia jest obecnie używane w bardzo luźnym znaczeniu. Niektórzy ludzie, pod wpływem radykalnego protestantyzmu, stosują to słowo dla oznaczenia jakiegokolwiek poważnego osobistego przekonania odnośnie moralności czy też natury wszechświata. Takie użycie tego słowa jest całkiem niehistoryczne. Religia jest przede wszystkim zjawiskiem społecznym. Kościoły mogą zawdzięczać swój początek nauczycielom o mocnych indywidualnych przekonaniach, ale ci nauczyciele mieli rzadko duży wpływ na kościoły które założyli, podczas gdy kościoły miały ogromny wpływ na społeczeństwa w których rozkwitały. Weźmy przypadek który jest najciekawszy dla członków zachodniej cywilizacji: nauczanie Chrystusa, takie jakie pojawia się w ewangeliach, ma niezwykle mało wspólnego z etyką chrześcijan. Najważniejszą rzeczą odnośnie chrześcijaństwa, ze społecznego i historycznego punktu widzenia, nie jest Chrystus ale kościół i jeśli mamy oceniać chrześcijaństwo jako siłę społeczną, nie wolno nam szukać w ewangeliach naszego materiału. Chrystus uczył że powinno się dać swoje dobra biednym, że nie powinno się walczyć, że nie powinno się chodzić do kościoła i że nie powinno się karać cudzołóstwa. Ani katolicy ani protestanci nie okazali mocnego pragnienia podążania za Jego naukami w żadnej z tych spraw. Niektórzy franciszkanie, to prawda, usiłowali uczyć doktryny apostolskiej biedy ale papież potępił ich a ich doktryna była ogłoszona jako heretycka. Albo rozważ taki tekst jak "Nie sądź, żeby nie być sądzonym" i zapytaj siebie jaki wpływ taki tekst miał na inkwizycję i Ku Klux Klan. To co jest prawdziwe odnośnie chrześcijaństwa jest jednakowo prawdziwe odnośnie buddyzmu. Budda był uprzejmy i oświecony; na łożu śmierci śmiał się ze swoich uczniów bo przypuszczali że jest nieśmiertelny. Ale duchowieństwo buddyjskie - takie jakie istnieje, na przykład, w Tybecie - było wsteczne, tyrańskie i okrutne w najwyższym stopniu. Nie ma żadnej przypadkowości w różnicy między kościołem i jego założycielem. Skoro tylko uważa się, że absolutna prawda zawarta jest w tym co mówi pewien człowiek, pojawia się grono ekspertów, którzy objaśniają to co on mówi i ci eksperci niezawodnie zdobywają władzę, ponieważ posiadają klucz do prawdy. Jak każda inna uprzywilejowana kasta używają swojej władzy dla swej własnej korzyści. Oni są jednak pod jednym względem gorsi niż jakakolwiek inna uprzywilejowana kasta ponieważ to ich zadaniem jest objaśniać niezmienną prawdę wyjawianą raz na zawsze, w całkowitej perfekcji, tak że oni stają się oczywiście przeciwnikami całego intelektualnego i moralnego postępu. Kościół przeciwstawiał się Galileuszowi i Darwinowi. Teraz przeciwstawia się Freudowi. W czasach swojej największej potęgi posuwał się dalej w przeciwstawianiu się intelektualnemu życiu. Papież Grzegorz Wielki napisał do pewnego biskupa list zaczynający się tak: "Doszła do nas wieść, której nie możemy wspomnieć bez wstydu, o tym że pan objaśnia gramatykę pewnym przyjaciołom." Biskup został zmuszony przez autorytet pontyfikalny do zaprzestania swojej niegodziwej pracy i łacina nie poprawiła się aż do renesansu. Religia jest szkodliwa nie tylko intelektualnie ale także moralnie. Rozumiem przez to że ona uczy zasad etycznych które nie są przewodnikiem ludzkiego szczęścia. Kiedy kilka lat temu został ogłoszony w Niemczech plebiscyt odnośnie tego czy pozbawiona władzy rodzina królewska powinna dalej mieć prawo do posiadania prywatnej własności, kościoły w Niemczech oficjalnie oświadczyły, że pozbawianie jej tego byłoby sprzeczne z nauczaniem chrześcijaństwa. Kościoły, jak wszyscy wiedzą, sprzeciwiały się zniesieniu niewolnictwa tak długo jak odważały się to robić i z kilkoma dobrze rozgłaszanymi wyjątkami one sprzeciwiają się obecnie każdemu ruchowi w kierunku ekonomicznej sprawiedliwości. Papież oficjalnie potępił socjalizm. Chrześcijaństwo i seks Najgorszą jednak cechą chrześcijańskiej religii jest jej postawa odnośnie seksu - postawa tak chorobliwa i tak nienaturalna że można ją zrozumieć tylko w związku z chorobą cywilizowanego świata w czasach gdy Rzymskie Imperium chyliło się ku upadkowi. Czasem słyszymy rozmowę tej treści, że chrześcijaństwo poprawiło położenie kobiet. To jest jedno z najbardziej pospolitych przekręceń historii jakie można zrobić. Kobiety nie mogą mieć znośnej pozycji w społeczeństwie gdzie uważa się za sprawę najwyższej wagi to, żeby one nie naruszały bardzo sztywnego kodeksu moralnego. Mnisi zawsze uważali kobietę przede wszystkim za kusicielkę. Uważali ją głównie za inspiratorkę nieczystej żądzy. Nauczanie kościoła było i wciąż jest takie, że dziewictwo jest najlepsze ale dla tych, którzy uważają to za niemożliwe, dozwolone jest małżeństwo. "Lepiej jest zawrzeć związek małżeński niż płonąć z pożądania" jak to przedstawia Św. Paweł. Poprzez uczynienie małżeństwa nierozerwalnym i poprzez likwidację całej wiedzy o sztuce kochania, kościół uczynił to co mógł żeby osiągnąć to, że jedyną formą seksu na który pozwalał powinna zawierać bardzo mało przyjemności i bardzo dużo bólu. Sprzeciw wobec antykoncepcji ma faktyczne ten sam motyw: gdy kobieta ma dziecko co roku aż umrze wyczerpana, nie można sądzić że ona otrzyma wiele przyjemności z małżeńskiego życia; dlatego antykoncepcja musi być odradzana. Koncepcja grzechu, która wiąże się z chrześcijańską etyką, sprawia niezmiernie dużo szkody, ponieważ pozwala ona ludziom na wypływ ich sadyzmu, który oni uważają za słuszny a nawet szlachetny. Weźmy na przykład kwestię zapobiegania syfilisowi. Wiadomo jest, że poprzez podjęcie wcześniej środków ostrożności, niebezpieczeństwo nabawienia się tej choroby można uczynić małoznaczącym. Chrześcijanie jednak sprzeciwiają się szerzeniu wiedzy o tym fakcie, ponieważ uważają za dobre to, żeby grzesznicy byli ukarani. Oni uważają to za tak dobre że nawet chętni są na to by kara rozciągnęła się na żony i dzieci grzeszników. Jest na świecie w obecnej chwili wiele tysięcy dzieci chorujących na wrodzony syfilis, które nigdy by się nie urodziły gdyby nie pragnienie chrześcijan zobaczenia ukaranych grzeszników. Nie mogę zrozumieć jak można uważać, że doktryny doprowadzające nas do tego szatańskiego okrucieństwa, mają jakiekolwiek dobre skutki na moralność. Nie tylko odnośnie zachowania seksualnego ale również odnośnie wiedzy o seksie, postawa chrześcijan jest niebezpieczna dla dobra ludzkiego. Każda osoba, która zadała sobie trud by przestudiować tą kwestię bezstronnym umysłem wie, że sztuczna ignorancja odnośnie wiedzy o seksie, którą ortodoksyjni chrześcijanie próbują narzucić młodzieży jest niezmiernie niebezpieczna dla umysłowego i fizycznego zdrowia i powoduje w tych, którzy odkrywają tą wiedzę poprzez "nieodpowiednią" rozmowę, jak to robi większość dzieci, taką postawę, że seks jest sam w sobie nieprzyzwoity i śmieszny. Nie sądzę żeby można było obronić taki pogląd że wiedza jest zawsze niepożądana. Nie kładłbym barier na drodze zdobywania wiedzy przez kogokolwiek w jakimkolwiek wieku. Ale w tym szczególnym przypadku wiedzy seksualnej są znacznie ważniejsze argumenty za nią niż w przypadku większości innej wiedzy. Jest znacznie mniej prawdopodobne, że osoba będzie działać mądrze, jeśli ona jest nieuświadomiona niż gdy jest poinformowana i absurdalne jest powodować u młodzieży poczucie grzechu ponieważ ona ma naturalną ciekawość odnośnie ważnej sprawy. Każdy chłopiec interesuje się pociągami. Przypuśćmy że powiedzieliśmy mu, że zainteresowanie się pociągami jest złe; przypuśćmy że bandażowaliśmy mu oczy gdy tylko był w pociągu lub na stacji kolejowej; przypuśćmy że nigdy nie pozwalaliśmy na użycie słowa pociąg w jego obecności i utrzymywalibyśmy niezgłębioną tajemnicę co do środków używanych dla przenoszenia go z miejsca na miejsce. Rezultat nie byłby taki że on zaprzestałby interesować się pociągami, przeciwnie, byłby bardziej zainteresowany niż kiedykolwiek, ale miałby chorobliwe uczucie grzechu ponieważ to zainteresowanie zostało mu przedstawione jako niestosowne. Każdy chłopiec o żywej inteligencji mógłby być tymi sposobami uczynionym w większym lub mniejszym stopniu neurastenikiem. To jest dokładnie to co jest robione w sprawie seksu, ale jako że seks jest ciekawszy niż pociągi, rezultaty są gorsze. Prawie każdy dorosły w środowisku chrześcijańskim jest mniej lub bardziej nerwowo chory w wyniku zakazu odnośnie wiedzy seksualnej który był, gdy on lub ona byli młodzi. I poczucie grzechu, które jest w ten sposób sztucznie zaszczepiane jest jednym z powodów okrucieństwa, bojaźliwości i głupoty w późniejszym życiu. Nie ma żadnej racjonalnej podstawy jakiegokolwiek rodzaju dla utrzymywania dziecka w nieświadomości czegokolwiek co ono może chcieć wiedzieć, czy odnośnie seksu czy jakiejkolwiek innej sprawy. I nigdy nie będziemy mieli zdrowej psychiczne ludności aż ten fakt zostanie doceniony we wczesnym kształceniu, co jest niemożliwe tak długo jak kościoły będą mogły kontrolować politykę edukacyjną. Pozostawiając te stosunkowo szczegółowe zarzuty na boku, jasne jest, że podstawowe zasady chrześcijaństwa wymagają bardzo dużo przekręcania etycznego zanim one mogą być zaakceptowane. Świat, jak nam się mówi, został stworzony przez boga, który jest zarówno dobry jak i wszechmocny. Zanim On stworzył świat, przewidział cały ból i niedolę, którą świat będzie zawierał; On jest dlatego odpowiedzialny za to wszystko. Bezużyteczne jest spieranie się że cierpienie na świecie jest spowodowane grzechem. Przede wszystkim to jest nieprawda; to nie grzech powoduje że rzeki wylewają poza swoje brzegi albo wulkany wybuchają. Ale nawet jeśliby to była prawda, to by nie robiło żadnej różnicy. Gdybym chciał spłodzić dziecko, wiedząc że to dziecko będzie mordercą-maniakiem, byłbym odpowiedzialny za jego zbrodnie. Jeśli bóg wcześniej znał grzechy które człowiek popełni, on był oczywiście odpowiedzialny za wszystkie konsekwencje tych grzechów kiedy zdecydował się stworzyć człowieka. Zwykły chrześcijański argument jest taki, że cierpienie na świecie jest oczyszczeniem z grzechów i dlatego jest dobrą rzeczą. Ten argument jest oczywiście tylko usprawiedliwieniem sadyzmu, ale w każdym razie jest to bardzo kiepski argument. Zaprosiłbym jakiegokolwiek chrześcijanina, żeby towarzyszył mi na oddział dziecięcy w szpitalu, żeby obejrzał cierpienie, które jest tam znoszone i żeby następnie upierał się w twierdzeniu że te dzieci są tak niemoralne, że zasługują na to cierpienie. Po to żeby doprowadzić się do powiedzenia tego człowiek musi zniszczyć w sobie wszystkie uczucia litości i współczucia. Musi on, krótko mówiąc, uczynić siebie tak okrutnym jak bóg w którego wierzy. Żaden człowiek, który wierzy, że wszystko na tym cierpiącym świecie jest czynione w najlepszej intencji nie może zachować swoich wartości etycznych nienaruszonych, bo zawsze będzie musiał znajdować usprawiedliwienia dla cierpienia i nieszczęścia. Zarzuty przeciw religii Zarzuty przeciw religii są dwóch rodzajów - intelektualne i moralne. Zastrzeżenie intelektualne jest takie, że nie ma powodu żeby uważać jakąkolwiek religię za prawdziwą; zastrzeżenie moralne jest takie, że nauki religijne datują się od czasu gdy ludzie byli bardziej okrutni niż są teraz i dlatego skłaniają się do utrwalania nieludzkości której moralne sumienie tego wieku inaczej pozbyłoby się. Zinterpretujmy naprzód zarzut intelektualny: jest pewna tendencja w naszym praktycznym wieku do uważania, że nie ma wielkiego znaczenia czy nauczanie religijne jest prawdziwe czy nie, ponieważ ważną kwestią jest to, czy jest pożyteczne. Jednej kwestii nie można jednak dobrze rozstrzygnąć bez drugiej. Jeśli wierzymy w chrześcijańską religię, nasze wyobrażenia tego co jest dobre będą inne od takich jakie będą jeżeli nie wierzymy w nią. Dlatego dla chrześcijan skutki chrześcijaństwa mogą wydawać się dobre, podczas gdy dla niewierzących one mogą wydawać się złe. Co więcej, stanowisko takie, że powinno się wierzyć w takie a takie twierdzenie, niezależnie od kwestii czy jest jakiś dowód który go wspiera, jest postawą, która powoduje wrogość do dowodów i powoduje że zamykamy umysły na każdy fakt, który nie odpowiada naszym nastawieniom do czegoś. Pewien rodzaj bezstronności naukowej jest bardzo ważną cechą i jest taką, która prawie nie może istnieć u człowieka, który wyobraża sobie, że są rzeczy w które jego obowiązkiem jest wierzyć. Nie możemy dlatego naprawdę rozstrzygnąć, czy religia czyni dobro, bez zbadania kwestii czy religia jest prawdziwa. Dla chrześcijan, mahometan i Żydów, najbardziej podstawową kwestią, której wymaga prawda o religii, jest istnienie boga. W czasach gdy religia wciąż triumfowała, słowo "bóg" miało dokładnie określone znaczenie, ale w wyniku gwałtownych ataków racjonalistów słowo to bladło coraz bardziej, aż do momentu gdy trudno jest zrozumieć co ludzie mają na myśli, kiedy twierdzą, że wierzą w boga. Weźmy na przykład dla naszej argumentacji definicję Matthew Arnold'a: "Siła, nie będąca nami samymi, która przyczynia się do prawości." Być może moglibyśmy uczynić ją nawet bardziej niejasną i zapytać siebie czy mamy jakikolwiek dowód na istnienie celu w tym wszechświecie, niezależnie od celów żywych istot na powierzchni tej planety. Zwykły argument ludzi religijnych w tym temacie jest mniej więcej taki: "Ja i moi przyjaciele jesteśmy osobami o zdumiewającej inteligencji i prawości. Jest to prawie niewyobrażalne że tyle inteligencji i prawości mogłoby powstać przypadkowo. Dlatego musi być ktoś, przynajmniej tak inteligentny i prawy, jak my, ktoś kto wprawia machinerię kosmiczną w ruch w celu stworzenia Nas." Z przykrością muszę powiedzieć, że ten argument nie wywołuje na mnie takiego wrażenia jak on to robi na tych którzy go używają. Wszechświat jest wielki, jednak jeśli mamy wierzyć Edingtonowi, prawdopodobnie nigdzie indziej we wszechświecie nie ma istot tak inteligentnych jak ludzie. Jeśli weźmie się pod uwagę całkowitą ilość materii we wszechświecie i porówna to z jej ilością tworzącą ciała istot inteligentnych, dostrzeże się, że ta druga ilość jest w nieskończenie małej proporcji do pierwszej. Co za tym idzie, nawet jeżeli jest niezmiernie mało prawdopodobne że prawa przypadku wytworzą organizm, zdolny do inteligencji, z przypadkowego zbioru atomów, tym niemniej jest możliwe, że będzie we wszechświecie ta bardzo mała liczba takich organizmów, które my faktycznie odkrywamy. Z drugiej strony, gdy będzie się to uważało za punkt kulminacyjny w tak ogromnym procesie, nie wydaje mi się żebyśmy byli wystarczająco wspaniali. Oczywiście jestem świadom tego, że wielu duchownych jest o wiele wspanialszych niż ja i że nie mogę w pełni docenić zalet tak bardzo przewyższających moje własne. Tym niemniej, nawet po uwzględnieniu tego, mogę jedynie uważać, że wszechmoc, działając poprzez całą wieczność, mogła była wytworzyć coś lepszego. A więc musimy rozważyć to, że nawet ten wynik jest tylko fiaskiem. Ziemia nie zawsze pozostanie nadająca się do zamieszkania; rasa ludzka wymrze, i jeśli proces kosmiczny ma mieć usprawiedliwienie w przyszłości, on będzie musiał zrobić to samo gdzie indziej niż na powierzchni naszej planety. A nawet gdyby tak się stało, on musi się zatrzymać prędzej czy później. Drugie prawo termodynamiki prawie nie pozostawia wątpliwości, że wszechświat się wyczerpuje i że ostatecznie nic w najmniejszym stopniu ciekawego nie będzie nigdzie możliwe. Oczywiście jest dopuszczalne mówienie, że kiedy taka pora przyjdzie, bóg ponownie nakręci maszynerię, ale takie stwierdzenie może opierać się tylko na wierze a nie na jakimkolwiek strzępie dowodu naukowego. Tak daleko jak sięgają dowody naukowe wiemy że wszechświat przypełzał wolnymi etapami do nieco żałosnego wyniku na tej ziemi i będzie pełzał poprzez dalsze żałosne etapy do stanu powszechnej śmierci. Jeśli to ma się brać jako dowód celowości, to mogę tylko powiedzieć że taki cel do mnie nie przemawia. Dlatego nie widzę żadnego powodu, żeby wierzyć w jakiegokolwiek rodzaju boga, jakkolwiek nieokreślonego i jakkolwiek słabego. Pozostawiam na boku stare metafizyczne argumenty ponieważ apologeci religijni sami je porzucili. Dusza i nieśmiertelność Chrześcijańskie uwydatnienie indywidualnej duszy miało głęboki wpływ na etykę środowisk chrześcijańskich. Ta doktryna jest zasadniczo pokrewna doktrynie stoików, pojawiając się, tak jak ich doktryna, w środowiskach, które już nie mogły dłużej łudzić się nadziejami politycznymi. Naturalnym pragnieniem energicznej osoby przyzwoitego charakteru jest usiłowanie czynienia dobra, ale jeżeli ona jest pozbawiona całej władzy politycznej i wszystkich sposobności wpływania na wydarzenia, odchyli się ona od swojej naturalnej drogi działania i zdecyduje, że ważną rzeczą jest być dobrą. Tak właśnie się stało z pierwszymi chrześcijanami; nasunięto im koncepcję osobistej świętości jako coś zupełnie niezależnego od dobroczynnego działania, ponieważ świętość musiała być czymś co mogliby osiągnąć ludzie, którzy byli nieudolni w działaniu. Dlatego nastąpiło usunięcie zalet społecznych z chrześcijańskiej etyki. Do dzisiejszego dnia typowi chrześcijanie uważają cudzołożnika za bardziej niemoralnego od polityka który bierze łapówki, chociaż ten drugi robi prawdopodobnie tysiąc razy większą szkodę. Średniowieczne pojęcie prawości, jakie można zobaczyć na obrazach, było nieco mgliste, słabe i sentymentalne. Najbardziej prawym człowiekiem był taki, który odseparowywał się od świata; jedynymi ludźmi czynu, uważanymi za świętych, byli ci, którzy zmarnowali życie i majątek swoich poddanych na walkę z Turkami, tak jak Św. Ludwik. Kościół nigdy nie uważał człowieka za świętego, za zasługę zreformowania finansów, prawa karnego lub sądownictwa. Same tylko te zasługi dla dobra ludzkiego uważano by za rzecz bez znaczenia. Nie wierzę że jest jeden jedyny święty w całym kalendarzu, którego świętość zawdzięcza on pracy na pożytek społeczny. Wraz z oddzieleniem osoby społecznej od moralnej narastało oddzielenie pomiędzy duszą i ciałem, co przetrwało w chrześcijańskiej metafizyce i w systemach pochodzących od Kartezjusza. Ogólnie można powiedzieć, że ciało reprezentuje społeczną i publiczną część człowieka, podczas gdy dusza reprezentuje część prywatną. Podkreślając duszę, etyka chrześcijańska przybrała zupełnie indywidualistyczny charakter. Sądzę, że jest jasne, że łączny wynik wszystkich wieków chrześcijaństwa miał uczynić ludzi bardziej egoistycznymi, bardziej zamkniętymi w sobie, niż stworzyła ich natura, ponieważ impulsy, które w naturalny sposób wyciągają człowieka poza ściany swojego ego, to są seks, rodzicielstwo i patriotyzm albo instynkt stadny. Z seksem kościół robił co mógł, żeby go oczernić i poniżyć. Uczucie rodzinne zostało oczernione przez samego Chrystusa i przez wielu jego zwolenników, a patriotyzm nie mógł znaleźć miejsca wśród podbitej ludności Imperium Rzymskiego. Polemika przeciwko rodzinie, zawarta w Ewangeliach, jest sprawą, która nie otrzymała takiej uwagi na jaką zasługuje. Kościół traktuje matkę Chrystusa z czcią, ale on sam nie pokazywał wiele z takiej postawy. "Kobieto, co ja mam z tobą wspólnego ?" (Jan II,4) jest jego sposobem mówienia do niej. On mówi także, że przybył, żeby siać niezgodę między mężczyzną i jego ojcem, między córką i jej matką i między synową i jej teściową i że ten kto kocha ojca i matkę bardziej niż jego, nie jest go wart (Mat. X, 35-37). Wszystko to oznacza rozpadnięcie się więzi rodziny biologicznej dla wiary - postawa, która miała wiele wspólnego z nietolerancją, która przyszła na świat wraz z rozpowszechnianiem się chrześcijaństwa. Ten indywidualizm doszedł do punktu kulminacyjnego w doktrynie o nieśmiertelności indywidualnej duszy, która miała cieszyć się w przyszłym życiu niekończącym się szczęściem lub niekończącą się niedolą w zależności od okoliczności. Te okoliczności, od których zależała ta ważna różnica, były nieco osobliwe. Na przykład jeśli umarłeś natychmiast po tym gdy kapłan pokropił cię wodą podczas wymawiania pewnych słów, to odziedziczyłeś wieczne szczęście, podczas gdy jeśli po długim i prawym życiu tak się złożyło, że zostałeś ugodzony błyskawicą w momencie gdy używałeś obelżywych słów bo urwało ci się sznurowadło, odziedziczyłbyś wieczne cierpienie. Nie mówię że nowocześni chrześcijanie protestanci w to wierzą, ani nawet być może nowocześni chrześcijanie katolicy, którzy nie zostali odpowiednio nauczeni teologii, ale podkreślam, że to jest właśnie ta ortodoksyjna doktryna i mocno w nią wierzono aż do ostatnich czasów. Hiszpanie w Meksyku i w Peru mieli zwyczaj chrzcić indiańskie niemowlęta po czym natychmiast roztrzaskiwali im głowy: w ten sposób zapewniali to, że te niemowlęta szły do nieba. Żaden ortodoksyjny chrześcijanin nie potrafi znaleźć jakiegokolwiek logicznego powodu dla potępienia ich działania, chociaż wszyscy obecnie tak robią. Doktryna osobistej nieśmiertelności w jej chrześcijańskiej formie miała na niezliczone sposoby fatalne skutki w moralności, a metafizyczne oddzielenie duszy i ciała miało fatalne skutki w filozofii. Źródła nietolerancji Nietolerancja, która rozprzestrzeniła się na cały świat wraz z nadejściem chrześcijaństwa, jest jedną z najbardziej niezwykłych cech spowodowanych, jak sądzę, żydowskim przekonaniem w sprawiedliwość i wyłączną prawdziwość żydowskiego boga. Dlaczego Żydzi mieliby mieć takie dziwaczności, nie wiem. Wydaje się, że one się rozwinęły w czasie niewoli, jako reakcja przeciwko próbie wchłonięcia Żydów do obcej ludności. Jakkolwiek tak może być, Żydzi, a szczególnie prorocy, wymyślili podkreślenie osobistej prawości i to pojęcie, że złe jest tolerowanie jakiejkolwiek religii za wyjątkiem jednej. Te dwa pojęcia miały niezwykle fatalne skutki na zachodnią historię. Kościół zawsze robił dużo hałasu wokół kwestii prześladowania chrześcijan przez Państwo Rzymskie przed panowaniem Konstantyna. To prześladowanie było jednak nieznaczne i sporadyczne i całkowicie polityczne. We wszystkich okresach od panowania Konstantyna do końca siedemnastego wieku chrześcijanie byli znacznie bardziej zawzięcie prześladowani przez innych chrześcijan niż gdy byli kiedykolwiek prześladowani przez cesarzy rzymskich. Przed powstaniem chrześcijaństwa ta postawa prześladowcza była nieznana starożytnemu światu z wyjątkiem Żydów. Jeśli przeczytacie na przykład Herodota, znajdziecie łagodne i tolerancyjne sprawozdanie ze zwyczajów zagranicznych narodów, które on odwiedzał. To prawda, czasem jakiś szczególnie barbarzyński zwyczaj może go oburzać, ale ogólnie jest on przyjacielski dla zagranicznych bogów i zagranicznych zwyczajów. Nie pragnie on udowadniać, że ludzie, którzy nazywają Zeusa jakimś innym imieniem, poniosą wieczną karę i powinni być zabici, żeby ich kara zaczęła się jak najszybciej. Ta postawa została zarezerwowana dla chrześcijan. To prawda, że nowoczesny chrześcijanin jest łagodniejszy, ale to nie dzięki chrześcijaństwu; to dzięki generacjom wolnomyślicieli, którzy od renesansu do obecnego dnia sprawiali, że chrześcijanie wstydzili się wielu swoich tradycyjnych przekonań. Zabawne jest gdy się słyszy, jak nowoczesny chrześcijanin mówi jak łagodne i racjonalistyczne jest naprawdę chrześcijaństwo gdy ignoruje on ten fakt, że cała ta łagodność i racjonalizm są zawdzięczane nauczaniu ludzi, którzy za swoich czasów byli prześladowani, przez wszystkich ortodoksyjnych chrześcijan. Nikt teraz nie wierzy, że świat został stworzony w roku 4004 p.n.e., ale nie tak dawno temu sceptycyzm odnośnie tej sprawy był uważany za ohydne przestępstwo. Mój prapradziadek po obserwowaniu głębokości lawy na zboczach Etny doszedł do wniosku, że świat musi być starszy niż to uważają ortodoksi i opublikował tą opinię w książce. Za to przewinienie został on zganiony przez swoje hrabstwo i wykluczony ze społeczeństwa. Gdyby żył w bardziej upokarzających warunkach, jego kara bez wątpienia byłaby bardziej surowa. Nie jest to żadną zasługą ortodoksów, że oni teraz nie wierzą we wszystkie absurdy, w które wierzono 150 lat temu. Stopniowe osłabienie zasad chrześcijańskich dokonało się pomimo najsilniejszego oporu, i wyłącznie w wyniku gwałtownego ataku wolnomyślicieli. Zasada wolnej woli Stanowisko chrześcijan w przedmiocie naturalnego prawa było niezwykle chwiejne i niepewne. Z jednej strony była zasada wolnej woli, w którą wierzyła przeważająca większość chrześcijan; a ta zasada wymagała żeby działania istot ludzkich przynajmniej nie podlegały naturalnemu prawu. Z drugiej strony, szczególnie w osiemnastym i dziewiętnastym wieku, była wiara w boga jako prawodawcę i w prawo naturalne, jako jeden z głównych dowodów istnienia stwórcy. W ostatnich czasach zarzuty przeciwko panowaniu tego prawa w interesie wolnej woli zaczęły być mocniej odczuwalne niż wiara w naturalne prawo jako dostarczające dowodu istnienia prawodawcy. Materialiści używali praw fizyki, żeby wykazać lub próbować wykazać, że o ruchach ciał ludzkich decyduje mechanika i dlatego wszystko co mówimy i każda zmiana pozycji którą wykonujemy wykracza poza sferę jakiejkolwiek możliwej wolnej woli. Jeżeli tak jest, cokolwiek może pozostać dla naszej nieskrępowanej woli ma małe znaczenie. Jeżeli, gdy jakiś człowiek pisze wiersz lub popełnia morderstwo, ruchy ciała obejmujące jego czyn wynikają wyłącznie z powodów fizycznych, to wydawałoby się absurdalne stawiać mu pomnik w jednym przypadku i wieszać go w drugim. W pewnych systemach metafizycznych mógł pozostawać obszar czystej myśli, w której wola byłaby wolna, ale ponieważ to da się przekazać innym tylko przez ruchy ciała, więc zakres takiej wolności byłby tak mały, że nigdy nie mógłby być przedmiotem porozumienia się i nigdy nie mógłby mieć żadnego znaczenia społecznego. Z drugiej strony ewolucja miała znaczny wpływ na tych chrześcijan, którzy ją zaakceptowali. Dostrzegli oni, że nie wystarczy podawać twierdzenia dotyczące człowieka, które są zupełnie odmienne od tych które są podawane na temat innych form życia. Dlatego, żeby zagwarantować wolną wolę u człowieka, oni sprzeciwiali się każdej próbie wyjaśniania zachowania żywej materii z punktu widzenia fizycznych i chemicznych praw. Stanowisko Kartezjusza tej treści, że wszystkie niższe zwierzęta są automatami, nie znajduje już aprobaty u liberalnych teologów. Zasada ciągłości skłania ich do zrobienia jeszcze jednego kroku dalej i twierdzenia, że nawet tym, co jest nazywane martwą materią, nie rządzą sztywnie niezmienialne prawa. Wydaje się, że oni przeoczyli ten fakt, że jeśli się zniesie rządy tego prawa, to także znosi się możliwość cudów, ponieważ cudy są takimi czynami boga, które przeciwstawiają się prawom rządzącym zwykłymi zjawiskami. Mogę sobie jednak wyobrazić nowoczesnego liberalnego teologa twierdzącego z mądrą miną, że wszystko, co stworzone jest cudowne, tak że on już nie potrzebuje chwytać się pewnych zjawisk jako specjalnego dowodu boskiej interwencji. Pod wpływem tej reakcji przeciwko naturalnemu prawu, niektórzy chrześcijańscy apologeci uchwycili się najnowszych doktryn dotyczących atomu, które idą w kierunku wykazywania, że prawa fizyki, w które dotychczas wierzyliśmy są tylko w przybliżeniu i przeciętnie prawdziwe, gdy stosuje się je do dużej liczby atomów, podczas gdy pojedynczy elektron zachowuje się w dużym stopniu tak, jak mu się podoba. Moje własne przekonanie jest takie, że to jest okres tymczasowy i że fizycy odkryją w miarę upływu czasu prawa rządzące bardzo małymi zjawiskami, aczkolwiek te prawa mogą różnić się znacznie od praw tradycyjnej fizyki. Jakkolwiek tak może być, warto jest zauważyć, że nowoczesne zasady dotyczące bardzo małych zjawisk nie mają żadnego wpływu na nic, co ma znaczenie praktyczne. Ruchy widzialne i faktycznie wszystkie ruchy, które mają jakiekolwiek znaczenie dla ludzi, obejmują tak dużą liczbę atomów, że dają się wytłumaczyć w ramach starych praw. Żeby napisać wiersz lub popełnić morderstwo (wracając do naszego poprzedniego przykładu) trzeba przesunąć znaczną masę atramentu lub ołowiu. Elektrony tworzące atrament mogą tańczyć swobodnie wokół ich małej sali balowej, ale sala balowa jako całość przesuwa się zgodnie ze starymi prawami fizyki, a tylko to obchodzi poetę i jego wydawcę. Dlatego nowoczesne zasady nie mają żadnego znaczącego wpływu na żaden z tych problemów zajmujących ludzi, którymi interesuje się teolog. Wskutek tego kwestia wolnej woli pozostaje tam gdzie była. Cokolwiek można o tym sądzić jako o sprawie podstawowej metafizyki, jest zupełnie oczywiste, że nikt praktycznie w to nie wierzy. Wszyscy zawsze wierzyli, że możliwe jest ćwiczenie woli, wszyscy zawsze wiedzieli, że alkohol lub opium mają pewien efekt na zachowanie. Orędownik wolnej woli twierdzi, że człowiek siłą woli może uniknąć upicia się, ale on nie twierdzi że pijany człowiek może powiedzieć "konstytucja brytyjska" tak wyraźnie jak kiedy on byłby trzeźwy. I każdy, kto miał kiedykolwiek do czynienia z dziećmi wie, że odpowiednia dieta robi więcej żeby uczynić ich prawymi, niż najbardziej elokwentne na świecie kazanie. Jednym efektem, który zasada wolnej woli ma w praktyce jest przeszkadzanie ludziom w wytrwaniu do końca przy wiedzy wypływającej ze zdrowego rozsądku aż wyciągną oni racjonalne wnioski. Kiedy człowiek działa w sposób, który nas irytuje, chcemy uważać go za złego i odmawiamy wzięcia pod uwagę tego faktu, że jego irytujące zachowanie jest rezultatem wcześniejszych przyczyn, które, gdy prześledzi się je wystarczająco długo, zaprowadzą poza moment jego narodzin a więc do wydarzeń, za które nie może on być odpowiedzialny jakkolwiek byśmy rozpostarli naszą wyobraźnię. Żaden człowiek nie traktuje samochodu w tak głupi sposób w jaki traktuje innego człowieka. Gdy samochód nie chce jechać, człowiek nie przypisuje jego irytującego zachowania grzechowi; on nie mówi "Jesteś złym samochodem i nie dam ci więcej benzyny, aż pojedziesz.". Próbuje on odkryć co jest zepsute i naprawić to. Analogiczny sposób traktowania istot ludzkich jest jednak uważany za sprzeczny z prawdami naszej świętej religii. I to stosuje się nawet w traktowaniu małych dzieci. Wiele dzieci ma złe nawyki, które są utrwalane poprzez karę, ale zniknęły by one, gdyby nie zwracano na nie uwagi. Tym niemniej pielęgniarki, z bardzo niewieloma wyjątkami, uważają za słuszne nakładać karę mimo że przez robienie tego ryzykują spowodowanie obłąkania. Gdy spowodowano obłąkanie, jest to przytaczane w sądzie jako dowód szkodliwości złego nawyku dziecka a nie kary (robię aluzję do ostatniej sprawy sądowej dotyczącej nieprzyzwoitości w stanie Nowy Jork). Reformy w edukacji nastąpiły w dużym stopniu dzięki badaniu obłąkanych i ograniczonych umysłowo ponieważ oni nie byli uważani za moralnie odpowiedzialnych za swoje wady i dlatego byli traktowani bardziej naukowo niż normalne dzieci. Aż do zupełnie niedawna uważano, że jeśli chłopiec nie może się nauczyć lekcji, odpowiednim lekarstwem jest chłosta. Ten pogląd odnośnie traktowania dzieci już prawie wygasł, ale utrzymuje się w prawie karnym. Jest oczywiste że człowiek ze skłonnością do naruszania prawa musi zostać powstrzymany, ale to samo należy uczynić z człowiekiem który ma wodowstręt i chce gryźć ludzi chociaż nikt nie uważa go za moralnie odpowiedzialnego. Człowiek, który ma zarazę, musi zostać uwięziony, aż zostanie wyleczony, chociaż nikt nie uważa go za złego. To samo należy zrobić z człowiekiem, który cierpi na skłonność do popełniania fałszerstw, ale ani w jednym, ani w drugim przypadku nie ma tu ludzkiej winy. I to jest tylko zdrowy rozsądek, chociaż to jest taka postać zdrowego rozsądku, której sprzeciwiają się chrześcijańska etyka i metafizyka. Żeby ocenić wpływ moralny jakiejkolwiek instytucji na społeczeństwo musimy rozważyć ten rodzaj bodźca, który wyraża ta instytucja i stopień w którym ta instytucja zwiększa skuteczność tego bodźca w społeczeństwie. Czasem ten bodziec jest całkiem oczywisty, czasem jest bardziej ukryty. Klub alpinistów, na przykład, oczywiście wyraża bodziec do przygody a stowarzyszenie uczonych wyraża bodziec w kierunku wiedzy. Rodzina jako instytucja wyraża zazdrość i uczucia rodzicielskie; klub piłkarski lub partia polityczna wyraża bodziec w kierunku współzawodnictwa w rozgrywkach; ale dwie największe społeczne instytucje - mianowicie, kościół i państwo - są bardziej złożone w swoich psychologicznych motywacjach. Głównym celem państwa jest bez wątpienia zabezpieczenie przeciw wewnętrznym przestępcom i zewnętrznym wrogom. Dzieci mają zakorzenione skłonności do gromadzenia się gdy są przestraszone i do szukania dorosłej osoby, która da im poczucie bezpieczeństwa. Kościół ma bardziej złożone pochodzenie. Bez wątpienia najważniejszym źródłem religii jest strach; można to zauważyć obecnie, ponieważ wszystko co powoduje przerażenie skłania myśli ludzi w kierunku boga. Bitwa, epidemia i katastrofa statku, wszystkie skłaniają ludzi do religijności. Religia ma jednak inne siły przyciągające oprócz przerażenia; ona przemawia szczególnie do szacunku ludzi dla samych siebie. Jeżeli chrześcijaństwo jest prawdziwe, ludzkość nie jest takim nędznym robactwem jakim wydaje się być; interesuje się nią stwórca wszechświata, który zadaje sobie trud cieszenia się nimi gdy zachowują się dobrze i irytowania się, gdy zachowują się źle. To wielki komplement. Nie rozważalibyśmy badania gniazda mrówek dla dowiedzenia się, które mrówki wykonały swoje mrówcze obowiązki i oczywiście nie rozważalibyśmy wybierania tych pojedynczych mrówek, które były niedbałe, żeby umieścić je w ognisku. Jeżeli bóg robi to dla nas, jest to komplementem dla naszego znaczenia; i jest to nawet przyjemniejszym komplementem jeśli on przyznaje dobrym wśród nas wieczne szczęście w niebie. Następnie mamy stosunkowo nowoczesną ideę, że ewolucja kosmiczna jest cała tak zaprojektowana, żeby powodować wyniki, które nazywamy dobrymi - to znaczy takie wyniki, które sprawiają nam przyjemność. Tu znowu przyjemnie jest przypuścić, że wszechświat kontrolowany jest przez istotę, która podziela nasze gusta i uprzedzenia. Pojęcie prawości Trzecim psychologicznym bodźcem, który wyraża religia, jest taki, który doprowadził do pojęcia prawości. Wiem, że wielu wolnomyślicieli traktuje to pojęcie z wielkim szacunkiem i uważa że ono powinno być chronione pomimo upadku dogmatycznej religii. Nie mogę się z nimi zgodzić w tej kwestii. Analiza psychologiczna pojęcia prawości wydaje mi się pokazywać że jego źródłem są niepożądane namiętności i nie powinno ono być wzmacniane przez aprobatę rozumu. Prawość i nieprawość muszą być rozpatrywane razem; nie można podkreślać jednego, bez podkreślania także drugiego. A czym w praktyce jest "nieprawość"? Praktycznie to oznacza zachowanie, które nie podoba się tłumowi. Przez nazywanie go nieprawością i poprzez ułożenie szczegółowego systemu etycznego wokół tej koncepcji, tłum usprawiedliwia się za dokonywanie kary na obiektach swojej niechęci, podczas gdy jednocześnie, ponieważ tłum jest z definicji prawy, zwiększa on poczucie szacunku dla samego siebie w tym właśnie momencie, gdy wyzwala on swój impuls okrucieństwa. To jest psychologia linczu i innych sposobów którymi karani są przestępcy. Dlatego istota pojęcia prawości ma pozwolić na upust sadyzmu poprzez zamaskowanie okrucieństwa pod postacią sprawiedliwości. Ale można na to odpowiedzieć, że określenie pojęcia prawości, jakie podajecie, zupełnie nie ma zastosowania w stosunku do żydowskich proroków, którzy mimo wszystko, jak sami widzicie, wymyślili to pojęcie. W tym jest prawda: prawość w ustach żydowskich proroków oznaczała to co aprobowali oni i Jahwe. Tą samą postawę można znaleźć wyrażoną w Dziełach Apostolskich, gdzie apostołowie zaczynają wypowiedź słowami "Ponieważ wydawało się to dobre duchowi świętemu i nam" (D.A. XV, 28). Ten rodzaj indywidualnej pewności co do upodobań i opinii boga nie może być jednak podstawą jakiejkolwiek instytucji. To zawsze stanowiło trudność, z którą protestantyzm musiał walczyć: nowy prorok mógłby twierdzić, że jego objawienie jest bardziej autentyczne niż objawienia jego poprzedników i nie było niczego w ogólnym poglądzie protestantyzmu, co mogłoby wykazać, że to twierdzenie jest niesłuszne. W konsekwencji tego protestantyzm podzielił się na niezliczone sekty, które osłabiały siebie nawzajem; i jest powód do przypuszczenia, że za sto lat katolicyzm będzie jedyną rzeczywistą reprezentacją chrześcijańskiej wiary. W kościele katolickim inspiracja, taka jaką mieli prorocy, ma swoje miejsce; ale przyznaje się, że zjawiska, które wyglądają na autentyczną boską inspirację, mogą być inspirowane przez diabła i sprawą kościoła jest dostrzeganie różnicy tak jak sprawą znawcy sztuki jest rozpoznanie prawdziwego Leonarda od fałszerstwa. W ten sposób objawienie staje się w tym momencie zinstytucjonalizowane. Prawość to jest to co aprobuje kościół, a nieprawość to jest to co on dezaprobuje. Tak więc istotną rolą pojęcia prawości jest usprawiedliwienie antypatii tłumu. Wydawałoby się więc że tymi trzema ludzkimi popędami które wyraża religia są strach, próżność i nienawiść. Celem religii, jak można powiedzieć, jest nadanie charakteru szacowności tym namiętnościom, pod warunkiem że przebiegają one pewnymi drogami. To właśnie z powodu tego że te namiętności ogólnie powodują ludzkie nieszczęście, religia jest siłą dla zła, ponieważ ona pozwala na to, żeby ludzie dawali upust tym namiętnościom bez pohamowania, tam gdzie oni mogliby przynajmniej w pewnym stopniu kontrolować je, gdyby nie to, że religia to aprobuje. Mogę sobie wyobrazić w tej chwili pewien zarzut, mało prawdopodobne jest że byłby on przytoczony być może przez większość ortodoksyjnych wyznawców, tym niemniej warty zbadania. Nienawiść i strach, jak można powiedzieć, są podstawowymi cechami ludzkimi; ludzkość zawsze je odczuwała i zawsze będzie odczuwać. Najlepsze co można z nimi zrobić, jak ktoś mi powie, to skierować je na pewne drogi na których one są mniej szkodliwe niż byłyby na pewnych innych drogach. Chrześcijański teolog mógłby powiedzieć że leczenie ich poprzez kościół jest analogiczne do jego leczenia żądzy seksualnej, nad czym kościół boleje. Próbuje on przedstawić lubieżność jako nieszkodliwą, poprzez zamknięcie jej w granicach małżeństwa. Można powiedzieć więc, że jeśli ludzkość musi nieuniknienie odczuwać nienawiść, lepiej jest skierować tą nienawiść przeciw tym, którzy są naprawdę szkodliwi i to jest dokładnie to, co robi kościół poprzez swoje pojęcie prawości. Na taki argument są dwie odpowiedzi - jedna stosunkowo pobieżna; druga sięgająca sedna tej sprawy. Pobieżna odpowiedź jest taka, że kościelne pojęcie prawości nie jest najlepszym możliwym; zasadnicza odpowiedź jest taka, że nienawiść i strach mogą być, przy naszej obecnej wiedzy psychologicznej i naszej obecnej technice przemysłowej, całkowicie wyeliminowane z ludzkiego życia. Zajmijmy się najpierw pierwszym punktem. Kościelne pojęcie prawości jest społecznie niepożądane pod różnymi względami - przede wszystkim w jego potępianiu inteligencji i nauki. Ta wada jest odziedziczona z ewangelii. Chrystus mówi nam, żebyśmy się stali małymi dziećmi, ale małe dzieci nie mogą zrozumieć rachunku różniczkowego lub zasad pieniądza lub nowoczesnych metod zwalczania choroby. Zdobycie takiej wiedzy nie jest częścią naszego obowiązku, według kościoła. Kościół już dłużej nie twierdzi, że wiedza jest sama w sobie grzeszna, chociaż tak robił w dniach swojego rozkwitu; ale zdobywanie wiedzy, chociaż nawet nie jest grzeszne, jest niebezpieczne, ponieważ może prowadzić do dumy rozumu i stąd do kwestionowania chrześcijańskich dogmatów. Weźmy na przykład dwóch ludzi, z których jeden opanował żółtą febrę na jakimś dużym obszarze w krajach tropikalnych, ale w trakcie swojej pracy miał sporadyczne związki z kobietami, z którymi nie miał ślubu; podczas gdy ten drugi był leniwy i niezaradny, płodząc dziecko każdego roku aż jego żona umarła z wyczerpania i tak mało opiekował się swoimi dziećmi, że połowa z nich umarła z powodów, którym można było zapobiec, ale nigdy nie pozwalał sobie na niedozwolone stosunki płciowe. Każdy dobry chrześcijanin musi twierdzić, że drugi z tych ludzi jest bardziej prawy niż pierwszy. Takie stanowisko jest oczywiście zabobonne i całkowicie sprzeczne z rozsądkiem. Jednak pod pewnym względem ten absurd jest nieunikniony, dopóki unikanie grzechu uważane jest za ważniejsze niż pozytywna zasługa i dopóki znaczenie wiedzy jako pomocy dla użytecznego życia nie jest uznawane. Drugi i bardziej podstawowy zarzut przeciw wykorzystywaniu strachu i nienawiści stosowanemu przez kościół jest taki, że te uczucia mogą być teraz prawie całkowicie wyeliminowane z ludzkiej natury poprzez reformy edukacyjne, ekonomiczne i polityczne. Reformy edukacyjne muszą być podstawą, ponieważ ludzie, którzy odczuwają nienawiść i strach będą także zachwycać się tymi uczuciami i będą chcieć je utrzymywać, chociaż ten zachwyt i ta chęć prawdopodobnie będą nieświadome, tak jak to jest u zwykłych chrześcijan. Edukacja tak opracowana by eliminować strach nie jest bynajmniej trudna do stworzenia. Niezbędne jest tylko traktowanie dziecka z łagodnością, umieszczenie go w środowisku gdzie możliwa jest inicjatywa bez fatalnych skutków i chronienie go od kontaktu z dorosłymi którzy mają nieracjonalny strach czy to przed ciemnością, przed myszą, czy przed rewolucją społeczną. Poza tym dziecka nie wolno poddawać surowej karze, groźbom lub poważnym i nadmiernym zarzutom. Ochrona dziecka przed nienawiścią jest nieco bardziej staranną sprawą. Należy bardzo uważnie unikać sytuacji wywołujących zawiść, poprzez staranne i dokładne podtrzymywanie sprawiedliwości w kontaktach między różnymi dziećmi. Dziecko musi czuć, że jest przedmiotem ciepłego uczucia ze strony przynajmniej niektórych dorosłych, z którymi ma do czynienia i nie powinno się przeszkadzać jego swobodnemu działaniu i ciekawości z wyjątkiem tego gdy dotyczy to spraw niebezpiecznych dla zdrowia i życia. W szczególności nie może być żadnego tabu odnośnie wiedzy seksualnej lub odnośnie rozmów o sprawach, które typowi ludzie uważają za niestosowne. Jeżeli te proste reguły będą przestrzegane od początku, dziecko nie będzie bojaźliwe i będzie przyjazne. Jednak po wkroczeniu w dorosłe życie młoda osoba tak wychowana znajdzie się pogrążona w świecie pełnym niesprawiedliwości, pełnym okrucieństwa, pełnym dającego się zapobiec nieszczęścia. Niesprawiedliwość, okrucieństwo i nieszczęście, które istnieją w nowoczesnym świecie są dziedzictwem przeszłości a ich podstawowe źródło jest ekonomiczne, ponieważ współzawodnictwo na życie i śmierć dla środków utrzymania było w minionym okresie nieuniknione. Ono nie jest nieuniknione w naszych czasach. Przy naszej obecnej technice przemysłowej możemy, jeśli zechcemy, dostarczyć każdemu znośnie środki utrzymania. Moglibyśmy także zapewnić to że wielkość populacji światowej byłaby stała, gdyby nie przeszkadzał nam w tym wpływ polityczny kościołów, które wolą wojnę, zarazę i głód od antykoncepcji. Istnieją wiedza, z pomocą której można zapewnić powszechne szczęście; główną przeszkodą w wykorzystaniu jej dla tego celu są nauki głoszone przez religię. Religia zapobiega temu żeby nasze dzieci miały racjonalne kształcenie; religia nie dopuszcza do usunięcia podstawowych przyczyn wojny, religia nie pozwala nam na nauczanie etyki naukowego współdziałania zastępując to starymi dzikimi doktrynami grzechu i kary. Możliwe że ludzkość stoi na progu złotego wieku, ale jeśli tak jest, niezbędne będzie naprzód uśmiercić smoka, który strzeże drzwi, a tym smokiem jest religia. Bertrand Russell http://finix.webd.pl/wlasnowierca/cywilizacja.htm

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 1666
Poprzednia strona | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | .. | 83 | 84 | Następna strona
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.