| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| OOBE | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 41 |
|
MUSZĘ NA NOWO TEN TEMAT PORUSZYĆ, CHCIAŁAM W STARYM TEMACIE ALE JAK SIE OKAZAŁO GDY GO POSZUKAŁAM " TEMAT ZOSTAŁ ZAMKNIĘTY " !!!!
STARA DROGA
Skoro od czego trzeba zaczšć, to przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że nadal żyję, mimo iż od dwudziestu pięciu lat praktykuję wychodzenie z ciała. Czas wprawdzie zrobił swoje, lecz wcišż jestem bardziej lub mniej sprawny.
Chwilami jednak nie byłem tego taki pewien. Lekarze, do których zwracałem się z moimi dolegliwociami, mieli na ich temat różne poglšdy. Niektóre autorytety w dziedzinie medycyny zapewniały mnie, że moje choroby stanowiš naturalnš konsekwencję życia w cywilizowanym wiecie, że sš spowodowane warunkami, w jakich żyje społeczeństwo amerykańskie drugiej połowy dwudziestego wieku. Natomiast inni lekarze uważajš, że fakt, iż wcišż jeszcze żyję, zawdzięczam wieloletnim podróżom poza dało. Sami zadecydujcie, który z powyższych sšdów jest trafny.
A więc okazuje się, że regularne wychodzenie z ciała nie zagraża życiu. Co więcej, nie wpływa też ujemnie na psychikę. Mówię to na podstawie własnego dowiadczenia, gdyż co jaki czas byłem badany przez specjalistów, a wyniki testów wykazywały, że pod względem psychicznym jestem zupełnie normalny, choć wiat, w którym przyszło mi żyć, całkiem normalny nie jest. Wiele osób robi różne dziwne rzeczy i uchodzi im to bezkarnie. W ubiegłym wieku takš osobliwš działalnociš mogła być na przykład przeprawa przez wodospady Niagary w beczce.
A zatem – na czym polega zjawisko nazywane dowiadczeniem poza ciałem? Tym, którzy jeszcze nic na ten temat nie słyszeli, wyjaniam, że jest to stan, w którym człowiek, znajdujšc się na zewnštrz ciała fizycznego, zachowuje pełnš wiadomoć, mogšc postrzegać i działać w taki sam sposób, w jaki to robi przebywajšc w ciele fizycznym – z nielicznymi wyjštkami. Przebywajšc poza ciałem możesz poruszać się w przestrzeni (i czasie?) powoli lub z szybkociš znacznie przekraczajšcš prędkoć wiatła. Możesz obserwować otoczenie, uczestniczyć w zdarzeniach, których jeste wiadkiem, możesz dzięki poczynionym przez siebie obserwacjom podejmować wiadome decyzje. Możesz przenikać przez materię fizycznš, takš jak ciany, stalowe płyty, beton, ziemię, oceany, powietrze, a nawet przez strefę promieniowania radioaktywnego – bez trudu i jakiegokolwiek uszczerbku dla zdrowia.
Możesz wejć do sšsiedniego pokoju, nie zadawszy sobie trudu otwierania drzwi. Możesz odwiedzić przyjaciela oddalonego o tysišce kilometrów. Możesz, o ile cię to interesuje, badać Księżyc, system słoneczny, galaktykę. Możesz także odbywać podróże do innych systemów rzeczywistoci, na temat których nasza ograniczona przez czasoprzestrzeń wiadomoć czyni mgliste domniemywania, zaledwie zdajšc sobie sprawę z istnienia tych innych wiatów.
Zjawisko, o którym mówimy, nie jest wcale czym nowym. Ostatnie badania wykazały, że około 25 procent naszej populacji pamięta przynajmniej jedno dowiadczenie tego typu. Historia ludzkoci pełna jest relacji o takich przypadkach. W dawnej literaturze poruszanie się poza ciałem fizycznym nazywano “projekcjš astralnš" (ang. astral projection – przyp. tłum.). Zrezygnowałem z posługiwania się tym terminem, gdyż jako kojarzšcy się z okultyzmem, nie spełnia on dzisiejszych kryteriów naukowych. W latach szećdziesištych współpracujšcy ze mnš psycholog, Charles Tart, popularyzował okrelenie “poza ciałem" (ang. out of the body experience – OOBE – przyp. tłum.). Na przestrzeni minionego dwudziestolecia ten ogólny termin, oznaczajšcy specyficzne stany istnienia, przyjšł się w krajach Zachodu.
W moim przypadku wszystko zaczęło się od tego, że pod koniec 1958 roku, bez widocznego dla mnie powodu, zaczšłem “wychodzić" z ciała. Ze względu na póniejsze wydarzenia o znaczeniu historycznym (Autor ma na myli ruch hippisów przyp. tłum.) muszę zaznaczyć, że nie przyczyniły się do tego ani narkotyki, ani alkohol. Narkotyków nie używałem nigdy, za alkohol piję rzadko.
Przed kilku laty brałem udział w konferencji odbywajšcej się niedaleko naszego dawnego domu w Westchester County, w stanie Nowy Jork – miejsca, w którym po raz pierwszy dowiadczyłem OOBE. Kiedy przejeżdżalimy blisko domu, powiedziałem do siedzšcego obok mnie psychologa, że do dzi nie znam powodu swoich eksterioryzacji.
Znajomy rzucił okiem na budynek i odwrócił się do mnie z umiechem. “To proste. Powodem był ten dom. Przyjrzyj mu się dokładnie".
Zatrzymałem samochód. Dom wyglšdał jak niegdy. Miał kamienne ciany i zielony dach. Nowy właciciel utrzymywał go w dobrym stanie. Odwróciłem się do znajomego. “Nic się tu nie zmieniło".
“Spójrz na dach". Wskazał palcem w górę. “Jest to klasyczna piramida, a w dodatku pokryta miedziš. Tak włanie wyglšdały wierzchołki wielkich piramid w Egipcie, dopóki miedzi nie zdarli grabieżcy." Patrzyłem oniemiały.
“Energia piramid, Robercie" – cišgnšł – “Czytałe o tym. Mieszkałe w piramidzie. To było powodem!"
Energia piramid? No cóż, możliwe. Istniejš przecież ksišżki i inne publikacje mówišce o występowaniu dziwnych energii wewnštrz tych budowli.
Gdybym powiedział, że pierwsza podróż poza ciałem tylko mnie przestraszyła, byłoby to z pewnociš eufemizmem. Kiedy jednak zjawisko zaczęło się powtarzać, wpadłem wręcz w panikę – przeladowały mnie wizje guza mózgu i zbliżajšcej się choroby umysłowej. Wobec tego poddałem się licznym badaniom lekarskim, lecz ich wyniki całkowicie wykluczyły moje podejrzenia. Stwierdzono tylko “niewielkie zaburzenia halucynacyjne" i zalecono psychoterapię. Diagnozę tę uznałem za błędnš i nie rozpoczšłem leczenia. W tym okresie miałem wielu przyjaciół wród psychiatrów i psychologów – oni również borykali się ze swoimi problemami, choć z pewnociš były one bardziej “konwencjonalne" od moich.
Zamiast tego zaczšłem obserwować i analizować samo zjawisko, aż strach i panika ustšpiły miejsca narastajšcej ciekawoci. Poszukiwania zawiodły mnie do ludzi zwišzanych z naukš (całkowite odrzucenie), religiš (“To dzieło szatana"), parapsychologiš (“Ciekawe, szkoda, że nie dysponujemy danymi na ten temat"), a także do osób zajmujšcych się wiedzš Wschodu (“Zapraszamy na dziesięć lat do naszego aszramu w północnych Indiach"), Wszystko to opisałem w mojej pierwszej ksišżce Podróże poza ciałem (Tytuł oryg. Jowneys Out of the Body. W polskim przekładzie ksišżka ta ukazała się w 1986 roku pod tytułem Eksterioryzacja i została wydana przez Towarzystwo Psychotroniczne w Warszawie przyp. tłum)..
Jedno jest pewne – cel, który sobie postawiłem przy jej pisaniu, zrealizowałem z nawišzkš. Ksišżka spowodowała nadejcie tysięcy listów z różnych stron wiata. Setki z nich zawierały podziękowania od osób, które dzięki niej odzyskały spokój, upewniwszy się, że nie sš chore psychicznie. Ludzie ci pisali, iż teraz, po przeczytaniu ksišżki, nie czujš się już tak osamotnieni posiadajšc “intymnš" tajemnicę, której do tej pory nie potrafili sobie wytłumaczyć, a co najważniejsze – wiedzš, że nie czeka ich wizyta w gabinecie psychiatry ani łóżko w szpitalu dla umysłowo chorych. I takie było włanie założenie mojej pierwszej ksišżki: pomóc choćby jednej osobie uniknšć niepotrzebnego umieszczenia w zakładzie zamkniętym.
Jeżeli o mnie chodzi, to jestem wprost oszołomiony zmianami, jakie zaszły podczas tych dwudziestu pięciu lat. W sferach akademickich i większoci rodowisk naukowych mówi się już dzi otwarcie o zjawisku OOBE, Pomimo to jestem przekonany, że przeważajšca iloć osób z naszego kręgu kulturowego nie uwiadamia sobie istnienia tego rodzaju zjawisk we własnym życiu. Ja sam jeszcze w 1959 lub 1960 roku z pewnociš nie uwierzyłbym, że kiedy na ten temat wygłoszę odczyt w Smithsonian Institution, ani w to, że na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego zostanie zaprezentowany referat z tej dziedziny. A jednak oba te wydarzenia miały miejsce.
To, co dzi najczęciej słyszę, bardzo mi przypomina stary i wypróbowany trick stosowany w przemyle rozrywkowym. Otóż kiedy producent rozmawia z szukajšcym pracy aktorem, to najpierw wysłuchuje rzeczy dobrze już sobie znanych. A więc, że aktor rozpoczšł karierę zawodowš w 1922 roku w The Great One, w 1938 grał w Who Goes There?, zdobył Nagrodę Krytyki za głównš rolę w Nose to Nose, a w 1949 grał rolę Williego w What Makes Willie Weep. W pewnym momencie producent przerywa i zadaje bardzo proste pytanie: “No dobrze, a co pan robił ostatnio?"
Ano włanie. Co robiłem (poza ciałem) od czasu ukazania się pierwszej ksišżki? Na to pytanie zazwyczaj udzielam następujšcej odpowiedzi. Poczštek lat siedemdziesištych to okres pierwszych frustracji i ograniczenia podróży poza ciałem. A teraz powiem co, w co, jak sšdzę, wielu osobom trudno będzie uwierzyć – podróże te zaczęły mnie nudzić. Po jakim czasie przestałem się nimi fascynować. Uczestniczenie w testach wymagało wysiłku, a ponieważ wišzało się z wysiłkiem, zaczšłem sobie uwiadamiać, że udowodnienie czegokolwiek w tej dziedzinie nie jest dla mnie możliwe, gdyż działam we właciwy tylko sobie sposób. Gdy jednak nie byłem krępowany ograniczeniami, jakie niosły ze sobš testy, to wydawało się, że nie pozostaje już nic ciekawego do zrobienia.
Straciłem również zainteresowanie dla wczeniej wypracowanych technik wychodzenia z ciała, gdyż znalazłem łatwiejszy sposób osišgania tego stanu. Zwykle budziłem się po dwóch lub trzech cyklach snu, czyli po około trzech, czterech godzinach, całkowicie rozbudzony, odprężony fizycznie i wypoczęty. “Oderwanie się" od ciała i swobodne płynięcie przychodziło wówczas z dziecinnš łatwociš. Był tylko jeden problem – nie wiedziałem, co mam dalej robić. O trzeciej lub wpół do pištej rano wszyscy jeszcze spali, więc moje ewentualne podróże nie miały żadnego sensu. Wobec tego kręciłem się trochę po okolicy bez szczególnego celu i zainteresowania, po czym “wlizgiwałem się" do dała, zapalałem wiatło i czytałem dopóty, dopóki nie zachciało mi się ponownie spać. I tak to wyglšdało.
Zwiększało się tylko moje zniechęcenie, a przymus wcišż pozostawał. Musiało więc istnieć jakie dodatkowe wytłumaczenie powodów i celu funkcjonowania poza ciałem, którego do tej pory nie dostrzegł mój wiadomy umysł (ani umysł innego człowieka).
Wiosnš 1972 roku zrozumiałem, w czym rzecz. To włanie mój wiadomy umysł stanowił czynnik ograniczajšcy. A więc jeli – jak dotšd – pozostawię mu kierowanie eksterioryzacjami, nic się nie zmieni. Ma on nade mnš zbyt dużš władzę. W takim razie, czy nie byłoby lepiej tę kierowniczš funkcję powierzyć mojemu całkowitemu ,Ja" (duszy?), majšcemu w działalnoci poza ciałem dużš wprawę?
Będšc przekonany o trafnoci tego spostrzeżenia, postanowiłem urzeczywistnić swój zamysł. Następnego wieczoru położyłem się spać, a obudziwszy się po około trzech godzinach (dwóch cyklach snu) przypomniałem sobie o powziętej decyzji. Odłšczyłem się od ciała fizycznego i swobodnie uniosłem. Powiedziałem w swoim wiadomym umyle, że prowadzenie mnie podczas eksterioryzacji powierzam całkowitemu “ja". Po chwili (trwało to chyba zaledwie kilka sekund), znajdujšc się w tej dobrze mi znanej “przestrzennej" ciemnoci poczułem ruch i potężny przypływ energii – tak oto rozpoczšł się całkowicie nowy etap moich niefizycznych dowiadczeń. Poczšwszy od tamtej nocy prawie zawsze używam powyższej procedury przy wychodzeniu z ciała.
Rezultaty OOBE tak bardzo różniły się od wszystkiego, co wiadomy umysł mógłby sobie na ten temat wyobrazić, że powstał nowy problem. Dowiadczenia te trudno opisać. I chociaż moim eksperymentom zawsze towarzyszy wiadomoć fizycznego “tu i teraz", to jednak ponad dziewięćdziesięciu procent tych wydarzeń nie jestem w stanie przełożyć na język używany w wiecie czasu i przestrzeni. Zachodzi tu przypadek podobny do tego, gdy chcšc opisać wrażenia towarzyszšce nam podczas słuchania muzyki słowami (np. wykonywanej przez orkiestrę symfonicznš z chórem) nie posłużymy się fachowš terminologiš. Można wprawdzie zamiast technicznych okreleń, takich jak: notacja, instrumenty, interwały, tonalnoć etę., używać wyrażeń: “subtelna", “zniewalajšca", “przerażajšca", “napawajšca nabożnš czciš", “goršca", “rozkoszna", “cudowna" – a jednak jest to bardzo odległe od wiernego opisu.
Jeli co robisz, rób to najlepiej, jak umiesz. Moim zdaniem, gdy tylko podejmiesz wysiłek, osišgniesz właciwy rezultat. Jestem pewien, że łatwiej byłoby zrelacjonować przeprawę przez wodospady Niagary w beczce, niż opisać niektóre przeżycia poza ciałem.
Z mojš działalnociš “tu i teraz" wišzał się jeszcze jeden problem. Opracowane przeze mnie ćwiczenia i techniki, które udostępniłem innym, zupełnie nie skutkowały w moim własnym przypadku. Znajomi psychologowie podajš wiele powodów takiego stanu rzeczy. Najprostszy z nich sprowadza się do tego, że nie umiem wyłšczyć działania lewej półkuli mózgowej. Tak bardzo angażuję się w proces opracowywania ćwiczenia, że moje krytyczno-analityczne uzdolnienia nie pozwalajš mi póniej uwolnić się od oceniania jego treci. Poza tym, aby nadać tym ćwiczeniom dwiękowš formę, musiałem przysłuchiwać się z wyjštkowym skupieniem nagrywaniu i miksowaniu różnych używanych przez nas dwięków. Oczywicie takie nastawienie niweczy efekt, jaki te dwięki majš wywrzeć na słuchajšcym. Nawet wtedy, gdy słyszę prosty dwięk o jednej częstotliwoci, nawyk zmusza mnie do jej analizowania, by móc stwierdzić, czy jest ona stała.
Być może ja też odnoszę jakie korzyci z opracowanych przez siebie ćwiczeń, tylko nie zdaję sobie z tego sprawy. Niemniej jednak czuję się doć dziwnie w roli człowieka spoglšdajšcego spoza ogrodzenia na założony i wypielęgnowany przez siebie ogród, w którym inni tak miło spędzajš czas.
Ostatnie wydarzenia z tej sfery mego życia, którš nazywam “tu i teraz" nie były zbyt skomplikowane. Na przykład bolenie (dosłownie!) odczułem to, że mój organizm zaczšł odrzucać wszelkie chemikalia. Nie przyjmuje on zarówno alkoholu, jak rodków farmakologicznych i kofeiny oraz najwyraniej tego wszystkiego, co uważa za nienaturalne dla swego funkcjonowania. Objawem takiego odrzucenia czy też reakcji alergicznej jest obfity pot, wymioty, a także gwałtowne skurcze brzucha. Mogłoby to być konstruktywne, gdyby nie miało również stron ujemnych. Nigdy nie piłem nałogowo, a tymczasem już jedna lampka wina wywołuje wspomnianš reakcję organizmu.
Szczególnie trudno poradzić sobie z tym problemem podczas operacji. Mój organizm zaczšł odrzucać narkozę i budziłem się (ku zdziwieniu anestezjologa) na stole operacyjnym, czujšc, jak chirurg zszywa moje ciało. Kiedy w czasie rekonwalescencji odczuwam silny ból, zaaplikowany demerol wywołuje jedynie wymioty. Możecie więc sobie wyobrazić, jak jestem sfrustrowany, gdy inni z powodzeniem stosujš opracowanš przez nas metodę, pozwalajšcš w okresie pooperacyjnym wspaniale opanować ból bez używania leków. Podczas pobytów w szpitalu w cišgu ostatnich dziesięciu lat raz osobicie przekonałem się o jej skutecznoci. Byłem więc bardzo rozczarowany, gdy nie poskutkowała ostatnim razem. Wprost trudno było mi w to uwierzyć, ale nie działała. I wiedziałem, że jeli wiadomie opuszczę ciało, to nie będę miał odwagi powrócić do tego oceanu palšcego bólu.
Wiele lat temu pewien zaprzyjaniony ze mnš psycholog nie dowierzał memu uczuleniu na lekarstwa. Póniej postanowił sprawdzić, jak mój organizm zareaguje na rodki zwane obecnie halucynogenami. Wypróbowalimy “laboratoryjnš" meskalinę i LSD. Nie było żadnego efektu.
A oto inne wydarzenie. Kiedy spytałem niefizycznego przyjaciela o swoje poprzednie wcielenie. Otrzymałem wówczas jednš z niewielu czysto werbalnych odpowiedzi. Brzmiała ona: “W swoim ostatnim wcieleniu byłe mnichem w klasztorze Coshocton w stanie Pensylwania".
Spojrzałem na mapę Pensylwanii, ale nie było na niej Coshocton. Wiedziałem, że jest Coshocton w Ohio, gdyż mieszkałem w tym stanie. Spytałem więc jeszcze raz, chcšc upewnić się, że podano mi właciwš nazwę stanu. Okazało się, że jednak chodziło o Pensylwanię. Nie zaprzštałem sobie tym głowy, ponieważ niespecjalnie interesuje mnie, kim poprzednio byłem, o ile w ogóle kim bytem. O wydarzeniu tym wspomniałem znajomemu księdzu katolickiemu. Zaofiarował się zajrzeć do swych ksišg. Po kilku tygodniach zadzwonił i powiedział, że istotnie w miejscowoci zwanej Coshocton w Pensylwanii był swego czasu klasztor. Sšdził, że należałoby tam pojechać podczas którego weekendu i zobaczyć, czy odezwš się we mnie jakie wspomnienia. Może, kiedy...
Następna historia: pienišdze w kieszeni spodni. Przez całe lata wydarzenie to zachowywałem w cisłej tajemnicy, gdyż nikt by w to nie uwierzył. Nawet moja żona, Nancy, której pokazywałem spodnie, odnosi się do tej sprawy ze sceptycyzmem. Chodzi o to, że w kieszeni pewnej pary spodni, które wieszam do szafy w sypialni, pojawiajš się pienišdze. Prawdziwe banknoty, nie nowe i szeleszczšce, lecz przeważnie stare i doć już podniszczone. Kwota bywa niewielka – tylko dwa, trzy lub cztery dolary. Jedenacie dolarów stanowiło maksimum tego, co znalazłem. Czas nie odgrywa tu roli. Mogę nie zaglšdać do kieszeni nawet przez tydzień i znajdę w niej, powiedzmy trzy dolary. Mogę nie podchodzić do szafy przez trzy miesišce i prawdopodobnie będzie tam tylko szeć dolarów. Wyglšda na to, że czynniki zewnętrzne nie majš wpływu ani na pojawienie się pieniędzy, ani na ich iloć. Pienišdze znajduję również w spodniach odebranych z pralni i powieszonych do szafy w zaklejonej plastikowej torbie. Podejrzewalimy, że jestem lunatykiem i spacerujšc podczas snu wkładam je do kieszeni, ale nie rozpieczętowana torba rozwiała nasze przypuszczenia. Nasuwa mi się tylko jedno sensowne wytłumaczenie tego zjawiska. Moim zdaniem, jego przyczyn należy doszukiwać się w okresie wczesnej młodoci. Gdy bytem nastolatkiem i pilnie potrzebowałem kilku dolarów, przydarzyło mi się co dziwnego, co co może mieć zwišzek z tym, o czym piszę (W swej pierwszej ksišżce Monroe opisuje takie wydarzenie. Będšc piętnastoletnim chłopcem w żaden sposób nie mógł zdobyć dwóch dolarów, koniecznych do opłacenia wejcia na zabawę. W noc poprzedzajšcš planowanš imprezę przyniły mu się dwa dolary leżšce pod starš deskš na trawniku obok domu. Rzeczywistoć potwierdziła tę wizję – pod deskš, w miejscu pełnym lici, kory i różnych brudów, leżały dwa nowe i suche banknoty jednodolarowe. Zob. Podróże poza ciulem przyp. tłum.). Widocznie częć mojej jani nadal pamięta o tej naglšcej potrzebie i próbuje jš zaspokoić. Jaka szkoda, że kiedy człowiek dorasta, pięć, szeć czy nawet jedenacie dolarów na niewiele się zda. Na ogół ludzie nie wierzš w tę historię, ale nie mam im tego za złe. Pewnie i ja bym w co takiego nie uwierzył, gdybym nie dowiadczył tego osobicie.
A teraz inne wydarzenie. W naszym domu w Whistlefieid Farm za salonem była weranda. Aby się na niš dostać, należało przejć przez dwie pary dwuskrzydłowych drzwi i zejć po kamiennych schodkach (weranda znajdowała się na niższym poziomie). Schodki były strome, a różnica poziomów wynosiła około półtora metra.
Pewnego ranka, majšc w rękach pełno ksišżek i czasopism, przechodziłem przez drzwi prowadzšce na werandę. Gdy je mijałem, potknšłem się. Lewa stopa zawadziła o prawš i runšłem głowš naprzód w kierunku kamiennej posadzki. Padajšc, nie byłem w stanie wycišgnšć ršk przed siebie. Pamiętam, jak wówczas pomylałem: “Nie ma co, skończy się to pęknięciem czaszki i złamaniem karku".
Około piętnastu centymetrów od werandy mój upadek został raptownie zatrzymany i wylšdowałem bardzo miękko. Najpierw kamiennej posadzki dotknęła moja głowa i ramiona, a za nimi lekko jak piórko opadła reszta ciała. Leżałem tak przez chwilę, zdumiony tym, co się wydarzyło. Obmacałem głowę i ramiona – nie poczułem bólu, nie zauważyłem najmniejszych oznak stłuczenia, żadnego ladu. Wstałem, pozbierałem ksišżki i czasopisma, spojrzałem na miejsce, z którego spadłem, próbujšc znaleć jakie wytłumaczenie. Co zamortyzowało mój upadek, lecz nie miałem pojęcia, co to było.
Kilka miesięcy póniej, w rodku zimy, wydarzyło się co podobnego. Gdy schodziłem frontowymi schodami oczyszczonymi ze niegu, poliznšłem się i zaczšłem spadać. Ale tym razem nie byłem tak bardzo zdziwiony, gdy wylšdowałem łagodnie. Tylko dwa razy przytrafiło mi się co takiego i sšdzę, że raczej nie będę eksperymentował w tej dziedzinie. Opisany tu wypadek należy do serii na razie nie wyjanionych.
Jedna z bardziej zagadkowych historii, jakie mi się przydarzyły, stanowiła rezultat bezporedniego kontaktu z innymi istotami – a przynajmniej tak się wydawało. Pewnego dnia w połowie lat siedemdziesištych, o bardzo wczesnej porze (jeli chodzi o cisłoć – o trzeciej nad ranem), wyszedłem z ciała, używajšc jak zwykle metody dla “leniwych", czyli oddzielenia przez rotację (Dokładny opis tej metody znajdzie czytelnik w pierwszej ksišżce R. Monroe'a Podróże poza ciałem przyp. tłum.). Niemal natychmiast podeszła do mnie niewyrana postać, która wydała mi bardzo szczegółowe polecenie: “Panie Monroe, czwartego lipca o siódmej rano proszę udać się do Eagiehill". Zdziwiony, poprosiłem o powtórzenie instrukcji. Była identyczna: “Panie Monroe, czwartego lipca o siódmej rano proszę udać się do Eagiehill".
Nie zdšżyłem nawet zapytać, po co mam tam pojechać i o co tu właciwie chodzi, gdy sylwetka zbladła i rozpłynęła się. Wobec tego “wtoczyłem się" do ciała, usiadłem i dokładnie zapisałem to, co mi powiedziano.
Następnej nocy, prawie natychmiast po opuszczeniu przeze mnie ciała, pojawiła się ta sama istota, przekazujšc mi dokładnie takie samo polecenie. Było bardzo stanowcze, brzmiało niemal jak rozkaz – i znów postać znikła, zanim udało mi się dowiedzieć czego więcej. Trzeciej nocy sytuacja już się nie powtórzyła. Najbardziej zadziwiajšce było to, że polecenie sformułowano bardzo wyranie, oraz że zostało dokładnie powtórzone następnej nocy. I najważniejsze: “oni" zwrócili się do mnie używajšc mego nazwiska.
.Opowiedziałem o tym rodzinie i kilku znajomym. Zainteresowali się tak samo jak ja. Snulimy różne przypuszczenia, lecz nie umielimy odpowiedzieć na podstawowe pytanie: gdzie jest Eagiehill? Polecenie przekazano mi mniej więcej w kwietniu, było więc jeszcze dużo czasu, by dowiedzieć się, co ono oznacza. Jednak pomimo wszelkich usiłowań nie moglimy znaleć miejscowoci o nazwie Eagiehill. Minęło kilka tygodni i prawie zapomniałem o całej sprawie.
Sytuacja uległa zmianie dzięki następujšcemu wydarzeniu. Pojechalimy w odwiedziny do przyjaciół mieszkajšcych kilkaset kilometrów od nas. Siedzielimy w patio jedzšc obiad i gawędzšc. Nasz gospodarz miał radio z automatycznym urzšdzeniem do wybierania różnych zakresów fal, między innymi tych, na których nadaje policja, straż ogniowa, itd. Nagle mojš uwagę przycišgnšł głos dobiegajšcy z radia: “Eagiehill". Podniecony, zapytałem gospodarza, na jaki zakres nastawione jest radio. Odpowiedział, że jest to kanał FAA (Federal Aviation Administration – Zarzšd Lotnictwa Krajowego przyp. tłum.), który służy do utrzymywania łšcznoci radiowej z samolotami. W napięciu czekałem na dalsze wiadomoci. Widzšc to, nasz gospodarz zapytał z zaciekawieniem, o co chodzi. Nie trzeba dodawać, że nie uważałem za celowe opowiadać mu o całym zdarzeniu. Po paru minutach radio ożyło. Kto mówił głono i wyranie: “Tu jednostka 351. Jestem nad Eagiehill na wysokoci dwunastu tysięcy stóp."
Następnego dnia, po długiej jedzie powrotnej, poszedłem do oddziału FAA na naszym miejscowym lotnisku i zapytałem jednego z pracowników, gdzie znajduje się Eagiehill. Odpowiedział natychmiast, że jest to punkt oczekiwania (Obszar, w którym samolot czeka na otrzymanie pozwolenia na lšdowanie przyp. tłum.) w sšsiednim stanie, miejsce, gdzie została zainstalowana radiolatarnia lokacyjna. Pokazał mi je na mapie tras lotniczych. I rzeczywicie, widniała tam nazwa malej wioski – Eagiehill, choć miejscowoci tej nie uwzględniała żadna z posiadanych przez nas map samochodowych.
To stwarzało całkiem nowe możliwoci wykonania polecenia. Zatem trzeciego lipca po południu wyruszyłem w długš podróż do Eagiehill. Dojechałem do małego miasteczka w pobliżu domniemanego miejsca, zatrzymałem się w motelu, zjadłem obiad i wczenie poszedłem spać.
Na drugi dzień, punktualnie o siódmej rano zjawiłem się w Eagiehill. Było to małe, wiejskie skrzyżowanie, wokół którego stały dwa czy trzy domy, warsztat samochodowy i sklep. Słowem – miejsce nie sprawiajšce na przybyszu wielkiego wrażenia. Wyglšdało tak, jak gdyby nie zmieniło się przez ostatnie trzydzieci czy czterdzieci lat. Zjechałem na pobocze i zatrzymałem samochód. Kilku okolicznych mieszkańców siedzšcych przed warsztatem przyglšdało mi się z zaciekawieniem.
.Czekałem już ponad godzinę, ale nic się nie wydarzyło. Nikt do mnie nie podszedł. Podniecenie, które poczštkowo odczuwałem, przerodziło się w rozczarowanie. Wreszcie, gdzie po ósmej, pod obstrzałem ciekawych spojrzeń, uruchomiłem samochód, przejechałem przez Eagiehill i wjechałem w rozcišgajšcš się za nim okolicę. Ujechałem ze trzy kilometry, lecz nie zauważyłem niczego poza farmami. Wobec tego wróciłem do skrzyżowania i pojechałem na zachód. Znowu nic, żadnego znaku, żadnej zmiany, nic tylko wie i farmy. Cofnšłem samochód i udałem się na wschód. Było identycznie. Wróciłem na mój posterunek na skrzyżowaniu i siedzšc w samochodzie czekałem. Kiedy zbliżała się dwunasta, doszedłem do wniosku, że cała ta sprawa jest po prostu przywidzeniem. Pojechałem do motelu, uregulowałem rachunek i zjadłem lunch. Prawdopodobnie albo trafiłem do niewłaciwego Eagiehill, albo le zrozumiałem polecenie. A może po prostu zakpiono ze mnie lub też był to tylko sen.
Po dłuższych przemyleniach zrozumiałem, jaki błšd popełniłem. Zaproszenie, czy też wezwanie nie dotyczyło mego przybycia do Eagiehill w ciele fizycznym, lecz w drugim ciele. Nie uwzględniono tylko tego, że eksterioryzujšc łatwo mogę odnaleć osobę, natomiast trudno jest mi dotrzeć do wskazanego miejsca.
Dolewajšc oliwy do ognia: Po latach, poznawszy pewnego państwowego urzędnika, spytałem go o to osobliwe miejsce nie wspominajšc, dlaczego się nim interesuję. Powiedział, że znajdujš się tam specjalne stanowe urzšdzenie badawcze. Ich założenie zbiegło się mniej więcej w czasie z moim pobytem w Eagiehill. Widocznie fakt ten nie dotarł jeszcze do wiadomoci ogółu, albo też uszedł mojej uwagi. Dlatego miejsce, o którym mowa w moim opowiadaniu, nie zostało przeze mnie prawidłowo zlokalizowane. Jeszcze teraz lubię snuć domysły, co mogłoby się wydarzyć, gdybym stawił się na wyznaczone spotkanie w drogim ciele.
Jeszcze inna historia. Moje przedsiębiorstwo otrzymało koncesję na założenie telewizji kablowej w Charlottesville w stanie Wirginia i potrzebne nam było miejsce na wzgórzu za miastem do zainstalowania anteny odbiorczej. Włacicielem tego wzgórza był Roy, niewysoki, łysiejšcy, energiczny mężczyzna o jasnoniebieskich oczach, obdarzony ciętym i wyrafinowanym dowcipem. Miał ogorzałš i pokrytš zmarszczkami twarz, gdyż przez wiele lat nadzorował pracę w liczšcym ponad dwiecie jabłoni sadzie, położonym na szczycie wzgórza. Ponieważ był prawdziwym Szkotem, pertraktacje prowadził z wyszukanš obojętnociš, ale zakończyły się one zawarciem rozsšdnej i uczciwej transakcji. My za zostalimy przyjaciółmi.
W pewien pištek, po lunchu, Roy mrugnšł do mnie porozumiewawczo i zapytał: “Lubisz grać w karty?"
Poczułem przypływ dawnego, dobrze mi znanego uczucia. “A w co?"
“Niektórzy mówiš" zaczšł “że nie jest to poker, bo rozgrywamy wiele dowolnych partii, ale zabawa jest wspaniała. Stawka wynosi tylko dziesięć lub dwadziecia centów, więc nie spodziewaj się wygrania dużych pieniędzy. Spotykamy się co pištek, za każdym razem u innego z graczy. Obowišzuje nas jedna reguła – nie pijemy alkoholu podczas gry. Jest to najstarszy rodzaj pokera, jaki zachował się w Charlottesville. Ma już chyba z siedemdziesišt lat, a to szmat czasu. Jeżeli chciałby dzi zagrać, powiedz, gdzie będziesz, a wpadnę po ciebie koło wpół do ósmej. Zobaczysz, będziesz się dobrze bawił na próbie chóru."
Spojrzałem na niego nie rozumiejšc. “Na próbie chóru?"
Umiechnšł się. “Tak się tu u nas w Wirginii mówi. Niektórzy nie majš pewnoci, czy jest to legalne gra, a doszły nas słuchy o obławach robionych przez policję na graczy podejrzanych o hazard. Oczywicie, nie uprawiamy żadnego hazardu."
Umiechnšłem się. “Jasne, że nie. A więc do zobaczenia o wpół do ósmej na próbie chóru."
Zaczšłem regularnie chodzić na spotkania, wprawdzie nie w każdy pištek, ale przynajmniej dwa razy w miesišcu. Swojš drogš była to miła odskocznia od mojej codziennej pracy w telewizji kablowej. W spotkaniach brali udział miejscowi biznesmeni. Większoć z nich spędziła w Charlottesville całe życie i nie zdawali sobie sprawy z niecodziennych badań, jakie prowadziłem. Nie wiedzieli o opublikowaniu mojej pierwszej ksišżki, a ja nawet o niej nie wspomniałem. Po dzi dzień może tylko jeden lub dwaj z nich majš słabe pojęcie o tym, czym się teraz zajmuję.
Po jakich dwóch latach, gdy gralimy kiedy w pokera, w którym rozdaje się po siedem kart, przydarzyło się co niezwykłego. W grze brało udział szeć osób. Rozdanie odbyło się normalnie. Między nie pokazywanymi kartami miałem trójkę i czwórkę trefl, a wród odkrytych – pištkę i siódemkę. Licytowano wysoko; na stole widać było dużo par, w tym parę asów Roya. Po licytacji, kiedy próbowałem dokupić szóstkę trefl, by skompletować sekwens, choć statystycznie bioršc nie miałem na to dużych szans, rozdano po siódmej karcie, figurš w dół. Nie zdšżyłem jeszcze odkryć swojej karty, gdy przyszła mi do głowy myl, że jest niš szóstka trefl – nie miałem co do tego wštpliwoci. Było to bardzo dziwne: po prostu “wiedziałem", że tak jest.
“Roy" rzekłem, wskazujšc nietkniętš kartę. “To jest szóstka trefl. Dzięki niej będę miał sekwens, który pobije twojego fulla z asów."
Roy popatrzył na zakrytš kartę, a potem spojrzał na mnie skrzywiwszy się lekko. Odkrył już swojš ostatniš kartę i wiedział, że ma fulla. “Stawiam pięć, że nie masz takiej karty. To nie jest szóstka trefl."
Sięgnšłem po stos żetonów i powiedziałem: “Mam. To jest szóstka trefl, Roy."
Umiechnšł się i dokładajšc do puli swoje żetony, wyrównał stawkę. “Dobra, pokaż." Odwróciłem kartę i była to szóstka trefl.
Roy umiechnšł się. “Ale i tak nie jeste lepszy od mojego fulla." I wyłożył swoje karty: jego fuli z asów był najsilniejszym układem na stole. “Stawiam następnš pištkę, że wród zakrytych kart nie masz trójki i czwórki trefl."
Umiechnšłem się. “Nie chcę twoich pieniędzy, Roy."
“Tylko sekwens złożony z pięciu kart w jednym kolorze może być silniejszy od mojego fulla z asów." Pchnšł przez stół następnš stertę żetonów. “Nie sšdzę, aby miał taki sekwens. Dowiedziałe się skšd, że jest tutaj szóstka trefl, a skoro masz przewagę, to powiniene się wycofać."
Powiedziałem umiechajšc się: “Nie chcę twojej następnej pištki, Roy." Po czym odkryłem trójkę i czwórkę trefl, dzięki którym miałem sekwens w treflach.
Roy tylko spojrzał i powiedział: “Co takiego!"
Podczas następnej partii, gdy rozdajšcym był Roy, wcišż towarzyszyło mi to samo uczucie, to samo silne “przewiadczenie". Między czterema odkrytymi kartami miałem pištkę i siódemkę kier. Nawet nie spojrzałem na swoje zakryte karty, gdyż wiedziałem. To wszystko, co mogę na ten temat powiedzieć – po prostu wiedziałem.
“Roy, widzisz tę pištkę i siódemkę kier?" Skinšł głowš. Tym razem nie miał asów. “A teraz dasz mi ostatniš kartę – szóstkę kier. Dzięki niej będę miał sekwens w kierach. Jak widzisz, jeszcze nie obejrzałem swoich zakrytych kart, zauważyłe?" Pokiwał głowš, przytakujšc. ledził uważnie, co się działo. Był rozdajšcym. Pozostałe osoby bacznie nam się przyglšdały. Roy uchodził za wyjštkowo dobrego gracza, więc spodziewano się mojej przegranej.
Roy rozdał ostatniš kartę i zanim zdołałem jš podnieć, powiedział: “Stawiam następnš pištkę, że to nie jest szóstka kier. Nie, właciwie to stawiam dziesięć." I cisnšł przed siebie stos żetonów.
“Nie mam zamiaru wycišgać od ciebie pieniędzy" powiedziałem z umiechem.
“Nie wycišgniesz ich ode mnie, bo ci ich nie dam" odrzekł. “We kartę."
Wzišłem.
“A teraz odwróć jš" zażšdał. Zrobiłem, jak kazał. Odkryta karta okazała się szóstkš kier. Patrzył na mnie ze zdumieniem. Ponieważ on rozdawał karty, oszustwo było całkiem wykluczone.
“Poza tym" stwierdziłem “te dwie zakryte karty, których jeszcze nie widziałem, to trójka i czwórka kier."
Spojrzał na mnie. “Stawiam dwadziecia, że to nieprawda."
Powiedziałem z największš obojętnociš: “Nie chcę twoich pieniędzy, Roy" i odwróciłem obydwie karty. Były to trójka i czwórka kier.
Roy popatrzył na sekwens – taki sam jak poprzedni, tyle, że tym razem w kierach. “Chwilami wydaje mi się, że jeste największym szczęciarzem, jakiego spotkałem."
Pozostali gracze przytaknęli.
O tej niezwykle szczęliwej passie rozprawiano jeszcze przez kilka miesięcy. Szansę na uzyskanie dwu kolejnych identycznych sekwensów przez tę samš osobę podczas rozgrywki, w której bierze udział szeciu graczy, wynoszš mniej więcej 5.780.000 do jednego. Jak to się stało? Nie mam pojęcia. Skšd wiedziałem? To bardzo proste, dzięki “przewiadczeniu".
|
|
Czlowiek uczony, nie jest we wszystkim uczony, czlowiek rozumny , jest we wszystkim rozumny. |
|
Ciekawa wypowied, jest to fragmentem jakiej ksišżki?
Przeczytałem cały poprzedni temat o OOBE, skoro jest on zamknięty to może moglibymy podyskutować tutaj.
Czy sš jeszcze osoby które chcš podzielić się swoim dowiadczeniem w OOBE?
|
|
|
Ja niemam wielkiego doswiadczenia w OOBE niestety... Moje najwieksze osoagniecie w tym to wyjscie z ciala podczas medytcji, jednak to trwalo sekundy :/
|
|
|
U mnie to trwa minuty.
Mickiewicz to dopiero miał wyjścia.
WIDZENIE
Dźwięk mię uderzył - nagle moje ciało,
Jak ów kwiat polny, otoczony puchem,
Prysło, zerwane anioła podmuchem,
I ziarno duszy nagie pozostało.
I zdało mi się, żem się nagle zbudził
Ze snu strasznego, co mię długo trudził.
I jak zbudzony ociera pot z czoła,
Tak ocierałem moje przeszłe czyny,
Które wisiały przy mnie, jak łupiny
Wokoło świeżo rozkwitłego zioła.
Ziemię i cały świat, co mię otaczał,
Gdzie dawniej dla mnie tyle było ciemnic,
Tyle zagadek i tyle tajemnic,
I nad którymi jam dawniej rozpaczał, -
Teraz widziałem jako w wodzie na dnie,
Gdy na nią ciemną promień słońca padnie.
Teraz widziałem całe wielkie morze,
Płynące z środka, jak ze źródła, z Boga,
A w nim rozlana była światłość błoga.
I mogłem latać po całym przestworze,
Biegać, jak promień, przy boskim promieniu
Mądrości bożej; i w dziwnym widzeniu
I światłem byłem, i źrenicą razem.
I w pierwszym, jednym, rozlałem się błysku
Nad przyrodzenia całego obrazem;
W każdy punkt moje rzuciłem promienie,
A w środku siebie, jakoby w ognisku,
Czułem od razu całe przyrodzenie.
Stałem się osią w nieskończonym kole,
Sam nieruchomy, czułem jego ruchy;
Byłem w pierwotnym żywiołów żywiole,
W miejscu, skąd wszystkie rozchodzą się duchy,
Świat ruszające, same nieruchome:
Jako promienie, co ze środka słońca
Leją potoki blasku i gorąca,
A słońce w środku stoi niewidome.
I byłem razem na okręgu koła,
Które się wiecznie rozszerza bez końca
I nigdy bóstwa ogarnąć nie zdoła.
I dusza moja, krąg napełniająca,
Czułem, że wiecznie będzie się rozżarzać,
I wiecznie będzie ognia jej przybywać;
Będzie się wiecznie rozwijać, rozpływać,
Rosnąć, rozjaśniać, rozlewać się - stwarzać,
I coraz mocniej kochać swe stworzenie,
I tym powiększać coraz swe zbawienie.
Przeszedłem ludzkie ciała, jak przebiega
Promień przez wodę, ale nie przylega
Do żadnej kropli: wszystkie na wskroś zmaca,
I wiecznie czysty przybywa i wraca,
I uczy wodę, skąd się światło leje.
I słońcu mówi, co się w wodzie dzieje.
Stały otworem ludzkich serc podwoje,
Patrzyłem w czaszki, jak alchymik w słoje.
Widziałem. jakie człek żądze zapalał,
Jakiej i kiedy myśli sobie nalał,
Jakie lekarstwa. jakie trucizn wary
Gotował skrycie. A dokoła stali
Duchowie czarni, aniołowie biali,
Skrzydłami studząc albo niecąc żary,
Nieprzyjaciele i obrońcy duszni,
Śmiejąc się, płacząc - a zawsze posłuszni
Temu, którego trzymali w objęciu,
Jak jest posłuszna piastunka dziecięciu
Które jej ojciec, pan wielki, poruczy,
Choć ta na dobre, a ta na złe uczy.
Adam Mickiewicz
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=9273&p=1
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=81566
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=29889&p=1
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=10402
http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=44057&p=7
http://www.npn.ehost.pl/index.php?subaction=showfull&id=1184839693&archive=&start_from=&ucat=1& - NOWOŚĆ! :)
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
oobe w 5 mn dla kazdego !!:P
https://hyperreal.info/node/3309
|
|
Wina tuska |
|
alkazam ! Witaj !
Ale bzdury ! Ale linki podajesz ! Keta to jest dla zwierzat.
Keta - wśród związków psychoaktywnych klasyfikowana jako dysocjant psychodeliczny, nazwa systematyczna: 2-(2-chlorofenylo)-2-(N-metyloamino)cykloheksanon - lek używany w weterynarii do znieczulania przedoperacyjnego. Farmakologicznie ketamina działa podobnie do dekstrometorfanu i fencyklidyny ,lecz działa o wiele krócej i jest pozbawiona części ich efektów ubocznych.
Ketamina jest zaliczana do tak zwanych dysocjantów psychodelicznych, powoduje odczucia opuszczania ciała, zwiedzania innych światów,istnienia w innych wymiarach oraz podróży w głąb siebie. Ketamina podana dożylnie wywołuje następujące działania:
- po około 20 sekundach od podania powoduje uczucie znieczulenia twarzy; następnie dochodzi do zerwania kontaktu z chorym, pojawia się charakterystyczny dla ketaminy oczopląs poziomy i pionowy, mogą wystąpić ruchy mimowolne oraz wokalizacja;
- po około 15 minutach powraca przytomność.
Ketamina może powodować halucynacyjne OOBE. Może też wystąpić depresja lub nadmierna stymulacja ośrodka oddechowego. Do działań niepożądanych ograniczających jej stosowanie zaliczyć można: halucynacje, często o przykrej treści (spadanie w przepaść, paniczny strach), nudności i wymioty, wzrost ciśnienia tętniczego a także ciśnienia śródczaszkowego. Do łagodzenia działań niepożądanych podaje się łącznie z ketaminą benzodiazepiny (diazepam, midazolam) i barbiturany (Tiopental).
Czyli obrzydliwe syntetyki chemiczne, ktore w rzeczywistosci nie prowadza do niczego. Juz lepsza jest stymulacja fal muzgowych, choc i te metody sa sztuczne i nienaturalne.
Domyslam sie, ze to byl zart. Ketamina jest dla koni, psow, kotow i swin. itp. Choc od kilku lat rzeczywiscie jest bardzo modna, glownie wsrod malolatow z USA, a co za tym idzie ze wszystkich krajow, w ktorych jest CocaCola i McDonald..
pozdro
|
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
hmm no dobra ale co za roznica oobe wywolane ketaminą od samowolnego wyjscia, wazne ze poczules sie jak bys byl bez ciala samym umyslem:)
Nigdy tego nie probowalem ale stego co mozna sie dowiedziec z netu to naprawde mozna sie poczuc jak by bylo sie w stanie oobe!! A ze to sie stosuje do znieczulania zwierząt to mi to wcale nie przeszkadza LOL. W brytaniy so czeste wlamania do osrodkow weteryjnych gdzie jedyną skardzioną zeczą jest ketamina haha:)
|
|
Wina tuska |
|
Narkotyki zawsze powodują stałe i dotkliwe uszkodzenia nie tylko na zdrowiu ale i intelekcie.
A to że niektóre bandziory upodobały sobie takie farmaceutyki to już ich problem.
Gdyby gówno wywoływało halucynacje kradłbyś?
|
|
|
|||||
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
Ale wy jestescie... Najleprzym rozwiązaniem tej sprawy bylo by sprobowac tej kety we 3 i wyciągniecie wńosku z wlasnych prob i doswiaczen.Proponuje zrobic to u wendola poniewaz wiele razy zapraszal nas do siebie:) i przydal by sie ktos kto byl by wstanie zadzwonic po karetke w razie czego:P, no chyba zeby tez chcial przekonac sie jak to jest... no to bedzie gorzej;/ LoL
|
|
Wina tuska |
|
P.S.
Zapaliłem papierosa po ponad tygodniowej przerwie i zgasiłem w połowie - blee... co za świństwo. Przestało mi to smakować. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Tak po prostu przestałem palić, wcale się o to nie starając.
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Ale sie narobilo!! doszlo do tego ze naklaniacie mie do samobojstwa!
Nierozumiem czego sie tak boicie przeciez wszysko jest dla ludzi tylko z umiarem xD
ps: wendol! twoje przekazy podprogowe są bez skuteczne poniewaz uzywam FireWoll anty mind control 2008ex;p
|
|
Wina tuska |
|
|
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
|
|
Wina tuska |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Foreign Military Studies Office
101 Meade Ave, Fort Leavenworth, KS 66027-1351
WARNING!
The views expressed in FMSO publications and reports are those of the authors and do not necessarily represent the official policy or position of the Department of the Army, Department of Defense, or the U.S. Government.
"The Mind Has No Firewall" by Timothy L. Thomas. Parameters, Spring 1998, pp. 84-92.
1. http://www.thememoryhole.org/mil/mind-firewall2.htm
2. http://www.hiddenmysteries.org/mind/exposed/ex040702a.html
3. http://www.carlisle.army.mil/usawc/Parameters/98spring/thomas.htm
pozdro |
|
Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 41 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |