Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
silnik grawitacyjny.
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 3788

Szukam osoby interesujące się sposobem podróżowania . mam teorię na temat silnika grawitacyjnego, posiadam kilka elementów do zbudowania go. Z zawodu jestem elektronikiem. Posiadam generator funkcyjny , mogę mieć dostęp do rtęci metalicznej . Szukam kontaktu na temat silnika a.g. Marian.

wendol:
To ja do tej pory tak mam :)) Do pierwszej dziewczyny mówiłem "myszko", a do żony "futrzaczku" :))
He he he! No zajebiście :) Ja lubię bardzo zwierzęta (do tej pory), ale mieszkam teraz na wsi i mam kilku wrogów w postaci takich milusich zwierzątek. 2 lata temu jakaś cholera zamordowała nam w ciągu 1 nocy 6 z 10 dorosłych indyków (chyba łasica łaska, bo wychlała tylko krew a mięsa nie ruszyła), a teraz kręci się tu jeden pies- chyba sąsiada... Normalnie to bym nigdy w życiu psa nie ruszył bo kocham zwłaszcza psy, ale ten ch.j juz mnie wk..wił. Włazi na podwórko i zżera jajka i od czasu do czasu kurczaka... Mam wiatrówkę na co2. No i raz miał pecha- wyczaiłem go i zamknąłem się znim na tym podwórku. Po dwóch magazynkach kulek otworzyłem furtkę. Wystrzelił jak z procy i już miesiąc go nie widzę- wcześniej przychodził niemal codziennie się dożywić... Szkoda mi psa, ale... Co tam- niech wie, że nie wolno. Co śmieszne- mój pies wpuszcza tamtego na podwórko jak najlepszego kumpla. Eeeech

Kiedyś u rodziców otwieram drzwi do piwnicy, a tam na schodach mysz - zaczęła uciekać w dół i schowała się w rogu za cegłami. Krzyknąłem, żeby dali mi jakiś dezodorant i skórzaną rękawiczkę. Popsikałem dezodorantem za cegły i nastawiłem rękę - mysz wyskoczyła i sama wpadła. Patrzę, a ona mruga oczami - chyba dezodorant jej się nie spodobał :) Wyniosłem ją na podwórko do śmietnika i wypuściłem, ale ojciec stwierdził, że i tak wróci. Kiedyś w nocy idę koło lasu, a tam pędzi mały zajączek wprost na mnie, odbił się od moich nóg - coś go goniło - jakaś kuna. Kuna nie była taka odważna, zatrzymała się i odeszła w drugą stronę, a zajączek się uratował. Kiedyś dorosły zając skakał sobie na drodze między podwórkami - zwarta zabudowa, a ja idę z naprzeciwka... Zając mnie zobaczył i zaczął zygzakować - rozśmieszyło mnie to i też zacząłem skakać na boki. Zbliżał się i chciał mnie wyminąć, ale ja przekonująco skakałem - głupi stwierdził, że mogę go złapać i wreszcie zrobił w tył zwrot i pobiegł z powrotem, choć w moim kierunku miał dużo bliżej do lasu :) Kiedyś w nocy jakieś psy biegały pod domem i strasznie hałasowały - nie mogłem spać. Wreszcie nie wytrzymałem - wstałem, ubrałem się, wziąłem latarkę, laser i gaz, i wyszedłem z nimi "pogadać". Czułem się jak "terminator" - obszedłem (i nawet pobiegałem) za tymi trzema psami kawałek Rembertowa i je straszyłem - już więcej nie wróciły w moje rejony. Sąsiad miał dwa wilczury i je bił - zrobiły się bardzo agresywne i atakowały ludzi - kogoś nawet pogryzły. Kiedyś sobie idę, a tu jeden ujada - olałem go i idę dalej. Nagle był już za mną (skubany zrobił sobie podkop pod ogrodzeniem) - ten jego szczek/wark był straszny, gdy się odwróciłem był w biegu z wyszczerzonymi zębami jakieś dwa metry ode mnie. Zdążyłem tylko wyciągnąć rękę, rozłożyć palce, spojrzeć mu w oczy i powiedzieć "Prrecz!!!". Powiedziałem to z takim ładunkiem nienawiści i tak dosadnie, że sam się siebie przestraszyłem :) Pies się zatrzymał, odwrócił i pobiegł z powrotem. Wracałem po raz pierwszy nocnym autobusem od dziewczyny - pijany byłem i wsiadłem w pierwszy lepszy. Po jakimś czasie się zorientowałem, że nie za bardzo mi pasuje i wysiałem. Zorientowałem się, gdzie jestem i stwierdziłem, że pójdę do domu na piechotę - zajęło mi to trzy godziny, a po drodze była Olszynka Grochowska, jakieś podwórka... Szedłem w linii prostej i przechodziłem przez ogrodzenia kolejnych podwórek... Zeskakuję z kolejnego ogrodzenia, idę sobie, a tu... dwa psy - spore wilczury, nieuwiązane - leżą sobie koło siebie i się na mnie patrzą. Przestraszyłem się, zbliżam się do nich powoli, kłaniając się, patrząc im w oczy i przepraszając: "przepraszam chłopaki, ja już sobie idę" i pokazuję im palcem na ogrodzenie po drugiej stronie - "o tam". Odprowadziły mnie wzrokiem... A podobno psy nie lubią pijanych :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Tak sobie myślę... Pytanie głównie do Zbyszka i Nicze-go (bo chyba oni są tutaj "liderami"). Co byście konkretnie zrobili, gdyby udało się wam rzeczywiście zbudować jakiekolwiek urządzenie "free energy". I nie ważne czy to silnik magnetyczny, grawitacyjny, czy cokolwiek innego. Chodzi mi o wszelkie wynalazki mogące zrewolucjonizować (a może wyleczyć) świat... Co tak naprawdę... Kasa? Sława? Czyn społeczny? No co?... Szczerze? Ja kiedyś myślałem sobie: ch.j z kasą- fajnie by było gdyby moje nazwisko znajdowało się w podręcznikach szkolnych, gdyby uczono o mnie w szkole (biedne dzieci)... Potem myślałem sobie nieco inaczej: fajnie by było dostać się do "kręgów naukowych", współpracować z jakimiś mądrymi ludźmi, pomagać im w konstruowaniu jakichś fajnych nowych rzeczy. Dobrze by było być blisko tego wszystkiego... Wiedzieć na bieżąco. Teraz myślę sobie: Przydałoby się odrobina grosza, żeby móc sobie spokojnie przeżyć ten czas, który mi tu pozostał... Ale czy to na pewno byłoby takie "spokojne" życie? A może by mnie wyrzuty sumienia wciąż gryzły że za parę stów sprzedałem coś, co mogło faktycznie pomóc ludziom??? Wiem że to głupie pytanie i zajebiście "teoretyczne", ale spróbujcie odpowiedzieć- czego szukacie? Bo przecież nie tylko nowego wynalazku. Zawsze jest tak że ktoś chce czegoś dla siebie i tylko dla siebie... No? co byście zrobili...

No fajne przeżycia miałeś Wendolu... :) Zająca w życiu na żywo nie widziałem... Buuuu

Pytanie nie do mnie, ale i tak Ci odpowiem. Ja jak bym coś wymyśliła i mogła bym tym komuś pomóc to jak patent znaleść firemę która by to coś produkowała dać zarobić ludzią co to produkują dla siebie coś zostawić i sprzedawać po rozsądnej cenie, a nie jak ekg produkcja gorosze sprzedarz-no cóż... Komputery jak najbardziej żyją trzymam się tej teori od kąd pamiętam tzn. wszystko żyje nie w prawdziwym słowa tego znaczeniu. Nie wiem ja od gówniarza sobie takie teorie wymyślałam, a teraz też w to wierze tylko inaczej. Zające skubane dobrze się chowają.. zapraszm do mnie do Krakowa na oglądanie lisków, w tym roku sie rozmnorzyły france. Kiedyś znaleźliśmy śp. jeza-i jak to w bajkach daliśmy my mu jabłko na grzbiet, a że nie chciało się trzymać to elegancko je dobiliśmy żeby bidulce nie spadło.. na drugi dzień skurczybyk walnoł w kalendarz... było płaczu... ja teraz się ograniczyłam do trzymania 1 kotka,,, i Psa-po namowach mama się zgodziła i Mamy pięknego Chow Chowa jak ide się znim przejść to musze się chować bo ludzie nam nie dają spokoju bo taki piękny szczeniak i z charakterkiem niezłym nadal się do nas:)

79277:
Pytanie głównie do Zbyszka i Nicze-go (bo chyba oni są tutaj "liderami").
miłe :-) a już myślałem że moje wypociny są rozumiane raczej jako cherezja jeśli chodzi o grawitacje- to że w naszym urządzeniu musi się coś krecić- czułem/wiedziałem od lat obserwacje szeroko zakrojone :-) sugierują taki kierunek myślenia- zwłaszcza kształt obudowy uniwersalnego urządzenia- czyli spodek skoro istniały być może przed dzingis hanem to znaczy że my nic nie wymyślimy a odkryjemy tajemnicę znaną od tysiąc leci, a może i dłużej- o ile służby nas za wariatów nie wezmą- z przyczyn raczej zrozumiałych generalnie nicze bardzo blisko rozwiązania błądzi, ja być może też znane mi są dzięki jego szczerości pomysły- co ukierunkowało i moje myślowe rozwiązania, widzimy to podobnie i to może działać- technicznych dopieszczeń tylko wymagając cała zabawa polega na zgromadzeniu dużej energi, zdjęcie jej(o wirowaniu mówimy) w odpowiednim momencie i przekazanie na obudowę nośną-amortryzowaną w stosunku do elementu wirującego w/g mojego rozumienia- element wirujący w poprzek działania siły grawitacji będzie cięższy dając podporę wybicia energi-gdy ją odda, będzie lżejszy do wciągnięcia przez np. chydraulike pojazdu gdzie zostanie ponownie napędzony czasem sposób widzenia czegoś i rozumienia jest powodem pewnej stagnacji i tu mnóstwo rozwiązań wymagających jednak i zdolności manualnych, czasu i zaplecza technicznego więc... po zbudowaniu modelu i wykonaniu dokumentacji, proponowałbym zmasowaną akcje rozsyłania ulotek i demonstracyjne przeloty, potem robimy akcje prawa patentowe- ale tylko po to by państwo nie zajeło pomysłu w celu własnej dystrybucji- bo seryjnie produkowane pojazdy kosztowały by grube miliardy i tyle pospulstwu po nich- a impreza ma być free- dla ludzi potem...np. kujemy temat rozwoju człowieka- otwieranie oczu i niszczenie podwalin dzisiejszego zła pieniądze?...nigdy ich nie miałem...i już chyba nie chcę- jak będziemy myśleć o nich- nic nigdy się nie zmieni, to jest tylko obietnica zapłaty i sama w sobie oznacza kredyt musimy się wyrwać ze szponów tego ustrojstwa i stać się wyższą rasą, galaktyczną, mądrą....młodsi bracia tego mogą potrzebować bo zło może być czymś bardzo popularnym free energie- mogą wcale nie istnieć, mogą być tylko doskonałe zamienniki energi których dzisiaj nie widzimy człowiek przyszłości będzie operował energiami- dostępnymi dzisiaj podniesionymi do którejś potęgi bo w zera ciężko się bawić podróżowanie i budowa ogromnych jednostek będzie tego wymagało, wzmocnienie pola magnetycznego ziemi czy budewa pól osłaniających, tworzenie dziur w czasie czy portali...i wiele innych chcę powiedzieć że dzisiejsze problemy- nawet te energetyczne są wpojone nam z punktem widzenia i celową ograniczonością naszych możliwości umysłowych...a szkoda bo sięgnąć musimy naprawdę daleko, dużo dalej niż nam się wydaje dozowanie dóbr- to przednia zabawa dla kogoś kto je ma, cierpieniem i niskimi wibracjami nasi panowie się upajają życie- po dogłębnej analizie wydaje się być testem,więzieniem dla duszy, cierpienie- sensem życia i oczyszczeniem, śmierć- uwolnieniem duszy i nas samych a narodziny- niestety początkiem testu, koszmaru który powinniśmy godnie przejść będąc albo Bożym dzieckiem i niczego się nie lękając, lub wężowym pomiotem żądnym władzy i pieniędzy- magazynując wszystko przed strachem że kiedyś czegoś za mało sprawi że zginiemy, a przecież- to wolność tak węże wszystko pozmieniały :-) dlaczego węże? znane już w mitologi i starych podaniach- gdzie się pojawiły następował rozwój cywilizacji i wewnętrzny upadek ludzi, choćby tylko wirtualne były- to jednak tak to działa a dziś nawet nie możemy złorzoności problemu pojąć dlatego kolejne wynalazki/odkrycia- winny służyć wszystkim

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

i chyba znów za dużo napisałem :-/ pozdrawiam

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

zbyszek123:
w/g mojego rozumienia- element wirujący w poprzek działania siły grawitacji
tak działa najprawdopodobniej komora z płynem w teori wirów komora plasmowa w tr 3b czy komora oscylacyjna pająka- którą kawał czasu traktowałem z przymróżeniem oka że nie wspomne że arka przymierza mogła być ciągle działającym elementem napędowym pojazdu który mógł kiedyś ulec awari, lub być pozostałością po cywilizacji jakiejś wcześniejszej, nam współcześnie i oficjalnie nie znanej

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

...WOW!!! Zbychu... Muszę przetrawić... Uffff Pzdr

79277:
Muszę przetrawić...
zachaczyłem o szerokie tematy
79277:
Teraz myślę sobie: Przydałoby się odrobina grosza, żeby móc sobie spokojnie przeżyć ten czas, który mi tu pozostał... Ale czy to na pewno byłoby takie "spokojne" życie? A może by mnie wyrzuty sumienia wciąż gryzły że za parę stów sprzedałem coś, co mogło faktycznie pomóc ludziom???
byś nie zboczył z drogi warto mimo ciężkości życia- zatrzymać siebie- dla siebie nie ma kasy i splendoru- ale to będziesz ty nie frajer trybik systemu życie trzeba godnie przeżyć zachowując siebie- bo tyle CI zostanie i warto coś uczynić co będzie w metaforze taką monetą dla przewoznika duszy, choćbyś miał tylko przekazać komuś te zdania niech rozejdą się jak choroba, niech zawojują świat...:-) chyba za długo ostatnio pracuje...

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

http://pclab.pl/coreclub/art1908_Zobacz_Radeona_HD_6870_i_platforme_Fusion_Llano.html
tekst:
Zobacz Radeona HD 6870 i platformę Fusion Llano
a oto i wasza ulubiona firma od strony nowinek :-)

Życie to sen, z którego każdy z nas się kiedyś obudzi...

Dzięki - fajne :) Jutro będą mogli już publikować testy, bo do tej pory obowiązywała "cisza przedwyborcza" :)) Jutro ruszy lawina :)) Jednak generację 6xxx sobie odpuszczę, bo mam 5870, ale to Fusion może być łakomym kąskiem w notebookach/netbookach, tyle że lapka też nie potrzebuję. Żona ma, ale dzieci nie dopuszcza, bo ciągle Bollywoody ogląda lub edytuje. No właśnie - może dzieciom kupię - pomyślę. A tak w ogóle, to już od dawna używam Phenoma na platformie... Fusion :)) http://www.ivis-bg.com/images/gillette_fusion_phenom.jpg

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

97. nie dotarłeś na imprezę do Darka, zawsze "żywa rozmowa" daje więcej zrozumienia. Na ten przykład jest interesujące to co zrobił pan Lucjan. Ale w zarysach niby jest to dostępne. Ale teraz jest problem jak to rozumieć to dla samego siebie. Bo tak jak Zbyszek napisał żeby nie być jednym z wielu frajerów nie wiedzących o różnych sprawach. To tak jak z tymi silnikami na magnesy stałe z YouTube nawet jak zrobisz coś co się kręci to i tak będziesz odtwórcą czyjegoś pomysłu. Czyli ja się nie upieram na robienie super dokładnej kopi czegoś żeby zadziałało po prostu testuję jakieś proste konstrukcje żeby stwierdzić ile ktoś ma racji. Jakie są moje możliwości odtwórcze. To jest wiedza dla siebie. Jeśli byłbyś zrobił to nad czym tak długo myślisz to i tak pewnie przed Tobą wpadło na to sporo osób czyli zdobędziesz dowód na to że nie warto się z tym wychylać. Wtedy będziesz się oduczał z dziecięcego widzenia spraw.

79277:
No fajne przeżycia miałeś Wendolu... :) Zająca w życiu na żywo nie widziałem...
Powrócę jeszcze na moment do zwierząt. Póżno siadam do koputerka :) Mam dużo doświadczeń z różnymi istotkami. Zające odwiedzały mnie do niedawna, może latem znowu się pojawią. Moje psy lubią "zabawę" z nimi. Szczególnie fajnie wygląda ucieczka zająca wypłoszonego wodą ze skalniaka, za nim dwa duże psiska, a za nimi my - obrońcy zajączka. I tak dookoła domu :) Mam metodę na oswajanie wiewiórki. Od wielu lat ją stosuję, tylko moje "nowe znajome" gdzieś mi przepadają (jedna utopiła się w wannie). Odwiedzały mnie jeże, sarny, bażanty, stada kuropatw, nornice, krety (tych osobistości nie mogę się pozbyć, moje psy polują na nie i przynoszą mi zdobycz), we wrześniu odiwedziły mnie dwa szczury - nie przeżyły psiego polowania i zostały złożone w stałym miejcu w ofierze dla mnie. Przylatuje do mnie pyskata wrona i nie daje się wypłoszyć, na każde strachy odpowiada mi kracząc za każdym razem inaczej. Kiedyś się wkurzyłam, bo mi jabłka wydziobywała i miała mnie gdzieś z moimi strachami, krzyknełam na nią: spadaj do Australii, bo cię procą potraktuję. Przeleciała mi nad głową kracząc. Upierdliwa. Jaja sobie ze mnie robiła. Trzy sroki też nie były płochliwe. Zaglądały mi do domu przez drzwi tarasowe... Psy na mnie z reguły nie szczekają. Bardzo rzadko i bardzo nieliczne osobniki zapędzają się z krzykiem. Jedne tylko zerkająi kładą się spać, inne ziewają, a jeszcze inne cieszą się, jakby zobaczyły dobrego przyjaciela. Wiem, jak traktować pieski, żeby się z nimi dogadywać. Żadnego nie tresowałam, a wszystkie zachowywały się zawsze tak, jakby rozumiały każde słowo. Jak ktoś patrzy z boku - dziwi się, "to one są takie mądre?" To tylko moje tajemne sztuczki w traktowaniu zwierząt. Jednego psa nauczyłam grać w piłkę i reagować na polecenie: "Czarek! gola!". Brał piłkę w zęby i biegł z nią do bramki, albo w krzaki (tam zostawiał i patrzył, jak szukam, przynosić spowrotem nie chciał). Chomik bardziej woli mój palec od marchewki, lubi wchodzić mi pod kołnierz i wystawiać spod niego ślepka. W ogóle jest muzykalny. Moje psy też są melomankami. Nie mogę tylko przychować sobie bociana. Ale i nad tym jeszcze sobie popracuję. :)

To z Ciebie prawdziwa dr. Dolitlle :) Pięknie jest mieć stały kontakt z naturą, baterie naładowane pozytywną energią- ja też mam psy-4(niestety nie na co dzień) te zwierzaki mają w sobie nieodparty urok a każdy z nich to zupełnie inny typek za to wszystkie domagają się uwagi i psich przysmaków- najlepiej w postaci szuszonych wołowych penisów, mają jakąś szajbę na tym punkcie :D

Ancik1410:
zostały złożone w stałym miejcu w ofierze dla mnie
Hmm... to chyba jakąś Boginią jesteś :)

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Bajeczki do poduszeczki - Wiesław Matuch: W baśniowym ogrodzie, rosły dorodne słoneczniki. Co dzień przylatywały do nich wróbelki, wydziobując smakowite ziarenka. Obok stał pojemniczek z wodą, by mogły się też napić. Zadowolone i szczęśliwe, z pełnymi brzuszkami, odprawiały radosne tańce. A baśniowym ogrodem opiekowała się osobiście prześliczna księżniczka. Wróbelki kochały jej serce i gest. Z wdzięczności wyśpiewywały co rano długie serenady, na cześć jej wielkiej miłości.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Nicze… To wszystko nie tak… „(…)97. nie dotarłeś na imprezę do Darka, zawsze "żywa rozmowa" daje więcej zrozumienia(…)”. Nie wiem ile razy jeszcze mi to wypomnisz. Nie dotarłem, bo tak wyszło i tyle- nie sądzę żeby trzeba było to jakoś szczegółowo roztrząsać. I kolejny raz piszesz, że „rozmowa na żywo”… Ja to wiem- też wolałbym porozmawiać, mogąc jednocześnie w szkicowniku walnąć jakiś rysuneczek popierający to co mówię. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Sam sobie czasami myślałem, żeby umówić się kiedyś ze Zbyszkiem, czy z Tobą i podyskutować, ale niestety w tej chwili sam nie wiem czy będę mógł zaplanować sobie taką wyprawę. Mam jeszcze inne sprawy. Budowaniem modeli zajmuję się w czasie naprawdę wolnym, a mam go ostatnio coraz mniej… Życie to nie tylko „silnik grawitacyjny”- są jeszcze inne (na dzień dzisiejszy: ważniejsze) sprawy, które ma każde z nas- ja również… Piszesz: „(…)To tak jak z tymi silnikami na magnesy stałe z YouTube nawet jak zrobisz coś co się kręci to i tak będziesz odtwórcą czyjegoś pomysłu(…)” Otóż nie prawda! Zajebista nieprawda! Po pierwsze (już to chyba pisałem kiedyś)- ja nie oglądam tych filmików, żeby coś podpatrywać. Śledzę tylko sposób myślenia innych, śledzę to, w jakich kierunkach podążają… Niczego nie naśladuję i niczego nie kopiuję. Wręcz przeciwnie! Wiele z tych wynalazków mnie śmieszy! Tak jak ten gość, co umieścił kilka magnesów na obwodzie założyskowanego kółeczka i przystawia ręką jeszcze jeden magnes, wprawiając w ten sposób kółko w ruch obrotowy. Twierdzi jeszcze że wystarczy pobrać część energii z tego wirującego koła i przez odpowiednią przekładnię poruszać tym magnesikiem, który trzyma teraz w ręce. I ma się to samo napędzać… Żenada! Równie dobrze może po prostu popychać to kółko ręką bez użycia jakichkolwiek magnesów. Widać to na pierwszy rzut oka i nawet dziecko z podstawówki mu to powie… Energia powodująca ruch obrotowy w tym przypadku pochodzi tylko i wyłącznie z jego ręki! Tylko on biedak o tym nie wie… I jest w tym całym you tube całe mnóstwo takich śmieci, które przeglądam czasami… I robię to z przymrużeniem oka. Sprawdzam raczej czy przypadkiem nie znajdę tam chociaż jednej osoby, która by myślała chociaż podobnie do mnie… I nie znajduję… Etap który oglądam w tym serwisie przerabiałem już kilka lat temu i nie chcę się wracać. Nie mam ochoty omawiać każdego obejrzanego tam modelu, bo zbyt wiele życia by mi to zajęło. Dlatego właśnie niektóre oglądane przeze mnie modele podsumowuję krótkim: „na oko widać że to nie zadziała”- to też mi kiedyś zarzuciłeś, że nie uzasadniam swoich osądów… Bo nie mam na to czasu i basta! Żeby ocenić w ten sposób takie urządzenie, w większości przypadków nie trzeba być wcale matematykiem, fizykiem, chemikiem, czy kimkolwiek innym. Wystarczy spojrzeć… Bo czym jest fizyka? Fizyka jest sztuką obserwacji i wyciągania wniosków! Kinematyka jest nauką o ruchu, wszystkim co się przemieszcza, o działających tam siłach itd. itd. To nadal jest sztuka obserwowania! Trzeba patrzeć i tłumaczyć sobie zaobserwowane zjawiska za pomocą słów takich jakie się zna. Przy pomocy ZROZUMIAŁYCH słów… Nie zawsze trzeba obliczać, wyprowadzać wzory, równania i inne gówna- w większości przypadków widać to właśnie „na oko” gdzie tkwi problem. Gdzie tkwi błąd w rozumowaniu takiego „konstruktora”… W przypadku wynalazków prezentowanych w serwisie You Tube- większość jest wynikiem braku umiejętności obserwowania, wyobrażania sobie… Brakiem intuicji… Dlatego nie sądzę, że jeżeli coś zbuduję „(…)to i tak będę odtwórcą czyjegoś pomysłu(…)”. Nie i jeszcze raz nie. W swoich konstrukcjach nie naśladuję tych z youtube- wręcz przeciwnie! Ja unikam rozwiązań przedstawianych w tym serwisie. Wielu z nich nie rozumie wielu rzeczy… Tak jak chłopaczek, który proponuje napędzić elektrycznym silniczkiem prądnicę i uzyskaną w ten sposób energią elektryczną zasilić tenże silnik… Bzdura jak ch.j! i tylko człowiek nie znający w ogóle tematu może taką bzdurę wymyśleć (ja na ten sam pomysł wpadłem gdy miałem ok. 10- 12 lat). I właśnie w youtube jest całe mnóstwo takich „konstruktorów” którym „coś się wydaje”… Nie zamierzam takich naprowadzać na właściwe tory, bo uważam że powinni sami do tego dojść. Dlatego piszę: „na oko widać że to nie zadziała”!!! Tak na marginesie- nie zaglądam już na youtube, bo ten serwis bardziej rąbie mózg niż telewizja (dlatego też nie oglądam telewizji). Piszesz tak: „(…)Czyli ja się nie upieram na robienie super dokładnej kopi czegoś żeby zadziałało po prostu testuję jakieś proste konstrukcje żeby stwierdzić ile ktoś ma racji(…)” Ja nie robię nawet tego, bo szkoda czasu… Jeżeli widzę „na oko”, to ufam temu swojemu oku… Reszta do Zbyszka… Cały problem w naszym wzajemnym zrozumieniu się polega na tym, że rozmyślamy o zupełnie innych rzeczach… Niby to „silnik grawitacyjny”, ale… No właśnie: Ty go widzisz jako napęd jakiegoś spodka służącego do podróżowania, do szybkiego, taniego i nie niszczącego środowiska przemieszczania się. Czy to na Ziemi czy w kosmosie- nie ważne. Ty myślisz o jakimś super napędzie, który będzie miał wszechstronne zastosowanie. Ja tymczasem mam o wiele mniejsze ambicje. Ja myślę o prostym urządzeniu mechanicznym, wykorzystującym niejako swoją masę, swój ciężar do wytworzenia jakiegokolwiek rodzaju ruchu… Ruchu podtrzymywanego przez ten właśnie ciężar… I nie jest dla mnie istotne, czy będzie to (tak bardzo lubiany przez ludzi) ruch obrotowy, czy będą to jakieś bardziej lub mniej regularne drgania… Każdy ruch praktycznie można przy pomocy odpowiedniego mechanizmu przetworzyć na ten kochany przez ludzkość ruch obrotowy (przykład: tłokowy silnik spalinowy- wystarczy odpowiednia korba). Ja chcę tym urządzeniem zasilić (napędzić) klasyczne urządzenia od dawna znane ludzkości. Na przykład prądnicę… I nic więcej nie mam zamiaru zmieniać! Niech nadal ludzie korzystają z energii elektrycznej, tylko niech ten prąd elektryczny będzie uzyskiwany bez potrzeby spalania węgla, gazu, bez rozszczepiania jądra atomowego… Niech to będzie „czysta” i tania energia. Bez potrzeby ciągłego rozpruwania naszej planety w poszukiwaniu nowych złóż… Nowych paliw. Człowiek nauczył się spalać i na tym się cały postęp zatrzymał. A ja wierzę że z każdego ciała (ważącego chociażby 1 kg) można wyciągnąć bardzo dużo energii i będzie to energia niewyczerpalna. Różne są nasze rozumowania i piszemy o zupełnie innych rzeczach, dlatego ja nie do końca Was rozumię, a Wy mnie… To tyle. Piszesz mi Zbyszku: „byś nie zboczył z drogi warto mimo ciężkości życia- zatrzymać siebie- dla siebie nie ma kasy i splendoru- ale to będziesz ty nie frajer trybik systemu życie trzeba godnie przeżyć zachowując siebie- bo tyle CI zostanie i warto coś uczynić co będzie w metaforze taką monetą dla przewoznika duszy, choćbyś miał tylko przekazać komuś te zdania” Fajnie to ująłeś. To właśnie chciałem usłyszeć (a raczej przeczytać)… Pozdrawiam. PS. Sorki, że cytaty nie są w ramkach, ale piszę w Word-zie, a nie bezpośrednio na tajne.org

wendol:
Z wdzięczności wyśpiewywały co rano długie serenady, na cześć jej wielkiej miłości.
Kurde... Jakby mi się tak ciągle darły co rano tylko dlatego, że je nakarmiłem, to zapoznałbym je ze swoim walterem CP99compact ;)

pozdro
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 3788
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.