| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| samobójstwo | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775 |
|
6 godzin temu wróciłam z pogrzebu....Wojtek odszedł nagle. W ubiegłą środę, wybrał samobójstwo. Nikt nie może w to uwierzyć. Nikt nie wie dlaczego to zrobił? Tak na prawdę chyba nikt do końca Go nie znał. Był fantastycznym człowiekiem, zawsze pogodnym, usmiechniętym, nie miał wrogów, wszyscy go kochali. Każdy mógł mu pomóc i każdy zapewne chciałby to zrobic gdyby tylko Wojtek powiedział co się dzieje... Co teraz? Rozpacz...Pustka....U żyjących wyrzuty sumienia... Nie ma sytuacji bez wyjścia...Wojtek nie potrafił tego wyjścia znaleźć, nie chciał też żeby ktokolwiek mu pomógł....
Do zobaczenia Wojtku...
|
|
|
O co chodzi a chodzi o to droga Marynko zeby byc zbawionym...
Nie chce sie wdawac w zbedna polemike. Masz racje sa rozne punkty widzenia nie kazdy wierzy w pieklo czy niebo. Czlowiek ma wolne wole. Ale widzisz , problem sie zaczyna gdy nasze zycie wyglada tak jak wyglada. Bol, szarosc, pustka i natlaczajace sie pytania. Mantry nie pomagaja, wrozki juz nawet nie chca odbierac naszych telefonow. Allah nie slucha Budda tez milczy. Co wtedy kiedy dostrzegamy ze zycie sie z Nas ulatnia. Patrzymy w oczy tych no, chrzescijan, tylko tych prawdziwie wierzacych i widzimy swiatlo. Milosci. Zrozumienia. Nadzieji. Pragniemy tego swiatla.. by ono w Nas zamieszkalo, bo widzimy ze oni maja cos czego my nie mamy. U mnie tak to wygladalo. Potem przyszedl czas na wlasne decyzje i zmiane zycia. Jezus czeka. Mnie ocalil. To nie material na dociekania i dewagacje to Zywy Bog. Wielu juz tak twierdzilo i zaden sie nie mylil.
[%sig%]
|
|
|
Jesli na 100% bym wiedzial ze po smierci nic nie ma to juz bym dawno to zrobil a tak to troche sie lekam przed ta "druga smiercia". Przed chwila sobie sprawdzalem zyletka czy to by bolalo (nie jest az tak zle) oby tylko w szkole tego nikt nie zobaczyl. A najgorsze jest to ze przyjaciolka ktora byla moja pierwsza ( i mysle ze ostatnia) miloscia ktora znalem od 6 lat za tydzien idzie na studniowke z kolega ktory jej tak szczerze nie kocha i widzialem go z innymi dziewczynami. Czym blizej studniowka tym sie gorzej czuje, a jak ich zobacze w szkole razem obejmujacych sie i takie tam to juz naprawde chce to zrobic. Kolega mowil ze jak by chcial popelnic samobujstwo to by sobie lyknal 2 lsd i browarami popil (nawet dobry pomysl). No i jeszcze jest sprawa rodziny nie chce aby starzy popadli w alkoholizm itp.
Ps. Nie znacie moze jakis stronek ze zdjeciami samobujcow?
|
|
|
heej gosciu podalem kilka postow wyzej moj nr gg jakbys chcial pogadac to wal w jak w dym, na mnie mozesz polegac jak na Zawiszy..
[%sig%]
|
|
|
Dudi, nie jestem najlepsza w te klocki związane z Pismem, ale z tego co wiem, to:
"wiara bez uczynków jest martwa", człowiek może dostąpić usprawiedliwienia poprzez swoje uczynki.
Ja to rozumiem w ten sposób, że wiara jest mocnym fundamentem, który pomaga człowiekowi wytrwać w czynieniu dobra.
Wiara pomaga wytrwać, by żyć i to żyć tak, aby niczego się potem nie musieć wstydzić.
|
|
|
A czy wiesz ze napisano rownierz "zbawieni jestescie przez wiare a nie z uczynkow aby sie kto nie chlubil"? to jest prosta kalkulacja Ago. Wierze=Kocham Boga=Chce czynic jego wole i postanowienia (tzn.:dobre uczynki) a On mi daje mozliwosci do tego. Najpierw zawsze jest wiara. Ona jest fundamentem wszystkiego.
[%sig%]
|
|
|
Ja pamietam fragment gdzie bylo napisane "kto kocha zycie na Ziemi straci je, ten kto nienawidzi zachowa je" czy jakos tak. Czyli czym bardziej nienawidze zycia na Ziemi i tego co od czlowieka pochodzi tym bardziej kocham Pana - nie wiem jak wy ale ja tak to rozumiem.
|
|
|
jezeli to zrobisz to popelnisz najwiekszy blad na swiecie i wszechswiecie poczytaj ksiazki jak koncza samobojcy po tamtej stronie zycia.A koncza bardzo zle
|
|
|
Wiecie, dlaczego myślicie o śmierci? Ponieważ boicie się życia. Boicie sie również bólu, dlatego tak ciężko jest Wam zdecydować się na samobósjtwo.
[%sig%]
|
|
|
Piekło - niebo , to tylko nazwy ..... ale naprawdę coś takiego istnieje, sam fakt naszego życia i istnienia jest wielką zagadką. Także nie mogę się z tobą zgodzić że takie mistyczne miejsca nie istnieją. Za banalne byłoby samo nasze życie , które zmierza do zwykłego bytu. NIe opieram się tu na Bibli czy innych księgach , jednak strefa "duchowa" jest jak najbardziej faktycznym i realnym zjawiskiem . Śmierć to dopiero początek....
|
|
|
Oczywiście, że jest to lęk przed życiem, wynikający z przykrych doświadczeń.
Strach przed tym, że nic dobrego w życiu się już nie zdarzy.
Właśnie w tej chwili zmienia się moje życie. Na gorsze. Mam wrażenie, że wszystko tracę. Wróciłam do punktu wyjścia sprzed kilku lat. Nie mam już siły by zaczynać od nowa. Boję się, ze wszysko dobre co się mialo zdarzyć już się zdarzylo, a teraz właśnie to straciłam. Gorycz i żal!
Natomiast jeśli chodzi o ten ból - to chyba niezupełnie tak.
Raczej jest to strach przed tym, że się popełni błąd i że dzieje się coś nieodwracalnego. Jest to mieszanina żalu z ostatnią nadzieją i stąd to wachanie.
Nie strach przed bólem. Tylko ostatnia nadzieja i chęć życia. Ale ten strach...
Czytałam anegdotkę:
Człowiek niewierzący zawisł na skraju urwiska. Jak to zwykle w potrzebie bywa przypomnial sobie o Bogu i zaczął się modlić tymi słowami: "Panie Boże, wierzę już w Ciebie, tylko mnie uratuj". Pojawił się Pan Bóg i powiedział: "Dobrze, jeżeli we mnie wierzysz to Cię uratuję. No a teraz się puść".
Na tym to chyba polega. Że trudno człowiekowi zaufać Bogu i puścić się w nieznane. Czasami ten strach powoduje, że człowiek uparcie trzyma się "urwiska", bo to zna, ale to ostatecznie kończy się upadkiem i śmiercią.
Takie momenty są próbą wiary. Nie każdy potrafi wierzyć, że będzie kiedyś dobrze, gdy w jego życiu nagle się coś zmienia na gorsze. Nie każdy potrafi się pogodzić z tym, że coś dobrego, co kochał, na czym mu zależało cholernie mocno, nagle się kończy. Trudno wierzyć, gdy krtań ściska żal i człowiek nie ma już sił i nie widzi żadnych perspektyw, by coś zmieniło się na lepsze.
Życzę wszystkim wiary, nadziei i miłości.
|
|
|
Immanuel Kant napisał:
„ Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia
niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy:
nadzieję, sen i śmiech”.
Jak jest z tym snem?
Obudziłam się dzisiaj rano.
Powoli zaczęło docierać do mnie, że coś jest nie tak w moim życiu.
Zachwilę przypomniałam sobie – poczułam żal, ból i strach, a potem pomyślałam, że chciałabym się nie obudzić.
Przeżywałam już to kiedyś i miałam nadzieję, że już mnie nigdy to w życiu nie spotka.
Ale teraz myślałam, „Boże, dlaczego musiałam się obudzić”.
Tak też jest z Wami, prawda?
Od tego to się zaczyna.
Widzi się, że sen przynosi ukojenie.
Zaczyna się więc myśleć, że śmierć to taki długi sen i że w końcu skończą się udręki.
Ale śmierć to nie sen. Nie pomylcie się. Samobójstwo to nie ukojenie.
Jak to ktoś wcześniej napisał, śmierć to dopiero początek.
|
|
|
aga zgadzam sie z toba w stu procentach.jestem tylko ciekawy czy samobójcy w tej krytycznej chwili poczują tak wielką siłe aby to zrobić,czy już są tak słabi i zmeczeni..... sam jestem na zakręcie i czuje sie naprawde źle.im bardziej sie staram tym oporniej mi idzie ale nadal nie jestem w stanie zrozumiec samobójców.
pozdrawiam
DAMY RADE
|
|
|
Sądzę, że jest to raczej zmęczenie, słabość i rezygnacja z walki. Wmawianie sobie: „już nie dam rady”, „nie mam już sił”, „nic nie jestem wart – jestem dnem”, „już nie będzie lepiej”, „niech to się wreszcie skończy”. Sądzę, że po takiej dawce negatywnych myśli człowiek nie myśli już w kategoriach „samobójstwo”, ale raczej „rozwiązanie”. A w tym ostatnim momencie stara się już w ogóle nie myśleć i po prostu to robi.
Marmarat, tylko osoba, która to zrobi, naprawdę wie co się wtedy czuje. Mam nadzieję, że Ty nigdy nie będziesz próbował się tego dowiedzieć.
Bo tak właściwie po co?!!!
Lepiej się zastanowić co ludzie czują zanim się na coś takiego zdecydują, co ich do tego pcha, jak im można pomóc lub jak oni sami sobie pomóc powinni.
Wachanie wynika z nadziei, że pomoc nadejdzie, że jednak będzie dobrze.
Czy to nie świadczy o tym, że jednak chcemy żyć?
Nie czekajmy jednak na pomoc od innych, pomóżmy sobie sami!
Nie wiem czego dotyczą wasze „zakręty” – każdy ma inny, ale najwyraźniej są to poważne sprawy.
Trzeba rozważyć na ile nie mieliśmy wpływu na to co się stało (lub co się dzieje), a na ile jest to nasza wina.
Zawsze spróbujmy to zmienić, ale jeżeli się nie da lub nie ma już takiej możliwości – to pogódźmy się z tym i przestańmy się oglądać do tyłu bo inaczej zawsze będziemy czuli się źle!
Jesteśmy na drodze naszego życia, na zakręcie. Czujemy się źle. Oglądnijmy się jeszcze raz i cofnijmy. Spróbujmy wszystko naprawić. Jeśli nie da rady powiedźmy „zrobiliśmy wszystko, co można było by to naprawić więc nie mamy już powodu by źle się czuć”. Nie przeżywajmy już tym razem tak mocno porażki. Czego nie można zmienić, z tym się trzeba pogodzić! W końcu próbowaliśmy. A potem pójdźmy naszą drogą, z czystym sumieniem, w stronę zakrętu. Za zakrętem jest kolejny etap naszego życia. Skąd wiecie, że nic dobrego się już nie zdarzy? Skąd ta obawa i próba ucieczki w śmierć?
Ruszcie się! A jeżeli za zakrętem nie będzie nic ciekawego, to trzeba iść dalej. Za jakiś czas traficie na następny zakręt. Znów będzie strach i obawa i dołowanie się. I za zakrętem znowu może się okazać, że nic ciekawego nie ma. Ale trzeba iść dalej. Trzeba być wytrwałym, zmienić podejście do życia, na bardziej elastyczne, nie oczekiwać od razu efektu, czerpać jak najwięcej z pozytywnych emocji, a negatywne odsuwać. Trzeba zaufać, wierzyć i mieć nadzieję.
I w końcu uda się Wam dojść do zakrętu, za którym będzie coś pięknego, do czego dążyliście całe życie. Każdy kolejny zakręt, za którym nie ma nic ciekawego, przybliża Was do tego, do czego dążycie. Każdy z Was jest niepowtarzalny, wspaniały i możecie w to wierzyć lub nie pełny sił. Trzeba się ruszyć i szukać swojego szczęścia, a nie czekać, aż samo przyjdzie. Nie dołujcie się i nie wmawiajcie sobie, że już dobrze nie będzie. Skąd to możecie wiedzieć?!!!
A jak osiągnięcie cel i poczujecie się szczęśliwi, odwrócicie się za siebie, spojrzycie na to wszystko spokojnie i powiecie „nie żałuję niczego, co się w moim życiu wydarzyło – bo było warto”.
Pozdrawiam!
Będzie dobrze!
Uśmiechnijcie się!!!
DAMY RADĘ!
|
|
|
dla Siebie najmniejbolesnie czy dla innych?? wbrew pozorom nie ma czegos takiego.. bo po tabletkach... exploduje Ci zołądek.. juz lepiej zyc i pic:]
|
|
|
... wchodzisz na 9 pietro wierzowca [jakies 35 metrow] bierzesz porzadna line [jakies 25 metrow] do konca tej liny przywiazujesz cienka metalowa linke i robisz petle ktora zalorzysz na kark [najlepiej taka ktora sie porzadnie zacisnie jak bedzie sie spadalo] zaczepiasz line ... zarzucasz pentelke ... + mozna sie polac benzyna ... podpalasz i skaczesz z okna. Efekt murowany ,sznurek sie naprerza ,glowka odskakuje ,palace cialo spada ... spektakularne ,co ? [a swiatkowie beda tylko rozgladac sie i pytac "a co z glowa ?!"] hahahaha
|
|
|
Ale ile zachodu...
Zresztą pytanie z pierwszego postu to pytanie czysto retoryczne. Większość ludzi podejmujących ten temat chce po prostu zwrócić na siebie i swoje "cierpienie" uwagę. Tak samo z samobójcami (szczególnie wśród kobiet) - większość bardziej, lub mniej świadomie odwala pokazówkę dla rodziny, znajomych, samego siebie.
Można by jeszcze dużo napisać, ale nuży mnie ten temat... Tak, tak - znużenie to też częsta przyczyna samobójstw.
|
|
|
chcesz wiedziec co czuja? wlasnie owa sile i radosc.a potem smutek, gdy otwierajac oczy widzisz to, co dotychczas
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |