| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| Coś co chcecie pokazać | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307 |
|
Witam wszystkich. Otóż pomyślałem sobie, że można by założyć temat specjalnie przeznaczony na...właśnie, co?
Wszystko czym chcielibyście się pochwalić, pokazać innym, lub rozreklamować. Można tu wrzucać linki, filmiki, muzykę, obrazki itp.
Czym to się różni od innych tematów? Niczym. Ale żeby nie doprowadzać do sytuacji offtopikowania, przerywania dyskusji, wszystko, co chcecie można tu wrzucić. Co o tym myślicie? Jeżeli, pomysł Wam nie odpowiada, nie piszcie, temat odejdzie w zapomnienie.
Czyńmy dobro! ]:
|
|
|
Idę spać :) Może mi się węże kundalini przyśnią ;) :)
Dobrej nocy :)
|
|
|
Hmm, co do snów. Jeżeli ich nie pamiętamy to za jakiś czas będziemy, z coraz większą dokładnością. Wystarczy samo nastawienie się na stopniowe przypominanie sobie coraz większej liczby szczegółów, fragmentów. Przynajmniej tak to wyglądało w moim przypadku, kiedy zainteresowałem się kiedyś LD (Lucid Dream) - świadome śnienie/śnienie na jawie.
Dobrze że mi o tym przypomniałeś, bo dawno nie śniłem świadomie.
Ja zawsze lubię swobodnie latać po niebie i często dodawałem do tego jakiś czarny charakter/charaktery, ścigając się w powietrzu, nad panoramą miasta i obrzucając promieniami i dyskami energii.
Czasem ratowałem damy w opresji. Oczywiście wszystkie były urodziwe i wpatrzone w swojego wybawcę. Czasem udaremniałem napady, rozprawiając się z różnej maści bandytami, lądując majestatycznie niczym superman, otrzymując oklaski i wyrazy podziwu.
Jeżeli mam folgować swojemu ego, to wolę grać "policjanta" niż tego złego. Czarne charaktery zawsze wydawały mnie się w pewien sposób uboższe, żeby nie powiedzieć upośledzone.
Choć sześciopakowi chodziło raczej o przypomnienie sobie snu, w formie filmu, a nie świadomego kreowania go, stwierdziłem że warto o tym wspomnieć.
W moim przypadku efekty były ciekawe i jest to dosyć proste do opanowania.
Ponoć niektórzy prowadzą dyscyplinę związaną z LD i umilają sobie w ten sposób czas na różne sposoby. Niektórzy nawet doskonalą w ten sposób swoje umiejętności zawodowe, bo potrafią odtworzyć narzędzia z podświadomości, doszkalając się w ten sposób.
Znajomy mi kiedyś powiedział że po kilku miesiącach, można zacząć już odczuwać takie detale jak np. podmuch wiatru na skórze, czuć dotyk i tak dalej.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale nie wykluczone że to możliwe. LD ma duży potencjał, móc kreować w dowolny sposób własny świat zbliżony to tego realnego, to świetna rozrywka, choć mnie już trochę spowszedniała. Jak to ze wszystkim w nadmiarze.
|
|
|
Radku,
dobrze, że o tym piszesz. Ja nie potrafię wyjaśnić wielu rzeczy, bo nie rozwijałam niczego na podstawie książek. To, co mi się przytrafia dzieje się, bo tak mam. Potrafię wiele rzeczy, ale nie kontroluję ich, dzieją się samoczynnie, automatycznie - bo tak mam i już. :)
Czasem fajnie się bawię, ale nigdy nic nie udaje mi się na zawołanie. Im bardziej spontanicznie coś się dzieje - tym lepiej :), tym większa szansa na "cudeńka" w moim życiu.
Jeżeli coś mogę powiedzieć - to tylko na podstawie własnych intuicyjnych doświadczeń.
Większość książek rzucam w połowie czytania, bo często są w nich niedorzeczności. Jak coś mnie nudzi - nie chce mi się na to tracić czasu. Rzadko kiedy zmuszam się do dokończenia jakiejś lektury. Dobre książki czytam z zapartym tchem, ciurkiem, często do rana - aż skończę. "Połykam" je w całości, bo są tego warte, żeby od razu pochłonąć ich treść.
Natomiast co do świadomego śnienia - mam trochę doświadczeń. Też często dotyczyły pomocy, ratowania, opieki nad kimś potrzebującym, ... Chyba większość z nas tak ma. Nie uważam, żeby to było coś szczególnego (przynajmniej w moim przypadku, bo każdy może mieć inne, własne odczucia).
Mój dzisiejszy sen był miły. Nastawiłam się na takie treści jakie śniłam. To i tak miałam. Było super. Całkiem świadomie, mimo, że byłam bardzo zmęczona (a wtedy zwykle nie pamiętam snów, a najczęściej w takich przypadkach jest mi wszystko jedno, co mi się śni). Żeby nikt nie snuł domysłów - dogadałam się z moim wieloletnim przyjacielem, z którym kiedyś przestaliśmy się dobrze rozumieć. Naprawa relacji - przynajmniej we śnie :)
|
|
|
a ja myśle że pamiętamy kiedy mamy pamiętać- wtedy chodzi o przekaz
tak jak ostatnio, ze 3 dni pod rząd jakieś sny które pamiętam, co ważne uważam że trzeba przejść w trakcie snu do stanu świadomego by nadpisać zrzut powiedziałbym w jakimś sensie nieświadomy związany z pamięcią krótkotrwałą na funkcje zapamiętywania- by te się uruchomiły trzeba nadać im świadomie status ważności, często/przeważnie po przebudzeniu robimy zegarek i plan na dziś i gorączka dnia codziennego- wracamy do refleksji ale tam już pusto lub strzępy nie do poskładania
mi ostatnio zdarza się i odczuwać w snach- czasem zdarzają sie sytuacje intymne czasem zagadki, oststnia np. w jakiś bliżej nie określonych okolicznościach złapałem szczura a że kreacja uświadamiała mi że od tego zwierzątka zależy moje przetrwanie- zjadłem to co miał w środku, wiem obrzydliwe :-) ale na to znów wpływu nie mamy, potem nastąpił mały ciąg zdarzeń którego nie pamiętam i nareszcie widok tego zwierzaka, który jednak żyje, choć bez środka, rusza się gdy zwracam nań uwagę ucieka, mi głupio i zaskoczony jestem swoim nie profesjonalizmem, biorę coś do ręki i chce skrócić jego męki lecz on mi w oczy patrzy tak szkliście, smutno, nie walczy choć pusty w środku wciąż żywy i żwawy jakby uzależniony w tym momencie już tylko ode mnie, uświadamiam sobie że mimo zrobionej krzywdy temu zwierzakowi jego czas nie dobiegł końca i chce żyć- mi przykro za to kim się niechcący stałem
pozdrawiam, wciąż myśle nad tym przekazem :-)
|
|
Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi... |
|
Hmm, co do wstawek muzycznych.
Powiem szczerze że proponowane przez Ciebie, nie specjalnie przypadły mi do gustu, toczą się nieco leniwie, może dla tego że ja nie należę do cierpliwych ludzi, choć przede wszystkim brakuje mi powtarzającego się, nie płytkiego, szybszego motywu muzycznego, wokół którego obrastała by zmieniająca się barwa całej ścieżki.
Nie mam nic przeciw cudzym gustom, choć czasem kiedy słyszę w radiu, bądź innych mediach naprawdę słabe kawałki jak te popowo-elektroniczne remixy starszych, udanych utworów z lat 80, to nie mogę się nadziwić że ktoś tego słucha. Aż dziw bierze że puszczają to w tzw. prime time'je. Lub te smętne depresyjne ballady, pozbawione chwytliwego motywu.
Hmm, czasem słucham przez chwilę jeżeli gdzieś zasłyszę ciekawy utwór z muzyki klasycznej.
Kiedyś przez pewien czas, nie słuchałem niczego innego. Hmm, podobały mnie się też transmisje na TV Kultura, trwającego kilka dni konkursu Chopinowskiego, bodaj gdzieś na wiosnę o ile dobrze pamiętam.
Od dawna też szukałem złotego środka,wciągającej koncepcji z czegoś pomiędzy chillout, downtempo, acid jazz, smooth jazz.
Czegoś co w ciekawy sposób łączyło by gitarę elektryczną, saksofon i muzykę elektroniczną.
Hmm, dawno dawno temu usłyszałem takie doskonałe połączenie, ale nie pamiętam żadnych kryjących się za tym szczegółów.
Pamiętam że odsłuchałem to parę razy ale nigdzie nie zachowałem. Był to bodaj autorski kawałek mało znanego DJ'a.
Ale dzięki poszukiwaniom tego konkretnego połączenia, rozwinąłem swoje pojęcie o tych gatunkach.
Hmm, mówisz że preferujesz cięższe kawałki. Co nie co wiem o tych cięższych. Jeszcze parę lat temu zamiast okularów, nosiłem długie włosy, byłem szczuplejszy, a przez jakiś czas brzdąkałem trochę na gitarze.
Do dziś mam w szafie szeroki asortyment strojów w odcieniach czerni do wyboru. Nie przepadałem za nowo powstającą modą na Nu Metal. Preferowałem klasykę Death Metalu - Slayers'a, Death, Morbid Angel, trochę starego trash'u jak Carcass, Megadeath i inne.
Znajomy który pierwszy mnie w to wciągnął pożył mi kiedyś oryginalne albumy polskiego Huntera czy Behemoth'a, kiedy byli jeszcze niszowi.
Do dziś nie mogę się nadziwić, w jaki sposób zachwycałem się tym łomotem, choć dobrze zdawałem sobie sprawę z tego że wstydziłem się przyznać przed samym sobą, że podobały mnie się lżejsze kawałki.
Chodziłem czasem do miejskiego "ośrodka kultury", który był właściwie starym magazynem, liźniętym farbą i ze starymi poniszczonymi fotelami, oddalony jakieś sto metrów od portu rybackiego.
Wszyscy z tego kpili, bo jeżeli chodzi o sam budynek "ośrodkiem kultury" był tylko z nazwy.
Grywały tam okoliczne kapele metalowe. Pamiętam że po jednej próbie zatańczenia pogo, byłem tak poobijany przez sąsiadów, że stwierdziłem że nie jest to warte masowania obolałej szczęki i potencjalnej, przymusowej wizyty u dentysty.
Warunki były dość prowizoryczne, a specyfika miejsca i ludzi sprawiała że, poszczególne stoliki nie stanowiły swoistej zamkniętej, prywatnej przestrzeni, jak to bywa w klubach. Ludzie znacznie swobodniej wymieniali uwagi słysząc rozmowę ze stolika obok i przysiadali się do siebie.
W taki sposób poznałem mistrza czarnej magii, z czego nie zdawałem sobie sprawy, jeszcze przez pewien czas.
Hmm, jakkolwiek absurdalnie by to brzmiało, kiedy dał mi oświecenie, coraz bardziej zacząłem poszukiwać ładu i harmonii we własnym życiu. Stąd też zaczęły się zmieniać moje gusta muzyczne.
Hmm, pamiętam jak pewien chłopak rozwodził się nad faktem że do nowej pracy musiał ogolić się na łyso. Mnie to przyszło z większą łatwością, nie było mi to już potrzebne.
Z tym tworzeniem się gustów bywa różnie. Czasem słaby opening danego serialu, odsłuchany po raz dziesiąty staje się coraz bardziej zjadliwy, pomimo że początkowo mieliśmy o nim inne zdanie. Raczej odwołuje się to do zainteresowania serialem i poprzez taki pryzmat inaczej oceniamy OP i ED.
Mniejszym szczenięciem będąc, zacząłem od Cowboy'a Bebop'a, Slayers'ów i Ghost in the Shell.
Dziś są oceniane jako pozycje kultowej klasyki lat 90-tych i jakoś tak sądzę że lepiej trafiłem z tym moim kreowaniem się gustu, bo w tym samym czasie moi rówieśnicy zachwycali się Dragon Ball'em i Czarodziejką z księżyca, których target'em były dzieci.
W Bebopie starano się stworzyć poważniejszy klimat łowców nagród w stylistyce space opery i wyszło im to z całkiem niezłym rezultatem. Przypominał trochę klimatem stare amerykańskie filmy detektywistyczne, z jazzem w tle.
W Slayers'ach spodobała mnie się koncepcja czarnego maga w kobiecej skórze, rozprawiającej się z kolejnymi demonami, duchami i innymi nieciekawej aparycji stworami, za pomocą różnego asortymentu magii bitewnej, choć sama seria nie była najwybitniejsza, sceny walk jak na tamte czasy, robiły duże wrażenie. Pamiętam z grubsza tą finałową walkę, gdzie otworzyły się wrota z innego wymiaru, skąd próbował wydostać się Darkstar, pożerać światów. Chyba stąd wziął się ten mój pomysł, by latać w snach, strzelając promieniami i dyskami energii. Koncepcja pokazana w sposób dość nowatorski jak na tamte czasy, choć nie wykluczone że zaczęło się to rozwijać jeszcze wcześniej. Jedyne znane mi tytuły jeszcze bardziej wstecz, to znane chyba każdemu znawcy gatunku filmy pełnometrażowe Hayao Miyazaki'ego.
Ghost in the Shell zrobił duże wrażenie w 1995 i wygrał wiele nagród. Chyba po raz pierwszy w gatunku starano się tak efektownie wycisnąć potencjał animacji 2D. Ghost in the Shell podniósł poprzeczkę na kilka kolejnych lat.
Dawniej, takie japońskie wynalazki były właściwie nie znane, w Polsce trend zaczął dopiero kiełkować, kierowany raczej do niewielkiej grupy, stąd też początkowo nie wielkie zainteresowanie.
Oglądałem na youtube kanał dawnego redaktora naczelnego (Mr.Jedi) pisma "Kawaii!" (choć nie pamiętam czy przypadkiem wciąż nie pracuje w tej redakcji), który nagrywał swoje wojaże po Japonii. W Polsce zaczęli działać dosyć późno, bo gdzieś bodaj od 1997. Ponoć mieli problemy z dostępnością oryginalnych VHS'ów, żeby napisać recenzję, choć i tak pisali czasem o seriach, które niejeden nie był w stanie obejrzeć, może poza tymi sprowadzanymi z zachodu, bo w Polsce rynek jeszcze prawie nie istniał.
Co do konwencji magii i miecza, niezależnie o jakich mediach mówimy, zawsze starałem się dobierać te nieco ambitniejsze pozycje. Obecnie to dla mnie tylko tło, dodatek do dobrze napisanego scenariusza.
Nie podobają mnie się te przekolorowane japońskie serie, produkowane taśmowo, których coraz więcej przybywa. Mieszają współczesność z magią, nowoczesną techniką, mitologią japońską i tą ze świata zachodniego, na szereg różnych sposobów. Wychodzi z tego taki pozbawiony sensu i treści kogiel mogiel.
Coraz trudniej jest wybrać z tego coś sensownego.
Hmm, pierwsze na myśl przychodzi mi Seirei no Moribito (Guardian of the Spirit) z 2007 roku. Historia osadzona w fikcyjnych realiach, przypominających te z średniowiecznego cesarstwa japońskiego.
Całkiem przyjemna i udana seria. W jednym z odcinków wioskowy medyk, decyduje się na projekcję astralną by poznać pewne fakty. Ciekawie przedstawiono tą przeciągłą scenę, obserwując takie budujące nastrój szczegóły jak zmieniający się płomień świecy.
Hmm, w japońskich serialach i anime, lubię te pojawiające się czasem przeciągłe sceny, które poświęcają przyrodzie, kontemplacji przy czymś tak prozaicznym, jak picie herbaty. Odczuwa się wpływy zakorzenionego w ich kulturze Zen.
Oglądałem nim pojawiły się pierwsze oceny, a zazwyczaj bazuje na recenzjach z portalu "Tanuki". Zauważyłem że moje oceny na ogół pokrywają się z ich głosami, bo niejednokrotnie oceniają dosyć surowo. Są bezlitośni dla wspomnianych przeze mnie kalk, bazujących na schematach.
Co do Bleach'a, zmęczyłem kiedyś dwa odcinki i stwierdziłem że to nie dla mnie. Widziałem też parę urywków na kablówce, z dwóch pierwszych sezonów, ale nie wciągnęło mnie. Dla mnie jest zbyt sztampowy, za dużo powielających się motywów, te kolejne ewolucje postaci, zdobywających nowe zdolności. Właściwie żadnych motywów zachęcających do dalszego oglądania. Czasem odnoszę wrażenie że scenarzyści piszą takie historie na kolanie.
Z tego co mi wiadomo to Bleach czy Naruto, doczekały się paruset odcinków, kierowane do młodszego, masowego odbiorcy.
Ale tak jak mówiłem, z gustami bywa różnie.
Pamiętam jak dawniej wdawałem się w dysputy o wyższości wiedźmina nad nowo zapoczątkowaną serią o Harrym Potterze.
Wtedy nikt nie spodziewał się że będą chcieli kręcić film, nie wspominając o dwóch częściach gry, które były najbardziej drogimi produkcjami w Polsce, na obu tych rynkach. Choć podejrzewam że nie jeden fanboy wolałby zapomnieć o fakcie powstania wersji filmowej. Moim zdaniem był zjadliwy, pomijając momentami naprawdę kiepskie efekty specjalne i fabułę zmienioną na potrzeby serialu. Choć rzeczywiście mieli trudne zadanie, biorąc się za ekranizację sagi złożonej z pięciu książek.
Saga powstawała gdzieś pomiędzy 1986, a 1999, hmm, to co mnie się wydawało w niej dość charakterystyczne, to historia opisana współczesnym językiem. Czytałem kiedy jeszcze mało kto ją znał. Wtedy nikt by nie przewidział że sepleniący premier sprezentuję książkową sagę i kolejną część PC'towej gry, czarnoskóremu prezydentowi USA przy jego oficjalnej wizycie, a Wiedźmin będzie jedną z najbardziej znanych Polskich komercyjnych marek.
Hmm, trochę się rozkręciłem.
|
|
|
sory liszaj przeczytalem Twoja wypowiedz prawie do konca chyba jestes mlodszy odemnie bo nie slyszales o kapitanie jastrzabiu "cubasa" czy o kazuji dajmos czy o krolestwie kaledarza czy jatamanie to byl ubaw :) o pokazach pazdziernika hehe to byly baje nie wiem czemu o tym pisze chyba dlatego ze Ty o tym napisales pisales tez o muzyce moze takie cos by Ci sie spodobalo http://www.youtube.com/watch?v=ejYI65dyVBI
|
|
|
nie chce sie wymadrzac ale moj sen byl niesamowity dlatego ze mowil o poczatkach powstania tylko nie wiem dokladnie czego chyba naszego ukldu slonecznego z tego co pamietam to to ze z jednego zrodla powstalo kilka ras rozprzechniewscily sie po nie iwem ukladzie slineczynm kosmosie i kotos dokladnie o tym opowiadal ale nie pamietam slow a objasnia tlumaczyl a niepamietam tego mowil o poczatkac h ale nie wiem czego ukladu slonecznego czy czegos wiecej nie wiem utkwola mo w glpwie ylko liczba 9 ze 9 ras powstwalo z jednego zrodla ale na koniec dygresja byla chyba taka ze nie jestesmy dla siebie przyjemni i nie wiem ze niby ktos nie wiem czy dobrze zinterpretoawalkem leci w nasza strobe z nieprzyjemnymi zamiarami ale to moze byc bledne potem nagle sen sie urwal i przelaczyl na osobe inwidualna z naszego swiata i pokazuwal jak jest zameczana :/ roznymi sytuacjami tak to wygladalo wszytko bylo podanewq formie animacji najbardziej w pamieci mi zostalo jak zycie sie ropzchodzilo po roznych planetach nie wiem czy chodzilo o jakis konkretny uklad sloneczy czy cos wiecej nie wiem ale chyba chodzilo o jeden najgorsze jest to ze pamietam tylko jakies obrazy ale nie tego co mowil narrator
|
|
|
Hmm, nie sądzę by wiek był w czymkolwiek jakoś szczególnie istotny, choć są takie kwestie w których decyduje o określonych przywilejach i obowiązkach w systemach, w jakich przystało nam żyć, choć jest i wiele kwestii które większość mylnie interpretuje.
Hmm, pamiętam takie tytuły. Pamiętam że najmłodsi mając po 5-6 lat zbierali się przed telewizorem u kuzynostwa, bo tylko u nich odbierało bodaj na Polonii 1. Ale to już gdzieś taka półka zbliżona do dobranocek dla najmłodszych, a ja poruszałem raczej temat sortu nieco innych tematycznie serii. Takich gdzie i czasem odpadnie komuś ręka czy noga.
Hmm, kawałek nie najgorszy. Kiedyś przez pewien czas moje poszukiwania muzyczne zawędrowały gdzieś w okolice Trance i Drum & Bass, trochę tego przesłuchałem.
|
|
|
oby to nie dzialao jak lancuch pokarmowy a ze my jestemy zrebietami bo jak mozana sie bronic przeciw czemus co ma nad nami przewage??
|
|
|
ale dalej uwam ze jestes mlodzszy skoro widziales to w wieku 5- 6 lat a czy wiek ma znaczenie troce tak
|
|
|
a kawalek jextr dobry :) dlamnie przynajmniej ale sa tez inne fajne moze jakas wymina??
|
|
|
|
|
|
Hmm, przez jakiś czas przesłuchiwałem kilka stacji internetowych, a zaczęło się od jednego z albumów Pendulum, które polecił mi znajomy. Dla mnie Drum & Bass to zamknięty epizod. Jest to ciekawe, ale nie wciągnęło mnie na dłużej.
|
|
|
myslisz ze to ice cube ale to nie on ale chyba zasmiecam wasze forum :(
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7307 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |