|
|
| Brat: | | Wielki Piątek nie ma Mszy - żadnej... |
- No prosze, rewelacja ! Oj nie jest ladnie klamac. Ty Bracie, aby nie jestes satanista?
Właściwej Mszy św. w Wielki Piątek niema, gdyż Kościół jest tak przemożnie owładnięty wspomnieniem krwawej Ofiary Chrystusa Pana, że nie śmie dziś odprawiać jej niekrwawego odnowienia, poprzestając jedynie na Komunii św., bez konsekrowania chleba i wina, z użyciem Hostii św. w dniu wczorajszym, t. j. wielkoczwartkowym konsekrowanej.
Porządek tego nabożeństwa jest następujący:
Pod koniec adoracji Krzyża zapala się na ołtarza świece, potym zaś stawia się Krzyż. Celebrans udaje się w szyku procesyjnym do kaplicy, w której od dnia wczorajszego przechowuje się Najśw Sakrament i uroczyście przynosi Go, przy śpiewie hymnu Vexilla regis prodeunt, na ołtarz główny.
Niema ani początkowego psalmu Judica me, ani Confiteor, ani całej części, zwanej Mszą Katechumenów, lecz kapłan, wyłożywszy od razu św. Hostie z kielicha na korporał i nalawszy odrobinę wina do kielicha, okadza święte dary i obmywa ręce.
Następnie zwraca się do wiernych ze słowami: Orate fratres, Módlcie się, bracia, po których bezpośrednio śpiewa Pater noster z dodaniem modlitwy Libera nos... i dokonywa podniesienia św. Hostii, ale tylko jedną ręką - z powodu obecności Najśw. Sakramentu pod jedną tylko postacią; dzieli św. Hostię na trzy części, z których jedną, jak zwykle, wpuszcza do kielicha i odmawia modlitwy przed Komunią św. Następuje zaraz Komunia św. tylko kapłana, (gdyż wierni tego dnia nie przyjmują Komunii św.), poprzedzona zwykłymi słowami pokory: Dominu non sum dignus... Panie, nie jestem godzien... Spożyciem cząsteczki wpuszczonej do kielicha z winem i odmówieniem krótkiej modlitewki przez kapłana kończy się Liturgia dzisiejsza.
III. Wielki Piątek.
Od czasów najdawniejszych, jak o tym świadczą Konstytucje Apostolskie z IV wieku, Wielki Piątek był zawsze dniem smutku i żałoby. Oddawanie się w tym dniu weselu i rozrywkom, jak to jest u niektórych odłamów protestantów, byłoby podobne do urządzania zabawy w dzień śmierci ojca z powodu odziedziczenia po nim majątku. Wierzący chrześcijanie pamiętają, że to ich grzechy były powodem śmierci Jezusa Chrystusa.
Kościół tak przemożnie jest owładnięty dzisiaj wspomnieniem krwawej Ofiary Chrystusa, że odnawiać jej dziś w postaci Mszy św. nie śmie, lecz poprzestaje jedynie na Komunii św. Dawniej komunikowało dzisiaj również duchowieństwo i wierni, teraz przystępuje do stołu Pańskiego jedynie celebrans.
Nabożeństwo wielkopiątkowe składa się z następujących części:
1. Msza Katechumenów z uroczystymi modłami za różne stany.
2. Adoracja Krzyża.
3. Msza z Darów uprzednio (w Wielki Czwartek) konsekrowanych.
4. Procesja do Grobu.
Oto uroczyste obrzędy dzisiejsze, głęboko wrażające duszom niepowszednią wagę tajemnic przez Kościół przeżywanych rokrocznie w Wielki Piątek.
l. Msza Katechumenów.
Ołtarz obnażony. Krzyż - okryty zasłoną pokutną, świece są z wosku ciemno-żółtego, jak do Mszy żałobnej. Każdy szczegół nacechowany żałobą sieroctwa.
Kapłan w czarnym ornacie przyszedłszy przed ołtarz, upada krzyżem i w takiej postawie modli się przez. chwilę, na przypomnienie, jak niegdyś Jezus Chrystus przed rozpoczęciem Męki Swojej modlił się w ogrodzie getsemańskim, upadłszy na twarz. Tymczasem zaś ołtarz okrywa się jednym tylko obrusem, zamiast trzema zwykłymi.
Kapłan powstaje, czyta po stronie Lekcji wyjątek z Księgi Ozeasza Proroka, zapowiadający miłosierdzie Boże dla pogan, a odrzucenie ludu niegdyś wybranego.
Wyjątek z kantyku Habakuka, jako tzw. Traktus, przepowiada drugie przyjście Pańskie, w którym z mocą wielką i majestatem Chrystus będzie sądził krzyżowników swoich.
W późniejszej Kolekcie kapłan przypomina Ojcu Niebieskiemu Jego sprawiedliwość względem Judasza i miłosierdzie względem pokutującego łotra i prosi, abyśmy po zniszczeniu w nas starego człowieka, zasłużyli w nowości żywota zmartwychwstać z Panem Jezusem.
Następuje drugi z kolei wyjątek ze Starego Testamentu, zaczerpnięty z księgi Wyjścia, ą opowiadający o owym baranku wielkanocnym, chroniącym domy izraelskie od śmierci pierworodnego w nich.
Dwie te lekcje starotestamentowe pouczają nas, że Jezus Chrystus w dniu swej Męki wypełnił na Sobie proroctwa i figury Starego Testamentu, i ze On właśnie jest tym Barankiem wielkanocnym, który ma być zabity na zbawienie wszystkich ludzi.
Z kolei czyta się lub śpiewa, podobnie jak w Niedzielę Palmową, opis Męki Pańskiej według świętego Jana, naocznego jej świadka.
Po odśpiewaniu opisu Męki. Pańskie zaczynają się
Uroczyste modły za wszystkie stany.
Święcąc pamiątkę ostatnich chwil ziemskiego życia Chrystusa, Kościół Jego idzie za przykładem swego Pana. i modli się za całą rodzinę ludzkości, zaznaczając tym swoje dachowe macierzyństwo w stosunku do wszystkich ludzi, do czego podstawę daje mu śmierć Zbawiciela, poniesiona dla zbawienia wszystkich.
Modlitw tych jest ośm:
Za Kościół w ogóle.
Za Ojca św.
Za duchowieństwo wszelkich stopni.
Za katechumenów, czyli przygotowujących się do Chrztu.
Za cierpiących.
Za błędnowierców i odszczepieńców.
Za Żydów.
Za pogan.
Każdą z tych modlitw poprzedza wstęp, zapowiadający przedmiot prośby oraz wezwanie do uklęknięcia i powstania, poczym wszyscy łączą się z modlitwą celebransa. Opuszcza się wszakże wezwanie do uklęknięcia przed modlitwą za Żydów.
Następna część nabożeństwa wielkopiątkowego to:
2. Adoracja Krzyża.
Kościół rozważaniem cierpień Jezusowych do głębi przejęty, zachęca teraz wiernych do uczczenia Krzyża, jako narzędzia Męki Pańskiej. Święte bowiem jest drzewo, na którego ramionach zawisł Odkupiciel świata,
Trudno o chwilę właściwszą na ten pokłon miłości, dzień bowiem dzisiejszy jest pamiątką śmierci naszego Wybawcy. Krzyż wprawdzie zgorszeniem był Izraelowi, a poganom głupstwem, lecz dla dzieci Kościoła jest on sztandarem zbawienia, znakiem wiekuistym triumfu Boga-Człowieka nad piekłem.
Początek adoracji Krzyża sięga wieku IV, kiedy to staraniem matki Konstantyna, św. Heleny, cesarzowej» odnaleziono w Jerozolimie drzewo Krzyża św, Od tego czasu rokrocznie wystawiano je na widok publiczny w Wielki Piątek wśród olbrzymich tłumów uszczęśliwionego ludu. Niepodobna było wszakże wszystkim brać udziału w przejmującym obrzędzie, dlatego w w. VII dla dogodzenia pobożności katolickiego ogółu rozciągnięto tę uroczystość na cały Kościół w połączeniu z Liturgią dnia dzisiejszego. Prawdziwego drzewa Krzyża niema wszędzie: co najwyżej są tu i ówdzie drobne jego kawałeczki nie zmienia to wszakże istoty rzeczy, nie do samego bowiem drzewa, lecz do Boskiej Osoby Chrystusa odnoszą się nasze hołdy i uwielbienia.
Ceremoniał tej adoracji Krzyża jest następujący:
Celebrans, dla uwidocznienia głębokiej pokory, z jaką ma dziś złożyć hołd Ukrzyżowanemu, zdejmuje z siebie ornat. Staje na stopniu po stronie Epistoły, twarzą zwrócony do ludu, trzymając przed sobą Krzyż z zasłoniętą figurką P. Jezusa. Odkrywa następnie wierzchołek Krzyża i śpiewa: Ecce lignum crucis... Oto drzewo krzyża... asystujący zaś podchwytują dalsze słowa: In quo salus mundi pependit... Na którym zawisło Zbawienie świata... Chór zaś kończy słowami: Venite, adoremus... Pójdźcie, pokłońmy się mu... Na ostatnie słowa wszyscy obecni, z wyjątkiem celebransa trzymającego Krzyż, klękają, oddając w ten sposób cześć Ukrzyżowanemu. Stopniowo odsłania celebrans dwukrotnie jeszcze świętą figurkę, podnosząc w górę Krzyż i głos przy śpiewaniu tych samych słów, co przedtem, asysta zaś i chór podchwytują i kończą resztę.
Całkowite odsłonięcie Krzyża wyobraża moment ukrzyżowania Pana Jezusa.
Po całkowitym odsłonięciu Krzyża i okazaniu go wiernym, kapłan kładzie go na poduszce przed stopniami ołtarza, i zdjąwszy - stosownie do starożytnego zwyczaju - obuwie, oddaje trzykrotny pokłon Ukrzyżowanemu z trzykrotnym przyklękaniem, a w końcu całuje pasyjkę. Za przykładem celebransa czyni to samo asysta i ogół wiernych obecnych w kościele.
Podczas adoracji Krzyża chór śpiewa Antyfony, zwane Improperia, t. j. szereg wyrzutów, czynionych przez Zbawiciela niewiernemu ludowi, który nie chciał Go uznać za Zbawiciela, lecz odrzucił, za co sam odrzucony został.
Treść Improperiów mamy w znanej pieśni: Ludu mój,ludu, cóżem ci uczynił?
W liturgiczny tekst Improperiów jest jeszcze wpleciony t. zw. Trisagion (po rusku: Tryświat), t. j. pieśń Święty Boże po łacinie i po grecku, na znak jedności Kościoła Powszechnego.
Jest rzeczą godną uwagi, że po Improperiach, opisujących różne stadia Męki Pańskiej, mamy radosną Antyfonę: Crucem tuam adoramus, Krzyż Twój wielbimy.., w której jest podkreślone, że drzewo Krzyża przyniosło całemu światu radość zmartwychwstania
Dochodzi do tego jeszcze Hymn "Pange lingua gloriosi lauream certaminis..." ku czci Krzyża Chrystusowego: "Krzyżu święty, nadewszystko drzewo przenajszlachetniejsze, w żadnym lesie takie nie jest, jeno na którym sam Bóg jest..."
Teksty powyższe uwydatniają wyraźnie łączność z sobą wszystkich trzech wielkich dni tego tygodnia, od W. Czwartku do W. Soboty włącznie. Po adoracji Krzyża następuje: -
3. Msza z Darów uprzednio konsekrowanych - (Missa Praesanctificatorum)
| Brat: | | a o co konkretnie Ci Romku chodzi? |
- Tak juz jest zdecydowanie lepiej.
Glownie to o to:
- Duże kontrowersje wzbudza msza odprawiana w Wielki Piątek. Zgodnie z łacińskim rytem mówi się wówczas "modlitwę za nawrócenie Żydów, Błędnowierców, Odszczepieńców i Pogan."
Rozmowa z ks. Johnem Pawlikowskim, katolickim teologiem z Catholic Theological Union w Chicago.
Rz: Czy Jan Paweł II byłby zadowolony z przywrócenia mszy trydenckiej?
Ks. Joseph Pawlikowski: Biorąc pod uwagę to, w jaki sposób polski papież zapatrywał się na dialog ekumeniczny, i jego wielką wrażliwość w kwestii stosunków katolicko-żydowskich - można postawić tezę, że nie byłby tym specjalnie zachwycony. Z tego, co wiem, nie był on jakoś specjalnie przywiązany do mszy łacińskiej. Oczywiście nie mogę tego powiedzieć na pewno...
Pontyfikat poprzedniego papieża wywarł tak przemożny wpływ na katolicyzm, że niektórzy mówią już wręcz o "Kościele Jana Pawła II". Czy w Kościele tym jest miejsce na mszę trydencką?
Nie bardzo to do siebie pasuje. Były bowiem bardzo ważne powody tego, żeby zmarginalizować tę mszę na Soborze Watykańskim II. I rozwój Kościoła w ostatnich dziesięcioleciach był naturalną konsekwencją tamtej decyzji. Sposób, w jaki celebrowano mszę trydencką, spychał wiernych na dalszy plan. Tamta msza była rodzajem ekskluzywnego rytuału zarezerwowanego tylko dla księży.
Dlaczego więc teraz coraz więcej osób widzi potrzebę jej przywrócenia? Może to dowód, że Kościół po Soborze Watykańskim II poszedł w złym kierunku?
Nie zgadzam się z taką diagnozą. Poważny problem, jakim jest - w niektórych miejscach dramatyczny - spadek liczby ludzi uczestniczących w mszach, na pewno nie zostanie rozwiązany przez przywrócenie mszy odprawianej po łacinie. Papież ma nadzieję, że tą decyzją uda mu się uleczyć, jakie wytworzyły się w Kościele. Ale tak naprawdę wytworzył nią nowe, znacznie głębsze podziały. Łacińska msza odstraszała bowiem wielu ludzi, którzy po prostu nie rozumieli.
Liczba wiernych chodzących na msze topnieje w wyjątkowo szybkim tempie dopiero od kilkudziesięciu lat. Może przyczyną tego zjawiska jest właśnie msza posoborowa?
Są ludzie, którzy tak myślą. Nie wiem oczywiście, jak jest w Polsce, ale ani w zachodniej Europie, ani w Ameryce Południowej nie widzę jakiejś masowej potrzeby powrotu do mszy łacińskiej. Domagają się tego marginalne grupy. Zgadzam się, że ryt trydencki ma swoje piękno. Wspaniała muzyka, suto zdobione stroje. Nie mam z tym żadnego problemu. Ale aby to zachować, nie trzeba wcale od razu przywracać całej mszy. Po co takie drastyczne decyzje?
A czy reforma liturgiczna na Soborze Watykańskim II nie była drastyczną decyzją?
Była. Ale, tak jak powiedziałem, były tego poważne powody. Dozwolenników "tradycji" powinno przemówić to, że oparto się wówczas na mszy z pierwszych dni chrześcijaństwa. Mszę opracowano nie z punktu widzenia teologów, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi. Poszliśmy wówczas do przodu.
Czyli teraz się cofamy?
Tak. Ludzie, którzy to forsują, nie rozumieją, że zmiana mszy była efektem długiej teologicznej debaty. Wielkiej pracy. To był najważniejszy punkt całej soborowej reformy. Biskupi czuli wówczas, że niezbędna jest liturgia, która zachęci ludzi do głębszego zaangażowania się w życie Kościoła, w eucharystię. Właśnie dlatego kapłan skierował się przodem do wiernych.
Duże kontrowersje wzbudza msza odprawiana w Wielki Piątek. Zgodnie z łacińskim rytem mówi się wówczas "modlitwę za nawrócenie Żydów, Błędnowierców, Odszczepieńców i Pogan.". Gdy stało się głośno o tym, że Benedykt XVI zamierza przywrócić starą mszę, środowiska żydowskie bardzo ostro w tej sprawie protestowały.
Nie tylko środowiska żydowskie. Poważnie zaniepokojonych jest również wielu chrześcijan. Ja takżenapisałem w tej sprawie protest. Ta modlitwa nawiązuje bowiem bezpośrednio do setek lat tradycji teologicznego antyjudaizmu, którego skutkiem było wiele żydowskich cierpień. Wielki Piątek był niegdyś dla Żydów jednym z najniebezpieczniejszych dni w roku. Ludzie wychodzili z kościołów i dokonywali pogromów. Mamy znowu powrócić do retoryki, że "to Żydzi zabili Chrystusa"?
Współpracuje ksiądz z wieloma religijnymi Żydami. Jak w prywatnych rozmowach oceniają decyzję papieża?
Są rozczarowani. Ale przyznają, że nie spodziewamy się wiele po Benedykcie XVI. Liczą, że kardynał Bertone przekona Benedykta do usunięcia drażliwych passusów z nowej liturgii. Powiem szczerze. Właśnie w takich momentach widzę, jak wielkie są różnice między Benedyktem XVI a Janem Pawłem II.
Pamiętam, że kiedy obecny papież rozpoczynał swój pontyfikat, wszyscy mówili, że był tak "bliskim przyjacielem" swojego poprzednika, że teraz na pewno będzie kontynuował jego dzieło. Prognozy te okazały się chyba przedwczesne.
To prawda. Pewnie największa różnica pomiędzy nimi jest związana właśnie z tym, o czym mówimy. Czyli z liturgią. Benedykt XVI bardzo często w rycie trydenckim odprawia swoje prywatne msze. To coś, czego Jan Paweł II nie robił. Zasadniczo różni się także ich styl. Polski papież miał znacznie bardziej osobiste podejście do wielu spraw. Benedykt jest zaś intelektualistą, co czasami utrudnia mu sprawowanie funkcji.
Co ksiądz ma na myśli?
Odpowiem, przywołując pewną charakterystyczną scenę, o której opowiedział mi jeden z najważniejszych kardynałów. Otóż podczas rozmowy z Ratzingerem powiedział mu w którymś momencie: "Idź, weź słownik i sprawdź, jaka jest tam definicja Kościoła. Właśnie tak rozumieją go ludzie". A nie w taki sposób jak on, na poziomie wysublimowanej teologii. W dobie medialnej, w której żyjemy, trzeba wiedzieć, jak dotrzeć do ludzi, jak ludzie rozumieją wiarę.
Jan Paweł II to rozumiał?
Jan Paweł II nie miał na przykład problemu z tym, żeby przyznać,że jego poprzednicy, Kościół w przeszłości popełniał błędy. Był szczery. Tymczasem Benedykt XVI zajmuje zupełnie inne stanowisko. Choćby w kwestii postawy Kościoła wobec Holokaustu. Byłem w Auschwitz-Birkeanu, kiedy odwiedził obóz i wygłosił tam mowę. I co usłyszałem? Jakieś przemówienie o "pogańskiej ideologii", która ponosi odpowiedzialność za to, co się stało. Z Janem Pawłem II było inaczej.
Laicy lubią dzielić Kościół na frakcję liberalną i konserwatywną. Czy papieże, o których mówimy, wpisują się w ten podział?
To byłoby zbyt duże uproszczenie. Jan Paweł II w wielu sprawach był bardzo konserwatywny, ale były też takie, w których był bardzo postępowy, a nawet liberalny. Benedykt XVI również nie jest postacią jednoznaczną. Na przykład zajmuje bardzo ciekawe stanowisko w toczącej się obecnie debacie ekologicznej. Ostatnio znalazł się nawet na liście dziesięciu najważniejszych zielonych przywódców świata.
Czy na tym kończą się liberalne cechy Benedykta XVI?
Hmmm... wygląda na to, że tak... Nic więcej nie przychodzi mi już do głowy.
To chyba niewiele. Czy można zatem powiedzieć, że seria liberalnych pontyfikatów: Jan XXIII - Paweł VI - Jan Paweł II, została przerwana i Benedyktowi XVI jest raczej bliżej do Piusa XII?
Zgoda, można tak powiedzieć. Benedyktowi XVI jest rzeczywiście blisko do Piusa. Szczególnie gdy chodzi o styl. Pius także był człowiekiem, który podchodził do wszystkiego z wielką rezerwą. Wątpię na przykład, czy dobrze by się czuł na gigantycznej mszy na otwartym powietrzu, z głośnymi śpiewami i tym podobne. Benedykt w pewnych sprawach ma bardzo podobne podejście.
Jest nim ksiądz zawiedziony?
W pewnych sprawach tak. Nie podoba mi się jego stanowisko w sprawie win Kościoła z czasu Holokaustu czy to, co powiedział o ewangelizacji Indian z Ameryki Południowej. Nie podoba mi się decyzja o przywróceniu mszy łacińskiej. Nie podoba mi się ostatnie wystąpienie przeciwko protestantom, w którym Watykan dał wyraz przekonaniu, że tylkoKościół katolicki jest prawdziwym Kościołem.
To bylo by wszystko, a gwoli sprostowania to Pawlikowski ma na imie John i nie Joseph, ale mniejsza o to spotkalem sie z nim kilkakrotnie na roznych konferencjach dotyczacych dialogu miedzyreligijnego.
pozdro
|