| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| samobójstwo | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775 |
|
DO ,,krisa''
Nie opowiadam żadnych głupstw
Nie wspomniałam też o samobójstwie tylko o tym ,że jest mi żle na tym wiecie
to sš sprostowania do Twojej wypowiedzi
Dziekuję za pocieszenie
|
|
|
Kiedy to samo opowiadała mi mama....
Dziękuję....Bardzo....
|
|
|
Martynka
Po "nocy ciemnej", nawet njczarniejszej, która nie jest mi obca jak i Tobie - zawsze przychodzi dzień , wiatło , promyki słońca. Nie ważne ile w życiu dostajemy....ważne jest ile dajemy. Jeli już tu na to forum zawitała....pamiętaj ,że jeste nam potrzebna ze swš wrażliwociš. To włanie ci , którzy rany swe odczuwajš bolenie - potrafiš się otworzyć na innych.
Jak się juz otworzysz na drugiego człowieka , ból uleci - nie zatrzymuj go....ale postaraj sie umiechnšć i powiedzieć JESTEM !
Nie chcę by mrok ogarniał serce i duszę
Chcę patrzeć w słońce wysoko i czuć
Promienieć radociš i szczęciem
Lecz czasem zbyt silny strach i ból
Jak kamień przygniata me serce
Chwila ta trudna w zmaganiu się
I wiem że konieczna w odnowie swej
Przyjd słońce przyjd i ogrzej mnie
Radoci i ciepła w serce wlej
Na chwilkę zapomnieć rozterki swe
I wznieć swe wołanie do niebios hen...
Płacz duszo płacz nie wstyd się łez
Nadchodzi czas ,że podniesiesz się.
Pozdrawiam :)
|
|
|
Może owszem nie czytałem wštku ale co nieco powiem sobie. Może się komu wydać to nieco dziwne, ale có każdy jest innš osobš. Kiedy również miałem okresy podobne do depresji z mylami okołosamobójczymi. Się nawet zastanawiałem jak lepiej, i decydowałem że najsensowniejsze będzie tandem nóż + gardło. Ale nie o tym mowa. Póniej to minęło, ponieważ powoli dochodziłem do wniosku że samobójstwo to tylko droga na skróty a prawdziwa droga to korzystanie z życia, i poszukiwanie jej, unikajšc wpadania w schematy (w bardzo szerokim znaczeniu) które to najczęciej nas skłaniajš w stany depresyjne i dalej (w dużym skrócie).
W póniejszym czasie, w okresie zimowym (co napewno też miało wpływ) zapadłem w cišgły 3 dniowy sen, gdzie istniały tylko chwilowe przebudzenia ze zmianš miejsca, 1 może 2 wypadami do WC, bez jakiegokolwiek posilania się czy popijania (a piszę dlatego by sam mógł kto uznać na ile to był cišgły sen). Sen ów był dosyć ciekawy, ponieważ ukazał mnie w historii której to włanie popełniłem samobójstwo. Po tym fakcie, znadowałem się gdzie na cmentarzu (już jako forma co ala duch) gdzie bez celu błšdziłem w te i wew te, od czasu do czasu widzšc inne błškajšce się cišgle w koło dusze (duchy?) od wielu lat, które już doznały obłędu, w międzyczasie jak się okazało byli w większoci to ci włanie co popełnili samobójstwo. Póniej byłem wiadkiem własnego pogrzebu, obserwujšc resztę rodziny i garstkę znajomych (niestety ale myli samobójcze też wiadczš o małej zażyłoci kontaktów z innymi) raz zza ich pleców a raz od strony grobu. Po pierwsze było to bardzo uderzajšce dowiadczenie które nie mylę by było takie powszechne dla innych, mimo iż było w pewnym sensie wirtualne. Potem jako, nie pamiętam czy to był efekt pogrzebania mojego ciała, stšd uniknšłem obłędu niepochowanych, mogłem (uczucie sam z siebie) wyruszyć w bliżej niesprecyzowanš drogę. Przywiodło mnie to póniej do tajemniczego spotkania, z wreszcie "duszš" trzewego umysłu której nie zwiodło obłškanie. Uderzyło mnie iż za niš powoli cišgnšł się tabun, a wręcz tabuny tzw. obłškańców (cały czas w wiecie pozagrobowym), którzy zjadali siebie nawzajem. Ów tajemnicza, acz racjonalna postać, w osobliwym miejscu gdyż siedzilimy na czym na kształt wygodnej czerwonej kanapy, cynicznie orzekł iż jest to jego pożywienie, a on sam żyje pod dręczšcym go jarzmem obowišzku. Wyjawił mi iż jest antychrystem co mnie dziwnym trafem wcale nie zaskoczyło, i niestety, pomimo faktku braku przyjemnoci jakš niesie mu taka perspektywa kto musi spełnić ten obowišzek, więc prędzej czy póniej wypełni swe zadanie. Miła pogawędka się pogodnie zakończyła z naprawdę drobniutkš acz jednak sugestyjkš czy kto inny nie chciałby go wyręczyć, bo może tš posługę wypełnić każda osoba, jednak nie widzi on nikogo na tyle silnego by podołał temu zadaniu.
Ogólnie to sš główne fakty jakie zapamiętałem z tego dziwacznego napadu snu. Po tym fakcie już nie miałem takich fatalnych zamiarach o jakich jest temat tego wštku. Może był to jaki wpływ tego co gdzie się naczytałem, ale przeżycie tego w takim cišgu sennym to zupełnie co innego. Długoć snu wišzała się też z dużš jego plastycznociš, jednakże to nie sens treci a po drugie czas swoje zamazuje. Dzi traktuję to pobłażliwie i ledwo pamiętam, wišżę to raczej z okresem około depresyjnym jaki wczeniej przeżyłem. Też mam na względzie iż wczeniej również miewałem zimowe napady snu całodobowego, 1,5 dniowego, ale nigdy nie doznałem napadu 3 dniowego jak wtedy, i od tego dnia nie doznałem wogóle zimowego napadu snu, chćby tylko 1 dobowego. Każdy może to dowolnie interpretować ale trza pamiętać iż sny to rzecz stricte indywidualna, a jeszcze dopiszę że nie należę/należałem do jakkolwiek bymy okrelili, tzw. nawiedzonych, nawet w znaczeniu jakiego choćby interesowania się takowymi tematami. A zdarzyło się to cirka 5,5 roku temu.
Pozdrawiam :)
|
|
|
Minšł włanie rok od tego dnia...
gdy zdruzgotana uwiadomiłam sobie, że nie mam wpływu na swoje życie,
że moje działania przynoszš zupełnie odwrotne skutki do zamierzonych
i gdy przekroczona została pewna granica w moim poczuciu wartoci...
Nadzieja na znalezienie kiedykolwiek rozwišzania problemów zniknęła,
nie widziałam już żadnego wyjcia, a to co najmocniej wtedy czułam to poczucie BEZRADNOCI.
Napłakałam się już wczeniej. A tego dnia było już mniej tych łez - bardziej płacz przechodzšcy w otępienie,
przez które się przebijało jedynie uczucie duszšcego w rodku żalu.
Trafiłam do parku. Z połówkš wódki na odwagę i paczkš żyletek.
Strasznie czyste teraz te parki. Wiele czasu zajęło mi by znaleć jakie miejsce, w którym by można się zaszyć.
Nie wiem ile czasu tam siedziałam - było mi zimno, kropił deszcz, zaczęło robic się ciemniej. Wódkę piłam małymi łykami powoli i przeklinałam, że nie ma lepszego sposobu na upicie się - bo wódki nie znoszę.
Może wyda wam się to mieszne, ale największym problemem w tym momencie było
czy się zdšrzę wykrwawić i umrzeć zanim rodzice się zacznš o mnie martwić.
Nie chciałam im tego robić, ale po prostu już nie wytrzymywałam w tym moim wiecie.
Pytanie dlaczego mam takie pomylone życie i jak rozwišzać problemy zadawałam sobie już wczeniej.
Tego dnia jedyne pytanie, które przychodziło mi do głowy to dlaczego muszę umrzeć.
No i jeszcze te obawy... - o rodziców, o to że mnie kto znajdzie i mnie odratujš,
no i jeszcze ta jedna... a co jak już umrę... przecież tak po prostu chyba nie zniknę, a jeli nawet jest piekło i niebo to co z... samobójcš...
Chyba jednak chciałam żyć bo ocknęłam się na przystanku.
Nawet dokładnie nie pamiętam jak tam się znalazałam.
Starałam się nie myleć co dalej. Wogóle nie chciałam myleć.
W końcu jednak zaczęłam... wymylałam sobie od tchórzy i obiecałam, że nie wrócę już do domu... że sš przecież jeszcze inne miejsca gdzie można się pocišć...
Jaki to paradoks - tak bardzo chciałam żyć i z takim uporem mówiłam sobie, że przecież muszę umrzeć.
Faktycznie nie wróciłam na noc do domu... ale na szczęcie trafiłam do koleżanki. Nie znalazła rady i koleżanka i sen nic nie poradził... no ale nadal żyłam.
Przez kolejne parę miesięcy starałam się być obojętna na to co się z moim życiem działo. Na zewnštrz widać było zmianę, ale wewnštrz rozdzierały mnie emocje... Do tego kolejna prowokacja od życia i...
... i mój wiat załamał się powtórnie.
Tym razem jednak nie było to tak "histeryczne". Mylałam o tym, że "być może" będę musiala umrzeć.
Nadal nie widziałam rozwišzania problemów, do tego doszły nowe, ale nie byłam już taka pewna... i zdecydowałam się narazie żyć.
Najbliższy okres to było... piekło. Czułam we mnie ogień!
I tym razem znowu pomylałam... a co z samobójcami po mierci? czy tak miałabym się potem czuć... przez wiecznoć?
Minšł włanie rok od tego dnia, gdy chciałam przerwać swoje życie.
Trochę się przez rok pozmieniało. Potrafię być bardziej obojętna.
mieję się już trochę inaczej - mniej spontanicznie, ale może kiedy... dlaczego bym miała w to nie wierzyć?
Do tego wiem już, że zawsze mamy wybór i decydujemy o swoim życiu.
Zawsze możemy powiedzieć NIE... różnie to się może potem skończyć, ale...
ale to nasze życie, nie musi być doskonałe, jest nasze.
Zawsze mamy wybór - nawet jeli w ostatecznoci jest to wybór między życiem i mierciš... jest to nasz wybór.
Tylko wybór mierci to nie jest rzecz, o której należy decydować w afekcie...
bo to droga tylko w jednš stronę i nie można powiedzieć - pomyliłem się, chcę wrócić...
Na wiele spraw patrzę teraz inaczej. Próbuję zrobić co ze swoim zyciem nadal, ale tym razem dopuszczam możliwoć porażki i błędów.
Niestety zdarzajš mi się i porażki... mówię wtedy, że widać tak miało być i że sš inne rzeczy, z których mogę lub będę mogła się cieszyć.
Nie rozmylam już tak wiele wstecz..., nawet jak nie widzę rozwišzań na teraz,
nie chcę zakładać, że le będzie w przyszłoci...
Nawet jakbym miała żyć na przekór to będę żyć bo mam do tego prawo i taki jest mój wybór...
Mam też prawo by być szczęliwš - nawet jeli byłyby to tylko ochłapy szczęcia... trudno...
A jakby kiedy przypadkiem życie mnie zabolało to... może warto oddać je innym...
To od nas zależy co zrobimy z własnym życiem, jak będzie ono wyglšdało i z czego będziemy się cieszyć a czym smucić.
Pozdrawiam
P.S.
Dajcie sobie czas...
|
|
|
A więc powiem Ci, że każdy mylšcy człowiek ma takie stany, pamiętaj też stare powidzienie że "co nie zabije, wzmocni" jeste teraz człowiekiem silniejszym psychicznie (co nie oznacza że wczeniej była słabym ale słabszym). Pozatym brawo za odwagę że opowiedziała na forum tš historię, bardzo ciekawš ale intymnš . Żyć w tym wiecie i nie mieć dołów to oznacza nie czuć, a nie czuć mogš tylko dwa rodzaje ludzi: kompletnie pozbawieni uczuć lub uodpornieni. Ci drudzy jednak majš za sobš nie jednš próbę samobójczš lub chociaż myli takie.
Pozdrawiam wszystkich (nie) samobójców ;-)
[%sig%]
|
|
|
Życie czasem boli i przed tym bólem staramy sie uciec. Stawiamy sobie pragnienia, marzenia które się nie realizuja. Zbyt staramy sie " tworzyć" nasze życie według swoistego wizerunku ale nie potrafimy, trudno nam przychodzi- przyjmować to co otrzymujemy , starać się o to co dostajemy. W naszych planach przecież tego nie było więc co zrobić, gdy się trafiło? Nie mogšc sobie poradzić z porażkami ( tak sšdzimy ) szukamy wyjcia, odpowiedzi - gdy nie znajdujemy, gdy zycie tak dokuczy a czasem człowiek obok , najpierw zamykamy się w swoim małym wiatku użalajšc się nad swoim losem, potem gdy już czujemy się na tyle samotni i niezrozumiani sięgamy po kolejne, czasem ostateczne rozwišzanie. Mylimy , że uwolnimy sie od tego czego sobie nie życzylimy w naszym zyciu - takie mylenie jest błędne. W sposobie naszego mylenia , w naszych dšżeniach i oczekiwaniach istnieje odpowied na nasze bolšczki. Samobójstwo nie rozwišże problemów życiowych, ono je zakończy i nie da już szansy na poznanie siebie , na udzielenie sobie samemu odpowiedzi na pytanie co mam zrobić? jak zyć? w czym popełniłam błšd? czego te dowiadczenia mnie uczš? Chcemy być kochani , każdy poszukuje dla siebie tego porywu uczuć......czy potrafimy i chcemy dawać to samo? nie oczekujšc nic w zamian?
Zadziwiajšca jest miłoć rodzicielska....bo zupełnie bezinteresowna....kocha się dziecko nie dlatego ,że jest piękne, mšdre, posłuszne itd.....ale dlatego ,że JEST ! ot tak poprostu :) Jeli potrafimy kochać takš miłociš innych.....to niczego się nie boję :)))))))
|
|
|
Kochajmy takš miłociš rodzicielskš nasze życie... za to, że JEST...
|
|
|
I pewnego dnia, ONI mylš, że ja się zabiję
Ty będziesz tylko pytać czy to boli....
Zanim dojdziemy do porozumienia
Kto stwierdzi ,że dla mnie jest już za pożno
I nie da mi szansy....
......A ja przyznam mu rację.........
|
|
|
Porozmawiałam, tak jak to miałam zrobić....
I nic...
Nie poczułam ulgi
Nie poczułam się lżej
Nie poczułam nic...
Wiem....Nie umiem rozmawiać....Nie umiem się przed nikim otworzyć....
Takim aniołem jestem....
Aniołem , który w sercu ma tyle emocji, niewypowiedzianych słów, tyle łez niewylanych
....Który ma skrzydła...Lecz boi się je wyswobodzić...Boi się pokazać , że je ma...
SZUKAJ MNIE SZUKAJ
I TAK NIE ZNAJDZIESZ.....
WYRUSZYŁE ZBYT PÓŻNO.....
|
|
|
...Każdego dnia wstaję bardzo wczenie....Bo mam nadzieję , że spotka mnie co dobrego , że pewnego ranka wstanę i umiechnę się sama do siebie....
...jestem niepoprawnš marzycielkš.....
|
|
|
"Ludzie wierzš, że aby odnieć sukces trzeba dobrze wstawać.
Otórz nie - trzeba wstawać w dobrym humorze"
(M. Achard)
Mam nadzieję Martynko, że już niedługo wstaniesz rano z tym umiechem na twarzy.
Marzenia się spełniajš. Potrzeba tylko czasu i cierpliwoci.
Pozdrawiam
|
|
|
Każdego ranka
czekam
Na ulgę mojej duszy
By ANIOŁ STRÓŻ
Lęk
Jak cukier skruszył
|
|
|
Wcišż tęsknota mnie zalepia
I nadzieje ogłuszajš
Życie przez palce przecieka
Palce , które nóż trzymajš........
|
|
|
SAMOBÓJSTWO
to myl,
Która cišgle powraca
W każdš noc podaje ostry nóż.....
|
|
|
jestem taka samotna
cały czas jestem na tym forum
nie mam nikogo
dlaczego tak jest
dlaczego cierpie
|
|
|
Martynka,
napisz do mnie.
poranek11@op.pl
|
|
|
nigdy nie pojmš tego materialici, ale kalectwo i/lub cierpienie psychiczne jest gorsze niż mierć, nie żal mi tysięcy ludzi którzy codziennie ginš, bowiem oni majš następne życie wkrótce, jednak gdy widzę jednego na wózku inwalidzkim albo zaszczutego przez media czy ludzi, łza mi się kręci w oku, nie tych trzeba żałować co odeszli ale tych co cierpiš... Wy pytacie jak się zabić a w rzeczywistoci każdy chce z was wiedzieć jak albo właciwie dlaczego tego nie robić? I to jest lepsze pytanie...
[%sig%]
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |