
Fragmenty:
D: Powiedziałeś, że istoty z Uniwersum wiedzą, co teraz dzieje się na Ziemi. A co właściwie dzieje się na Ziemi? Jakie wydarzenia przyciągają ich uwagę? Czy mógłbyś to wyjaśnić?
P: Ludzkość znajduje się w punkcie zwrotnym ewolucji, jakby na skrzyżowaniu dróg. Bez naszej pomocy ludzie mogliby podążyć drogą samozagłady. Dlatego właśnie ruszyliśmy na pomoc – aby ratować waszą cywilizację przed samozniszczeniem. Gdyby twój sąsiad znajdował się na skraju samobójstwa, czy nie pospieszyłbyś mu z pomocą? Czy nie zrobiłabyś wszystkiego, co w twej mocy, by go uratować? Wiedziałbyś przecież, że droga, którą podąża, nie jest właściwa. Ziemia osiągnęła taki punkt krytyczny; granicę, za którą czeka ją zniszczenie. Była na skraju samobójstwa, gdy ruszyliśmy jej z pomocą. Dzięki tej pomocy następuje stopniowa stabilizacja i mamy nadzieję, że widmo samozagłady zostało na jakiś czas oddalonej
D: Czy sądzisz, Że dysponujecie wystarczającą mocą, by pomóc Ziemi? Ludzie są przecież tak uparci.
P: Tak jak my! (Śmiech wśród członków grupy.)
D: Dlaczego jednak przejmujecie się Ziemianami, skoro są na tyle głupi, by doprowadzić do samozagłady?
P: Nie możemy przecież stać z boku i obserwować samozniszczenie jakiejś cywilizacji. Tym bardziej, że w naszej mocy leży zapobieżenie procesowi destrukcji. To kwestia moralności. Dyktuje ona podjęcie próby pomocy. Bez względu na to, czy próba ta zakończy się sukcesem, czy też nie.
D: Czy podobna sytuacja zaistniała już wcześniej? Mam na myśli zagładę Atlantydy.
P: To była inna sytuacja. W tamtych czasach nie istniało realne zagrożenie autodestrukcją. Panował pewien... dyskomfort, niepokój, ale sytuacja nie była tak krytyczna, jak teraz. Teraz stoicie na skraju samozagłady, totalnego zniszczenia rasy ludzkiej, totalnego zniszczenia planety. Mówiąc dosłownie – zabicia planety i siebie. Podobne zagrożenie nie istniało w czasach Atlantydy i dlatego nie interweniowaliśmy w bieg historii. Czy wiesz, dokąd do-szlibyście, gdyby nie nasza pomoc? Czy wiesz, co mogłoby się zdarzyć?
D: No, nie bardzo. (Grupa wyraziła podobną niepewność.) Czy możesz nam powiedzieć?
P: Wasza cywilizacja zostałaby zniszczona w czasie wojny nuklearnej. Wszechogarniającej, totalnej wojny nuklearnej. Technologia nuklearna rozwijała się intensywnie i nadal rozwija, nawet w biednych, słabo rozwiniętych krajach. Nie trzeba zbytnio wysilać wyobraźni, by przewidzieć skutki użycia broni nuklearnej przez jedno z tych państewek. Jedna osoba mogłaby zainicjować totalne zniszczenie.
Faktycznie, ta perspektywa była przerażająca. Zdecydowałam się jednak na postawienie prowokującego pytania: “Czy zniszczenie naszego świata byłoby naprawdę tak istotnym wydarzeniem? Przecież, po prostu, znowu stalibyśmy się duchami".
P: Dla tego świata nie nadszedł jeszcze czas zniszczenia. Ten czas przyjdzie, ale jeszcze nie teraz.
D: A więc, nasz świat zostanie zniszczony?
P: Oczywiście, ale doprowadzi do tego naturalny proces. Ta planeta nie może być zniszczona, unicestwiona, przez jej mieszkańców.
D: Z twoich wcześniejszych wypowiedzi wnioskuję, że kiedy nadejdzie czas zagłady planety, będzie on oznaczał kolejny krok ewolucji naszej cywilizacji, a nie jej całkowitą destrukcję.
P: Tak, masz rację. Kiedy ten czas nadejdzie, ludzkość będzie na to przygotowana. Nie martwcie się perspektywą zniszczenia Ziemi. Będziecie żyć tutaj jeszcze przez tysiące, tysiące lat. Kiedy ludzkość osiągnie określony poziom rozwoju, przeniesie się na inne obszary, a Ziemia ulegnie zagładzie podczas naturalnego kataklizmu, podczas wielkiej eksplozji.
D: A więc, zagrożenie życia na Ziemi wpływa z ludzkich poczynań, podejmowanych przed naturalną katastrofą?
P: Tak.
D: Jaka jest różnica między tymi dwiema wersjami wypadków? Przecież i tak wszystko zakończy się eksplozją, z przyczyn naturalnych albo z winy człowieka.
P: W tej drugiej wersji, wszyscy umrzemy w ciałach fizycznych. Czas śmierci nadchodzi zazwyczaj po długim życiu. Ale, na przykład dwunastoletnie dziecko nie jest jeszcze gotowe na śmierć, jeśli nie takie jest jego przeznaczenie, nie taki jest plan inkarnacji. W wieku dwunastu lat nie powinno się umierać. Ziemia jest jak ten dwunastolatek. Nie nadszedł jeszcze czas na jej śmierć! Nie rozpatrujemy tu kwestii metody zagłady, ale czasu. Ziemia jeszcze nie dojrzała, nie wstąpiła na odpowiedni poziom rozwoju. Nie osiągnęła nawet dorosłości. Musi się rozwijać wraz z przyszłymi generacjami. Kiedy nadejdzie czas, będzie przygotowana.
D: Czy możemy więc uznać, iż źródłem życia na Ziemi, źródłem ludzkich ras, jest obszar wzdłuż Nilu?
P: Był to tylko jeden z rejonów, w których zasiano życie. Nie można jednoznacznie wskazać tego jedynego, będącego źródłem życia. Zasiano je jednocześnie w różnych punktach planety.
D: Czy mógłbyś wyjaśnić nam swoją wypowiedź? Powiedziałeś, że "zasiano" życie. Brzmi to tak, jakby ktoś rozrzucił nasiona w ogrodzie.
P: Bo o to mi właśnie chodzi. Zrozumiałaś tę ideę.
D: Nie, nie rozumiem. Przecież nasiona musiały skądś pochodzić, spoza Ziemi.
P: Zgadza się. Jak miało wyrosnąć tu życie, skoro żadnego życia nie było? Jego źródło biło gdzie indziej.
D: Cóż, naukowcy oraz teolodzy mają kilka teorii wyjaśniających tę kwestię. Czy twierdzisz, że u zarania dziejów nie istniały żadne komórki, nic? Żadnej trawy, roślin, nic – to wszystko zostało na Ziemi "zasiane"?
P: Zgadza się. Kiedy środowisko Ziemi było już przygotowane na przyjęcie i podtrzymanie życia, rozpoczął się nowy rozdział historii planety: dzieje życia. Przyniesiono je na tę planetę. Najpierw przygotowano grunt, a później zasiano w nim życie. Ziemia otrzymała przywilej życia.
D: Cóż znaczy "przywilej życia"?
P: Uznano Ziemię za planetę, która może podtrzymać życie, sklasyfikowano jako żyjącą planetę. Nadanie przywileju życia oznacza krok w ewolucji planety.
D: Kto decyduje o nadaniu takiego przywileju?
P: Istnieją byty – duchowe i fizyczne – zajmujące się tymi sprawami. Badają warunki panujące na planetach, badają ich środowiska i decydują, czy dana planeta będzie w stanie podtrzymać życie. Jeśli postanowią, że tak, wówczas tej planecie dawane jest życie. Podkreślam tu słowo "dawane".
D: Cóż. A skąd pochodzą komórki życia.'' Przecież gdzieś musi istnieć ich źródło.
P: Są one przenoszone z innych planet, stojących na wyższym poziomie ewolucji. W czasach, gdy Ziemi nadano przywilej życia, w naszym Uniwersum istniało wiele zamieszkanych planet. Tak więc, zawiązki życia przyniesiono z jednej z nich.
D: Czy masz na myśli zaszczepienie na Ziemi wyhodowanej kultury komórek, niczym podczas badań laboratoryjnych?
P: Ziemia to nie laboratorium. Lepiej nazwać ją ogrodem. W tym ogrodzie zasiano nasiona i doglądano ich wzrostu oraz rozwoju. Opiekowano się nimi.
D: W jaki sposób "przyniesiono" życie na Ziemię?
P: Zawiązki życia transportowano statkiem kosmicznym.
D: To wyjaśniałoby moje ciągłe wrażenie, że istoty z kosmosu nas obserwują.
P: Tak. Wciąż jesteśmy ogrodem. Ziemię uznano za ogród, który zaczyna rodzić owoce.
D: Czy to będą dobre owoce?
P: Cóż, wszystko przecież zależy od ogrodu. Nie można przewidzieć, jakie rośliny wyrosną z nasion i czy będą rodzić dobre owoce. Można tylko dbać o ogród i stworzyć roślinom jak najlepsze warunki. Nie istnieje przepis mówiący: "Ten ogród będzie rodził takie i takie owoce". Rodzaj owoców ziemskiego ogrodu, ich jakość, zależy od mieszkańców tej planety, od ich wolnej woli.
D: A więc, kiedy nadejdzie czas zbiorów – jeśli mogę tak powiedzieć – będziemy gotowi do zasiania życia na innych planetach?
P: Do tego właśnie próbujemy was przygotować. Wasz ogród wkrótce zacznie owocować.
P: Oglądam zbieranie próbek gleby i roślin. Próbki są umieszczane w cylindrycznych pojemnikach i przesyłane na statek. Później zostaną przetransportowane na statek-matkę, a następnie – do stacji, którą można by nazwać "Dowództwem" tej części galaktyki. Stamtąd, via... poczta kosmiczna, jeśli chcecie to tak nazwać (śmiech wśród członków grupy) dotrą do centralnego Uniwersum, gdzie zostaną poddane gruntownej analizie i różnym badaniom. Tam też podejmuje się decyzje o przyznaniu danej planecie przywileju życia.
D: To dosyć skomplikowana procedura, prawda?
P: Przypomnij sobie działanie mechanizmów administracyjnych we własnym społeczeństwie. Proces decyzyjny jest równie skomplikowany i to w mniej znaczących kwestiach, niż zasianie życia. Struktura waszego społeczeństwa w znacznym stopniu jest odbiciem struktury Uniwersum.
D: Dobrze. Pobieracie próbki gleby i roślin. A co z powietrzem? Czy to istotna sprawa przy podejmowaniu decyzji o zasianiu życia?
P: Celem naszej misji jest zebranie próbek gleby i roślin.
D: OK. Czy członkowie załogi mogą oddychać ziemskim powietrzem?
P: Nie odpowiemy na to pytanie. Powody odmowy podaliśmy wcześniej. Możemy jedynie powiedzieć, że członkowie załogi nie mają kłopotów z poruszaniem się na Ziemi i nie odczuwają dyskomfortu.
D: W porządku. Czy udzielisz mi odpowiedzi na te pytania w trakcie prywatnej sesji?
P: Nie, ponieważ... Nie będziemy więcej o tym mówić.
Stwierdziłam, że podejmowany przeze mnie wątek należy do grupy tematów zakazanych. Zazwyczaj potrafię obejść taki zakaz i złagodzić sprzeciw pacjentów, ale w wypadku Phila miałam do czynienia ze zbyt silną cenzurą.
D: Dobrze. Czy mógłbyś opisać statek-matkę?
P: Ma on kształt cygara. Większość statków-matek jest w tym kształcie. Ludzie widywali podobne pojazdy. Statek-matka nie należy do największych, istnieją pojazdy o większych gabarytach.
D: Czy statek-matka może lądować?
P: Nie. Statek-matka nie wchodzi w atmosferę.
D: Czy możesz powiedzieć, skąd pochodzą te statki kosmiczne?
P: Możemy powiedzieć, że pochodzą z konstelacji Andromedy, widocznej z Ziemi gołym okiem. I niektóre odwiedziny istot z kosmosu, mające teraz miejsce na Ziemi, są inicjowane w tym właśnie punkcie.
D: Mówiąc "teraz", masz na myśli czas, w którym prowadzimy rozmowę?
P: Teraźniejszość, rok 1984.
D: Dlaczego te istoty wciąż przylatują na Ziemię?
P: Przez długi okres nie przybywały na Ziemię. Teraz powracają. Nadszedł bowiem czas wypełnienia przeznaczenia tej planety. Trzeba zebrać informacje na temat stanu rozwoju planety, zbadać stopień zanieczyszczenia powietrza, gleby, poziomy energetyczne itp.
D: Statki, które teraz przylatują na Ziemię pochodzą z tej samej planety, co statki ekspedycyjne?
P: Tak. Życie na waszej planecie zostało zasiane przez wybraną grupę pojazdów kosmicznych. Możemy teraz wam powiedzieć, że ludzkość oraz wiele innych form życia zostało zasianych niczym rośliny w ogrodzie. Pielęgnowano je i doglądano wzrostu. Teraz już wiecie, iż wasi bracia obserwują was z przestrzeni kosmicznej, z nieba. Nadchodzi czas, byście przemierzali tę przestrzeń wraz z waszymi braćmi.
D: Gdzie znajduje się źródło nasion życia? Skąd pierwotnie pochodzą?
P: Dlaczego o to pytasz? Jeśli wskażemy wam jedno miejsce pochodzenia ziaren życia, pomyślicie zapewne: "To musi być wspaniałe miejsce, lepsze, niż to, w którym się znajdujemy". Nie chcemy, byście popadali w myślowe schematy. Pragniemy, abyście zachowali otwarte umysły. A nasiona pochodzą z różnych miejsc, nie z jednego.
D: Byłam tylko ciekawa, czy pochodzą z jakiejś planety, gdzie wyhodowano je w warunkach laboratoryjnych -jeśli mogę użyć tego określenia.
P: Nasiona życia wzięto od rasy, która została już wypróbowana i sprawdzona. Stwierdzono też, że będą one odpowiednie dla tej planety. Gdyby podjęto inną decyzję, zaczerpnięto ziarna życia od innej rasy, nie wyglądalibyście teraz tak, jak wyglądacie. Bylibyście bardzo zdziwieni własnym wyglądem, gdyby podjęto inną decyzję. (Śmiech wśród członków grupy.)
D: Przyszedł mi na myśl termin "klonowanie", bardzo popularny w naszych czasach. W związku z tym zapytałam o sposób, w jaki otrzymuje się ziarna życia.
P: Nie będziemy o tym rozmawiać. Nie przekażemy tych informacji.
Kiedy pacjent nie chce odpowiedzieć na jakieś pytanie, staram się to pytanie nieco zmodyfikować. Czasami wystarcza zmiana jednego słowa w pytaniu, a pacjent udziela odpowiedzi.
D: Dobrze. A co ze zwierzętami? Które formy zwierzęce zostały najpierw zasiane na Ziemi?
P: A, do tego zmierzasz. Co było najpierw, wóz czy koń, o to chodzi?
D: Cóż, jestem po prostu ciekawa.
P: Jak już powiedzieliśmy, odpowiadamy na te pytania, na które w tej chwili możemy odpowiedzieć, na które pozwolono nam odpowiedzieć. A ty często w swych pytaniach przekraczasz wiążące nas ograniczenia. Tak jest i w tym wypadku. Przekroczyłaś granicę. Nie wolno nam odpowiedzieć na twoje pytanie.
D: Ciekawiło mnie, czy zwierzęta pojawiły się na Ziemi przed człowiekiem.
P: Ludzie są zwierzętami.
D: Tak, to prawda.
P: W swych rozważaniach weź to pod uwagę. Ludzie są dla zwierząt braćmi. Tak jak są braćmi istot ze statków kosmicznych przemierzających ziemskie przestworza. Macie dualistyczną naturę, na którą składa się ciemność i światło. Jesteście istotami zarówno fizycznymi, jak i duchowymi.
D: Próbuję zrozumieć twoją wypowiedź. Czy twierdzisz, że człowiek rozwinął się, w toku ewolucji, z form zwierzęcych? (Phil dał mi znak oczami.) Jeśli nie chcesz odpowiedzieć, zrozumiem to.
P: Próbujmy znaleźć kompromis między chęcią przekazania ci informacji i obowiązującym nas zakazem. Próbujemy' też udzielać ci prostych, zrozumiałych odpowiedzi. Powiem tak: to nie przypadek, że ludzkie ciała są właśnie takie, jakie są teraz. Wasza fizyczność, wasz wygląd, to efekt szczegółowego i starannie przygotowanego planu.
D: Pomyślałam przed chwilą, że w tych dawnych epokach, u zarania dziejów ludzkości, prowadzono na nas jakieś eksperymenty, doświadczenia.
P: Zgadza się. W takich wypadkach zawsze mamy do czynienia z eksperymentem, na tej planecie, czy na innych. Te doświadczenia nie dochodzą jednak do punktu, kiedy ktoś stwierdzi: "W porządku, koniec na tym. Zostawiamy tę sprawę". Każda planeta ma własne uwarunkowania, indywidualne wymagania i decydując się na zasianie życia, nie jesteśmy w stanie przewidzieć całości przebiegu procesu. Nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania, gdyż za każdym razem pracujemy na indywidualnej, jednostkowej planecie.
D: Zastanawiałam się, czy drobiny wiedzy o tych eksperymentach nie przetrwały w starożytnych mitach i legendach, mówiących o bestiach, istotach na poły ludzkich.
P: Większość tworów funkcjonujących w legendach to wytwór ludzkiej wyobraźni.
D: Co się dzieje po zasianiu życia? Statki kosmiczne odlatują i co dalej?
P: Jak już mówiliśmy, otaczamy ogród-planetę troskliwą opieką. Co jakiś czas upewniamy się, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Czasami jakiś intruz z zewnątrz powoduje... (Phil przerwał, jakby czegoś słuchał)... nie możemy powiedzieć więcej. Zbliżamy się do granicy możliwości przekazu. W każdym razie, na Ziemi plan został zakłócony i dlatego człowiek napotkał więcej barier rozwojowych, niż było to zamierzone. Przyczyną zakłóceń planu był właśnie intruz, jego ingerencja.
D: Wydarzyło się coś niespodziewanego?
P: Tak. Mimo posiadanej przez nas wiedzy, nie jesteśmy w stanie utrzymać całkowitej kontroli nad wszystkimi poziomami rozwoju. Nawet najlepsze plany mają swoje słabości. Nawet plany przygotowywane na poziomach anielskim i superanielskim mogą zostać zaburzone.
D: Czy mógłbyś dać mi jakąś wskazówkę, która naprowadziłaby mnie na trop tego niespodziewanego wydarzenia? Czy mógłbyś powiedzieć mi coś na ten temat bez naruszania ograniczających cię zakazów?
P: Chcielibyśmy to uczynić, bo jest to naprawdę niezwykła historia. Teraz jednak nie możemy jej opowiedzieć.
D: Dobrze. Czy w trakcie naszych spotkań nadejdzie właściwy czas na ujawnienie tej opowieści?
P: Tak.
Nie próbowałam wyciągnąć od Phila tych informacji. Temat ten pozostawiłam na prywatne sesje.
D: Powróćmy do poprzedniego tematu. Istoty z kosmosu od czasu do czasu odwiedzają swój ogród, tak?
P: Tak, wciąż przecież pozostają ogrodnikami (z uśmiechem).
Weszłam w jego nastrój i ze śmiechem zapytałam: "Ciekawa jestem, co teraz o nas myślą".
P: Wolelibyśmy nie odpowiadać na to pytanie, ponieważ... potrafimy patrzeć. (Phil powiedział to z lekkim uśmiechem i wzbudził śmiech w grupie.)
D: Wyobrażam sobie, co widzicie. (Śmiech)
P: Jeśli myślisz o panującym w tym miejscu bałaganie, to twoje wyobrażenia są dość wierne prawdzie. Nie trzeba nic do nich dodawać. (Śmiech)
Siły przemawiające przez Phila miały chyba poczucie humoru i od czasu do czasu lubiły sobie z nami pożartować. Te chwile rozluźniały poważną atmosferę naszych spotkań. Grupie odpowiadały chwile relaksu, gdyż niektórzy przychodzili na spotkania z czystej ciekawości lub dla rozrywki.
D: Czy "doglądanie ogrodu" ma jakiś związek ze zjawiskiem UFO i manifestacjami UFO, jakie obserwujemy od wielu lat?
P: Czy to znaczy, iż nie rozumiesz, że o tym właśnie mówimy?
D: Chciałam się tylko upewnić. Widujemy wiele różnych typów statków kosmicznych, zapewne pochodzących z różnych miejsc kosmosu. A może...
P: Masz rację. Wasze społeczeństwo stanowi odbicie społeczeństw innych cywilizacji. Zauważ, że samochody produkowane we Francji różnią się od tych z Niemiec, porsche różni się od pinto. Pojazd jest odbiciem wyobrażeń jego twórcy, projektanta. Tak samo, nasze statki kosmiczne różnią się między sobą, gdyż są budowane przez odmienne społeczności.
D: W jakim celu inne statki kosmiczne przybywają na Ziemię?
Miałam na myśli statki z innych planet, ale Phil zinterpretował moje pytanie we własny sposób.
P: Statki latające nad Ziemią to pojazdy badawcze. Wyruszają one ze statków-matek. Główny, czy też centralny statek służy do podróży między wymiarami. Podobną strukturę obiektów można znaleźć w waszej marynarce wojennej. (Phil służył w marynarce, dlatego odwołał się do tego doświadczenia.)
D: Dobrze. Ale wracając do mojego pytania, dlaczego te inne statki przylatują na Ziemię?
P: Przybywają na tę planetę w różnych misjach, w rozmaitych celach. Każdy z widzianych tu statków wypełniał własną misję. Niektóre dotyczyły procesu ewolucji, inne były związane z badaniami planety. Możliwości jest wiele. Zasianie życia to poważne przedsięwzięcie, wymagające dobrze zaplanowanych, systematycznych i konsekwentnych działań. W zakres tych poczynań wchodzi zasianie życia na poziomie fizycznym, czyli zaszczepienie komórek życia w przyjaznym mu środowisku, na przykład w wodach laguny, na mokradłach, w wilgotnym poszyciu leśnym. Trzeba opiekować się tymi ziarnami i nadzorować ich rozwój.
Zauważyłam, że ktoś z grupy chce zadać Philowi pytanie: "Czy w momencie zapładniania Ziemi, wprowadzono na nią więcej, niż jedną formę życia?"
P: Wprowadzono wiele różnych form życia, które mogłyby wyewoluować do form ludzkich. Wszystkie były uważnie obserwowane, badano ich zdolności adaptacyjne. Wybrano tylko jedną formę, najbardziej odpowiednią dla tej planety. Jak już powiedzieliśmy, istniało wiele wariantów wyglądu i formy ludzkiego ciała. Wybrano formę, która zdeterminowała wasz współczesny wizerunek.
D: Znowu nasuwa mi się myśl o laboratorium, w którym powielane są wybrane formy życia. (Śmiech)
P: Niesłusznie. Używamy tej terminologii, ponieważ obiekt (Phil) jest z nią obeznany. Idee przekazywane w trakcie channellingu muszą przejść przez filtr umysłu obiektu, przez filtr znanych mu pojęć i wyrażeń. Dostosowujemy się do koncepcji znanych obiektowi i wykorzystujemy je do przełożenia naszych idei. Gdyby obiekt był lekarzem, ogrodnikiem lub kaznodzieją, nasz przekaz brzmiałby nieco inaczej, byłby inaczej interpretowany.
Postanowiłam porzucić ten wątek i powrócić do tematu.
D: Czy ktoś pomagał Bogu w wypełnianiu Jego planów, czy też On sam dokonał wszystkiego?
Miałam tu na myśli koncepcję Elohim, wielu bogów, wspomagających akt stworzenia.
P: Takie pytania nas bawią i rozczulają. Dowodzą, że całą dotychczasową dyskusję możemy właściwie wyrzucić przez okno, przekreślić (śmiech wśród grupy).
Później zrozumiałam, co znaczyły te słowa. W końcu, Phil przekazywał informacje o rozmaitych zadaniach statków kosmicznych i istotach z kosmosu, pomagających w procesie zasiania życia na Ziemi. Ale moje pytanie odnosiło się do istot wyższego poziomu, poziomu boskiego.
D: Innymi słowy, nie sądzisz, by Bóg prosił kogokolwiek o radę w tej kwestii?
P: Prosimy, abyś sprecyzowała swoje pytanie. Wnioskujemy bowiem, że postrzegasz Boga jako jednostkę, indywiduum, które z nieba rzuca ziarna życia na tę maleńką planetę. A potem siada, obserwuje ich wzrost i uśmiecha się z samozadowoleniem, zacierając z radością dłonie. (Śmiech)
D: No cóż, niektórzy ludzie naprawdę tak myślą.
P: Tak, zauważyliśmy to. Prosimy cię jednak, byś miała otwarty umysł i postrzegała Boga jako Kogoś, kto obserwuje swe dzieci w trakcie wypełniania powierzonych im zadań. Dzieci wypełniają swe zadania. A Bóg po prostu jest. Dzieci działają; Bóg jest.
D: Próbuję zrozumieć. Byłam tylko ciekawa, czy Bóg kiedykolwiek zasięgnął czyjejś opinii, czy też czyni wszystko sam.
P: Opinii zasięga się u Boga, nigdy odwrotnie. Uczymy się przy tobie cierpliwości, tak jak ty pewnie uczysz siei cierpliwości przy nas (śmiech). Zrozum, że te sesje sprawiają nam radość, dlatego pozwalamy sobie czasem na żarty (śmiech).
D: Cóż, uprzedzam, że mam w zanadrzu jeszcze milion pytań.,
P: A my – odpowiedzi. Pozostawiamy je jednak na przyszłość. Dziękujemy wam za udział w tej sesji i marnej nadzieję, że przyjdziecie na następne. Naprawdę, te spotkania sprawiają nam wiele radości. Lubimy wasze poi czucie humoru i chcielibyśmy nadal z wami żartować i śmiać się. Jest nas dwunastu i wszyscy jesteśmy zgodni w tej kwestii. (Śmiech)
Byłam nieco zdezorientowana, gdy te siły (czy cokolwiek innego) zaczynały z nami żartować. Zastanawiałam się, czy żartują sobie także z nas. Zapytałam więc, czy informacji o sianiu życia były prawdziwe, czy też stanowiły element gry i zabawy ze słuchaczami. Siły przemawiające przez Phila natychmiast spoważniały.
P: Przekazujemy wam prawdziwe, dokładne informacje. Na tyle dokładne, na ile to teraz możliwe. Nie jest naszym celem fałszowanie informacji, fałszowanie historii ludzkości. Nasza misja nie jest zabawą, grą, nie ma w niej nic śmiesznego. Wypełniamy bardzo poważne zadanie. Ale cieszymy się z chwil, gdy nastrój powagi zostanie przełamany. Nie igramy z wami. Przekazujemy wam prawdziwe, ważne i poważne informacje.
D: Ale rozumiecie, że muszę ostrożnie i z dystansem podchodzić do otrzymywanych informacji?
P: My także musimy być ostrożni, byście właściwie przyjęli i zrozumieli przekazywaną wam wiedzę.
D: Nie chciałam nikogo urazić ani napadać.
P: Nie czujemy się urażeni. Chcemy tylko, abyście zrozumieli, jak ważna jest misja, w którą się zaangażowaliśmy.
Po sesji zrozumiałam, dlaczego obce siły unikały odpowiedzi na niektóre pytania. W grupie słuchaczy znajdowały się osoby po raz pierwszy uczestniczące w tego typu spotkaniu. Przyszły na seans wyłącznie dla rozrywki, a nie z chęci poznania. Przemawiająca do nas grupa osobowości, czy też "rada", jak raz siebie nazywała, dbała o właściwą interpretację przekazywanych informacji. Nie chciała, by cokolwiek z tej wiedzy zostało źle zrozumiane. Dlatego też z wielką starannością dobierała słowa i określenia, unikając koncepcji, których nie mogła dokładnie przełożyć.
Nasze spotkania przyjęły nowy kierunek. Wiedziałam, że uczynię wszystko, by zyskać pełną wiedzę na temat zasiania życia na Ziemi i możliwości dawania życia innym planetom.