Kiedy zacząłem myśleć o pisaniu tego rozdziału, pierwsza rzecz, jaka się pojawiła, to refleksja, że we współczesnym świecie chyba łatwiej byłoby mi opisać, co
nie jest miłością do drugiej osoby. A
nie jest nią nieomal wszystko, co powszechnie uważa się za gwarancję tego uczucia. I tak "dowodem" miłości
nie jest seks, bycie w związku, zawarcie małżeństwa, "posiadanie" rodziny, wychowywanie dzieci, odczuwanie zazdrości, sprawianie sobie prezentów i wypowiadanie komplementów ani bycie wiernym czy spędzanie ze sobą czasu, oraz jeszcze kilka powszechnie wyznawanych postaw. To są jedynie mity i rytuały, które - jeśli zostaną umiejętnie spełnione, zgodnie z czyimś oczekiwaniem - mogą w nieskończoność pozorować uczucie miłości, choć tak naprawdę są jedynie jej surogatem. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ ludzie cierpią na przerażającą niewydolność odczuwania miłości. Co więcej, nie mają pojęcia, jak to zmienić i dlatego ustają "reguły gry", które pozornie upewniają ich w tym, że są kochani.
To ciągłe utwierdzanie się co do czyjegoś uczucia wobec nas pochodzi z wiecznej niepewności siebie, czyli braku uczucia dla siebie samego. (Pisałem o tym w pierwszej części.)
Mówi się też, że uczuć nie można udać i to jest prawdą. Pomimo to, codziennie mnóstwo ludzi przeżywa zawody, ponieważ ciągle nabierają się na coś, co uważali za miłość, a co nią nie było. Dlaczego? Ponieważ
sami jej nie czują, a tym samym nie potrafią rozpoznać. Wtedy pozostaje tylko zabawa w uzgodnioną wcześniej formę np. jeśli zrobisz tak i tak, znaczy to, że mnie kochasz. I jeśli zaistniało coś, czego oczekiwaliśmy, to zawierzamy pustym gestom jako świadectwu uczucia, którego pragnęliśmy. W ten sposób doznajemy najczęściej a d o r a c j i, lecz ma ona niewiele wspólnego z prawdziwą miłością. Bywa i tak, że po prostu myślimy: "lepsze to, niż nic".
Rozpoznanie uczucia miłości może bazować jedynie na zdolności do jego odczuwania. Jednak większość z nas nie znosi siebie lub jest sobą zachwycona (to zresztą druga strona tego samego medalu). W takiej sytuacji jest złudzeniem przekonanie o możliwości przekazania uczucia innej osobie. To po prostu niemożliwe.
Im więcej ustalimy rytuałów, warunków ogólnych, zaleceń dotyczących konkretnych sytuacji, im więcej wyjdzie kretyńskich książek o tym "jak podtrzymać gasnące uczucie" i "jak zatrzymać partnerkę", tym trudniej będzie nam doświadczyć autentycznej miłości. Bo jak, na Boga, można "wzmagać mijające uczucia"?
Jeśli coś "gaśnie", to znaczy, że nigdy nie było prawdziwe.
Podobne poradniki powinny raczej nosić tytuły w stylu: "Jak najlepiej się sprzedać" lub "Ty i twoje nowe opakowanie - bądź atrakcyjna/atrakcyjny aż do końca". Może to dobre do sztuki uwodzenia, ale nie nazywajmy tego miłością.
Czy nie macie już dość wiecznego wyścigu, by spełniać czyjeś oczekiwania lub wyglądać jak wzorcowa modelka czy model, albo zamartwiać się tym, że podobno czegoś wam znowu brakuje? Czy nie chcielibyście porzucić "teatru", w jakim występujemy niemal codziennie, by ktoś zachwycił się nami, zaakceptował lub polubił? Jeśli choć raz mieliście tego dosyć, to oznacza, że przynajmniej raz mieliście ochotę doświadczyć prawdziwej miłości!
Najdziwniejsze jest jednak to, że aby przepełniło nas uczucie, którego szukamy, nie musimy czegoś robić, lecz stanowczo musimy przestać robić to, co do tej pory. Zaprzestańmy udawania, że rytuały są świadectwem i gwarantem miłości. Zakończmy przekazywanie innym poglądu, że "codzienny teatr umizgów" to nasze płciowe powołanie. Wyzbądźmy się mniemania, że miłość dotyczy tylko kobiet i mężczyzn i zacznijmy dostrzegać ją w zachwycie przyrodą, uczuciu do psa, w umiłowaniu Boga czy pokoju na świecie, w spontanicznej i radosnej przyjaźni (także pomiędzy tą samą płcią), w zaakceptowaniu siebie czy dzieleniu się z ludźmi. Jeśli uważasz jednak, że są mniej lub bardziej wartościowe obiekty twojego uczucia, to jesteś w błędzie, który jest i będzie brzemienny w skutkach. Po prostu stałeś się zamknięty na doznawanie miłości. Jeśli jednak otworzysz się na fakt, iż
miłość nie ogranicza się do kultu par, to dojdzie do ciebie, że jest jej nieskończenie wiele, a tym samym nieskończenie wiele powodów do radości. I przestaniesz gryźć z żalu paznokcie tylko dlatego, że ktoś nie szuka z tobą tak intensywnego kontaktu jak ty. To nie jest nowa definicja miłości. To jedynie otwarcie oczu na to, czym była ona zawsze. Jeżeli nie doznawaliście jej w tych wszystkich formach, to wiele jeszcze przed wami.
Powiem więcej.
Miłości w ogóle nie trzeba szukać, ponieważ jest ona stanem trwałym i niezmiennym. Do wibracji miłości można się dostroić, czyli zacząć odbierać energię, która istnieje od początku świata. W rzeczywistości jesteś otoczony miłością jak ryba wodą. Jest jej pełno, ale jeśli żyjesz sztywnymi wyobrażeniami i zakazami dotyczącymi spontanicznego wyrażania uczuć, to niszczysz doświadczenie, o które ci chodzi.
Miłość wyrasta z zachwytu wszelkim stworzeniem i z pragnienia zjednoczenia się, dlatego potrzebuje nieskrępowanego wyrazu. Tymczasem my musimy ciągle powstrzymywać się z otwartym sposobem bycia i przywdziewać jakąś maskę, wygodną jak średniowieczna zbroja. To jednak przed niczym nas nie ochroni. Jedyną rzeczą, która nas rani, jest nasze zamknięcie i pozowanie.
Kiedy kogoś kochamy, nie musimy czynić niczego. Wszystko pojawia się samodzielnie i we właściwym momencie. O niczym nie musimy zapewniać, ponieważ ludzie otwarci czują to, co z nich nawzajem emanuje. Ta emanacja oddziałuje na całe otoczenie, a nie jedynie na wybrane osoby.
To wręcz absurdalna teoria, że miłość mogłaby ograniczyć się do konkretnych osób! Równie dobrze Słońce mogłoby postanowić oświetlać tylko ciebie. Jeśli byłoby to możliwe, to z pewnością nie masz do czynienia ze Słońcem, tylko z jego substytutem. Tak jest też z miłością.
Jeśli doznałeś jej prawdziwego oddziaływania, to od tej pory będziesz kochał tak samo inne kobiety, jak swoją żonę, a "cudze" dzieci tak, jak swoją córkę czy syna. Naturalnie, czujesz się bardziej związany z ludźmi, z którymi łączy cię codzienne życie, ale więź oznacza silną zażyłość, zaś miłość jest stanem życzliwości, otwartości i gotowości do tworzenia więzi. Jest także obdarowywaniem każdego, kogo napotkasz. Obdarowywaniem choćby uśmiechem.
Oczywiście rozumiem, że związałeś się z bliskimi i otoczyłeś ich opieką. To wspaniałe, lecz dlaczego zarezerwowałeś miłość tylko dla nich? Czy to oznacza, że inni na nią nie zasługują? Mają sobie poszukać jej gdzie indziej? Może właśnie dlatego jest tyle cierpienia na świecie i tyle samotności, ponieważ
oparliśmy wszystko na w y ł ą c z n o ś c i. Uczyniliśmy z miłości towar reglamentowany. Czy to jest naszym celem?
Wiem, że może zaraz zapytasz mnie w złości, czy ja wyobrażam sobie, że porzucisz rodzinę na rzecz innych. Lecz po co miałbyś kogoś porzucać? Po to, by obdarzyć "wyłącznością" kogoś innego? Zresztą kto ci powiedział, że musisz mieszkać ze wszystkimi, których kochasz? Zapewne darzysz uczuciem niejedną osobę, a jednak nie przebywacie pod tym samym dachem i nie przeszkadza to, by obdarzać ich miłością? Dla wielu z nas będą to np. rodzice albo dorosłe dzieci. Dlaczego wiec myślisz, że to, o czym piszę, jest niemożliwe? Czemu więc nie miałoby być tak samo z całym twoim otoczeniem? Może nie jest tak jedynie z powodu tego, że narzuciłeś sztywne ramy, kogo masz prawo kochać a kogo nie i
za co? Czy zatem jest ktoś, kogo obdarzasz uczuciem, a kto nie robi dla ciebie niczego szczególnego?
Taka nasza postawa wobec wyrażania uczuć pochodzi z wychowania. Ciągle wpajano nam "nagradzanie" i "karanie" poprzez obdarowywanie lub zabieranie miłości.
Wiecznie "mówiono" nam, że musimy zasługiwać na uczucie i spełniać jakieś warunki. Wolno było kochać np. dziadka, ale już nie należało kochać towarzyszy zabaw z podwórka czy sąsiadów. Zawodzono się nami albo bito głośne brawa tylko dlatego, że zrobiliśmy coś, czego oczekiwano.
Kazano nam rywalizować i obdarzać uczuciem tylko tych, którzy są po naszej stronie, zamiast pozwolić kochać każdego. Po prostu odebrano nam jedność, w której żyliśmy jako duchy. Jednak możemy teraz przywrócić stan pierwotnej miłości. Czy to się uda, zależy od ciebie, ode mnie, od innych.
Podobnie jak nie można uchwalić ustawy o wzajemnej miłości, tak też nie można wydać przepisu nakazującego przemianę ludzi, społeczeństw czy świata. To zależy po prostu od postawy każdego z osobna. Lecz pamiętaj, że bez względu na to, co zrobią inni, ty już dziś możesz pokochać ludzi i nikt nie może ci tego odebrać.
Kiedy kochamy kogoś, możemy wyrażać to na wiele sposobów (także tych, które wymieniliśmy na początku), lecz nie będą one nigdy gwarancją miłości,
a ich brak niczego nie może osłabić. Dzięki temu masz możliwość dania wyrazu swoim uczuciom np. przez stworzenie rodziny, uprawianie seksu czy wypowiadanie komplementów, ale one same w sobie nie są i nie będą ich dowodem. Jeśli natomiast twierdzisz, na podstawie braku podobnych zachowań, że miłość minęła, to jedynie oznacza to, że nigdy wspólnie nie przeżywaliście tego uczucia lub że ty po prostu go nie znasz.
Jak już pisałem, nie musimy robić niczego specjalnego, aby wyrazić nasze uczucie, ponieważ ludzie i istoty otwarte na miłość wyczuwają ją.
Jeśli jednak zamkniemy się na te doznania, narodzi się w nas strach i zazdrość (!!!) oraz potrzeba kontroli i wiecznego utwierdzania się, że jesteśmy kochani. Taka niepewność pochodzi z naszego wnętrza, a nie z postawy otoczenia. Gdyby ludzie wzbudzili w sobie chęć wyrażania miłości, obdarowywania nią, a nie jedynie gotowość do jej przyjmowania, wiele z panujących nad nami obaw zniknęłoby bezpowrotnie. Zresztą :rudno mówić tu o "wzbudzaniu" czegokolwiek, ponieważ wystarczy otworzyć się i pozwolić płynąć tej energii przez siebie. Wtedy pragniemy dawać i jeszcze raz dawać, a to czyni nas spełnionymi w miłości, ponieważ
dając, wyzwalamy wewnątrz siebie energię, jakiej pragnęliśmy.
Jeśli więc pragniesz miłości, dawaj ją. To nie jest złota myśl, lecz prawo rządzące Wszechświatem. Po prostu obdarowując, jednocześnie tworzysz to, czego sam potrzebujesz. Gdyby zajęła się tym większość ludzi,
zamiast usychać z tęsknoty lub starać się uwiązywać innych przy sobie, żylibyśmy w przysłowiowym
raju. Tymczasem większość z nas - powołując się na miłość - uczuciowo szantażuje innych, drży przed czyimś odejściem lub pozostaje całkowicie bierna i uległa w układach uwłaczających ludzkiej godności. Do tego wszystkiego uznaje się to za związek miłosny opieczętowany przysięgami wobec Boga.
W takiej sytuacji zaiste niedaleko już do absurdalnej wiary, że Bóg, będący miłością, żąda od nas cierpień. Kiedy wymyśla się podobne apokryfy, trzeba je potem czymś usprawiedliwiać. Na przykład wiarą w kolejne kłamstwo, mówiące, że jesteśmy do szpiku kości źli i musimy to odpokutować.
Tymczasem miłość nie jest bezwolna i naiwna, oprawiona w różową ramkę z dwoma serduszkami. Wręcz przeciwnie, jest ona łagodnie silna, pełna inspiracji, pragnienia wzrostu własnego i ludzi wokół, przepełniona prawdą, szlachetnym sprzeciwem, odkrywcza i
przeciwna wszelkim ograniczeniom, oraz zniewoleniu.
Miłość jest po prostu najsilniejszą energią twórczą, jaka istnieje we Wszechświecie, lecz nie doświadczysz jej, zamykając swe uczucia w utartych społecznych formach.
Jeśli więc cierpisz w dążeniu do miłości, oznacza to, że masz ograniczone o niej wyobrażenie.
Przede wszystkim, gdy chcesz kochać, obdarz tym uczuciem jak najszerszą grupę ludzi i nie tylko ludzi. Dbaj, by było to bezinteresowne i nie twórz wymyślnych warunków, które rzekomo dadzą ci szczęście. Pamiętaj, że miłość jest prosta i piękna jak spontaniczne zachowanie dziecka. Gdy kochasz kogoś, obdarz tego człowieka wolnością i zaufaniem. Nie poddawaj się prymitywnej zazdrości z powodu tego, że bliskie osoby czerpią radość także z innych kontaktów. Dbaj raczej, by kontakty te nie wygasły.
Nie żądaj także wyłączności płynącej z egoizmu i lęku, bo jeśli uzyskasz ją, to jedynie za cenę utraty miłości. Pamiętaj, że miłość nie obawia się niczego, ponieważ sama w sobie czyni nas wewnętrznie silnymi.
Fragment książki pt. "Ty dokonasz przemiany świata".
Książkę tę dedykuję Tym,
którzy sądzili już, że pozostaną osamotnieni
w pragnieniu polepszenia rzeczy tego świata.
Jesteście aniołami - perłami w koronie.
Świat potrzebuje Waszych serc, słów i rąk,
choć może tego nie rozumieć.
Dla mnie zawsze będziecie najbliższą rodziną,
więc, proszę, nie odchodźcie
Z miłością i tęsknotą
Wasz brat Ghal
http://www.new-earth.pl