Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Dr. Śmierć
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 62

USA: Jack Kevorkian znów pomaga popełnić samobójstwo Dr Kevorkian, który już cztery razy stawał przed sądem za ułatwianie pacjentom śmierci, przekroczył kolejną granicę. Tym razem osobiście wstrzyknął truciznę, a kasety z nagraniem zabiegu przesłał do telewizji. Zapewne korzysta z faktu, że większość Amerykanów popiera legalizację eutanazji. „Teraz podaję mu środek usypiający. Za chwilę nic nie będzie czuł”. Głos zza kadru należy do doktora Jacka Kevorkiana, którego widzimy na ekranie ze strzykawką w ręku, pochylającego się nad siedzącym bezwładnie w fotelu mężczyzną w okularach. „Następny zastrzyk rozluźnia mięśnie uniemożliwiające oddychanie” – wyjaśnia doktor jak na wykładzie z medycyny. Oglądamy program telewizji CBS „60 minutes”, w którym Kevorkian prezentuje wideo-nagranie z ostatnich minut życia 54-letniego Thomasa Youcka. „Teraz chlorek potasu na wstrzymanie pracy serca”. Cierpiący na chorobę Lou Gehriga pacjent odchyla głowę do tyłu, po chwili nieruchomieje. „Czy on już nie żyje?” – pyta reporter. „Właśnie umiera” – informuje Kevorkian tym samym rzeczowym tonem. Śmierć Toma Youcka oglądało 15 milionów Amerykanów. Telewizji CBS dostało się za naruszenie tabu. Producentów oskarżono o cyniczną eksploatację umierania dla wskaźników oglądalności. Autorzy widowiska odpowiadają, że Youck i jego rodzina zgodzili się na emisję nagrania. Zwracają też uwagę, że „60 minutes” – jeden z najpopularniejszych i najbardziej zasłużonych programów publicystycznych w amerykańskiej TV – nie potrzebuje uciekać się do taniej sensacji. CBS argumentuje, że chodziło o wywołanie wstrząsu i dyskusji nad eutanazją. Ten sam cel przyświeca Jackowi Kevorkianowi, znanemu jako Doktor Śmierć. Ameryka usłyszała o nim w 1990 r., kiedy po raz pierwszy pomógł w popełnieniu samobójstwa. Zmarłą była chora na Alzheimera Janet Adkins. Od tego czasu asystował w przejściu na drugą stronę 130 osobom; większość wyprawiła się na tamten świat za pomocą wynalezionej przez niego maszyny zwanej Thanatronem, w której naciśnięcie guzika powoduje wdychanie trującego gazu. Niemal wszyscy „pacjenci” doktora chorzy byli na nieuleczalne lub powodujące przewlekłe cierpienia choroby. Wszyscy – czego dowodzą skrupulatnie nakręcone filmy wideo – wyrazili chęć skończenia ze sobą i podpisali zgodę na pomoc Kevorkiana. Ich decyzje miały poparcie rodzin, które dziękowały za ulżenie cierpieniom bliskich. Dr Śmierć nie pobiera opłat za swoją usługę – twierdzi, że żyje z datków swoich sympatyków. Prawo okazywało się dotąd wobec Kevorkiana bezsilne – odebrano mu tylko licencję medyczną. W stanie Michigan, gdzie uprawia swój proceder, cztery razy stawał przed sądem, z czego trzy razy został uniewinniony, gdyż nie było w kodeksie odpowiedniego artykułu. Uniewinnieniem zakończyła się też sprawa wytoczona mu o zabójstwo. Tym razem jego sytuacja jest trudniejsza. We wrześniu wszedł w życie zakaz pomocy przy samobójstwie, a poza tym Kevorkian posunął się dalej – przekroczył granicę „biernej” eutanazji. Prokuratura oskarżyła go o morderstwo z premedytacją, wykluczając zgodę ofiary na śmierć jako okoliczność łagodzącą. Kevorkian sam rzucił władzom rękawicę mówiąc: „Jeżeli mnie nie wsadzą, to znaczy, że nie uważają tego za przestępstwo”. Zagroził też, że w więzieniu będzie prowadził głodówkę aż do końca. Dr Śmierć od dawna prowokuje aparat sprawiedliwości i atakuje dogmaty o sprawach ostatecznych. Swoim oskarżycielom zarzuca wstecznictwo i tłumienie postępu. Na rozprawy sądowe przychodzi zakuty w dyby albo w XVIII-wiecznym kostiumie, przebrany za Thomasa Jeffersona – ojca amerykańskich swobód obywatelskich. Swoją działalność przedstawia jako krucjatę w imię wolności dysponowania swoim życiem. W wywiadach proponuje założenie sieci „klinik samobójstw”. Przeciwnicy Kevorkiana oskarżają go o autoreklamę, ale muszą przyznać, że jego kampania odczarowała przemilczany dotąd temat. Rzecz w tym, że Kevorkianów – tyle że nie szukających rozgłosu – jest w USA dużo więcej, prawdopodobnie ich nawet przybywa. W przeprowadzonych dwa lata temu na Uniwersytecie Pensylwania badaniach pielęgniarek pracujących na reanimacji i intensywnej terapii, jedna na pięć przyznała się do umyślnego skrócenia życia pacjenta. Większość działała na życzenie pacjenta lub jego rodziny. Środowisko medyczne kwestionowało metodologię badań, ale nie przeczyło, że ich wyniki mogą odpowiadać rzeczywistości. Potwierdzały je sondaże wśród lekarzy. Badania onkologów w Nowej Anglii wykazały, że jedna siódma pomagała swym pacjentom w odebraniu sobie życia. W San Francisco połowa spośród 100 lekarzy opiekujących się chorymi na AIDS podała swym pacjentom środki uśmierzające. Przyzwolenie na eutanazję jest w dużej mierze ubocznym skutkiem postępów medycyny. Ściślej – postępów w ratowaniu i sztucznym przedłużaniu życia za pomocą przeszczepów, wyrafinowanej aparatury reanimacyjnej, sztucznych płuc itp., które często przewlekają jedynie proces umierania i przeciągają cierpienia ludzi przykutych do łóżek i zdanych całkowicie na innych. Ludzi pragnących nieraz umrzeć – wbrew woli lekarzy, ściśle kontrolujących wydawanie im morfiny i środków nasennych. W ostatnich latach przetoczyła się nawet przez Amerykę fala pozwów sądowych kierowanych przez rodziny przeciw lekarzom i szpitalom zaskarżanym o ignorowanie woli chorych, którzy chcą odejść z tego świata. Od lat działa w USA ruch na rzecz prawa do umierania (Right to Die), popierający legalizację pomocy przy samobójstwie. Założone przez Dereka Humphry Hemlock Society w stanie Michigan mówi o prawie do „godnej śmierci” – bez niepotrzebnego bólu, cierpienia i degradacji człowieczeństwa. Wolność jednostki ludzkiej powinna się rozciągać na swobodę dysponowania własnym życiem – argumentują działacze Right to Die, powołując się na te same artykuły amerykańskiej konstytucji co rzecznicy prawa do aborcji. Według sondaży, legalizację pomocy w odebraniu sobie życia popiera od 50 do 75 proc. Amerykanów. Eutanazja zdaje się zyskiwać obrońców. Najzagorzalszych przeciwników ma tymczasem w środowiskach religijnych. Życie jest darem od Boga i tylko On może je odebrać – upominają duchowni. W publicznych debatach teologiczne argumenty słyszy się rzadziej. Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne (AMA) odrzuca pomoc przy samobójstwie powołując się na przysięgę Hipokratesa, która nakazuje leczyć, a nie zabijać. Legalizacja zabójstwa z litości – ostrzega się – grozi złowrogimi skutkami dla samych pacjentów. 39-letnia Rebecca Badger, której Kevorkian podsunął swoją maszynę z gazem, była rzekomo chora na SM, ale autopsja nie potwierdziła tej diagnozy. Co najmniej kilkoro chorych przywiodła do Doktora Śmierć nie śmiertelna choroba, lecz skłonności samobójcze. Gdzie jednak leży granica między uleczalną przejściową depresją a chorobą psychiczną czyniącą życie udręką? „Czasami myślimy, że chcemy umrzeć, ale potem zmieniamy zdanie” – zauważa Richard Carpentier, bioetyk z Ottawy. Oponenci eutanazji powołują się na rządowy raport opracowany w Holandii – jedynym kraju, w którym pomoc przy samobójstwie jest legalna. Odnotowano w nim około 5000 przypadków, kiedy lekarze próbowali uśmiercić pacjentów bez ich zgody. „Znane są wypadki nadużyć, kiedy wyraźnie zmuszano ludzi do zejścia z tego świata” – mówi Carpentier. Opieka nad przewlekle chorym bywa straszliwym ciężarem dla rodziny, w tym i finansowym. „Tak zwane prawo do umierania wkrótce stanie się obowiązkiem umierania” – ostrzega Burke Balch z National Right to Life Committee. Jak daleko od zabójstwa z litości do eksterminacji kalek i umysłowo upośledzonych, mającej w dziejach ludzkości bogatą tradycję? Ruch na rzecz Życia uważa, że tym, czego nieuleczalnie chorzy potrzebują, nie jest maszyna Kevorkiana, lecz poprawa opieki zapewniająca naprawdę godną śmierć. A więc stała obecność bliskich, dostępność środków przeciwbólowych, hospicjum jako alternatywa dla zdehumanizowanego szpitala. Kłopot w tym, że nawet w USA jest to luksus – ubezpieczalnie oferują pobyt w hospicjum tylko 10 procentom Amerykanów. Prowokacje Kevorkiana skłoniły ustawodawców w USA do prób prawnego uregulowania eutanazji. W 1994 r. stan Oregon – jako jedyny dotąd – zalegalizował pomoc w popełnieniu samobójstwa. Większość innych stanów postąpiła odwrotnie, wprowadzając mniej lub bardziej wyraźne zakazy biernej bądź czynnej eutanazji. Dwa federalne sądy apelacyjne, obejmujące w sumie kilkanaście stanów, uchyliły te ustawy jako sprzeczne z konstytucją. W 1997 r. sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który orzekł, że konstytucja nie gwarantuje prawa do pomocy przy samobójstwie. Legislatury stanowe, na ogół konserwatywne, dostały zielone światło do delegalizacji. Zwolennicy „prawa do godnego umierania” ponieśli więc porażkę, o którą obwinia się m.in. samego Kevorkiana. Dr Śmierć nie jest kimś, kogo – jak ktoś się wyraził – chciałoby się zaprosić do domu na świąteczny obiad. Jak powiada Derek Humphry, Kevorkian stał się „złym rzecznikiem słusznej sprawy” i szkodzi obecnie ruchowi Right to Die. Dosyć niespotykane. Odpowiednik filmowego Lectera chodził po Ziemi....mrozi pianę w ustach i miodek w uszach:D A tak na serio proszę o opinie. [%sig%]

No widzisz:DDDDDDDDDDDDDDDDDD [%sig%]

Dr. Śmierć wzbudza fascynację. Mamy nadzieję że nikt więcej nie pujdzie w jego ślady... ale niestety. W Polsce były SS-man wykupił starą fabrykę i chce ją przerobić na fabryke w preparowaniu zwłok. Obdziera się tam denata ze skóry usztywnia i wystawia na pokaz. I takie coś nazywają sztuką... [%sig%]

Zartujesz......? Niestety nie wolno tu uzywac wulgaryzmow......

Wyckret, naprawdę??? Gdzie coś takiego słyszałeś? Pozdrawiam

no a co lepiej zyc sparalizowanym, lezec w lozku cale zycie jesc przez kroplowke nic raz dostac zastrzy i uwolnic sie z tego wiezienia jakim jest cialo? uwazam ze jesli ktos naprawde ma bardzo ciezka sytuacje to powinno mu sie pozwolic na smierc, oczywiscie nie mowie o ludzich dla ktorych ciazka sytuacja to zerwanie z dziewczyna ;)))

Teoretycznie masz racje.... Rozmawialem z ludzmi pracujacymi w hospicjum, ktorzy tez tak mowia, jak Ty, nie zmieniaja zdania, ale mowia, ze jest w tych umierajacych, niepelnosprawnych, taka wola zycia, o ktorej my, zdrowi nie mamy pojecia.... Dyskusja jest raczej akademicka, bo nie musimy podejmowac takiej decyzji.... a jesli ktos bedzie chcial, to i tak to zrobi..... Nie wiemy, jaka nauke czerpia umierajacy ze swego stanu.... i skad ta wola zycia? nie mam pojecia. Pracownicy hospicjum tez nie.....

O tym obdzieraniu se skóry to chyba nawet we wiadomościch było ostatnio. Straszne ale prawdziwe. A najgorsze jest to że takie obdzieranie ma swoich zwolenników. To nie są woskowe figóry tylko PRAWDZIWE ciała martwych. Nie wygląda to zachęcająco ale to fakt. [%sig%]

Jeszcze trochę, a dojdzie do tego, że będzie się "to" wieszać nad kominkiem jak trofea. To musiałby być makabryczny widok...

Niewykluczone..... Temat jest o umieraniu, ale smierc, trup, zawsze ludzi fascynowal.... Jest taka nieduza ksiazeczka pt TRUP. Znakomita rzecz. polecam, jesli ktos boi sie nieboszczykow......

Trup? Człowiek!

Nie czlowiek.... trup. taki czlowiek, tylko, ze martwy......

I taki fajny obdarty ze skóry...widać te piękne nagie mięśnie ścięgna...przepiękne. [%sig%]

Sprawia wrazenie....te galki oczne, nawet spreparowano jezdzca wraz z koniem! Dla studentow medycyny to nie nowina, ale przecietny smiertelnik patrzy na to z niejaka fascynacja, przeplatana lekim i obrzydzeniem.... Podobnie jak niektorzy odbieraja obrazy zamordowanego Beksinskiego....

Też widziałem to "dzieło z koniem". BTW to miła być ironia...;D [%sig%]

w salonie, przy kominku..... Tak. To jest ironia....... Na jak dlugo.....?

Fascynacja martwym ciałem? Żeby interesować się tak człowiekiem póki żyje - to byłby fenomen. Rodzina przypomina sobie o starej ciotce - gdy już słychać o pogrzebie...

No, na pewno spadkiem.....

Taaak a pewnego dnia odwiedzą sąsiada a tam przy kominku ich stara martwa od 2 lat ciocia...bez skóry. Popija herbatke. Bez Końca. Z tym że nie podnosi filiżanki. Ciekawe jak by zareagowała ta rodzina? BTW: mam nadzieję że jak najdłużej nie. [%sig%]

A żebyś wiedział, że spadkiem. Czekać aż ktoś umrze... i to rodzina... to jak zamiar morderstwa

Wyckret, dziwnie się czuję gdy śmieję się z tego co napisałeś... :)
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 62
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.