Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
samobójstwo
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775
Poprzednia strona | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | .. | 38 | 39 | Następna strona

W jaki sposób najłatwiej i najmniej boleśnie się zabić?

sam dobroweolnie swiadomie zabierasz sobie nieskoczonosc chcesz????? jak tak powiem ci:)

jesli sam sie swiadomie zabijesz Bo cos wytlumacze piekla ny ma !!!!!!!! jest nieskoczonosc albo nic wybierasz:)

Samobojstwo... nie chce tu nikogo pouczac bo moze nikomu w tym Poscie nie chodzi o samobójstwo..ale nie radze.. Przecież zyce to najpiekniejszy dar z wszystkich! nawet jesli to zyci ejest zle to zawsze jest os w nim dla czego warto żyć... Samobójcy automatycznie trafiają do piekła i są najbardziej ptępianie! Proponuje ogladnac cudowny film "Miedy pieklem a niebem" tam ładnie pokazane jest wszystko..pieklo tam jest podzielone na opieklo dla samobijcow i grzesznkow..wtedy jak to zobaczycie to dopiero wam ochota na rozmyslania przejdzie... ale i ta tam pokazana jest wersja light! w piekle sa cierpienia jakie my ludzudzie nigdy sobie nie wyobrazimy... prosze was.. nie robcie nic głupiego..potem moze cie tego zalowac... ale jak co to wydaje mi sie ż ehcyba przedakowanie tabletek nasennych zasypiaszi sie nie budzisz..ale nie sugeruje nic!

Midi warunek ze ktos wierzy w pieklo.. przecierz pieklo jest na ziemi :> a niebo to Etern... Co do samobojstwa to jest glupota :> lepiej sobie juz isc na wojne np do iraku pojechac i tam zginac bedzie ciekawiej i nie bedziesz swiadomy/a jak wejdziesz na mine lub jak ci wpakuja pare kulek w cialo....

samobojcy uwiezieni zostajo gdzies w czasie a nie w piekle .......cos jak pieklo znaczy sie:)

.. lub lepiej zginąć za kogoś. Nikomu samobójstwa nie polecam, a szczególnie gdyby piekło istniało to lepiej już żyć na ziemi...

Chcesz popełnic samobójstwo? Dlaczego? Pewnie bardzo cierpisz ,ale kazde cierpienie ma byc dla nas lekcją. Pozatym po popełnieniu samobójstwa ,po wtórnym inkarnowaniu i tak jestes skazany/a na przezywanie tego samego od początku.

Hmm... chyba najmniej boleśnie zabija się swoją duszę...

duszy nie można zabić..przecież jest niesmiertelna... najpiekniejsza smierc to tak gdy oddajemy z kogos zycie.. za ukochana osobe lub Ojczyzne... to dopiero jest śmierć'! a z jaką klasą...

"zabijać duszę" to przenośnia Mdi :) kiedy dusze się zabija to człowiek najbardziej cierpi tak mi się wydaje :)

Właśnie, jak? ale tak na 100% skutecznie - bo kaleką nie chce się być? -wskoczyć pod samochód -> brak 100% pewności że się uda -położyć się pod pociąg -> czasem utnie tylko nogi i jak z tym żyć ??? -utopić się -> nieco ciężko, bo człowiek się odruchowo broni ... a i ktroś może odratować... -otruć - to chyba nieco męczące i bolesne - odpada... -prąd - podobnie -powiesić - mozesz nie przerwać rdzenia kręgowego - kończysz na wózku, linka moze być za słaba i naderwiesz sobie nieco kark... to boli - odpada. -skoczyć z wieżowca/bloku/mostu - troche to trwa, no i całe życie przed oczami - to straszne.... Colera.... ja nigdy samobója nie walnę - mam zbyt słabe nerwy, jestem mało odporny na ból, jestem lękliwy.... Zawsze można poprosić kolegę by cię utrupił.... ...ale umierać ze świadomością, ze ktoś ciębędzie miał na sumieniu??? - ODPADA... poza tym, co by na to Twoja rodzinka powiedziała, co by czuli znajomi???? ODPADA!!!! Lepiej się już męczyć z tym życiem...

Marzy mi się takie piękne samobójstwo. Próbowałam już dwa razy, 2 razy podcięcie żył. I dwa razy nie przeciełam na tyle, zeby umrzec, zostały tylko blizny. Pieprzony tchórz.... . Hmmm myśle, ze to nie jest tak, ze do końca chciałam umrzeć. Chciałam przestać cierpieć..cierpieć w SAMOTNOŚCI. Bo tak na prawde samobójcza śmierć jest skutkiem a samotność przyczyną....... chyba będe nadal próbować....

od około 4 lat moi rodzice ode mnie bardzo wiele wymagają... mam 19 lat.. 10 lat temu zaczęli we mnie inwestować.. uczyłem sie grać na instrumentach klawiszowych.. dziś można powiedzieć robie to świetnie-kocham muzykę. Obecnie kończe liceum jestem maturzystą.. znajomi mają mnie za szalonego człowieka pełnego energii, potencjału i humoru... super nie?? Jednak pod tą maską kryje sie co innego.. prawda jest okrutna: codzień(!) mama krzyczy na mnie, wmawia mi coś czego nie zrobiłem, nie potrafi mnie zrozumieć... niby błahostka.. aczkolwiek mnie ta sytuacja przerosła. Jestem samotny pośród tłumu a tak bardzo boje sie samotności nie potrafie sie już kłócić, wysłuchiwać zdania rodziców i byc porównywanym do osób które w moim wieku zachowują się inaczej... chce teraz skończyć z tym.. pewnie ktoś za mną zapłacze. Czy jednak nie bede surowo ukarany po takiej śmierci?? Tylko tego sie boje i tylko to mnie tak cholernie jeszcze powstrzymuje... ciekawe jak długo jeszcze. Ehh...

Odpowiedź dla Jablonzky. Właściwie nie wiem jak zacząć. Ale bardzo chcę jakoś Tobie odpisać. Więc piszę... Jestem pewna, że jesteś wspaniałym człowiekiem. Wiesz o tym i Ty, i Twoi koledzy, a może się zdziwisz w tym miejscu, ale wiedzą o tym również Twoi rodzice. Piszesz o tym, że od 10 lat w Ciebie inwestują. Dlaczego? Bo chcą zrealizować swoje własne ambicje? Bo chcą ułożyć Tobie życie na swoją modłę? Bo chcą się pochwalić utalentowanym synem? Bo wierzą w Ciebie? Pewnie wszystko po trochu... Jeśli próbują realizować swoje jakieś ambicje to prawdopodobnie dlatego, że wydaje im się to ważne i w ich własnym życiu prawdopodobnie im tego zabrakło. Może własne niezrealizowane cele sprawiły, że nie są teraz do końca szczęśliwi. Stąd pewnie te kłótnie z mamą, które w dużej mierze wynikają z jej lęków, stresów i czarnych wizji. Buntujesz się – i masz do tego prawo, a to jeszcze zaostrza konflikt z matką, która nie potrafi zrozumieć, że możesz mieć własne poglądy. Ale dlaczego rodzice nie tyle nie potrafią, co nie chcą tego zrozumieć. Może dlatego, że chcą Ci oszczędzić rozczarować i potknięć, przez które musieli sami przebrnąć w swoim życiu. Ja wiem, że nie można uczyć się na cudzych błędach, ale jesteś już na tyle dorosłym człowiekiem, że powinieneś może też zrozumieć, że czasem doświadczenia innych mogą się także na coś przydać. Wiem, że jest to trudne w tym układzie, bo dlaczego Ty miałbyś próbować zrozumieć ich, jeżeli oni nie chcą zrobić dla Ciebie tego samego? Jesteście teraz pewnie w takiej relacji, że jedna strona nie chce słuchać nawet tego, co ta druga strona mówi – już teraz obojętne czy ktoś może mieć rację czy nie. Być może to jest już po prostu jakaś przekora. Spróbuj na to jakoś wpłynąć. Może nie licz od razu na zmianę, ale jeżeli widzisz, że bunt (w tym pewnie jakaś agresja) nic nie dają spróbuj ich podejść psychologicznie. To jest układ. Oni krzyczą-ty krzyczysz, oni są rozczarowani-Ty przez to również. Akcja-reakcja. Jeżeli oni nie potrafią wyjść z tego układu spróbuj Ty to zrobić. Zachowaj się inaczej niż zwykle na atak. Nie raz, nie dwa, nie dziesięć. Zobaczysz, że osłupieją i nie będą wiedzieć jak się zachować. Spróbuj zbudować inny, pozytywny układ oparty na partnerstwie. Nie masz już siły? No co Ty? Masz! Tylko w tej chwili spalasz całą energię na obronę, atak i na zadreczanie samego siebie. Spróbuj ją wykorzystać inaczej. Ja nie mówię, że będzie łatwo. Ja nie mówię, że przyjdzie szybko. Właściwie nic samo nie przyjdzie, będzie to Twoja ciężka praca, za którą będziesz pewnie otrzymywał więcej razów niż nagród. Ale stać Cię na to! Pamiętaj, że czasami, żeby wygrać wojne trzeba sobie pozwolić na odwrót, na fotrtel, być może na jakąś formę „partyzantki”. Jeżeli nie można swojego celu osiągnąć przez kąsanie, to może warto spróbować czegoś bardziej wyrafinowanego... radości, dobrego słowa, próby zrozumienia. Zburz istniejący zły układ. Nie jesteś już dzieckiem i nie pozwól im tak myśleć. Ale uważaj żeby nie stosować wybiegów, które są domeną dzieci – dąsów, szantażów itp. bo inaczej nic się nie zmieni. Pozwól sobie na mądrość, opanowanie, wewnętrzny spokój, może czasem krok do tyłu, aby ustąpić... Wiem, że masz prawo się buntować, mieć żal, że pozbawili Cię jakieś części dzieciństwa i lat nastoletnich, że próbują sterować teraz Twoim życiem, że nie powinni porównywać Cie do innych, ale zrozum – chcieli Ci jakoś dobrze ułożyć życie. Rodzice mają to do siebie, że „dzieci” wydają im się zawsze malutkie, niezdolne do własnych decyzji, próbują chować je pod kloszem nawet przez całe życie. To od Twojej postawy zależy kiedy pozwolą Ci wydrzeć się spod tego klosza. Nie patrz na to wszystko negatywnie. Wierzą w Ciebie, w twój talent i są z Ciebie dumni. Nakładają na Ciebie ciężkie obowiązki, wiele wyrzeczeń, ale zobacz, że tak właściwie kochają Ciebie i wierzą przy tym, że jesteś w stanie temu wszystkiemu podołać. Wymagają wiele od Ciebie, ale czy przez to właśnie nie traktują Cię w pewien sposób jak kogoś dorosłego. Nie usprawiedliwiam ich, ale proszę żebyś spróbował zrozumieć ich tok myślenia. Zachwują się egoistycznie, więc Ty się tak nie zachowuj. Czy narzucają Ci przy tym tylko i wyłącznie swoją wolę? Napisałeś przecież, że jesteś dobry w tym co robisz, że lubisz to. Chciałbyś, żeby decyzja o tym co robisz w życiu zależała tylko od Ciebie. Pozwól im, żeby mieli w tym też jakiś mały udział. No może użyj właśnie fortelu i pozwól im myśleć, że mają udział w tym duży. A przecież tak nie jest – wszystko zależy od Ciebie. Ale pozwól im na to, niech się cieszą „staruszkowie”. Wykorzystaj calą swoją energię na to by cieszyć się tym co robisz i co kochasz. Masz przed sobą teraz trudny okres w życiu – matura, studia, potem tzw. dorosłe życie w „dżungli" (bo inaczej nie można tego nazwać). Nie dziwię się, że jest Ci ogólnie ciężko z tym wszystkim i że brak Ci sił. Ale pamiętaj, że właśnie teraz przed sobą masz te parę lat, żeby zapewnić sobie w miarę dobry start. Nie marnuj czasu i energii. To nie jest tak, że ty jesteś tylko na zewnątrz, dla kolegów „super”, Ty jesteś taki w środku, ale coś to przytłumiło. Wiem, że jest trudno, ale czy nie warto być też takim „super” w środku, w domu, dla rodziców? Człowiek ma to do siebie, że zwykle gdzieś musi odreagować stres. Zwykle robi to w domu, czasem w pracy, często szuka słabszych od siebie i na nich wyładowuje swój gniew. Często nieświadomie. A to jest złe. Ale jednocześnie jest to próba wyrzucenia z siebie negatywnych doznań. Czy tak czasami robisz też Ty? Czy tak robi Twoja matka? Nie walcz z nią. Pomóż jej. Te walki wypalają was oboje. I czy warto się tak kłócić? Porozmawiajcie ze sobą, w sposób spokojny, o tym co was boli. Może już sami nie jesteści pewni o co te wszystkie kłotnie. Przed tą rozmową pomyśl sam na czym Ci zależy, na czym zależy rodzicom, co chcesz żeby było Twoim celem i czy te cele nie są przypadkiem zbieżne z tym co myślą rodzice, zastanów się z czego mógłbyś zrezygnować dla nich (bo przecież chodzi nam o to, żeby osiągnąć kompromis), a z czego nie możesz zrezygnować bo jest to dla ciebie BARDZO ważne i powiedz im o tym. Wytłumaczcie sobie wszystkie nieporozumienia, zanim rozrosną się do rangi problemu. Rozwiążcie problemy, zanim zostanie przekroczona jakaś granica waszej wzajemnej wytrzymałości psychicznej (a Twoja najwyraźniej jest na jakimś skraju). Spróbujcie zrobić dla siebie coś NAWZAJEM. Myślisz o śmierci? Czy naprawdę tego chcesz. Ja sądzę, że chcesz żyć. Każdy człowiek tego chce, ale pragnie przy tym być szczęśliwym. Ty też tego chcesz, ale jest Ci ciężko. I co w ten sposób osiągniesz? Ukarasz rodziców? Pewnie, że za Tobą zapłaczą, kochają Cię w końcu. Sądzę nawet, że to nie będzie jednorazowy płacz. Zdruzgocesz im być może życie. O to Ci chodzi? Czy zasłużyli na aż taką karę? Kłócicie się? Ale nie wierzę, byście się do czasu do czasu nie śmiali się do siebie, nie żartowali ze sobą, nie bawili się z czegoś razem. Nawet jeśli zdarza się to coraz mniej. Czy warto pozbawiać siebie i rodziców tych uśmiechów, tych chwil radości w cholernie ciężkim świecie. Czy warto ich taka karać? A czy Ty zostaniesz ukarany? A jak sądzisz? Wzgardzisz darem od Boga życiem, które Ci dał i którym kazał Ci się cieszyć. Złamiesz przykazanie „nie zabijaj”. Ciężki to grzech. Złamiesz życie swoim rodzicom, skażesz ich na ciągłe wyrzuty sumienia, zadręczanie siebie samych. A jeśli to zrobisz jaka będzie kara? Jesteś ciekawy jak tam jest? Nie mam pojęcia. Sądzę, że nie ma tam nic ciekawego. Może ciągła ciemność i cisza, a może nie cisza. Tak chcesz spędzić wieczność? Może ciągłe wyrzyty sumienia, jeszcze bardziej natężone te udręki psychiczne, które teraz przeżywasz. Tak chcesz spędzić wieczność? Czy może jeszcze coś innego. Gorszego. O to Ci chodzi? Zawróć. Bo nie warto. Bo ta droga, na którą wchodzisz do niczego dobrego Cię nie zaprowadzi. Te udręki, które teraz przeżywasz ile będą trwały – czy wieczność? Dasz sobie radę. Po nocy zawsze nastaje dzień. Bóg Ci dał życie, Bóg się o nie upomni i rozliczy Cię z niego. Z czym teraz przed nim staniesz? Masz jeszcze przed sobą całe życie, dobrze je wykorzystaj. Wiem, że jest ciężko, ale nagroda pewnie będzie piękna. A teraz zawróć. Jeżeli nie możesz sobie z tym poradzić sam, powiedz o tym rodzicom. Może na początku potraktują to jak szantaż, ale powiedź, że to poważna sprawa. Może powinniście pójść wszyscy w trójkę po pomoc do psychologa. Nie oburzaj się na mnie, że przeciesz jesteś zdrowy psychicznie. Wiem o tym, że po prostu masz problemy. Albo raczej macie problem. Musicie sobie jakoś z tym poradzić, a czasami trudno wyjść samemu z takiego „toksycznego układu”, w którym trwacie. Być może potrzebny jest ktoś kto stanie z boku i znajdzie rozwiązanie za was. Kto pomoże wam osiągnąć KOMPROMIS. Macie szansę wyjsc z tego układu, bo przecież tak naprawdę nawzajem wam na sobie zależy. Pozwól sobie by dawać siebie innym ludziom i nie oczekiwać nic w zamian. Będziesz wtedy szczęśliwszy, gdy sprawisz komuś prawdziwą radość. Jeśli będziesz oczekiwał czegoś od innych to łatwo możesz się rozczarować. Nie oczekuj i może kiedyś też ktoś mile Cię zaskoczy. W tłumie każdy jest samotny. Zobacz ilu ludzi zagląda na te same stony internetowe co Ty. Nie czekaj, aż ktoś podejdzie do ciebie. Ty pierwszy wyciągnij do kogoś dłoń. Ciesz się z małych rzeczy, ciesz się z radości innych. Nie próbuj osiągnąć wszystkiego od razu, idz małymi kroczkami i pamiętaj, że czasami trzeba też się cofnąć. Same frazesy, ale coś w tym jest. Patrz na życie przez swój własny pryzmat. Oddzielaj wrażenia dobre od złych. Przejmuj się tylko tymi dobrymi sprawami. Nie mówię, że masz siebie okłamywać, ale te złe są uciążliwe, toksyczne i tak już w życiu jest, że jeżeli nie jesteśmy w stanie czegoś zmienić to musimy się z tym pogodzić. Spróbuj to raz czy drugi zmienić, ale jeśli nie da rady, to za przeproszeniem „olej to”. Nie potrafisz się z tym pogodzić? Wiem, że to trudne. Ale właśnie takie podejście sprawia, że żyjesz w poczuciu krzywdy. Znajdź sobie cel. Staraj się go osiągnąć, ale nie za wszelką cenę. Nie uda się – to nic. Masz na tyle fantazji by wymyślić sobie coś innego. Na wszystko można spojrzeć z różnej perspektywy. Wyobraź sobie stojącą przed sobą szklankę z wodą pełną do połowy i dwie osoby, które patrzą na tą samą szklankę. Jeden powie: „Patrz, już TYLKO zostało pół szklanki wody”, a drugi spojrzy na tą samą szklankę i powie: „Patrz, zostało JESZCZE pół szklanki wody”. To w jaki sposób patrzymy na świat, co nas martwi, a co nas cieszy, co potrafi nas złamać, a co dodaje nam dalszych sił – zależy tylko od nas samych. Czytałam kiedyś, że Edison, gdy pewnego dnia spłonął cały dorobek jego wieloletniej pracy naukowej, po chwili namysłu stwierdził coś w rodzaju: „Trudno. Przynajmniej spłonęły też wszystkie nasze błędy i można wszystko zacząć od nowa”. Jesteś optymistą na zewnątrz, spróbuj być też wewnątrz. Bądź po prostu dla WSZYSTKICH „super”. Po prostu żyj i ciesz się życiem, bo dla niektórych rzeczy i ludzi warto żyć. Powodzenia!

Samobójstwo to najlepsza droga do skrócenia cierpienia, jeszcze tego nie zrobiłem bo chyba nie mozna sie wyspowiadac z grzechu którego się nie popełniło. Możliwe, że jak mi starczy odwagi to w najbliższych dniach mnie już nie będzie.Chciałbym, żeby PATRYCJA KONIECZEK ZE SWARZĘDZA WIEDZIAŁA JAK JA STRASZNIE KOCHAM, INIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ NIEJ ŻYCIA może trafi kiedys na ta strone przez przypadek, tylko zeby nie było wtedy za późno. Wiem że powinienem wszystkich przekonywać ze to nie jest rozwiązanie ale ja nie mam na to siły.Może ty przyszły samobójco znajdziesz więcej siły

Coz przypadkiem tu trafiam.. przegladlem siec w poszukiwaniu sam nie wiem czego. To co wiekszosc z Was pisze to rzeczy bardzo osobiste. Podziwiam wasza odwge by je tu zamieszczac chociaz zdaje sobie sprawe ze to rowniedobrze moze byc zwykla obojetnosc.. Zdaje sobie sprawe z tego ze wasze dotychczasowe doswiadczenia nie sa zbyt pozytywne i macie prawo tak sadzic. Uwazam ze macie prawo do zadania od zycia czagos wiecej niz kolejne chlosty. Macie prawo byc nieszczesliwi. Moglbym walnac w tym miejscu potezny wyklad o zyciu i konsekwencjach jakie niesie ze soba odebranie sobie zycia. ale tego nie zrobie. Nie zaslugujecie na to by wam mowiono jak zyc kochani. Zaslugujecie na cos wiecej, na to by ktos Wam to pokazal. Bo nie do Was moji mili nalezy to co posiadacie.. ale nie bedzie kazania. Szanuje wasze poglady ale uwierzcie mi - czlowiekowi z krwi i kosci ktory zyje na tym samym swiecie co Wy, ktory je ten sam pokarm, ktory jest szargany tymi samymi emocjami i watpliwosciami jest sposob na zycie. Na samotnosc. Na milosc. Na nadzieje. Na radosc. Na bogactwo. Na choroby. Na to jacy jestesmy. Tych co jeszcze walcza co sie jeszcze nie poddali zapraszam na prywatne rozmowy na gg (moj nr. 7755922). Wierze w to ze ze Nam sie uda dojsc do wlasciwych wnioskow. Obiecuje jeszcze odwiedzac to forum.

Moi drodzy co wy piszecie o jakims piekle i niebie!!Bajek sie naoglądaliscie czy co???takie cos nie isnieje-jest to tylko tak przedstawianie przez kosciol ale nie mozna tego doslownie brac.W to ze Ewa zjadla jablko te wierzycie??Chodzi tu jedynie o symbole...jest to symbol grzechu i buntu ludzkiego,ktory zreszta zawsze panowal na swiecie... Ci wszyscy ktorzy chca sie zabic gówno wiedzą!! My na ten swiat przychodzimy po to zeby cos robic-zeby przezyc jakies doswiadczenia....Sami wybieramy sobie wcielenia i przed przyjsciem na swiat wiemy co nas mniej wiecej czeka......jest nam to potrzebne do udoskonalenia sie,dlatego niektorzy z nas maja takie a nie inne problemy!!Musimy je poprostu przetrwac ,poradzic sobie z nimi,rozwiazac je bo widocznie tak mielismy prze to zycie przejsc! Nie znaczy to ze z góry wszystko jest zaklepane i tak bedzie na 100%.... Mozemy sie takze wylamac,dlatego niektorzy z nas schodza na psy!! Jezeli teraz popelnicie samobojstwo to bedziecie musieli tu przychodzic i znowu wszystko przezywac od poczatku!A po co!!??skoro jestescie juz na tym etapie to walczcie do konca bo na koncu a moze w srodku napewno spotka was i cos dobrego! I mówie to ja!!Straszna zyciowa pesymistka!!Tez kiedys o tym myslalam ale naszczescie w pore ktos mi to wytłumaczył!! Tez kłoce sie z rodzicami!!Tez juz mam dosc wysłuchiwnia ich i jestem tak bardzo samotna w gruncie rzeczy ze jest mi ciezko, ale dalej czekam na ludzi,na przyjaciol i na cos dobrego co napewno nastąpi!! A tym czasem problemy trzeba odlozyc na bok i doszukiwac sie piękna w zyciu,w przyrodzie,w ludziach!! A pieklo o ktorym mówicie to raczej pewne zagubienie sie po wyjsciu z ciala...dlatego niektore dusze zostaja na ziemi po samobojstwie bo ich przewodnik nie pomogl im przedostac sie dalej...dlatego nie robcie tego bo moze to sie zle skonczyc-nie od razu wejdziecie do pieknej krainy i wszystko bedzie dobrze!!

eeeee no coz to co pisze martyna to nie jest prawda. Pieklo istnieje i jest kara za niewiare i grzechy. Tylko nie ma co kogo nim straszyc bo ono wcale nie musi Nas dotyczyc. Tylko i wylacznie poprzez Jezusa. Wiecie ze wiara zbawia? Tak czysta wiara Bog nam obiecal ze zbawieni zostaniemy przez wiare a nie uczynki. Samobojstwo to grzech ktory konczy sie potepieniem. Dlaczego? Bo nie ma mozliwosci by Bog nie dal Wam szansy na zycie w szczesciu bardzo szeroko pojetym. To tylko kwestia naszego "chce mi sie". Chrystus jest gentelmanem i nie wchodzi nikomu w zycie z butami. Zaproscie go a wszystko sie zmieni. Nie dajcie sie oglupiac.. po prostu sprobujcie. [%sig%]

nie zgadzam sie z toba dudi!!Ty wszystko przedstawiasz w swietle wiary chrzescijanskiej...Jezus i Bog a przeciez na swiecie jest duzo innych odlamów o kazdy mówi o jakims buddzie czy innym Bogu....wazna jest puenta ego wszystkiego...wazne jest zeby przedstawic komus to nie w swietle jedej wiary bo ktos moze nie byc katolikiem i nawet nie bedzie cie sluchal jak zobaczy slowo;jezus........w twoich radach......musisz przedstawic to kums tak zeby nawet ateista zrozumial o co chodzi...
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 775
Poprzednia strona | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | .. | 38 | 39 | Następna strona
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.