|
|
Ja już jako dziecko przestałem chodzić do kościoła, bo po prostu źle się tam czułem.
Jestem wrażliwy na różne oddziaływania i energie - potrafię je szybko wyczuć i przeciwstawić się im. Bardzo lubię rozmawiać z księżmi, ale rzadko mam okazję, bo do kościoła nie chodzę. Czasem spotkam jakiegoś księdza na "gruncie neutralnym". Księża w ogóle nie są przygotowani na trudne dyskusje (zwłaszcza przy publice), bo przywykli do monologów i tego, że nikt nie ma odwagi zakwestionować tego, co mówią, a nawet zadać dociekliwego pytania.
Te kościelne obrządki w sumie niewiele dają jeśli się w nie nie wierzy i nie uczestniczy w systematycznym, wieloletnim programowaniu.
Bardzo się cieszę, że mam rodziców na poziomie - nigdy nie sugerowali mi niczego w kwestii religii ani na plus, ani na minus - ode mnie zależało w co chciałem wierzyć i jak czas spędzać.
Siła Kościoła nie polega na tzw. sakramentach, tylko na programowaniu ludzi - na systematycznym, wieloletnim oddziaływaniu na ich psychikę - ograniczaniu ich, tłamszeniu i wzbudzaniu szeregu kompleksów. Jeśli człowiek sam siebie nie będzie cenił, poważał, szanował, kochał, to nie będzie w stanie obdarzyć tym innych - po prostu nie będzie wiedział na czym to polega, a pozory będzie zachowywał jedynie dzięki wpojonemu mu strachowi, ale jak to kiepsko działa, to sami widzimy wokół.
Prawdziwą otwartość na innych (również na wizje, objawienia, czy inne wpływy "subtelne"), szczerość, ufność, człowiek uzyskuje niejako automatycznie, gdy jest wrażliwy - kocha wtedy wszystko: świat, przyrodę, siebie i innych ludzi, bo w każdym chce widzieć dobrą istotę sobie podobną.
Niestety, ale Kościół zabija wrażliwość człowieka ucząc go bezwzględności (wystarczy Biblię poczytać), pokazuje, że człowiek nie powinien się kierować miłością i rozumem, tylko bezwzględnie, bezmyślnie przestrzegać jakichś przepisów i zmuszać do ich przestrzegania innych - w razie czego straszyć wieczną karą i innymi niedorzecznościami.
Temat rzeka :/
Szkoda gadać - lepiej spędzić czas na czymś przyjemniejszym, niż na babraniu się w kościelnych brudach. Szczerze brzydzę się Kościołem.
|