| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| OOBE | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 41 |
|
MUSZĘ NA NOWO TEN TEMAT PORUSZYĆ, CHCIAŁAM W STARYM TEMACIE ALE JAK SIE OKAZAŁO GDY GO POSZUKAŁAM " TEMAT ZOSTAŁ ZAMKNIĘTY " !!!!
STARA DROGA
Skoro od czego trzeba zaczšć, to przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że nadal żyję, mimo iż od dwudziestu pięciu lat praktykuję wychodzenie z ciała. Czas wprawdzie zrobił swoje, lecz wcišż jestem bardziej lub mniej sprawny.
Chwilami jednak nie byłem tego taki pewien. Lekarze, do których zwracałem się z moimi dolegliwociami, mieli na ich temat różne poglšdy. Niektóre autorytety w dziedzinie medycyny zapewniały mnie, że moje choroby stanowiš naturalnš konsekwencję życia w cywilizowanym wiecie, że sš spowodowane warunkami, w jakich żyje społeczeństwo amerykańskie drugiej połowy dwudziestego wieku. Natomiast inni lekarze uważajš, że fakt, iż wcišż jeszcze żyję, zawdzięczam wieloletnim podróżom poza dało. Sami zadecydujcie, który z powyższych sšdów jest trafny.
A więc okazuje się, że regularne wychodzenie z ciała nie zagraża życiu. Co więcej, nie wpływa też ujemnie na psychikę. Mówię to na podstawie własnego dowiadczenia, gdyż co jaki czas byłem badany przez specjalistów, a wyniki testów wykazywały, że pod względem psychicznym jestem zupełnie normalny, choć wiat, w którym przyszło mi żyć, całkiem normalny nie jest. Wiele osób robi różne dziwne rzeczy i uchodzi im to bezkarnie. W ubiegłym wieku takš osobliwš działalnociš mogła być na przykład przeprawa przez wodospady Niagary w beczce.
A zatem – na czym polega zjawisko nazywane dowiadczeniem poza ciałem? Tym, którzy jeszcze nic na ten temat nie słyszeli, wyjaniam, że jest to stan, w którym człowiek, znajdujšc się na zewnštrz ciała fizycznego, zachowuje pełnš wiadomoć, mogšc postrzegać i działać w taki sam sposób, w jaki to robi przebywajšc w ciele fizycznym – z nielicznymi wyjštkami. Przebywajšc poza ciałem możesz poruszać się w przestrzeni (i czasie?) powoli lub z szybkociš znacznie przekraczajšcš prędkoć wiatła. Możesz obserwować otoczenie, uczestniczyć w zdarzeniach, których jeste wiadkiem, możesz dzięki poczynionym przez siebie obserwacjom podejmować wiadome decyzje. Możesz przenikać przez materię fizycznš, takš jak ciany, stalowe płyty, beton, ziemię, oceany, powietrze, a nawet przez strefę promieniowania radioaktywnego – bez trudu i jakiegokolwiek uszczerbku dla zdrowia.
Możesz wejć do sšsiedniego pokoju, nie zadawszy sobie trudu otwierania drzwi. Możesz odwiedzić przyjaciela oddalonego o tysišce kilometrów. Możesz, o ile cię to interesuje, badać Księżyc, system słoneczny, galaktykę. Możesz także odbywać podróże do innych systemów rzeczywistoci, na temat których nasza ograniczona przez czasoprzestrzeń wiadomoć czyni mgliste domniemywania, zaledwie zdajšc sobie sprawę z istnienia tych innych wiatów.
Zjawisko, o którym mówimy, nie jest wcale czym nowym. Ostatnie badania wykazały, że około 25 procent naszej populacji pamięta przynajmniej jedno dowiadczenie tego typu. Historia ludzkoci pełna jest relacji o takich przypadkach. W dawnej literaturze poruszanie się poza ciałem fizycznym nazywano “projekcjš astralnš" (ang. astral projection – przyp. tłum.). Zrezygnowałem z posługiwania się tym terminem, gdyż jako kojarzšcy się z okultyzmem, nie spełnia on dzisiejszych kryteriów naukowych. W latach szećdziesištych współpracujšcy ze mnš psycholog, Charles Tart, popularyzował okrelenie “poza ciałem" (ang. out of the body experience – OOBE – przyp. tłum.). Na przestrzeni minionego dwudziestolecia ten ogólny termin, oznaczajšcy specyficzne stany istnienia, przyjšł się w krajach Zachodu.
W moim przypadku wszystko zaczęło się od tego, że pod koniec 1958 roku, bez widocznego dla mnie powodu, zaczšłem “wychodzić" z ciała. Ze względu na póniejsze wydarzenia o znaczeniu historycznym (Autor ma na myli ruch hippisów przyp. tłum.) muszę zaznaczyć, że nie przyczyniły się do tego ani narkotyki, ani alkohol. Narkotyków nie używałem nigdy, za alkohol piję rzadko.
Przed kilku laty brałem udział w konferencji odbywajšcej się niedaleko naszego dawnego domu w Westchester County, w stanie Nowy Jork – miejsca, w którym po raz pierwszy dowiadczyłem OOBE. Kiedy przejeżdżalimy blisko domu, powiedziałem do siedzšcego obok mnie psychologa, że do dzi nie znam powodu swoich eksterioryzacji.
Znajomy rzucił okiem na budynek i odwrócił się do mnie z umiechem. “To proste. Powodem był ten dom. Przyjrzyj mu się dokładnie".
Zatrzymałem samochód. Dom wyglšdał jak niegdy. Miał kamienne ciany i zielony dach. Nowy właciciel utrzymywał go w dobrym stanie. Odwróciłem się do znajomego. “Nic się tu nie zmieniło".
“Spójrz na dach". Wskazał palcem w górę. “Jest to klasyczna piramida, a w dodatku pokryta miedziš. Tak włanie wyglšdały wierzchołki wielkich piramid w Egipcie, dopóki miedzi nie zdarli grabieżcy." Patrzyłem oniemiały.
“Energia piramid, Robercie" – cišgnšł – “Czytałe o tym. Mieszkałe w piramidzie. To było powodem!"
Energia piramid? No cóż, możliwe. Istniejš przecież ksišżki i inne publikacje mówišce o występowaniu dziwnych energii wewnštrz tych budowli.
Gdybym powiedział, że pierwsza podróż poza ciałem tylko mnie przestraszyła, byłoby to z pewnociš eufemizmem. Kiedy jednak zjawisko zaczęło się powtarzać, wpadłem wręcz w panikę – przeladowały mnie wizje guza mózgu i zbliżajšcej się choroby umysłowej. Wobec tego poddałem się licznym badaniom lekarskim, lecz ich wyniki całkowicie wykluczyły moje podejrzenia. Stwierdzono tylko “niewielkie zaburzenia halucynacyjne" i zalecono psychoterapię. Diagnozę tę uznałem za błędnš i nie rozpoczšłem leczenia. W tym okresie miałem wielu przyjaciół wród psychiatrów i psychologów – oni również borykali się ze swoimi problemami, choć z pewnociš były one bardziej “konwencjonalne" od moich.
Zamiast tego zaczšłem obserwować i analizować samo zjawisko, aż strach i panika ustšpiły miejsca narastajšcej ciekawoci. Poszukiwania zawiodły mnie do ludzi zwišzanych z naukš (całkowite odrzucenie), religiš (“To dzieło szatana"), parapsychologiš (“Ciekawe, szkoda, że nie dysponujemy danymi na ten temat"), a także do osób zajmujšcych się wiedzš Wschodu (“Zapraszamy na dziesięć lat do naszego aszramu w północnych Indiach"), Wszystko to opisałem w mojej pierwszej ksišżce Podróże poza ciałem (Tytuł oryg. Jowneys Out of the Body. W polskim przekładzie ksišżka ta ukazała się w 1986 roku pod tytułem Eksterioryzacja i została wydana przez Towarzystwo Psychotroniczne w Warszawie przyp. tłum)..
Jedno jest pewne – cel, który sobie postawiłem przy jej pisaniu, zrealizowałem z nawišzkš. Ksišżka spowodowała nadejcie tysięcy listów z różnych stron wiata. Setki z nich zawierały podziękowania od osób, które dzięki niej odzyskały spokój, upewniwszy się, że nie sš chore psychicznie. Ludzie ci pisali, iż teraz, po przeczytaniu ksišżki, nie czujš się już tak osamotnieni posiadajšc “intymnš" tajemnicę, której do tej pory nie potrafili sobie wytłumaczyć, a co najważniejsze – wiedzš, że nie czeka ich wizyta w gabinecie psychiatry ani łóżko w szpitalu dla umysłowo chorych. I takie było włanie założenie mojej pierwszej ksišżki: pomóc choćby jednej osobie uniknšć niepotrzebnego umieszczenia w zakładzie zamkniętym.
Jeżeli o mnie chodzi, to jestem wprost oszołomiony zmianami, jakie zaszły podczas tych dwudziestu pięciu lat. W sferach akademickich i większoci rodowisk naukowych mówi się już dzi otwarcie o zjawisku OOBE, Pomimo to jestem przekonany, że przeważajšca iloć osób z naszego kręgu kulturowego nie uwiadamia sobie istnienia tego rodzaju zjawisk we własnym życiu. Ja sam jeszcze w 1959 lub 1960 roku z pewnociš nie uwierzyłbym, że kiedy na ten temat wygłoszę odczyt w Smithsonian Institution, ani w to, że na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego zostanie zaprezentowany referat z tej dziedziny. A jednak oba te wydarzenia miały miejsce.
To, co dzi najczęciej słyszę, bardzo mi przypomina stary i wypróbowany trick stosowany w przemyle rozrywkowym. Otóż kiedy producent rozmawia z szukajšcym pracy aktorem, to najpierw wysłuchuje rzeczy dobrze już sobie znanych. A więc, że aktor rozpoczšł karierę zawodowš w 1922 roku w The Great One, w 1938 grał w Who Goes There?, zdobył Nagrodę Krytyki za głównš rolę w Nose to Nose, a w 1949 grał rolę Williego w What Makes Willie Weep. W pewnym momencie producent przerywa i zadaje bardzo proste pytanie: “No dobrze, a co pan robił ostatnio?"
Ano włanie. Co robiłem (poza ciałem) od czasu ukazania się pierwszej ksišżki? Na to pytanie zazwyczaj udzielam następujšcej odpowiedzi. Poczštek lat siedemdziesištych to okres pierwszych frustracji i ograniczenia podróży poza ciałem. A teraz powiem co, w co, jak sšdzę, wielu osobom trudno będzie uwierzyć – podróże te zaczęły mnie nudzić. Po jakim czasie przestałem się nimi fascynować. Uczestniczenie w testach wymagało wysiłku, a ponieważ wišzało się z wysiłkiem, zaczšłem sobie uwiadamiać, że udowodnienie czegokolwiek w tej dziedzinie nie jest dla mnie możliwe, gdyż działam we właciwy tylko sobie sposób. Gdy jednak nie byłem krępowany ograniczeniami, jakie niosły ze sobš testy, to wydawało się, że nie pozostaje już nic ciekawego do zrobienia.
Straciłem również zainteresowanie dla wczeniej wypracowanych technik wychodzenia z ciała, gdyż znalazłem łatwiejszy sposób osišgania tego stanu. Zwykle budziłem się po dwóch lub trzech cyklach snu, czyli po około trzech, czterech godzinach, całkowicie rozbudzony, odprężony fizycznie i wypoczęty. “Oderwanie się" od ciała i swobodne płynięcie przychodziło wówczas z dziecinnš łatwociš. Był tylko jeden problem – nie wiedziałem, co mam dalej robić. O trzeciej lub wpół do pištej rano wszyscy jeszcze spali, więc moje ewentualne podróże nie miały żadnego sensu. Wobec tego kręciłem się trochę po okolicy bez szczególnego celu i zainteresowania, po czym “wlizgiwałem się" do dała, zapalałem wiatło i czytałem dopóty, dopóki nie zachciało mi się ponownie spać. I tak to wyglšdało.
Zwiększało się tylko moje zniechęcenie, a przymus wcišż pozostawał. Musiało więc istnieć jakie dodatkowe wytłumaczenie powodów i celu funkcjonowania poza ciałem, którego do tej pory nie dostrzegł mój wiadomy umysł (ani umysł innego człowieka).
Wiosnš 1972 roku zrozumiałem, w czym rzecz. To włanie mój wiadomy umysł stanowił czynnik ograniczajšcy. A więc jeli – jak dotšd – pozostawię mu kierowanie eksterioryzacjami, nic się nie zmieni. Ma on nade mnš zbyt dużš władzę. W takim razie, czy nie byłoby lepiej tę kierowniczš funkcję powierzyć mojemu całkowitemu ,Ja" (duszy?), majšcemu w działalnoci poza ciałem dużš wprawę?
Będšc przekonany o trafnoci tego spostrzeżenia, postanowiłem urzeczywistnić swój zamysł. Następnego wieczoru położyłem się spać, a obudziwszy się po około trzech godzinach (dwóch cyklach snu) przypomniałem sobie o powziętej decyzji. Odłšczyłem się od ciała fizycznego i swobodnie uniosłem. Powiedziałem w swoim wiadomym umyle, że prowadzenie mnie podczas eksterioryzacji powierzam całkowitemu “ja". Po chwili (trwało to chyba zaledwie kilka sekund), znajdujšc się w tej dobrze mi znanej “przestrzennej" ciemnoci poczułem ruch i potężny przypływ energii – tak oto rozpoczšł się całkowicie nowy etap moich niefizycznych dowiadczeń. Poczšwszy od tamtej nocy prawie zawsze używam powyższej procedury przy wychodzeniu z ciała.
Rezultaty OOBE tak bardzo różniły się od wszystkiego, co wiadomy umysł mógłby sobie na ten temat wyobrazić, że powstał nowy problem. Dowiadczenia te trudno opisać. I chociaż moim eksperymentom zawsze towarzyszy wiadomoć fizycznego “tu i teraz", to jednak ponad dziewięćdziesięciu procent tych wydarzeń nie jestem w stanie przełożyć na język używany w wiecie czasu i przestrzeni. Zachodzi tu przypadek podobny do tego, gdy chcšc opisać wrażenia towarzyszšce nam podczas słuchania muzyki słowami (np. wykonywanej przez orkiestrę symfonicznš z chórem) nie posłużymy się fachowš terminologiš. Można wprawdzie zamiast technicznych okreleń, takich jak: notacja, instrumenty, interwały, tonalnoć etę., używać wyrażeń: “subtelna", “zniewalajšca", “przerażajšca", “napawajšca nabożnš czciš", “goršca", “rozkoszna", “cudowna" – a jednak jest to bardzo odległe od wiernego opisu.
Jeli co robisz, rób to najlepiej, jak umiesz. Moim zdaniem, gdy tylko podejmiesz wysiłek, osišgniesz właciwy rezultat. Jestem pewien, że łatwiej byłoby zrelacjonować przeprawę przez wodospady Niagary w beczce, niż opisać niektóre przeżycia poza ciałem.
Z mojš działalnociš “tu i teraz" wišzał się jeszcze jeden problem. Opracowane przeze mnie ćwiczenia i techniki, które udostępniłem innym, zupełnie nie skutkowały w moim własnym przypadku. Znajomi psychologowie podajš wiele powodów takiego stanu rzeczy. Najprostszy z nich sprowadza się do tego, że nie umiem wyłšczyć działania lewej półkuli mózgowej. Tak bardzo angażuję się w proces opracowywania ćwiczenia, że moje krytyczno-analityczne uzdolnienia nie pozwalajš mi póniej uwolnić się od oceniania jego treci. Poza tym, aby nadać tym ćwiczeniom dwiękowš formę, musiałem przysłuchiwać się z wyjštkowym skupieniem nagrywaniu i miksowaniu różnych używanych przez nas dwięków. Oczywicie takie nastawienie niweczy efekt, jaki te dwięki majš wywrzeć na słuchajšcym. Nawet wtedy, gdy słyszę prosty dwięk o jednej częstotliwoci, nawyk zmusza mnie do jej analizowania, by móc stwierdzić, czy jest ona stała.
Być może ja też odnoszę jakie korzyci z opracowanych przez siebie ćwiczeń, tylko nie zdaję sobie z tego sprawy. Niemniej jednak czuję się doć dziwnie w roli człowieka spoglšdajšcego spoza ogrodzenia na założony i wypielęgnowany przez siebie ogród, w którym inni tak miło spędzajš czas.
Ostatnie wydarzenia z tej sfery mego życia, którš nazywam “tu i teraz" nie były zbyt skomplikowane. Na przykład bolenie (dosłownie!) odczułem to, że mój organizm zaczšł odrzucać wszelkie chemikalia. Nie przyjmuje on zarówno alkoholu, jak rodków farmakologicznych i kofeiny oraz najwyraniej tego wszystkiego, co uważa za nienaturalne dla swego funkcjonowania. Objawem takiego odrzucenia czy też reakcji alergicznej jest obfity pot, wymioty, a także gwałtowne skurcze brzucha. Mogłoby to być konstruktywne, gdyby nie miało również stron ujemnych. Nigdy nie piłem nałogowo, a tymczasem już jedna lampka wina wywołuje wspomnianš reakcję organizmu.
Szczególnie trudno poradzić sobie z tym problemem podczas operacji. Mój organizm zaczšł odrzucać narkozę i budziłem się (ku zdziwieniu anestezjologa) na stole operacyjnym, czujšc, jak chirurg zszywa moje ciało. Kiedy w czasie rekonwalescencji odczuwam silny ból, zaaplikowany demerol wywołuje jedynie wymioty. Możecie więc sobie wyobrazić, jak jestem sfrustrowany, gdy inni z powodzeniem stosujš opracowanš przez nas metodę, pozwalajšcš w okresie pooperacyjnym wspaniale opanować ból bez używania leków. Podczas pobytów w szpitalu w cišgu ostatnich dziesięciu lat raz osobicie przekonałem się o jej skutecznoci. Byłem więc bardzo rozczarowany, gdy nie poskutkowała ostatnim razem. Wprost trudno było mi w to uwierzyć, ale nie działała. I wiedziałem, że jeli wiadomie opuszczę ciało, to nie będę miał odwagi powrócić do tego oceanu palšcego bólu.
Wiele lat temu pewien zaprzyjaniony ze mnš psycholog nie dowierzał memu uczuleniu na lekarstwa. Póniej postanowił sprawdzić, jak mój organizm zareaguje na rodki zwane obecnie halucynogenami. Wypróbowalimy “laboratoryjnš" meskalinę i LSD. Nie było żadnego efektu.
A oto inne wydarzenie. Kiedy spytałem niefizycznego przyjaciela o swoje poprzednie wcielenie. Otrzymałem wówczas jednš z niewielu czysto werbalnych odpowiedzi. Brzmiała ona: “W swoim ostatnim wcieleniu byłe mnichem w klasztorze Coshocton w stanie Pensylwania".
Spojrzałem na mapę Pensylwanii, ale nie było na niej Coshocton. Wiedziałem, że jest Coshocton w Ohio, gdyż mieszkałem w tym stanie. Spytałem więc jeszcze raz, chcšc upewnić się, że podano mi właciwš nazwę stanu. Okazało się, że jednak chodziło o Pensylwanię. Nie zaprzštałem sobie tym głowy, ponieważ niespecjalnie interesuje mnie, kim poprzednio byłem, o ile w ogóle kim bytem. O wydarzeniu tym wspomniałem znajomemu księdzu katolickiemu. Zaofiarował się zajrzeć do swych ksišg. Po kilku tygodniach zadzwonił i powiedział, że istotnie w miejscowoci zwanej Coshocton w Pensylwanii był swego czasu klasztor. Sšdził, że należałoby tam pojechać podczas którego weekendu i zobaczyć, czy odezwš się we mnie jakie wspomnienia. Może, kiedy...
Następna historia: pienišdze w kieszeni spodni. Przez całe lata wydarzenie to zachowywałem w cisłej tajemnicy, gdyż nikt by w to nie uwierzył. Nawet moja żona, Nancy, której pokazywałem spodnie, odnosi się do tej sprawy ze sceptycyzmem. Chodzi o to, że w kieszeni pewnej pary spodni, które wieszam do szafy w sypialni, pojawiajš się pienišdze. Prawdziwe banknoty, nie nowe i szeleszczšce, lecz przeważnie stare i doć już podniszczone. Kwota bywa niewielka – tylko dwa, trzy lub cztery dolary. Jedenacie dolarów stanowiło maksimum tego, co znalazłem. Czas nie odgrywa tu roli. Mogę nie zaglšdać do kieszeni nawet przez tydzień i znajdę w niej, powiedzmy trzy dolary. Mogę nie podchodzić do szafy przez trzy miesišce i prawdopodobnie będzie tam tylko szeć dolarów. Wyglšda na to, że czynniki zewnętrzne nie majš wpływu ani na pojawienie się pieniędzy, ani na ich iloć. Pienišdze znajduję również w spodniach odebranych z pralni i powieszonych do szafy w zaklejonej plastikowej torbie. Podejrzewalimy, że jestem lunatykiem i spacerujšc podczas snu wkładam je do kieszeni, ale nie rozpieczętowana torba rozwiała nasze przypuszczenia. Nasuwa mi się tylko jedno sensowne wytłumaczenie tego zjawiska. Moim zdaniem, jego przyczyn należy doszukiwać się w okresie wczesnej młodoci. Gdy bytem nastolatkiem i pilnie potrzebowałem kilku dolarów, przydarzyło mi się co dziwnego, co co może mieć zwišzek z tym, o czym piszę (W swej pierwszej ksišżce Monroe opisuje takie wydarzenie. Będšc piętnastoletnim chłopcem w żaden sposób nie mógł zdobyć dwóch dolarów, koniecznych do opłacenia wejcia na zabawę. W noc poprzedzajšcš planowanš imprezę przyniły mu się dwa dolary leżšce pod starš deskš na trawniku obok domu. Rzeczywistoć potwierdziła tę wizję – pod deskš, w miejscu pełnym lici, kory i różnych brudów, leżały dwa nowe i suche banknoty jednodolarowe. Zob. Podróże poza ciulem przyp. tłum.). Widocznie częć mojej jani nadal pamięta o tej naglšcej potrzebie i próbuje jš zaspokoić. Jaka szkoda, że kiedy człowiek dorasta, pięć, szeć czy nawet jedenacie dolarów na niewiele się zda. Na ogół ludzie nie wierzš w tę historię, ale nie mam im tego za złe. Pewnie i ja bym w co takiego nie uwierzył, gdybym nie dowiadczył tego osobicie.
A teraz inne wydarzenie. W naszym domu w Whistlefieid Farm za salonem była weranda. Aby się na niš dostać, należało przejć przez dwie pary dwuskrzydłowych drzwi i zejć po kamiennych schodkach (weranda znajdowała się na niższym poziomie). Schodki były strome, a różnica poziomów wynosiła około półtora metra.
Pewnego ranka, majšc w rękach pełno ksišżek i czasopism, przechodziłem przez drzwi prowadzšce na werandę. Gdy je mijałem, potknšłem się. Lewa stopa zawadziła o prawš i runšłem głowš naprzód w kierunku kamiennej posadzki. Padajšc, nie byłem w stanie wycišgnšć ršk przed siebie. Pamiętam, jak wówczas pomylałem: “Nie ma co, skończy się to pęknięciem czaszki i złamaniem karku".
Około piętnastu centymetrów od werandy mój upadek został raptownie zatrzymany i wylšdowałem bardzo miękko. Najpierw kamiennej posadzki dotknęła moja głowa i ramiona, a za nimi lekko jak piórko opadła reszta ciała. Leżałem tak przez chwilę, zdumiony tym, co się wydarzyło. Obmacałem głowę i ramiona – nie poczułem bólu, nie zauważyłem najmniejszych oznak stłuczenia, żadnego ladu. Wstałem, pozbierałem ksišżki i czasopisma, spojrzałem na miejsce, z którego spadłem, próbujšc znaleć jakie wytłumaczenie. Co zamortyzowało mój upadek, lecz nie miałem pojęcia, co to było.
Kilka miesięcy póniej, w rodku zimy, wydarzyło się co podobnego. Gdy schodziłem frontowymi schodami oczyszczonymi ze niegu, poliznšłem się i zaczšłem spadać. Ale tym razem nie byłem tak bardzo zdziwiony, gdy wylšdowałem łagodnie. Tylko dwa razy przytrafiło mi się co takiego i sšdzę, że raczej nie będę eksperymentował w tej dziedzinie. Opisany tu wypadek należy do serii na razie nie wyjanionych.
Jedna z bardziej zagadkowych historii, jakie mi się przydarzyły, stanowiła rezultat bezporedniego kontaktu z innymi istotami – a przynajmniej tak się wydawało. Pewnego dnia w połowie lat siedemdziesištych, o bardzo wczesnej porze (jeli chodzi o cisłoć – o trzeciej nad ranem), wyszedłem z ciała, używajšc jak zwykle metody dla “leniwych", czyli oddzielenia przez rotację (Dokładny opis tej metody znajdzie czytelnik w pierwszej ksišżce R. Monroe'a Podróże poza ciałem przyp. tłum.). Niemal natychmiast podeszła do mnie niewyrana postać, która wydała mi bardzo szczegółowe polecenie: “Panie Monroe, czwartego lipca o siódmej rano proszę udać się do Eagiehill". Zdziwiony, poprosiłem o powtórzenie instrukcji. Była identyczna: “Panie Monroe, czwartego lipca o siódmej rano proszę udać się do Eagiehill".
Nie zdšżyłem nawet zapytać, po co mam tam pojechać i o co tu właciwie chodzi, gdy sylwetka zbladła i rozpłynęła się. Wobec tego “wtoczyłem się" do ciała, usiadłem i dokładnie zapisałem to, co mi powiedziano.
Następnej nocy, prawie natychmiast po opuszczeniu przeze mnie ciała, pojawiła się ta sama istota, przekazujšc mi dokładnie takie samo polecenie. Było bardzo stanowcze, brzmiało niemal jak rozkaz – i znów postać znikła, zanim udało mi się dowiedzieć czego więcej. Trzeciej nocy sytuacja już się nie powtórzyła. Najbardziej zadziwiajšce było to, że polecenie sformułowano bardzo wyranie, oraz że zostało dokładnie powtórzone następnej nocy. I najważniejsze: “oni" zwrócili się do mnie używajšc mego nazwiska.
.Opowiedziałem o tym rodzinie i kilku znajomym. Zainteresowali się tak samo jak ja. Snulimy różne przypuszczenia, lecz nie umielimy odpowiedzieć na podstawowe pytanie: gdzie jest Eagiehill? Polecenie przekazano mi mniej więcej w kwietniu, było więc jeszcze dużo czasu, by dowiedzieć się, co ono oznacza. Jednak pomimo wszelkich usiłowań nie moglimy znaleć miejscowoci o nazwie Eagiehill. Minęło kilka tygodni i prawie zapomniałem o całej sprawie.
Sytuacja uległa zmianie dzięki następujšcemu wydarzeniu. Pojechalimy w odwiedziny do przyjaciół mieszkajšcych kilkaset kilometrów od nas. Siedzielimy w patio jedzšc obiad i gawędzšc. Nasz gospodarz miał radio z automatycznym urzšdzeniem do wybierania różnych zakresów fal, między innymi tych, na których nadaje policja, straż ogniowa, itd. Nagle mojš uwagę przycišgnšł głos dobiegajšcy z radia: “Eagiehill". Podniecony, zapytałem gospodarza, na jaki zakres nastawione jest radio. Odpowiedział, że jest to kanał FAA (Federal Aviation Administration – Zarzšd Lotnictwa Krajowego przyp. tłum.), który służy do utrzymywania łšcznoci radiowej z samolotami. W napięciu czekałem na dalsze wiadomoci. Widzšc to, nasz gospodarz zapytał z zaciekawieniem, o co chodzi. Nie trzeba dodawać, że nie uważałem za celowe opowiadać mu o całym zdarzeniu. Po paru minutach radio ożyło. Kto mówił głono i wyranie: “Tu jednostka 351. Jestem nad Eagiehill na wysokoci dwunastu tysięcy stóp."
Następnego dnia, po długiej jedzie powrotnej, poszedłem do oddziału FAA na naszym miejscowym lotnisku i zapytałem jednego z pracowników, gdzie znajduje się Eagiehill. Odpowiedział natychmiast, że jest to punkt oczekiwania (Obszar, w którym samolot czeka na otrzymanie pozwolenia na lšdowanie przyp. tłum.) w sšsiednim stanie, miejsce, gdzie została zainstalowana radiolatarnia lokacyjna. Pokazał mi je na mapie tras lotniczych. I rzeczywicie, widniała tam nazwa malej wioski – Eagiehill, choć miejscowoci tej nie uwzględniała żadna z posiadanych przez nas map samochodowych.
To stwarzało całkiem nowe możliwoci wykonania polecenia. Zatem trzeciego lipca po południu wyruszyłem w długš podróż do Eagiehill. Dojechałem do małego miasteczka w pobliżu domniemanego miejsca, zatrzymałem się w motelu, zjadłem obiad i wczenie poszedłem spać.
Na drugi dzień, punktualnie o siódmej rano zjawiłem się w Eagiehill. Było to małe, wiejskie skrzyżowanie, wokół którego stały dwa czy trzy domy, warsztat samochodowy i sklep. Słowem – miejsce nie sprawiajšce na przybyszu wielkiego wrażenia. Wyglšdało tak, jak gdyby nie zmieniło się przez ostatnie trzydzieci czy czterdzieci lat. Zjechałem na pobocze i zatrzymałem samochód. Kilku okolicznych mieszkańców siedzšcych przed warsztatem przyglšdało mi się z zaciekawieniem.
.Czekałem już ponad godzinę, ale nic się nie wydarzyło. Nikt do mnie nie podszedł. Podniecenie, które poczštkowo odczuwałem, przerodziło się w rozczarowanie. Wreszcie, gdzie po ósmej, pod obstrzałem ciekawych spojrzeń, uruchomiłem samochód, przejechałem przez Eagiehill i wjechałem w rozcišgajšcš się za nim okolicę. Ujechałem ze trzy kilometry, lecz nie zauważyłem niczego poza farmami. Wobec tego wróciłem do skrzyżowania i pojechałem na zachód. Znowu nic, żadnego znaku, żadnej zmiany, nic tylko wie i farmy. Cofnšłem samochód i udałem się na wschód. Było identycznie. Wróciłem na mój posterunek na skrzyżowaniu i siedzšc w samochodzie czekałem. Kiedy zbliżała się dwunasta, doszedłem do wniosku, że cała ta sprawa jest po prostu przywidzeniem. Pojechałem do motelu, uregulowałem rachunek i zjadłem lunch. Prawdopodobnie albo trafiłem do niewłaciwego Eagiehill, albo le zrozumiałem polecenie. A może po prostu zakpiono ze mnie lub też był to tylko sen.
Po dłuższych przemyleniach zrozumiałem, jaki błšd popełniłem. Zaproszenie, czy też wezwanie nie dotyczyło mego przybycia do Eagiehill w ciele fizycznym, lecz w drugim ciele. Nie uwzględniono tylko tego, że eksterioryzujšc łatwo mogę odnaleć osobę, natomiast trudno jest mi dotrzeć do wskazanego miejsca.
Dolewajšc oliwy do ognia: Po latach, poznawszy pewnego państwowego urzędnika, spytałem go o to osobliwe miejsce nie wspominajšc, dlaczego się nim interesuję. Powiedział, że znajdujš się tam specjalne stanowe urzšdzenie badawcze. Ich założenie zbiegło się mniej więcej w czasie z moim pobytem w Eagiehill. Widocznie fakt ten nie dotarł jeszcze do wiadomoci ogółu, albo też uszedł mojej uwagi. Dlatego miejsce, o którym mowa w moim opowiadaniu, nie zostało przeze mnie prawidłowo zlokalizowane. Jeszcze teraz lubię snuć domysły, co mogłoby się wydarzyć, gdybym stawił się na wyznaczone spotkanie w drogim ciele.
Jeszcze inna historia. Moje przedsiębiorstwo otrzymało koncesję na założenie telewizji kablowej w Charlottesville w stanie Wirginia i potrzebne nam było miejsce na wzgórzu za miastem do zainstalowania anteny odbiorczej. Włacicielem tego wzgórza był Roy, niewysoki, łysiejšcy, energiczny mężczyzna o jasnoniebieskich oczach, obdarzony ciętym i wyrafinowanym dowcipem. Miał ogorzałš i pokrytš zmarszczkami twarz, gdyż przez wiele lat nadzorował pracę w liczšcym ponad dwiecie jabłoni sadzie, położonym na szczycie wzgórza. Ponieważ był prawdziwym Szkotem, pertraktacje prowadził z wyszukanš obojętnociš, ale zakończyły się one zawarciem rozsšdnej i uczciwej transakcji. My za zostalimy przyjaciółmi.
W pewien pištek, po lunchu, Roy mrugnšł do mnie porozumiewawczo i zapytał: “Lubisz grać w karty?"
Poczułem przypływ dawnego, dobrze mi znanego uczucia. “A w co?"
“Niektórzy mówiš" zaczšł “że nie jest to poker, bo rozgrywamy wiele dowolnych partii, ale zabawa jest wspaniała. Stawka wynosi tylko dziesięć lub dwadziecia centów, więc nie spodziewaj się wygrania dużych pieniędzy. Spotykamy się co pištek, za każdym razem u innego z graczy. Obowišzuje nas jedna reguła – nie pijemy alkoholu podczas gry. Jest to najstarszy rodzaj pokera, jaki zachował się w Charlottesville. Ma już chyba z siedemdziesišt lat, a to szmat czasu. Jeżeli chciałby dzi zagrać, powiedz, gdzie będziesz, a wpadnę po ciebie koło wpół do ósmej. Zobaczysz, będziesz się dobrze bawił na próbie chóru."
Spojrzałem na niego nie rozumiejšc. “Na próbie chóru?"
Umiechnšł się. “Tak się tu u nas w Wirginii mówi. Niektórzy nie majš pewnoci, czy jest to legalne gra, a doszły nas słuchy o obławach robionych przez policję na graczy podejrzanych o hazard. Oczywicie, nie uprawiamy żadnego hazardu."
Umiechnšłem się. “Jasne, że nie. A więc do zobaczenia o wpół do ósmej na próbie chóru."
Zaczšłem regularnie chodzić na spotkania, wprawdzie nie w każdy pištek, ale przynajmniej dwa razy w miesišcu. Swojš drogš była to miła odskocznia od mojej codziennej pracy w telewizji kablowej. W spotkaniach brali udział miejscowi biznesmeni. Większoć z nich spędziła w Charlottesville całe życie i nie zdawali sobie sprawy z niecodziennych badań, jakie prowadziłem. Nie wiedzieli o opublikowaniu mojej pierwszej ksišżki, a ja nawet o niej nie wspomniałem. Po dzi dzień może tylko jeden lub dwaj z nich majš słabe pojęcie o tym, czym się teraz zajmuję.
Po jakich dwóch latach, gdy gralimy kiedy w pokera, w którym rozdaje się po siedem kart, przydarzyło się co niezwykłego. W grze brało udział szeć osób. Rozdanie odbyło się normalnie. Między nie pokazywanymi kartami miałem trójkę i czwórkę trefl, a wród odkrytych – pištkę i siódemkę. Licytowano wysoko; na stole widać było dużo par, w tym parę asów Roya. Po licytacji, kiedy próbowałem dokupić szóstkę trefl, by skompletować sekwens, choć statystycznie bioršc nie miałem na to dużych szans, rozdano po siódmej karcie, figurš w dół. Nie zdšżyłem jeszcze odkryć swojej karty, gdy przyszła mi do głowy myl, że jest niš szóstka trefl – nie miałem co do tego wštpliwoci. Było to bardzo dziwne: po prostu “wiedziałem", że tak jest.
“Roy" rzekłem, wskazujšc nietkniętš kartę. “To jest szóstka trefl. Dzięki niej będę miał sekwens, który pobije twojego fulla z asów."
Roy popatrzył na zakrytš kartę, a potem spojrzał na mnie skrzywiwszy się lekko. Odkrył już swojš ostatniš kartę i wiedział, że ma fulla. “Stawiam pięć, że nie masz takiej karty. To nie jest szóstka trefl."
Sięgnšłem po stos żetonów i powiedziałem: “Mam. To jest szóstka trefl, Roy."
Umiechnšł się i dokładajšc do puli swoje żetony, wyrównał stawkę. “Dobra, pokaż." Odwróciłem kartę i była to szóstka trefl.
Roy umiechnšł się. “Ale i tak nie jeste lepszy od mojego fulla." I wyłożył swoje karty: jego fuli z asów był najsilniejszym układem na stole. “Stawiam następnš pištkę, że wród zakrytych kart nie masz trójki i czwórki trefl."
Umiechnšłem się. “Nie chcę twoich pieniędzy, Roy."
“Tylko sekwens złożony z pięciu kart w jednym kolorze może być silniejszy od mojego fulla z asów." Pchnšł przez stół następnš stertę żetonów. “Nie sšdzę, aby miał taki sekwens. Dowiedziałe się skšd, że jest tutaj szóstka trefl, a skoro masz przewagę, to powiniene się wycofać."
Powiedziałem umiechajšc się: “Nie chcę twojej następnej pištki, Roy." Po czym odkryłem trójkę i czwórkę trefl, dzięki którym miałem sekwens w treflach.
Roy tylko spojrzał i powiedział: “Co takiego!"
Podczas następnej partii, gdy rozdajšcym był Roy, wcišż towarzyszyło mi to samo uczucie, to samo silne “przewiadczenie". Między czterema odkrytymi kartami miałem pištkę i siódemkę kier. Nawet nie spojrzałem na swoje zakryte karty, gdyż wiedziałem. To wszystko, co mogę na ten temat powiedzieć – po prostu wiedziałem.
“Roy, widzisz tę pištkę i siódemkę kier?" Skinšł głowš. Tym razem nie miał asów. “A teraz dasz mi ostatniš kartę – szóstkę kier. Dzięki niej będę miał sekwens w kierach. Jak widzisz, jeszcze nie obejrzałem swoich zakrytych kart, zauważyłe?" Pokiwał głowš, przytakujšc. ledził uważnie, co się działo. Był rozdajšcym. Pozostałe osoby bacznie nam się przyglšdały. Roy uchodził za wyjštkowo dobrego gracza, więc spodziewano się mojej przegranej.
Roy rozdał ostatniš kartę i zanim zdołałem jš podnieć, powiedział: “Stawiam następnš pištkę, że to nie jest szóstka kier. Nie, właciwie to stawiam dziesięć." I cisnšł przed siebie stos żetonów.
“Nie mam zamiaru wycišgać od ciebie pieniędzy" powiedziałem z umiechem.
“Nie wycišgniesz ich ode mnie, bo ci ich nie dam" odrzekł. “We kartę."
Wzišłem.
“A teraz odwróć jš" zażšdał. Zrobiłem, jak kazał. Odkryta karta okazała się szóstkš kier. Patrzył na mnie ze zdumieniem. Ponieważ on rozdawał karty, oszustwo było całkiem wykluczone.
“Poza tym" stwierdziłem “te dwie zakryte karty, których jeszcze nie widziałem, to trójka i czwórka kier."
Spojrzał na mnie. “Stawiam dwadziecia, że to nieprawda."
Powiedziałem z największš obojętnociš: “Nie chcę twoich pieniędzy, Roy" i odwróciłem obydwie karty. Były to trójka i czwórka kier.
Roy popatrzył na sekwens – taki sam jak poprzedni, tyle, że tym razem w kierach. “Chwilami wydaje mi się, że jeste największym szczęciarzem, jakiego spotkałem."
Pozostali gracze przytaknęli.
O tej niezwykle szczęliwej passie rozprawiano jeszcze przez kilka miesięcy. Szansę na uzyskanie dwu kolejnych identycznych sekwensów przez tę samš osobę podczas rozgrywki, w której bierze udział szeciu graczy, wynoszš mniej więcej 5.780.000 do jednego. Jak to się stało? Nie mam pojęcia. Skšd wiedziałem? To bardzo proste, dzięki “przewiadczeniu".
|
|
Czlowiek uczony, nie jest we wszystkim uczony, czlowiek rozumny , jest we wszystkim rozumny. |
|
Miało tu być o OOBE, ale spoko.
http://www.gabinetaleatora2.w8w.pl/biblioteka/ezoteryka/Gruber%20Elmar%20R[1].%20-%20Tajny%20swiat%20parapsychologii.%20Szpiegowski%20program%20badawczy.rar
W Menlo Park, na południe od San Francisco, w Dolinie Krzemowej, gdzie komputerowe i software 'owe firmy o legendarnych już nazwach urzeczywistniały marzenia amerykańskie w formie dostosowanej do czasu, znajduje się instytut badawczy, który poszukuje równego sobie: Instytut Badawczy Stanford (Stanford Research Institute), czyli SRI International. W swoich laboratoriach wyposażonych w najnowocześniejsze i najdroższe urządzenia analityczne 2700 naukowców gotowych jest do przeprowadzenia badań zleconych. Roi się tam od zdobywców Nagrody Nobla i znanych nazwisk. SRI pracuje dla rządów i przedsiębiorstw z całego świata, ma swoje przedstawicielstwa w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji. SRI oferuje wszystko; począwszy od podstawowych badań przyrodniczych aż do strategicznego doradztwa dla rządów i przemysłu rozwiniętego technologicznie.
Dochody tego "Think Tank" osiągnęły w 1995 roku 320 milionów dolarów. Połowa tej sumy pochodziła z kas rządowych. Tradycyjnie już do głównych źródeł wpływów zalicza się wojskowe badania zlecone: rozwój nowych rodzajów broni i skomplikowanych technologicznie urządzeń używanych do celów wojskowych. Pod taką wizytówką gospodarki amerykańskiej kryje się popyt na badania, których głównym celem jest zastosowanie w praktyce teorii. I brak tutaj miejsca dla fantastów.
Nikt nie przypuszczał, że SRI stanie się laboratorium badawczym dla dziedziny, której nie wszyscy chcą przyznać status nauki, jaką jest parapsychologia. A mimo to, przez ponad ćwierć wieku, za zamkniętymi bramami Instytutu Badawczego Stanford prowadzono badania z dziedziny parapsychologii. Nie chodziło tutaj o znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy psi w ogóle istnieje, lecz o rozwiązanie problemu, w jaki sposób umożliwić jego zastosowanie. Dokładniej mówiąc - zastosowanie do celów militarnych. Aby za pomocą ww. spojrzeć za żelazną kurtynę.
Robert Gates, były dyrektor CIA, 28 listopada 1995 roku w amerykańskiej telewizji ABC, w programie Nightline przyznał przed milionową publicznością, że w 1972 roku jego władze powołały w SRI program badawczy psi. Chodziło rzekomo o analizę paranormalnego potencjału, jakim dysponują Sowieci, i doścignięcie ich w tej dziedzinie. Twierdzi się, że program ten nie jest kontynuowany.
Od tej pory świat obiegają sensacyjne i paranoidalne historie. Współpracownicy, biorący dawniej udział w projekcie, sprzedają się skutecznie jako obiekt reklam, a same badania nad psi podwójnie zepchnięto w mrok: po pierwsze z powodu zarzutu prowadzenia badań do celów militarnych, po drugie z powodu złośliwych uwag, że badania te nie przyniosły żadnych konkretnych rezultatów. Z jakiego bowiem innego powodu służby bezpieczeństwa zamknęłyby dostęp do akt psi?
Dlaczego więc to zrobiły?
O programie Instytutu Badawczego Stanford dotyczącym badań psi dla służb wywiadowczych i militarnych krąży wiele mitów i legend. Zalicza się go jednak do najciekawszych fragmentów historii nauki o "anomalnych zjawiskach mentalnych", które do tej pory określano nazwą parapsychologii.
Jakkolwiek jest, warto przyjrzeć się programowi owianemu legendą, chociażby dlatego że przeprowadzono go wówczas, gdy w starej nauce o parapsychologii nastąpił przełom, a ona sama zyskała nowy wizerunek. Nie można nie doceniać wkładu w tę przemianę, jaki wniosły badania prowadzone w SRI.
Od zarania dziejów wojskowi w swoim strategicznym myśleniu zostawiali miejsce dla jasnowidzenia i prekognicji. Już w czasach antycznych do rangi mitycznych pierwowzorów wynoszono proroków stojących po stronie wielkich dowódców. W Iliadzie Homera wielki prorok Kalchas prowadzi okręty achajskie do Troi. Jak Heleniusz po stronie Trojan słyszy on "głosy nieśmiertelnych bogów". W sposób bardziej zwyczajny (również w wymiarze "ziemskim") odbywało się to w następnych stuleciach. Ale dopiero kilkadziesiąt lat temu połączenie mitologii ludowej i astrologicznych fascynacji nazistów utworzyło podstawę do okultystycznego prowadzenia wojny. Na wiosnę 1942 roku Ministerstwo Wojny w wątpliwej jakości "instytucie wahadełkowym" w Berlinie na ulicy Admirała von Schroedera zgromadziło grupę fanatyków, wahadełkowców, różdżkarzy, astrologów, jasnowidzów oraz sensytywnych. Chciano dorównać Anglikom, którzy rzekomo wykorzystywali wahadełkowców do wykrywania pozycji niemieckich łodzi podwodnych. Pewien kapitan korwety w Ministerstwie Marynarki Wojennej, przekonany o istnieniu możliwości wejścia wahadełkiem w rezonans z określonymi promieniami, wbił sobie do głowy, że wynajdzie odpowiednią technikę wahadełkową, która doprowadzi do osiągnięcia celu. "Promieniowanie" kadłubów łodzi podwodnych należało radiestetycznie stwierdzić na mapach morskich. To, w jaki sposób odbywały się takie posiedzenia w nazistowskich Niemczech, należy do błazeńskich aspektów historii kultury. Na pewno istniały sztywne przepisy określające rodzaj ubioru, sposób siedzenia i trzymania wahadełka. Gdy nie uzyskano żadnych rezultatów, zaczęto układać mapy morskie na płytach miedzianych z bezsensowną nadzieją uzyskania magiczno-fizycznego wzmocnienia spodziewanego efektu.
Dwadzieścia lat później zapanowało w Stanach Zjednoczonych przekonanie, jakoby podobne działania były podejmowane za żelazną kurtyną, i zaczęto obawiać się zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Psi na usługach sowieckich wojsk. Jak to wszystko pogodzić?
Badania parapsychologiczne uwarunkowane ideologicznie przez dziesiątki lat szły w dawnym Związku Radzieckim zupełnie innymi drogami niż na Zachodzie. Materialistyczne spojrzenie na świat nie pozostawiało przestrzeni dla wymiaru umysłowego, który śledzi parapsychologia. Ponadto w Związku Radzieckim została ona uznana znacznie wcześniej . Już w 1922 roku Rosyjski Kongres Towarzystwa Naturalistów przedłożył pozytywną opinię ekspertów dotyczącą prac naukowych z omawianej dziedziny, autorstwa niejakiego Bernarda Każyńskiego. Nie można przecenić znaczenia tego faktu. W Stanach Zjednoczonych byłoby to równoznaczne z uznaniem badań parapsychologicznych przez Amerykański Instytut Zdrowia Psychicznego (American Institute of Mental Health), co nawet dzisiaj jest jeszcze absolutnym nieprawdopodobieństwem.
W 1919 roku Każyński doświadczył decydującego paranormalnego przeżycia w związku ze śmiercią swojego przyjaciela. Skłoniło go ono do poświęcenia się badaniom ludzkiego układu nerwowego i poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób można reagować na bodźce, które nie są percypowane przez znane do tej pory zmysły. Był to początek programu badawczego, który istotnie różnił się w swoim układzie od zachodnich tradycji parapsychologicznych. O ile w rozumieniu badaczy zachodnich psi stanowiła cechę w dużym stopniu wytłumaczalną w świetle psychologii, o tyle Każyński wierzył, że musi tutaj istnieć czynnik biologiczny, nieznany zmysł, a przynajmniej predyspozycja w strukturze organizmu.
Pogląd Każyńskiego doprowadził w dawnym Związku Radzieckim do powstania kierunku badawczego zorientowanego neurofizjologicznie i biologicznie. Najbardziej znanym przedstawicielem tego nurtu stał się Leonid Wasiljew. W swoich książkach, artykułach i wykładach zawarł ideologiczną podstawę dla sowieckich badań parapsychologicznych. Jego teza brzmiała: Eksperymentalne czynniki telepatii należy badać, opierając się na założeniu fizjologicznym, a więc materialnym. Dzięki temu nie będzie istniała możliwość wykorzystania ich przez zwolenników "zabobonów religijnych", czyli idealistycznego punktu widzenia.
W tym czasie, wykorzystując "sugestię mentalną", podjął elegancką próbę dowiedzenia, że nawet przy zastosowaniu osłony przed znanymi promieniami elektromagnetycznymi istnieje możliwość telepatycznego oddziaływania na ludzi na duże odległości. Wpływ na odległość - taki przykładowy pogląd jest dotąd najważniejszym tematem rosyjskich badań naukowych i powodem, który zmusił Amerykanów do zainicjowania długo oczekiwanej analizy potencjalnego zagrożenia.
Jednakże dopiero pod koniec lat 60. amerykańskie służby wywiadowcze przejęły się tą kwestią naprawdę. Głębokie zdumienie wywołał zakres sowieckich badań naukowych, zwłaszcza że do tej pory przypuszczano, iż w ramach oficjalnej doktryny materialistycznej nie było miejsca dla zjawisk nadprzyrodzonych. Nie domyślano się, że związane z tym badania zupełnie nie stały w sprzeczności z poglądami materialistycznymi, gdyż były prowadzone na płaszczyźnie nauk przyrodniczych, a szczególnie biologicznych.
Rywalizacja potęg światowych w dziedzinie psi
Można powiedzieć, że wcześniej służby wywiadowcze w Stanach Zjednoczonych tylko przelotnie interesowały się zastosowaniem psi. Publicznie nie uznano jednak, że trzeba było prowadzić badania w tym zakresie. W 1981 roku, dzięki Ustawie o wolności informacji (FOIA, Freedom of Information Act), każdy mógł uzyskać wgląd do tajnych akt, z których wynika, że już kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej CIA przedstawiło propozycję badań postrzegania pozazmysłowego. W memorandum z 7 stycznia 1952 roku można przeczytać: "Jeżeli - a wydaje nam się to obecnie udowodnione ponad wszelką wątpliwość - niektóre osoby wykazują pewną zdolność postrzegania pozazmysłowego, to fakt ten oraz wynikający z niego konsekwentny rozwój mają duże znaczenie dla profesjonalnych służb wywiadowczych".
Nie wiadomo, czy urzeczywistniono wówczas projekt z 1952 roku. Faktem jest, że w tym właśnie roku najbardziej znaczący amerykański parapsycholog J.B. Rhine wyjechał do Europy wraz ze swoim zastępcą Johnem Gaitherem Prattem (1910-1979) na tajne zlecenie rządu Stanów Zjednoczonych. Z ramienia partii towarzyszył im Richard Lowrie, kierownik projektu laboratorium badawczo-rozwojowego w Amerykańskim Korpusie Inżynieryjnym (US Corps of Engineers) w Forcie Belvoir w Wirginii, który kierował tym właśnie projektem. Delegacja miała zbadać możliwości pozazmysłowych zdolności zwierząt oraz ich konkretnych zastosowań do celów militarnych. Także w 1952 roku lekarz Andrija Puharich (1918-1995) na tajnym spotkaniu w Pentagonie wygłosił odczyt pod tytułem Opinia o możliwości zastosowania postrzegania pozazmysłowego do psychologicznego prowadzenia wojny.
Rok później w Centrum Chemicznym Armii wygłosił on odczyty o telepatii w związku z bronią powietrzną oraz o biologicznych podłożach postrzegania pozazmysłowego. Spojrzenie na świat Puharicha było mieszaniną parapsychologii, okultyzmu i science fic-tion. Za pośrednictwem medium kontaktował się z "Dziewiątką" - rzekomo najwyższymi duchami wszechświata. W swojej książce The sacred mushroom zdradza tezę, jakoby substancje wykazujące działanie psychoaktywne, które są składnikami pewnych gatunków grzybów, stanowiły "klucz do wieczności". Rozgłos przyniosło mu w latach 70. "odkrycie" Uri Gellera.
Były pracownik CIA Victor Marchetti opowiada niewiarygodnie brzmiące historie z lat 60. Pułkownik Oleg Penkowski był najwartościowszym kontaktem CIA po drugiej stronie - na Wschodzie. W 1963 został oskarżony o zdradę stanu i stracony. Według Marchettiego CIA nie powstrzymała się od dalszych prób nawiązania kontaktu z pułkownikiem Penkowskim - tym razem naprawdę "po drugiej stronie" - przy pomocy medium, którego zadaniem było wydobycie tajnych informacji od nieżyjącego agenta. Merchetti zauważył, że szefowie służb wywiadowczych nie widzieli powodu, by nie korzystać z takiego - nawet dla parapsychologów - bezwartościowego sposobu pozyskiwania informacji.
Około roku 1967 Amerykanie dowiedzieli się, że Sowieci finansują 14 instytutów badawczych, które maj ą na celu pchnięcie do przodu badań parapsyetiologicznych. Cóż więc mogło skłonić stronę przeciwną do intensywnego wspierania tego rodzaju niepewnej dziedziny wiedzy? Zabrzmi to może jak ironia losu - powodem była bowiem... kaczka dziennikarska!
Amerykański "Nautilus" był pierwszą na świecie łodzią podwodną z napędem atomowym. Podczas jego pierwszej podróży w 1959 roku pod pokrywą lodową bieguna pomocnego przeprowadzono - jak podają źródła francuskie - skuteczne doświadczenia telepatyczne z kartami pomiędzy jednym z członków załogi oraz centrum badawczym Westinghouse Electric Corporation w Friendship, Maryland. Wiadomo było, że Westing-house zleciło przeprowadzenie prób telepatycznych oraz że Bell Telephone Laboratories myślały o takich eksperymentach, ale ponownie je odrzuciły. Komunikacja z zanurzonymi łodziami podwodnymi stanowi nierozwiązywalny problem dla współczesnej techniki przekazywania informacji. Pewien pomysłowy dziennikarz połączył więc po prostu te dwa nie mające ze sobą związku wydarzenia i na ich podstawie stworzył emocjonującą historię. Puszczona przez niego kaczka dziennikarska wy wołała jedną z najbardziej osobliwych reakcji łańcuchowych we współczesnej historii.
Wasiljew mówił biegle po francusku. Jego kontakty z Zachodem odbywały się przede wszystkim przez Międzynarodowy Instytut Metapsychiki (Institut Metapsichique International) w Paryżu.
Raphael Kherumian, znany członek instytutu, zebrał sprawozdania z prasy francuskiej opisujące rzekomy eksperyment z "Nautilusem" i posłał je swojemu przyjacielowi Wasiljewowi. Sowieci, zaszokowani olbrzymim krokiem naprzód, jaki uczynili Amerykanie, podjęli natychmiast nadzwyczajne działania mające na celu uruchomienie badań nad psi, umożliwiających wykorzystanie jej do celów militarnych.
Na konferencji w Moskwie w 1968 roku pokazano zachodnim naukowcom wyniki badań. Zaprezentowano im sensacyjne eksperymenty psychokinetyczne Niny Kułaginy i pozwolono jej nawet na "przemycenie" na Zachód filmu przedstawiającego te doświadczenia. Rosyjski parapsycholog Edward Numow poinformował uczestników kongresu, jakoby Armia Czerwona skutecznie "powtórzyła" eksperyment "Nautilusa". Te oraz inne, jeszcze trudniejsze do sprawdzenia, lecz za to spektakularne historie zostały zebrane przez Sheilę Ostrander i Lynn Schroeder w książce, która spowodowała, że temat postępów nad badaniami psi prowadzonymi przez Sowietów, stał się dla Amerykanów drażliwy. Aż do schyłku lat 60. służby wywiadowcze okresowo śledziły prace parapsychologów. Swoje oceny opierały jednak na analizach osób nie związanych z parapsychologią i nastawionych sceptycznie, stale więc odradzały zajęcie się tak niepewną dziedziną wiedzy.
Gdy w 1969 roku pewien radziecki naukowiec na podejrzanej konferencj i w kalifornijskim Big Sur wygłosił odczyt o badaniach z pogranicza nauk prowadzonych w jego kraju, rozległy się dzwony bijące na alarm. Nagle dostrzeżono potrzebę prowadzenia badań "sugestii mentalnej" i "wpływu na odległość" w powiązaniu z "telepatyczną kontrolą na odległość" i osłabieniem mózgu; do strachu przed wrogim supermocarstwem dodano nowe konkretne zagrożenie - "atak mentalny".
Nowe spostrzeżenia dotyczące dalszego rozwoju w dziedzinie stosowanych badań nad psi w Związku Radzieckim wstrząsnęły służbami informacyjnymi w Stanach Zjednoczonych. Praktycznie w ciągu jednej nocy nastąpił radykalny zwrot. Od tej pory usiłowano sprostać konkurencji Rosjan w dziedzinie ich rzekomego postępu.
Tym, co przekonało wojskowych w Stanach Zjednoczonych o konieczności prowadzenia badań parapsychologicznych, były nie tylko same pogłoski o "postępach" strony przeciwnej w tej dziedzinie. Decydujący był również fakt, że badania nad psi nie są bardzo drogie. W porównaniu z kosztami arsenału broni, psi jest prawie śmiesznie tania. A jeżeli wrogie supermocarstwa rzeczywiście są w stanie telepatycznie oddziaływać na duże odległości na personel obsługujący wyrzutnię rakiet międzykontynentalnych, jak podaje raport DIA (Defence Intelligence Agency, Tajna Służba Armii USA), to tym bardziej konieczna stała się ochrona tak drogiego sprzętu za pomocą tanich środków zapobiegawczych. DIA wiedziała bowiem, że "najważniejsza siła napędowa kryjąca się za radzieckimi działaniami dążącymi do zużytkowania możliwości komunikacji telepatycznej, telekinezy i bioniki pochodzi z armii radzieckiej i KGB". Sprawozdanie kończy się stwierdzeniem, że wiedza Rosjan na tym polu jest rzekomo mniejsza niż Amerykanów.
Raport z 1972 roku jednoznacznie przedstawia pewną wywierającą duże wrażenie osobliwość. Maluje on - zadziwiające w swej naiwności - scenariusze wyimaginowanych ataków radzieckiej armii jasnowidzów i psychokinetyków. W dalszej jego części podano:
"Wcześniej czy później wysiłki Sowietów w dziedzinie badań parapsychologicznych umożliwią im urzeczywistnienie niektórych z niżej wymienionych punktów: a) poznanie zawartości ściśle tajnych dokumentów USA o ruchach naszych drużyn i okrętów, miejsc i celów naszych instalacji militarnych; b) poznanie myśli naszych najważniejszych przywódców wojskowych i cywilnych USA; c) próba bezpośredniego zdalnego uśmiercenia wszystkich urzędników Stanów Zjednoczonych; d) zdalne wyłączenie z gry wyposażenia wojskowego USA wszelkiego rodzaju, włącznie z samolotami".
Takie stwierdzenia musiały przerazić każdego - z wyjątkiem parapsychologów. Oni wiedzieli, że taki scenariusz nadawał się jedynie do powieści science fiction. Wyniki laboratoryjne wydobywały bowiem na światło dzienne zupełnie inny obraz parapsychologii. Psi jest łatwo ulegającym zakłóceniom, bardzo słabym sygnałem, którego kontrolowane zastosowanie wydaje się możliwe tylko wówczas, jeśli uwzględni się bardzo duży błąd. Taka ocena położenia, jaką przedstawiono w raporcie DIA, mogła jedynie stanowić pomoc w przyspieszeniu podjęcia decyzji na wysokim szczeblu politycznym. Należy zadać sobie również poważne pytanie, czy parapsycholodzy amerykańscy nie podsycali umiejętnie pogłosek o radzieckich sukcesach w dziedzinie psi po to, aby zyskać dofinansowanie swoich badań.
Amerykańskie kręgi rządowe żywiły wówczas nadzieję na uzyskanie możliwości zastosowania zdolności paranormalnych do celów wojskowych. Jak dalece złudna to wiara, wiadomo już od czasów okultystycznych gier Wehrmachtu. Jednakże pragmatyczny sposób myślenia w Stanach Zjednoczonych postępował do przodu ramię w ramię z bezbronną naiwnością. Od pierwszych dni zimnej wojny przeważało życzenie, aby zawsze być o krok przed armią radziecką. Możliwość przemienienia pragnienia w czyn pojawiła się w 1972 roku. Jej wynikiem był trwający 23 lata program badawczy i użytkowy, który śledził możliwości zasięgu anomalnego przekazywania informacji w dziedzinie wojskowości. Jest to szpiegowska historia psi w epoce wysokiej technologii. Historia Remote Viewing. |
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Bardzo dobre materialy ! Bardzo dobra ksiazka ! Szkoda, ze tak malo osob zna te fakty. Ja tutaj jeszcze dodam moze cos. Dodam kilka dowodow ogolnie dostepnych w sieci.
- MKultra Subproject 136 - CIA, 10 pages, 23 august 1961 - Memorandum dedicated to a subproject of the famous CIA mind control MKultra project. The aim of this program is an "Experimental Analysis of Extrasensory Perception" with an approach of the twin question.
- Paraphysics R&D - Warsaw Pact - DIA, 137 pages,
30 march 1978 - Report dedicated to warsaw pact paraphysics research with an historical, ideological, theoretical and experimental point of view.
- Controlled Offensive Behavior - USSR - DIA, 183 pages, July 1972 - This report summarizes the information on Soviet research on human vulnerability as it relates to incapacitating individuals or small groups. It includes parapsychology research.
- Soviet and Czechoslovakian Parapsychology Research - DIA, 177 pages, September 1975 - Report dedicated to soviet and czechoslokian psychotronic (parapsychology) research, including out of body experiments, remote viewing, Psychokinesis an telepathy.
- Experiments in hypnosis at a distance - CIA, 3 pages, 11 may 1965 - Intelligence report from USSR concerning Pr Leonid L. Vasiliev and his work in the field of hypnosis at a distance. -Tutja chodzi (najprawdopodobniej) o tego samego Wasyljewa.
- Parapsychological Association Meeting of the 9-11 september 1971 - CIA, 4 pages, 27 september 1971 - Memorandum dedicated to the Parapsychological Association Meeting of the 9-11 september 1971. It mainly deals with the Astronaut Edgar Mitchell's ESP experiment in Apollo 14.
-------------------------------------------------------------------
Pamietajmy,ze to tylko ta czesc, ktora zostala "ujawniona" po latch. Co sie dzieje dzisiaj ? Ponadto jeszcze moze:
Wiecej na stronie: WORLD MIND TECHNOLOGIES - wmt.edu.tc
* Pare razy juz wspominalem tutaj na tym forumtermin "Projekt Twardowski".
1. http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=46675
2. http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=99150
pozdrawiam serdecznie |
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
|||
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Piękne widoki Romku!
Szkoda tylko, że najwięksi władcy mają bardzo niepiękną psychikę.
Mogli by wreszcie zacząć współpracować dla ogólnego dobra, zamiast rozwijać coraz to inne sposoby wykańczania przeciwnika.
Ludzie są jednak strasznie prymitywni.
Ci Indianie za to bardzo mi się podobają, bo robią to dla sportu - zupełnie jak ja, gdy strzelam z wiatrówki lub ASG, albo wywijam mieczem :)
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
No szkoda, ze wladcy sa wlasnie tacy jacy sa. Widac nie zdaja sobie sprawy z tego jak beda musieli placic za swe niechlubne uczynki.
A ci indianie rzeczywiscie robia to niemalze sportowo i sa naprawde doskonali. Wojownicy po tamtej stronie.
Mieczem sie fajnie wywija i katana, dobra ksiazka. ;)
pozdro
|
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
http://www.strefazero.kkozle.pl/index.php?read=news&id=574
Ciekawe, ale nie wiem co to ma wspólnego z OBE.
Rzeczywiście - może to być użyteczne do zastosowania m.in. w grach komputerowych. Albo może lepiej nie, bo wtedy niektóre gry mogą robić zbyt duże wrażenie.
Jeśli już przy grach jesteśmy, to polecam Gothic 3 - wreszcie kupiłem i teraz już wiem dlaczego ta gra już od wielu miesięcy jest na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce. Jest tak miodna, że miód płynie z ekranu strumieniami - nie mogę się oderwać :)
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Tekst fajny, alczkolwiek dla niemowlat.
Mysle, ze od czegos trzeba zaczac i sa potrzebni takze tacy ludzie jak ta pani Edyta Wygonna, ktora pisze te artykuly.
Mas tamatow robi sie modnych i "na topie". Szkoda, ze wiele rzeczy opisuja ludzie, ktorzy (czasami i w niektorych) nie maja o tym pojecia. No, ale fakt - faktem, ze coraz wiecej osob interesuje sie tymi tematami.
dzieki
|
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Gdy za badanie OOBE zabierają się naukowcy
Naukowcy ogłosili sukces! :)
Wyjaśnili to w "naukowy" sposób i są happy :)
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
| Spojrzenie Sklep MP3 Online
| 5 lutego 2009 | Wiadomość dla: Dariusz
> OBE w 20 minut !
Wiadomość od jednej z klientek:
"Kochani jestem zaszokowana! I jeszcze się trzęsę! To jest naprawdę
mocne. Po około 15 minutach słuchania tego nagrania miałam wibracje
i czułam, że opuszczam swoje ciało fizyczne! Wystraszyłam się bo
pierwszy raz doznałam czegoś tak mocnego. To nagranie jest
niesamowite, lepsze od wszystkich, których do tej pory słuchałam.
Miałam OBE! Po prostu WOW!"
Odpowiednik tego nagrania w zagranicznej części Internetu
kosztuje $30! Teraz przyszedł moment w którym w Polsce tworzymy nową
lepszą jakość Astral Projection! I to pięć razy taniej!
> INTERESUJE CIĘ OBE ?
> Zobacz koniecznie: http://sk2.pl/obew20min
To nagrania od roku jest na 1. miejscu na liście BESTSELLERÓW !
Napisano o tym nagraniu 10 recenzji, a średnia otrzymanych
ocen to 5 na 5 gwiazdek !
> Zobacz to genialne nagranie już teraz: http://sk2.pl/p112
A JEŻELI chcesz zrobić krok dalej w doświadczeniach OBE to sprawdź
również te nagrania: (NAPRAWDĘ WARTO)
- http://sk2.pl/p39
- http://sk2.pl/p42
- http://sk2.pl/p48
- http://sk2.pl/p61
- http://sk2.pl/p62
- http://sk2.pl/p178
> ZAPRASZAMY W MAGICZNY ŚWIAT DŹWIĘKU
Spojrzenie Sklep MP3 OnLine to prawdopodobnie najlepsze miejsce
z muzyką relakscyjną online w sieci. Odwiedź nas i posłuchaj tego,
co dla Ciebie przygotowaliśmy.
Nasza strona internetowa:
http://sklep.spojrzenie.com.pl
Poniżej znajdziesz również ważne linki, m.in. do
wybranych darmowych publikacji, ebooków i nagrań MP3.
Z poważaniem,
Krzysztof Janiewicz
właściciel Spojrzenie Sklep MP3 OnLine
http://sklep.spojrzenie.com.pl
Ważne linki:
http://sklep.spojrzenie.com.pl/reviews.php - Recenzje produktów
http://sklep.spojrzenie.com.pl/safe.php - Bezpieczne Zakupy!
http://sklep.spojrzenie.com.pl/products_new.php - Nowe produkty
http://sklep.spojrzenie.com.pl/darmowe-nagrania-mp3.php - Darmowe MP3
http://sklep.spojrzenie.com.pl/specials.php - Promocje!
http://sklep.spojrzenie.com.pl/bestselling_products.php - TOP 25 !
Materiały dla Ciebie:
Medytacja Oddechu: http://sk2.pl/medytacja-w-oddechu
Afirmacje Boskości: http://sk2.pl/5780
Dla Miłości Stworzeni: http://sk2.pl/dla-milosci
Kurs Pieniędzy: http://sk2.pl/kdtp
Kurs Samokontroli: http://sk2.pl/ksu
Kurs LD: http://sk2.pl/kld
Nauka jak zostać bogatym: http://sk2.pl/njzb
Jak rzucić palenie: http://sk2.pl/palenie
Podstawy relaksacji: http://sk2.pl/podstawyrelaksacji
Jeszcze więcej ebooków i muzyki znajdziesz tutaj:
http://spojrzenie.com.pl !
---
Jeśli nie wiesz dlaczego nasza korespondencja przyszła na twoją
skrzynkę, a nie chcesz otrzymywać od nas żadnej korespondencji,
kliknij tutaj: http://spojrzenie.com.pl/nospam.php
Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ jesteś zarejestrowanym
subskrybentem nowości portalu http://spojrzenie.com.pl i wyraziłeś
zgodę na otrzymywanie newslettera. Jeżeli nie chcesz więcej
otrzymywać od nas żadnych informacji, lub to nie Ty
dopisałaś/dopisałeś ten adres email do naszej listy to wejdź
na stronę http://spojrzenie.com.pl/wypisz.php, aby się wypisać.
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|||
|
Bo wrzuciłem żywcem - bez poprawiania - tak, jak dostałem na maila.
Jednak na tym forum trzeba (nie zawsze, ale jednak nie zaszkodzi) tagi BBCode (te url w nawiasach kwadratowych) stosować, bo inaczej jakieś procenty i inne śmieci dodaje.
Masz:
http://sk2.pl/obew20min
http://sk2.pl/p112
ale pozostałych linków już nie chce mi się poprawiać :P
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 41 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |