Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Całun turyński - sondaż opinii.
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 92

Nudzi mi się, a Wy pisać nie chcecie, więc pozwolę sobie zacząć nowy wątek, może się nieco rozruszacie... ;)) Temat - jak w temacie. Ja osobiście już od dłuższego czasu mam ugruntowaną opinię na temat całunu turyńskiego, ale chętnie rozpętam tu dyskusję o tym, by pozwolić Wam (i sobie) skonfrontować posiadaną wiedzę i zweryfikować nastawienie. Przede wszystkim, kto z Was zdecyduje się na stanowisko racjonalistyczne, a kto pozostanie przy wierze - i jeśli tak, to wierze w CO, bo na ten temat też jest wiele rozbieżności. No to słucham, słucham.... [%sig%]

Bratowi to przejdzie. Założyłbym się. Sam kiedyś w dawnych czasach przechodziłem przez coś podobnego , ale nigdy nie uznawałem autentyczności kościoła. Byłem raczej opętany starożytnymi tekstami P.Ś. i Koranem. Ze względu na ton i prawdy jakie się w nich znajdują opętało mnie to i fascynowało. Byłem pewien prawdziwości tego, co tam napisane. Teraz jednak poszerzając wiedzę widzę , że niektóre teksty odnaszą się iście do rozwoju świadmości np. końcowy ustęp Apokalipsy odnosi się, jak już mówiłem, do stanu świadomości. Centrum - twierdza świadmość a z zewnątrz ludy Goga i Magoga - bezosobowe hordy. Jest to metafora stanu świadomości osiąganego przez buddystów - Jeruzalem jest czyste i zdyscyplinowane , następuje zjednoczenie świadmości z nadświadomością. W końcu Brat zacznie poszerzać swą wiedzę i odgadywać ukryte przesłania w Testamentach ( nowym i starym ), jeżeli będzie, pójdzie w kierunku rozwoju świadomości poprzez okultyzm i wschodnie praktyki, aby się stać Bogiem.

Musisz jednak Winter wziąść pod uwagę fakt że Brat jest juz człowiekiem dorosłym ukształtowanym i jego poglądy to nie jest okres przejściowy, on już nie szuka ukrytych przesłań w Testamentach a nawet jeżeli szuka to jego interpretacja będzie bardzo daleka od tej której byś sie spodziewał w szczególności przez fakt jakie studia skonczył i co się robi po takich studiach.

"Wiara nie bierze się z wiedzy. Wiara jest albo jej nie ma - są różne jej załamania ale wiara nie chce i nie potrzebuje dowodów. I nie można tego mylić ze ślepą wiarą np w aksjomaty. Bo w Boga wierzymy jako w przyczyne sprawczą jakkolwiek ją sobie nazwiemy. Wiarę można podeprzeć na masie dowodów dawanych nam przez Boga. Ale po co? Wiara prawdziwa - wypływająca z serca potrzebuje tylko Boga i czuje tego Boga." DOKŁADNIE TAK! nie mam pojęcia jakie studia skończył Brat ale dobrze chłoppak gada! tnz oczywiście do wielu ludzi ta teoria ma sie nijak (bo ja np nie umiem wierzyc w cos co nie jest udowodnione- dlatego nie uważam sie za guru w tej kwestii) ale to dobre wytłumaczenie i- nie ukrywając- bardzo wygodne. Bogiem mozna wytłumaczyc sobie wszystko. ale poczytajcie nawet Pascala! przeciez to ma sens co mówi Brat a kto potrafi tak mysleć to punkt dla niego! lilith: nie przesadzasz troche? każdy ma swój sposób na życie i idzie własną droga. można o tym pogadać ale nie takim tonem... tak mi sie wydaje. do nastepnego.

Brat skończył studia ? :D A JA myślałem , że jeszcze nie zaczął ; )

Jezus mówił tak prosto i jasno jak to się tylko dało, np. w przypowieściach. Dlatego mam nadzieję że Brat nigdy nie będzie szukał ukrytych przesłań w Testamentach i nie będzie próbował zostać Bogiem (bo i tak mu to nie grozi). Jeżeli ktoś jest w stanie słyszeć głos Boga w swoim sercu to to jest właśnie wiedza. Znacie lepszą? Problem jedynie w tym, że często ten głos myli się ludziom z tym co podsuwa im ich własny umysł...

Dam wam jeszcze jeden przykład. Wyobraźcie sobie taką sytuację: Przyjeźdża do tzw. dzikich ludzi w buszu misjonarz i mówi jedenemu - Uwierz w Jezusa! Ten drapie się po głowie i po chwili odpowiada - Wierzę! Może i wierzy ale do jutra może zapomnieć. A teraz ten sam buszmen bierze Biblię i uwaznie czyta, poznaje nauki Jezusa, jego życie, zastanawia się nad tym, zadaje pytania. Krótko mówiąc jego WIEDZA wzrasta. Jak myślicie co się dzieje z wiarą? Tak naprawdę to mógłbym napisać że w pierwszym przypadku dzieje się tak przez dziesięć lat: buszmen deklaruje wiarę, a nawet "chodzi do kościoła". Któregoś dnia ktoś mu powie - Zostaw to w cholerę, mam coś lepszego. A on pomysli - Czemu nie? Lepiej wytłumaczyć chyba nie potrafię.

i tak samo robia inni ludzie. eksperymentują i zostawiaja w cholerę. ale to ma sens bo oni wierzą i poszukuja wizji boga najbardziej zblizonej do tego jak oni go widza. nie odsuwaja sie od samego boga tylko od jgo jakiegoś tam przedstawienia i wizerunki, sposobu czczenia i takie tam...

A może wychodzą poza ograniczoną wizję, bo się rozwijają ?

nie no oczywiście że sie rozwijają. własnie to próbowałam powiedzieć.

I w tych poszukiwaniach i eksperymentach odkrywają coś nowego? Chętnie się dowiem co, bo szukanie mocy mistycznych i historia pt. "jestem Bogiem" to stara piosenka.

Znaczy Brat badanie Biblii to musiał mieć na wykładach, bo chyba jest taki przedmiot na studiach teologicznych, zrasztą niech sam się wypowie.

Lilith, nawet jeśli Brat jest czymś zaślepiony w taki czy inny sposób a daje mu to szczęście, to co w tym złego? Chyba o to chodzi by być szczęśliwym prawda? Drogi do tego są różne. P.S. Brat:"Choć oczywiste jest że całun autentyczny jest... " Skąd ty czerpiesz te informacje, ze jest autentyczny, raczej wszyscy uczeni są zgodni z tym, że to falsyfikat, pisałam o tym wcześniej.

A ja dzisiaj widziałem kopię całunu turyńskiego w Krakowie. Niesamowite wrażenie...

Witam :) Hmm... piszecie dużo o mnie... przeczytałem wszytko uważnie i odpiszę tak: Pytają ludzie o "złoty środek", o szczęście w swoim życiu. Ludzie dążą do szczęścia różnymi sposobami... bo właśnie do tego dążą i musicie się ze mną zgodzić... A co za tym idzie szukają tego szczęście i czasami je znajdują je prawdziwie a czasami znajdują je ale jest to przejście chwilowe i ulotne. O nie znajdowaniu nie wspomnę bo człowiek znajdzie albo jedno albo drugie jw. Jak wyznają filozofie wschodu szczęściem jest stan całkowitego wyzbycia się rzeczy doczesnych i pożądania do nich. Ileż jest w tym mądrości? Bardzo wiele. Bo popatrzcie: wszystko co jest na ziemi prowadzi człowieka do zła. Do nienawiści, zazdrości, kradzieży a w konsekwencji do tysiąca innych rzeczy. Jeśli pozbędziemy się tego "balastu" naszego świata okaże się że możemy wszytko. Zapytacie jak? Odpowiem: nie mając niczego człowiek jest włascicielem wszytkiego. Podobnie ja. Staram się wywalczyć to co nazywamy przywiązaniem do dóbr doczesnych... i bynajmniej nie chodzi tutaj o to że będe żył w beczce jak Diogenez czy jak inni cynicy. Nie ma to z tym nic wspólnego. Wrecz przeciwnie. To co daje mi religi jest wszytkim czego pragnąć może człowiek. Bóg pokazuje drogę nie tylko mnie ale i innym ludziom. Idę wraz z tymi ludźmi w cudownie kolorowym tłumie. Tłumie miliardów ludzi. My wszyscy, którzy wierzymy słabo i grzesznie, ale wierzymy, idziemy przez nasz życie z czymś co daje nam siłę, podporę. I możecie nazwać to bzdurą, ale ja i inni starający się kochać Boga idziemy z Nim przez zycie. Piszecie ze Boga nie ma... pytam jak to? Kto codziennie gdy się budze otwiera mi oczy? Kto dał mi zycie i pozwala mi żyć? Kto mnie kocha i spełnia moje najskrytsze prośby, o których niekiedy i ja sam nie mam pojęcia? Kto daje mi radość w bólu i cierpieniu? Kto daje mi radość w szczęściu i chwale? Pytam KTO??? jeśli powiecie że ja sam w takim układzie jesteście niemądrzy. Człowiek nie ma w sobie tyle siły aby sam dla siebie stanowić oparcie. Więc wyobraźcie sobie człwieka < a właściwie miliardy ludzi > którzy będą stali całym swym cężarem opierając się na podpórce, o której Wy < niektórzy > mówicie że nie istnieje... więc skoro nie istnieje to na czym ja się opieram? Na niczym? To czemu nie lecę, nie spadam? To czemu jestem szczęśliwy i radosny??? A jaką rolę odgrywa w tym wszytkim kosciół? Kosciół to nie jest budynek czy instytucja która mogłaby być lepsza. Kościół to wspólnota tych milioardów ludzi opierających się na Bogu. Całym ciężarem ciała... i jest im lekko. I wygrywają pomimo pożarek. I zwyciężają pomimo wichrów. I nic nie jest w stanie ich złamać, bo ich podpora jest nieograniczona i wszechwładna. Jeśli pytacie o złoty środek na szczęście tutaj na ziemi odpowiem z pełnym przekonaniem i radością: Dla mnie złotym środkiem okazał się Bóg, którego nie udowodnię ale w którego wierzę. Staram się kochać Go miłością szaleńca tak jak On kocha mnie. Wychodzi mi to z różnym skutkiem. Ale dzięki niemu mam wszytko: mam ciągłą radośc, której wszyscy poszukujemy, mam miłość która jest we mnie i poza mną, mam samotność w której jestem szczęśliwy, mam rodzinę i przyjaciół, którzy są moją radością, wszystkie me marzenia spełniają się jedno za drugim mimo wszelkich trudności, pokonując sam siebie osiągam radość, która kwitnie we mnie, osiągając radość dzielę się nią z innymi i ci inni też są szczęśliwi, a kiedy oni są szczęsliwi moja radośc pomnaża się. To nie jest mityczny świat Brata tylko moje prywatne życie. Możecie mi wierzyć bądź nie - jestem szczęśliwy na tym przepięknym przystanku przed wiecznym szczęściem. Jestem szczęśliwy pomimo bólu, cierpienia, zdrady i grzechu. Jestem szczęśliwy w Bogu i z Bogiem, w ludziach i z ludźmi. Osiągam tutaj na ziemi to co zaprowadzi mnie do nieba. Bynajmniej nie myślcie że mam cukierkowe życie, choć w pewnym stopniu tak jest, ale ja jestem szczęśliwy pomimo wszytko. Na tym pieknym do nieba przystanku, W nocy, w dniu i o poranku, Czekając na mój autobus do nieba, W radości, mimo braku chleba. Czekam na śmierć z utęsknieniem, Bo ona moim wybawieniem, Z tego przystanku wielkiego, Zła na nieszczęście pełnego. To chyba tyle co miałem napisać :) Pozdrawiam :) Trzymajcie się cieplutko :)

I jeszcze jedno bardzie konkretnie odnoszące się do Waszych postów... Jeśli nie chcecie przyjmowac Boga i uważacie, że ludzie weidzą o Bogu więcej niż ten sam nam przekazał to wybaczcie... uważacie się właśmnie za Bogów... Rozwój duchowy to nie jest zaprzestanie wiary w Boga - to jej poszerzenie i pogłębienie. Zawsze istnieją rzeczy, których naukowo wyjaśnić się nie da. I zawsze takie istnieć będą. I teraz co? Można w nie nie wierzyć, a można wierzyć. Mnie najbradziej dziwi to, że wiuerzycie np. w UFO, przepowiednie itp. a nie potraficie uwierzyć w Boga. I na jedno i na drugie jest porównywalna licznba dowodów... Czyli co? Dlaczego? Aniu... tak mi się wydaje. Masz rację nie powinienem wygłaszać prawd obiektywnych na forum :) Co do tego co mówił Winter: uważaj co chcesz... skoro daje Ci to "szczęście" to rób co chcesz. Ty jesteś wolnym człowiekiem. Dostałeś to wszytko. MOżesz wierzyć że od UFO itp. Ale skoro posiadasz tak wielką wiedzę czemu do tego nie potrafisz tej wiedzy uszanować? Zastanów się. Szacunek dla wiedzy jest podstawą jednej z najważniejszych cnut ludzkich... To chyba tyle :) Pozdrawiam :) Trzymajcie się cieplutko :)

Uwielbiam czytać wypowiedzi innych muszę to przyznać a jeszcze bardziej krytykować :). Ale oczywiście do rzeczy. Po pierwsze Chrześcijanie co do całunu mają normalne podejście i nie jest niczym nadzwyczajnym i muszę przyznać, że jest najprawdopodobniej tym z I wieku lecz nie jest ono jakkolwiek podstawą wiary tak jak cuda czy dary Ducha gdyby się nawet takim nie okazało ... następnie co do relacji naukowców z wielu kolejnych ekip badań są takie, że sami przyzanją że więcej jest pytań niż odpowiedzi poczynając od samej krwi i jej składu a także sposobu wsiąknięcia, a kończąc na obrazie który poddano komputerowej obróbce a także tym że okazało się że jest onno poddane jakiemuś rodzajowi naświetlenia promieniotwurczego, co do metody C-14 która przypomne że opiera się właśnie na węglu i badaniu jego rozpadu jednak w tym wypadku jest to bardzo trudne jeśli nie niemożliwe ponieważ całun był przynajmniej dwa razy narażony na spalenie, blisko ognia i dymu czego świadectwem są znane przypalone jego części ... tak więc duża tu dawka wypowiedzi jest poprostu nijaka nawet słysząc jak się powołują na naukę ... poza tym jak dla mnie nawet taki temat tutaj na tej stronie to raczej "temat ciekawostka" bo sama ta strona już o czymś świadczy, ale nie o tym temat ... :)

...znów mi zdziczeliście wątek !! :(( Ja tylko chciałem się dowiedzieć, co sądzicie o autentyczności całunu, lub też jak ustosunkujecie się do dowodów przemawiających za jego fałszerstwem ? Jak na razie tylko kilka osób odpowiedziało na moje pytanie. Między innymi brat. Wbrew pozorom (złośliwość niezamierzona) odpowiedział sensownie: dla niego ważna jest wiara, a całun może ją tylko ugruntować. Oczywiście, jeśli jest autentyczny, w co brat nie wątpi. A jesli jest fałszywy ? To nic, jego wiara nie ulegnie zachwianiu. To nawet dość interesujące konkluzje... ...ale... ...ale mnie interesuje, jak zareagujesz spoglądając na to z następującej strony: Jest relikwia, przez wielu uważana za jedną z najważniejszych, jeśli nie NAJWAŻNIEJSZĄ, a tu nagle okazuje się, że jest to falsyfikat...? Może więc inne relikwie też są fałszywe ? A może skoro relikwie, to i inne "dogmaty"..? Albo inne ważne daty, miejsca, czy wręcz osoby związane z religią...? Religia jest bardzo piekna, póki nie szukamy materialnych dowodów. Gdy ich szukamy i znajdziemy... może się potem okazać, że przelaliśmy naszą wiarę na te dowody, a one okazały się fałszywe. Biada temu, kto w ten sposób wiarę straci... Ni w piekle, ni w niebie miejsca nie znajdzie. [%sig%]

Chyba się wyraziłem jasno że wierze w jego autentyczność aczkolwiek nikt z chrześcijan nie powinin go stawiać jako dogmat tak samo inne relikwie ani cuda bo nie o to w tym chodzi ... :)

Na jakiej podstawie nadal wierzysz w jego autentyczność i pochodzenie, skoro już jest tyle przekonywujących dowodów, że to falsyfikat ? [%sig%]

Leto przeczytaj moja pierwszą wypowiedz co ? :) a dodam tyle że nie wiele słyszałem sensownych zażutów a tym bardziej powołujących się na naukę a wśród tych tutaj takich wypowiedzi nie ma wogule prędzej widze polemike na temat wiary itp ... poze tym chyba dość naukowych wypowiedzi przedstawiłem a są one nieliczne ...
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 92
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.