| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| Światąble. | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 21 |
|
Na pewnym forum ludkowie olali ten wątek, więc spróbuje zaszczepić go tutaj. Poza tym bardzo trudno jest oprzeć się urokowi winterowskiej (auto)reklamy wszystkich for, na których się udziela :-P.
Poniżej przedstawiam link do tekstu, który mnie zainteresował i co do którego mam wielki problem, jeśli chodzi o znalezienie materiałów źródłowych czy chociażby wzmianek. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby ktokolwiek się doń ustosunkował.
http://www.aho-online.com/akta/prace/swiatable.html
|
|
|
Kolejne New Ageowskie wypociny delikatnie sugerujace ze kazdy czlowiek jest bogiem (to juz jest satanizm)
|
|
|
Wnoszę po waszych wypowiedziach, że nie orientujecie się, czy istnieją w ogóle jakieś źródła, na których mogł opierać się autor tekstu i które pozwoliłyby na chociażby próbę jego weryfikacji. Rozumiem też, że z marszu negujecie możliwośc zaistnienia sytuacji w nim opisanej. Dlaczego?
|
|
|
Wpisz sobie w wyszukiwarce nazwisko tego francuza Jacques Toreau to może coś jescze znajdziesz w sieci, pewnie więcej na anglojęzycznych stronach.
O samym artykule trudno cokolwiek powiedzieć, pierwszy raz z tym sie spotykam, ale ogólnie pachnie to modną teraz teorią Matrixów i twórczością K.Dicka także ja do takich rewelacji teraz podchodzę z rezerwą (10 lat temu byłbym pewnie zszokowany)
|
|
|
No i gdzie się te światąble podziewają? Ja też mogę sobie wyobrazić, że tuninguję swojego trabanta i latam nim jak rakietą. I co z tego? Jak będę w kółko o tym myślał to umysł różne rzeczy wyprodukuje. I co w tym niezwykłego? Większość snów to takie produkcje.
I jedna nielogiczność:
"...opis praw rządzących stworzonym przez niego światąblem zdumiewał nawet fizyków, którzy przyznawali, ze wiedza na temat funkcjonowania świata przekazywana przez twórcę dorównywała, a nawet przekraczała wiedze najwybitniejszych światowych fizyków!..."
Co mogą wiedzieć fizycy o prawach jaiegoś wymyślonego świata? Lub:
Jeżeli w tym świecie obowiązywały prawa z naszego świata, to w jaki sposób mogą ocenić, że jego wiedza przekraczała ich? Aby oceniać trzeba być "ponad".
|
|
|
AI: Nie mam pięciu lat :-). Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po przeczytaniu "Światąbli", było wklepanie wszelkich nazwisk i nazwy jedynej, występującej tam instytucji do Google'a. Stosowałem różne kombinacje, ale wynik był za każdym razem żaden. To przemawia znacząco przeciw wiarygodności tekstu, ale równie dobrze zdarzyć się mogło, że źrodła, z których korzystał autor były tylko i wyłącznie tradycyjne, czyli papierowe. Zresztą napisałem do niego w tej sprawie i oczekuję odpowiedzi. Liczyłem, że może wśród użytkowników forów znajdzie się ktoś, kto gdzieś/kiedyś natrafił na jakąkolwiek wzmiankę w jakiejś książce czy też czasopiśmie.
raf: Z tekstu wynika, że stworzenie światąbla nie jest wcale takie proste. Trzeba go odpowiednio "napakować", a właściwie "przepakować" formami i prawami, żeby doszło do jego wyemancypowania. "Latanie trabantem" i nasze zwykłe, codzienne, nie usystematyzowane fantazje są po prostu zbyt "kameralne", żeby cokolwiek takiego zaszło.
Co do nielogiczności... Nie trzeba być ponad, żeby oceniać. Jeśli ktoś pokazałby mi pojazd przyspieszający od 0 - 1000km/h w ciagu pół sekundy, to bez wahania przyznałbym, a więc ocenił, że wiedza, którą dysponował jego konstruktor przewyższała moją, gdyż ja po prostu nie potrafię czegoś takiego zbudować.
Sny rzeczywiście zdają się mieć sporo wspólnego z ewentualnymi światąblami. W następnym poście, chciałbym przedstawić fragment "Tajemnicy chińskiego pokoju" Stanisława Lema, który przyszedl mi na mysl zaraz po przeczytaniu tekstu o "bąblach".
|
|
|
"Tajemnica chińskiego pokoju", Stanisław Lem.
"(...) Po dłuższym mozole docieram wreszcie do demonstracji dwu moich snów wypełnionych treścią śnioną. W jednym śniło mi się, że jestem młodym, dopiero co wyświęconym księdzem i że podczas mszy mam wygłosić (w kościele oczywiście) kazanie, i odczuwałem potworną tremę, czy będę mówił do rzeczy i jak należy.
W zestawieniu z moją rzeczywistością i życiorysem było to zaiste dziwne, bo i nie wierzący jestem i nigdy „nie śniło mi się" wstąpienie do seminarium duchownego i nigdy żadnych kazań rzecz jasna nie wygłaszałem ani wygłaszać nie zamierzałem. Tak tedy treść snu jest wprost na antypodach mojej drogi życiowej, toteż przyczyn które by tę treść spowodowały, domyślić się nie potrafię. Potrafię natomiast wspomnieć różne, całkiem jakoby realistyczne elementy tego snu (jak wyglądało wnętrze kościoła, którego w tej postaci nigdy nie widziałem, jacy ludzie znajdowali się w pierwszych szeregach owego wnętrza — nikt tam nie był spośród osób mi znanych itd.).
Otóż poza tym, co powiedziałem, najzupełniej „oczywiste" i „nieodmienne" było w tamtym śnie odczucie, że jestem księdzem, że jestem dopiero na początku tej życiowej drogi, że czynności, które mam wykonać, są naturalną i konieczną moją obligacją, itd.
Jednym słowem, „czułem" „za sobą" taką przeszłość, jakiej nigdy na jawie ani w sposób szczątkowy nie przeżywałem.
Drugi sen zdaje się bardziej „realistyczny". Oto jestem studentem wyższej uczelni i pędzę do niej po jakichś wakacjach, w obawie, że się spóźnię na wykład, pierwszy w tym roku. Przybiegam prosto do uczelnianego gmachu, nie mając nawet czasu, żeby pierwej udać się do bursy, w której dzielę pokój z jakimś „Jurkiem", którego we śnie od dawna znam, wiem we śnie, że mam w kieszeni klucz do wspólnego pokoju, nie pozostawiony przez pomyłkę u janitora, lecz jakoś w „innym" pośpiechu włożony do kieszeni (mogę go wyczuć przez materiał ubrania), wpadam do wielkiego audytorium, witam się z dobrze mi znanymi kolegami (na jawie żaden z nich mi się po przebudzeniu nie skojarzy), proszą bym usiadł w pierwszym rzędzie, ale wolę usiąść obok znajomego w drugim na skraju i — naraz — widzę „Jurka", zrywam się ażeby go przeprosić za ów nieszczęsny klucz, on jednak nie ma mi tego za złe, tu wszakże rozlega się szmer głosów znamionujący, że już zbliża się wykładowca — profesor, więc dostrzegając, iż nie zdjąłem płaszcza, rzucam się ku szaragom w takiej konfuzji, że budzę się gwałtownie, jakby mnie ktoś wykatapultował ze snu na jawę, a pierwszym moim odczuciem jest zdumienie: jak mogłem brać ów sen, tak różny od realności, za najpewniejszą jawę moją...
Znowu mamy, poza akcją oraz bardzo realistycznym uszczegółowieniem snu, powstałą w nim, całkowicie w życiu obcą mi przeszłość osobistą.
Istotnie przed wielu laty studiowałem, ale takich kolegów nie miałem, nigdy podobnej uczelni nie widziałem, w żadnej bursie nigdym nie mieszkał, itd., itp. Co więc wspólne jest obu opisanym skrótowo snom, to przeszłość śniącego, fikcyjnie dorobiona i dopasowana. Nie to, co miało dopiero nastąpić, boż to z już wyśnionej sytuacji wynikało (jako ksiądz — winienem był oczywiście wygłosić w należytej chwili kazanie, a jako student — zjawić się w audytorium i czekać na profesora).
Natomiast poczucie tego, co było mojego wyśnionego życiorysu przeszłością, powstało i niejako towarzyszyło mi wewnątrz snu za każdym razem z taką samą pewnością i zwykłością, z jaką na jawie potrafiłbym wspominać moją przeszłość rzeczywistą."
|
|
|
Chyba każdemu z was zdarzyło się coś podobnego, nieprawdaż?
Jak widać śniącemu umysłowi bez trudu przychodzi "wymyślenie" nowego życia, znajomych, otoczenia czy też obdarzenie kogoś zupełnie nową, dwudziestoletnią pamięcią. Jeśli by założyć, że Lem nigdy nie obudziłby się z któregokolwiek z przedstawionych snów, to mniemam, że jego umysł "pociągnąłby" dalej fabułę, rozwinął świat, dodał szczegóły, prawa i nowe formy. Słowem, Lem pozostałby księdzem lub studentem. We śnie mijałby czas, początkowe, typowo senne irracjonalności zostałyby skorygowane (naturalna inercja światąbla), ksiądz zapewne zostałby biskupem, a student profesorem. Któregoś, zapewne, dnia obaj musieliby umrzeć. Ksiądz poszedłby do "nieba", a profesor, hmm... nie wiem, co by się z nim stało, w każdym bądź razie mózg śniącego zatroszczyłby się o jakąś formę "życia po śmierci" zgodną z jakimśtam światopoglądem. Akcja toczyłaby się, dopóki żyłby "rzeczywisty" mózg śniącego.
|
|
|
Na czym polego to wyemancypowanie? Czy ten świat istnieje nie tylko w wyobraźni?
Zgadza się: jeżeli pokaże ci taki pojazd, to wtedy możesz tak wywnioskować. Jeżeli jednak ktoś ci tylko przedstawia tylko teorię działania takiego pojazdu, to skąd możesz wiedzieć, że nie zmyśla?
|
|
|
Sam chciałbym wiedzieć, raf, czym jest i gdzie jest, jeśli w ogóle jest :-), wyemancypowany światąbel. Może jest zagnieżdzony gdzieś w podświadomości, która wykorzystuje do jego obsługi te słynne dziewięćdziesiąt parę procent możliwości mózgu. Może, podążając za teorią myślokształtów, istnieje gdzieś (i będzie istniał nawet po fizycznej śmierci swojego twórcy) w szeroko pojętym astralu, który musiałby być matrycą dla wszystkich światąbli, które w tym wypadku byłyby wszechświatami równoległymi. A może to wszystko to jeden wielki kit. Nie wiem. Chciałbym rzucić okiem na jakieś źródła, o ile istnieją.
Zmyślanie... Hmm... Myślę, że dopóki nie zbudowałbym takiego pojazdu, nie przekonałbym się, ale gdybym znał się na rzeczy, mógłbym uznać przedstawianą mi teorię za prawdopodobną lub nie. Być może stworzyłbym jakieś modele i symulacje fizyczne, które pomogłyby sprawdzić założenia teoretyczne. Niestety nie jestem fizykiem i w tym momencie nie mam bladego pojęcia :-), jakie trzeba byłoby przeprowadzić procedury.
|
|
|
u500 przepraszam za moje zachowanie jak to pisałem musiałem być w fazie jakiegoś zadufania w sobie, że napisałem rzecz oczywistą, posądzając Cię że ty o tym nie wiesz. Cieszy mnie, że piszesz o S.Lemie jest on dla mnie bardzo dużym autorytetem,
bardzo podoba mi się jego zdolność przwidywania przyszłości (nie w sposób nadprzyrodzony), w swoich książkach pięknie opisywał systemy rozproszone, w czasach gdy najmniejszy komputer był wielkości 5 szaf, tak samo jak przewidział nanotechnologie i wiele innych rzeczy już całkiem byłem w szoku gdy ostanio robiono ogólnopolski test na inteligencję i okazało się że Lem jest najinteligentniejszym Polakiem miał IQ 185.
Co do tematu kreacji światów też nad tym się zastanawiałem tylko w pojęciu bardziej technicznym, uważam że będą w przyszłości komputery zdolne w ciągu kilku sekund władować ci do mózgu całe życie taki matrix ale bez poczucia czasu np. mam taki program symulujący jakiś świat np fantasy podłączam się i powiedzmy jestem wojownikiem mieszkającym w wiosce gdzieś na pograniczu powiedzmy świata z Warhamera. Oczywiście nie robię z swoją psychiką żadnych zmian i po przeniesieniu zdaję sobie sprawę że to jest świat nierealny i tylko program, żyję w tym świecie mijają lata zakładam rodzinę powiedzmy po 35 latach życia w tym świecie, to że jest to program i ten świat jest nierealny staję się dla mnie jakąś bajką bo ten świat jest dla mnie strasznie realny a prawdziwy świat staje się dla mnie nierealny po 60 latach powiedzmy już w cale niewierzę że pochodzę z świata realnego i w koncu umieram w tym świecie fantazy i budzę się w pomieszczeniu gdzie włączyłem program, w rzyczywistości upłyneła 1 min a dla mnie było to 60 lat, napewno będę już całkiem innym człowiekiem.
I teraz czy jest to możliwe, uważam że tak, nie wiem jak wy ale ja czasami miałem takie sny gdzie powiedzmy popatrzyłem na zegar była 4:30 przysnołem coś mi się śni całkiem długi sen wydaje się jak by upłyneła conajmnie 1h budzę sie a tu 4:32 czyli mój mózg coś przeżywał dużo szybciej niż by to było w rzeczywistości, jest to podobne (i tutaj zrobie porównanie do komputerów) w przypadku programu który podczas swoich obliczeń musi komunikować się z interfejasmi (drukarki ekran, modemy itp) i program wykonujący te same obliczenia tylko w procesorze bez strat na komunikację z nnymi urządzeniami. Tak samo człowiek gdy się spi lub nawet jest zamyślony, gdy nie traci czas na odbieranie sygnałów z otoczenia jego mózg działa szybciej, oczywiście kwiestią jest wytrzymałość mózgu gdy w ciągu 1 min będzie musiał przeżyć 60 lat
|
|
|
A nie zauwazyliście może tego że 2 teorie mówiące o powstaniu wszechswiata schodzą się do jednego = Bóg stworzył świat. Tej religijnej nie będę opisywał bo chyba każdy ją zna. A co z drugą? Na krótszą metę się sprawdza ale zadając pytania a co wcześniej, wcześniej, wcześniej... itd dojdziemy do tego ze przed wielkim wybychem była ogromnie skondensowana materia i jakiś impuls - boska myśl....
|
|
|
"U500":"Może, podążając za teorią myślokształtów, istnieje gdzieś (i będzie istniał nawet po fizycznej śmierci swojego twórcy) w szeroko pojętym astralu, który musiałby być matrycą dla wszystkich światąbli, które w tym wypadku byłyby wszechświatami równoległymi."
Moim zdaniem tak właśnie jest. Każda myśl to pewna doza energetycznego materiału, z którego można "utkać" cały równoległy świat. Uważam jednak, że aby stworzyć tak potężny konglomerat myślokształtów (o jakim mowa w artykule), o olbrzymim zróżnicowaniu poziomów wibracji, który doprowadzi do powstania świata równoległego, czyli dodatkowej płaszczyzny energetycznej o odpowiednim poziomie wibracji na którymś z poziomów astralu, potrzeba by na to dyspozycji ogromnej ilości masy energetycznej i umiejętności pracy z energiami o poziomie niedostępnym na Ziemi. Teoria "świątobla" moim zdaniem dotyczy potencjalnych możliwości i jako taka może się skrystalizować do postaci hipotetycznego modelu skonstruowanego z energii niestabilnej, (mówię o próbach tworzenia świątobla w warunkach ziemskich) ta forma energii to informacja i jako taka może być mierzalna za pomocą technik psychotronicznych (jak na razie). Wytworzenie więc świata równoległego o odpowiedniej masie energetycznej jest w warunkach ziemskich niemożliwa. Wytwór o jakim mowa w artykule to jakgdyby dopiero szkielet takiego świata i to w dodatku szkielet informacyjny.
pozdrawiam
|
|
|
Myśl to rzecz. Myślą tworzy. Nasz świat jest wizualizacją Boga. Czy taki świat można stworzyć myślą?
A wasze sny? Gdzie one się dzieją? Czyż jedną myślą nie można stworzyć całego świata, demonów, ludzi, niewyjaśnionych zjawisk.
Oczywiście, że można.
Każdy z nas robi to co noc, buduje i niszczy światy. Większość robi to nieświadomie, myśląc, że to rzeczywistość inni robią to świadomie.
Przypomnijcie sobie jakiś sen, a potem jakieś prawdziwe wspomnienie.
Czym one się u was różnią, bo u mnie niczym.
3majcie się.
|
|
|
Sny Simonusie wg. mnie (i nie tylko) są projekcją lub podróżą astralną. Za pomocą łączności z astralem, istoty stamtąd mogą jak gdyby wyświetlać nam "filmy" w umyśle nadświadomości, i odbieramy te filmy jako sny. Często pojawiają się w tych "wizjach" zdarzenia z przeżytych dni, są to zapisy pamięci umysłu, które są wykorzystywane jako postaci odgrywające pewne role w przekazywanych, wyświetlanych nam "filmach".
Nasz świat jest efektem ewolucji jakiej podlega każdy rodzaj wibracji energetycznej - wszystko się rozpręża. Pierwsze formy energii zaś wewoluowały z praenergii i nazywajcie sobie ją jak chcecie. Ta pierwsza forma wyewoluowanej energii ukształtowała się w strutkurę, która to przeobraziła się w pierwsze inteligentne formy energii -istoty. I te istoty za pomocą materiału jaką jest energia doprowadziły do wyewoluowania się Wszechświatów. ( w ogromnym uproszczeniu i skrócie)
pozdrawiam
|
|
|
a tak w ramach krytyki pozwolisz old spirit jak to zbadano ? :))))))
|
|
|
pawel_r:"a tak w ramach krytyki pozwolisz old spirit jak to zbadano ? :))))))"
Czy możesz wyrażać się jaśniej? Jak "CO" zbadano?
pozdrawiam
|
|
|
... sama ta nazwa jest jusz jakas hora ... a ci niby naukowcy wymienieni na poczatku textu o tych bomblach to tez jakos nieda sie ich zabardzo znalesc zadna wyszukiwarka ... to co wyskakuje wogule niema nic do tego ...
|
|
|
Chodzi mi o wypowiedz chociazby ta powyzej mojej poprzedniej jak rowniez i cala reszte, z ciekawosci sie pytam ...
a tak poza tym chciałbym zauważyć że wyraziłeś sie "Sny Simonusie wg. mnie (i nie tylko)...", czy to nie jest prawie ze identyczne stwierdzenie jak moje w innym temcie ktore skrytykowales :)))
pozdrawiam
|
|
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 21 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |