| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |
| Czasy końca? | |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 34 |
|
Przepowiednie mówiš że w czasach ostatetcznych Papieżem będzie człowiek który przysporzy chrzecijanóm wielu trosk i kłopotów, czy to nie aby Benedykt XVI. Jaki tydzień temu jazda z muzułmanami a dzisiaj prosze :
http://wiadomosci.onet.pl/1411641,12,item.html
Mylę że Benedykt nie jest ostatnim Papieżem, ale jeżeli jest tym o którym myslę to po nim już tylko Piotr Rzymianin.
|
|
|
Moi bliscy wiedzš od dawna, że nie chcę kiedy żadnego pomnika, na moim ciele żaden zakład nie zarobi, nie chcę nawet żadnych kwiatków bo nie pachnš od " spodu" - niech sobie rosnš i cieszš oko, nozdrza żywych :) Kamień z pola z tabliczkš , kto i co :) Pomnik natomiast to tylko ten w sercu, jako pamięć - reszta jest nieważna.
|
|
Czlowiek uczony, nie jest we wszystkim uczony, czlowiek rozumny , jest we wszystkim rozumny. |
|
pomnik to dobry pomysl, ludzie od dawien dawna chcieli miec cos co bedzie o nich przypominac po latach.
Wszyscy ludzie pamietajacy o zmarlym moga juz umrzec, zapomniec, ale pomnik pozostanie i ktos kiedys moze sie nim zainteresowac.
|
|
|
O upadku kościoła w czasach końca też było, ta dzisiejsza jazda z Wilgusem, kłótnia w Krakowie o kasę.... no no ciekawe, może wreszcie KK pęknie jak stara purchawa.
Pozdrawiam
|
|
|
Dodo zgodze sie z toba. Jak umre spale swoje scierwo i ostatni raz puszcze sie z wiatrem.
|
|
http://s2.bitefight.pl/c.php?uid=96178 - daj sie ugrysc [b]widze ze duzo ma nicka z przedrostkiem dark, to ja bede miala darkshit |
|
|||
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Wiecie, tak sobie oglądam w telewizji (w TVN24 prawie non stop) tą całą zadymę dotyczącą Wielgusa i widzę, że nawet taka telewizja jak TVN24 jest słabsza od internetu.
Przeczytałem coś, co otworzyło mi szerzej oczy i dało pełniejszy ogląd sytuacji:
""Pokolenie księży donosicieli czyli sieroty po PRLu
"księży pozytywnych wysuwać na kluczowe stanowiska kościelne, unikając przy tym szkodliwej dla nas kompromitacji" grudzień 1953 Józef Cyrankiewicz
" Nawet jeśli prawda może powodować zgorszenie, lepiej dopuscić do zgorszenia, niż wyrzec się prawdy" Papież Grzegorz I
Stanowisko Episkopatu Polski w sprawie abpa Wiesława Wielgusa to nowa jakość w sporze o uwikłanie księży w agenturę. Po raz pierwszy w obronie pomówionego hierarchy stanęły wszystkie środowiska Kościoła. Od księdza Rydzyka i jego mediów poprzez sam Episkopat aż po Tygodnik Powszechny. Ton niemal histerycznej jednomyślności daje do myślenia. W jedym z wpisów sprzed kilku miesięcy pisałem o dwóch drogach rozwiązaniu problemu Kościoła Katolickiego w socjalistycznym państwie. Pierwsza z dróg przed którą stanęli komuniści po przejęciu władzy z rąk Rosjan to stworzenie Kościoła alternatywnego. Temu służyło wspieranie Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego i budowanie środowiska tzw księży patriotów. Druga droga to przejęcie kontroli nad istniejącą strukturą Kościoła. Do roku 1956 strategią realizowaną przez państwo komunistyczne było osłabianie Kościoła Katolickiego na wszelkie sposoby.
Rok 1956 i uwolnienie z aresztu Prymasa Wyszyńskiego to moment w którym komuniści zdali sobie sprawę z nieskuteczności przyjętych metod. Nie mogąc w nowej rzeczywistości realizować twardej polityki wobec Kościoła i nie wierząc już w jej sens i powodzenie, rozpoczynają realizację planu B. Planu polegającego na wewnętrznej infiltracji Kościoła. Kamieniem węgielnym tej strategii jest porozumienie podpisane przez Prymasa Wyszyńskiego 31 grudnia 1956. Na mocy tego dokumentu Prymas zgłaszał kandydaturę biskupa a Urząd ds Wyznań miał 3 miesiące na weto. Po tym czasie Prymas mógł wystąpić do stolicy Apostolskiej o mianowanie ordynariusza. Czyli SB, Urząd ds Wyznań uzyskali legalną drogę eliminowania nieprzychylnych systemowi duchownych i promowania tych, którzy dawali nadzieję, a czasami pewność, obustronnie korzystnej współpracy. To była droga obsadzania agenturą najwyższych urzędów w Kościele Katolickim.
Twierdzę, że to własnie ten moment jest praprzyczyną naszych dzisiejszych problemów z lustracją księży. To od tego momentu walka z Kościołem Katolickim wchodzi w nową fazę. Z jednej strony atmosfera nacisku i zastraszania z drugiej zaś plan promowania i awansowania agentury wewnątrz Kościoła.
Analizując procesy zachodzące w Kościele w czasach PRL należy mieć na uwadze słabość Kościoła. Dzisiaj już o tym nie pamiętamy, bo nikt na dobrą sprawę nie jest zainteresowany upublicznianiem tej wiedzy, ale warto przypomnieć, że księża "patrioci" i księża z nimi sympatyzujący stanowili prawdopodobnie ok 10 % księży w Kościele Katolickim. Trzeba pamiętać, że równocześnie następował proces pozyskiwania agentury wśród księży. Szacunki naukowców wskazują na 10 -15 % uagenturalnienie księży. Oczywiście zbiory księży Patriotów i księży Agentów się pokrywają ( trzeba też pamiętać o przesunięciu w czasie) ale raczej na pewno nie są tożsame. Trzeba zakładać, że ok 18 - 20 % księży jawnie lub tajnie kolaborowało z komunistycznym państwem. Jeżeli nałożymy na to słabość, zwłaszcza w pierwszym okresie po wojnie, Kościoła Katolickiego na ziemiach odzyskanych i pozaprawnę praktykę mianowania przez komunistów podporządkowanych sobie proboszczów i urzędników kościelnych przed rokiem 56 to Kościół jawi nam się jako struktura chwiejącą się pod ciosami ateistycznego państwa.
Podpisane z końcem grudnia 56 roku porozumienie było kluczowe dla władzy z jednego powodu. Dawało podstawowy i bardzo skuteczny argument przemawiający za utrzymywaniem z władzą przyjaznych stosunków. Jak do tej pory współpraca rozpoczynała się pod groźbą szantażu. W nowej sytuacji można było uprawiać ukochaną przez komunistów gospodarkę planową. Możliwa stała się hodowla teologów, przyszłych biskupów, profesorów, autorytetów moralnych. Już nie trzeba było ich szantażować, straszyć skompromitowaniem w środowisku. Jak wiadomo takie metody pozyskiwania agentury okazują się zawsze najmniej skuteczne. W nowej sytuacji władza płaciła za dyskrecjonalną lojalność dyskrecjonalnym popieraniem kariery w ramach Kościoła Katolickiego
Wydaje się, że kilkunastoprocentowa agentura w skali całego Kościoła to niewiele. Sądzę jednak, że problem z owymi 10-15 % to tak jak ze szklanką do połowy pełną. Kilkanaście procent agentów rozproszonych po całej strukturze kościoła to może i niewiele. Sądzę jednak , że agentury nie tworzono po to aby uzyskać wiedzę o parfiach białostockich, bieszczadzkich czy gorzowskich. Skoro nagrodą za donoszenie była pomoc w awansie, w karierze to oferta nie mogła być skierowana do proboszczów i wikarych. Im paszporty na wyjazdy zagraniczne i studia nie były potrzebne. Tezy o szczególnym zainteresowaniu SB księżmi budującymi kościoły na prowincji jest propagandową ściemą. Chodzi o to , żeby odwrócić uwagę historyków, dziennikarzy, wreszcie opinii publicznej od istoty tego swoistego Paktu z Diabłem.
Najgorsze jest to, że proces szpikowania Kościoła agenturą trwał pół wieku. 50 lat selekcjonowania dobrze rokujących alumnów, kleryków. Prowadzenia ich po szczeblach kościelnej kariery i 50 lat zapłaty i dowodów wdzięczności za pomoc w awansie. Przez pół wieku SB penetrowała uniwersytety, seminaria, w celu wyselekcjonowana agentów o wysokim potencjale i intelekcie. Potem mieli kilkadziesiąt lat i niemal nieograniczone możliwości aby umieszczać ich w strukturach kościelnych i kierować ich karierą. Ci już wchłonięci przez system i zaprzęgnięci do realizacji sbeckich intryg gorliwie pomagali w we wciąganiu w sieć następnych. W ten sposób system multiplikował się w postępie geometrycznym.
Dzisiejsza sytuacja w Kościele to pokłosie tych 50 lat ubeckiej monokultury. Nie wiem jak rozwiązać ten problem. Jedyną uczciwą drogą wydaje się odkrycie prawdy i zmierzenie się z nią. Rodzi to opór tych, którzy będą musieli zejść z piedestałów w niesławie. Ale jest też inna motywacja ludzi szczerze strwożonych sytuacją, w której znalazł się Kościół. Jest nim lęk, że odkrycie calej strasznej prawdy może Kościół w Polsce zniszczyć. I dlatego według nich, w imię dobra Kościoła trzeba ten Pakt z Diabłem zmieść pod dywan i zamilczeć.""
____________________________________________________________________________
Powyższy tekst znalazłem na moim ulubionym forum dotyczącym... sprzętu komputerowego :)
Polecam zapoznanie się z całością dyskusji:
http://www.frazpc.pl/b/176996/0
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Bardzo ciekawe Darku,
Dzięki za oba wpisy, mądrego to i dobrze posłuchać. Jestem zdania, że nie powinno się za bardzo usprawiedliwiać księży którzy w mniejszym lub większym zakresie współpracowali z SB. Powód jest prosty, należy pamiętać że w tym samym czasie kiedy jedni podpisywali jakieś „świstki” i wyjeżdżali za granicę inni gnili w lochach, a jeszcze inni stracili życie w tragicznych okolicznościach z rąk tych samych z którymi tamci kolaborowali. Być może nie mam mandatu do tego żeby się na ten temat wypowiadać bo jak wczoraj widziałem w TV , „nic nie przeżyłem” bo miałem w tamtych czasach jakieś 11 lat , ale dziennik ze zdjęciami księdza Popiełuszki zawiniętego w worek pamiętam. Pamiętam też że wtedy chętnie chodziło się do kościoła, że czekało się na kolędę. A w kwestii kolędy, ciekaw jestem czy w tym roku proboszcz przyjdzie z kajecikiem w którym są info o mojej rodzinie cztery pokolenia wstecz czy tym razem da sobie na luz ….
|
|
|
New York Times: Fakt, że przywództwo archidiecezji warszawskiej mógłby objąć komunistyczny kolaborant, byłby niezwykle okrutnym obrotem sprawy dla ludzi, którzy pamiętają brutalne morderstwo jednego z najbardziej charyzmatycznych księży tej diecezji, księdza Jerzego Popiełuszki. "Trudno zrozumieć jak doszło do tej nominacji, mimo najwyraźniej silnych niepokojów w polskim kościele" - pisze gazeta sugerując, że był to błąd papieża Benedykta XVI.
The Times: Była to chwila, w której uwidoczniły się w nadzwyczajny, teatralny wprost sposób niektóre z głębokich podziałów w kierownictwie Kościoła w jednym z najżarliwiej katolickich krajów Europy. Dziennik podaje, że decydujące rozmowy o abp. Wielgusie między Watykanem, polskim Kościołem i polskim rządem odbyły się w nocy poprzedzającej ingres. Londyńska gazeta pisze też, że ściganie byłych współpracowników policji - od nauczycieli po ministrów - stało się wyróżnikiem rządów braci Kaczyńskich. W rezultacie, po mianowaniu 6 grudnia przez papieża Stanisława Wielgusa, jeden z najsilniej
umotywowanych religijnie rządów europejskich znalazł się w sytuacji zlodowacenia stosunków z Watykanem. A Polacy, którzy z entuzjazmem przyjęli wybór Józefa Ratzingera na następcę Jana Pawła II, zaczęli wątpić w trafność jego decyzji -ocenia brytyjski dziennik.
Sueddeutsche Zeitung: abp Wielgus służył "niewłaściwemu panu". Gazeta zwraca uwagę na spekulacje, że duchowny został zmuszony do dymisji. "Przez całą sobotę trwały rozmowy między doradcami prezydenta, prymasem Glempem i nuncjuszem". Gazeta twierdzi, że to Kaczyński osobiście miał zadzwonić do papieża i przedstawić mu rozmiar szkód, jakie powstaną dla narodu i Kościoła, jeżeli kierownictwo warszawskiego Kościoła otrzyma osoba, którą "zdemaskowano jako szpicla SB".
Die Welt: Badanie przeszłości jest w Polsce "obosieczną bronią", mogącą skierować się przeciwko siłom dalekim od ówczesnego komunistycznego reżimu. Pod ostrzał dostają się dawni opozycjoniści, stale obserwowani i poddawani infiltracji, a także Kościół. Wielu Polaków, wśród nich także rządzący bracia Kaczyńscy, patrzy z uznaniem na badanie przeszłości Stasi w Niemczech. W Polsce można było przynajmniej od Kościoła oczekiwać, że będzie przestrzegał wydanej przez siebie dyrektywy „sprawiedliwość plus miłosierdzie”. Jednak ten, kto liczy na miłosierdzie i przebaczenie, powinien zawczasu okazać otwartość i w razie konieczności skruchę. Wielgus zbyt długo sprawiał zawód tym oczekiwaniom" - ocenia gazeta.
Il Giornale: Do dymisji arcybiskupa Stanisława Wielgusa doszło na prośbę Stolicy Apostolskiej, a ostateczną decyzję podjął Benedykt XVI, dosłownie na kilka godzin przed ingresem. Według watykanisty gazety Andrei Torniellego, papież zdecydował, jak otrzymał pocztą elektroniczną z nuncjatury apostolskiej w Warszawie przetłumaczone na niemiecki dokumenty na temat współpracy arcybiskupa z SB. "Decyzja arcybiskupa Wielgusa o złożeniu rezygnacji, z całą pewnością ponaglona przez Rzym, zamyka zatem tę sprawę, ale pozostawia wiele otwartych pytań na temat pracy nuncjatury apostolskiej, która sprawdzała kandydata na biskupa najważniejszej w Polsce diecezji" - zauważa włoska gazeta.
www.radiozet.pl
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
Następny:
Dymisja proboszcza katedry na Wawelu
Rezygnacja księdza Janusza Bielańskiego z funkcji proboszcza parafii katedralnej na Wawelu. "W związku z powtarzającymi się zarzutami współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL, infułat Janusz Bielański dnia 2 stycznia 2007 roku oddał się do dyspozycji Arcybiskupa Krakowskiego. Ksiądz Kardynał Stanisław Dziwisz ją przyjął - poinformował rzecznik krakowskiej kurii ks. Robert Nęcek.
Bielańskiego zastąpi na tej funkcji ks. Zdzisław Sochacki, dotychczasowy prefekt Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej.
www.radiozet.pl
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
CYWILIZACJA ZACHODNIA – bóg, któremu ufamy
W połowie września 2006 r., w piątą rocznicę wydarzenia, uznanego za największy akt agresji wymierzony kiedykolwiek przeciwko symbolom amerykańskiej cywilizacji, w odległej prowincji waszyngtońskiego imperium, w Europie Środkowej, ukazała się w języku polskim wielkonakładowa publikacja z unikalnym materiałem historycznym, nierozpowszechnianym do tej pory na porównywalną skalę w sieciach dystrybucji prasy korporacyjnej. Film "11 września. Niewygodne fakty", będący skróconym zapisem wydarzeń i opinii ekspertów z różnych dziedzin, takich jak budownictwo, lotnictwo, pirotechnika, psychologia czy dziennikarstwo, stanowi niewyobrażalnie trudny do odparcia na drodze racjonalnej dedukcji materiał dowodowy, będący poważnym oskarżeniem władz wielkiego imperium Stanów Zjednoczonych o dokonanie najgorszej ze zbrodni: ludobójstwa, wymierzonego przeciwko ofiarom katastrofy 11 września i w konsekwencji przeciwko mieszkańcom Afganistanu i Iraku.
Materiał ten prowadzi jednak nie tylko do prostej refleksji na temat winy za jeden z setek czy tysięcy epizodów, które splamiły krwią bestialską historię Zachodu. Bardziej wnikliwych obserwatorów zmusza również do fundamentalnego podważenia dorobku współczesnej, dominującej, zachodniej filozofii politycznej i racjonalnej kontestacji argumentów, sankcjonujących zasady funkcjonowania nowoczesnej technologicznej cywilizacji korporacyjno-przemysłowej, w której "tajemnica i oszustwo są nieodłącznym atrybutem rządzenia", jak sformułował naczelne kredo swojej politycznej kultury uznany autorytet neoliberalnej politologii, profesor Uniwersytetu Harvarda, Samuel Huntington. (1)
Tajemnica i oszustwo są nie tylko częścią politycznej rzeczywistości, której nikt z nas nie ma możliwości współtworzyć, ale przede wszystkim stanowią trzon kultury intelektualnej hierarchicznego systemu społecznego, który jedni z nas zmuszeni są milcząco akceptować inni zaś motywowani są by go kreatywnie wspierać. To właśnie kultura intelektualna odpowiedzialna jest za tworzenie w społeczeństwie systemu przekonań, umożliwiających sankcjonowanie mechanizmów przemocy, bez których hierarchiczna struktura społeczna nie mogłaby nigdy funkcjonować. "Zachód zdobył świat nie dzięki wyższości swojej myśli filozoficznej, wartościom etycznym czy religijnym, ale raczej wskutek przewagi w stosowaniu zorganizowanej przemocy. Mieszkańcy Zachodu często zapominają o tym fakcie, obywatele innych obszarów kulturowych - nigdy". Wartość tej tezy nie wynika z faktu, że jest niezwykle trudna do podważenia, ale przede wszystkim że wypowiedziana została przez jednego z najbardziej uznanych, respektowanych i propagowanych autorytetów Zachodu, Samuela Huntingtona. (2)
Ze zrozumiałych względów, tego typu opinie nie są rozpowszechniane na skalę masową. Nauczyciele historii mieliby przecież spore problemy z zaszczepianiem u uczniów pożądanego szacunku do historycznej tradycji, jeśli musieliby tłumaczyć swym wychowankom, że tradycja ta tworzona była przez morderców. "Nie rozumiem skąd bierze się ta nadwrażliwość związana z użyciem gazów chemicznych – oświadczał w 1919 r. Winston Churchill, zezwalając na użycie broni chemicznej przeciwko "krnąbrnym Arabom". "Stanowczo opowiadam się za użyciem gazów trujących przeciwko niecywilizowanym szczepom… można stosować gazy, które powodują wielkie niedogodności i wzmagają ożywiony terror i mimo to nie powodują poważniejszych, trwałych skutków u przeważającej części populacji, narażonej na ich działanie". (3) Na podstawie takich wypowiedzi łatwo zrozumieć, jakie treści nie mogą trafiać do podręczników historii, aby wizerunek naszej kultury zachowywał swój nieskazitelnie szlachetny charakter.
Proces socjalizacji w kulturze zachodniej nie jest jednak zadaniem łatwym. Wymaga mozolnego trudu, perswazji i złożonego, wielostopniowego systemu selekcji i indoktrynacji, która u przeważającej większości dorastających dokonuje się pod presją i w atmosferze niechęci. Historia i nauki o kulturze nauczane są do dziś metodami scholastycznymi, polegającymi na wykształcaniu umiejętności powtarzania faktów, wyselekcjonowanych przez grupy ekspertów, bez umiejętności ich samodzielnej analizy, opartej o indywidualne przemyślenia moralne.
Najokazalszym owocem indoktrynacji społeczeństw przemysłowych jest oczywiście historia Stanów Zjednoczonych, które w naszym mitologicznym kanonie odegrały rolę "najsprawiedliwszego, najbardziej postępowego, najbardziej honorowego i najbardziej oświeconego narodu świata".(4) Samo powstanie kolonii, związane z jednym z największych aktów ludobójstwa w historii kontynentu amerykańskiego i bestialską eksploatacją ludności afrykańskiej nie dawało uzasadniać się na gruncie chrześcijańskiej filozofii i wymagało stworzenia naukowej teorii rasowej, stanowiącej imponujące świadectwo kreatywnych możliwości umysłowych gatunku ludzkiego, wymuszonych przez ekonomiczne potrzeby cywilizacyjnej hierarchii społecznej.
Dla elit macierzystej Europy, Stany Zjednoczone stanowiły od początku XX wieku najbogatsze źródło inspiracji polityczno-ekonomicznej i "sprawdzony wzór" do naśladowania. Odwoływanie się do "doświadczeń" Stanów Zjednoczonych stanowi do dziś dla polskiej inteligencji najbardziej przekonywujący mechanizm argumentacji, którego krytykowanie wykracza niemal poza umysłowe możliwości badawcze. Pamiętać trzeba, że główny nurt kultury tworzony jest w służbie władzy, a zgodnie z tym, co postulował prezydent Woodrow Wilson na początku XX wieku, wszystkie narody powinny "jednogłośnie przyjąć doktrynę prezydenta Monroe jako doktrynę światową". Z niej wywodzą się amerykańskie zasady i doktryny polityczne. "Nie będziemy akceptować innych". Zasady te są bowiem "zasadami politycznymi wszystkich perspektywicznie myślących mężczyzn i kobiet, każdego nowoczesnego państwa, każdej oświeconej społeczności. Są to zasady całej ludzkości, które muszą zostać zachowane".(5) "Stany Zjednoczone są dobre", wyjaśniała później sekretarz stanu Madlaine Albraight, i nie przeszkadzał temu fakt, o którym z dumą mówił jeszcze w 1895 r. amerykański mąż stanu i uznany historyk Henry Cabot Lodge, że "mamy na koncie podboje, kolonizację i ekspansję nieporównywalne do historii żadnego państwa w XIX w. Nie będziemy też pohamowywać naszych działań w nadchodzącej przyszłości". (6)
W świadomości wychowanków europejskich szkół symbol dumy i najjaśniejsze światło wolności, uzasadniające tak wielką prosperitę gospodarczą, powstał nie z grabieży, eksploatacji i narzucania nieuczciwych warunków handlowych ale z doskonałego systemu praw ekonomicznych, współgrających harmonijnie z zasadami wolnej konkurencji bo nadzorowanych przez badaczy wolnorynkowej biblii w instytutach Adama Smitha. Fakt, że na teren Stanów Zjednoczonych nie wolno było nigdy wwozić obcych towarów handlowych, a granice państwa strzeżone były zawsze wysokim murem zaporowych taryf celnych, nie przeszkadza by tytułować to państwo mianem oazy wolności handlu. Zagadnienie to stanowi w naszej kulturze temat tabu, chociaż na szczytach władzy mówi się o tych sprawach dosyć otwarcie. "Jeśli mamy być ze sobą szczerzy - stwierdził kiedyś czołowy eksporter bawełny i członek administracji Roosevelta, William L. Clinton - musimy przyznać, że wiele grzechów, za praktykowanie których otwarcie krytykujemy inne państwa, ma swoje analogiczne odpowiedniki w Stanach Zjednoczonych". (7) Gdy państwa europejskie takie jak Francja, Niemcy i Austria wprowadzały taryfy celne by odgrodzić swe rynki przed amerykańskimi nadwyżkami produkcyjnymi, odbierane to było jako zagrożenie dla prosperity USA, pisał wybitny historyk dyplomacji, William Appleman Williams. (8)
"Nawoływanie za wolnym handlem jest tak samo daremne jak płacz kapryśnego dziecka w ramionach niańki, które domaga się błyszczącej gwiazdki z nieba… Wolny handel nigdy nie istniał i nigdy nie powstanie" – objaśniał ze zdumiewającą otwartością sekretarz stanu administracji Johna Quincy Adamsa, Henry Clay, dla którego wolny handel był zaledwie eufemizmem oznaczającym gigantyczne imperium handlowe. W rzeczywistości chodziło bowiem o "brytyjski system kolonialny, który mamy zaadoptować". Twierdził, że "wszystkie narody zdają sobie z tego sprawę, podobnie jak my sami, że to, co nazywamy 'wolnym rynkiem' nie oznacza nic innego niż zdobycie – dzięki olbrzymiej przewadze gospodarczej, jaką dysponujemy – monopolu dla naszych wytwórców na wszystkich rynkach świata oraz powstrzymywanie innych narodów przed przeobrażeniami prowadzącymi do zajęcia pozycji producentów".(9)
"Praworządny podbój obcych rynków", jak określił cele polityki międzynarodowej USA prezydent Wilson, nie różnił się od strategii merkantylizmu kolonialnej epoki imperium brytyjskiego, kiedy handel oznaczał wojnę.(9) "Handel jest… najsilniejszym narzędziem naszej polityki międzynarodowej, bronią dalekiego zasięgu, którą rozstrzyga się losy narodów" - objaśniał w 1939 r. członek Rady Stosunków Międzynarodowych, William Diebold Jr.(11)
"Niewidzialna ręka rynku nigdy nie może działać bez niewidzialnej pięści – McDonald's nie może rozwijać się bez McDonnell-Douglas, producenta samolotu F-15. Niewidzialna pięść, która utrzymuje świat bezpiecznym dla technologii z Doliny Krzemowej, nazywa się Armią Stanów Zjednoczonych, Siłami Powietrznymi, Marynarką Wojenną i jednostkami amerykańskiej piechoty" – obwieszczał światu u schyłku XX w., bez zdradzania najmniejszego sentymentu do tradycyjnej, zachodniej hipokryzji wolnorynkowej, sztandarowy felietonista dziennika New York Times, Thomas Friedman.(12)
Edukacja w społeczeństwach przemysłowych, odpowiedzialna za klimat kultury intelektualnej i subordynację mas, nie może pozwolić sobie na równie odważne szarże szczerości, jakimi sporadycznie uatrakcyjniane są wiadomości dla menedżerów na stronach najbardziej prestiżowej gazety świata. Z tego też powodu demokracja i wolny rynek pozostają w powszechnej świadomości największymi zdobyczami cywilizacji amerykańskiej, o jakich nie zapomni nigdy, wyrwany ze snu w środku nocy, żaden dobrze wykształcony obywatel Zachodu. Taka jest siła wiary i znaczenie mechanizmu kulturowej indoktrynacji. Bez nich żadna hierarchia cywilizacyjna nie mogłaby funkcjonować. Bez tajemnicy i oszustwa nie dałoby się rządzić i podporządkować sobie człowieka.
Instrumentalną rolę kłamstwa w politycznej manipulacji państwowego aparatu władzy najlepiej daje się obserwować analizując historię. Polska rzeczywistość ostatnich lat jest świadectwem intelektualnego służalstwa i politycznego lunatyzmu o spektakularnych wprost rozmiarach. Wyzwolone spod sowieckich wpływów państwo ogłosiło się demokratycznym, przywracając jednocześnie przedoświeceniową symbolikę monarchicznej tyranii w narodowym godle i podkreśliło sentyment do autorytarnej tradycji w emisji nowej serii banknotów, dając w ten sposób światu żałosne świadectwo dojrzałości swojej klasy politycznej, która nie okazała się jeszcze należycie przygotowana do tego, by powitać oświecenie nad Wisłą. Wieści o tym, że stosowniejszym symbolem demokracji może być most a nie monarchistyczny tyran, przywiał do Polski – ponad dwieście lat po rewolucji francuskiej - wiatr z Zachodu, towarzyszący emisji nowych banknotów Unii Europejskiej.
Deklarowany związek Polski z amerykańską tradycją polityczną jest dowodem jeszcze większego obłąkania. Nic dziwnego, bo historia Stanów Zjednoczonych pozostaje dla polskiej inteligencji kontynentem do dzisiaj ciągle nieodkrytym.
Rewolucja amerykańska i powstanie Stanów Zjednoczonych było pierwszym w historii kultury zachodniej aktem odrzucenia znienawidzonych, monarchistycznych zasad funkcjonowania państwa i oddzielenia władzy państwowej od niemniej znienawidzonej władzy kościelnej. Dowody tej nienawiści, skrywane przez współczesne instytucje doktrynalne, są rozliczne. Jednym z najbardziej wymownych historycznych świadectw panującego wówczas światopoglądu politycznego jest oświadczenie, będące fragmentem porozumienia pokojowego z Trypolisem, które sformułowane zostało w czasie kadencji Georga Washingtona, a senat przegłosował je w roku 1797, gdy prezydentem był już John Adams. Zapis głosił, że "rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki pod żadnym względem nie opiera swych zasad funkcjonowania na religii chrześcijańskiej". Dokument przegłosowano bez pojedynczego sprzeciwu (!) i publikowała go również prasa – w Filadelfii i w Nowym Jorku - nie odnotowując później żadnych krytycznych komentarzy opinii publicznej. (13)
Nie było w tym po prostu nic szokującego. Kilka lat wcześniej, w swoim dziele "Age of Reason", Tom Paine, ulubieniec tłumów, największy bohater i przywódca duchowy rewolucji amerykańskiej, autor najsłynniejszych pamfletów politycznych historii anglojęzycznej literatury, pisał: "wszystkie narodowe instytucje kościelne, czy to żydowskie, chrześcijańskie czy islamskie wydają mi się niczym innym niż wytworem człowieka, ustanowionym w celu zastraszenia i zniewolenia ludzkości oraz zmonopolizowania władzy i bogactwa". "Z wszystkich systemów religijnych, jakie kiedykolwiek wynaleziono, nie ma drugiego bardziej obraźliwego dla stwórcy, bardziej destruktywnego dla człowieka, bardziej odrażającego dla intelektu i bardziej sprzecznego ze swoją własną logiką niż ten, nazywany chrześcijaństwem".(14) Trzy słynne pamflety polityczne Toma Paina – "Common Sense", "Rights of Man" i "Age of Reason" - najwybitniejsze dzieła amerykańskiej myśli oświeceniowej nie zostały do dzisiaj przetłumaczone na język polski, co powinno wywoływać rumieńce wstydu u polskich anglofilów, jeśli do ich świadomości dotrzeć mogłyby również słowa amerykańskiego dyplomaty i poety Joela Barlow, który pisał, że "bez pióra Paine’a, szabla Waszyngtona nie przydałaby się na nic". (15)
Nienawiść do zinstytucjonalizowanej religii chrześcijańskiej, leżąca u podstaw ogólnie akceptowanego przekonania o konieczności oddzielenia kościoła od państwa, była w Ameryce powszechna. James Madison, główny twórca amerykańskiej konstytucji, pisał, że "niewolnictwo religijne zakuwa w kajdany i osłabia umysł, czyniąc go niezdolnym do podejmowania jakichkolwiek szlachetnych przedsięwzięć". Twierdził też, że owoce piętnastu wieków funkcjonowania zalegalizowanego chrześcijaństwa były zawsze i wszędzie takie same: "pycha i gnuśność wśród kleru, ignorancja i poddaństwo wśród świeckiego ludu, u jednych i drugich: zabobon, bigoteria i prześladowanie". (16) Dzisiejsi chrześcijanie wolą nie poznawać swojej historii, ale ci, którzy przez wieki uciekali z monarchistycznych tyranii chrześcijańskich i podejmowali ciężką próbę przeprawy przez Atlantyk, rozumieli dobrze, że "celem oddzielenia kościoła od państwa jest utrzymanie na zawsze, w bezpiecznej odległości od brzegów tego lądu, nieustającej wojny, która od wieków broczy krwią ziemię Europy". (17)
"Kabalistycznemu chrześcijaństwu, jakim jest panujący od 1500 lat katolicyzm, zadano śmiertelną ranę, od której potwór w końcu zdechnie – pisał prezydent John Adams w liście do Thomasa Jeffersona w 1814 r. – mimo to jego potężne cielsko będzie w stanie wytrzymać jeszcze wieki zanim wykrwawi się do końca". (18) Krwawienie to, z masochistyczną przyjemnością i nacjonalistycznym bałwochwalstwem, znosi nieugięta w wierze polska inteligencja, której największym, deklarowanym autorytetem moralnym, duchowym i naukowym pozostawał jeszcze na początku XXI wieku najwyższy hierarcha Watykanu. Na wieść o tym fakcie założyciele Stanów Zjednoczonych Ameryki z pewnością przewracali się w grobach.
"Jeśli chodzi o moje zdanie na temat Jezusa z Nazaretu – wyznawał w 1790 r. wielki Benjamin Franklin - uważam, że system zasad moralnych jego religii … uległ wielu fałszywym przeinaczeniom i, podobnie jak liczni dysydenci w Anglii, mam pewne wątpliwości co do jego świętości; choć jest to problem na temat którego nie dogmatyzuję, nigdy nie zajmowałem się nim głębiej i uważam zbytecznym też by zajmować się nim w chwili obecnej, tym bardziej że już wkrótce spodziewam się mieć sposobność poznania całej prawdy bez większego trudu". Miesiąc później Ben Franklin zakończył swoje długie, nadzwyczaj aktywne życie, przechodząc do historii, podobnie jak wielu oświeconych Amerykanów, jako deista, nie chrześcijanin. (19)
"Prawie wszyscy założyciele naszego państwa byli niewierzącymi, a spośród dotychczas wybranych prezydentów [George Washington, John Adams, Thomas Jefferson, James Madison, James Monroe, John Quincy Adams i Andrew Jackson] ani jeden nie był wyznawcą wiary chrześcijańskiej" – mówił w czasie kazania, wygłoszonego w 1831 r. w Albany, New York, duchowny Bird Wilson. (20)
Wiele lat później, w czasach zimnowojennej schizofrenii politycznej ery McCarthy’ego, na odwrocie studolarowego banknotu, noszącego wizerunek Franklina, zaczęto drukować napis: "In God We Trust". (21) Tym plugawym kłamstwem klasa polityczna państwa potwierdziła intencję zniszczenia dorobku amerykańskiego oświecenia, a przede wszystkim zniszczenia historycznych obietnic i perspektyw, jakie dawała uciekinierom z europejskiej cywilizacji nadzieja, zaszczepiona w ich sercach i umysłach przez Toma Paina, który pisał: "moją myślą przewodnią i celem wszystkich politycznych publikacji, - było ocalenie człowieka od tyranii, fałszywych systemów i fałszywych zasad rządzenia i umożliwienie mu bycia wolnym". (22)
Zbigniew Jankowski
http://www.lepszyswiat.home.pl
|
|
Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl |
|
hmmmmmmm
|
|
http://s2.bitefight.pl/c.php?uid=96178 - daj sie ugrysc [b]widze ze duzo ma nicka z przedrostkiem dark, to ja bede miala darkshit |
|
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 34 |
| Nowy temat | Spis tematów | Nowszy wątek | Starszy wątek |