Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek
Internetowy konfesjonał przed sądem
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7

Przed sądem rozpocznie się wkrótce bezprecedensowy proces internauty, który oferował na swojej witrynie spowiedź online - donosi "Metro". Zdaniem prokuratury w tym przypadku doszło do obrazy uczuć religijnych. "Witaj w wirtualnym konfesjonale" - głosi powitalny napis na witrynie krakowskiego internauty. Każdy chcący skorzystać z takiej możliwości, musi wypełnić prosty formularz: "Czy przeprowadziłeś rachunek sumienia?" (tak/nie); "Czy żałujesz za grzechy?" (tak/nie); "Czy odmówiłeś zadaną poprzednio pokutę?" (tak/nie). Później trzeba jeszcze wypisać nasze grzechy oraz zaznaczyć opcję "tak" przy pytaniu "Czy masz zamiar się poprawić?". Po przebrnięciu przez formularz musimy uzbroić się jeszcze w trochę cierpliwości. Na ekranie pojawiają się kolejne napisy: "Trwa łączenie z Panem Bogiem, proszę czekać"; "Trwa transfer grzechów, proszę czekać"; "Trwa odpuszczanie grzechów, proszę o chwilę cierpliwości". Wreszcie widzimy końcowy komunikat, informujący nas o rodzaju zadanej nam pokuty. Kłopoty autora witryny zaczęły się w lutym ubiegłego roku, kiedy dwoje mieszkańców Białej Podlaskiej przez przypadek trafiło na jego stronę. Ponieważ uznali, że obraża ona ich uczucia religijne, złożyli stosowne zawiadomienie do miejscowej prokuratury rejonowej. Internaucie z Krakowa, który założył stronę oferującą wirtualną spowiedź, grozić teraz będzie do dwóch lat więzienia.

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

Myślę, że Inkwizycja, o przepraszam - Święta Inkwizycja powinna się nim zająć ;) "W ludziach niewierzących jest czasem więcej szczerości, dobroci, a ich poziom etyczny jest nieraz większy niż tych, którzy się manifestacyjnie deklarują jako wierzący." Tadeusz Pieronek Biskup, rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

Oto jesteśmy przy Grande Chartreuse. Przebywałem wiele dni w tym przybytku pokoju i skupienia ducha. Badałem jego początki, przechadzając się pod cienistym sklepieniem lasu, który go otacza, słuchając pieśni potoków, gry wielkich organów wiatru w gałęziach drzew, dalekiego nawoływania pasterzy i drwali. Dźwięki dzwonu z monastyru dolatywały mnie na skrzydłach wiatru; rozkołysane fale tonów to zamierały, to ożywały, by wreszcie zginąć gdzieś w głębi parowów i na zboczach gór. Ze wszech stron ograniczają widok wielkie szczyty łyse, ostre, nagie, obite przez burze. Lecz góry te osnuwa myśl o absolucie, o nieskończoności i na wszystkim spoczywa spojrzenie Boga. W wielkiej ciszy klasztoru zegar wydzwania wolno godziny. Ile dusz, wstrząśniętych burzami życia, przybyło szukać tam pokoju i zapomnienia! Ta mistyka chrześcijańska, która je przyciągała, ma przepastne głębie, rzucające na dusze nieprzeparty czar. Bez wątpienia błądzi ona w wielu szczegółach i oddala się od niewidzialnych rzeczywistości. Stwarza w mózgu wierzącego cały świat iluzji i przesądnych złud, narzuconych przez tyranię dogmatyków. A jednak nie jest pozbawiona piękna. W epokach krwi i żelaza życie mnisze było jedyną ucieczką dla duszy delikatnej i gorliwej.

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

http://www.herenciacristiana.com/luther/stake.gif
..."Nie zazna szczęścia, kto błędy swe ukrywa; kto je wyznaje, porzuca - ten miłosierdzia dostąpi. Prz 28,13"... Program Szkoły dla Spowiedników uzyskał aprobatę Komisji Duchowieństwa Episkopatu Polski, która objęła ją swoim patronatem. pozdrawiam wszech spalonych

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

http://img332.imageshack.us/img332/687/inkwizycja1qr.jpg

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl

ach gdyby dac im troszeczke wiecej swobody.... nie tylko, ze skonczyliby z tyum forum, to jeszcze przyczyniliby sie do wzrostu efektu cieplarnianego... wylapac forumowiczow i na opal !

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO

http://www.dobreksiazki.pl/b2906-jestem-heretykiem.htm W poprzednim wcieleniu byłem inkwizytorem w XIII wieku w południowej Francji. Nie byłem w stanie, niestety, solidaryzować się z katarami, których prześladowałem, stąd być może w tym życiu moja skrajna antykościelność i antykatolickość, i namiętne zainteresowanie ezoteryką, zwłaszcza w wersji gnostycznej, gnostyckiej, manichejskiej czy katarskiej. A jak wyobrażam sobie moje przyszłe życie po śmierci? Mam ogromną nadzieję, że znajdę się przynajmniej na jakiś czas (powiedzmy: na 300 lat) w wymarzonym przeze mnie i przedstawionym w niniejszej rozmowie świecie alternatywnym - Atlanie. Jeśli jednak będę zmuszony reinkarnować się ponownie na Ziemi, to przyszłe moje życie - oczywiście w bardzo ogólnym i niepełnym sensie - wyobrażam sobie (taka jest moja nadzieja) jako życie, które będzie miało swoje osiągnięcia, przede wszystkim na drodze do wtajemniczenia, ale głównie będzie poświęcone twórczości. Chciałbym, żeby to była twórczość pisarska, która powinna wiązać się z gromadzeniem wiedzy, tak by na starość stała się mądrością, z bogatym życiem miłosnym, zdrowiem i zamożnością, oczywiście mówię to z przymrużeniem oka, rzadko kiedy bowiem zdarzają się życiorysy, które wyczerpywałyby się na tych wszystkich poziomach, ale chętnie widziałbym taki scenariusz życiowy w moim następnym wcieleniu. Chrześcijaństwo Urodziłem się w rodzinie wyznającej religijny światopogląd - katolicki - i związanej bardzo ściśle z odpowiednią doń obyczajowością moralną i każdą inną. Byłem katolikiem do mniej więcej piętnastego czy szesnastego roku życia. W tym czasie może nawet przez rok pod wpływem wypomnianego tu księdza katechety Tadeusza Niechaja miałem okres bardzo żarliwego katolicyzmu. Ale już mniej więcej w szesnastym roku życia nastąpił bunt przeciwko katolicyzmowi. Ten bunt miał jakby dwa źródła. Jedno była to konfrontacja głoszonych przez katechetów praw religijnych i moralnych z ich własnym życiem. Otóż tu obserwowałem - nie w każdym przypadku, ale na ogół - rozziew między ich słowami a czynami. Wspomniałem już w swojej autobiografii o księdzu-pedofilu, a także księdzu-bokserze. Chciałoby się powiedzieć, że był to ich upadek w sferę popędową, już to seksualną, już to popędu agresji. Drugim źródłem tego buntu była lektura Nieba w płomieniach Parandowskiego. Oczywiście tu możemy mówić o swoistej ambiwalencji, jaką zawsze charakteryzuje się przechodzenie z jednego światopoglądu do drugiego: jeszcze coś żyje w człowieku ze starego, a już pojawia się coś z nowego. Zawsze są tu dwa przyczółki, a więc oczywiście - ambiwalencja. Pamiętam, że w tamtym okresie buntu wziąłem udział w zebraniu lokalnego Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli. Zresztą jako członek OMTUR-u być może zostałem tam posłany. I co zabawne, na tym zebraniu gwałtownie broniłem wartości religijnych w ogóle i chrześcijańskich w szczególności. Moje zachowania natychmiast wzbudziły zrozumiałą niechęć moich słuchaczy. Tu trzeba od razu powiedzieć, że z upływem lat - a to jest meritum, o które tu chodzi - zacząłem coraz bardziej przyglądać się chrześcijaństwu, w dużej mierze je przecież bezmyślnie wyznając. Pierwsza faza mojej chrześcijańskości w gruncie rzeczy była po prostu bardzo mętna. Ale z czasem zorientowałem się, iż mimo chrześcijaństwa kościelnego, chrześcijaństwo to przede wszystkim jego rdzeń ezoteryczny. Dowiedziałem się o tym późno, kiedy usłyszałem o najwcześniejszej jego erze, o tzw. chrześcijaństwie Janowym. Później dopiero można mówić o historycznych formach chrześcijaństwa, najpierw judeo-chrześcijaństwa, potem prawosławia, historycznie późniejszym rzymskim katolicyzmie i wreszcie o ostatniej fali chrystianizmu - o protestantyzmie, zresztą w jego wielu odmianach. Tą ezoteryką chrześcijańską zajmę się na końcu tego wywodu, a teraz spróbuję przedstawić mój stosunek do poszczególnych nurtów chrześcijaństwa. W prawosławiu niewątpliwie szczególną rzeczą, jaką należy podziwiać, jest jego głębia mistyczna. Muszę powiedzieć, że w porównaniu z innymi dwiema formami chrześcijaństwa ta forma jest w nim niewątpliwie najgłębsza. To wszakże, co mnie odrzucało, to dogmatyzm prawosławia, a już zupełnie obce było mi prawosławie w swoich licznych formach, na przykład liturgicznych, jako niesłychanie stare, ale zarazem anachroniczne, po prostu przestarzałe. Kiedy mówimy o rzymskim katolicyzmie, to nie można odmówić mu mistycyzmu, częściowo wielkiej głębi, ale ta głębia w porównaniu z prawosławną jest zbyt podatna na racjonalizm teologiczny. Dogmatyka nie jest wcale mniej sztywna, i to jest coś, co oczywiście wyraźnie mnie odrzuca. Ponadto Kościół rzymsko-katolicki jest bardziej rzymski niż katolicki, bo formalnie katolicki, jak to się nam wmawia, ma oznaczać powszechny, a przecież wcale tego nie znaczy. Katolicki bowiem - we właściwym znaczeniu tego słowa - znaczy: zgodny z p e ł n i ą przekazu (kat'holon). W związku z tym na dobrą sprawę Kościół ten nie ma prawa nazywać się katolickim. Tym zaś, co w tym Kościele najbardziej razi, i to nie tylko mnie, są dwie rzeczy. Po pierwsze dziedzictwo rzymskie, jak najbardziej cezarystyczne - innymi słowy: umiłowanie władzy oraz bogactw przez papiestwo i niemal każdego proboszcza. Jak w znanej anegdocie o dwóch żebrakach, którzy, widząc przejeżdżającą kolumnę mercedesów z biskupami w środku, wzdychają: A pomyśleć, że zaczynali od osiołka! No i wreszcie tak częsta w Kościele patologia, przede wszystkim seksualna. Skąd się bierze ta patologia? Mianowicie znajdujemy ją w dwóch punktach; wydaje mi się - zresztą to dotyczy nie tylko Kościoła rzymskiego, ale także prawosławnego i protestanckiego - że źródłem tej patologii jest tu antyfeminizm, czy patriarchalizm mniej lub bardziej radykalnie praktykowany przez Kościół. To znaczy, że połowa ludzkości - kobiety, którym uniemożliwia się kapłaństwo - zostaje odcięta od sacrum, od bezpośredniego z nim kontaktu (zakładając, że kapłan ma taki bezpośredni kontakt). Należy wspomnieć, że w wielu kultach pogańskich właśnie kobieta była łącznikiem między ludzkością w ogóle, czy wyznawcami danej religii, a Bóstwem. Otóż czynnikiem szczególnie patogennym jest w katolicyzmie celibat, którego uniknęło zarówno duchowieństwo prawosławne, jak i protestanckie. Oczywiście mogło nie uniknąć ani umiłowania władzy czy bogactwa, ale przynajmniej uniknęło patologii, jaką jest lub do jakiej doprowadza celibat. Czym innym bowiem jest wybranie celibatu, jak to robi zakonnik - wybranie go, a nie przyjmowanie narzuconej mu propozycji z przymusu. W przypadku mnicha oczywiście też jest to pewien przymus, ale w dużej mierze zadaje on go sam sobie. Wiemy, do jakich patologicznych skutków prowadzi celibat tzw. kleru świeckiego. Jeszcze jeden czynnik odrzuca mnie od instytucjonalnych form chrześcijaństwa; mianowicie są to zbrodnicze działania Kościołów. Otóż w dziejach przede wszystkim Kościoła rzymsko-katolickiego, z jego inkwizycją, prześladowaniami heretyków i innowierców - a dotyczy wszystkich Kościołów chrześcijańskich - takim symbolicznym faktem jest moment z czasów panowania cesarza Dioklecjana, kiedy dochodzi do bardzo gwałtownego prześladowania młodego chrześcijaństwa, a papież Miltiades - sam prześladowany - prześladował manichejczyków. Jest to zacietrzewienie nienawistnika już tak wielkie, że nie daje się niczym usprawiedliwić. Ale Kościoły, jak wiadomo, nawzajem obrzucają się anatemami, w końcu prawosławni są dla katolików schizmatykami i odwrotnie, a protestanci są dla katolików heretykami i zapewne też odwrotnie. Oczywiście nie zadowalano się prześladowaniem bratnich chrześcijan, ale prześladowano przy okazji Żydów, czy heretyków, a jak trzeba było to i własnych mistyków. Dlatego nie dziwię się, kiedy czytam, że profesor Nowosielski, wybitny teolog prawosławny, wielki malarz, nazywa Kościół organizacją przestępczą. Mimo woli nasuwa się podejrzenie, że to nagromadzenie patologii i zbrodni jest w gruncie rzeczy cechą religii monoteistycznej, bo - powiedzmy sobie otwarcie - także judaizm był i jest daleki od tolerancji wobec innych kultur, chociażby młodego chrześcijaństwa, a islam, jak wiadomo, ma niesłychanie mocny aspekt fundamentalistyczny i fanatyczny; w każdym razie dziś pojawia się to po raz kolejny. Otóż być może jest to cecha monoteizmu, ale wiemy z kolei, że i politeizmy też bywały nietolerancyjne. Bóg mojego plemienia jest właściwym bogiem, a Bóg drugiego plemienia jest naturalnie bałwanem, bogiem fałszywym. I kto wie, czy w gruncie rzeczy nie mamy do czynienia z sytuacją, w której religie monoteistyczne przyjęły plemienną mentalność pogańską. Oczywiście pogaństwa późnego, czyli już zdegenerowanego. Otóż zadaję sobie pytanie, na które każdy, który je słyszy, musi sam sobie odpowiedzieć: Czyżby Chrystus stał za tego rodzaju wiarą i tego rodzaju instytucją? W chrześcijaństwie kościelnym, jak wiadomo, została zatracona zasada inicjacji. Otóż twierdzę, że zarówno Jezus z Nazaretu jako człowiek, który przyjął Boga, jak i tacy wielcy twórcy tego nurtu ezoterycznego, jak Jan Ewangelista, ukochany uczeń Jezusa, tudzież św. Paweł, autor Listów (pomijając wszystkie jego ciemne strony) byli de facto gnostykami. Znaczy to, że choć nie musieli się tak nazywać, to jednak posiadali gnozę, czyli wiedzę płynącą z bezpośredniego kontaktu z Bóstwem; nie tylko oczywiście oni, także ich uczniowie i uczniowie ich uczniów, i tak było mniej więcej do II wieku, III wieku naszej ery. Tymczasem wiemy, że w III wieku doszło do wyjątkowo gwałtownych prześladowań chrześcijan - jakkolwiek warto dodać na marginesie, że według katolickiego historyka wczesnego chrześcijaństwa Michela Simona, prześladowania chrześcijan były właściwie bardzo rzadkie i w gruncie rzeczy (jak obliczono) wypadał, zdaje się, jeden męczennik na rok. Ale, tak czy owak, prawdopodobnie - taka jest moja hipoteza - coś w rodzaju tajnej policji rzymskiej penetrowało kręgi chrześcijan. I kiedy dokonywano aresztowań, to oczywiście przede wszystkim aresztowano charyzmatyków, czyli gnostyków czy mistyków. I tych przede wszystkim posyłano lwom na pożarcie. Toteż w pewnym momencie ta warstwa po prostu znikła - i któż przejął władzę w Kościele? Biskupi - "nosiciele mieszka", "potomkowie Judasza", czyli innymi słowy biurokraci. To ci biurokraci przejęli władzę. Ale, oczywiście, nie mogli oni nikomu udzielać inicjacji, bo do tego się nie nadawali. Nie mogli dokonywać autentycznych inicjacji, czyli wprowadzać, umożliwiać ludziom bezpośredni kontakt z Bóstwem, tylko musieli zostać przy pistis, wierze rozumianej jako przyjmowanie praw religijnych na mocy autorytetu, tak jak jest zresztą do dzisiaj. Mało z tym; oni nie tylko przejęli władzę, ale, co gorsza, posiadają ją do dzisiaj. Tak, że właściwie na placu pozostały dwie grupy społeczne: biurokraci kościelni i lud Boży, ogłupiany i trzymany w ciemnocie. W ciemnocie, czyli bez możliwości inicjacji. Jak mówił Chrystus o faryzeuszach: To są ci, którzy sami są ślepi i prowadzą ślepych. I tak jest do dzisiaj. Jeszcze dodajmy słowo na temat protestantyzmu. Otóż wydaje się, że o ile w protestantyzmie oczywiście dogmatyka odgrywa pewną rolę, o tyle oczywiście nie ma on tak totalitarnego charakteru, jak inne odłamy chrześcijaństwa. Dzieje się tak, ponieważ istnieje tu możliwość bardziej zindywidualizowanej interpretacji Biblii i wierny odnosi się tylko do Biblii. Protestantyzm niestety jednak zatracił - i to w jeszcze większym stopniu niż poprzednie nurty chrześcijaństwa - wątek mistyczny, bo jak wiadomo odwołuje się przede wszystkim do wątku profetycznego. I, co więcej, w bardzo dalekim stopniu uległ też procesowi, który nazywamy laicyzacją. Innymi słowy skłonił głowę przed kulturą wyrastającą z nauki, techniki i mieszczańskiego kapitalizmu. Kiedyś słyszałem od wybitnego katolika w Niemczech, profesora Manfreda Krielego, iż protestantyzm nie jest religią - jest etyką. Zapewne tak jest w istocie i to jest jego mocna strona, którą warto podkreślić. Kraje protestanckie bowiem na różne sposoby, najczęściej dzięki etycyzacji, jak to powiedział mój rozmówca, potrafiły podwyższyć poziom moralny społeczeństwa, czyli przeciętny poziom moralny. Dowodzą tego wszystkie statystyki. Można by zapytać zatem o przyszłość Kościoła czy Kościołów chrześcijańskich w ogóle, a zwłaszcza rzymsko-katolickiego. Otóż w moim rozumieniu trzeba starannie rozgraniczyć między Dobrą Nowiną Chrystusową, zwłaszcza w kontekście procesu Paruzji, a instytucją. Proces Paruzji - mówiąc za Steinerem - przebiega obecnie jako indywidualne objawienia Chrystusa Zmartwychwstałego poszczególnym ludziom, i to takim wielkim postaciom, jak Steiner, Teilhard de Chardin, czy Sadhu Sundar Singh, i tysiącom, czy być może dziesiątkom tysięcy ludzi, którzy przeżyli doświadczenie bliskości śmierci. Wszyscy oni spotkali jasną postać, którą słusznie identyfikują jako Chrystusa. Doświadczenia takie prowadzą stopniowo do przemiany człowieka, czyli przywracają zasady inicjacji, ostatecznie zaś inicjatorem, wtajemniczającym jest zawsze Chrystus - wszyscy inni są tylko instruktorami czy nauczycielami. Sądzę więc, że w najbliższym czasie, raczej dziesięcioleci i stuleci, nastąpi upadek instytucji kościelnej, jako przestarzałej formy istnienia chrześcijaństwa. Ten upadek dotyczy przecież instytucji z jednej strony skostniałej, a z drugiej strony zmurszałej. Trudno wyobrazić sobie możliwość złączenia tych dwóch form degeneracji, ale jak widzimy, Kościołowi doskonale się to udaje. Może przytoczyłbym przykłady takiego procesu. Mianowicie, po pierwsze, działa tu zasada trójpodziału, "okopów świętej trójcy". Mamy więc gromadzenie się pewnych kół tradycjonalistycznych, czy konserwatywnych chrześcijaństwa, okopywanie się i - metodą strusia - kompletne zamknięcie oczu na jakiekolwiek próby odrodzenia się chrześcijaństwa. To jest jedno. A z drugiej strony będzie to - jak w przypadku Afryki - powstawanie form synkretycznych. Podobnie może być w Polsce, która ma przecież zostać "państwem kościelnym" (i powoli się nim staje). Z jednej strony mamy zatem "okopy świętej trójcy", a w krajach afrykańskich, będzie dochodziło do synkretyzmu, tzn. powstawania takich form religii, które łączą pewne wątki chrześcijańskie, a zwłaszcza katolickie, z wątkami kultur pogańskich. Wiemy, że w samej Brazylii istnieje wiele tego rodzaju religijnych form, jak makumba, candomblé czy ubanda. Element trzeci wreszcie to ta garść sprawiedliwych - prawdziwych chrześcijan w Kościele. http://psychotekst.com/strona.php?nr=295

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 7
Nowy temat | Spis tematów Nowszy wątek | Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.